BarthezzLodz - 2011-01-21 20:12:38

Drodzy Forumowicze!
Mamy teraz chwilkę, aby odpocząć od forumowej mafii, a więc wychodzimy naprzeciw z nową propozycją. Gra ta będzie trochę zbliżona do tej znanej nam już wcześniej. Jednak występować będą pewne różnice – tutaj piszemy, bo lubimy tworzyć fabułę, zatem nie będzie zabójstw i eliminowania mieszkańców; nie będzie także znanych nam ról – mafii, detektywa i zwykłych mieszkańców. Aby jednak w naszej grze coś się działo mogą występować jakieś porwania, wypadki.  Osobą uprowadzoną może być ten użytkownik, który wie, że w najbliższym czasie nie będzie mógł się wypowiadać (na przykład z powodu wyjazdu). Ponadto fabuła całej gry może krążyć wokół walki z mafią, życiu codziennym naszych bohaterów i, oczywiście, Waszych pomysłach.
Dyskutując na temat zasad, ustaliliśmy, że:
1.    Staramy się dodawać nasze posty tak często, jak tylko możemy. Umówmy się, że nieuzasadniony zastój będzie karany opuszczeniem gry. Wtedy kolejna osoba będzie mogła przejąć daną postać. Oczywiście rozumiemy, że każdy ma swoje własne życie i nie zawsze będzie miał czas na napisanie posta, dlatego miło by było, jak poinformujecie nas  o dłuższej nieobecności.
2.    Gra ta polega na tworzeniu fabuły, zatem zgłaszać się do niej powinny osoby, które lubią pisać. Krótkie posty zazwyczaj nic nie wnoszą do gry. Jeżeli chcesz się zgłosić, upewnij się, że będziesz miał czas i ochotę na udzielanie się.
3.    Wszelkie formy kontaktu z pozostałymi graczami są dozwolone. Nawet ciekawiej będzie, gdy wspólnie ustalać będziecie najbliższy przebieg wydarzeń.
4.    Wszystkie posty powinny w jakiś sposób wiązać się z poprzednimi.
Zapraszamy do zgłaszania się! Do gry można dołączyć w dowolnym momencie gry.
Aktualnie do udziału w zabawie zadeklarowali się:
Hector – BarthezzLodz,
Sandra – Julia25,
Amelia – Misteria7,
Lucia – Paulax5,
Noiret – Crisfan,
Martin – Villa,
Lucas – Oranjezicht,
Rebeca – Daglas89.

Nasza zabawa rusza już za chwilę, rozpocznie się postem Julii25, czyli mojej serialowej siostry!
ZAPRASZAMY!

Julia25 - 2011-01-21 20:14:11

„Gdzie ja jestem? Jak ja się tutaj znalazłem? Gdzie jest moja siostra? Co ja tutaj robię? Boże! Wpadłem w ręce OTTOXu. Mam nadzieję, że Sandra żyje...”
    Hector

„Nic nie pamiętam. Boli mnie głowa. Boże, ten koszmar zaczął się na nowo. Gdzie są moje dzieci? Hector, pomóż mi...”
    Sandra

„Widziałem dziś Sandrę jak mnie prowadzili do jakiegoś laboratorium. Nie pamiętam po co. Sandra żyje... To jest dla mnie najważniejsze. Kiedyś ją wyciągnę, wyprowadzę stad, choćbym sam miał zginąć...”
    Hector

„Mój brat żyje! Ale gdzieś go zabrali. Wierzę, ze kiedyś będziemy jeszcze razem. Wierzę, ze uda nam się uciec z tego piekła...

* * *
„Jest coraz gorzej, mam czarne dziury w pamięci. ONI faszerują mnie jakimiś prochami. Ja chcę stąd wyjść, pomóżcie mi...”
    Sandra

„Przy zdrowych zmysłach podtrzymuje mnie jeszcze tylko nadzieja, że niedługą się stąd wydostaniemy. Chyba nawet wiem już jak, ale muszę poczekań na odpowiedni moment...”
    Hector

3 miesiące później...



-Sandra! Kochanie, obudź się! Sandruś! Mamy mało czasu!
-Co... Co się dzieje? -Kobieta otworzyła powoli oczy i natychmiast je zamknęła.
-Mierda! Ci dranie nafaszerowali cię jakimiś prochami! Sandra, błagam cię, otwórz oczy! Mamy jedyną szansę by stąd uciec.
Kobieta spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem i powoli się podniosła.
-Hector? To ty?... nie mam siły. -Powiedziała tępo patrząc przed siebie.
-Kochanie, spójrz na mnie! Te dranie niedługo się zorientują, ze mnie nie ma w pokoju... Mamy mało czasu... -Urwał, gdyż nagle zamigotało czerwone światło i włączył się alarm. ONI już wiedzieli, że coś jest nie tak. Miał jedyną szansę. Mortal Decisión. Śmiertelna Decyzja. Bez wahania podniósł kobietę. Sandra półprzytomna oparła się na ramieniu brata.
-Siostrzyczko, por favor. Tak niewiele brakuje byśmy byli wolni. Wiem, ze dasz radę...

Nic z tego. Kobieta była tak wyczerpana, ze słaniała się na nogach. Hector niewiele myśląc wziął ją na ręce. Nie miał innego wyjścia. Ona sama nie uszła by nawet kilku metrów.
Sandra była leciutka jak piórko. Kilka miesięcy w zamknięciu zrobiło swoje. Nie było czasu do stracenia. W oddali rozległo się szczekanie wściekłych psów. Hector trzymając Sandrę z całych sił pobiegł przed siebie.
-Zostaw ją i poddaj się. -Usłyszał głos.
Hector nawet nie zareagował, tylko biegł dalej. Wiedział jedno. Jeśli by się teraz zatrzymał, jeśli by się zawahał chociaż przez krótką chwilkę, zapłacili by życiem. Po chwili usłyszał strzały.
-Taki z ciebie héroe ? Nie wyjdziecie stąd żywi. Ani ty, ani twoja siostra, Samuel. Chociaż w sumie ona jeszcze jest nam potrzebna. Na tobie nam już nie zależy, jesteś zbyt... buntowniczy.
Kolejna seria strzałów. Hector poczuł przeszywający ból w lewej ręce i rękaw jego koszuli natychmiast zrobił się czerwony .Ból był nie do wytrzymania, lecz mężczyzna zacisnął j=rękę jeszcze mocniej na bezwładnym ciele siostry. Była jego jedynym skarbem. Nawet nie miał pojęcia, gdzie są jego siostrzeńcy. Nie mógł jej stracić. Jeszcze tylko kilka metrów, już widział schody w wiedział, ze teraz nie może się poddać.
-Samuel, nie bądź głupi. Masz ostatnią szansę. Oddaj nam Irene, a może pozostawimy cię przy życiu...
-To jest Sandra! Sandra Pazos! A ja jestem Hector de la Vega! -Wrzasnął z całej siły mężczyzna i rzucił się w stronę wyjścia. Nagły przypływ energii. Kopnął z całej siły skałę zakrywająca wejście do piekła. Głaz opadł na ziemię a twarz Hectora owiało chłodne, nocne powietrze. Nagłe otrzeźwienie i fakt, ze może uda im się zgubić pościg pod przykrywką nocy dodały mu sił do dalszej walki.

Hector biegł, stracił poczucie czasu. Nie wiedział nawet gdzie biegnie, nie wiedział gdzie jest. Nie wiedział nawet, czy są jeszcze w Hiszpanii. Ale wiedział jedno, pod żadnym pozorem nie może wypuścić z rąk Sandry. Musi ją zanieść w bezpieczne miejsce.
Mężczyzna zaczął powoli opadać z sił. Zatrzymał się i delikatnie położył siostrę na ziemi. Gdy próbował wstać, ręka eksplodowała nagłym bólem i Hector opadł na ziemię widząc ciemność przed oczami...

* * *

Hector powoli otworzył oczy. Doszedł do wniosku, ze jest bardzo wczesny ranek. Znajdował się w jakimś lesie, ale to na pewno nie był bliskie okolice Czarnej Laguny. Szybko rozejrzał się dookoła. Westchnienie ulgi. Jego siostra siedziała wsparta o pień drzewa. Wyglądała naprawdę mizernie. Jej zwykle ślicznie ułożone i błyszczące włosy były potargane. Na ciele miała liczne zadrapania. Trzęsła się z zimna, gdyż jedyne co miała na sobie, to cieniutka, płócienna sukienka. Jej wzrok był skierowany na Hectora.
-Sandruś... -Wychrypiał. -Udało nam się, jesteśmy wolni! Oparł dłoń na ziemi próbując się podnieść, ale zaraz krzyknął z bólu. Spojrzał na postrzeloną rękę. Rana była obwiązana zakrwawionym kawałkiem materiału.
-Przepraszam... przepraszam, że zniszczyłam ci koszulę. -Usłyszał cichy głosik Sandry. Spojrzał na nią. Wzrok miała wbity teraz w ziemię a po twarzy ciekły jej lży. Hector, nie zwracając uwagi na ból, szybko podbiegł do niej i objął czule.
-Siostrzyczko, spokojnie. Już wszystko jest dobrze, uciekliśmy z tego piekła. Już cię nigdy nie opuszczę.
-Hector... Ja chcę do domu... -Zapłakała. Zabierz mnie tam.
Mężczyzna nie wiedział, co jego siostra ma na myśli. Czy dom, w którym się urodzili i byli szczęśliwi przez pierwsze kilka lat ich życia, czy dom, w którym mieszkała Sandra ze swoimi kochanymi dziećmi i mężem zdrajcą czy może... do nowego, wspaniałego domu, gdzie obiecał ją zabrać razem z dziećmi? Domu, który jeszcze nie powstał...

Pamiętał wszystko jakby to było wczoraj. Siedział z Sandra w kawiarence, jedli lody i rozmawiali o wspólnych planach. Sandra czuła się samotna w dużym domu z dwójką dzieci. Jej mąż okazał się podłym hijo de puta. Zostawił ją dla młodszej o pięć lat panienki z plastikowymi cyckami, jak ją nazywała Paula. Hector niby mieszkał tylko parę przecznic dalej i odwiedzał rodzinę codziennie, chciał stworzyć prawdziwy dom, w którym by zamieszkał on, jego siostra i siostrzeńcy. Z dala od hałasu, gdzieś w pięknym lesie. Wpadł an pomysł założenia szkoły z Internatem. Jako nauczyciel literatury, mógłby się zająć tym co lubi, jego siostrzeńcy mieli by dobre warunki do nauki i mógłby spędzać z nimi każda wolną chwilkę. Opowiedział wszystko Sandrze. Jego pomysł bardzo jej się spodobał. Hector miał już nawet na oku budynek. Mieli tam jechać następnego dnia. Ale wtedy wydarzyło się coś strasznego...

Gdy przyszedł pod dom siostry, drzwi były otwarte a jej i dzieciaków nigdzie nie było Dom był zdemolowany a na ziemi i ścianach były ślady krwi. Nagle poczuł, ze obrywa w głowę czymś twardymi … Obudził się TAM.


Hector przytulił kobietę jeszcze mocniej.
-Sandruś, zabiorę cię do domu, obiecuję. Musimy tylko wyjść z tego lasu. Albo znaleźć jakąś drogę... Możesz wstać? Masz siłę, by iść?
Kobieta pokiwała głową i powoli się podniosła. Oboje powoli ruszyli przed siebie.

BarthezzLodz - 2011-01-21 20:14:27

Hector ponownie znalazł się w podziemiach. Najgorszego dla niego było to, że więziono tutaj także  jego siostrę. Tak bardzo nie chciał, żeby znów przeżywała to piekło.
Oboje byli bardzo słabi, jednak wiedzieli, że czym dłużej tutaj będą, tym ich szanse na opuszczenie tego miejsca będą mniejsze. A na to nie mogli pozwolić. Dokonał oceny sytuacji. Prawdopodobnie znów przetrzymują ich w tym samym miejscu, co poprzednio. Tak, poznawał te ściany. Mimo że dla przeciętnego człowieka całe podziemia wyglądają tak samo, on jednak dokładnie pamiętał to miejsce. Miejsce z jego koszmarów…
- Sandra, wiem, że nie czujesz się jeszcze na siłach, ale musimy jak najszybciej się stąd wydostać. Tutaj nie jest bezpiecznie. Zresztą sama o tym wiesz. Oni chcą zrobić nam krzywdę.
- Dobrze. – odpowiedziała słabym głosem.
Oboje wstali. Zaczęli iść po omacku, bowiem tam, gdzie się znajdowali było ciemno. Nie docierały żadne promienie słoneczne, ani inne źródła światła. Tylko ONI mieli latarki. Z powodu długiego przebywania w ciemnościach ich oczy powoli się do nich przyzwyczaiły. Potrafili rozpoznać kształty, jednak wszystko było dla nich szare i smutne. Szare i smutne były także wspomnienia związane z tym miejscem.
Doszli do rozwidlenia korytarzy. Jeden z nich, ten prowadzący w lewo, kierował się wyraźnie ku górze. Doskonale wiedzieli, że to tylko zmyłka. Ten korytarz był tak naprawdę ślepy. Dlatego skręcili w prawo. Po dłuższej wędrówce  droga znów się rozdzielała. Po raz kolejny wybrali korytarz kierujący w prawo. Już widzieli schody w górę, gdy ktoś nagle zastąpił im drogę. Była to kobieta, którą rodzeństwo Espi znało jeszcze z czasów sierocińca.
- Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Ja także jestem tu więziona. Lucia. – wyciągnęła w ich kierunku rękę. Przywitała się najpierw z Sandrą, a później z Hectorem. – Na mnie też przeprowadzali jakieś eksperymenty.
Cała trójka ruszyła w stronę schodów. Byli na skraju wyczerpania, jednak wizja ucieczki z tego koszmaru dodawała im sił. Zobaczyli ogromne żelazne wrota. Tak, one z pewnością prowadzą do wyjścia.
- Jak je otworzyć? – zapytała Lucia.
- Nie wiemy. – odparli Hector i Sandra.
Zaczęli ostukiwać ściany. Szukali jakiegoś tajemniczego schowka. Czegokolwiek, co pomogłoby im otworzyć te cholerne drzwi. Doskonale wiedzieli, że nie mogą tu przebywać zbyt długo. Wkrótce odkryją, że ich nie ma, a wtedy z pewnością rozpoczną poszukiwania.
Usłyszeli głuchy dźwięk. Cegła, w którą uderzył Hector rozkruszyła się. W środku znajdowały się małe drzwiczki. Otworzył z nadzieją. W środku znajdował się ogromny klucz. Klucz ze znakiem bliźniąt – symbolem projektu Geminis. Z pewnością można otworzyć nim te wrota.
Przekręcił i nacisnął klamkę. Drzwi odskoczyły z oporem. Skrzypiały niemiłosiernie. A może to ich wyobraźnia spowodowała takie wyostrzenie zmysłów? Zaczęli mrużyć oczy, bo na zewnątrz było bardzo jasno. Prószył śnieg. Znajdowali się w środku lasu. Biegli szybko. Na tyle szybko, na ile pozwalało im na to zmęczenie.


Hector obudził się zlany potem. Bardzo często miewał takie koszmary; musiał po raz kolejny wracać myślami do tych strasznych wydarzeń.
Na szczęście znajdował się teraz w domu, w pokoju obok spała spokojnie jego siostra, a dokładnie nad jego głową znajdował się pokój Pauli i Marcosa. Był szczęśliwy, że mógł mieszkać ze swoją rodziną.
W pobliżu mieszkała Lucia. Ona także musiała przeżywać tę gehennę. Razem z nimi była więziona w podziemiach, dlatego ona też pojawiła się w koszmarze Hectora. Cała trójka postanowiła opuścić przedmieścia Madrytu, gdzie mieszkali. Ostatnio dowiedzieli się, że Czarna Laguna, w której kiedyś znajdował się sierociniec jest na sprzedaż. Już wcześniej mieli zająć się tą sprawą, ale niespodziewanie zostali uprowadzeni. Na jutro umówili się z aktualnym właścicielem budynku na wstępne ustalenia. Aby móc pozwolić sobie na zakup Czarnej Laguny musieli sprzedać swoje domy i wykorzystać swoje oszczędności. Sprzedaż ich nieruchomości była właśnie finalizowana.
Z samego rana  wyruszyli całą piątką nad lagunę. W miejscu dawnego sierocińca postanowili założyć elitarną szkołę z internatem. Kilka dni później dokonali transakcji i rozpoczęli zatrudnianie pracowników. Nauczycielem literatury  został sam Hector, jego siostra – języka angielskiego, Lucia była zaś pielęgniarką.  W szkole znaleźli się także inni nauczyciele - Martin, który przybył do internatu wraz z swoim synem – fizyki i chemii, Noiret, Francuz z pochodzenia – matematyki oraz Amelia, której zadaniem było nauczanie dzieci z klas początkowych. Rebecca – nauczycielka historii miała dotrzeć do internatu tydzień później.
Szkoła powoli zapełniała się uczniami.

paulax5 - 2011-01-21 20:17:09

Nauczyciele czekali więc az do szkoły przyjądą wszyscy uczniowie. Kiedy ostatni autokar przywiózł uczniów Dyrektor szkoły- Hectro de la Vega rozpoczął swoje przemówienie. Po półtora godzinnej pogawądzce :D Uczniowie mogli wreszczie rozejść się do swioch pokoi.
Lucia również poszła do siebie gdzie czekał na nia jej kochany synek w specjalnie zaprojektowanym pokoju wewnątrz jej pokoju.
-Cześć skarbie!
-cześć mamusiu! Kiedy przyjdzie do mnie Lukas? Po tych wakacjach we Francji bardzo się z nim zaprzyjaźniłem
-wiem, wiem kochanie ale Lukas ma teraz rozpoczęcie roku. Na pewno jak tylko się rozpakuje i przywita z innymi kolegami to do Ciebie przyjdzie.
Lucii w tym momencie przypomniały się fantastyczne wakacje, na których była wraz ze swoimi najbliższymi jednak dalej pamiętała też o tych wszystkich okropnych chwilach spędzonych w podziemiach. –Tego się chyba nie da zapomnieć, choć mam taką mało nadzieję, że kiedyś mi się to mimo wszystko uda- pomyślała uśmiechając się do syna. – Teraz nareszcie wszystko się zaczyna układać- mieszkam tutaj wraz ze wszystkimi ważnymi dla mnie ludżmi i założyliśmy wspaniałą szkołę oby wszystko poszło zgodnie z planem!
Gdy tylko tak pomyślała usłyszała pukanie do drzwi
……puk……puk……
-Lucia, jestes tam?- Był to głos Hectora. To ja Hector z Sandra
-tak, tak wejdzcie
Rodzeństwo weszło do środka
-Chcialiśmy Cie zaprosić na torta dla nas- nauczycieli z okazji otwarcia szkoły, należy nam się chyba za ten cały trud włożony w jej ponowne otwarcie
-pewnie ze się należy- zasmieła się Lucia
-To chodź z nami do Kuchnii Maria z Jacintą wszystko już przygotowały- dodała Sandra
-Jeszcze trzeba tylko poinformować o tym Amelię, Jacquesa i Martina. Ja się tym zajmę a wy już idzicie do kuchni- powiedział Hector i poszedł po resztę ekipy
-szkoda ze Rebecki teraz z nami nie ma
-to prawda ale wazniejsze żeby wszystko z dzieckiem było wporządku, a właśnie jak tam ona się czuje?
-a dobrze Sandro powinna do nas nie długo dojechać
Razem wyszły z pokoju i poszły do kuchni na torta i szampana. Na miejscu czekali już pozostali.
Skoro już wszyscy są to może wzniose taki mały toast- zaproponował Hector. Po toaśćie wszyscy jeszcze długo siedzieli i rozmawiali o organizacji lekcji i dodatkowych zajęć dla uczniów.
Nagle do kuchni wpadł Lukas cały w płaczu
-Lukas synku co się satło- dopytywał się Martin   
-Tato bo Javier Holgado mnie popchnął i się przewróciłem i teraz boli mnie noga- Lukas ledwie mógł wypowiedzieć te słowa.
Gdy Lucia zobaczyła płaczącego chłopca podeszła do Niego
-wszystko wporzadku?
-boli mnie noga
-to pokaż ja, zaraz zrobimy że nie będzie bolała. Gdzie ty się przewróciłeś co? Mocno się skaleczyłeś wiesz
-tak bo to wszystko przez Javiera Holgado!

Oranjezicht - 2011-01-21 21:19:52

Lucasowi bardzo podobały się wakacje spędzone we Francji. "Marsylia jest bardzo piękna, często chodziliśmy po plaży, pływaliśmy i chodziliśmy na lody. Byłem otoczony ludźmi, którzy mnie kochają. Czy mogą być wspanialsze wakacje? Bardzo zbliżyłem się z Rebecą, która będzie moją drugą mamą i z Lucią, która jest jedną z jej najlepszych przyjaciółek. Bardzo zaprzyjaźniłe się z jej synem Thomasem, on przynajmniej nie jest wredny jak Javier Holgado i bardzo mi go żal z powodu jego choroby bo nie będzie mógł chodzić razem ze mną do szkoły. Szkoda, że we Francji mówią po francusku, a nie po hiszpańsku jak w Argentynie, nie mogłem oglądać żadnych bajek w telewizji, ale poza tym było super" - myślał Lucas w trakcie długiej przemowy Hectora jako dyrektora nowo twartej szkoły Czarna Laguna. "Mam nadzieję, że już nigdzie z taą nie będę musiał się przeprowadzać, bo z tyloma przyjaciółmi których tu poznałem nie chciałbym tego robić. Bardzo chę jak najszybciej zobaczyć się z Thomasem."

W drodze na pierwszą lekcję Lucas poczuł popcnięcie na schodach po czym spadł z społowy schodów i natychiast poczuł pieczenie w nodze. "Javierze Holgado, następnym razem rozwalę ci twarz!!" Javier Holgado ze śmiechem uciekł w drugą stronę, Lucas natomiast pobiegł do Lucii, żeby opatrzyła mu skaleczenie. Trochę szczypało ale Lucia jak zawsze była bardzo delikatna i nie bylo tak źle. "Lucia moge przyłożyć Javierowi Holgado następnym razem? I powiedz mi kiedy mogę spotkać się z Thomasem? Zabierzesz mnie do niego?"

paulax5 - 2011-01-21 23:13:55

Oranjezicht napisał:

Lucas natomiast pobiegł do Lucii, żeby opatrzyła mu skaleczenie. Trochę szczypało ale Lucia jak zawsze była bardzo delikatna i nie bylo tak źle. "Lucia moge przyłożyć Javierowi Holgado następnym razem? I powiedz mi kiedy mogę spotkać się z Thomasem? Zabierzesz mnie do niego?"

