#61 2011-01-26 17:01:54

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

paulax5 napisał:


Rebecko!
Czemu mi nic nie powiedziałaś? Przecież pojechała bym z Tobą wiesz, że mam mnóstwo znajomości i pomogłabym Ci dowiedzieć się o stan zdrowia rodziców. I w ogóle to nie pomyślałaś o sobie i dziecku jesteś już w na tyle zaawansowanej ciąży że możesz zacząć rodzić w każdej chwili, zwłaszcza przy takim stresie, to bardzo niebezpieczne że pojechałaś sama! Będę czekać na wiadomość od Ciebie i pamiętaj, że w każdej chwili mogę do Ciebie dojechać. Jedź spokojnie i nie denerwuj się! Pa

Rebeca odpisała na kolejnego sms-a od Luci.

Kochanieńka nic nie wiedziałam o tym dowiedziałam się 10 minut szybciej zanim wyjechałam ze szkoły.       
Dziękuje za troskę ale dam sobie rade.
Nie martw się o mnie ciąża to nie choroba, obiecuje że będę uważać na siebie.
Najwyżej urodzę wcześniej i tak zaraz dojeżdżam do szpitala O' Donnell - Madryt tam mnie znajdziesz.           
Hehehe. Odezwę się później.
Dbaj o Lukasa. Buziaczki
Rebeca


Rebeca zajechała pod szpital O’ Donnell - Madryt. Wysiadła z auta i skierowała się w stronę recepcji. Gdy doszłam zapytała się o rodziców.
-Dzień dobry nazywam się Rebeca Ugarte i chciała by się dowiedzieć o stan zdrowia moich rodziców mieli wypadek.
-Imiona rodziców?
-Saumel i Victoria Ugarte.
-Pani rodzice leża na 3 piętrze urazówka, proszę pytać o doktora Duglasa Peree.
-Dziękuje pani za informacje.

Rebeca skierowała swoje kroki w stronę  windy. Nacisnęła guzik i wsiadła do niej i pojechała na 3 piętro gdy wysiadła z niej zauważyła swoje rodzeństwo siedzące w poczekalni. Ana ją dostrzegła i  podbiegła do niej z uśmiechem na twarzy.

-Rebeco!
-Cześć kotku. Rebeca przytuliła siostrę i uśmiechnęła się w stronę brata.
-Cześć Davide.
-Hej Rebeco.
-Wiecie coś na temat rodziców?
Bliźniaki popatrzyli na nią i pokręcili przecząco głową.
-Nic, nie chcieli nam nic powiedzieć bo jesteśmy nie pełnoletni dlatego czekaliśmy tu na ciebie.
-Skąd lekarze wiedzieli żeby mnie poinformować o wypadku?
-Mama powiedziała mi kiedyś że ma zapisane w notesie że jak im się coś stanie to każdy ma ciebie o tym informować. –odpowiedziała Ana
-To dobrze zrobiła. Idę do lekarzy.
-Siostrzyczko co będzie z nami jak rodzice z tego nie wyjdą?
-Nie mów tak Davide!
-Ale wszystko na to wskazuje Rebeco, chce wiedzieć na czym stoimy z Ane.
-Kochanie to się samo przez się rozumie że się wami zajmę przeciecz jesteście moim rodzeństwem.
-Tak jesteśmy, ale ostatnio nie miałaś dla nas czasu.
- Braciszku przesadzasz trochę, mam swoje życie i kiedy mam czas zawsze odwidziałam was i mamę.
-A ojca?
-Dobrze wiesz że nie mam i nie miałam nigdy dobre kontaktu z ojcem. Kocham go ale każdy z nas ma uparty charakter żeby szczerze porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystkie urazy.
-Nie mogła byś teraz tego zrobić?
-Nie kotku nie wiesz o co chodzi i się nie wtrącaj. To wszystko się zaczęło gdy was jeszcze nie było na świecie.
-Dobrze nie będę się wtrącał, wyjaśnisz nam to kiedyś?
-Tak Davide. Spróbuje wam to kiedyś wyjaśnić  jak będziecie starsi z Ane.
-Dziękuje, nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego nie rozmawiasz z  tatą.
-Zrozumiesz kto kiedyś braciszku.

-Co u ciebie słychać – chciała wiedzieć Ana.
-Specjalnie mnie zagadujecie żebym nie szła do lekarzy i spytała się co z rodzicami?
-Nie, chcemy wiedzieć co u ciebie słychać. A rodziców operują. –odparł Davide.
-Jak to operują i ja nic o tym nie wiem?!
-Nie mówił ci lekarz który do ciebie dzwonił że rodzice od razu zostali przewiezieni na sale operacyjną? –powiedziała Ana
-Nie nic o tym nie wiem. Ile to już trwa tzn. operacja?
-Z dobre 3 godziny. A teraz mów co u ciebie.
-Dobrze już dobrze uparciuchy. Jak widzicie jestem w ciąży i nie długo zostaniecie wujkiem i ciocią.

http://img225.imageshack.us/img225/7186/rebecabebe.jpg


-A co będziesz miała? –dopytywała się niecierpliwie Ana
-Córeczkę
-Fajnie a wybrałaś już imię? –chciał wiedzieć Davide.
-Tak wybraliśmy już imię. A właściwie to wybrał jej ojciec.
-Masz męża? - pytał zdziwiony brat.
-Nie braciszku narzeczonego.
-Mama nic nie mówiła na ten temat!
-Bo mama nie wiedziała nic na ten temat. Zaręczyliśmy się 3 dni temu, a ja chciałam wam to osobiście powiedzieć i wybieraliśmy się do was z tą wiadomością ale nie zdarzyliśmy przed wypadkiem.
-Jak ma na imię twój narzeczony i powiesz wreszcie jakie imię wybrałaś dla naszej siostrzenicy.
-Mój narzeczony ma na imię Martin a imię dla małej to Oliwia Victoria Ana.
-Fajne imię wybraliście.

-Dziekuj A co u was cały czas tylko o mnie rozmawiamy. Co w szkole?
-U mnie dobrze –odparła Ana. Ale Davide  grozi nie zdanie z historii.
-No wieszcz co braciszku! Masz w rodzinie historyka i nie mogłeś do mnie zadzwonić żebym ci mogła pomóc ?
-Nauczycielka na mnie się uwzięła.
-Hehe. Bo na pewno jej dokuczałeś inaczej by cie nie dręczyła.
-Nie siostrzyczko, chodziłem z jej córką i zerwałem po jakiś czasie o od tego czasu mam przechlapane u historyczki.
-Oj biedactwo. Mówiłeś o tym rodzica?
-Nie! I nie warz się o tym wspominać.
-Dobrze nie będę wspominać rodzicom, ale masz się wziąć do nauki. Jak będę miała chwile czasu to zajadę do szkoły i porozmawiam z tą panią.
-Naprawdę to zrobisz dla mnie?
-Tak.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. Dobra dzieciaki wrócimy do tej rozmowy później teraz pójdę się spytać o stan zdrowia naszych rodziców jak będzie wszystko dobrze to jedziemy do domu, bo muszę trochę odpocząć.
-Dobrze.
-No to idę.

Rebeca wstała z krzesła i poszła poszukać lekarza który zajmował się jej rodzicami. Wyciągnęła komórek żeby zobaczyć która była godzina na wyświetlaczu pokazywało się 18:15 i kilka połączeń nie odebranych i jedna wiadomość nie odczytana.

Masz 10 połączeń nieodebranych
Masz 1 wiadomość nie odebraną

Rebeca zobaczyła że Hector i Lucia dzwonili do niej dwa razy, reszta połączeń i sms-a były od Martina


Kochanie
Gdzie jesteś szukam cię cały dzień.
Wybacz mi że tak głupio postąpiłem.
Przepraszam za wszystko, obiecuje że nigdy się to już nie powtórzy.
Odezwij się do mnie.
Kocham cię bardzo
Martin

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-01-26 21:45:12)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#62 2011-01-26 17:51:00

 BarthezzLodz

Szef forum

Zarejestrowany: 2010-09-03
Posty: 615
Punktów :   23 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Hector był zaskoczony rezultatami hipnozy, którą przeprowadził znajomy Lucii – Manuel. Był to bardzo miły człowiek, jednakże Hector odczuwał jakieś nieuzasadnioną obawę przed nim. Nie miał przecież ku temu żadnych powodów. Manuel był przecież zaufanym człowiekiem.
Sandra postanowiła się udać do Lucii na drobne ploteczki. Razem z nią poszedł Hector. Chciał podziękować za załatwienie naprawdę dobrego fachowca.
- Lucia, ten Manuel jest nieziemsko przystojny. Ma kogoś? Normalnie zakochałam się w jego niebieskich oczach i blond włosach… - zaczęła Sandra.
- Blond włosach? – zapytała zaskoczona kobieta.
- No tak. Jest naprawdę przystojny.
- Ale on… on jest brunetem.
- No co ty… przecież wiem, co widziałam, prawda Hectorze? – odpowiedziała Sandra.
- Tak. Wysoki blondyn.
- Wysoki? Muszę was chyba zmartwić. To nie mógł być Manuel. On jest raczej niskim brunetem.
- To kto to mógł być? – zapytali niemal jednocześnie Hector i Sandra.
- Zaraz zadzwonię do szpitala i porozmawiam z Manuelem.
Lucia wyjęła swój telefon komórkowy i zadzwoniła do zaprzyjaźnionej kliniki.
- Szpital nr 3 w Madrycie. Alexandra del Toro, w czym mogę pomóc? – odezwał się miły głos w słuchawce.
- Witam serdecznie, Lucia Garcia przy telefonie. Mogłabym rozmawiać z Manuelem de Guirrano?
- Doktor znajduje się w swoim gabinecie. Już łączę.
Lucia długo czekała aż psycholog odbierze. Sekundy dłużyły się niemiłosiernie.
- Niestety doktor nie odbiera. Być może ma pacjenta. Proszę spróbować za piętnaście minut, dobrze?
- Dobrze. Dziękuję bardzo. – odpowiedziała wyraźnie zaniepokojona.
- I co? – zapytał Hector.
- Manuel na razie nie odbiera, być może ma pacjenta. Mam zadzwonić za jakiś czas.
- A co jeżeli oni zrobili mu krzywdę? – zapytała z przerażeniem w głosie Sandra.
- Nie wyciągajmy pochopnych wniosków. Za chwilę zadzwonię ponownie. – odpowiedziała Lucia.
Po piętnastu minutach Lucia jeszcze raz wystukała numer telefonu.
- Szpital nr 3 w Madrycie. Alexandra del Toro przy telefonie, w czym mogę pomóc? – zapytała po raz kolejny kobieta.
- Tu jeszcze raz Lucia. Lucia Garcia.
- Tak, pamiętam. Już łączę z doktorem de Guirrano.
Po kilku sekundach oczekiwania w słuchawce odezwał się inny głos. Męski. To był głos Manuela.
- Manuel de Guirrano przy telefonie. Dzień dobry.
¬- Cześć Manuel, tu Lucia z Czarnej Laguny.
- Tak, tak. Poznaję. Dzwonisz pewnie, żeby zapytać, kiedy znajdę czas, aby wpaść do tej twojej przyjaciółki. Przepraszam, ale miałem bardzo zapracowany tydzień.
- Manuel… tutaj w Czarnej Lagunie ktoś był. Ktoś, kto podał się za ciebie. Przeprowadził Sandrze hipnozę.
- O niczym takim nie wiem. Nikogo do was nie wysyłałem. Dał Sandrze jakieś tabletki? Jeśli tak, to niech pod żadnym pozorem ich nie bierze. Nie wiemy co to za typ…
- Dziękuję za rozmowę. Czyli jutro do nas przyjedziesz?
- Tak, jutro będę miał więcej czasu. Będę po obiedzie, około 17, pasuje wam?
- Tak, tak. – odpowiedziała bez namysłu Lucia. – Do zobaczenia.
- Do jutra. – prawdziwy Manuel odłożył słuchawkę.
Lucia odłożyła swoją komórkę i powiedziała do rodzeństwa:
- Ten facet, który tutaj był to nie Manuel. On nawet nie ma pojęcia o jego wizycie. To musi być ktoś, kto podsłuchał moją rozmowę. Tylko nie wiem po co…
Hector i Sandra aż zamarli z wrażenia.
- Może ten ktoś jest z OTTOXu i chce wiedzieć co Sandra pamięta z czasów dzieciństwa. – odezwał się Hector.
- Tylko po co? – zapytała jego siostra.
- Aby wiedzieć, że im nie zagrażasz. Że nie pamiętasz szczegółów. Nie wiem. – odparł smutno mężczyzna.
- I co my teraz zrobimy? – zapytała z nadzieją Lucia. – Tak na dobrą sprawę nie wiemy kim w ogóle był ten człowiek.
- Poczekaj chwilę, Lucia.  W torebce mam wizytówkę, którą mi dał. Mówiąc szczerze, to nawet jej nie oglądałam. Może tam będzie jakaś wskazówka.
Sandra  pobiegła do swojego pokoju i przyniosła dużą skórzaną torbę. Zaczęła przetrząsać jej zawartość w poszukiwaniu wizytówki. Liczność kieszeni, schowków i suwaków zdecydowanie nie ułatwiała zadania. Po kilku minutach nerwowego przeglądania czeluści czekoladowej torby Sandra wyjęła niewielki kartonik.