Lucia pomogła wstać Lukasowi i poszła z nim do jej gabinetu gdyz w kuchni nie było żadnego plastra ani opatrunków. Po chwili doszli do gabinetu i Lucia zaczeła odpowiadać chłopcu na pytania
-jak chcesz sie zobaczyc z Thomasem to mozesz do niego przychodzic kiedy tylko bedziesz chcial on naprwde bedzie bardzo szczesliwy. Czy to Javier Cię popchnął?
-tak i bardzo mnie bolało jak się przewróciłem
-napewno, wierze Ci skarbie
-to mogę następnym razem mu przyłożyć?
-nie Lukas, nie wolno nikogo bić
-ale on robi to cały czas!
-wiem, i to bardzo nie ładnie z jego strony i nie powinien tak postępować, ale nie możesz robić tak samo
-ale dlaczego?
-bo tak się nie powinno postępować, jeśli chcesz to ja mogę porozmawiać o tym z Amelią żeby Javier ponósł jakieś konsekwencje swojego zachowania ale bić nikogo nie wolno bo to napewno nie pomoże wręcz przeciwnie
-dobrze wiec nie będę go bić
-to bardzo dobrze, że rozumiesz a następnym razem jak znów będzie Ci dokuczał to musisz o tym powiedzieć Ameli, Tacie albo Mi dobrze?
-dobrze juz dobrze, mogę teraz iść zobaczyć się z Thomasem?
-jasne jest w swoim pokoju, czekaj! jeszcze plasterek!
-Gdzie mi tak szybko chciałeś zwiać? jeszcze nie skończyłam!
-ja..? chciałem iść do Thomasa
-spokojnie zaraz daj mi najpierw skończyć, siadaj jeszcze na chwilę
-no dobrze...
-Cieszysz się że już się zaczął rok szkolny? czy wolałbyś żeby były jeszcze wakacje?

Oranjezicht - 2011-01-21 23:33:02

"Zdecydowanie wolę wakacje! Tam nie było Javiera Holgado i nikt mi nie dokuczał! I tak fajnie się z Thomasem bawiliśmy i cieszyłem się, że on jest taki zadowolony i nie musiał cały czas siedzieć w zamknięciu w domku w lesie. Bardzo bym chciał tam wrócić. A tutaj widzisz co sie dzieje pierwszy dzień i Javier Holgado już rozwalił mi kolano! Naprawdę mam straszną ochotę mu przyłożyć! i nie lubię matematyki to jest strasznie nudne! Lucia powiedz a Tobie się podobało się we Francji? Pamiętasz jak pływaliśmy i razem z Rebecą i cię ochlapaliśmy wodą? Strasznie było fajnie. Kiedy pojedziemy znowu? A powiedz mi Lucia co by Thomas chciał na urodziny? bo ma je niedługo? Może wiesz co by chciał? Czy mam iść i się go zapytać? bo ja na strychu mam dużo zabawek" - mówił uradowany z powodu troskliwej opiekii do Lucii

paulax5 - 2011-01-22 00:05:51

Oranjezicht napisał:

Lucia powiedz a Tobie się podobało się we Francji?

Pewnie ze mi się podobało Lukas, każdy lubi odpocząć, pobawić sie i to jeszcze w takim wspaniałym miejscu

Oranjezicht napisał:

Pamiętasz jak pływaliśmy i razem z Rebecą i cię ochlapaliśmy wodą? Strasznie było fajnie.

Pamiętam, pamiętam strasznie byłam wtedy zła o to na was bo byłam w ubraniu a mnie chlapaliście, ojj tego wam nigdy nie zapomnę!

Oranjezicht napisał:

Kiedy pojedziemy znowu?

Niewiem, może uda się w te wakacje, zobaczymy jeszcze jest mnóstwo czasu

Oranjezicht napisał:

A powiedz mi Lucia co by Thomas chciał na urodziny? bo ma je niedługo? Może wiesz co by chciał? Czy mam iść i się go zapytać? bo ja na strychu mam dużo zabawek" - mówił uradowany z powodu troskliwej opiekii do Lucii

Wiesz on bardzo lubi czytać bajki i ksiązki przygodowe jak już chyba zauważyłeś bo ma ich mnóstwo więc może jakąś książke, chociaż cokolowiek dostanie od Ciebie napewno bardzo się ucieszy, nawet jak mu nic nie pszyniesiesz tylko poprosty przyjdziesz się z nim pobawić to już będzie zadowolony.
Po skończeniu swych pytań Lukas pobiegł wkońcu zobaczyć się z kolegą.
Ah te dzieci...- pomysłala Lucia

Oranjezicht - 2011-01-22 00:29:36

Lucas bardzo się cieszył ze wspominania wspólnego wyjazdu. "Idę na chwilę do siebie do pokoju, może znajdę coś dla Thomasa, żeby się ucieszył. O właśnie ten czerwony samochodzik chyba będzie fajny i nawet baterie są nowe. Pójdę pokazać go Lucii ona zna Thomasa najlepiej i może mi doradzić. Przyszedł mi również do głowy pewien pomysł." Lucas pobiegł znowu z samochodzikiem w ręku do pokoju Lucii. "Lucia popatrz czy taki prezent dla Thomasa mu się spodoba? I tak sobie pomyślałem czy mogłabyś zapytać pana Noireta, żeby mnie pouczył trochę francuskiego? Na wakacjach nauczył mnie tylko Bonjour i Merci."

paulax5 - 2011-01-22 00:37:31

Oranjezicht napisał:

"Lucia popatrz czy taki prezent dla Thomasa mu się spodoba? I tak sobie pomyślałem czy mogłabyś zapytać pana Noireta, żeby mnie pouczył trochę francuskiego? Na wakacjach nauczył mnie tylko Bonjour i Merci."

Lukas spokojnie, nie wszystko naraz, pokolei...
Napoczątku pytałeś o prezent- więc jak już mówiłam nie ważne co, napewno bedzie się cieszył a ten samochodzik jest naprawdę fajny.
A co do francuskiego to mogę się zapytać, naprwdę chciałbyś się nauczyć?
-tak i to bardzo!- krzyknął chłopiec
-więc dobrze zapytam się go jutro, a czy ty przypadkiem nie szłeś do Thomasa?

Oranjezicht - 2011-01-22 00:42:21

"Tak tak Lucia już idę bawić się z Thomasem dzieki za wszystko" - powiedział Lucas i nieco spowolniony przez bolące kolano pobiegł do swojego nowego kolegi

Julia25 - 2011-01-22 10:42:14

Reszta nauczycieli pracowała nad ułożeniem dogodnego planu lekcji, tak by wystarczyło czasu i na naukę, i na zabawę i na odpoczynek. Zeszło im z tym do późnego wieczora. Wybrali dobre miejsce, będąc w kuchni zawsze mogli sobie przygotować jakąś przekąskę. W końcu plan lekcji był gotowy, musieli tylko zadecydować co z lekcjami historii. Finalnie ustalili, że do przyjazdu Rebecki uczniowie starszych klas po prostu będą mieli wolne godziny. Wszyscy powoli rozchodzili się do swoich gabinetów. Hector i Sandra wyszli jako ostatni.
-I jak ci się podoba nasz nowy kawałek nieba? -zapytał Hector. Kosztowało nas to dużo wysiłku, ale w końcu jest.
-Ciągle wydaje mi się, że to jest tylko piękny sen.
-Piękny sen, który się spełnił, siostrzyczko.
Zatrzymali się na szczycie schodów, skąd rozciągał się widok na główne wejście.
-To wszystko jest nasze. -dodał mężczyzna.
Sandra spojrzała na niego, a potem na herb szkoły wiszący nad głównym wejściem. W sposób dość widoczny przypominał o przeszłości tego miejsca.
-Hector? Ale chyba musimy zmienić ten herb. Ten nie budzi pozytywnych emocji.
Mężczyzna spojrzał na niego.
-Masz rację. Jutro się tym zajmiemy. A teraz czeka na nas odpoczynek w cieplutkich łóżeczkach. A od jutra zaczynamy pracę ;)
Sandra przytuliła się do brata.
-Dobranoc Hector.
-Dobranoc.

Kobieta poszła w stronę swojego gabinetu. Była zmęczona całym długim dniem i przygotowaniami do otwarcia szkoły. Ale była też szczęśliwa. Nareszcie zostawili przeszłość za sobą, odcięli się od niej. Jest teraz razem se swoim kochanym bratem i dziećmi, będzie robić to co naprawdę lubi...
Otworzyła drzwi do pokoju. Na łóżku zobaczyła siedzącą małą postać, która zerwała się, jak tylko Sandra weszła do pokoju.
-Paula! Hej, kochanie. Dlaczego jeszcze nie śpisz? Patrz jak jest późno. Nie podoba ci się twój pokój?
Dziewczynka przytuliła się do mamy.
-Jest śliczny, i koleżanki są fajne. A Evelyn będzie moją przyjaciółką i będziemy się razem bawić!
-Więc o co chodzi kochanie?
-Czy to prawda, ze teraz jak jesteś nauczycielką to nie będziemy się już tak często bawić i nie będę mogła przyjść do ciebie do pokoju jak będzie burza? I że wujek Hector będzie tylko siedział w swoim gabinecie i zajmował się ważnymi sprawami?
Matka pogłaskała córeczkę po włosach. Mała była ewidentnym sobowtórem swojej matki sprzed 29 lat.
-Oczywiście że nie, Paulita. Nic się nie zmieni, oprócz tego, ze teraz już zawsze będziemy razem. I na co dzień będziesz miała dużo kolegów do wspólnej zabawy.
Paula spojrzała na Sandrę i pokiwała głową.
-Chodź, odprowadzę cię teraz do twojego pokoju... Czy może chcesz zostać jeszcze tę jedną noc ze mną?
-Chcę zostać z toba, mamo. -powiedziała dziewczynka uśmiechając się słodko.
-A więc biegiem do łazienki umyj ząbki i wskakuj do łóżka. Bo jutro będziesz niewyspana. Ja muszę jeszcze zejść do kuchni, chyba zostawiłam tam swój telefon komórkowy.

Sandra zeszła na dół, miała rację. Podczas zebrania zostawiła telefon na parapecie. Wzięła go i wróciła do pokoju. Jej córeczka już spała. Kobieta spojrzała na nią. Wiedziała ile przeszła, chociaż starała się tego nie okazywać. Marcos opowiedział dopiero przed przyjazdem do Czarnej Laguny opowiedział im, co się z nimi działo przez ten cały czas.
-Ale to już koniec. -pomyślała Sandra. Już nikt nas nie skrzywdzi. Pocałowała córeczkę na dobranoc, małą tylko uśmiechnęła się przez sen.
Sandra obudziła się i spojrzała na zegarek stoicy przy łóżku. 8:30. Przeciągnęła się i spojrzała na Paulę wtuloną w poduszkę. Nie miała serca jej budzić, więc najciszej jak mogła wstała i poszła do łazienki. Gdy wróciła, mała już siedziała na łózko.
-Hej kochanie, jak ci się spało? -zapytała.
-Wygodnie. -odpowiedziała mała z uśmiechem.
-To ubieraj się szybciutko i zejdziemy do kuchni. Nie dam głowy, ze Jacinta z Marią przygotowały już śniadanie, ale coś na ząbek na pewno się znajdzie.

Po krótkiej chwili matka z córką wyszły z pokoju. Na korytarzach było cicho, uczniowie jeszcze spali. Przecież był pierwszy dzień zajęć, a zgodnie z ustaleniami lekcje miały się zacząć dopiero od 12, by dać uczniom jeszcze chwilkę wytchnienia.. Cicho zeszły po schodach, kierując się do kuchni. Nagle zadzwonił dzwonek przy głównych drzwiach. Sandra zastanawiając się kto może przychodzić o tej porze, wyjrzała przez okno. Był to listonosz. Kobieta otworzyła drzwi.
-Dzień dobry. -powiedział mężczyzna. -Czy pani Sandra Pazos?
-Tak, to ja. A jest coś do mnie? -zdziwiła się kobieta. Od dawna nie otrzymywała listów. Chyba że wymówki swojego byłego męża w sprawie płacenia alimentów.
-Oczywiście. Proszę tu podpisać. A i mam jeszcze list do Hectora de la Vega, czy też go tutaj znajdę?
-Tak, to mój brat. Mogę podpisać, bo chyba jeszcze śpi.
-A to proszę, tutaj. -po czym mężczyzna wręczył Sandrze dwa listy. -Miłego dnia życzę. Do widzenia.
-Do widzenia. -powiedziała Sandra i spojrzała na listy. Otworzyła ten zaadresowany do niej i nastrój trochę się jej zepsuł. Andres jak zwykle znalazł wymówkę obejścia kolejnej wpłaty. Ty razem musiał zapłacić ratę za nowy samochód. O, ale i coś nowego. Dołączył czek, ale oczywiście na mniejszą kwotę. 800 Euro.
-Ty chyba żartujesz, pacanie jeden. Co ja w tobie widziałam przez te czternaście lat?
Spojrzała na drugi list, zaadresowany do Hectora. Był to list z banku. Postanowią oddać go bratu jak najszybciej. Kobieta rozejrzała się. Paula korzystając z nieuwagi Sandry pobiegła pod schody, gdzie znajdowało się szklane okienko.
-Paula, kochanie. -zawołała. -Pójdziesz do kuchni? Mama zaraz wróci, tylko zaniesie list wujkowi, dobrze?
Dziewczynka pokiwała głową i pobiegła w stronę kuchni.
-Tylko niczego nie dotykaj, zaraz przyjdę i zrobię coś do jedzenia, chyba że Jacinta lub Maria będą w kuchni, to je poproś by ci pomogły. -krzyknęła za oddalająca się dziewczynką i poszła na górę, do gabinetu brata. Zapukała.
-Hector, to ja. Mogę wejść?
-Oczywiście. Cześć Sandra.
-Hej. Już wstałeś? -zapytała, gdyż zdziwił ją widok brata siedzącego przy biurko w papierach.
-Tak, obowiązki dyrektor czekają. -westchnął. -Na samym początku jest tego najwięcej. Chyba przydałaby nam się jakaś sekretarka na dwa tygodnie. -po czym zerknął na siostrę.
-Z przyjemnością ci w tym pomogę. A propos papierkowej roboty, przyszedł list do ciebie. Z banku. -powiedziała i podała Hectorowi kopertę.

BarthezzLodz - 2011-01-22 12:10:28

Hector wziął do ręki kopertę. Zaadresowana była na nazwisko De La Vega. Nadawcą był jeden z hiszpańskich banków – La Caixa. Mężczyznę bardzo zdziwiła ta przesyłka, bo nie posiadał tam konta. Postanowił na razie nic nie dać sobie poznać. Odłożył kopertę na biurko.
- Później ją otworzę. – powiedział do Sandry.
- Dobra, ja już muszę iść. Trzeba przygotować śniadanie dla Pauli, a i już za czterdzieści minut zaczynam swoją pierwszą lekcję. Trochę się stresuję.
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. Dzieciaki na pewno cię polubią. – uśmiechnął się do siostry.
Sandra podziękowała i wyszła z gabinetu Hectora. Ten otworzył kopertę i wyciągnął jej zawartość.
„Nie myśl, że wszystko będzie dobrze. Nie uda Ci się od nas uciec. My nie zapominamy tak łatwo. Jeszcze za wszystko zapłacisz. Ty i Twoja siostra.”
List był bardzo krótki, ale jakże znaczący dla rodzeństwa Espi. ONI znów ich odnaleźli. Może to właśnie ONI chcieli sprzedać dawny sierociniec, aby dalej móc eksperymentować na dzieciach. Hectorowi zakręciło się w głowie. Dobrze, że zdążył przytrzymać się biurka. Inaczej z całą pewnością upadłby na podłogę.
Do gabinetu ponownie weszła Sandra.
- Zgubiłam gdzieś plan. Z którą klasą będę miała teraz lekcje? – zapytała brata.
- Co? Z którą? Zaraz sprawdzę.
Kobieta zauważyła, że jej brat wygląda na bardzo zdenerwowanego.
- Co ci jest? – zapytała.
Hector spojrzał na nią smutnym wzrokiem.

misteria7 - 2011-01-22 13:54:24

Amelia była szczęśliwa, że może uczyć w takiej wyjątkowej szkole. Wiedziała, że daleko jest do miasteczka, ale nie narzekała na to. Mając gromadkę dzieci pod opieką rozrywek jej nie brakowało:).
Miło przebiegło rozpoczęcie roku. Nie były to nudy jak to zwykle bywa. Hector potrafił przemawiać tak że motywowało to wszystkich do rozwijania się.

Najmłodsza z nauczycieli udała się do swojego pokoju gdzie wzięła się za rozpakowywanie reszty bagażu. Była tak wciągnięta w swoje zajęcie przy którym do głowy jej wpadały różne pomysły na lekcje z dzieciakami, że nie usłyszała pukania do drzwi. Gdy przechodziła zza szafy do łóżka zauważyła wyglądającą do środka zza drzwi głowę Hectora. Wystraszyła się..
-Hector! litości...przestraszyłeś mnie.
-taki straszny jestem?
-nie nie. spokojnie. coś się stało?
-Amelia, w kuchni szykujemy małe przyjęcie na uczczenie otwarcia szkoły. Liczę na to że niedługo tam się zjawisz.
-o, dziękuję. To bardzo dobry pomysł. Na razie nie ma zajęć, więc szkodą by było żeby w taki dzień wszyscy siedzieli w swoich pokojach. Skończę tu później, a teraz pójdę z Tobą dobrze?
-dobrze. O Jacques i Martin słyszę że też już wychodzą.

Wszyscy spotkali się na dole. Czas im płyną bardzo szybko.

paulax napisał:

Nagle do kuchni wpadł Lukas cały w płaczu
-Lukas synku co się satło- dopytywał się Martin   
-Tato bo Javier Holgado mnie popchnął i się przewróciłem i teraz boli mnie noga- Lukas ledwie mógł wypowiedzieć te słowa.
Gdy Lucia zobaczyła płaczącego chłopca podeszła do Niego
-wszystko wporzadku?
-boli mnie noga
-to pokaż ja, zaraz zrobimy że nie będzie bolała. Gdzie ty się przewróciłeś co? Mocno się skaleczyłeś wiesz
-tak bo to wszystko przez Javiera Holgado!

Ameli nie było to obojętne.
-Javier Holgado to utrapienie. Jutro się nim zajmę. Wszystkie dzieci się na niego skarżą od rana.

Lucia zaopiekowała się chłopcem. Amelia z odrobiną rezygnacji na to co ją czeka schwytała się za twarz i pomyślała 'a miało być tak pięknie..'.

Gdy zrobiło się bardzo późno każdy gdy brał go sen opuszczał towarzystwo i szedł do swojego pokoju.

paulax5 - 2011-01-22 14:43:36

Lucia rano wstała i od razu czuła się zmęczona niespała cała noc ciągle jej się śniły te okropne wspomnienia z podziemi i eksperymenty.- Ciągle mi się to śni, dlaczego poprostu nie mogę o tym zapomnieć- zastanawiała się kobieta. Wstała z łóżka i poszła się ogarnąć do toalety, gdy nagle usłyszała ze dzwoni jej telefon
..pik...pik...
-Hallo?
-Cześć Lucia, to ja Rebecka
-o Cześć Rebecko, właśnienie o Tobie myślałam, jak się czujesz?
-a Dziękuję, że pytasz wszytko w porządku, a jak tam rozpoczęcie roku?
-dobrze, narazie wszystko idzie zgodnie z planem dzieciaki zadowolone ze szkoły, my mamy trochę pracy ale jakoś dajemy radę, a kiedy do nas wracasz?
-chciałabym jak najszybciej ale niewiem czy mi się uda. Lucia?
-tak?
-mogę zadać Ci pytanie
-ależ oczywiście że możesz
-jak tam Martin? bo rozmawiamy codziennie ale on mi nic nie mówi i niewiem co tam u nich słychać tak naprawdę boję się że on sobie nie radzi
-napewno nie jest mu łatwo przebywać w tym samym miejscu, w którym kiedyś był tak okropnie traktowany, sama wiem coś na ten temat, ale wydaję się, że wszystko z nim w porządku
-a Lukas?
-no wczoraj miałam z nim małe przygody bo Javier Holgado go popchnął i stłukł sobie dość mocno kolano, ale...
-co? Jak to go popchnął? Co za dziecko!
-spokojnie już wszystko dobrze właśnie zamierzam o tym porozmawiać z Amelią, mam nadzieję, że zamierza coś z tym zrobić, muszę do niej pójść za chwilkę
-no dobrze ja muszę kończyć, proszę pilnujtam moich chłopaków
-spokojnie o nic sie nie martw, daj znać jak będziesz wiedziała kiedy wracasz
-dobrze, to pa :*        :D

*****
Lucia ubrała się i poszła naśniadanie. Na miejscu spotkała tam Amelię
-Hola Amelia, wybierałam sie właśnie do Ciebie
-Hola, tak?
-Mam sprawę odnośnie tego co stało się wczoraj Lukasowi, chiałam Cię prosić, abyś porozmawiała o tym z tym chłopcem bo tak nie może być, on nie może się tak zachowywac i popychać innych dzieci bo kiedyś naprawdę może się to źle skonczyć dla kogoś, przepraszam że zwracam Ci o to uwagę ale nie chcę mieć więcej małych pacjentów narzekających na Javiera, zajmiesz się tym?

misteria7 - 2011-01-22 15:19:09

"Zapomniałam już jak się tu śpi...Ciekawe czy kiedyś się wyśpię. Próbuję zapomnieć o przeszłości i żyć do przodu. Czemu to jest takie trudne..". Tak właśnie zaczął się Amelii dzień w Czarnej Lagunie. Mimo tego nie brakło uśmiechu na jej twarzy. Czuła, że może jednak coś sympatycznego jej się dzisiaj przydarzy. Po porannej toalecie zeszła na śniadanie. Niedługo po niej zjawiła się tam Lucia.

paulax25 napisał:

-Hola Amelia, wybierałam sie właśnie do Ciebie
-Hola, tak?
-Mam sprawę odnośnie tego co stało się wczoraj Lukasowi, chiałam Cię prosić, abyś porozmawiała o tym z tym chłopcem bo tak nie może być, on nie może się tak zachowywac i popychać innych dzieci bo kiedyś naprawdę może się to źle skonczyć dla kogoś, przepraszam że zwracam Ci o to uwagę ale nie chcę mieć więcej małych pacjentów narzekających na Javiera, zajmiesz się tym?

-Tak, oczywiście. Miałam dzisiaj porozmawiać z tym diabłem wcielonym. Już nie raz starałam się mu przemówić do rozumku, ale jeszcze jak widać się to nie udało. Hector mnie też uprzedzał, że na pomoc rodziców to nie mam co liczyć i wierzy w mój talent. Lucia, zrobię co w mojej mocy byś miała spokojną pracę.
-Dzięki. Też w Ciebie wierzę i jak widzę nie łatwe masz zadanie.
-Czego bym nie mówiła to kocham dzieci. Są wspaniałe. Nie nudzę się przy nich.

Reszta kadry powoli się zbierała zwabiona zapachem kawy. Zapowiadał się zwyczajny dzień.

Oranjezicht - 2011-01-22 17:05:38

Lucas bardzo miło spędził czas z Thomasem, odkąd się poznali bardzo dobrze się dogadywali i nie doszło między nimi do żadnej sprzeczki "Na szczęście! I mam nadzieję, że nigdy się nie pokłócimy. Bardzo się cieszę, że Thomasowi spodobał się mój prezent dla niego" - myślał Lucas. "Właśnie muszę zapytać się mojego taty, co jest z tym projektorem filmowym, który jest na strychu? Czy on działa? Jakie filmy można na nim obejrzeć. Może Jacinta ma jakieś bo wygląda na to, że ona jest dużo starsza od samego projektora a on sam ma ze 100 lat, to może na nim coś kiedyś oglądała. W ogóle muszę poszukać jakichś fajnych rzeczy na górze może coś fajnego znajdę, a i szybciej mi czas minie zanim Rebeca wróci." Również noc minęła Lucasowi nad wyraz spokojnie i nie mógł doczekać się śniadania z pysznimi świeżutkimi bułeczkami i słodkimi babeczkami na deser. Jedząc już trzecią Lucas był pewien, że o to przed nim piękny dzień, oczywiście jak tylko lekcje się skończą...

BarthezzLodz - 2011-01-22 17:11:25

Kolejna noc minęła Hectorowi bardzo niespokojnie. Znów śniło mu się, że jest przetrzymywany. Razem z siostrą i, co gorsza, z Paulą i Marcosem. List, który otrzymał wczoraj jeszcze spotęgował uczucie niepokoju. Postanowił, że musi o tym porozmawiać z Sandrą.
Chwilę przed śniadaniem poszedł do jej pokoju. Wziął ze sobą otrzymaną przesyłkę. Zapukał. Nikt się nie odezwał. Mężczyzna miał już w głowie najgorsze myśli. Zapukał raz jeszcze, a gdy znów nikt mu nie odpowiedział postanowił nacisnąć klamkę. Drzwi były zamknięte.
Niepokój stale wzrastał. Zwabiony zapachem świeżo zaparzonej kawy udał się do kuchni. Sandry tam jednak nie było. Jego obawy były uzasadnione. W końcu wczoraj otrzymał list z pogróżkami. To była jego wina. Nie zapewnił jej wystarczającej opieki.
- Jak mogłem być tak głupi? – w jego głowie zaczęły kłębić się miliony myśli, zmieszane z wyrzutami sumienia.
Nie mógł w spokoju zjeść śniadania i wypić kawy, dopóki jej nie odnajdzie. Wycofał się z jadalni. Postanowił pójść do Pauli, której także nie widział przy stole. Jej pokój znajdował się dokładnie piętro wyżej. Pobiegł na górę. Po drodze spotkał Evelyn.
- Nie widziałaś Sandry? – zapytał wyraźnie zdenerwowany.
- Jejku, co ci jest? Czemu jesteś tak zdenerwowany? – odpowiedziała mu gradem pytań.
- Nie czas teraz na rozmowę. Widziałaś ją?
- Tak, jest w naszym pokoju. Czesze Paulę. Mnie już uczesała. Jak ci się podobam? – zapytała zalotnie dziewczynka.
- Ślicznie wyglądasz, na pewno spodobasz się Lucasowi. Teraz muszę już iść – do Sandry. A ty idź na śniadanie.
Dziewczynka chwilę potem oddaliła się, a Hector udał się do pokoju Pauli. Natknął się na siostrę i jej dziecko, które akurat wychodziły.
- Boże, Sandra, nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś. Cały ranek cię szukałem.
- To coś ważnego? – zapytała. – Paula, idź już na śniadanie. My z wujkiem za chwilę do ciebie dołączymy. – zwróciła się do córki.
Paula szybko pobiegła na dół.  Nie mogła się już doczekać śniadania. Była bardzo głodna. A zachęcający zapach kakao i świeżutkich rogalików z czekoladą nie pozostawał jej obojętny. Takie śniadania uwielbiała. Kojarzyły się jej z domem rodzinnym. Sandra zawsze robiła małej na śniadanie pyszne kakao. Dziewczynka je uwielbiała.
- A więc o co chodzi?
- O ten list, który mi wczoraj przekazałaś.
Hector wyjął kopertę zza pazuchy.
- Chodźmy może usiąść. Może być w pokoju dziewczynek.
Sandra posłusznie się tam skierowała. Wiedziała, że brat nie żartuje.
Wyciągnął list, choć jego treść znał już na pamięć. To właściwie nie był list. Biorąc pod uwagę długość tekstu bardziej pasował na telegram. Brakowało tylko charakterystycznych dla tego rodzaju przesyłki wyrazów STOP, które zastępowały znaki przestankowe. Podał go siostrze. Ta zaczęła czytać na głos:
- Nie myśl, że wszystko będzie dobrze. Nie uda Ci się od nas uciec. My nie zapominamy tak łatwo. Jeszcze za wszystko zapłacisz. Ty i Twoja siostra.
- To… to jest straszne. – dodała po chwili. – I co my mamy zrobić?
- Nie wiem, kochanie. Musimy pozbyć się tych drani raz na zawsze. Inaczej nie dadzą nam spokoju.

Julia25 - 2011-01-22 17:19:01

Sandra ukryła twarz w dłoniach. Przecież to niemożliwe. Byli tak szczęśliwi, zamknęli za sobą drzwi do przeszłości, a tu nagle wszystko powraca. Kobieta powoli podniosła głowę i spojrzała na brata. Ten powiedział:
-Nie pozwolę, by coś wam się stało. Tylko jak się oni dowiedzieli, gdzie nas szukać? Sandra wzięła do reki kopertę, którą Hector położył na łóżku. Lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy.
-Powiedz mi jedno. -zaczęła. -Czy załatwiałeś na poczcie formalności dotyczące przekazywania listów adresowanych na nasz stary adres do Laguny?
-Tak... Od razu po sprzedaniu nieruchomości.
-Tak się składa... ze ten list został wysłany dzień przed... Przed naszym porwaniem. -dokończyła Sandra. -spójrz na datę.
Hector spojrzał i odetchnął z ulgą.
-Już myślałem, że te dranie nas odnalazły, tak się przestraszyłem. Chyba ten lęk będzie nasz prześladował do końca życia.
-Przestraszyłeś mnie nie na żarty. Mogłam spojrzeć na datę jak otwierałam swój list.
-Twój list? -zainteresował się mężczyzna. -Mam nadzieję, że nie zaległe pozdrowienia od naszych starych znajomych?
Sandra spojrzała na niego wzrokiem mówiącym: „To nie jest temat do żartów”
-Nie, kolejne wymówki od mojego kochanego ex-męża. Nawet nie chcę już liczyć jak wysokie są jego zaległe raty za alimenty. Ale tym razem chyba powinnam skakać z radości do nieba. Załączył czek na, uwaga... 800 euro. Co za kretyn. Mam nadzieję, że powodzi mu się dobrze ze swoją plastikową panienką...
-Sandra, ale ty nie jesteś zazdrosna...? -zaczął Hector
Kobieta trzepnęła go w rękę.
-Daj mi mój plan, bo zdaje się że mam dziś pierwsze zajęcia z angielskiego, a nie wiem w jakiej sali. Zapodziałam gdzieś kopię, którą wczoraj mi dałeś.
Hector wyjął z kieszeni kartkę papieru.
-\Proszę, zostawiłaś ją w gabinecie a nie zapodziałaś. To co, idziemy? Ja zaraz zaczynam literaturę  a ty jak się nie mylę masz pierwsze zajęcia z klasa swojego syna.
Sandra spojrzała na kartkę.
-Wiesz co? Trochę się boję jak zareaguje. Do tej pory byłam tylko jego matką, a teraz nauczycielką...
-Będzie dobrze. -powiedział mężczyzna i oboje wyszli z pokoju.

Sandra udała się w kierunku klasy językowej. Obawiała się swojej pierwszej lekcji. Ale też dzisiejszy poranek wyprowadził ją z równowagi. Co prawda, OTTOX prawdopodobnie nie wiedział, gdzie przebywają, ale to była tylko kwestia czasu, kiedy się dowie. Jednak w tym momencie Sandra nie pomyślała jeszcze o jednej możliwości. Data listu mogła być specjalnie zafałszowana, by zmylić czujność odbiorcy. I tak było w tym przypadku.
Kobieta zatrzymała się przed salą i odetchnęła głęboko .
-No to lecimy. -pomyślała i weszła do środka.
Uczniowie siedzieli na swoich miejscach. Sandra rozejrzała się. Gdzieś pośrodku siedział Marcos. Ukradkiem pokazał matce podniesiony kciuk. Kobieta uśmiechnęła się.
Witajcie. Nazywam się Sandra Pazos i będę miała z wami zajęcia z języka angielskiego...

Jak się okazało, niepotrzebnie bała się pierwszych zajęć. Uczniowie traktowali ją z szacunkiem, nawet jej syn zachowywał się w stosunku do niej jak do nauczycielki...
Po ostatnich zajęciach Sandra zmęczona, ale i szczęśliwa, wyszła z sali i wpadł na Amelię.
-Cześć Amelia, Jak tam pierwsze dni w nowej szkole?
-Hej Sandra. Całkiem przyjemnie, tylko jedynym utrapieniem jest Javier Holgado. Jeszcze nie widziałam takiego dziecka. Masz ochotę coś przekąsić?
-Jasne, to chodźmy do kuchni.

Amelia nastawiła wodę na herbatę a Sandra znalazła jakieś ciasteczka czekoladowe. Wesoło rozmawiały, gdy do kuchni weszła Jacinta.
-A co wam tak wesoło, moje drogie? Obiad znów będzie z opóźnieniem. Nasz para amorków znów gdzieś zniknęła i muszę się wszystkim sama zająć. Utrapienie z tą Marią i Ferminem.
-Wiesz, Jacinta. Z chęcią ci pomożemy... -zaczęła Sandra
-Kochana, wiem, że masz cudne zdolności kulinarne, ale kuchnia to nie twoje królestwo. -Jacinta wyjrzała przez okno. -O, wraca nasza zakochana para...
-To my już pójdziemy. -przerwała jej szybko Amelia i wyciągnęła Sandrę z kuchni. -Chyba się szykuje mała awanturka. -mruknęła.
Gdy przechodzili obok łazienek Sandra się nagle zatrzymała.
-Co jest? -zapytała Amelia.
-Nie wiem, niedobrze mi... -wymamrotała i pobiegła do łazienki. Amelia po chwili weszła za nią i zapukała do kabiny.
-Sandra? Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
-Niezbyt... -usłyszała slaby głos zza drzwi kabiny. Po chwili Sandra wyszła.
-Bidulka. -amelia ją objęła. -Chyba się czymś zatrułaś. Wiesz co? Zaprowadzę cię do Lucii. Ona coś na to poradzi.

Sandra nie miała pojęcia co się z nią stało. Rano czuła się wspaniale, a teraz bolała ją głowa i miała mdłości. Pewnie Amelia ma rację, czymś się zatruła. Ale czym? Nagle coś jej zaświtało. Podobnie się czuła jak była w ciąży z Paulą. Ale to niemożliwe! Jakim cudem mogłaby być w ciąży, skoro Andres opuścił ją 10 miesięcy temu? Chyba, że to... Sprawa OTTOXu! Przecież ona sama nie pamięta co działo się z nią przez większość czasu.
-Nie. -Sandra nawet nie chciała dopuszczać do siebie myśli o nieplanowanej ciąży. -Na pewno czymś się zatrułam.

Amelia zapukała do pokoju Lucii.
-Hej, co was do mnie sprowadza? -zapytała lekarka. -kobiece pogaduszki?
-Nie mnie. Przyprowadziłam Sandrę. Źle się poczuła. Dobrze, zostawiam was. Sandra, wpadnij później do mnie.
-No co tam się dzieje moja droga? -zapytała Lucia. -Za ciężki dzień?
-Nie... Po prostu nagle zrobiło mi się niedobrze. Ale może zjadłam za dużo ciasteczek. -zastanowiła się.
-A jak się czujesz teraz?
-Trochę kręci mi się w głowie...
Lucia spojrzała na nią. Kobieta wyglądała marniej niż tydzień temu. Możliwe że to ze stresu, w końcu dużo przeszła. Ale możliwe, że to coś innego.
-A miałaś wcześniej jakieś objawy? Bóle głowy, zmęczenie?
-Wiesz Lucia, od momentu gdy wydostaliśmy się z podziemi ogólnie byłam osłabiona, ale nigdy nie miałam mdłości...
-Wiesz co? Pobiorę ci krew i wszystko będzie mniej więcej jasne. Możliwe, ze masz po prostu anemię i potrzebujesz czegoś na wzmocnienie.
-Krew...? -zapytała kobieta z przerażeniem. Lucia spojrzała na nią.
-Sandra, spokojnie. Nic nie będzie bolało. -a widząc, ze kobieta pobladła, dodała:
-Usiądź wygodnie na fotelu i zamknij oczy a ja już się zajmę resztą ;)
Sandra spojrzała jak przyjaciółka przygotowywała strzykawkę. Od dziecka przerażał ją widok krwi i robiła wszystko, by go uniknąć. Posłusznie podwinęła rękaw i zacisnęła powieki.
-Już po wszystkim. -powiedziała Lucia po chwili. -Przytrzymaj tylko przez minutkę wacik. Było aż tak strasznie?
-Nie...
Po chwili jednak Sandra szybko się podniosła i pobiegła do łazienki.
-Sabdra! -zawołała Lucia.
Kobieta wróciła po chwili jeszcze bledsza i opadła na fotel.
-Czuje się fatalnie. -mruknęła słabo.
Lucia podeszła do szafki i wyjęła jakieś pastylki. Podała jedną Sandrze.
-Łyknij to. Jeśli po dziesięciu minutach nie poczujesz się lepiej, będę musiała cię zabrać na badania do szpitala.

Po dziesięciu minutach



-I jak, lepiej się czujesz?
-Taaak. -powiedziała kobieta. -Przestało mi się kręcić w głowie i zniknęły mdłości. Co to oznacza?
Lucia się zawahała.
-Na pewno chcesz wiedzieć?
Sandra pobladła.
-Ale... chyba nie chcesz mi powiedzieć, że umieram czy coś w tym stylu?
-Nie, ale prawdopodobnie jesteś w ciąży. Leki, które ci podam były pastylkami na uregulowanie hormonów, stosuje je się też przy ostrych zatruciach. Pomogły ci, a więc są tylko dwie możliwości. Ale osobiście byłabym bardziej skłonna do tego drugiego.
Sandra popatrzyła przed siebie.
-Przecież... to niemożliwe. Jakim cudem...? Lucia, jakie jest prawdopodobieństwo?
Lekarka już miała odpowiedzieć, gdy rozległ się cichy dźwięk urządzenia do badania krwi. Lucia podeszła do biurka i uważnie popatrzyła na monitor. Sandra spojrzała na nią pytająco.
-Sandra, na pewno nie masz anemii. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo tego, że jesteś w ciąży. Jeśli to jet prawda, poziom hormonów wskazuje na jakiś 2 miesiąc. Niepokoi mnie tylko stan jednego z nich, jest stanowczo za wyskoki jak na normalną ciążę. Powinien cię zobaczyć lekarz. Jutro jest weekend, nie ma zajęć, zabiorę cię do szpitala.
-Dzięki, Lucia. Mam nadzieję, ze to jakaś pomyłka. O której mam do ciebie przyjść?
-Wiesz co? Wpadnij gdzieś około dziesiątej. I jakby coś się przez ten czas działo, przychodź, nawet w nocy.
Sandra uśmiechnęła się blado i wyszła. Nie wiedziała co  tym wszystkim myśleć. W zamyśleniu wpadła na Hectora.
-Cześć siostra. Wszędzie cię szukałem. Amelia powiedziała, że jesteś u Lucii. Co się stało?
Kobieta spojrzała na brata i się zawahała. Zupełnie nie wiedziała co mu powiedzieć.

Larita - 2011-01-22 18:07:08

Maria kążyła po Internacie, zapoznając się z jego rozkładem. "Piękna ta szkoła, szkoda, że służyła tym draniom do dręczenia dzieciaków! Jak ja podziwiam odwage Hectora, Sandry, Lucii i Martina, że po tym wszystkim wrócili tutaj.Jak miło, że będę mogła być tak blisko swoich przyjaciół i syna" - rozmyślała Maria zaglądając do biblioteki
Nagle Maria usłyszała krzyki dzieci, to Javier Holgado i Lukas.
-Oddaj to, to moje!! - krzyczał Lukas
-haha to sobie to weź haha - odpowiadał zaczepnie Holgado.

-Ej ej spokój, co tutaj się dzieje?
-On zabrał moją piłkę, która dostałem od taty!
-Javier, to prawda? To nie jest Twoja piłka?
-No i co z tego? Ja ją teraz mam!
-Javier tak nie wolno, oddaj proszę piłkę Lukasowi i chodź ze mna, pójdziemy porozmawiać na temat Twojego zachowania do Hectora. Może on do Ciebie jakoś dotrze i przestaniesz dokuczać innym..
-Pffii może mówić co chce i tak zrobie swoje!
-Zobaczymy, a teraz chodź. Zmykaj Lukas do swoich przyjaciół ;)

misteria7 - 2011-01-22 19:32:43

"Dzieci mają niesamowitą wyobraźnię. Dobrze by było gdyby nauczyły się ją odpowiednio wykorzystywać. Nie można ich samych zostawić nawet na moment. Zachciało się im wspinać na szczyt Mount Everest i ustawiać krzesła na stolikach. Nie muszę się pytać czyj to był pomysł. Chłopak się doigra w końcu. Tego by brakowało by któreś sobie coś połamało". Amelia mogła odetchnąć po lekcji. Dzieci rysowały bardzo ładne wspomnienia z wakacji. Jedne obrazki pochodzą z gór, a inne znad morza. Każdy szkrab chciał opowiedzieć swoją najznakomitszą przygodę. Miło było też słyszeć Amelii, że ktoś za nią tęsknił. A były to m.in. Paula i Evelyn. Na te dziewczynki zawsze mogła liczyć. Naszła ją ochota na małe co nieco. Zmierzając w stronę kuchni spotkała radosną Sandrę.

Julia25 napisał:

-Cześć Amelia, Jak tam pierwsze dni w nowej szkole?
-Hej Sandra. Całkiem przyjemnie, tylko jedynym utrapieniem jest Javier Holgado. Jeszcze nie widziałam takiego dziecka. Masz ochotę coś przekąsić?
-Jasne, to chodźmy do kuchni.

Długo w kuchni nie posiedziały bo zjawiła się Jacinta ze swymi rządami twardej ręki i koleżanki usunęły jej się z drogi. Po drodze Sandra źle się poczuła i wbiegła do łązienki.

Julia25 napisał:

-Sandra? Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
-Niezbyt... -usłyszała slaby głos zza drzwi kabiny. Po chwili Sandra wyszła.
-Bidulka. -amelia ją objęła. -Chyba się czymś zatrułaś. Wiesz co? Zaprowadzę cię do Lucii. Ona coś na to poradzi.
Amelia zapukała do pokoju Lucii.
-Hej, co was do mnie sprowadza? -zapytała lekarka. -kobiece pogaduszki?
-Nie mnie. Przyprowadziłam Sandrę. Źle się poczuła. Dobrze, zostawiam was. Sandra, wpadnij później do mnie.
-No co tam się dzieje moja droga? -zapytała Lucia. -Za ciężki dzień?
-Nie... Po prostu nagle zrobiło mi się niedobrze. Ale może zjadłam za dużo ciasteczek. -zastanowiła się.
-A jak się czujesz teraz?
-Trochę kręci mi się w głowie...

Amelia pomogła Sandrze usiąść na fotelu i wyszła z gabinetu by nie przeszkadzam. Udała się Hectora by zaopiekował się siostrą. "Biedna Sandra. Pamiętam jak czułam się bardzo podobnie. Tylko że nie było to zatrucie. "
..puk..puk..
-Hector, przepraszam, ze Ci przeszkadzam ale Twoja siostra źle się poczuła i jest teraz u Lucii.
-coś się stało Sandrze? Pójdę do niej. Jest teraz u Lucii tak?
-tak.
Hector opuścił gabinet zostawiając w nim Amelię samą. Amelia odczekała chwilę. Nie dziwiła się takiej przewrażliwionej reakcji Hectora. Niestety pamięta ten koszmar jaki przeżyli. Wzięła głęboki wdech ku niepamięci i wyszła zamykając za sobą drzwi. Zauważyła idącą w jej stronę Marię prowadzącą Javiera za rękę.
-Maria, co się stało?
-Jest Hector u siebie?
-Nie, przed chwilą wyszedł.
-Javier ciągle dzieciom dokucza.
-Pozwól mnie się tym zająć.
Maria zostawiła chłopca z Amelią i wróciła do swoich zajęć.

-Javierze Holgado...co to ma znaczyć? Pójdziesz ze mną do klasy.
Na miejscu kobieta usiadła z chłopcem przy stole.
-Javier, ile razy mam Ci powtarzać że tak nie można robić? Nie wolno dokuczać innym dzieciom.
-Ale oni sami tego chcą!
-Nikt Ci krzywdy nie robi. Nie ładnie tak. Dałam Ci już tyle razy szansę na poprawę. Zwykła koza po lekcji i dodatkowe prace nie robią na Tobie wrażenia. Przykro mi, ale będę musiała zaprowadzić Cię w pewne miejsce..
-Co to za miejsce? Będą tam cukierki?
-Nie nie. Na dzieci które są niegrzeczne nie czekają cukierki. Odwiedzimy mroczną szafę. Dawno tam nie zawitało żadne dziecko.
-Czy to jest szafa jak na filmach? Taka z której wyskakuje potwór?
-Nie, ta jest inna. Chodź i sam zobacz.
Z tyłu klasy, przy regałach był przycisk. Widać, że rzeczywiście nikt z niego nie korzystał. Po wciśnięciu jeden z regałów uchylił się.
-Javier, tutaj tacy nieposłuszni chłopcy jak Ty przychodzą leżakować jak w przedszkolu małe dzieci. Nie masz tu zabawek. Tylko łóżko i nocnik. Spędzisz tu jakiś czas i może jak nic nie będzie Cię rozpraszać to przemyślisz skutecznie swoje postępowanie.
-Ale ja nie chcę!
-Przykro mi...

Amelia zamknęła chłopca w pustym pokoju, gdzie panował półmrok. Nie było to dla niej łatwe. Nigdy nie była przychylna takim metodom wychowawczym i była to dla niej ostateczna ostateczność. Nie chciała dziecka tam trzymać bardzo długo, chociaż może niektórzy by jej byli za to wdzięczni. Jemu tam czas będzie płynął bardzo powoli, więc zamierzała do niego zajrzeć przynosząc mu posiłek.