Manuel de Guirrano
specjalista do spraw psychologii
tel. +34 536 98 98 78

- To nie jest jego numer telefonu. – powiedziała Lucia.
Sandra odwróciła wizytówkę na drugą stronę. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Offline

 

#63 2011-01-26 17:55:15

 Julia25

Moderator

4987041
Zarejestrowany: 2010-07-01
Posty: 1165
Punktów :   14 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

-Sandra, co tam jest? -zapytała Lucia widząc zaniepokojoną minę przyjaciółki.
Ta bez słowa odwróciła wizytówkę.
-St. Barbara Hospital? -zapytał Hector. Myślałem, że będzie wielki napis OTTOX czy coś takiego.
-Co ma z tym wszystkim wspólnego St. Barbara?  -zapytała zdziwiona Lucia.
Sandra westchnęła głęboko. I tak wizja wspólnych ploteczek z Lucią poszła w las. Czy jeszcze kiedykolwiek spędzi spokojny dzień bez napomykania o OTTOXie?
-St. Barbara to szpital, do którego jeździłam na 'badania' w dzieciństwie, to szpital, gdzie urodziłam Marcosa i Paulę...
-Chwila, chwila. -przerwał jej Hector. Dlaczego wybrałaś ten szpital gdy byłaś w ciąży z Marcosem i Paulą? Przecież bliżej miałaś lepszy i nowocześniejszy Szpital Kliniczny nr 1...
-wiesz, chciałam do niego iść, ale mój ojciec mnie przekonał, ze St. Barbara jest lepsza, ze ma tam znajomych, którzy się mną dobrze zaopiekują.
-Tak, i ci sami znajomi sprawili, ze jesteś w ciąży. -pomyślał Hector. -No to jest wszystko jasne. -powiedział. -Sandra jest znów w ciąży i OTTOX poprzez ludzi z St. Barbara chce mieć nad nią kontrolę. Im  zależy na dziecku...

Lucia zastanawiała się nad tym, czy powiedzieć rodzeństwu o tym, czego dowiedziała się od Eduardo w laboratorium. O tym, ze Paula została poczęta w ten sam sposób co najmłodsze dziecko Sandry. Nie, postanowiła się z tym wstrzymać i porozmawiać z Hectorem na osobności. Sandra mogłaby się tym zbytnio przejąć, co mogłoby zaszkodzić maleństwu.

-Mierde! I po co ja się zgodziłem na tę hipnozę? Teraz ci hijo de puta wiedzą, co Sandra pamięta. -powiedział zrozpaczony Hector.
-Super! Czyli znowu jestem w niebezpieczeństwie? -zapytała podirytowana Sandra. -Czy oni nigdy nie zostawią nas w spokoju? Dlaczego nie mogą sobie znaleźć innych ofiar? Dlaczego musimy przez nich cierpieć? Ja mam już tego dosyć, dłużej tego nie zniosę!
-Sandra, spokojnie. -Lucia starała się ją uspokoić. -Tylko mi tu teraz nie mdlej. Stres może zaszkodzić maleństwu.
-Wcale nie zamierzam! -wykrzyknęła kobieta i wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami, zostawiając Hectora i Lucię ze zdziwionymi minami.

-Lucia, może ty jednak spróbuj załatwić tego psychologa na dzisiaj. Mojej siostrze się chyba właśnie pogorszyło...
-Źle wykonana hipnoza może pozostawić widoczne ślady na psychice. -odrzekła lekarka. -Ale chyba o to chodziło OTTOXowi. Idź jej poszukać. Boję się, ze Sandra może zrobić coś głupiego, nie jest sobą. Ja zadzwonię do Manuela.

-Manuel de Guirrano przy telefonie. Słucham?
-Witaj Manuel, to znowu ja, Lucia. Przepraszam, że znów zawracam ci głowę, ale może dałbyś radę przyjechać dzisiaj? Najlepiej jak najszybciej.
-Coś się stało twojej przyjaciółce?
-Nie jest z nią dobrze. Podejrzewam że to sprawka tego gościa od hipnozy. Wybiegła nagle z pokoju bez słowa. Sprawiała wrażenie, jakby chciała zrobić coś głupiego. Manuel, ja się naprawdę o nią boję!
-Dobrze, postaram się przyjechać jak najszybciej. Z tego co mówisz, jest bardzo źle.
-Dziękuję Manuel. -powiedziała Lucia i zakończyła połączenie.

Hector pobiegł do pokoju siostry. Nie było jej tam. Wybiegł na korytarz krzycząc:
-Sandra! Sandra! Odezwij się!
-Hector, co się stało? -zapytał Marcos wychylając głowę z pokoju. -Dlaczego tak krzyczysz?
-Marcos, widziałeś gdzieś mamę?
-Tak, wyszła gabinetu Lucii i poszła na dół. Była jakaś dziwna... Czy z nią wszystko dobrze?
-Żebym ja to wiedział .-powiedział smutno mężczyzna. -Dzięki, wracaj do pokoju. Idę jej szukać.

Hector zbiegł na dół po schodach. Sandry nigdzie nie było widać. Wybiegł na zewnątrz i odetchnął z ulgą. Jego siostra siedziała na ławce.
-Sandra! Co ty wyprawiasz? -krzyknął podbiegając do niej. -Co się z tobą dzieje?
-A co ma się dziać? Mam już tego dosyć! Ciągłe życie w strachu? Co to za życie. Lepiej już tym raz na zawsze skończyć...
-Co ty mówisz? -przestraszył się mężczyzna. -Sandra, a ja? A twoje dzieci? A maleństwo o którym powinnaś teraz myśleć?
Kobieta rozpłakała się.
-Ty się nimi zajmiesz lepiej. Przynajmniej nie będzie wam już groziło niebezpieczeństwo.
Sandra nie wiedziała jak bardzo się w tej chwili myliła...
-Przestań wygadywać głupoty, Chodź na górę. Musisz odpocząć. Wytrzyj łzy, wszystko będzie dobrze. Nie możesz tylko się poddawać.
Sandra wstała z ławki.
-Już za późno...
-Sandra?! O czym ty mówisz?
-Hector, spać mi się chce...
Mężczyzna spojrzał na nią z przerażeniem.
-Sandra? Co ci jest? Co ty zrobiłaś?
Kobieta opadła na ławkę, z ręki wypadł jej pusta buteleczka po jakiś tabletkach.
-Sandra! Sandra! Mierde! Sandra! Coś ty wzięła? Sandra?! Słyszysz mnie?

Ostatnio edytowany przez Julia25 (2011-01-26 21:52:14)


Zapraszam na chomiczka
http://chomikuj.pl/Nadkomisarz



https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObWNv8_qI/AAAAAAAAAZQ/t7xEgIslZls/Obraz_hrrqrns.jpg



https://lh5.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObSyUS4qI/AAAAAAAAAZM/TxOY-TwQK6I/4_hrrqrxa.jpg

Offline

 

#64 2011-01-26 20:57:38

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Lucia była u siebie w gabinecie, wietrzyła go właśnie kiedy usłyszała krzyczącego Hectora. Natychmiast zbiegła na dół i wyszła z Internatu podbiegając do rodzeństwa
-Sandra? Co się stało? Zemdlała?
-tak, myślałem, że w porządku ale za chwilę opadła na ławkę, mówiła, że jej się spać chce
-Sandra! Obudź się…
Kobieta zaczeła ja lekko poklepywać i po chwili Sandra zaczeła otwierać oczy
-spać mi się chce…
-pomożesz mi ja zanieść do środka?
Hector wziął siostrę na ręce i zaniósł do gabinetu i położył na leżance. Lucia popatrzyła na kobietę
-Hector czy ona przypadkiem czegoś nie brała? Jakiś leków?
-znaczy… hmm… ja niewiem…. To trzymała w ręku-mówił podając buteleczkę po tabletkach
-skąd ona je wzięła? U mnie są schowane na kluczyk!
-co to są za lekarstwa? Wyjdzie z tego?
-to środki nasenne… Już chyba wiem skąd je miała. Ostatnio jak nie mogła spać dałam jej żeby się wyspała. Jak mogłam nie pomyśleć, że może spróbować zrobić coś takiego!
-Lucia, to nie Twoja wina, co teraz z Nią będzie
- zmierze jej najpierw ciśnienie no i  będę musiła jej pobrać krew i to sprawdzić
Lekarka zmierzyła jej ciśnienie
-Ma znów zbyt wysokie, ja niewiem co mam z Nią robić, ciągle ono skacze, te wszystkie krótkotrwałe utraty przytomności mogą się kiedyś naprawdę źle skonczyć, żadne lekarstwa na już nie działają, niewiedze tu innego wyjścia jak dłuższy odpoczynek w szpitalu bo opieką,  ja nie zwsze mogę być przy Niej a to naprawde niebezpieczne zwłaszcza, że jest w ciąży
-do szpitala? Lucia proszę nie rób tego
-Hector to co ja mam zrobić? Tu się ciągle coś dzieje, to ją przerasta, ona musi odpocząć
Lucia pobrała krew i sprawdziła jej zawartość. Okazało się że Sandra faktycznie wzięła tableteki  nasenne, całe szczęście jednak, że nie wzięła ich za dużo
-teraz będzie spała, ale muszę cały czas z Nia być jak by się coś działo

Razem czuwając przy Niej usiedli obok, pijąc kawę i zaczeli rozmawiać
-Chciałam z Wami porozmawiać na temat tych zwłok, ale powiem Tobie, Sandra narzie nie powinna o tym wiedzieć ma wystarczająco dużo zmartwień i problemów. Osobą, którą znalazłeś była Kobieta, jedna z sierot, gdyż miała tatuaż bliźniąt, podano jej leki po których zaczeła się dusić i zmarła. Eduardo nie udało się ustlić kto to był wcześniej ale dziś rano zadzwonił, że to była sędzia- Marta, jedna z dziewczynek, na których przeprowadzano doświadczenia
-podejrzewasz, że to OTTOX?
-Ja nie podejrzewam, ja wiem, słuchaj dalej… Ona była w 2 miesiącu ciąży, to było zapłodnienie a nie ciąża naturalna i jest jeszcze jedna rzecz… to dziecko miało takie samo DNA co matka, przypomina Ci to coś?
Hector nie wiedział co odpowiedzieć
-to… oni jej tez to zrobili?
-przy niej Eduardo znalazł jeszcze jeden list- Lucia wyjęła go z szuflady i podała Hectorowi
-musimy być bardzo ostrożni, oni wszystko o Nas wiedzą
-tak, zdecydowanie za dużo
W tym momencie któs zaczął pukać do gabinetu
…………..puk…………….puk…………
-proszę
-Hola Lucia!
-Manuel!, Jak miło Cię widzieć!
-Lekarz wszedł do środka i zobaczył Hectora
-Dzień dobry Manuel de Guirrano-psycholog
-Hector de la Vega, jestem dyrektorem szkoły
-miło mi poznać
-Dziękuję Ci, że zgodziłeś się przyjechać jeszcze dziś, ale jak widzisz były małe komplikacje, z Sandrą nie jest dobrze, naprawdę liczę, że ta rozmowa z Tobą coś da!
-Postaram się pomóc, ale na razie to chyba nie możliwe bo pacjentka śpi
-moja siostra wzięła już z tego wszystkiego środki nasenne
-Maneul spokojnie ona zaraz powinna się obudzić podałam jej płyny na przeczyszczenie, nie wzięła ich dużo i jeszcze nie zdążyły dobrze zacząć działać

W tym momencie Sandra zaczeła się podnosić
-Sandra, połóż się może jeszcze
-nie, co się stało?- pytała zmieszana kobieta
-nieważne, już dobrze przyjechał mój znajomy, żeby z Tobą porozmawiać dasz radę?
-tak… ja …tylko boli mnie głowa
-Może przejdziemy do pokoju Snadry?- zaproponował Hector
-tak to będzie najlepsze rozwiązanie, dobrze oby podczas rozmowy pacjenta znajdowała się swoim otoczeniu i miejscu przyjaznym a gabinet lekarski raczej się zbyt dobrze nie kojarzy
Hector pomógł siostrze wstąć i razem z psychologiem poszli do pokoju Sandry

Ostatnio edytowany przez paulax5 (2011-01-26 22:41:26)

Offline

 

#65 2011-01-26 21:24:05

 Oranjezicht

Stały bywalec

Skąd: Wrocław/Gżira (MTL)
Zarejestrowany: 2010-10-25
Posty: 173
Punktów :   15 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Lucas zaraz po przebudzeniu kolejnego dnia poczuł się bardzo źle, mimo, że przespał całą poprzednią noc. Chłopiec nienawidził złego samopoczucia. "Ktoś tu musi rozsiewać paskudne zarazki i teraz nie będę mógł wyjść z łóżka i bawić się z Thomasem - skoro on jest chory to lepiej żeby nie miał kontaktu z innymi chorobami....ale ja się tutaj zanudzę na śmierć! Nie wiem kto mógł być takim złośliwcem żeby roznosić zarazki, jak był chory to powinien leżeć w łóżku a nie chodzić i zarażać innych. Muszę pójść do Lucii i poprosić o jakieś lekarstwa, może mi coś da takiego, że od razu się lepiej poczuje, w końcu Lucia zna się na całej medycynie i nie ma lepszego lekarza niż ona na całym świecie" Lucas powoli zszedł z łóżka i czuł, że bolą go wszytskie kości, a i czuł jeszcze rozcięte kolano. Udał się więc wolnym krokiem do pokoju Lucii w nadzie na otrzymanie cudownego lekarstwa...miał napradę dużą nadzieję, że się nie rozczaruje....


http://img156.imageshack.us/img156/6001/beztytuupqh.jpg



Klieb raqda la tqajmux

Offline

 

#66 2011-01-26 21:29:04

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Rebeca poszła poszukać doktora Duglasa Peree. Znalazła go w jego gabinecie.  I zapukała do drzwi.