Oranjezicht - 2011-01-22 19:41:51

"Dziękuję Maria, za to, że mi pomogłaś Javier Holgado jest okropny chętnie bym mu przyłożył! Cały dzień cię wczoraj nie widziałem chyba musiałaś być strasznie zajęta w kuchni. Ale fajnie, że cię widzę! Wiesz Maria strasznie się nie mogę doczekać kiedy Rebeca wróci do nas do Internatu. Ty chyba też za nią tęsknisz, bo we Francjo dużo czasu spędzałyście razem. Dziękuję jeszcze raz!" Lucas pobiegł do Thomasa nie mogąc się doczekać kiedy opowie mu o jego pierwszym "zwycięstwie" nad tą śwnią Javierem Holgado!

paulax5 - 2011-01-22 20:51:32

Julia25 napisał:

-Sandra, na pewno nie masz anemii. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo tego, że jesteś w ciąży. Jeśli to jet prawda, poziom hormonów wskazuje na jakiś 2 miesiąc. Niepokoi mnie tylko stan jednego z nich, jest stanowczo za wyskoki jak na normalną ciążę. Powinien cię zobaczyć lekarz. Jutro jest weekend, nie ma zajęć, zabiorę cię do szpitala.
-Dzięki, Lucia. Mam nadzieję, ze to jakaś pomyłka. O której mam do ciebie przyjść?
-Wiesz co? Wpadnij gdzieś około dziesiątej. I jakby coś się przez ten czas działo, przychodź, nawet w nocy.
Sandra uśmiechnęła się blado i wyszła.

Gdy tylko Sandra wyszła, Lucia jeszcze raz podeszła do biurka gdzie było urządzenie do badania krwi.- zbadam tą krew jeszcze pod kątem ciąży żeby mieć pewność- pomyślała

Po kilku minutach


-a więc to moje przypuszczenia się sprawdziły... to nie możliwe jak oni mogli zrobić jej coś takiego! Co za hijo de puta!
Lucia dowiedziawszy się, że Sandra jest znów w ciąży niewiedziała co ma o tym myśleć- przecież jak Sandra dowie się że to prawde, że ją zapłodnili to całkiem się załamie. Chyba będę musiała porozmawiać o tym najpierw z Hectorem
Gdy już miała iść to zrobić do jej gabinetu wpadł Lukas
-Lucia, mogę iść zobaczyć się z Thomasem?- wykrzyczał zadychany chłopiec
-pewnie, że możesz przecież mówiłam Ci że możesz go odwiedzać kiedy tylko chcesz, Coś się satło?
-nie, chciałem mu tylko opowiedzieć o tym jak Amelia wreszcie ukarała Javiera Holgado za to wszystko co mi robił
-a jak go Amelia ukarała? Skąd o tym wiesz?
-Widziełem jak zabrała go do naszej sali i słyszałem troszkę co mu mówiła
-Lukas! Wiesz przecież, że nie można podsłuchiwać, to bardzo nie ładnie!
-wiem, ale chciałem tylko usłyszeć jaką karę dostanie... przepraszm Lucia
-spokojnie, poprostu więcej tego nie rób dobrze?
-tak, tak nie będę już podsłuchiwał
-a jak Twoje kolano? mogę je zobaczyć?
-ale po co?
-czy wszystko z nim dobrze i czy się goi tak jak powinno
-to później, dobbrze? mogę iść teraz opowiedzieć to Thomasowi?
-no idź, idź
Luaks wybiegł radosny z gabinetu a Lucia zadzwoniła do Jacka
-tak?
-Jack, to ty?
-tak, coś się stało? masz dziwny głos
-nie, znaczy... nieważne nie mogę Ci powiedzieć- Lucia ciągle sie zastanawiała jak powiedzieć Hectorowi i Sandrze o jej ciąży. - muszę z Tobą porozmawiać
-słucham Cię...
-wiem, że teraz masz mnóstwo pracy i mało czasu, ale ja też mam mnóstwo pracy co chwilę ktoś sobie coś zadrapie, przetnie się itp. jak to dzieci więc chciałam Cię prosić, abyś mi pomagał przy małym
-Lucia, ja naprawdę przychodzę tak często jak to możliwe
-tylko, że Thomas za Tobą teskni, no kiedy byłeś u Niego ostatnio co?
-niewiem... hmmm... 
-no właśnie, więc proszę zajrzyj do Nigo ciągle o Ciebie wypytuje
-dobrze postaram się niedługo do Niego wpaść
-aha byłabym zapomniała Lukas chciał wiedzieć czy nie nauczył byś go francuskiego bo bardzo mu się to podobało jak go uczyłeś na wakacjach
-bardzo chętnie bym go podszkolił, ale kiedy? ja nie mam na nic czasu, Thomas też się mnie już o to kiedyś pytał
-no więc właśnie może jak będziesz u naszego synka to weź też Lukasa i razem się pouczcie. Lukas i Thomas napewno będą szczęśliwi
-obiecuję, że to zrobię
Lucia wyszła z pokoju, nagle dostała SMS
...pik....pik....
Wiadomość od: Rebecka
Jeszcze dziś wracam! Udało się wszysko załatwić, dozobaczenia wieczorkiem!
Lucia bardzo się ucieszyła z wiadomości o powrocie Rebecki z tego szczęcia aż krzykneła na całą szkołę: HURRRRAAA!!!!! Jej głos rozniósł się po całym internacie, przerażeni nauczyciele, że coś się stało wyszli aż z klas sprawdzić czy wszystko w porządku
-Lucia? Coś się stało tak krzyknełaś- zapytał Martin wychylając głowę ze swojej klasy.
-Rebecka dziś wraca!
-jak to wraca? Tak szybko?- pytał z niedowierzaniem mężczyzna
-tak udało się jej wszytsko załatwić i będzie jeszcze dziś
-To świetna wiadomość, ze szczęścia aż podbiegł do niej i objał ja- ale Super! Dlaczego do mnie nie zadzwoniła?
-może chciała  zrobić Ci niespodziankę
Uradowany Martin wrócił na lekcje do klasy.
Była to chyba jedyna dobra wiadomość dla Lucii i choć przez chwilę zapomniała o tragicznych przeżyciach i ciąży Sandry.


LISTA UCZESTNIKÓW
W związku z tym, że dołączyły dwie osoby do naszej gry przypominam listę osób biorących w niej udział
Aktualna lista:
Hector – BarthezzLodz,
Sandra – Julia25,
Amelia – Misteria7,
Lucia – Paulax5,
Noiret – Crisfan,
Martin – Villa,
Lucas – Oranjezicht,
Rebeca – Daglas89.
Maria- Larita
Marcos- Krisztian

Larita - 2011-01-22 22:53:48

Maria miała trochę wolnego czasu dlatego postanowiła pomóc troche w kuchni. Jakiś czas później zajrzałą do niej Lucia.
-hey Lucia co słychać?
-Mam cudowną wiadomość! Rebecka pozałatwiała wszystkie swoje sprawy i będzie wieczorem w Internacie!
-Naprawdę! To rewelacyjnie! Może przygotujemy jakąś małą niespodziankę na jej przyjazd? Nie mówię o jakiejś wielkiej uroczystości ale jakąś wystawniejszą kolację, a może Amelia z młodszymi dzieciaczkami zrobiły by jakiś transparent - Witamy- ? Przynajmniej czymś by się dzieciaki zajęły i tak nie rozrabiały ;)
-Dobry pomysł, chodźmy poszukać Amelie!

Obie panie udały się na poszukiwanie Amelii, gdy ją znalazły wprowadziły ją w plan planów na wieczór. Amelia udała się do najmłodszych aby przygotować transparent, a Lucia z Maria udały się do Sandry spytać się czy im również pomoże.
-Jasne, bardzo chętnie! Przygotowując naszą małą uroczystość przynajmniej nie będę myślała chociaż przez chwile o tych okropnościach, chociaż na jeden wieczór zapomnę o tym co mi zrobił Ottox..
-Jakby co pamiętaj, że nie jesteś sama!
-Dziękuję, to co idziemy na dół poszukać Jacinty i zaplanować wieczór?
-Jasne, chodźmy!

misteria7 - 2011-01-23 03:29:49

Idąc korytarzem Amelia usłyszała za sobą wołanie. Były to Maria z Lucią.
-Amelia, zaczekaj. Wszędzie Cię szukamy. Słuchaj, dziś wieczorem Rebeca do nas przyjedzie. Myślałyśmy nad zorganizowaniem małego przyjęcia. Może mogłabyś z dziećmi przygotować jakiś transparent?
-Rebeca przyjeżdża? To świetna wiadomość. Chętnie coś przygotujemy.
-Dobrze, to my będziemy się kręcić tu i tam.

Koleżanki cieszyły się jak dzieci. Nie trudno się dziwić. Rebeca wyzdrowiała i poukładała sobie plany. Fajnie. To musiała być ta miła historia jaką miała przeczucie dziś przeżyć.
Amelia przeszła się po internacie i zebrała kilku ochotników. W swojej pracowni dzieci dostały długi papier pakowy na którym mogły dać upust swojej inwencji. Dużo dzieci lubiło Rebecę, więc tym bardziej nie trzeba było ich specjalnie namawiać czy za dużo im tłumaczyć.
W ten sposób całkiem sprawnie powstała pstrokata,wymalowana i wyklejona szarfa. Dzieci użyły niemal wszystkiego. Odciskały też swoje raczki i stopy formując mało zgrabne, ale zauważalne kwiatki i słoneczka. Dało się odczytać też napis coś na wzór WITAMY. Dzieci nauczone były podpisywać swoje prace, więc nie mogło zabraknąć bezsennych autografów.
Ameli bardzo spodobała się praca. Podziwiała zapał dzieci. Do prac plastycznych zawsze były najchętniejsze. Doceniała też robocze fartuszki i folię, które pomogły zmniejszyć szkody i oszczędzić pracy Marii.
Wychowawczyni poczekała aż praca wyschła i zaniosła ją do kuchni licząc na to że będzie tam Maria lub Lucia.

Julia25 - 2011-01-23 09:38:40

-Sandra? Czy coś jest nie tak? -zapytał ponownie brat.
-Wiesz, po prostu ciągle jestem jeszcze osłabiona, chyba potrzebuję jakiś witaminek na wzmocnienie. Jutro pojadę z Lucia na badania kontrolne do szpitala.
-Może nie powonieniem nakładać na ciebie tyle obowiązków? Jesteś pewna, że wszystko inne jest w porządku?
Kobieta pokiwała głową. Po co miała mówić bratu o podejrzeniach co do ciąży. Lucia sama nie była w 100% pewna. Jutro wszystko się okaże.
-W takim razie pojadę jutro z wami. Chce być przy tobie.
Hector zauważył, że siostra niechętnie się zgodziła. I w tym momencie w jego głowie zapaliło się światełko ostrzegawcze. Postanowił porozmawiać o tym z Lucią jak najszybciej.
Rodzeństwo pożegnało się i każdy poszedł w swoją stronę.

Sandra miała zamiar położyć się i pomyśleć o tym wszystkim, co dziś usłyszała. Jeśli się okaże, że jest w ciąży...  Zawsze chciała mieć dużo dzieci, ale nie w takich okolicznościach.
Po chwili do jej pokoju rozległo się pukanie i wbiegły rozradowane Maria i Lucia. Maria krzyknęła:
-Zgadnij co się stało! Rebecka wraca dzisiaj.
-Postanowiliśmy zorganizować małą niespodziankę. -dodała Lucia. -Pomożesz nam?
--Jasne, bardzo chętnie! Przygotowując naszą małą uroczystość przynajmniej nie będę myślała chociaż przez chwile o tych okropnościach, chociaż na jeden wieczór zapomnę o tym co mi zrobił Ottox..
-Jakby co pamiętaj, że nie jesteś sama!
-Dziękuję, to co idziemy na dół poszukać Jacinty i zaplanować wieczór?
-Pewnie, chodźmy.

Gdy wychodziły Lucia cicho zapytała Sandrę.
-Wszystko w porządku?
-Myślę, że tak, chociaż to mnie przeraża.
Lucia objęła ją ramieniem.
-Wszystko będzie dobrze, kochana. Jutro już będziemy wszystko wiedziały na 100%.

Wszystkie trzy udały się do kuchni, gdzie czekała na nie Amelia z przepięknym transparentem powitalnym.

Larita - 2011-01-23 10:33:42

Wszystkie trzy udały się do kuchni, gdzie czekała na nie Amelia z przepięknym transparentem powitalnym.

-Jaki piękny transparent - zawołała Maria
-Noo dzieciaki postarały się - dodałą Lucia
-Musimy powiesić go nad wejściem do szkoły, ale tym to może panowie się zajmą - powiedziała Sandra

Do kuchni wbiegła Paula z Evelyn
-Mamo, mamo piekny transparent zrobiłyśmy?
-Piękny córeczko, Rebecka napewno się ucieszy - powiedziała Sandra dając buziaka Pauli

Dziewczynki pobiegły poszukać Lukasa, aby sięz nim pobawić

-Musimy zaplanować wieczór, co najbardziej Rebecka lubi jeść ? w koncu to dla niej ta uroczystość :) - zapytałą Maria
-Zapytamy Martina, on najlepiej wie na co ma smaczki teraz Rebecka hehe - odpowiedziała Amelia
-Sandra, wszystko wporządku? Blada się zrobiłaś. - zapytała Lucia
-Sandra usiądź i napij się wody! Co się dzieję?! - zaniepokoiła się Maria z Amelia.

paulax5 - 2011-01-23 10:53:39

misteria7 napisał:

Wychowawczyni poczekała aż praca wyschła i zaniosła ją do kuchni licząc na to że będzie tam Maria lub Lucia.

Julia25 napisał:

Wszystkie trzy udały się do kuchni, gdzie czekała na nie Amelia z przepięknym transparentem powitalnym.

Larita napisał:

-Jaki piękny transparent - zawołała Maria
-Noo dzieciaki postarały się - dodałą Lucia
-Musimy powiesić go nad wejściem do szkoły, ale tym to może panowie się zajmą - powiedziała Sandra
Do kuchni wbiegła Paula z Evelyn
-Mamo, mamo piekny transparent zrobiłyśmy?
-Piękny córeczko, Rebecka napewno się ucieszy - powiedziała Sandra dając buziaka Pauli
Dziewczynki pobiegły poszukać Lukasa, aby sięz nim pobawić
-Musimy zaplanować wieczór, co najbardziej Rebecka lubi jeść ? w koncu to dla niej ta uroczystość :) - zapytałą Maria
-Zapytamy Martina, on najlepiej wie na co ma smaczki teraz Rebecka hehe - odpowiedziała Amelia

-Sandra, wszystko wporządku? Blada się zrobiłaś. - zapytała Lucia
-Sandra usiądź i napij się wody! Co się dzieję?! - zaniepokoiła się Maria z Amelia.

-spokojnie Sandra,  nic się nie dzieje- odpowiedziała Lucia kierując wypowiedź w stronę Marii i Amelii - wracajcie do pracy, ja się Nią zajmę
Maria z Amelia odeszły kawałek dalej i wzięły się za pieczenie ciasta
-Sandra, może powinnaś się pójść położyć i przespać, dam Ci jakoś tabletkę :D i na pewno poczujesz się lepiej, dobrze?
-nie Lucia, wolałabym tu zostać i Wam pomóc jak tylko jestem w pokoju i nie mam zajęcia ciągle myślę o tym wszystkim
-sama niewiem,  jesteś słaba naprwdę powinnaś się położyć
-Lucia proszę pozwól mi tu zostać
-dobrze ale pod dwoma warunkami
-tak?
-po pierwsze przyniosę Ci tabletkę która masz połknąć, a po drugie będziesz cały czas siedziała i wykonywała drobne prace przy stołe, dobrze?
-dobrze
Lucia poszła do swojego gabinetu po tabletkę dla Sandry, gdy z niego wychodziła spotkała Lukasa
-Hola Lucia! Właśnie idę do Thomasa bo Wujek Noiret :D ma nas uczyć francuskiego
-No to super! Świetna wiadomość, to miłej nauki!- krzycą to ostatnie Lukasa już nie było…
-ahh Te dzieciaki!-pomysłała i udała się spowrotem do kuchni
-już jestem, proszę Sandra- powiedziała Lucia podając kobiecie tabletkę i wodę do po poicia
*****Jakiś czas później******
Po przygotowaniu niewielkiej kolacji dla Rebecki i upeiczeniu jej ulubionego ciasta dla Niej wszystkie zmęczone usiadły i zaczęły zastanawiać się gdzie ona jest
-coś długo jej nie ma
-właśnie powinna już być, może coś się satło?
Lucia sama niewiedziała co się dzieje ale zaczęła się poważnie bać, że coś się stało. Wyjęła więć telefon, aby do Niej zadzwonić
-O jej z tego całego zamieszania nie słyszałam, że dzwonił mój telefon
Masz 5 nieodebranych połączeń
Masz 1 nową wiadomość
Wszystkie połączenia są od Rebecki! Sms też!
-To otworz może cos się stało
Lucia przez chwilę się zawahała, bała się przeczytać wiadomość. Jadnak koleżanki ją pośpieszały. Otworzyła  wieć wiadomość sms.
Jednak nie będzie mnie dziś w szkole, miałam już jechać, wsiadłam do samochodu ale nie chciał ruszyć, coś się zepsułao ale mam nadzieję, że mi się uda być jutro z samego rana. Przepraszam za zamieszanie. Całuski :*
-Lucia!! –krzykneła Maria – dlaczego wcześniej tego niewidziałaś. Całe przygotowania na marne
-nie ciasto i sałatki się nie zepsują do jutra,a i transparent wytrzyma, więc teraz przynajmniej wszystko będzie już przygotowane- dodała Sandra
Zmęczone przygotowaniami wszystkie udały się do swoich pokoi.
-Sandra, chodź odprowdzę Cię do Twojego pokoju, Lucia pomogła więc koleżance.

Gdy tak razem szły do pokoju nauczycielki angielskiego Lucia szepneła
-Sandra ja naprawdę doskonale Cię rozumiem, wiem co przeżywać, ale musisz być silna, dla swoich dzieci. Rano pojedziemy do szpitala, zrobimy więcej badań i miejmy nadzieję, że wysztko będzie dobrze, nie myśl teraz o tym.
Weszły do pokoju Sandry gdzie czekał na Nią brat.
-Hector? Co ty tu robisz o tak późnej porze?- pytała Sandra
-czekam na Ciebie-odrzekł
-to ja już pójdę nie będę Wam przeszkadzać
Lucia wyszła z pokoju i szła do Siebie. Za chwilę usłyszała wołanie
-LUCIA! LUCIA!
-kobieta się odwróciła- to był Hector
-poczekaj, chciałem z Tobą już wcześniej porozmawiać ale ciągle byłaś zajęta i nigdzie Cię nie mogłem znaleźć. Chciałem z Tobą porozmawiać na temat Sandry
-też chciałam o tym z Tobą porozmawiać
-zauważyłem, że ostatnio nie wygląda najlepiej a dziś to już w ogóle całe popołudnie była blada jak niewiem a gdy się pytałem czy wszystko dobrze to mnie zbywała i nic mi nie chciała powiedzieć
-tak nie jest z Nią najlepiej Hectorze, mam nadzieję, że rano się coś wyjaśni po tych badaniach
-wspominała mi coś Sandra właśnie, a masz jakieś podejrzenia co to może być???
-ja…ja niewiem czy powinnam mowić
-Lucia proszę cię to moja siostra!
-mam pewne podejrzenia, ale obym się myliła
-to coś poważnego? No powiedz!
-nie to nic poważnego choć zależy jak się na to spojrzy. Podekrzewam, że Sandra jest zwyczajnie w ciąży
-ciąży?? Przecież ona nie jest już z Andreasem bardzo długo
-właśnie, dlatego możliwe że stoi za tym nasz kochany OTTOX! Oby to były tylko moje przypuszczenia, jutro się wszystkiego dowiemy, nie myśl teraz o tym
-Dziękuję Lucia, że mi o tym powiedziałaś
-nie ma sprawy, Dobranoc
-Dobranoc
Oboje się pożegnali i poszli do siebie.
*****RANO*****
Z samego ranka spotkali się w trójkę przed Internatem i pojechali do szpitala…

Julia25 - 2011-01-23 13:28:58

Przez całą drogę do szpitala Hector przyglądał się Sandrze. Jego siostra nic nie mówiła, tylko wpatrywała się w mijany krajobraz. Nie powiedział jej, że wie o wszystkim a i ona mu nic nie powiedziała. Mężczyzna ją rozumiał, to musiało być dla niej bardzo ciężkie. Dopiero udało im  się odbić od dna, zacząć nowe życie w pobliżu przyjaciół a teraz to...
Lucia obiecała zabrać ich do najlepszego szpitala w Madrycie, Hospital Clínico San Carlos, gdzie miała znajomych. Sam miał też nadzieję, ze to wszystko okaże się jakąś pomyłką, że wrócą razem za kilka godzin do Internatu i będą się śmiać ze swoich obaw.
-Hetor, muszę ci coś powiedzieć... -zaczęła Sandra gdy dojeżdżali już do szpitala, łzy pociekły jej po policzkach.
-Ćśśśś maleńka, wszystko będzie dobrze. Porozmawiamy po badaniach.

Lucia zaparkowała samochód w jednym z niewielu wolnych miejsc.
-Sandra, wszystko będzie dobrze. -powiedziała do kobiety. -To są najlepsi lekarze w całym Madrycie. Dlatego cię tutaj zabrałam. To co, idziemy?
Kobieta pokiwała powoli głową i wyszła za Hectorem. Bardzo się bała usłyszenia diagnozy. Jeśli się potwierdzi, ze jest w ciąży, nie tylko życie jej bliskich będzie zagrożone, ale także tego nienarodzonego dziecka. Przecież ono w pewnym sensie będzie należeć do OTTOXu...Chciała powiedzieć o wszystkim bratu, ale obawiała się jego reakcji. W sumie i tak wszystko się dziś wyda.
W głębi serca była wdzięczna Hectorowi, ze z nią pojechał.

Gdy weszli do środka Lucia powiedziała:
-Poczekajcie chwilkę, zaraz wszystko załatwię. -po czym podeszłą do kobiety stojącej w recepcji.
-Witaj Alicia, jest już doktor Eduardo Gracia Moreno?
-Witaj Lucia, tak, przyszedł jakieś 10 minut temu. Czeka już na was w swoim gabinecie. Ta sprawa jest naprawdę aż tak poważna?
-Tak, życie tej kobiety jest zagrożone. Dalego mi zależy, by nie było w rejestrach żadnych wpisów o jej wizycie.
-Spokojnie, możesz na mnie liczyć.
-Dzięki Alicia.