Puk,Puk.

-Proszę.
-Dobry wieczór doktorze, przyszłam się spytać o moich rodziców Samuela i Victoria Ugarte.
-Dzień dobry pani, ja się nazywam Duglas Peree. A z kim mam przyjemność?
-Oj przepraszam, Rebece Ugarte.
-Miło mi pani Rebeco. Mam złe wiadomości.
-Może przejść pan od razu do konkretów?
-Mogę choć będzie to dla pani szok a szczególnie w takim stanie.
-Dam sobie radę. Niech pan mówi o co chodzi.
-Niestety  pani ojciec nie żyje, obrażenia wewnętrzne były tak rozległe że operacja nić nie pomogła i zmarł na stole.
-A co z mamą?
-Z panią Victoria jest lepiej, ale niestety będzie sparaliżowana do końca życia. Ma przerwane kręgi w kilku miejscach i będzie musiała cały czas leżeć w łóżku.
Rebece zaczęły lecieć łzy po policzku.
-Wiec nie ma żadnej nadziej że wyzdrowieje?
-Nie pani Rebeco.
-Mogę się z nią zobaczyć?
-Oczywiście że tak, już się wybudziła z narkozy.
-Dobrze, niech zaprowadzi mnie pan do niej.

Lekarz zaprowadził ją do Matki która leżała w sali pooperacyjnej. Rebeca podeszła do łózka gdzie leżała kobieta i usiadła koło niej na krześle.

-Cześć mamusiu
-Rebeco! Co ty tu robisz?
-A jak myślisz? Dostałam telefon i od razu się zjawiłam przecież nie zostawię ciebie ani Davide czy Ane samą.
-Ale przecież ty jesteś w ciąży powinnaś na siebie uważać.
-Mamo! Nie dyskutuj ze mną. Mam się  dobrze i nic mi nie jest martwię się teraz o ciebie.
-A co z dzieckiem?
-Oliwia ma się dobrze za miesiąc poród i lekarze nie stwierdzili niczego niepokojącego. Wiec nacieszysz się jeszcze z towarzystwa wnuczki.
-To dobrze że nic ci nie jest i małej.
-Mówiłam ci. Jak się czujesz?
-A jak ma się czuć osoba sparaliżowana.
-Mamusiu nie załamuj się będzie dobrze. Załatwię najlepszych specjalistów i wyzdrowiejesz.
-Nie liczę na to córeczko.
-Dasz rade mamusiu tylko proszę cię nie załamuj się.
-Dobrze Rebeco postaram się dla ciebie.
-Musisz mamo. Za 3 miesiące mój ślub musisz na nim być tak samo małolaty.
-Bierzesz ślub? I nic mi o tym nie powiedziałaś
-Tak mamo biorę ślub. Nic ci nie mówiłam bo zaręczyłam się 3 dni temu i mieliśmy z Martinem i Lukasem przyjechać na weekend i wszystko wam opowiedzieć ale nie zdarzyliśmy bo zdarzył się wypadek.

-Kto to jest Lukas?
-Syn Martina uroczy urwis na pewno go polubisz. Mnie przekabacił na swoja stronę raz dwa, a wiesz dobrze że nie mam zaufania do poznanych dopiero co ludzi.
-Musi to być wyjątkowy chłopczyk.
-Tak samo mamo jak ty, ja czy bliźniaki.
-Jak to?
-Też ma dar tak samo jak my. Ma prorocze sny.
-Naprawdę?
-Tak.
-Muszę go poznać, dużo z nim mam wspólnego.
-Wiem mamusiu dlatego powiedziałam że go polubisz.
-Muszę na chwile wyjść. Przysłać tu twoje urwisy?
-Nie na razie nie. Powiedziałaś im o ojcu i o mnie?
-Nie mamo. Ale i tak muszę im o tym powiedzieć.
-Dobrze ale powiedz im to łagodnie wiesz jakie one są wrażliwe.
-Wiem mamo. Ana od razu będzie mi czytać w myślach a Davide sprawdzać moje emocje. Przed nimi nic się nie ukryje.
-Wiem że nic nie ukryjesz. Dlatego nigdy nie powiedziałam o tym twojemu ojcu bo znów by się zaczęło to samo co z tobą.
-I dobrze że nie powiedziałaś. Nie chciała bym żeby oni ten sam horror przeżywali co ja gdy dorastałam.  A wiesz że dzisiaj mnie wypytywali o to?
-Naprawdę?
-Owszem ale powiedziałam że są jeszcze za mali żeby to zrozumieć i gdy dorosną wytłumaczę im to kiedyś.
-A będziesz wstanie to zrobić?
-Muszę mamo. One muszą wiedzieć co zrobił ojciec żeby zrozumieć moje postępowanie do niego.
-Nigdy mu nie wybaczysz prawda?
-Tak mamo. Dla mnie to jest koszmar i chce o nim zapomnieć. Wiec nie rozmawiajmy na ten temat dobrze?
-Jak chcesz kotku, ale zawsze możesz ze mną o tym porozmawiać.
-Wiem i za to cię kocham że potrafisz wysłuchać i nie prawić kazań. Wrócę za 5 minut muszę iść do toalety.
-Dobrze kochanie uważaj na siebie.

Rebeca wyszła z pokoju i się zastanawiała jak to wszystko urządzić. Na pewno będzie trzeba sprzedać dom i kupić jakiś bliżej internatu żeby mama i bliźniaki byli blisko mnie i żebym mogła im zawsze pomóc i trzeba będzie zatrudnić jakąś pielęgniarkę do jej pomocy. Musze zadzwonić do Luci i Hectora.

Rebeca wyjęła komórkę i wykręciła numer Hectora

-Z tej strony Hector de la Vega w czym mogę służyć?
-Cześć Hector z tej strony Rebeca, mam do ciebie sprawę.
-Rebeca! Jak miło że dzwonisz. Czemu nie odbierałaś telefonów martwimy się o ciebie.
-Przepraszam cię ale nie słyszałam jak dzwoniłeś. Byłam zajęta.
-I Jak rodzice?
-Niestety jest kiepsko. Tata nie żyje a Mama jest sparaliżowana.
-Oj biedactwo współczuje cie.
-dziękuje. Mam do ciebie sprawę.
- Mów o co chodzi.
-Czy znalazł byś dwa wolne miejsca w szkole. Chciała bym żeby moje rodzeństwo uczyło się tam gdzie pracuje miała bym na nich oko.
-oczywiście że znajdzie się miejsce dla nich.
-Dziękuje ci Hectorze.
-proszę a co z zrobisz z mamą?
-Sprzedam dom i kupie coś blisko Internatu żeby mieć na nią oko i w razie potrzeby zawsze jej pomogę. No i muszę zatrudnić jakąś pielęgniarkę do niej ale to pomału.
-Kiedy wracasz?
-Jak załatwię tu wszystkie sprawy i kiedy mamę wypiszą ze szpitala.
-Nie martw się będziesz miała tyle wolnego ile potrzebujesz.
-Dziękuje jesteś kochany . Muszę kończyć odezwę się później.
-trzymaj się. I zawsze dzwoń gdy będziesz potrzebowała pomocy.
-Dziękuje jeszcze raz i się trzymaj cieplutko pozór wszystkich.
-Pozdrowię. Do usłyszenia, pa
-Pa.

Rebeca rozłączyła  się i wybrała numer do Luci. Ale koleżanka nie odbierała. Za to włączyła się skrzynka pocztowa, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału. Pik:
Cześć Lucio wiem że zawracam cię głowę ale mam do ciebie sprawę.
Czy mogła byś polecić mi jakąś pielęgniarkę potrzebuje do opieki nad matka została sparaliżowana.
Musze kończyć zadzwonię później. Buziaczki Pa.



Gdy kobieta skończyła rozmawiać prze telefon skierowała się w stronę poczekalni gdzie zostawiła swoje rodzeństwo. Podeszła do nich i powiedział prostu z mostu o co chodzi, wiedziała dokładnie że bliźniaki nie lubią jak coś się przed nimi ukrywa.

-Słuchacie, sytuacja nie wygląda najlepiej. Tata nie żyje miała za poważne obrażenie i zmarł w czasie operacji. A mama jest sparaliżowana i nigdy nie będzie już chodzić. Byłam przed chwilą u niej i trzyma się jakoś. Chce was zobaczyć. …

Rebeca nie dokończyła zdania bo zauważyła na korytarzu mężczyznę który szedł w jej stronę

-Martin to ty….?

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-01-27 00:30:40)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#67 2011-01-26 22:56:01

 Villa

Stały bywalec

Skąd: Sercem z Hiszpanii:*
Zarejestrowany: 2010-08-22
Posty: 127
Punktów :   
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Martin nie mógł znieść tej niepewności, ciągłego nie odbierania telefonów przez Rebecę. Postanowił do niej pojechać, bez względu na wszystko. W końcu to kobieta jego życia, jest teraz w trudnej sytuacji, a jego tam nie ma. Pakował się jak najszybciej mógł, żeby móc do Rebeci dojechać jeszcze zanim będzie ciemno.

- A jeszcze wiadomość dla Lucasa.

Wziął kartkę i zaczął pisać:

Kochany synku!

Wiem, że ostatnio..


W tym momencie Martin zauważył Lucasa

- Lucas zaraz, dokąd idziesz? Synku zaczekaj.
- Nie rozmawiam z Tobą.. Jesteś malo..
- Lucas, kochanie nie mów tak, wiesz, że tata bardzo Cię kocha.
- Ale krzyczysz na mnie!
- To było złe, obiecuję, że się nie powtórzy. Teraz muszę ci powiedzieć, że się śpieszę, pisałem do ciebie list.
- Do mnie, super! Lucas cieszył się strasznie.
- Tak chciałem ci napisać, ze bardzo mi przykro, że na Ciebie nakrzyczałem i że jadę do Rebeci.
- Jedziesz do mamy? Już się nie kłócicie?
- Tak jadę do mamy, już się nie kłócimy
- Naprawdę. Kocham Cię synku Wrócę za niedługo, obiecuję. A teraz odprowadzę cię do Lucii, bo wyglądasz na osłabionego.
- Dobrze tato, ja i tak tam szedłem.

Martin odprowadził Lucasa, pożegnał się z nim i ruszył w drogę..

Jakiś czas później..

daglas89 napisał:

Rebeca nie dokończyła zdania bo zauważyła na korytarzu mężczyznę który szedł w jej stronę

-Martin to ty….?

- Tak kochanie to ja. Przepraszam.. Ja..

Nie zdążył już nic powiedzieć, Rebeca pobiegła w jego stronę i zaczęła płakać..

- Kochanie, co się stało? To przeze mnie, przepraszam, ja naprawdę Cię KOCHAM i nie chcę cię skrzywdzić..
- Och Martin, nie mówmy teraz o tym, mój tata.. Mój tata nie żyje ;(
- O Boże. Tak mi przykro. Martin przytulił Rebecę jeszcze mocniej. Wypłacz się kochanie, wypłacz, dobrze Ci to zrobi.

Chwilę potem Martin poznał rodzinę Rebeci. Od razu się polubili

- A to moja mama, poznajcie się.
- Mamo to Martin..
- Twój narzeczony, ten, o którym tyle mi teraz opowiadałaś. A gdzie mój wnuk?

Martin z uśmiechem na twarzy spojrzał na Rebecę i już wszystko było jasne..

- ,,..W końcu za chmurami zawsze jest słońce.." Powiedział sam do siebie Martin i pocałował Rebecę

Dla nich, był to moment przełomowy

- Halo? Zakochani? A gdzie mój wnuk?
- A tak mamo, przepraszamy.
- Pani wnuk jest chory i musiał zostać w szkole, ale obiecuję, że już niedługo go Pani pozna.
- Jaka Pani? Mów mi mamo, w końcu 3 miesiące zlecą jak 1 dzień i będziemy rodziną.
- Dobrze Proszę Pani, tzn. Dobrze Mamo

Rebeca z Martinem wyszli z sali i odwieźli bliźniaki do domu, a sami udali się do hotelu, żeby odpocząć, po długim i ciężkim dniu.

W końcu i tak mieli sobie jeszcze tyle do powiedzenia..

Musieli nadrobić swoje ciche dni..


http://i1238.photobucket.com/albums/ff488/thalia51/Banery%20-Tapety/Beznazwy-1kopia-10.png

Offline

 

#68 2011-01-26 22:59:08

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Oranjezicht napisał:

Lucas zaraz po przebudzeniu kolejnego dnia poczuł się bardzo źle, mimo, że przespał całą poprzednią noc. Chłopiec nienawidził złego samopoczucia. "Ktoś tu musi rozsiewać paskudne zarazki i teraz nie będę mógł wyjść z łóżka i bawić się z Thomasem - skoro on jest chory to lepiej żeby nie miał kontaktu z innymi chorobami....ale ja się tutaj zanudzę na śmierć! Nie wiem kto mógł być takim złośliwcem żeby roznosić zarazki, jak był chory to powinien leżeć w łóżku a nie chodzić i zarażać innych. Muszę pójść do Lucii i poprosić o jakieś lekarstwa, może mi coś da takiego, że od razu się lepiej poczuje, w końcu Lucia zna się na całej medycynie i nie ma lepszego lekarza niż ona na całym świecie" Lucas powoli zszedł z łóżka i czuł, że bolą go wszytskie kości, a i czuł jeszcze rozcięte kolano. Udał się więc wolnym krokiem do pokoju Lucii w nadzie na otrzymanie cudownego lekarstwa...miał napradę dużą nadzieję, że się nie rozczaruje....

-Witam Lukas!
-cześć Lucia- odpowiedział słabiutkim głosikiem pozbawionym radość chłopczyk
-Coś kiepsko wyglądasz, usiądź tutaj
-Lucia, wszystko mnie boli, kości mnie bolą, głowa i gardło i nie mam siły...
-zmierzymy gorączkę, a później dam Ci jakieś magiczną tabletkę i napewno poczujesz się lepiej
Kobieta podała chłopcu termometr
........po kilku minutach.............
-oj Lukas masz wysoką gorączkę 38,9, zaraz coś Ci dam
Lekarka podeszła do szafki z lekami wyjeła tabletkę i nalała do szklaneczki soku pomarańczowego
-proszę, połknij tą magiczną tabletkę i nie długo wszytko Ci przejdzie. A tu mam jeszcze dla Ciebie naklejkę i lizaka na osłodę
-Dziękuję Lucia
-teraz zmykaj do łóżka, i niech ja Cię tylko zobaczę, że nie leżysz! Musisz odpocząć jaśli tabletka ma zacząć działać, dobrze?
-tak, będę leżał, chciałbym pójść do Rebecki się położyć ale nigdzie nie mogę jej znaleźć, nie wiesz gdzie może być?
-Rebecka nie długo wróci musiała na chwilkę wyjechać z Internatu
-a dlaczego mi nic nie powiedziała?
-widocznie nie chciała Cię martwić, zobaczysz, że nie długo wróci. Zmykaj do łóżka!
-no dobrze już idę...

Offline

 

#69 2011-01-27 02:36:13

 Krisztian

Rzecznik forum

Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2010-09-29
Posty: 458
Punktów :   

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

crisfan napisał:

Już miał pociągnąć za klamkę i otworzyć drzwi do pokoju gdy nagle drzwi otworzyły się same i stanął w nich....Macros.
-Można wiedzieć co robiłeś w moim pokoju? Tylko błagam nie mów,że przyszedłeś sprawdzić jak się czuję!-wrzasnął zdenerwowany Jacques.

- Jeszcze się pytasz co tutaj robię? - zapytał Marcos.
- No jak widać...pytam, bo nie wiem.
- Taaak, to powiedz mi co robią nasze karty zdrowia u Ciebie?
- Jak to co robią? Leżą. - odpowiedział zmieszany Noiret.
- A czemu u Ciebie? O ile pamiętam były u Lucii gdy tydzień temu nas szczepiła. - powiedział Marcos.
- Ale....teraz są u mnie, bo w gabinecie Lucii wszystkie szafki są dezynfekowane. - odparł Jacques.
- Tak, to ciekawe, że tylko karty naszej piątki są (Marcos, Ivan, Carol, Julia, Vicky).
- Są bo....a zresztą ja nie muszę Ci się z niczego tłumaczyć gówniarzu. Wynocha z mojego pokoju. - krzyczał Noiret.
- Wychodzę, ale tak tego nie zostawię. Jeśli coś kombinujesz, to ja dowiem się tego, a wtedy pożałujesz, że się urodziłeś francuski piesku. - odpowiedział zdenerwowany Marcos, który wychodząc trącił Noireta. Ten aż zawył z bólu i złapał się za "uszkodzony" bark.
- Ja Was chronię, a Wy tak się odpłacacie..... - powiedział półgłosem.

Marcos wrócił do swojego pokoju. Wraz z Ivanem opracowywali plan na noc.
- Może się rozdzielimy? - pytał Ivan. - Połowa w kuchni, połowa w bibliotece?
- To nie jest głupi pomysł!  A byłbyś w stanie zdobyć od Fermina krótkofalówki? - zapytał Marcos.
- Jasne. Kucharzyk je z ręki mojej mamusi. - uśmiechnął się Ivan.

Ivan poszedł do Marii...
- Maria, słuchaj, mam sprawę... - zaczął.
- Nie pomogę Ci już. - mówiła zdenerwowana.
- Ale jak to? Co ja takiego zrobiłem? - zapytał.
- Jeszcze nie wiesz? A wychodzenie z Internatu, to co?
- Kto nas śledził? Kto Ci powiedział? - pytał.
- Sama widziałam, wieszając pranie z boku Internatu. - odpowiedziała.
- Musieliśmy, Maria, uwierz mi. Tylko jedna przysługa. - prosił Ivan.
- Nie ma szans. Nie! - odpowiedziała Maria i poszła korytarzem w stronę gabinetów....

- Mierda! - pomyślał Ivan. Postanowił sam zdobyć krótkofalówki. Gdy Fermin był z Marią...on wszedł do jego pokoju i przeszukując szafkę natknął się na nie (krótkofalówki).
- Łatwo poszło. - pomyślał.

Wrócił do pokoju...
- Mam. Łatwo nie było...
- Maria się opierała? - zapytał Marcos.
- Nie, nie pomogła mi. Musiałem je ukraść. - odpowiedział.
- Mierda. Znowu się w coś wkopiemy.
- Daj spokój. Chodź do dziewczyn.

U dziewczyn...
Ivan z Marcosem im wszystko opowiedzieli.
- Dobra, to jak się dzielimy? - zapytała Vicky.
- Ja z Tobą i Carol, a Ivan z Julią. - odpowiedział Marcos.
- Czemu tak? - pytała Julia.
- Tak będzie dobrze. - uśmiechnęła się Carol.

Gdy siedzieli w pokoju Marcos usłyszał krzyk Hectora: Sandra! Sandra!.
Hector kazał mu się wrócić do pokoju, lecz on nie dał za wygraną. Postanowił pobiec i sprawdzić co się z jego mamą dzieje.
Wbiegł do gabinetu Lucii...
- Mamo, nic Ci nie jest? - Marcos przytulił Sandrę.
- Nie, nic mi nie jest kochanie. - odpowiedziała.
- Marcos, musimy porozmawiać. - zaczęła Lucia, i wyprowadziła Marcosa z pokoju.
Przed gabinetem stali przyjaciele Marcosa.
- Możecie nas zostawić samych? To osobista sprawa. - zapytała Lucia.
- To moi przyjaciele. Nie mam nic przed nimi do ukrycia. - powiedział Marcos.
- Dobrze, więc......Twoja mama chciała popełnić samobójstwo. - zaczęła Lucia... - Połknęła całe pudełko środków nasennych. Mówiła, że musi to skończyć, że tak się nie da żyć....
- To niemożliwe! Nie może być...nie, to nie prawda. - mówił wstrząśnięty Marcos.
- Niestety.... - odpowiedziała.
- A może ktoś ją do tego nakłonił? - zapytała Carol.
- To będziemy sprawdzać. - odpowiedziała lekarka.
- Ale, ale, teraz jej nic nie będzie? Nie powtórzy tego? - pytał Marcos.
- Nie, jest cały czas monitorowana. Zawsze ktoś przy niej będzie. - dodała.
- Ja, ja.....ja muszę się zapytać dlaczego to zrobiła. - mówił zdenerwowany.
- Nie możesz! Nie możesz dać po sobie poznać, że wiesz co chciała zrobić. To by ją tylko dobiło. I masz też nic nie mówić Pauli o całym zdarzeniu.
- Dobrze...aaa... - zaczął.
- A teraz idźcie do pokoju, Sandra musi odpocząć. Jest bardzo słaba.
- Dziękuję Lucia. - Marcos przytulił Sandrę.
- No już, idźcie.

W pokoju...
- Mierda! Jeszcze tego brakowało. - powiedział Ivan.
- To dzisiaj nie idziemy do podziemi. Jesteśmy rozkojarzeni. - powiedziała Vicky.
- Właśnie dlatego musimy iść! A jeśli to nie przypadek? - zapytała Julia.
- Julia ma rację. Idziemy. My kuchnia, wy biblioteka. - odparł Marcos.

30 minut później...
- Marcos, Marcos...słyszysz mnie? - pytał głos z krótkofalówki.
- Tak, słyszę Cię dobrze.
- Okej, to czekamy. Powodzenia. - odpowiedział Ivan.
Kilka chwil później...w bibliotece Julia usłyszała hałas za kominkiem.
- Ktoś idzie. - powiedziała.
- Marcos, mamy tutaj kogoś. - powiedział szeptem Ivan.
- Już tam biegniemy! Chodźcie zbieramy się. - powiedział Marcos.
Otworzyły się drzwiczki od kominka.
- Okej Julia, robimy tak jak to było ustalone.
Julia stanęła kilka kroków od kominka. Na wprost twarzą do wejścia. Ivan bokiem odszedł wszystko i zaczaił się tuż przy stosie drewna, tuż obok wlotu.
Z środka wyłoniła się jakaś postać. Kierowała się w stronę Julii, gdy nagle.....z hukiem padła na ziemię.
Jednym ciosem Ivan powalił osobnika.
- Wf się na coś przydaje. - powiedziała Julia i uśmiechnęła się do Ivana.
Na to wszystko wbiegła reszta.
- Co mu się stało? Wiecie kto to? - pytała Carol.
- Ivan go uśpił. Nie wiemy, włączcie światło.
Zapalili światło, im oczom ukazała się nieznajoma twarz, stosunkowo młodego mężczyzny. Miał może z 30 lat.
- I co my z nim teraz zrobimy? Musimy go gdzieś zabrać. - powiedziała Vicky.
- Zanieśmy go do podziemi. Przywiążemy go do tego kamiennego słupa w połowie drogi. - odparł Ivan.
- Dobry pomysł! Rano, w trakcie śniadania się nim zajmiemy. Teraz jest już za późno. Ktoś może nas zauważyć. - dodał Marcos.

Ivan z Marcosem chwycili go za ręce i nogi i wnieśli do podziemi. Mocno przywiązali sznurem do słupa i zakleili  twarz, oraz dodatkowo ręce i nogi taśmą.
- Nie uciekniesz nam. A za kilka godzin się Tobą zajmiemy. - powiedział w powietrze Ivan.
- Jesteśmy kilka godzin od wyjaśnienia wszystkiego. - powiedziała Julia.

Przyjaciele udali się spać, zostawiając porządnie przywiązanego osobnika w podziemiach.....


http://content9.flixster.com/photo/11/11/65/11116559_gal.jpg

Offline

 

#70 2011-01-27 10:59:08

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Rebeca była strasznie zmęczona ale cieszyła się że jednak Martin przyjechał do niej. Weszli razem do pokoju hotelowego. Martin zamknął drzwi za nimi a Rebeca podeszła do niego i się przytuliła.

-Nic ci nie jest kochanie.?
-Nie Martin, tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też.
-Obiecaj mi że to się nigdy nie powtórzy i nie będziemy się kłócić o głupoty.
-Obiecuję. Za bardzo cię Kocham żeby cie stracić.
-Też cie Kocham

Mężczyzna pochylił się nad Rebecom i zaczął ją całować namiętnie.

-Ajć.
-Co się stało kochanie?  - spytał przerażony mężczyzna.
-Nic. Oliwia strasznie kopie.
-Aż tak? To może odpoczniesz?
-Tak strasznie ostatnio się wierci widocznie chce być już z nami Tak odpocząć to ja chce to tym strasznym dniu.
-No to wskakuj do łóżka i idź spać.
-Nieee. Pierw to ja chce się wykom pac a później leżeć w twoich ramionach.
-Dobrze twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
-Nie wygłupiaj się zaraz wracam.