Lucia podeszła do rodzeństwa Espi.
-Wszystko załatwione, możemy iść. Gabinet doktora Eduardo jest na pierwszym piętrze.
Sandra pobladła. A więc nadeszła ta chwila, zaraz wszystko będzie jasne.
Lucia zapukała do gabinetu.
-Proszę wejść. -rozległ się głos zza drzwi.
Całą trójka weszła do środka.
-Dzień dobry Eduardo.
-Witaj Lucia, proszę, siadajcie. Słucham, o co chodzi?
-Wczoraj przedstawiłam ci ogólny zarys sytuacji. Tu są badania kwi, o które prosiłeś. -Lucia podała mężczyźnie stos kartek. Ten czytał je przez chwilę w zadumie. Wyraz jego twarzy nie zdradzał niczego, był poważny.
-Myślę że musimy powtórzyć te badania raz jeszcze i zrobić kilka dodatkowych. Pani Sandro, proszę ze mną. Wy zaczekajcie na mnie tutaj, to nie zajmie długo.
Sandra spojrzała przerażona na lekarza. Hector zapała ją za rękę i pogłaskał i pokiwał głową.
-Idź, my tu poczekamy. Wszystko będzie dobrze.
Sandra wstała powoli i wyszła z doktorem z gabinetu.
Po chwili milczenia Hector zwrócił się do Lucii.
-Na pewno jest w dobrych rękach?
-Hector, na pewno. Zapewniałam cię, ze to najlepsi specjaliści w całym Madrycie.
-Jak duże jest prawdopodobieństwo, ze ona jest w ciąży przez... OTTOX?
Lucia spojrzała na niego. W oczach mężczyzny dostrzegła lęk.
-Jeśli Sandra jest w ciąży, prawdopodobieństwo jest niemal 100%. Ale pamiętaj, badanie krwi tak na prawdę niczego nie mówi, dlatego przywiozłam ją tutaj. Możliwe jest, ze po prostu ma jakieś zaburzenia hormonalne i dlatego czuje się tak, jakby była w ciąży.
Jeśli jednak nie... Jest w drugim miesiącu ciąży. A dwa miesiące temu byliście uwięzieni w podziemiach. -spojrzała na Hectora. Ten zamilkł i wpatrywał się w podłogę rozmyślając nad wszystkim.

Tymczasem w gabinecie:
-Proszę wygodnie usiąść na fotelu, zaraz pobierzemy pani krew, myślę, ze wyniki będą za kilka minut. -lekarz uśmiechnął się do kobiety. -I proszę się nie bać, to tylko zwykłe badania, nic nie będzie bolało.
Sandra pobladła.
-Jak się pani boi, może pani zamknąć oczy. To zawsze pomaga moim pacjentkom.
Sandra pokiwała głową. Była dorosłą kobietą, ale jej lęk był silniejszy.
-Wszystko w porządku? -zapytał  po chwili. -Nie jest pani słabo? Nie kręci się pani w głowie?
-Nie, wszystko w porządku...
-Dobrze, to teraz zabiorę panią jeszcze na jedno badanie. Dla bezpieczeństwa uśpimy panią. Proszę się nie denerwować, dzięki temu nic pani nie poczuje a narkoza minie po jakiś 10 minutach.

Po skończonych badaniach lekarz poczekał aż Sandra całkowicie się wybudzi z narkozy i odprowadził ją do swojego gabinetu, gdzie czekała na nią Lucia z Hectorem, poprosił lekarkę by z nim wyszła i poszli do laboratorium.
-Wszystko dobrze, siostrzyczko? -zapytał Hector.
Sandra pokiwała głową.
-Boję się tego, co powie lekarz. I trochę czuję się osłabiona po narkozie.
-Wszystko będzie dobrze, jesteś w dobrych rękach. -Hector starał się by ton jego głosu zabrzmiał jak najspokojniej. Nie chciał zdradzić, ze wie o najgorszej możliwości.
Sandra uśmiechnęła i przytuliła się do niego.

W laboratorium:
Doktor Eduardo śledzi wyniki badania krwi pojawiające się sukcesywnie na ekranie monitora. Lucia stoi obok niego, ze skrzyżowanymi rekami i również wpatruje się w monitor.
-Maldito...
-O co chodzi Eduardo? Wiesz, ze ja nie nadążam nad technologicznym rozwojem twojego sprzętu.
Lucia, powtarzam to samo badanie już 4 raz i ciągle wychodzi to samo. Wychodzi na to, ze twoja przyjaciółka jest w ciąży, ale...
-Ale co, Eduardo?
-Nie jest to naturalna ciąża. Dlatego zaniepokoił cię wczoraj poziom jednego hormonu, wiesz o którym mówię. Nie zdziwiłbym się, gdyby było to zapłodnienie in vitro, ale coś jest nie tak z DNA płodu. Myślałem, ze to zwykła pomyłka, ale każde badanie wykazuje to samo...
-To znaczy?
-DNA płodu jest identyczne jak DNA matki. Takie rzeczy nie zdarzają się, chyba ze...
Lucia spojrzała na niego. Oboje myśleli o tym samym.
-Chyba, ze matka i jej dziecko byli już wcześniej ze sobą spokrewnieni. Zamrożone komórki jajowe.
Eduardo pokiwał głową.
-Mówiłaś, ze Sandra ma już dwoje dzieci, tak?
-Tak...
-Jestem prawie 100% pewny, ze jedno z jej dzieci zostało poczęte w ten sam sposób. Takie ingerencje są widoczne przy specjalistycznych badaniach.
-O Boże... -Lucia zakryła usta dłonią. Już wiedziała. Paula była podobna do matki jak dwie krople wody. OTTOX już wcześniej zaczął swoją straszliwą procedurę.

-Ale nie ma żadnych zagrożeń dla życia matki czy dziecka?
Eduardo pokręcił głową.
-W sumie to nie, jeśli są, my ich nie znamy. Jedno mogę ci powiedzieć na pewno. Dziecko i jego matka mają przeciwciała,które czynią ich odpornych prawie na każdą chorobę. Jedno z jej starszych dzieci prawdopodobnie ma tak samo. Nie wiem, czy to ma jakieś, nazwijmy to skutki uboczne. Takich rzeczy nie robi się w normalnej medycynie.
-Eduardo, dziękuję ci za wszystko. Będę wdzięczna za utrzymanie tej sprawy w tajemnicy. Wczoraj ci wytłumaczyłam dlaczego.
-Możesz być spokojna. Nasza placówka się specjalizuje w takich sprawach. To kto przekaże szczęśliwej mamie wiadomość?
-Ona już częściowo wie, ale nie chce w to uwierzyć. W sumie jej się nie dziwię.
Lekarz westchnął. Oboje wyszli z laboratorium.

Gdy Lucia z Eduardo weszli do gabinetu, Hector i Sandra szybko wstali. Oboje wpatrywali się w lekarzy oczekując na wiadomość.
-Pani Sandro. -zaczął Eduardo. -Powtórzyliśmy badania kilkakrotnie. Jest pani w ciąży. Nie ma mowy o żadnej pomyłce...
Gdyby Lucia nie podbiegła do niej w ostatniej chwili, Sandra upadła by na podłogę, rozbijając sobie głowę.

-Sandra, obudź się, otwórz oczy...
Kobieta powoli rozchyliła powieki. Ujrzała pochylone nad sobą trzy osoby, Lucię, brata i lekarza.
-Co się stało...? -powiedziała próbując się podnieść.
-Nie wstawaj tak szybko, oddychaj spokojnie. -powiedziała Lucia.
Dopiero po 10 minutach lekarz pozwolił jej usiąść w fotelu, po czym podał jej szklankę wody.
-Pani Sandro, nic się nie stało. Po prostu emocje wzięły górę. Najchętniej zostawiłbym panią u nas na obserwacji, ale myślę, ze lepiej poczuje się pani w otoczeniu rodziny i przyjaciół.
Sandra spojrzała na niego.
-Czy... Czy te wszystkie omdlenia są normalne? I to, że jestem osłabiona?
-Jak najbardziej. Przypiszę pani tabletki na wzmocnienie i wszystko będzie w porządku. Dobrze by było,gdyby pokazała się pani na kontrolę za jakiś czas, lub gdyby znów źle się pani poczuła.I proszę się tak nie zamartwiać. -dodał. -To tylko ciąża.

Lucia spojrzała na Sandrę. Widać było, że kobieta w tym momencie się załamała. ale i tak nie wiedziała najgorszego. nie chciała jej o tym mówić, nie teraz. Postanowiła najpierw porozmawiać o tym z Hectorem.

Był już wieczór, gdy wyszli ze szpitala. Do Internatu wracali w milczeniu. Każdy rozpamiętywał dzisiejszy dzień. Chcieli by już się skończył. Po powrocie do szkoły Sandra nie miała nawet ochoty by iść na kolację, ale Hector pociągnął ja za sobą do jadalni. nie mógł przecież pozwolić, by się zagłodziła.

Oranjezicht - 2011-01-23 17:07:48

"Strasznie się cieszyłem, że ma wrócić w końcu Rebeca, i że w końcu przy mnie będzie a tutaj takie rozczarowanie...mam nadzieję, że już jutro nic jej w powrocie nie przeszkodzi, nie mogę się doczekać jak będę ją mógł w końcu uściskać. No mam straszną ochotę na to ciasto ale nie pozwalają mi spróbować nawet kawałeczka! Javier Holgado mówił, żeby wykraść trochę z lodówki ale ja nie chcę psuć przyjemności Rebece. I na pewno nie pozwolę tego zrobić Javierowi, może jak mu przyłoże to sobie da spokój a i dorośli przyznają mi rację. Fajnie, że w końcu pobawiłem się z Evelyn i Paulą bo ich już dawno nie widziałem, pewnie cały czas miały jakieś babskie sprawy, o których w ogóle nie chcę wiedzieć, cały czas pewnie gadały o szukaniu narzeczonego i całowaniu się. Fuj, jak można tak w ogóle robić, to jest morke i ciepłe...bleh" - myślał sobie Lucas leżąc i odpoczywając jak co dnia z powodu swojej choroby.

BarthezzLodz - 2011-01-23 18:51:07

Hector miał dość. OTTOX znów zaczyna działać. A może tak naprawdę nigdy nie przestał ingerować w ich życie? Przecież już w dzieciństwie przeprowadzano eksperymenty na jego siostrze. Była  godzina 18, a więc za chwilę miała rozpocząć się wspólna kolacja.
Lucia, Sandra i Hector od razu udali się do jadalni. Wszyscy siedzieli już przy stołach. No może prawie wszyscy. Rodzeństwo Espi szybko zorientowało się, że brakuje Pauli, choć jej przyjaciele – Evelyn i Lucas – już czekali aż posiłek zostanie podany. Pomyśleli o najgorszym. Zaczęli gorączkowo szukać dziewczynki. Zaczęli od sprawdzenia jej pokoju, jednak tam jej nie zastali. Później poszli na górę, do Marcosa. Tam też jednak jej nie było. Udali się do biblioteki. Gdy przechodzili koło kominka, zobaczyli, że znajduje się tam bransoletka, którą Paula nosiła ze sobą. Zatem dziewczynka musiała tu być.
Spojrzeli się na siebie. Doskonale pamiętali, jak w dzieciństwie znajdowało się tutaj tajne przejście. Przejście do podziemi. Postanowili, że tam zejdą. Sandra wsunęła rękę do otworu. Tylna ściana kominka odsunęła się i odsłoniła tajemnicze przejście, z którego wiało chłodem. Rodzeństwo zabrało ze sobą latarki, które znaleźli w pobliżu.
Weszli do środka. Ogarnęła ich wszechobecna ciemność. Niska temperatura spowodowała, że na ich ciele pojawiła się gęsia skórka. Mogło to być także spowodowane strachem. To miejsce nie kojarzyło się im dobrze.
Obskurne, kręte korytarze potęgowały ich uczucie niepokoju. Doszli do rozwidlenia dróg – jeden korytarz prowadził w prawo, drugi zaś – w lewo. Najlepiej byłoby, gdyby się rozdzielili, jednak było to zbyt niebezpieczne. Już wystarczająco złą wiadomością jest zaginięcie Pauli. Na stratę kolejnej bliskiej osoby Hector nie mógł sobie pozwolić. Zadecydowali, że pójdą w lewo.
Po dłuższym, ponadpółgodzinnym marszu zaczęli się coraz bardziej niepokoić. Usłyszeli wołanie Pauli. Wołanie o pomoc.
Biegli przed siebie tak szybko, na ile pozwalały im ich siły. Byli przecież zmęczeni po całym dniu.
- Paula, kochanie, już idziemy do ciebie!  - krzyczała  Sandra.
- Nie masz się czego bać, za chwilę się zobaczymy! – wtórował jej Hector.
Chwilę potem spotkali dziewczynkę. Wyglądała na bardzo zmęczoną – nieobecny wzrok, podkrążone oczy. Paula nie miała też na sobie szkolnego  mundurka. Była ubrana w białą koszulkę, którą chorzy noszą w szpitalach.
- Kochanie, jak się tu znalazłaś? – zapytała Sandra.
- Nie wiem. Postanowiłam się trochę położyć w moim pokoju. Zasnęłam, a obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Wyglądało jak jakaś sala szpitalna. Ja się boję.
- Paula, jesteś z nami. Jesteś już bezpieczna. – uspokajał dziewczynkę Hector. – Za chwilkę wyjdziemy stąd i znajdziemy się z powrotem w internacie.
- A umiałabyś zaprowadzić nas do tej sali, w której się obudziłaś?
- Nie, mamusiu. Wyszłam stamtąd bardzo szybko i nie pamiętam którędy szłam.
Chwilę potem cała trójka udała się  w drogę powrotną. Całe szczęście, że Sandra i Hector zapamiętali drogę, którą szli. Inaczej nie mieliby szans na powrót.

crisfan - 2011-01-23 19:00:39

Jack już dojeżdżał do internatu. Był zły na siebie i cały świat. Miedra!-pomyślał-już wszyscy dawno są w internacie tylko mnie brakuje. Jak się nie pospieszę to nawet na kolację nie zdążę!Przez ostatnie dni był tak zajęty, że nawet się nie zorientował, że czas wracać do internatu. Wiedział, że pewnie nie wszyscy będą zadowoleni z tego, że znowu się tam pojawi. Nie obchodziło go to. Po raz pierwszy w życiu zamierzał zrobić coś dobrego i zająć się pracą na rzecz szkoły. Nie wielu pewnie uwierzy w jego dobre intencje, ale Jack postanowił się tym nie przejmować. Odkąd dowiedział się, że ma syna z Lucią postanowił zrobić wszystko aby zyskać miłość syna. W końcu to krew z jego krwi. Jack pierwszy raz czuł coś takiego. Kiedy patrzył na tego małego chłopca sam siebie nie poznawał. Uczucia jakie nim targały...wiedział, że musi chłopca chronić i czuwać nad jego bezpieczeństwem...Jack przypomniał sobie jak czytał Thomasowi "Pinokia"po raz pierwszy w życiu był szczęśliwy i jeszcze ten uśmiech Thomasa...Noiret był tym wszystkim oszołomiony wystarczył jeden mały chłopiec aby wywrócić jego życie do góry nogami.
Wiedział, że to wszystko nie będzie łatwe, minie sporo czasu zanim Lucia i Thomas mu zaufają..
-Po co ja się wmieszałem w te interesy z Ottoxem...do czego mi to było potrzebne...jak mogłem skrzywdzić Ivana i Marię...muszę odkupić swoje winy. Wiele osób z mojej winy ucierpiało. Tak dalej być nie może...Co by się stało gdybym w porę się nie opamiętał..Lucia nie może się sama nim zajmować. Potrzebuje mojej pomocy i dostanie ją. Jeszcze dziś odwiedzę Thomasa strasznie za nim tęskniłem...
W tym momencie Jack dostał smsa.Myślałeś, że możesz tak po prostu odejść z Ottoxu!? Strzeż się! Od teraz jesteś naszym wrogiem numer jeden!! Radzę uważać bo twojemu synkowi i jego mamie może stać się coś złego...
-Jeszcze tego mi brakowało. Będę musiał uważać. Najlepiej będzie jak na razie nikomu nie powiem, że jestem świadkiem koronnym i będę zeznawał przeciwko Ottoksowi.  Policja uprzedzała mnie, że te dranie szybko się dowiedzą o tym, że już nie jestem po ich stronie, ale nie myślałem, że nastąpi to tak szybko.Muszę dowiedzieć się kto jeszcze współpracuje z tymi bandytami.
Jack zaparkował przed internatem. Wysiadł z auta, zabrał swoje bagaże i udał się do swojego pokoju. Musiał się odświeżyć zanim spotka się z synem. Wypadało by też porozmawiać z Lucią....Gdy wchodził do internatu zobaczył Sandrę, Paulę i Hektora wychodzących z biblioteki. Mieli dziwne miny i mieli trochę ubrudzone ubrania...Jack pomyślał że wracają z podziemi ale wolał ich nie pytać o to. Wiedział, że ma napięte stosunki z Hektorem i wolał tego jeszcze bardziej nie pogarszać. Przywitał się tylko z nimi skinieniem głowy i udał się do swojego pokoju. Był strasznie zmęczony, ale myśl, że zaraz spotka się z synem dodawała mu sił.

paulax5 - 2011-01-23 20:56:25

crisfan napisał:

Wysiadł z auta, zabrał swoje bagaże i udał się do swojego pokoju. Musiał się odświeżyć zanim spotka się z synem. Wypadało by też porozmawiać z Lucią....Gdy wchodził do internatu zobaczył Sandrę, Paulę i Hektora wychodzących z biblioteki. Mieli dziwne miny i mieli trochę ubrudzone ubrania...Jack pomyślał że wracają z podziemi ale wolał ich nie pytać o to. Wiedział, że ma napięte stosunki z Hektorem i wolał tego jeszcze bardziej nie pogarszać. Przywitał się tylko z nimi skinieniem głowy i udał się do swojego pokoju. Był strasznie zmęczony, ale myśl, że zaraz spotka się z synem dodawała mu sił.

Lucia ciągle myśląc o Sandrze i jej ciąży bawiła się z Thomasem i Lukasem, udając, że wszytsko w porządku
-Mamo! Teraz Twoja kolej!
ale Lucia zamyślona nie słyszała co chłopiec do Niej mówił
-Mamo! Rzuć kostką! Mamo!
Po kilku awanturniczych uwagach syna kobieta wreszcie wróciła do normalnego świata
-tak?
-miałaś rzucić kostkami
-ah tak juz rzucam, przepraszam zamyśliłam się...
-Mamo, a kiedy wreszcie Tata przyjdzie do mnie? Bardzo się z Nim stęskniłem
-wiem skarbie, ale niewiem kiedy przyjedzie do Interatu, mówił ze niedługo będzie
-a jak przyjedzie to będzie nas uczył Francuskiego?- dopytawał Lukas
-niewiem zobaczymy
-właśnie mamo ja chcę żeby Tatuś uczył nas Francuskiego!
-Thomas, jak Tata przyjedzie to napewno was cos pouczy
Nagle ktoś zapukał i drzwi zaczęły się otwierać...

http://img717.imageshack.us/img717/7813/thomasandhisparents.jpg

-TATA!!!!- krzyknął Thomas -nareszcie jesteś już nie mogłem się doczekać!
-Cześć synku!, Część Lucia!
-Czemu tak długo Cię nie było?? Gdzie byłeś??
-musiałem załatwić parę spraw wiesz
-a teraz już zostaniesz?
-Tak, narazie nigdzie nie wyjeżdżam
-To dobrze bardzo się cieszą Tato
-Wujku? a będziesz nas uczył francuskiego? -pytał Lukas
-jak będę miał troszkę czasu to napewno Was poucze, a teraz chciałbym chwilkę porozmawiać z mamą dobrze? Lucia mogę Cię prosić na momencik
Razem wyszli z pokoju chłopca
-Coś siię stało? Kiepsko wyglądasz
-nie Jack wszystko dobrze
-napewno?
-tak, mam pewne problemy ale to nie ważne, czemu Cie tak długo nie było miałeś wcześniej przyjechać
-musiałem dłużej zostać i coś załatwić, ale teraz już narazie nigdzie nie wyjeżdżam więc obiecuję, że pomogę Ci przy małym na tyle ile będę mógł
-To dobrze bardzo się cieszę, że ostatnio się zaangażowałeś i że mi pomagasz, naprawdę doceniam to. Mam prośbę do Ciebie chciałabym teraz na chwilkę wyjść czy mógłbyś z nim zostać troche?
-oczywiście idź na ile chcesz
-Dziękuję :*


Lucia zostawiła Jacquesa z synkiem i poszła do Sandry, ciągle nie dawało jej to spokoju jak ona sobie poradzi z tym, że jest znów w ciąży i jeszcze jak się dowie, że to dziecko ma takie samo DNA- przecież ona się kompletnie załamie. Cały czas o tym myśląc zapukała do Niej
-Sandra, To ja Lucia. Chciałam się spytać jak się czujesz. W pokoju na łózku siedziała lekko przerażona Paula i tuląca ją Sandra z Hectorem
-Coś się stało?
Hector wstał z łózka i podszedł do niej
-znaleźliśmy Paule w podziemiach, w szpitalnej piżamie, twierdzi,że obudziła się tak obudziła i nic nie pamięta. Boję się o Nią, jest nieźle przestraszona. Sandra też ledwo się trzyma
Lucia podeszła do łóżka
-Spokojnie Paula, już dobrze nikt Cię już nie skrzywdzi. Sandra- jak się czujesz? Niewyglądasz najlepiej
-a jak mam się czuć! Dosyć że dowiedzialam się ze jestem w ciąży to jeszcze OTTOX wykorzystał sytuacje jak nas nie było i zabrali Paulę, całe szczęście że udało jej się uciec i ze ja znaleźliśmy
Lucia popatrzyła na dziewczynkę po czym podeszła do Hectora stojącego przy biurku
-widziałeś tą blizną na jej łokciu?
-jaką bliznę??
-wygląda to na świeżą ranę po wbijaniu igły. Ciekawe tylko czy jej coś wstrzykneli czy pobrali krew
-Hijo de puta! Sandra im nie wystarcza jeszcze do Pauli się dobrali
-spokojnie Hector terz to ty musisz zadbać o nie jeśli Sandra się czegos dowie to może się dla niej i dziecka źle skonczyć nie może się teraz denerwować!
Paula zasneła w ramionach swojej Mamy, która położyła ją delikatnie na łóżku i przykryła kądrą. Już chciała wstać i podejść do rozawiających Hectora i Lucii kiedy zakręciło jej się w głowie i poczuła że zaraz znów zemdleje
-Sandra? Co Ci jest?
Lucia od razu do niej podeszła
-Sandra, już dorze nie denerwuj się Paula już jest z Tobą nie pozwolimy już jej skrzywdzić. Brałaś te lekarstwa, które Ci przepisał doktor?
-nie, jeszcze nie, zaraz wezmę
-To weź poczujesz się lepiej
Sandra sięgneła do swojej szafeczki i wzieła tabletki
-Hector proszę zostań dziś może z Nią tak na wszelki wypadek jakby się coś działo i oczywiście możesz do mnie przyjśc o każdej porze, albo zadzwoń to przyjdę. Lepiej jak Sandra nie będzie sama. Dobranoc!
-Dobranoc- odpowiedziało zgodnie rodzeństwo

daglas89 - 2011-01-23 21:54:42

Rebeca zajechała pod Internat bardzo późno w nocy. Nie dość że samochód nie chciał rano zapalić, musiałam wezwać pomoc żeby szybko naprawili  auto. To jeszcze bateria w telefonie siadła. Pewnie moje łobuziaki  niepokoiły się o mnie bardzo nie tylko on i reszta przyjaciół tez na pewno. Mam nadzieje że nie  wymyślili żadnego przyjęcia powitalnego. Znając ich wszystkich na pewno to zrobili. Rebeca wysiadła z samochodu wzięła tylko z sobą bagaż podręczny i skierowała swoje kroki w stronę wejścia do szkoły ale drzwi był zamknięte. Poszła w stronę drzwi od kuchni jak są zamknięte to przynajmniej klucz zapasowy jest schowany pod kamieniem. Gdy doszła do kuchni zauważyła że pali się tam światło, cholera a tak liczyłam ze nikogo nie zastane. Rebeca uchyliła ostrożnie drzwi z nadzieja ze nie rzuci się na nią tłum ludzi aby ja przywitać. Na szczęście zastała tylko Marcosa, który akurat pił herbatę przy stole.