Gdy Rebeca była w łazience Martin usiadł na łóżku i się zastanawiaj jak pomóc ukochanej dobrze że między nami wszystko w  porządku bo inaczej było by to  nie do zniesienia. Rebeca wyszła z łazienki i zobaczyła że ukochany nad czymś rozmyśla.

-Nad czym tak myślisz Martin?
-Tak się zastanawiam jak ci pomóc.
-Nie musisz mi pomagać wystarczy że będziesz przy mnie.
-No ale jak dasz sobie rade? Mama jest sparaliżowana a do tego opieka nad rodzeństwem.
-Kochanie daj spokój z tym na dziś, porozmawiamy o tym jutro.
-Dobrze jak chcesz.
-Tak chce. Idziemy spać bo inaczej zaraz tu padnę.
-Tylko nie to. To chodź do łóżka.

Rebeca podeszła do ukochanego on wziął ją w objęcia i zaczęli się całować. Po chwili kobieta ułożyła się wygodnie koło przyszłego męża i usnęła. Martin poszedł wziąć prysznic gdy wrócił przytulił się do niej i też usnął to był za długi dzień stwierdzi.


Rebeca obudziła się dość wcześnie rano i stwierdziła że jej mężczyzna też już nie śpi.

-Cześć kotku.
-Hmm. Cześć kochanie.
-I jak się spało?
-W twoich ramionach cudownie.
-Cieszę się. Rebeco odpowiesz mi szczerze na jedno pytanie?
-Postaram się zależy jakie to będzie pytanie.
-Dlaczego tak nie lubiłaś ojca?
-Hmmm wiesz że trudno jest mi rozmawiać na ten temat.
-Kochanie spróbuj mi to wyjaśnić chce wiedzieć.

Rebeca oparła się wygodnie o poduszki i zaczęła wyjawiać Martinowi swój najgorszy koszmar z życia a szczególnie z młodych lat….

-…. Dobrze jak wiesz mam dar.
-No tak.
-Właśnie przez ten dar nie rozmawiam z ojcem.
-Ale dlaczego?
-Nie wiem czy ci mówiłam ale mój ojciec był policjantem.
-Nie nie mówiłaś.
-To teraz mówię, gdy się urodziłam ojciec cieszył się nie zmiennie że ma córkę ale chciał strasznie syna. Stosował wobec mnie żelazne zasady.
-Aż tak?
-Tak. Najgorsze zaczęło się gdy matka wyjawiła mu że mam dar który przez kontakt z drugim człowiekiem mogę zobaczyć jego najgorsze zbrodnie jakie popełnił.
-Skąd się wzięły u was te moce?
-Nie powiem ci dokładnie skąd ale wiem że są długo w rodzinie mojej matki  i  występował raz na każde pokolenie i mieli je tylko mężczyźni aż do czasów mojej mamy ona była  jedynaczką i dostała swoje moce.
-Jaki dar ma twoja mama?
-Taki sam jak Lukas, prorocze sny.
-Na prawdę?
-Tak kochanie.
-A twoje rodzeństwo ono też ma jakiś dar?
-Tak. Ana potrafi czytać w myślach ludzi a Davide odczytuje i steruje ludzkimi emocjami. I  we wszystkim jest to  najdziwniejsze że w tym pokoleniu objawiły się aż 3 moce.
-Zaczyna mnie to przerażać.
-Nie ciebie jednego. Nas z mamą też to nadal przeraża choć wiemy to od wielu lat.
-Rozumiem że twój ojciec o tym nie wiedział?
-Nie i dzięki bogu że nie. Mógł by to wykorzystać przeciwko nim.
-Jak wykorzystać.? Nie rozumiem.?
-Zaraz ci to dokładnie wytłumaczę. Tylko chciałam cię ostrzec przed bliźniakami nie igraj z nimi bo inaczej będziesz miał przechlapane tak długo jak będziesz ze mną.
-Dobrze zrozumiałem twoje ostrzeżenie. Opowiesz dalej co się wydarzyło w twoim dzieciństwie.?
-Tak. Już mówię dalej. Mama wyjawiła tacie gdy miałam 6 lat że mam moce i od wtedy mój tata ubzdurał sobie że będę mu pomagać łapać przestępców.

-Coooo?
-Tak właśnie było, przez kilka lat byłam zmuszana do sprawdzania podejrzanych  ludzi czy oni popełnili  swoje zbrodnie czy nie. Pamiętam ten okres jak przez mgłę że chodziłam cały czas zestresowana dużo razy wylądowałam przez to w szpitalu przez przemęczenie i ciągły stres. Matka nie miała nic do powiedzenia na ten temat jak się sprzeciwiała to potrafił ją pobić tak dotkliwie że siniaki nie schodziły przez kilka tygodni. 
-Co za bydle.
-Mało powiedziane. Nie pamiętam wszystkich szczegółów z dzieciństwa psycholog mówił mi kiedyś że oddzieliłam swoje najgorsze przeżycia zasłoną mgły żeby jakoś funkcjonować dalej. Najgorsze się stało jak miałam 15 lat były moje urodziny ojciec w tamtym okresie rzadko przebywał w domu bo prowadził jakaś trudną sprawę z związku z morderstwami kobiet.  Złapali akurat przestępcę i zmusił mnie żeby pojechała z nim i poznała prawdę o nim. Nie miałam wyjścia musiałam się na to zgodzić to co  wtedy zobaczyłam tak mnie przeraziło że wylądowałam na kilka tygodni w szpitalu.
-Co zobaczyłaś?
-Jak ten mężczyzna gwałcił te kobiety na oczach ich dzieci a później  zabijał  je i zabawiał się z tymi dziećmi dopóki nie błagały go o życie, nie która tego nie robiły i je dusił a z inne porzucał w rowach jak szmaciane lalki. To tych wszystkich przeżyciach przestałam gadać z ojcem i w ogóle przebywać w domu.  Minoł dobry rok zanim doszłam do siebie jako tako żeby zacząć funkcjonować i wyjechałam na uniwersytet z internatem rzadko wracałam do domu a tylko wtedy gdy wiedziałam że go nie ma w domu. Przeważnie to mama przyjeżdżała do mnie. Pół roku po moim wyjeździe dowiedziałam się że mama jest ponownie w ciąży i będzie mięć bliźniaki.

-Co za Hijo de puta! Gdybym go dorwał teraz to bym mu skręcił kark.
-Ale  nie możesz. Na szczęście już go nie ma.
-Nie żałujesz że go nie ma?
-Nie kochanie to tych wszystkich krzywdach do których mnie zmuszał nie żałuje że go nie ma. Choć był moim ojcem i powinnam go opłakiwać  nie umiem tego zrobić.
-A twoje rodzeństwo wie o tym wszystkim?
-Nie i niech tak zostanie wie o tym mama i teraz ty. Pytali się o to wczoraj ale powiedziałam im że kiedyś im powiem  jak będą starsze.
-I dobrze zrobiłaś.
-Wiem chce oszczędzić im stresu.
-a Ana o tym nie wie jak umie czytać w myślach?
-Nie ponieważ jak ci wcześniej mówiłam te wspomnienia są zatarte i młoda nie może dokładnie ich poznać. Pytałam się o to psychologa i wszystko mi wytłumaczył dokładnie.
-To dobrze że nie wiem.
-Też tak sadze. Dobra koniec opowiadania bo od tego ciarek dostaje to co wstajemy, śniadanie i jedziemy do mnie?
-Dziękuje że mi o tym powiedziałaś. Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham
-Może śniadanie zjemy z twoimi rodzeństwem? Chce ich bardziej poznać nie długo i tak zostaną rodzinną
-Dobrze nie ma sprawy

Obydwoje wstali i zaczęli się ubierać. Chwile później wsiedli do auta Martina i pojechali do rodzinnego domu Rebeci żeby porozmawiać i zjeść śniadanie z jej rodzeństwem. …

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-01-27 15:06:38)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#71 2011-01-27 11:00:29

 Julia25

Moderator

4987041
Zarejestrowany: 2010-07-01
Posty: 1165
Punktów :   14 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Hector pomógł Sandrze ułożyć się wygodnie w łóżku a sam usiadł na fotelu. Lucia usiadła obok niego. Manuel zwrócił się do całej trójki.
-W normalnych okolicznościach przy tej rozmowie powinienem być tylko ja i pani Sandra. Ale ze względu na zaistniałą sytuację myślę, że powinni zostać wszyscy. Jeśli tylko pani się na to zgadza, pani Sandro?
Kobieta kiwnęła głową nic nie mówiąc.
-Pani Sandro. -powiedział łagodnie psycholog. -Proszę mi powiedzieć, miała już pani wcześniej myśli samobójcze?
Kobieta pokręciła głową.
-Nie, owszem, byłam przerażona całą sytuacja, ale... Ale zawsze był ktoś, kto mnie wspierał, mój brat, Lucia...
Sandra zamilkła, widać było, ze jest roztrzęsiona. Psycholog przyglądał jej się uważnie. Wiedział, ze nie powinien jej przerywać, tylko wysłuchać do końca co ma do powiedzenia.
-... Przecież mam wspaniałe dzieci, które kocham... Ale później pojawił się ten fałszywy psycholog, był taki miły... Hipnoza mi pomogła, czułam się jak nowo narodzona...
-Ukryte sugestie hipnotyczne. -pomyślał Manuel. Na początku wprawiają w dobry nastrój, później wszystko się psuje. W końcowym stadium może doprowadzić nawet do śmierci. -Więc co się stało, pani Sandro?
-Sama nie wiem... -powiedziała zdezorientowana kobieta. -Następnego ranka nie czułam już się dobrze.. Nagle coś mnie pchnęło by pójść do pokoju... wziąć tabletki... Nawet nie wiem co robiłam... Później gdy pojawił się Hector.. Zrozumiałam jaką głupotę popełniłam, ale myślałam... Że jest już a późno... -łzy pociekły kobiecie po twarzy.
-Spokojnie, pani Sandro. -psycholog starał się przemawiać najdelikatniej jak umiał. -Wszystko jest już dobrze, jest pani ze swoimi bliskimi. Nic pani tutaj nie grozi.
Sandra pokiwała głową na znak, ze rozumie.
-Dobrze. Ale wspomniała pani, że zaistniała sytuacja panią przeraża. Czy chce mi pani o tym opowiedzieć?

Hector już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale psycholog pokręcił głową. Podstawą rozmowy jest pozwolić pacjentce na wyrzucenie z siebie wszystkiego. Jeśli ktoś inny będzie próbował pomóc,może tylko zaszkodzić, może sprawić, że lęki zakotwiczą się jeszcze głębiej w umyśle pacjenta.

-Boję się... OTTOXu. -powiedziała cicho Sandra po namyśle, jakby się obwiała, że ktoś z OTTOXu stanie zaraz w drzwiach.
-OTTOX? -zapytał psycholog. Wiedział, ze jest to firma farmaceutyczna ciesząca się niezbyt wielkim zaufaniem. Słyszał tez o niedawnym skandalu z jej udziałem, ale chciał dowiedzieć się wszystkiego od Sandry.
-Tak... Ci ludzie... eksperymentowali na mnie i innych dzieciach w sierocińcu... Rozdzielili mnie z bratem,a kiedy go odnalazłam.. Porwali i mnie i jego...
-Spokojnie, może pani opowiedzieć wszystko. Tamte czasy już minęły, jest teraz pani z bratem razem. Proszę odetchnąć głęboko, zrelaksować się i wrócić do rozmowy jak będzie już pani gotowa, dobrze? Czy ci ludzie zrobili pani coś złego, kiedy była pani więziona?
Sandra przygryzła wargi i wbiła wzrok w podłogę. Psycholog czekał cierpliwie. Kobieta pokiwała głową.
-Podawali mi jakieś tabletki... Nie wiedziałam, co się ze mną działo... a później okazało się, ze jestem... Że jestem w  ciąży.... A teraz gdy myślałam, że zaczęłam nowe życie, że ONI zostawili nas w spokoju... Ten cały koszmar powrócił. -Kobieta ukryła twarz w dłoniach. Hector podszedł i objął ją ramieniem.
Psycholog nie musiał pytać już o nic więcej. Wszystko zrozumiał. Boże, ta kobieta nie miała łatwego życia. Jej koszmar zaczął się od dzieciństwa i ciągnął się do chwili obecnej. I tak jest silna, ze jakoś to zniosła. I gdyby nie ten fałszywy lekarz pewnie ciągle wszystko by było pod kontrolą.... Ale kluczem do wszystkiego była przeszłość kobiety, ta najbardziej odległa. Spojrzał na nią. Jej długie blond włosy przypomniały mu utraconą dawno miłość. Musi za wszelką cenę pomóc tej kobiecie.
-Pani Sandro? -zwrócił się do niej łagodnie. -Chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie. Ma pani siłę, by jeszcze ze mną trochę porozmawiać? Chodzi o pani wczesne dzieciństwo.
-Manuel. -wtrąciła się Lucia. Sandra nie pamięta nawet, ze była w sierocińcu. Tego dowiedziała się od obcych ludzi. Jedyne wspomnienia można z niej wydobyć pod hipnozą, ale jako jej lekarka nie chcę by to przechodziła drugi raz. Hector może ci wszystko opowiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na Hectora a ten kiwnął głową.
\-Chodźmy może do mojego gabinetu. Lucia, zostaniesz z Sandrą?
-Lekarka się uśmiechnęła.
-Nie ma sprawy.