-Cześć Marcos. Spać nie możesz ?
-O cześć Rebeco. Nie mogę, pić mi się zachciało więc szedłem na dół. Jak podróż ?
-A wiesz jakoś minęła szkoda że tyle mnie to kosztowało, nie dość że auto nie chciało zapalić to podrodze wysiała mi bateria w telefonie. Eh szkoda gadać.
-A wiesz jak tu wszyscy na ciebie czekali z niecierpliwością?
-Tylko mi nie mów że przygotowali jakieś przyjęcie powitalne.
Na twarzy Marcosa pojawił się szeroki uśmiech i pokiwał głową.
-Owszem Rebeco przygotowywali się cały dzień.
-Mierda! A ja tak nie cierpię żadnych przyjęć z moich okazji. Niech zgadnę za tym wszystkim stoi Lucia, Maria, Amelia i twoja matka co?
-Owszem stoją i zaangażowały do tego wszystkich a szczególnie maluchy.
-Ja kiedyś osiwieje przez nie. Dobra tym to ja się jutro będę przejmować. Idę spać. Ty też idź już spać bo nie wstaniesz rano.
-Tylko dokończę herbatę i idę.
-Dobranoc Marcos.
-Dobranoc Rebeco

I kobieta poszła w stronę swojego pokoju.  Weszła do swojego pokoju zostawiła tam swoje rzeczy i poszła do Martina tak strasznie się za nim stęskniłam te codzienne rozmowy dużo dawały ale chciała bym go mieć przy sobie codziennie. Mam nadzieje że teraz nic tego nie zmieni. Rebeca weszła cicho do pokoju Martina zobaczyła że Lukas śpi z nim. Jak oni słodko wyglądają moje dwa kochające łobuziaki. Rebece usiadła na brzegu łózka i nie mogła uwierzyć że dotarła wreszcie do Internatu tam gdzie są bliskie jej osoby. Tak siedząc przyszedł jej do głowy diabelski plan…
….Wiedziała że Martin ma łaskotki na stopach, postanowiła go trochę podręczyć. Gdy go zaczęła łaskotać mężczyzna zaczął się nie spokojnie wiercić w łóżku. Rebeca zaczęła się cichutko śmiać żeby Lukasa nie zbudzić, ale nadal dręczyła ukochanego mężczyznę. Martin zbudził się wściekły jak osa bo coś go wytraciło ze snu. Ale nie mógł uwierzyć w to co zobaczył.
-Rebeca to naprawdę ty ?
-Tak kochanie.  Nie cieszysz się na mój widok ?
-Oczywiście że tak. To mówiąc mężczyzna wyskoczył z łóżka i porwał ukochana w ramiona i zaczął całować jak by jej nie widział miesiąc czy dwa a nie tydzień.
Rebeca odepchnęła Martina od  siebie. – Uspokój się wariacie bo zgnieciesz naszą kruszynę.
-Dobrze już dobrze. Ale nie mogłem się ciebie doczekać .
-Ja ciebie też. Co tu robi Lukas ?
-Miał jakieś koszmary i się czegoś strasznie wystraszył, wiec pozwoliłem mu spać z sobą. Widzę że źle zrobiłem.
-Zostaw małego w spokoju niech śpi, pójdziemy do mnie. Zostaw mu kartkę z informacja gdzie jesteś bo może się znowu wystraszyć i pomyśleć że ktoś cię zabrał w nocy.
-Teraz przesadzasz kochanie on nie jest taki strachliwy.
-Wiesz dobrze że Lukas ma swoje prorocze sny, możliwe że jeden mu się dzisiaj przyśnił dlatego przyszedł do ciebie i przestań to lekceważyć bo to nie jest śmieszne. Wiem co teraz przeżywa,  ja taki sam koszmar przechodziłam w jego wieku ze swoim darem. Wiec zaakceptuj wreszcie że twój syn jest wyjątkowy a nie inny!.
-Dobrze kochanie nie denerwuj się. Postaram się to zaakceptować choć jest to dla mnie trudne.
-Od czego masz mnie żeby ci w tym pomóc ?
-Wiem ze mam ciebie i nie zamienił bym cie na nikogo innego.
-Spróbował byś, daj mi kartkę to sama napisze liścik do Lukasa
Kochanie
Nie denerwuj się, Tatę nikt nie zabrał. No prawie nikt porwałam go do swojego pokoju. Przyjechałam późno w nocy. Postanowiliśmy cie nie budzić żebyś się wyspał i był rano wypoczęty.
Jak się obudzisz przyjdź do mojego pokoju mam coś dla ciebie.
Kocham cie :*
Rebeca   


Dobra możemy iść teraz do mnie. Rebeca z Martinem wyszli z jego pokoju i skierowali się w stronę pokoju kobiety. Po drodze spotkali Lucię wracała z skądś zmartwiona.

-Cześć kochana wariatko.
-Rebeca!
Kobiety uścisnęły się serdecznie jak by się nie widziały wieki, a nie tydzień.
-Cześć. Kiedy przyjechałaś?! – dopytywała się Lucia
-Jakieś 30 min temu. I dowiedziałam się kilku rzeczy które planowaliście na mój powrót, dobrze że wróciłam tak późno.
-Ale, ale… skąd wiesz ? Powiedziałeś jej spytała z wyrzutem Lucia, Martina.
-Nie, nic jej nie mówiłem.
-Skąd wiesz –chwiała wiedzieć Lucia.

Rebeca zaczęła się śmiać, widać że się napracowali a ja im popsułam niespodziankę. Nie powiem skąd wiem bo inaczej wkopie Marcosa.
-A wiesz mam tu swoich informatorów i wiem zawsze co się tu dzieje. Dziękuje że zaopiekowałaś się moimi  łobuziakami. Wybacz mi ale jestem strasznie zmęczona i chciałabym się położyć.
-Dobrze idź, porozmawiamy rano.
-Dobranoc, i jeszcze raz ci dziękuje kochana przyjaciółko ma :*
-Dobranoc – odpowiedział Lucia i poszła w stronę swojego pokoju.

-Popsułaś jej nie niespodzianka która ci chciała zrobić wiesz ile włożyła w to pracy – powiedział Martin.
-Możliwe, ale mogę udać że o niczym nie słyszałam. Choć już jestem zmęczona.
I poszli przytuleni w stronę pokoju Rebecii…

misteria7 - 2011-01-23 22:24:27

Amelia bardzo cieszyła się z przygotowań jakie działy się w kuchni. Miło spędzony czas wśród koleżanek. Żałowała tylko, że Rebeca nie mogła dotrzeć na czas do internatu i że Sandra tak słabo się czuje od jakiegoś czasu. Gdy wszystkie szły do pokoi Amelia wstąpiła po drodze odwiedzić Javiera. Zaniosła mu kilka podwędzonych z kuchni babeczek. Po obiedzie koleżka stawiał jeszcze opór, ale może już złagodniał.
-Javier, jak się masz?
-Amelia, ja już chcę stąd wyjść.
-a nie będziesz już dokuczał innym dzieciom?
-nie, obiecuję! tylko mnie już wypuść. Przepraszam.
-dobrze...Javier, wierzę Ci i liczę na to że mnie nie zawiedziesz. Proszę, mam dla Ciebie parę babeczek. Chodź teraz do swojego pokoju spać.
Javier się ucieszył z odzyskanej wolności. Wziął tą karę do siebie. Niewykluczone że podziałała na niego dosyć skutecznie. Amelia miała nadzieję już nigdy nie otwierać ukrytych drzwi.
Udała się spać do swojego pokoju. Była zmęczona po całym dniu pełnym wrażeń.

Oranjezicht - 2011-01-23 22:37:30

Lucas spał spokojnie, aż do momentu w którym ktoś wszedł do jego i taty pokoju. po głosie poznał, że to była Rebeca. Postanowił nie pokazywać po sobie, że się obudził lecz bacznie przysłuchiwał się jej rozmowie z tatą. Poczuł ulgę, że to być może Rebeca przekona tatę, że jego koszmary które czasem miewa nie są czymś co można lekceważyć. "Mam nadzieję, że to się uda, bo ja mimo, że próbuję to jednak nie udaję mi się taty przekonać w końcu jestem tylko małym dzieckiem"- myślał Lucas. Jak tylko usłyszał, że wychodzą do swojego pokoju pomyślał "O blehhh pewnie będą się znowu całować tak mocno.... musze pamiętać żeby nie pozwolić się całować nikomu z nich w czoło dopóki nie umyją porządnie zębów - co najmniej dwa razy!" Lucas włączył lampkę i przeczytał kartkę jaką zostawiła mu Rebeca i uśmiechnął się sam do siebie. "Ona mnie chyba naprawdę kocha i będzie wspaniałą drugą mamą! Już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć co takiego dla mnie kupiła. Będę musiał pójść tam z samego rana jeszcze przed śniadaniem. Nie będę im teraz przeszkadzał bo pewnie zobaczyłbym jak się całują a tego nie chcę. Wracam spać." - myśląc o tym Lucas odwrócił się na drugi bok i momentalnie zasnął.

Krisztian - 2011-01-24 00:29:08

W pokoju chłopaków....
Marcos po przebudzeniu jak codziennie rano ćwiczył wraz z Ivanem, później udał się do pokoju dziewczyn, gdzie zabrał Carol przed Internat. Tam zorganizował dla nich śniadanie/piknik.
Koc, róże, muzyka, pyszne jedzenie.
Wspólnie planowali swoją przyszłość...
- To gdzie się wybieramy na następne wakacje? - zapytał Marcos.
- Ważne, że spędzone razem. Nieważne gdzie. - odpowiedziała całując Marcosa.
- Tak, wiem. Aczkolwiek wolałbym siedzieć z Tobą na Wyspach Kanaryjskich, a nie w Internacie.
- Pomyślimy nad tym. Nie zawracajmy sobie teraz tym głowy. Cieszmy się chwilą.

Siedzieli sobie razem tak kilka godzin, lecz ich spokój zakłóciła Vicky, której wydawało się, że ktoś ją podglądał pod prysznicem.
- Vicky, daj spokój. To pewnie, któryś z tych napalonych 16-latków. - powiedziała Carol.
- Masz coś do ukrycia? - śmiał się Marcos.
- Bardzo zabawne. -zaczęła.. - Ja jestem pewna, że to nikt z uczniów. Nie miał na sobie mundurka, a jakąś czarną kurtkę. - dodała.
- Hmm... może to Martin, albo Noiret. - zaśmiał się Marcos.
- Daj spokój Marcos. - Carol szturchnęła Marcosa. - Jesteś pewna, że to nikt kogo znamy? - zapytała.
- Tak. Wiem, że to nikt stąd. - powiedziała przekonana Vicky.
- No dobrze....ale jakby wszedł niezauważenie ktoś obcy do Internatu? - zapytała Carol.
- A musiał wchodzić drzwiami? - zapytał retorycznie Marcos. - Jest przecież kominek, jest wejście od kuchni, może jeszcze jakieś przejścia/wejścia istnieją. - dodał.
Po chwili dopowiedział: - No dobrze. Chyba Power Rangers muszą wkroczyć do akcji. - śmiejąc się.
- To nie jest śmieszne, Marcos. - krzyknęła Vicky.
- To może być grubsza sprawa. - dodała Carol.
- Cóż...ładnie nam się pikniczek zakończył kochanie. - Marcos uśmiechnął się do Carol.
- Dobra Marcos, koniec żartów. - powiedziała Carol. - Zbierajmy się. Powiedzmy Ivanowi i Julii co się przydarzyło Vicky.

Trójka "agentów" doszła do pokoju, tam o dziwo Julia i Ivan tylko ze sobą rozmawiali.
- Co Wy, nie ćwierkacie ze sobą? - zapytał Marcos.
- Trzepnę Cię pajacu. - zaśmiał się Ivan.
- Nie, temperuję popęd Ivana. - zaśmiała się Julia.

Vicky opowiedziała im co jej się przytrafiło. Na początku rozbawiony Ivan zaczął poważnieć z każdą sekundą opowieści...
- A co będzie jak i nas będzie podglądał? - śmiał się Ivan i spojrzał na Marcosa.
- Ale Ty głupi jesteś. Mierda. - odrzekła Julia wstając z krzesła.
- Dobra, spokojnie. Żartowałem. - odparł Ivan.
- Zrobimy to tak... - zaczęła Carol. - Wieczorem sprawdzimy czy przez kuchnię nikt nie wchodzi. Zaczaimy się w spiżarce i będziemy siedzieć do rana. Co dzień obierając sobie inne miejsce.
- Bardzo rozsądnie, tylko jak my się tam zaczaimy? Co z Ferminem i Jacintą? - zapytała Julia.
- Ja się tym zajmę. - powiedział Ivan. - Mamusia mi w tym pomoże. - dodał.

Wieczorem Ivan wyjaśnił Marii całą sytuację. Ta opierała się temu pomysłowi, lecz w końcu przystała na jego prośby. Sprytnie wywołała Fermina i Jacintę z kuchni. Gdy tylko zniknęli oni razem z Marią za zakrętem cała paczka udała się do spiżarni, gdzie czekała na to czy coś się wydarzy....

Minęło kilka godzin. Julia już przysypiała gdy nagle powiedziała: - Ktoś nadchodzi.
- Ja nic nie słyszę. Znowu coś Ci się wydaje. - powiedział Ivan.
Nagle.....ktoś złapał za klamkę. Wszyscy się zerwali z podłogi, lecz wstając Carol trąciła nogą karton i ten ktoś klamkę puścił. Hałas ucichł.
- No to pięknie, uciekł. - powiedziała Vicky.
- Spokojnie, on czegoś tutaj szuka. Wróci na pewno. - powiedział Marcos.
- Może chce czegoś od nas? - zapytała w powietrze Carol.
- Jest taka możliwość. - odparła Julia.
- Dobra, nic tu po nas już dzisiaj. - powiedział Ivan.
Wszyscy wrócili do pokoi. Noc minęła spokojnie, ale rano obudziła ich Maria, która wbiegła do pokoju i krzyknęła, że ktoś porozwalał rzeczy nocą w kuchni.
- Czyli był na tyle bezczelny, że wrócił tej samej nocy. - powiedział Marcos.
- Dzisiaj go załatwimy. - powiedział Ivan.
- Dobra, dobra. Uważaj na siebie synku. - powiedziała Maria.
- Spokojnie mama, ja sobie dam radę. - odparł.
- Wiem, wiem. - odpowiedziała. - A teraz wstawać i ruszać na śniadanie. - krzyknęła do nich.
- Już idziemy. - odparł Marcos.
Marcos z Ivanem poszli do pokoju dziewczyn, opowiedzieli co mówiła im Maria i udali się na stołówkę - na śniadanie.

Villa - 2011-01-24 00:52:54

Gdy wszyscy słodko sobie spali, Martin wymknął się z pokoju i udał do kuchni, gdzie czekała na niego Sandra, Lucia i Amelia.

- No witam Panie ;)
- Cześć Martin. I jak? Udało ci się?
- Tak wszystko załatwione, z mojej strony, Rebeca będzie miała super niespodziankę, mówiąc to Martin uśmiechnął się sam do siebie ;)
- Co ty knujesz? zapytała Lucia z ciekawością..
- Nie wiesz kochaniutka, że ciekawość, to 1 stopień do piekła :D
- Aj tam, ja i tak trafię do nieba :P

Wszyscy zaczęli się śmiać :D

- No, ale już kobitki, wracamy do ustaleń. Wszystko na pewno gotowe?
- Tak, ty masz swoją niespodziankę, my zajęłyśmy się całym przyjęciem ;)
- Dzięki dziewczyny. Jesteście wielkie ;)
- No jeszcze trochę słodyczy i na pewno <lol>
- Widzę, ze żarty się was trzymają, tak trzymać :D A uprzedziłyście wszystkich?
- Oczywiście, Martin, nic się nie martw wszystko gotowe, teraz tylko pozostaje nam czekać do wieczora.. Powiedziała Amelia
- I jak to wy kobitki, uważać, żeby nic nie wypaplać ;p Dokończył Martin
- No wiesz.. Jak możesz Sandra śmiejąc się zaczęła go gonić po całej kuchni..

- Dobra dosyć, poddaję się powiedział zdyszany Martin, siły zostawiamy na wieczór :D

Wszyscy wrócili do pokoi, a tymczasem nad Laguną zaświeciło poranne słońce.
W internacie już było słychać porannych ptaszków.

Nadeszła pora śniadania, brakowało tylko Rebeci i Martina., który nawet na śniadanie musiał zejść z Rebecą, pomóc jej, jak on to nazywał, a Rebeca strasznie tego nie lubiła.. W końcu była w ciąży, a to nie choroba.. No, ale faceci..


Na śniadaniu Rebeca dziwnie sie czuła, wszyscy się na nią patrzyli już od samego wejścia.

- Przepraszam, ale czy coś ze mną jest nie tak? Czy co? Powiedziała zdenerwowana Rebeca. Wszyscy dziwnie się mnie patrzą..
- Kochanie wydaje ci się, naprawdę.
- Martin ma rację, na pewno tak nie jest - rzekł Hector.

Rebeca czuła, że jest inaczej, tylko o co im wszystkim do cholery chodzi!! Rebeca skończyła jeść i udała się do siebie, bo nie mogła znieść już tej dziwnej atmosfery..

- Kurczę głupio wyszło powiedziała Sandra.
- Wiem, ale naprawdę, chcę żeby to był wyjątkowy wieczór, tak długo czekałem na powrót Rebeci..
- Rozumiem cię Martin, Rebeca ciągle o Tobie mówiła we Francji i o Lucasie, tworzycie naprawdę wspaniała rodzinę ;) Podsumował Jack

I w końcu nadszedł wyczekiwany przez wszystkich wieczór ;) No prawie przez wszystkich, Rebeca, nie wiedziała, co szykowali dla niej przyjaciele i ukochany..

- Kochanie, proszę Cię włóż tą czerwoną sukienkę, ślicznie w niej wyglądasz ;) Przekonywał Martin
- Daj spokój, pięknie to wyglądałam kilka miesięcy temu..
- Proszę Cię, zrób to dla mnie..
- I dla mnie, odezwał się nagle Lucas..
- Lucas a co ty tu robisz? Zdziwiła się Rebeca.
- Zabieram cię z tatą na kolację..
- No to w takim razie, na kolację, specjalnie dla ciebie założę czerwoną sukienkę ;)
- A ja to co? Powiedział Martin z miną cocker spaniela..
- Oj głuptasku dla ciebie też..

No to ubierz się, my poczekamy, wezmę kluczyki od auta i możemy ruszać..

- Ale jak to? Nie będziemy jeść tu, w internacie..
- Kochanie, za długo na siebie czekaliśmy, to będzie wyjątkowa kolacja..

Wszystko było gotowe..
- To, co ruszamy? Spytała Rebeca
- A tak, tylko poczekaj, niestety muszę ci związać oczy, ale nie bój się, świetnie cię poprowadzę. Powiedział Martin.
- Zaczynam się bać..
- Uwierz mi nie ma czego..

Gdy znaleźli się na dole, wszyscy już czekali, piękni ubrani, wszystko wyglądało pięknie, jak w bajce..

- SORPRESA!! Zaczęli krzyczeć..

Martin zdjął Rebece chustkę z oczu a ona... Zamarła.. Z wrażenia, nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa..

Zaczęła się zabawa.. Wszyscy doskonale się bawili, do momentu, gdy Martin wyłączył muzykę..

- Przepraszam, że przerywam, ale mam coś ważnego do ogłoszenia. Rebeco kochanie pozwól.

Wziął ją za rękę, sięgnął do kieszeni, uklęknął i wypowiedział 3 magiczne słowa:

- WYJDZIESZ ZA MNIE?

daglas89 - 2011-01-24 04:10:51

Rebeca była zaskoczona tym co się akurat działo. Więc jednak coś prze de mną knuli rano, dlatego wszyscy na mnie tak się dziwnie przy śniadaniu patrzeli. 
Nie wiedziała co odpowiedzieć, albo wiedziała tylko tak to ja wszystko zaskoczyło ze nie mogła wykrztusić żadnego słowa . Po chwili zastanowienia odpowiedziała …..
…. TAK!
Martin wstał z klęczek i założył na serdeczny palec pierścionek. Był szczęśliwy że ukochana się zgodziła za niego wyjść. Wziął ją w objęcia i pocałował przy wszystkich świadkach tego zdarzenia.

Pierwsza osoba która do nich podeszła był Lukas.
-Widzisz tatusiu, jednak się zgodziła.
-Tak synku miałeś rację.
-Aha! Widzę że nieźle przeciwko mnie knuliście, przez ten czas co mnie nie było.
-Przesadzasz kochanie to tylko dla twojego dobra.
-Właśnie mamusiu.
Rebeca z Martinem popatrzeli na siebie zdziwienie że Lukas nazwał kobietę matka.
-Co powiedziałeś kochanie?!
-Nazwałem cię mamusią czy to złe?
-Nie kotku, wręcz się cieszę że tak do mnie mówisz.
-To dobrze. Bo będziesz nie długo moja mamą i postanowiłem cie tak nazywać.
-Cieszę się kotku. To mówiąc kobieta nachyliła się ostrożnie nad chłopcem i pocałowała go w policzek. I coś szepnęła mu do ucha: „Przyjdź jutro rano po prezent który ci przywiozłam, dzisiaj zapomniała z tego wszystkiego.” 
-Lukas, idź poszukać Evelyn i Pauli pewnie dorwały się co ciastek i wszystkie ci zjedzą – odparł Martin
-Dobrze tato, i maluch poszedł poszukać dziewczynek.

Rebeca z Martinem zostali oblężeni przez wszystkich swoich przyjaciół którzy składali im gratulacje z powodu zaręczyn. Wymiana zdań nie miała końca wszyscy się dobrze bawili, śmiali, rozmawiali i jedli  smakołyki zrobione przez dziewczyny. Po jakimś czasie Rebeca odeszła od towarzystwa i wyszła na dwór usiadła na murku i zastanawiała się jak jej życie się dalej potoczy. Nie zauważyła nawet jak Martin do niej podszedł.