W gabinecie Hectora.
-Więc co chciałby pan wiedzieć? -zapytał.
-Chciałbym się dowiedzieć, jak wyglądało państwa dzieciństwo. Wiem, że wracanie do tego musi być ciężkie, dla pana również, ale proszę mi uwierzyć, to pomoże.
-Wie pan, byliśmy szczęśliwa rodziną. Aż do pewnego czasu. Kiedy Sandra, wtedy jeszcze Irene, miała 5 lat, a ja 10, zginęli nasi rodzice i trafiliśmy do sierocińca Czarna Laguna. Policjanci mówili, ze to był wypadek, ale ja w to nie wierzyłem. Wie pan, rzadko się zdarza, by córka była podobna do matki jak dwie krople wody. Wiedziałem, ze moja siostra jest w niebezpieczeństwie, postanowiłem nigdy nie spuszczać z niej wzroku. Ale trafiłem do adopcji i wtedy po raz ostatni widziałem Irene. Ale zanim to się stało, odkryłem z kolegami straszne rzeczy, wszyscy zginęli, mi jednemu udało się uciec. Od tego czasu nie nazywałem się już Samuel, ale Hector.
-A czy wie pan, co działo się później z pana siostrą?
-Tyle, co usłyszałem wczoraj podczas hipnozy.
-Proszę mi o tym opowiedzieć
-Moja siostra jest częścią jakiegoś eksperymentu. Dlatego ma na brzuchu dziwny tatuaż. Dowiedziałem się, ze oznacza on znak bliźniąt. Co więcej, nie tylko ją poddawali jakimś eksperymentom, także inne dziewczynki z wysokim IQ...
-A jakie IQ ma pana siostra?
-152, takie same jak moja siostrzenica, Paula. Nie wydaje się to panu dziwne?
-To jest bardzo dziwne, ale niech się pan nie martwi. Sandra jest w dobrych rękach. -a może mi pan coś powiedzieć? Może to nie jest moja sprawa, ale... wspomniał pan o tym, ze Sandra ma dwoje dzieci. Co się stało z ojcem?
Hector uśmiechnął się blado.
-Opuścił ich jak się dowiedział, ze Sandra zaczyna grzebać w przeszłości. Ona nie pamiętała nic, co działo się z nią w dzieciństwie. Dopiero w wieku 33 lat dowiedziała się, ze jest adoptowana, że nie nazywa się naprawdę Sandra, tylko Irene i że ma brata. Tak jakby jej przybrani rodzice z nią coś zrobili...
-Spokojnie, pani Hectorze. Powoli, małymi kroczkami dojdziemy do wszystkiego. Zaopiekuję się pana siostrą tak jak na dobrego lekarza przystało. Będzie pod ciągłą obserwacją. Przypiszę jej też jakieś delikatne tabletki uspokajające. Dziękuję za szczera rozmowę, a teraz jeśli nie ma pan nic przeciwko, chciałbym porozmawiać na osobności z pacjentką.
-Nie ma sprawy. I dziękuje za tak szybkie przybycie.
-To mój obowiązek.

Mężczyźni wrócili do pokoju Sandry. Lucia rozmawiała z kobietą. Widać było, ze Sandra powoli dochodziła do siebie.
-Lucia, mogę cię prosić na słówko? -zapytał Hector. -Pan doktor chciałby porozmawiać z Sandra sam na sam. -Nie masz nic przeciwko? -zwrócił się do siostry.
-Nie, możecie iść. -powiedziała Sandra cicho.
-Trzymaj się. -powiedział brat i wyszedł z Lucią z pokoju.

-Pani Sandro. -powiedział psycholog siadając na brzegu łóżka. Właśnie rozmawiałem z pani bratem i dowiedziałem się wielu rzeczy.
-Pewnie trudno jest panu w to wszystko uwierzyć? -zapytała ponuro kobieta. -Ja sama ledwo w to wierzę...
-Rozumiem panią i wierze w każde słowo. Nie są to łatwe i miłe przeżycia, dlatego chciałbym coś pani zaproponować.
Kobieta spojrzała na niego.
-Nie chcę kolejnej hipnozy, proszę, niech pan nie każe mi przechodzi przez to po raz drugi.
-Spokojnie, pani Sandro. Żadnej hipnozy nie będzie, przynajmniej nie teraz. Chciałbym by się pani zgodziła na takie małe spotkanka ze dwa razy w tygodniu. W chwili obecnej jest jeszcze pani bardzo słaba, ale myślę, ze te sesje pomógłby pani szybko wrócić do normalnego życia.
-|Tak pan uważa?
-Jestem tego pewien, pani Sandro. Ma pani kochającego brata, dzieci, przyjaciół. W tej chwil najważniejsze jest by pani poczuła się jak najlepiej. I wspólnymi siłami tego dokonamy.
Sandra po raz pierwszy od długiego czasu delikatnie się uśmiechnęła.
-Dziękuję panu.
-Taki mój obowiązek, pani Sandro. Jestem lekarzem i zależy mi na dobru moich pacjentów. Pani historia naprawdę mnie wzruszyła.
-Co jest w niej takiego wzruszającego?
-Pani determinacja aby żyć normalnie razem z bliskimi. Ma pani dla kogo żyć i wiele szczęśliwych chwil przed panią jeszcze. Za kilka miesięcy po raz trzeci zostanie pani matką.
-Taaak. -powiedziała  Sandra po chwili wahania. -Ale jakim kosztem?
-To już nie jest w tej chwili ważne. Ważne jest to co tu i teraz. Rodzina i przyjaciele będą panią wspierać w każdej chwili a ja pomogę pani dojść jak najszybciej do siebie. Przecież na pewno przeżyła pani wspaniałe chwile, o których chce pani na zawsze pamiętać.
Sandra uśmiechnęła się i spojrzała na mężczyznę. Dopiero teraz uderzyło ją jak bardzo jest przystojny. Jego czarne piwne oczy pięknie komponowały się razem z czarnymi włosami.
-Odnalazłam brata, mieszkam teraz z nim i moimi dziećmi a miły pan psycholog chce mi pomóc
-Dokładnie. Należy się cieszyć z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. Może dla wygody naszych spotkań zaproponowałbym przejście na ty? Manuel jestem.
-A ja Sandra. -powiedziała kobieta uśmiechając się. -To co, widzimy się za dwa dni?
-Jeśli tobie to jak najbardziej pasuje. Ja już się przystosuję do potrzeb mojej pacjentki.
-Jak ty to robisz, że po rozmowie z tobą człowiek od razu czuje się lepiej?
-Lata praktyki i urok osobisty. -powiedział psycholog uśmiechając się do kobiety. -Wiesz co? Radziłbym teraz tobie porządnie wypocząć. Zostawię ci moją wizytówkę z numerem komórkowym, więc dzwoń jakbyś czegoś potrzebowała. -powiedział kładąc karteczkę na stoliku obok łóżka.
-Do zobaczenia. -powiedział wychodząc z pokoju.
-Do zobaczenia. -odpowiedziała kobieta.

-Sandra, co się z tobą dzieje? -pomyślała po wyjściu psychologa. -Czyżbym się zakochała za pierwszym wejrzeniem? Przecież Manuel jest moim lekarzem. Chociaż w sumie, co z tego? Jest młody, przystojny i te jego głębokie, piwne oczy... Zależy mu na tym, bym doszła do siebie. Ale to jego obowiązek w sumie... Oj nie ważne, czuję że niedługo sprawa sama się rozwiąże. Ale ciekawe jak on całuje... -pomyślała jeszcze raz i zamknęła z uśmiechem oczy.

Psycholog wyszedł z pokoju zszedł na dół. Serce biło mu szybko. Nie było innego wytłumaczenia, poczuł coś do Sandry. Kobieta była jego pacjentką, ale urzekły go jej piękne, długie, blond włosy, jej niebieskie oczy... Sandra przypominała mu jego dawną, utraconą miłość. Mógł patrzeć i rozmawiać z nią godzinami. Zaproponował jej sesje nie tylko dlatego, ze chciał by poczuła się dobrze. Chciał się z nią jeszcze spotkać... Historia jej życia była tak bolesna, kobieta potrzebowała szczęśliwych chwil w swoim krótkim życiu. Uśmiechnął się do siebie i wsiadł do samochodu. Chciał jeszcze porozmawiać z Lucią, ale postanowił, ze zadzwoni do niej wieczorem. Chciał teraz pobyć przez chwilkę sam i przemyśleć wszystko...

Ostatnio edytowany przez Julia25 (2011-01-27 13:57:00)


Zapraszam na chomiczka
http://chomikuj.pl/Nadkomisarz



https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObWNv8_qI/AAAAAAAAAZQ/t7xEgIslZls/Obraz_hrrqrns.jpg



https://lh5.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObSyUS4qI/AAAAAAAAAZM/TxOY-TwQK6I/4_hrrqrxa.jpg

Offline

 

#72 2011-01-27 15:58:16

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Julia25 napisał:

Mężczyźni wrócili do pokoju Sandry. Lucia rozmawiała z kobietą. Widać było, ze Sandra powoli dochodziła do siebie.
-Lucia, mogę cię prosić na słówko? -zapytał Hector. -Pan doktor chciałby porozmawiać z Sandra sam na sam. -Nie masz nic przeciwko? -zwrócił się do siostry.
-Nie, możecie iść. -powiedziała Sandra cicho.
-Trzymaj się. -powiedział brat i wyszedł z Lucią z pokoju.

-jak myślisz, czy ta rozmowa jej pomoże?
-mam nadzieję to jedyna nadzieja, że się jakoś podniesie i zapomni o tym wszystkim co się stało. Manuel jest naprawdę śwetnym psychologiem uwierz zrobi wszystko by jej pomóc. Muszę z Tobą jeszcze o czymś porozmawiać, ale wolałabym w moim gabinecie albo w pokoju bo tu jeszcze może ktoś coś usłyszeć
-no dobrze więc chodźmy
Razem udali się do gabinetu Lucii
-W tedy jak byłam w szpitalu dowiedziałam się jeszcze czegoś, odebrałam wtedy wyniki badań krwi Pauli
-Pauli?
-tak, pamiętasz pobierałam jej krew po tym jak znalezliście ją w podziemiach
-no tak, ale nie wiedziałem, że sprawdzałaś ta krew w szpitalu
-tutaj nie bardzo mam sprzęt żeby porządnie sprawdzić dlatego dałam ją do badania w laboratorium
-i co? Coś nie tak z Paulą?
-nie wręcz przeciwnie…
-to znaczy?
-chodzi o to, że Paula świetną odporność, wręcz bym powiedziała, że to nie możliwe i…
-i…?
-jestem pewna, że OTTOX maczał w tym paluszki. Chciałabym jeszcze raz pobrać i sprawdzić jej przeciwciała ponieważ tej krwi było zamało by jeszcze to sprawdzić, naprawdę to bardzo ciekawe warto było by się tego dowiedzieć
-nie bardzo zrozumiałem, czy to znaczy, że Paula nigdy na nic nie będzie chorować?
-tak, dokładnie to znaczy ona jest odporan na wszystko. Chciałam o tym właśnie porozmawiać z Sandrą ale poczekam aż poczuję się troszkę lepiej. Niewiesz może czy Paula kiedyś na coś chorowała? Bo było by  dobrze dowiedzieć się czy ma to od urodzenia, to może być przełom w medycynie!
-niestety nie pomogę Ci w tej sprawie, koniecznie trzeba o tym porozmawiać z Sandrą
-tak jak będzie okazja to na pewno z Nią o tym porozmawiam. Muszę teraz iść zobaczyć jak się czuje Lukas bo  nie wyglądał najlepiej


Lucia wyszła z gabinetu i poszła do pokoju Lukasa a Hector udał się w swoją stronę ciągle rozmyślając o tym co mu powiedziała Lucia
-Cześć Lukasku! Jak się czujesz?
-Cześć Lucia! Troszke lepiej, al. Znów wszystko mnie boli i nudzi mi się tu troszkę
-wierzę Ci kochanie! Musisz poleżeć w łóżku naprawdę tak będzie lepiej wygrzejsz się i jutro już będziesz zdrów jak ryba, przyniosłam Ci móją magiczną tabletkę bo tamta już na pewno przestała działać dlatego się gorzej czujesz, Proszę połknij i będzie lepiej
-Lucia, a czemu do mnie nie przychodzi mama ani Tata, trpchę mi smutno, że nie przyszli do mnie nawet zobaczyć jak się czuję
-ale przecież Twoi rodzice wyjechali, pamiętasz?
-no tak, ale myślałem, że już wrócili Tata mi mówił, że nie długo wróci a już tyle Go nie ma
-na pewno jak tylko wrócą to do Ciebie zajrzą a póki co ja muszę Ci wystarczyć, jak chcesz to Ci przeczytam jakąś bajkę, lepiej będzie Ci zasnąć, a później niestety będę musiała iść
-do Thomasa?
-Tak skarbie. Gdzie masz jakąś książkę?
-tam leży- odpowiedział chłopiec wskazując na półkę z książkami