-Wszystko w porządku kochanie ?
-Tak.
-Na pewno ?
-Tak! Wszystko w porządku.
-Ej nie ma co się denerwować.
-Nie denerwuje się tylko jestem zmęczona i wkurzona na ciebie…. ale i tak Cie Kocham .
-O co wkurzona?!
-Wiesz że nie lubię przyjęć  niespodzianek.
-Wiem, ale chciałem dawno to zrobić i nadarzyła się fajna okazja, dziewczyny i tak chciały ci zrobić imprezkę z powodu powrotu do szkoły. Gniewasz się jeszcze?
-Na ciebie, nie umiem się długo gniewać.

-To dobrze moja złośnico. To mówiąc Martin przytulił do siebie Rebece i siedzieli tak zapatrzeni w gwiazdy które zaczęły się powoli ukazywać.

-Ekhm.
-Co się stało synku ? – chciał wiedzieć Martin.
-Nic się nie stało tatusiu. Przyjecie się powoli kończy a ja czuje się zmęczony wiedz przyszedłem wam powiedzieć dobranoc .
-Dobrze synku, idź się przygotować do snu a my zaraz z Rebeca przyjdziemy do ciebie i powiemy ci dobranoc .
-Ok. I chłopiec  uciekł w stronę swojego pokoju.

------- Chwile później ------------


-Kochanie?
-Tak skarbie.
-Zastanawiałeś się jak to będzie gdy mała się urodzi za 2 miesiące?
- Na pewno będzie nam ciężko na początku. Będę musiał pogadać z Hectorem żeby  to jakoś pogodzić. Twoje nauczanie i opiekę nad małą.
- A nie myślałeś o tym żeby na początku bym zrezygnowała z uczenia, a jak mała podrośnie do tego wróciła ? Hector na pewno zrozumie.
- Na razie odłóżmy tą decyzje na później i tak musimy pogadać na ten temat razem z Hectorem.
-Dobrze. A teraz choć, nasz urwis na pewno na nas czeka.

Wstali z murku i poszli w stronę wejścia do szkoły.  Spotkali tam kilka osób widocznie czekali na nich byli tam: Lucia, Hector z Sandrą, Amelia i Maria.

-Dziękujemy wam kochani za wszystko  a szczególnie za zorganizowanie tej niespodzianki.
-Właśnie dziękuje wam, przyznam szczerze że mnie zaskoczyliście.
-I o to chodziło Rebeco że miałaś być zaskoczona – odparła Lucia.
- I byłam, choć nie lubię żadnych przyjęć niespodzianek.
-A Martin mówił co innego – powiedziała Amelia
-Faceci, owszem lubię organizować takie przyjęcia dla dzieci a nie występować w nich w roli głównej.
-Hehehe nie dziwie ci się wcale – stwierdził Hector.
-Mam pomysł – rzekł  Martin.
-Jaki odparły dziewczyny chórem.
- Jak tak bardzo spodobało się wam organizowanie przyjęć to zorganizujecie nasze wesele i  z okazji narodzin dziecka.
-Chyba oszalałeś stwierdziła –Rebeca
-Właśnie, chyba oszalałeś z tego szczęścia – odparła Sandra
-No ale co, to nie dobry pomysł?
-Nie, daj dziewczyną żyć, a po drugie chce sama urządzić swoje wesele z drobna pomocą dziewczyn a nie je wykorzystywać.  A co do naszej przyjęcia  kruszynki to jest dobry pomysł. Ale jest na to dużo czasu.
-A właśnie wybraliście już imię dla małej ?  - odparł Hector
-Tak - twierdził Martin, Nie – odrzekła Rebeca
-To tak czy nie ? – stwierdziła w tym samym momencie Sandra z Amelią
-I tak i nie. Martin jest uparty na jedno imię, a ja chce je wybrać wspólnie razem z Lukasem a po drugie jest na to czas.
-W sumie jest trochę na to czasu ale nie za dużo szybko minie – powiedziała Lucia.
-Jest. Zostawmy ta dyskusje na  inny dzień. Przepraszamy was ale obiecaliśmy że przed snem zajrzymy jeszcze do Lukasa. Dobranoc wszystkim  :*
-Dobranoc.

Weszli na górę po schodach i skierowali się w stronę pokoju chłopca. Maluch jeszcze nie spał, widocznie na nich czekał.
-No jesteście wreszcie myślałem ze o mnie zapomnieliście.
-To nie myśl, tylko idź spać. Najwyższa na to pora.
-Nie kochanie nie zapomnieliśmy o tobie, po prostu zagadaliśmy się po drodze. A teraz zmykaj do łóżka i idź spać. I po całowała go w czoło. Dobranoc skarbie
-Dobranoc mamusiu. Dobranoc tato.
-Dobranoc synku, słodkich snów.
Po tych słowach para wyszła z pokoju chłopczyka i udali się do siebie i poszli spać.


Nastał słoneczny ranek. Martin obudził się dość wcześnie, stwierdził ze Rebeca jeszcze śpi więc wstał po cichu i zaczął się ubierać w dres postanowił pobiegać  przed śniadaniem do tego czasu ukochana na pewno się obudzi. Gdy zakładał adidasy do pokoju wślizgnął się Lukas.

-Cześć tato, gdzie idziesz?, Rebeca już wstała?
-Cześć synku, idę pobiegać nad lagunę przed śniadaniem. Jak widzisz Rebeca jeszcze śpi więc nie będziemy jej przeszkadzać.
-Nie przeszkadzacie mi, nie śpię od jakiegoś czasu. Usłyszeli głos kobiety obaj panowie i odwrócili się w stronę łóżka.
-Cześć mamusiu. To mówiąc chłopczyk podszedł do łóżka i uścisnął kobietę.
-Cześć skarbie, Martin usiadł na łóżku i pocałował ukochana w policzek.
-Hmm. Tak to ja mogę codziennie wstawać. Cześć łobuziaki. ;) Co cie tu sprowadza tak wcześnie rano kotku?
-Mówiłaś wczoraj że mam przyjść rano.
-To ja was zostawiam samych i idę trochę pobiegać.
-Tak faktycznie o tym wspominałam, podasz mi torebkę Lukas? Martin poczekaj.
Lukas podał jej torebkę wyjęła z nich kluczyki od samochodu i rzuciła je w stronę Martina. Kochanie mógł byś wyjdź  prezent dla Lukasa, jest w niebieskiej torbie a jak będziesz wracał po bieganiu to czy mógłbyś zanieś wszystkie torby do mojego pokoju?
-Tak kochanie zrobię to, chodź synku ze mną werzniesz swój prezent a mamie damy trochę chwili spokoju. I wyszli z pokoju.

Chwila spokoju pomyślała Rebeca ale nie wiedziała co się stanie później.

Julia25 - 2011-01-24 09:33:32

Nadszedł kolejny wieczór. Przyjęcie powitalne Rebecki udało się i każdy był szczęśliwy. Sandra cieszyła się ze szczęścia Rebecki, Martina i Lucasa, którzy już niedługo będą prawdziwą rodziną. Wszystko powoli wracało do normy. Od 2 dni OTTOX nie dawało o sobie znać. Może to dlatego, że następnego ranka po porwaniu Pauli Hector własnoręcznie zablokował wejście w kominku. Kobieta wiedziała, że nie jest to rozwiązanie wieczne, ale starała się cieszyć z każdej chwili spokoju. Zażywała regularnie leki, omdlenia i mdłości ustały. Mała też oko na Paulę, mała najczęściej spała w jej pokoju. Widać było, że tamte wydarzenia pozostawiły głęboki ślad. O Marcosa się nie umartwia, był dużym chłopcem i prędzej by stanął do walki z OTTOXem niż dał się pojmać.
Normalnie prowadziła zajęcia, chociaż co przerwę musiała biegać do kuchni po coś na ząb, miała różnorodne zachcianki.
Jeszcze nie powiedziała dzieciom o tym, że będą miały rodzeństwo. Prawdę mówiąc nie wiedziała jak to zrobić. W sumie to nikt oprócz Hectora i Lucii o tym nie wiedział.

-Hector, naprawdę nie musisz już ze mną zostawać. Czuję się dobrze, Paula też. Damy sobie redę. Czas byś się zajął sobą. -powiedziała Sandra do brata, gdy zmęczeni szli w stronę pokoi.
Mężczyzna tylko się uśmiechnął.
-Chwila nieuwagi może kosztować wiele. Chce mieć pewność, że nie zostawiam cię na pastwę losu.
-Na Boga, twój gabinet jest zaraz obok mojego. Gdybym zapukał przez ścianę, usłyszałbyś mnie.
-Pomyślimy nad tym. Dzisiaj chcę jeszcze z wami zostać. Paula pewnie już śpi, więc będziemy mogli zająć się papierkową robotą. A żeby jej nie przeszkadzać, możemy pójść do mojego gabinetu.

Sandra wiedziała, że nie ma co się spierać z bratem. Jak już coś postanowił, trzymał się tego do końca.
-Jak chcesz. Ale nie narzekaj później, że bolą cię plecy ;)
Rodzeństwo weszło do pokoju. Zdziwili się, że paliło się światło. Paula siedziała na łóżku i drapała się w rękę na której miała bliznę.
-Paula, kochanie. Dlaczego nie śpisz? Przecież jest bardzo późno...My z wujkiem musimy jeszcze popracować trochę. Co ci się stało, maleńka?
-Chciałam usnąć, ale nie mogłam. Swędzi mnie ręka. -powiedziała pokazując rozdrapane do krwi miejsce.
Hector szybko przyjrzał się ręce Pauli.
-Powinniśmy pójść do Lucii. -powiedział zerkając na siostrę. Dziękował Bogu, ze tym razem nie zrobiło jej się słabo. Leki działały.
-Kochanie. -Sandra zwróciła się do córeczki. -Pójdziemy do Lucii, da ci coś i rączka przestanie cię swędzić, dobrze?
Już miała wziąć Paulę na ręce, gdy podszedł Hector.
-Ja ją wezmę. -powiedział. -Ty musisz się... oszczędzać.

-Lucia, to my. Nie śpisz jeszcze? -zawiała Sandra pukając  do drzwi gabinety lekarskiego.
-Nie, proszę, wejdźcie. Coś się stało? -zapytała trochę przestraszona widząc rodzinkę prawie w komplecie.
-Paula. -powiedziała Sandra. -chyba dostała jakiejś reakcji alergicznej, czy coś takiego. Jak wychodziliśmy, wszystko było dobrze.
Hector wymienił z Lucią znaczące spojrzenie. Nie jest przypadkiem to, że Paula źle się poczuła dwa dni po swojej 'przygodzie'.
-Kochanie. -zwróciła się na Pauli. Usiądź sobie tutaj, zaraz obejrzymy twoją rączkę. -Lucia przyjrzała się jej uważnie. Mała rozdrapała sobie bliznę aż do kwi. Niepokojące były tez małe plamki, które zaczęły się pojawiać na skórze. Na pewno nie była to żadna ze znanych zakaźnych chorób. A więc to musiała być robota OTTOXu.
-Musimy ci pobrać troszkę krwi do zbadania. -powiedziała po chwili Lucia do małej.
Mała szybko przytuliła się do matki i pokręciła głową.
-Nie, bo będzie bolało!
-Kotku. -Lucia starała się ją uspokoić. Nic nie będzie bolało, mama może to potwierdzić.
-Tamci panowie tez tak mówili! -Krzyknęła przez łzy.
-Jacy panowie, Paula? -zainteresował się Hector.
-Tamci w laboratorium. I wtedy bardzo bolało.
Lucia spojrzała na Sandrę i Hectora. A więc wszystko było już jasne. Tym draniom była potrzebna krew Pauli. I na pewno nie był to jednorazowy incydent.
Paula. -Lucia przykucnęła przy małej. -JA obiecuję ci, ze nic nie poczujesz. Jest przy tobie mama i wujek, nie ma się czego bać.
Po długich namowach mała się w końcu zgodziła. Kiedy Sandra i Hector tulili przerażoną dziewczynkę, Lucia poszła do drugiego pomieszczenia zbadać krew. Wróciła po 10 minutach.
-Nie mam zbyt dobrych wieści. To jest jakiś rodzaj zakażenia. Ale spokojnie. -dodała widząc przerażone miny. -Podam małej lekarstwa i maść na swędzenie i do rana wszystko będzie w porządku. A przynajmniej powinno. -powiedziała sobie w myślach.

Z gabinetu wyszli dopiero po godzinie, bo Lucia chciała mieć pewność, ze leki działają prawidłowo. Gdy wysypka zaczęła powoli znikać, pozwoliła zabrać małą do pokoju. Było już po północy, korytarze oblewał blask księżyca a wszyscy dawno już spali. Hector położył śpiąca dziewczynkę do łózka i posmarował jej rączkę delikatnie maścią, po czym spojrzał na Sandrę, która wpatrywała się w okno. Nie wiedział o czym teraz myśli jego siostra, i chyba nie chciał.
-Sandra. -zaczął. -Idź do mojego pokoju i się prześpij. Przecież ty ledwo stoisz, ja zostanę przy Pauli i będę jej pilnował.
-Hector, przecież ty tez ledwo żyjesz.
-Ja jestem mężczyzną i jestem bardziej wytrzymały. -uśmiechnął się. -Poza tym ty powinnaś odpoczywać.
-Ale gdyby coś się stało, wołaj mnie od razu. -zaznaczyła wychodząc powoli z pokoju.

Od razu rzuciła się na łóżko. Nie zdążyła nawet pomyśleć o wydarzeniach dzisiejszego dnia, gdyż od razu zasnęła. Gdy otworzyła oczy, był już ranek. Najpierw zdziwiła się, zenie jest w swoim pokoju, ale zaraz potem wszystko sobie przypomniała. Szybko się ubrała i pobiegła do swojego pokoju. Jaka była jej ulga, gdy zobaczyła Paulę siedzącą na łóżku i jedzącą śniadanie, przygotowane jej przez wujka.
Cześć mamo. -powiedziała widząc wchodząca Sandrę.
-Cześć kochanie, jak się czujesz?
-Dobrze. Lekarstwa Lucii mi pomogły i już mnie rączka nie swędzi.
-Cieszę się. -powiedziała przytulając córeczkę. -Hector, dziękuję że z nią zostałeś. -powiedziała do brata.
-Mamo, mogę już pójść do mojego pokoju? Dawno nie widziałam Evelyn, i Lucasa. Chciałabym się z nimi pobawić.
Sandra spojrzała na Paulę.
-No nie wiem... a na pewno dobrze się czujesz?
Mała pokiwała głową.
-Odprowadzę ją. -powiedział Hector. -A ty się przygotuj na zajęcia. Zrobić ci jakieś śniadanie?
-Wiesz co? Zaraz zejdę na stołówkę. A konspekt na zajęcia mam już gotowy, wczoraj rano go dokończyłam.
-To może chodźmy razem? Odprowadzimy Paulę do pokoju i zejdziemy na śniadanko.

Po chwili cała trójka wyszła z pokoju. Mała z daleka zobaczyła swoich przyjaciół i pobiegła do nich radośnie się uśmiechając. Hector i Sandra zeszli na śniadanie. Skierowali się do stołu nauczycieli, gdzie siedziała już Amelia i Rebecka oraz Noiret.

BarthezzLodz - 2011-01-24 11:22:54

Ostatnie dni obfitowały w wiele wydarzeń. Hector z Martinem mieli dzisiaj lekcje dopiero po południu, zatem nic nie stało na przeszkodzie, aby mogli pobiegać razem po śniadaniu. Zaraz po śniadaniu poszli do swoich pokojów, aby przebrać się w dresy. Spotkali się przed wejściem do internatu jakieś dziesięć minut później.
Postanowili udać się nad lagunę, jak to mieli w zwyczaju. Otworzyli bramę prowadzącą do internatu i aż zamarli z przerażenia. Znajdowały się tam zwłoki, które całkiem niedawno musiały zacząć się rozkładać. Zapach gnijącego ciała potęgował wstręt i obrzydzenie Hectora i Martina. Wybałuszone oczy były oznaką tego, że ofiara zginęła najprawdopodobniej przez uduszenie. Brak śladów obcego naskórka pod paznokciami mówił z kolei, że ofiara nie broniła się. Zresztą nie miałaby pewnie siły. Nienaturalnie chuda, ubrana w koszulę szpitalną (podobną do tej, którą miała na sobie Paula) osoba była zapewne przetrzymywana i głodzona przez dłuższy czas.
- Co to może znaczyć? – zapytał Martin.
- Nie mam pojęcia. – odrzekł Hector.
W tym momencie w głowie mężczyzny zapaliła się lampa ostrzegawcza. To z pewnością ma być ostrzeżenie. Stąd nawiązanie do Pauli. Chcą, żebyśmy przestali węszyć.
Chwilę potem Martin dostrzegł białą kopertę znajdującą się nieopodal ciała. Wziął ją do ręki. Była lekko zabrudzona – mężczyzna dostrzegł ślady zaschniętego błota i skrzepniętej krwi. Niewiele myśląc otworzył ją szybkim ruchem i wyjął jej zawartość. Był tam krótka wiadomość.
„Przestańcie węszyć. Inaczej będziecie następni.”
Martin spojrzał pytająco na Hectora.
- Nie pytaj. OTTOX w dalszym ciągu nie daje nam spokoju. Wzięli się nawet za Paulę. Dwa dni temu odnaleźliśmy ją w podziemiach. Była ubrana identycznie jak ten tutaj. Miała ślad od igły. Coś musieli jej zrobić. Martin, ja się boję, że ten koszmar się nigdy nie skończył. Zaczął się jeszcze w naszym dzieciństwie, kiedy  byliśmy jeszcze w sierocińcu… Ciebie też to dotyczy, prawda?
- Tak. Gdy byłem w sierocińcu  na mnie też eksperymentowali. Dlatego tak zbliżyłem się do Sandry. Wiele nas łączyło. Nigdy ci o tym nie powiedziała?
- Nie. – odpowiedział Hector.
- Obiecała mi. To naprawdę wspaniała kobieta.
- W końcu to moja siostra. – zaśmiał się Hector, chociaż tak naprawdę nie było mu do śmiechu.
- Co zrobimy z tym ciałem? – zapytał Martin.
- Nie mam pojęcia. Zaczekaj tu. Ja pójdę po Lucię. Musi obejrzeć te zwłoki. Może powie nam coś ważnego.
- Dobrze. Tylko się pospiesz. Nie lubię takiego towarzystwa. – powiedział Martin.
Hector pobiegł do internatu. Wparował do gabinetu Lucii. Całe szczęście, że nikt go nie widział.
- Lucia… Znaleźliśmy przed bramą internatu zwłoki.
- Ty i Sandra?
- Nie. Byłem pobiegać z Martinem i… i znaleźliśmy ciało. Chcemy, żebyś to zobaczyła.

paulax5 - 2011-01-24 13:36:21

Barthezzlodz napisał:

Hector pobiegł do internatu. Wparował do gabinetu Lucii. Całe szczęście, że nikt go nie widział.
- Lucia… Znaleźliśmy przed bramą internatu zwłoki.
- Ty i Sandra?
- Nie. Byłem pobiegać z Martinem i… i znaleźliśmy ciało. Chcemy, żebyś to zobaczyła.

-Oczywiście już idę
Razem wyszli przed Internat gdzie leżała nie znajoma osoba

-ciekawe jak długo tu leży?
-niewiem jak wyszliśmy to już była, ktoś ją tutaj zabił?
-nie Hector, te zwłoki się już na tyle rozkładają, że z pewnością ta osoba nie żyje już kilka dni
-dni?
-tak, ciekawe tylko gdzie zgineła- zadał retoryczne pytanie
Lucia ja chyba wiem ta osoba ma taką samą piżamę co miała Paula jak ją wtedy znależliśmy i jeszcze ten list
-jaki list?
-„Przestańcie węszyć. Inaczej będziecie następni.”- to było na kartce w kopercie
Najlepiej będzie jak tez zwłoki zbada specjalista ja niestety się na tym nie znam zbyt dobrze i niemam tytaj odpowiedniego sprzętu, aby to zrobić, ale mam świetnego kolęgę, który na pewno się tym zajme tak aby nikt się o tym nie dowiedział. Teraz musimy zabrać je stąd zanim ktoś to zobaczy.
Mężczyźni przeniesli zwłoki kawałek dalej i razem poczekali aż przyjechał Patolog, który zabrał je ze sobą
-Lucia obiecuje, że zrobię to jak najszybciej i jak tylko będę coś wiedział to dam Ci znać
-dobrze, Gracias Antonio
Lucia wraz z Martinem i Hectoerm wrócili do Internatu  i postanowili nic nikomu nie mówić o tym co znaleźli przed bramą Internatu
***********

Lucia wchodząc so Internatu czuła się bardzo zmęczona- noc mineła jej bardzo wolno, w ogóle nie mogła spać ciągle myślała o Sandrze, Pauli i jeszcze teraz te zwłoki. Cała noc myślała jak może pomóc rodzeństwu Espi wkońcu doskonale ich rozumiała sama przeszła przez to samo, no może z wyjątkiem tych ciąż przez które przechodzi Sandra – dobrze, że to nie mi to zrobili, nie wyobrażam sobie znaleźć się w takiej sytuacji- pomyślała

Szła więc do swojego pokoju sprawdzić co z Thomasem, gdy nagle usłyszała:
-POMOCY!!! Niech ktoś nam pomoże!- z głosu Lucia rozpoznała Carol
Natychmiast poszła sprawdzić co się dzieje, aby udzielić pierwszej pomocy jeśli taka będzie konieczna :D. Gdy weszła do pokoju starszych dziewczyn zobaczyła leżącą na łóżku drżącą i majaczącą Julię orac siedzącą przy niej Victorie
-Lucia dobrze, że jesteś coś się dzieje z Julia- powiedziała Carol
Kobieta ppodeszła do dziewczyny i dotkneła jej czoła
-ona jest bardzo rozpalona, ma wysoką gorączkę
-Nie! Ja nigdzie nie idę! Zostawcie mnie! - krzyczała majacząca Julia
Nie będę nigdzie z Wami schodzić, proszę odejdźcie, por favor!
-od dawna tak mówi do siebie?- spytała zaniepokojona Lekarka
-Nie, w zasadzie to rano jak wstałyśmy to ona zaczeła, ale najpierw myślałyśmy  że mówi przez sen i nie reagowała na nic a teraz od niedawna zaczeła mieć jeszcze drgawki niewiedziałyśmy co się dzieje dletego wołałyśmy
-Bardzo dobrze, że zawołałyście koniecznie trzeba jej zbić gorączkę
-Proszę odejdźcie, ja nie chcę z Wami iść! - ciągle krzyczała Julia
Hector akurat przechodził korytarzem i słysząc te krzyki postanowił wejść do środka
-Co tu się dzie…- nie zdążył nawet dokończyć, gdy zobaczył leżącą na łóżku Julie a przy Niej Lucie
-Lucia? Co się stało?
-Niewiem, właśnie przechodziłam tądy i usłyszałam Carol wołającą pomocy i przyszłam zobaczyć o co chodzi
-Co jej jest? Czemu ma takie dreszcze?- spytał zmartwiony Hector pokazująć na Julie
-Ma bardzo wysoką gorączkę to chyba dlatego, muszę dać jej leki inaczej samo nie przejdzie, ale wszystko mam w swoim gabinecie, mógłbyś mi pomóc?
-jasne tylko ja się nie znam na lekarstwach
-nie nie o to mi chodzi, zostan tu z Nią, Vicky proszę weź ręcznik i idź go zmocz zimną wodą
-dobrze Lucia już idę
-jak wróci to weż od niej ręcznik i połóz go Julii na czoło ja zaraz wracam!
Hector pokiwal Lucii glową na znak ze zrozumiał  i wie co ma robić