Kobieta przeczytała chłopcy bajkę i pociuchutku wyszła z jego pokoju żeby go nie obudzić. Zaczeła się ubierać gdy zadzwoniła do Niej Rebecka
- Cześć Lucia! Tu Rebecka dzwonię, żeby się spytać jak czuje się Lukas. Już mu lepiej?
-Witam Rebecko, Z Lukasem już troszkę lepiej ale nadal ma gorączkę, dałam mu tabletkę i powinno mu do jutra przejść. A jak tam z rodzeństwo znosi to wszystko?
- A dziękuję, na razie jakoś sobie radzą, Mama też znosi to wszystko bardzo dobrze no i na szczęście zaakceptowali Martina
-no to świetna wiadomość, mam nadzieję, że niedługo wracasz
- muszę pozałatwiać tu sporo spraw Martin bardzo mi pomaga
-to bardzo dobrze, że się wreszcie pogodziliście, daj mi znać jakbyś czegoś potrzebowała i nie martw się o Lukasa zajmę się nim, pa



Przepraszam, że tak długo to trwało myślałam, żę uda się wcześniej ale niestety zajęcia miałam i nie zdążłam wcześniej. Mam więcej do tego postu ale postanowiłam już tego nie przedłużać i to co miało być w tym poście będzie później

Ostatnio edytowany przez paulax5 (2011-01-27 18:35:16)

Offline

 

#73 2011-01-27 17:20:02

 crisfan

VIP

Skąd: Sercem z Meksyku;)
Zarejestrowany: 2010-08-25
Posty: 394
Punktów :   13 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Po "spotkaniu" z Marcosem Noiret był wściekły.
-Miedra! Co ten smarkacz sobie wyobraża?!Muszę zamykać pokój na klucz, nikt więcej nie będzie przeszukiwał mojego pokoju.
Jacques był wykończony w jego stanie powinien odpoczywać, a nie wdawać się w kłótnie. W tym czasie usłyszał pukanie do drzwi
-To tylko ja. Przyszłam powiedzieć, że Lucas jest chory i nie może z tobą jechać do Thomasa-powiedziała Amelia
-Też będę musiał darować sobie wizytę u syna. Lepiej żeby mnie nie widział w takim stanie.
Jacques spojrzał Amelii w oczy. Ich spojrzenia spotkały się...trwało to tylko moment, bo zadzwonił telefon Jacka.

-Hola! Jack. Dzisiaj o 1 w nocy tam gdzie zawsze.
-Dobrze, zrozumiałem.
-Masz być sam-rzucił dzwoniący i rozłączył się.

-Kto to był?
-To...-Jack nie wiedział co odpowiedzieć, nie chciał martwić Amelii, ale też nie chciał jej okłamać-Mam dziś spotkanie akcjonariuszy OTTOXU.
-Jacques nie powinieneś tam iść. Ci ludzie są niebezpieczni. Jeszcze się nie pozbierałeś po tym co Ci zrobili.
-Daj spokój, nie wiesz o czym mówisz!
-Pójdę tam z tobą.
-Wykluczone, to tylko i wyłącznie moja sprawa!
-Jak chcesz-posmutniała Amelia-przyszłam zmienić ci opatrunek. sam pewnie tego nie zrobiłeś.
Jack chwilę protestował, ale pozwolił Amelii się sobą zaopiekować. Kobieta zauważyła, że z jednej rany leci krew.
-Miałeś na siebie uważać. Te rany muszą się zagoić. Zamiast leżeć, ciągle się w coś pakujesz.
-Nie jestem dzieckiem. Potrafię o siebie zadbać!
-Ja tylko....-zaczęła Amelia-...chyba powinnam już iść.
-Tak będzie najlepiej-powiedział Jacques i zaraz pożałował swoich słów. Za nim zdążył cokolwiek dodać, Amelii już nie było w pokoju.
Noiret był na siebie zły, wiedział, że nie powinien tak traktować Amelii. Wziął tabletki i postanowił się zdrzemnąć przed spotkaniem.


Dochodziła już 1 w nocy, gdy Noiret zszedł na dół do biblioteki i przez kominek wszedł do podziemi. Gdy dotarł na miejsce wszyscy już na niego czekali.
-Zaczynamy nasze spotkanie.
-Mamy do omówienia kilka spraw. Po pierwsze Jacques-nie radzisz sobie z obowiązkami. Miałeś pilnować tych smarkaczy z twoim synem na czele, a tym czasem oni dalej węszą. Wczoraj zniknął jeden z naszych ludzi. Sadzimy, że to ich sprawka.
-Pilnuje ich. Tylko przez ten wypadek mam drobne kłopoty.
-Musisz się bardziej postarać. Jeden zły ruch i ...
-Rozumiem. Jutro się nimi zajmę.
-Musieliśmy to zrobić bez twojej pomocy.
-Jak to? O czymś nie wiem?
-Poznaj Alfonso (blondynek, który podał się za psychologa). Jedna z koleżanek twojego syna, za bardzo węszyła i Alfonso się nią zajął.
-Tak. Całkiem ładna-powiedział Alfonso-jest w bezpiecznym miejscu.
-To znaczy gdzie? Zajmę się nią.
-Nie ma takiej potrzeby. Alfonso się nią zajmie. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy od Sandry. Poza tym Jack szefostwo ma wątpliwości co do twojej lojalności wobec nas.
-Jak to? Z Cayetanem dałem sobie radę. Kim jest ta dziewczyna?
-Zostajesz na jakiś czas odsunięty od projektu geminis. Co cię tak interesuje ta dziewczyna? Nie wiem kim jest.
-Miała naszyjnik z literą M-powiedział Alfonso.
Z literą M..zaczął zastanawiać się Jack..kto to mógł być? Zaraz...to może być M jak Marcos...w takim razie to musiała być Carol.
-Zwariowaliście! Włożyłem w ten projekt mnóstwo pracy.
-Spokojnie Jack. Nie denerwuj się. Ja ci ufam, gdyby było inaczej nie było by cię tutaj. Mam dla ciebie kolejne zadanie.
-Co mam zrobić?
-Miej oko na Amelię. Ostatnio staję się dla nas zbędna i niewygodna. Obserwuj ją i melduj o wszystkim, co robi.
Jacquesowi na moment serce stanęło.  Hijos de puta nie pozwolę wam jej tknąć-pomyślał Jack, ale odpowiedział-będę miał ją na oku. Co będzie z dziewczyną?
-Na razie zostanie tam gdzie jest. Potem zdecydujemy co zrobić. Nasze spotkanie uważam za zakończone-spojrzał wymownie na Jacka.
Jack wstał i wyszedł. Myślał o tym gdzie może być Carol. Nie miał pojęcia gdzie mogą przetrzymywać dziewczynę. Wiedział, że musi jej jakoś pomóc. Na dodatek jeszcze przestają mu ufać i go wtajemniczać. I jeszcze ta sprawa z Amelią. Musi być ostrożny. Nie pozwoli skrzywdzić Amelii.

                                                                 Rano
Do pokoju Jacka wpadł wściekły Ivan.
-Ty hijo de puta! Gdzie jest Carol?
-O czym ty mówisz?
-Nie udawaj! Nie spała w pokoju. Od wczoraj jej nie widzieliśmy!
-Może poszła gdzieś z Marcosem. Nie zawracaj mi głowy.
-Nie kłam! Gdzie ona jest?
-Uspokój się! Nie wiem gdzie ona jest i nic mnie to nie obchodzi-powiedział Noiret a w myślał dodał: zapowiadają się kolejne kłopoty.
-Nie daruję ci tego draniu! Oby nic się jej nie stało inaczej pożałujesz!
-Też mam nadzieję, że nic się jej nie stanie-powiedział po cichu Jack, ale Ivan już tego nie słyszał, wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami.

Ostatnio edytowany przez crisfan (2011-01-27 18:20:28)


Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.

http://img146.imageshack.us/img146/3832/carol2x.jpg

Offline

 

#74 2011-01-27 17:28:23

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

daglas89 napisał:

Obydwoje wstali i zaczęli się ubierać. Chwile później wsiedli do auta Martina i pojechali do rodzinnego domu Rebeci żeby porozmawiać i zjeść śniadanie z jej rodzeństwem. …

Po 15 minutach zajechali pod dom, wysiedli z auta i ruszyli po chodniku w stronę drzwi frontowych. Rebeca doszła do drzwi i nacisnęła za klamkę ale było zamknięte. Nacisnęła na dzwonek dryn, dryn…

-Ciekawe gdzie się oni podziewaj?
-Nie masz klucza – spytał Martin.
-Mam, już go szukam.
Rebeca znalazła klucz i przekręciła zamek.
-Wejdź pierwszy.
-Ale dlaczego?
-Wejdź, za chwile się dowiesz dlaczego.
Martin wszedł jako pierwszy i za chwile rzuciło się na niego duży wielki pies rasy Alaskan Malamute  który prawie go nie przewrócił.
-Dlatego chciałam żebyś wszedł pierwszy. Nie chciałam żeby na mnie parowała nie gdy jestem w ciąży. Suzi leżeć! Spokój. Ona tak zawsze reaguje nie mogą jej tego oduczyć od małego.
-Matko jedyna jak ja się wystraszyłem.
-Nie mam czego jest strasznie łagodna tylko zawsze się rzuca na wszystkich którzy wchodzą do domu.
-Kogo to pies, twój?
-Nie bliźniaków dostali ją o de mnie na 10 urodziny.
-Śliczny piesek.

-Dziękuje. JEST KTOŚ W TYM DOMU?!
-Daj żyć. Usłyszała Rebeca zaspany głos swojego brata.
-Widzę was dwóch za 5 minut na dole ubranych. Koniec leniuchowania jest po 12.
-Kawy kochanie?
-Tak poproszę. Kobieta poszła do kuchni i nastawiła ekspres z kawą i czekała aż jej rodzeństwo zejdą na dół
-Rebeco?
-Tak kochanie?
-Kocham cię
-Też cię kocham. Dziewczyna podeszła i przytuliła się do przyszłego męża.


----- 10 minutach ------

-O co ty robisz tyle harmidru?
-Obudź się łosiu, mamy dużo rzeczy do zrobienia i omówienia, gdzie Ana?
-Już jestem, daj na luz siostrzyczko.
-Luz to ja wam dam jak będziecie pełnoletni wtedy możecie robić co się wam podoba.
-Super -krzyknęło rodzeństwo
-Ale do póki, ja jestem za was odpowiedzialna to macie współpracować  zrozumiano?
-Tak,
-Dobrze.
-Jest w tym domu coś na śniadanie? Przyjechaliśmy z Martinem żeby z wami coś zjeść i porozmawiać o wasze sytuacji.
-Nie nic nie ma w lodówce - odparła Ana. Rodzice jechali na zakupy gdy zdarzył się ten wypadek.
-Dobra, jest jeszcze może ta knajpa na rogu z naleśnikami?
-Jest.
-To super. Davide pójdziesz z Martinem  i kupicie coś do jedzenia dla nas po drodze możecie wstąpić do sklepu, a i wejście z sobą Suzi na spacer.
-Dobra sierżancie - odparł chłopak.

Martin zaczął się śmiać z przezwiska jakie wymyślił Davide dla Rebeci.

-I ty Brutusie przeciwko mnie?
-Nie skarbie, po prostu się śmieje z przezwiska jakie brat ci wymyślił.
-Dobra dobra, zmykajcie bo zacznę co innego wymyślać.
-Już się robi sierżancie – stwierdził brat
-Uważaj na siebie, kocham cię
-Dobrze tatusiu Też cię kocham
-Ana dbaj o mojego szkraba.
-Dobrze Martin będę o nią dbać.
-Już bym się zaczęła bać na twoim miejscu kochanie, hehehe
-Zaraz wracamy.


Panowie wyszli po zakupy i zabrali z sobą psa a dziewczyny zostały w kuchni by dokańczały kawę.

-Siostrzyczko?
-Słucham cię.
-Jesteś szczęśliwa z Martinem?
-Tak jestem i to bardzo nie zamieniła bym go  na nikogo innego.
-To się cieszę. Ale nie było ostatnio miedzy wami dobrze nie?
-Znów czytasz mi w myślach? Wiesz dobrze że tego nie lubię.
-Przepraszam, ale chciała bym wiedzieć o tobie więcej a nic nie opowiadasz.
-A co chciała byś wiedzieć? Pytaj się to ci odpowiem.
-Jaki on jest?
-Kochany, troskliwy, czasami zaborczy, opiekuńczy, czasami nie znośny. Ale co ja ci będę opowiadać sama musisz go poznać jak patrzę na niego oczami miłości.
-Właśnie widzę. Dobrze że jesteś z nim szczęśliwa.
-Jestem. Ty też siostrzyczko kiedyś będziesz zakochana i będziesz wiedziała jak ja się teraz czuje.

Ana uśmiechnęła  się do siostry, podeszła i ja uściskała.
- Kocham cię siostrzyczko
-Ja ciebie też Ana
-Co teraz będzie z nami, mamą i wszystkim?
-Poczekamy aż panowie wrócą ze śniadaniem i później porozmawiamy wszyscy razem dobrze?
-Dobra, mogę iść na górę?
-Idź jak przyjdą to cie zawołam.

Rebeca wstała z krzesła, pozbierała kubki po kawie i wstawiła je do zmywarki. Zaczęła się kręcić po kuchni i przygotowywać wszystko do śniadania chwile później panowie wrócili ze sklepu.

-Ana śniadanie!

Panowie kupili kilka rożnych naleśników z nadzieniem, ciepłe bułeczki, ser, kilka rodzajów kiełbas, drożdżówki i świeży  sok.

-Kupiliście jak dla wojska.
-Nie martw się siostra wszystko będzie zjedzone.
-Za nim się werżniesz za śniadanie daj pic i jeść Suzi bo inaczej nam tu zdechnie.
-Tak jest sierżancie!  - odparł brat.
-Hehehe. No to wszystkim smacznego

-------Po 20 minutach --------

-No dobrze śniadanie zjedzone. Co teraz będzie z nami i mamą?  - chciał wiedzieć Davide.
-Wstępnie już ustaliliśmy z Rebecom  ale chce poznać wasze zdanie.
-Co ustaliliście? – chciał wiedzieć Ana.
-Że przeprowadzicie się bliżej siostry, sprzedamy ten dom i kupimy jakiś bliżej Czarnej Laguny. Mama będzie mieć tam profesjonalną pomoc, nasza przyjaciółka jest lekarką i zawsze jak się będzie coś dziać będzie na miejscu, zatrudnimy jakąś wykwalifikowaną pielęgniarkę żeby była przy mamie 24 h na dobę.  A wy będziecie się uczyć w naszej szkole w której uczymy z Rebecom.
-Ja się nigdzie nie przeprowadzam! – odkrzyknęła Ana.
-A dlaczego  nie chcesz?
-Bo nie i koniec.
-Ana zrozum że ja nie mogę być przy mamie cały czas a szczególnie tu gdzie mieszkacie. Gdybyście się przeprowadzili jestem cały czas pod ręką ja czy Martin. Była bym o was bardziej spokojna.
-Ale ja nie chce! Mam tu przyjaciół, znajomych, szkołę.
-Kotku wiem że jest trudno jest opuścić swoje środowisko które się zna od małego ale zrozum że wy tu nie dacie sobie rady sami. Mama jest sparaliżowana całkowicie i kto się nią będzie zajmować wy?
-Oczywiście że tak  - szła w zaparte dziewczyna.
-Uważaj bo w to uwierzę na początku na pewno ale później? Coraz trudniej będzie ci ją pielęgnować, podawać leki, jedzenie, zbawiać. To robota na 24 h na dobę  7 dni w tygodniu na zawsze. A szkoła ? Twoi znajomi i przyjaciele których nie chcesz opuścić będziesz miała dla nich czas ? Siostrzyczko gwarantuje ci że nie.
-Teraz jesteś nie sprawiedliwa.
-Nie kotku ja stwierdzam fakt jak będzie. A myślałaś o tym jak będziecie żyć? Z czego opłacać rachunki, kupować jedzenie?
-Damy sobie z Davide rade. Nie będziesz nas rozdzielać.
-Ale kto tu mówi o rozdzielaniu – odparł Martin?
-Wy.
-Nie Ana. My mówimy że macie się przeprowadzić z mamą blisko nas, będziecie z nią mieszkać. Tylko będziecie się uczyć w naszej szkole na stypendium a mieszkać będziecie z mamą  - stwierdził Martin.
-O to nam chodziło z Martinem. A ty myślałaś że co że wy zostaniecie tutaj a mamę zbiorę z sobą  -odparła Rebeca?
-Tak.
-To źle nas zrozumiałaś siostrzyczko. Chcemy żebyście razem  się  przeprowadzili i zamieszkali a uczyć się będziecie u nas.  Co o tym myślisz Davide?
-Ja nie mam nic przeciwko temu. Najchętniej to bym już się wyprowadził bo zaczęło denerwować mnie to środowisko i jeszcze historyczka uwięzła się na mnie koszmar.
-A wiesz szwagierku że u nas historii będzie cię uczyć siostra?
-Wolę ją już, niż tą wiedźmę.
-Dobrze braciszku jak wolisz. Ana nie masz teraz nic przeciwko przeprowadzce?
-Nie.
-To dobrze. Może pojedziecie z Martinem do szkoły załatwić wszystkie formalności przenosin do innej szkoły a mnie podrzucicie do szpitala a później  jak wszystko załatwicie to przyjedziecie do mamy?
-Okej. Nie ma problemu załatwimy to raz dwa. – odparł Martin.
-A kiedy przeprowadzka i sprzedaż domu?  - chciały wiedzieć dzieciaki
-Jak najszybciej, jutro zajmiemy się pakowaniem rzeczy i  powoli wszystko ogarniemy.
-A co ze szkoła?  - stwierdził Davide.
-Jak mówiłam  wcześniej pojedziecie z Martinem wszystko załatwić i was wypisze a do czasu przeprowadzi będziecie przy mamie i pomożecie  to wszystko ogarnąć.
-Dobra dzieciaki to zbieramy się – odrzekł Martin.

Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Martin podrzucił Rebece do szpitala gdy wysiadła z auta postanowiła zadzwonić do Luci i się spytać jak Lukas się czuje.

paulax5 napisał:

Zaczęła się ubierać gdy zadzwoniła do Niej Rebecka
- Cześć Lucia! Tu Rebecka dzwonię, żeby się spytać jak czuje się Lukas. Już mu lepiej?
-Witam Rebecko, Z Lukasem już troszkę lepiej ale nadal ma gorączkę, dałam mu tabletkę i powinno mu do jutra przejść. A jak tam z rodzeństwo znosi to wszystko?
- A dziękuję, na razie jakoś sobie radzą, Mama też znosi to wszystko bardzo dobrze no i na szczęście zaakceptowali Martina
-no to świetna wiadomość, mam nadzieję, że niedługo wracasz
- muszę pozałatwiać tu sporo spraw Martin bardzo mi pomaga
-to bardzo dobrze, że się wreszcie pogodziliście, daj mi znać jakbyś czegoś potrzebowała i nie martw się o Lukasa zajmę się nim, pa

Rebeca weszła do szpitala i poszła porozmawiać z Mamą...

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-01-27 19:53:38)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#75 2011-01-27 20:06:38

 BarthezzLodz

Szef forum

Zarejestrowany: 2010-09-03
Posty: 615
Punktów :   23 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Wizyta dr. Manuela de Guirrano uspokoiła Hectora. Nadal jednak miał w pamięci to, że jego najukochańsza siostra chciała popełnić samobójstwo. Z pewnością będzie to w nim tkwiło aż do końca jego życia. W pewnym sensie czuł się winnym całej tej sytuacji. Obwiniał się, że nie zadbał wystarczająco o Sandrę.
W tajemnicy przed wszystkimi udał się do podziemi w nadziei, że odnajdzie jakieś wskazówki. Doskonale pamiętał przecież o fałszywym psychologu. Jego bezsenność ułatwiła mu zadanie.
Na zegarze, który wisiał na ścianie w gabinecie Hectora mała wskazówka zbliżała się do pierwszej. Zegar ten Hector przywiózł z domu Sandry. Był zwyczajny, bez zbędnych zdobień, ale jemu się podobał. Jego nowoczesność znakomicie kontrastowała z dość staroświeckim wyposażeniem gabinetu. Znajdowało się tam duże drewniane biurko z trzema dużymi szufladami. Bukowe drewno wiele wytrzymało – świadczyły o tym liczne otarcia na blacie. Hector pamiętał, że biurko to było tu jeszcze od czasów sierocińca, a więc prawie od zawsze.
Wychodząc od siebie Hector zobaczył gdzieś spieszącego Noireta. Postanowił jednak nie zdradzać swojej obecności. Odczekał chwilę i ruszył za nim. Podążali w kierunku biblioteki. Jacques zbliżył się do kominka i bez zbędnych ceregieli wszedł do środka.
- A więc jeszcze nie zerwałeś z OTTOX’em… - wyszeptał cicho Hector.
Po odczekaniu krótkiej chwili Hector zrobił to samo – włożył rękę do jednego z otworów nad kominkiem. Tylna ściana przesunęła się niemal bezszelestnie. Zszedł do podziemi.
Słyszał kroki Jacquesa, który nie zdążył się zbytnio oddalić. Hector dziękował Bogu, że Noiretowi coś się stało i kulał na jedną nogę. Odległość między mężczyznami była jednak wystarczająca, aby dyrektor internatu pozostał niezauważony.
Serce Hectora biło jak oszalała.
- Boże, ja zwariowałem. Przecież jeżeli oni mnie odkryją, to… to mnie zabiją. – pomyślał mężczyzna.
Chwilę się zawahał. Myślał o powrocie na górę. Jednak ciekawość zwyciężyła.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – podpowiadał mu głos w jego głowie.
Po kilku minutach, które dla Hectora zdawały się trwać wieczność, Noiret wszedł do pomieszczenia znajdującego się nieopodal miejsca, w którym razem z Sandrą odnaleźli Paulę. Zachował bezpieczną odległość od drzwi. Był jednak na tyle blisko, aby usłyszeć głosy dochodzące z pokoju.

crisfan napisał:

-Zaczynamy nasze spotkanie.
-Mamy do omówienia kilka spraw. Po pierwsze Jacques-nie radzisz sobie z obowiązkami. Miałeś pilnować tych smarkaczy z twoim synem na czele, a tym czasem oni dalej węszą. Wczoraj zniknął jeden z naszych ludzi. Sadzimy, że to ich sprawka.
-Pilnuje ich. Tylko przez ten wypadek mam drobne kłopoty.
-Musisz się bardziej postarać. Jeden zły ruch i ...
-Rozumiem. Jutro się nimi zajmę.
-Musieliśmy to zrobić bez twojej pomocy.
-Jak to? O czymś nie wiem?
-Poznaj Alfonso (blondynek, który podał się za psychologa). Jedna z koleżanek twojego syna, za bardzo węszyła i Alfonso się nią zajął.
-Tak. Całkiem ładna-powiedział Alfonso-jest w bezpiecznym miejscu.
-To znaczy gdzie? Zajmę się nią.
-Nie ma takiej potrzeby. Alfonso się nią zajmie. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy od Sandry. Poza tym Jack szefostwo ma wątpliwości co do twojej lojalności wobec nas.
-Jak to? Z Cayetanem dałem sobie radę. Kim jest ta dziewczyna?
-Zostajesz na jakiś czas odsunięty od projektu geminis. Co cię tak interesuje ta dziewczyna? Nie wiem kim jest.
-Miała naszyjnik z literą M-powiedział Alfonso.
Z literą M..zaczął zastanawiać się Jack..kto to mógł być? Zaraz...to może być M jak Marcos...w takim razie to musiała być Carol.
-Zwariowaliście! Włożyłem w ten projekt mnóstwo pracy.
-Spokojnie Jack. Nie denerwuj się. Ja ci ufam, gdyby było inaczej nie było by cię tutaj. Mam dla ciebie kolejne zadanie.
-Co mam zrobić?
-Miej oko na Amelię. Ostatnio staję się dla nas zbędna i niewygodna. Obserwuj ją i melduj o wszystkim, co robi.
Jacquesowi na moment serce stanęło.  Hijos de puta nie pozwolę wam jej tknąć-pomyślał Jack, ale odpowiedział-będę miał ją na oku. Co będzie z dziewczyną?
-Na razie zostanie tam gdzie jest. Potem zdecydujemy co zrobić. Nasze spotkanie uważam za zakończone-spojrzał wymownie na Jacka.

Hector zaczął szybko działać. Nie mógł zostać przecież nakryty na podsłuchiwaniu. Schował się za załomem korytarza. Ciemności panujące w podziemiach były jego sprzymierzeńcem. Tylko dzięki temu mógł pozostać niezauważonym. Gdy tylko upewnił się, że wszyscy uczestnicy zebrania oddalili się na bezpieczną odległość, postanowił opuścić podziemia. Nie wiedział co o tym myśleć.
Postanowił o wszystkim opowiedzieć Sandrze. Nazajutrz z samego rana poszedł do jej pokoju, zapukał i po chwili wszedł. Kobieta siedziała na fotelu i suszyła włosy.

Ostatnio edytowany przez BarthezzLodz (2011-01-27 20:07:20)

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.aode38.pun.pl www.eliteeiclan.pun.pl www.resocjalizacja-rzeszow.pun.pl www.motolipno.pun.pl www.logistykaaon.pun.pl