Kobieta poszła więc do ganinetu po lekarstwa, zabrała kilka i wróciła spowrotem do pokoju dziewczyn. Gdy tylko doszła natychmiast zrobiła jej zastrzyk. Podczas tego dziewczyna ciągle krzyczała
-Proszę, ja nie chcę nigdzi iść, tam jest ciemno i zimno, to mnie przeraża proszę zostawcie mnie! Ja niewiem jak otworzyc kominek
Kiedy Hector z Lucia usłyszeli te słowa wymienili się spojrzeniami dokładnie wiedzieli o czym mowi Julia. Hectro odwrocil się do Carol i Vicky
-proszę Was dzewczyny wyjdzcie stad, Julia potrzebyje odpoczynku
Obie wyszły z pokoju, w którym zoastali już tylko Hector. Lekarka i biedna Julia. Po około 20 minutach Julia przestała mieć drgawki i spojrzała na stojących nad nia ludzi
-Co się stało?- spytała zdziwiona
-spokojnie Julia, wszystko będzie dobrze, miałaś gorączkę ale już naprawdę w porządku
-czy oni już poszli?- pytała
-kto?
-Ci chłopcy
-jacy chłopcy? Uczniowie?- pytali zdziwieni, nie bardzo wiedzieli o co chodzi i co odpowiedzieć na pytanie
-nie, znaczy oni tez mieli mundurki, ale takie zniszczone i brudne
-myśle ze to wszystko to tylko sen Julia- odrzekła Lucia
-Nie! Oni naprawde tu byli, przysiegam! Proszę uwierzcie mi!
-ale tutaj nikogo nie było tylko my i twoje przyjaciółki
-Nie to nie prawda! Oni tu byli, Chcieli zebym z nimi poszła i weszła przez kominek
-skad wiesz o kominku- spytal zdziwiony i lekko przestraszony Hector
-Oni, Oni mi powiedzieli, jestem pewna ze coś tam jest
Dorośli popatrzyli na siebie- wkońcu dokładnie wiedzieli co znajduje się wsrodku. Z nie dowierzaniem ale po mały zaczeli wierzyc Julii
-czy możesz nam coś powiedzieć o nich? Jakieś imiona? – spytał męźczyzna ponieważ był ciekaw czy ona mówi prawde i jeśli tak to może wie ona coś o OTTOXsie czego on jeszcze niewie
-Ja…Ja wiem tylko ze oni mówili coś o jakimś Samuelu Espi i jego siostrze
Hector słysząc to stał jak zamurowany i nie mógł się ruszyć. Przecież to było o nim i o Sandrze. Uwierzył  dziewczynie w to co mówi, że widzi duchy i domyślił się ze to pewnie jego przyjaciele za czasów Sierocińca chcą mu coś ważnego przekazać, ostrzec go przed czymś. Popatrzył na Lucie
-musze wiedziec wiecej, zapytajmy ja, może pomoże nam, może wie więcej
-Hector ona jest bardzo słaba, nie ma siły żeby rozmawiać, później z nia poroazmawiamy
W tarkcie tej ich rozmowy Julia zwrociła się do nich
-Chciali mnie zabrac do jakies Sali takiej podobnej do szpitalnej
Hectro już chcial zadac pytanie, kiedy przerwala mu Lucia
-Hector proszę, pozwól jej odpocząć
-nie mogę tego tak zostawić, coś tam musi być, trzeba tam zejść i to zaraz, nie mogę czekać
-Nie możesz isc tam sam to zbyt niebezpieczne, chetnie zejde z Toba ale musze zostac na razie przy Julii co prawda teraz po lekach powinno jej przejsc ale bezpieczniej będzie ja poobserwowac, później pójdziemy
-nie Lucia ja nie chcę czekać, idziesz ze mna?
-Dobrze to poprosze Vicky żeby cały czas z nia była, a jak coś by się działo to będę pod komórką
Lekarka porozmawiała z koleżanką Julii i poszła wraz z Hectorem do biblioteki. Nasisneli  przycisk i weszli do środka…

Szukali więc dlugo jakiś drzwi, do których mogli by wejść ale nic nie mogli znaleźć
-te podziemia są zbyt wielkie, wracajmy Hector
-Nie! Nie wrócę dopóki czegoś nie znajde
I nagle w tym momencie zobaczyli uchylone drzwi. Oczywiście weszli do środka. To był właśnie pokój którego szukali. Rozejrzeli się dokoła
-Lucia spójrz! To mundurek Pauli. Ona musiała tu być! Znalazłaś coś ciekawego?
-na razie tylko pare lekarstw, sprzęt do pobierania krwi i krew w probówkach
-krew?
-tak podejrzewam ze to Pauli, wezmę ją do zbadania może się czegoś dowiem
Nagle usłyszeli jakiś hałas i postanowili wrócić do szkoły…

BarthezzLodz - 2011-01-24 16:27:42

Hector po nieudanej wyprawie do podziemi wrócił do internatu zupełnie załamany. Ostatnie wydarzenia tak nim wstrząsnęły, że nie mógł się na niczym skupić. Postanowił o wszystkim opowiedzieć siostrze. Tak trudno było mu coś przed nią ukrywać. Zresztą ona sama się już czegoś domyślała. Spotkali się na korytarzu.
- Hector, mógłbyś mi powiedzieć gdzie byłeś przez cały dzień? – spojrzała na niego groźnym wzrokiem.
- No bo… yyy… ja byłem… mmm… biegałem z Martinem. – Hector szybko wymyślał jakąś wymówkę.
- Cały dzień? – zapytała, udając naiwną.
- No tak. Znaczy nie... – Hector wkopywał się coraz bardziej.
- Mhm… a przed internatem wylądowały ufoludki. Gdzie byłeś? – zapytała spokojnym aczkolwiek stanowczym głosem.
Hector wiedział, że nie może jej dalej okłamywać. Zresztą nie potrafił.
- Dobrze. Powiem ci prawdę. Znaleźliśmy przed internatem trupa.
- Boże… To straszne! Mam nadzieję, że to nikt ze szkoły.
- Wydaje mi się, że nie. Ale też był pewnie przetrzymywany, był bardzo chudy. Lucia wezwała patologa i w ciągu kilku dni będziemy wiedzieć wszystko o ofierze. To jeszcze nie koniec. – ciągnął dalej Hector. – Tam była kartka z groźbą: „Przestańcie węszyć. Inaczej będziecie następni.”
- I co my teraz zrobimy?
- Usiądź, proszę. Jest jeszcze coś ważnego. Ofiara była ubrana w strój podobny do tego, w który ubrana była Paula, kiedy ją znaleźliśmy. W tym wszystkim musi maczać palce OTTOX. Byłem też w pokoju u Julii, bo słyszałem jakieś krzyki. Jej ukazuje się jakiś duch. Wspominał o Samuelu Espi i jego siostrze.
Sandra aż otworzyła usta ze zdziwienia.
- Co zamierzasz z tym zrobić? – zapytała.
- Myślę, że moglibyśmy zorganizować seans spirytystyczny. Poszperałem już trochę w bibliotece na ten temat. Trzeba jeszcze porozmawiać z Julią. I Lucią. Myślę, że ona też powinna przy tym być.
- Ale to jest bardzo niebezpieczne…
- Wiem kochanie. Nie mamy innego wyjścia. Pójdziesz ze mną do Julii?
Sandra się zgodziła i udali się na górę. Zapukali do jej pokoju. Była sama. Hector zaczął nieśmiało.
- Jak się czujesz?
- Już lepiej. Ale cały czas myślę o tych duchach. To nie daje mi spokoju, Chciałabym mieć to wszystko za sobą.
- Słuchaj, Julia. Myślałam z Hectorem o przeprowadzeniu seansu spirytystycznego. Myślę, że po nim wszystkie duchy dałyby Ci spokój. Co o tym myślisz? – zapytała Sandra.
- Myślę, że nie mamy nic do stracenia. A mogę tylko zyskać: święty spokój. Zgadzam się. Kiedy chcecie go przeprowadzić?
- Najlepiej jak najszybciej. Spotkamy się o 23. U mnie w pokoju.. – odpowiedział Hector.

Do 23 mieli jeszcze niecałą godzinę. Hector poszedł do siebie odpowiednio przygotować pomieszczenie. Zasłonił wszystkie okna tak, żeby do środka nie wpadało żadne światło. Na środku pokoju ustawił duży drewniany stół. Okrągły. Na środku stołu znajdował się świecznik, w którym Hector umieścił trzy duże świece. Podpalił je.
Chwilę potem do pokoju Hectora przyszli Julia, Sandra i Lucia.
- Hector, ja naprawdę nie wiem czy to jest dobry pomysł. Julia nie czuje się jeszcze zbyt dobrze. – odezwała się Lucia.
- Lucia, nie ma żadnego problemu. Już mi lepiej. – odpowiedziała Julia.
- A więc zaczynamy.  – Hector przygotował także okrągłą planszę z literami alfabetu. To na wszelki wypadek, gdyby duch nie chciał przemówić. Mógł wtedy coś do nich napisać. Na planszy znajdowały się jeszcze odpowiedzi: TAK i NIE.
Na środku stołu leżał talerzyk z narysowaną strzałką, która miała wskazywać odpowiednie pola na planszy.
- Połóżcie na tym talerzyku swoje palce wskazujące. – odezwał się Hector. – W ten sposób utrzymamy kontakt z duchem.
Wszyscy bez zawahania wykonali polecenie Hectora. Talerzyk drgnął, a w pokoju zrobił się przeraźliwy przeciąg. Drzwi, których zapomnieli zamknąć, trzasnęły. Wszyscy podskoczyli do góry.
- On już tu jest. – odezwała się Julia. – Chce do nas coś powiedzieć.
Talerzyk zaczął się kręcić. Z przerażeniem zaobserwowali, że przy niektórych literach zatrzymuje się na moment. Odczytali:
J E S T E Ś C I E  W  N I E B E Z P I E C Z E Ń S T W I E.
- Julia, zapytaj go, jakie tajemnice kryje to miejsce. – poprosił Hector.
Jak na zawołanie talerzyk znów zaczął się kręcić. Odczytali krótkie, ale bardzo znaczące słowo:
- Ś M I E R Ć.
- Kto za tym wszystkim stoi? – zapytał mężczyzna.
- N I E M C Y.
- A co my mamy z tym wspólnego? – odezwała się milcząca od dłuższej chwili Sandra.
- R O D Z I N A.
- Ale kto? – zapytała z przerażeniem w oczach kobieta.
- O J C I E C.
Sandra nie wierzyła w to, co widzi.
- Kim jesteś? – zapytała.
W tym momencie odezwała się Julia. Jednak mówiła to nienaturalnie grubym głosem. To nie był jej głos.
- Nazywam się…
Wszyscy zamarli z przerażenia.

Julia25 - 2011-01-24 16:34:44

-Powiedz jak się nazywasz! -krzyknęła Sandra w napięciu.
-Hector de la Vega...
-Ale to niemożliwe... -szepnęła Lucia. Przecież Hector jest tutaj z nami. -Ale jego prawdziwe nazwisko to Samuel... -pomyślała po chwili.
-Hector?! -krzyknął nagle mężczyzna. -Powiedz nam jak zginęliście, powiedz kto za tym na prawdę stoi!
-Odpowiedź jest blisko, musisz tylko się rozejrzeć. To co niewidoczne dla oczu jest najważniejsze...
Sandra spojrzała przerażona na brata. Już nic na prawdę nie rozumiała. Duchem jest Hector? Ale jak to możliwe? Dlaczego jej brat przejął imię i nazwisko tego zmarłego chłopca?
-Hectorze!-krzyknęła Sandra. Dlaczego moja rodzina jest w niebezpieczeństwie? Co ma z tym wspólnego mój ojciec? Przecież on nie żyje...
-Ojciec nie zawsze znaczy najbliższe pokrewieństwo.
-Czy chodzi o mojego przybranego ojca? Tak? Co on zrobił? Czy to on cię zabił?
Julia krzyknęła przeraźliwie grubym głosem i po chwili zgięła się wpół.
-Szukajcie w podziemiach!
-Ale czego mamy szukać? -dopytywał się Hector.
-Rozum wam sam podpowie... -po tych słowach Julia zamilkła. Było już jasne, ze duch się więcej nie odezwie, ich współpraca się zakończyła. A jeszcze pozostało tyle pytań bez odpowiedzi, o tyle rzeczy chcieli zapytać. Lucia i Sandra wpatrywały się przerażone w Julię. Dziewczyna ciągle stała z zamkniętymi oczami i trzęsła się jakby z zimna. Obie bały się do niej podejść. Nikt nie był pewny, czy nie stanie się coś złego.

Hector przed seansem przeczytał w bibliotece kilka książek o duchach, więc postanowił zakończyć to spotkanie jak należy.
-Chodźcie do mnie. -powiedział do kobiet. -Musimy zakończyć spotkanie, tak było napisane w książce. Najpierw podziękujmy duchowi za przybycie.
-Dziękujemy duchu Hectora, ze do nas przybyłeś. -powiedziała zgodnie cała trójka.
Później Hector odmówił specjalną modlitwę i zapalił kadzidełko. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Kobiety stały obok Julii i obserwowały go w skupieniu. Stan dziewczyny nie zmienił się. Ciągle była blada i miała drgawki.
-Hector, nie powinniśmy spróbować jej obudzić? -zagadnęła cicho Lucia.
Hector spojrzał an Julię.
-Nie wiem, w książce nic nie pisało o budzeniu osoby, która kontaktuje się z duchem...Spróbujcie sobie wyobrazić, że duch wraca tam skąd przyszedł, może to pomoże.
-Tak, to jest bardzo proste. -powiedziała ironicznie Sandra. Była przerażona tym co usłyszała od ducha. I o co chodziło tak na prawdę z tym, ze jej brat przejął imię tego drugiego chłopca? W sumie nigdy się go nie zapytała, dlaczego teraz nazywa się Hector de la Vega. Była pewna, ze to imię nadali mu ludzie, którzy go adoptowali.
Lucia spojrzała na kobietę i pokiwała głową.
-Spokojnie. -powiedziała cicho. Ona też była przerażona tym co usłyszała, ale trzeba było tę sprawę zakończyć jak najbezpieczniej. Ona nigdy nie miała do czynienia z takimi przypadkami, więc cała nadzieja w Hectorze, ze wie co robi.

Gdy już załatwili wszystkie 'formalności' Hector podszedł do okna, by je otworzyć. W książce było napisane, by po skończonym seansie dobrze przewietrzyć pokój. Gdy tylko pociągnął za klamkę do pokoju wpadł potężny podmuch powietrza, zrzucił z biurka Hectora wszystkie kartki i uderzył w Julię. Ta upadła na ziemię i zaczęła się trząść jak w najgorszym ataku gorączki i krzyczeć bezgłośnie.

Sandra poczuła nagle przeraźliwy ból głowy, ból który miałby już trwać wiecznie. Złapała się za głowę i skrzywiła z bólu.
-Sandra, co ci jest? -krzyknęła przerażona Lucia. Hector bezskutecznie starał się zamknąć okno. Wiatr ciągle wiał, chociaż na zewnątrz świeciło słońce i było gorąco.
Sandra nie odpowiedziała, tylko zgięła się w pół z bólu. Poczuła mocne, niewidzialne uderzenie w brzuch. Nagle przed oczyma stanęło jej całe dzieciństwo, wszystkie szczęśliwe chwile i te najstraszniejsze. Chwile spędzone w domu z rodzicami i bratem i te w sierocińcu. Straciła przytomność i upadła z łoskotem na ziemię.
Nagle wszystko się uspokoiło. Hector spojrzał przerażony na Lucię.
-Co to było? -zapytał przerażony i podbiegł do Julii i Sandry leżących na podłodze.
Lucia podbiegła do Julii i sprawdziła jej puls. Był nienaturalnie niski.
-Hector, jak się czuje Sandra? -zapytała drżącym głosem?
-Budzi się...
Sandra powoli otworzyła oczy.
-Co... Co się stało? Gdzie ja jestem?
Hector objął ją szybko.
-Kochanie, już wszystko dobrze. Po prostu pojawiły się... małe kompilacje w naszym seansie.
Sandra spojrzała przerażona na Julię.
-A co z nią? -zapytała słabym głosem.
Lucia trzymała ją za rękę.
-Coś jest nie tak... Puls jej zanika... -Lucia zaczęła robić resuscytację krążeniowo-oddechową. -Co jest, dziewczyno, trzymaj się. -mruczała pod nosem.
Sandra chlipała cicho wtulona w ramię brata.

Oranjezicht - 2011-01-24 18:58:47

Lucas był strasznie szczęśliwy, że jego i taty plan dotyczący niespodzianki dla Rebeki wypalił i mimo, że nie przepadała ona za niespodziankami to wyglądała na naprawdę szczęśliwą. "W końcu będziemy tworzyć jedną szczęśliwą rodzinę od tak dawna o tym marzyłem! Mam nadzieję, że teraz ani tata ani mamusia już nigdy nigdy mnie nie opuszczą, ani, że już nigdy, a przynajmniej dopóki nie skończę szkoły nie będziemy musieli się nigdzie przeprowadzać! Ja nie chcę już więcej. I super strasznie się cieszę, że już niedługo za 2 miesiące będę miał rodzeństwo, na pewno będę się bardzo troszczył i opiekował jak na starszego brata przystało! Pełno ostatnio szczęśliwych wydarzeń, ani jak dotąd odkąd przyjechaliśmy z wakacji do Czarnej Laguny nie miałem ani jednego koszmaru...mam straszną nadzieję, że to nie jest cisza przed burzą!" - myślał Lucas zajadając czekoladowymi babeczkami i wypełniając kolorowankę

paulax5 - 2011-01-24 21:48:06

Julia25 napisał:

Sandra nie odpowiedziała, tylko zgięła się w pół z bólu. Poczuła mocne, niewidzialne uderzenie w brzuch. Nagle przed oczyma stanęło jej całe dzieciństwo, wszystkie szczęśliwe chwile i te najstraszniejsze. Chwile spędzone w domu z rodzicami i bratem i te w sierocińcu. Straciła przytomność i upadła z łoskotem na ziemię.
Nagle wszystko się uspokoiło. Hector spojrzał przerażony na Lucię.
-Co to było? -zapytał przerażony i podbiegł do Julii i Sandry leżących na podłodze.
Lucia podbiegła do Julii i sprawdziła jej puls. Był nienaturalnie niski.
-Hector, jak się czuje Sandra? -zapytała drżącym głosem?
-Budzi się...
Sandra powoli otworzyła oczy.
-Co... Co się stało? Gdzie ja jestem?
Hector objął ją szybko.
-Kochanie, już wszystko dobrze. Po prostu pojawiły się... małe kompilacje w naszym seansie.
Sandra spojrzała przerażona na Julię.
-A co z nią? -zapytała słabym głosem.
Lucia trzymała ją za rękę.
-Coś jest nie tak... Puls jej zanika... -Lucia zaczęła robić resuscytację krążeniowo-oddechową. -Co jest, dziewczyno, trzymaj się. -mruczała pod nosem.
Sandra chlipała cicho wtulona w ramię brata.

Hector pomóż mi! – krzyczała, niewiedząc za co się zabrać
-Julia? Lekarka próbowała sprawić by dziwczyna się obudziła jednak bezskutecznie
-Hector a tak prosiłam żeby zaczekać mówiłam ze ona nie da rady tego wytrzymać a ty oczywiście musiałeś swoje!
-Lucia ja po prostu musiałem się dowiedzieć o co chodzi
-Tak ale spójrz jakim kosztem!
-Hector szybko, dzwoń po karetke ja nie mam tu sprzętu by jej pomóc
Męźczycna położył delikatnie siostrę, która już prawie całkowicie odzyskała świadomość i sięgnął po telefon
-Dzięn dobry, Tu Hector de  la Vega z Internatu czarna Laguna, proszę przyślijcie tu natychmiast karetką mamy nie przytomną uczennicę
-czy dziewczyna oddycha?
-nie jest reanimowana, proszę pośpieszcie!
- już wysłałam, karetka w drodze powinna być za jakieś 20 minut
-20 minut? Przecież ta dziwczyna może nie mieć szans!
-sam Pan powiedział, że jest już reanimowana proszę się uspokoić na pewno wszystko będzie dobrze
Czekając na karetkę Lucia ciągle ją reanimowała, po dłuższym czasie dziewczyna zaczeła już samodzielnie oddychać lecz nadal była nie przytomna.


………………….PO 20 MINUTACH……………………….
Karetka dojechała do Internatu
-lekarz od razu rzucił się na pomoc Lucii, wzieli Julię na nosze, między czasie lekarz zamienił jeszcze kilka słów z lekarką
-Jak to się stało? Była Pani przy tym?
Po czym odwrócił się do Sandry bladej jak ściana- z tego wszystiego Lucia nie miał kiedy zająć się Nią
-tak po prostu mieliśmy tu bradzo stresującą sytuacje i nie wytrzymała tego, rano miała już problemy, gorączkę, dreszcze i majaczyła, z tym że nad poranną sytuacją udało mi się zapanować, nie zdążyłam jednak zrobić jakichkolwiek badań chciałam by dziewczyna troche odpoczeła no i niestety nie udało się
-proszę się o to nie martwić zajmiemy się ym w szpitalu, a i Tą Panią bym zabrał- powiedział lekarz kierując swoją wypowiedz na Sandrę
-nie, myślę, że sobie poradzimy, jeśli się nie uda, obiecuj, że ją jutro przywiozę i tak będę musiała przyjechać związku z Julią
-dobrze to już jak Pani uważa, dowidzenia
-dowidzenia
Lekarz wyszedł z pokoju i udał się na zewnątrz do kartki i chwilę późnie ta odjechała do szpitala.

Lucia po wykonywaniu reaminacji była strasznie padnięta jednak musiała zająć się jeszcze Sandra podeszła więc do Niej
-chodź proszę do mnie do gabinetu zmierzę Ci ciśnienie i zobaczymy co dalej
Sandra ledwo trzymała się na nogach, Hector pomógł jej wstać i razem z Lucią pomogli jej dość do gabinetu. Gdy już Lucia otwierala drzwi nagle na korytarz pojawił się mały tłumek wypytający co się stało i czemu karetka zabrała Julię
-Proszę Was nie teraz nie przy Sandrze
Oboje zostawili ignorując tłumek weszli do gabinetu
-idź braciszku, idź im wyjaśnić, Lucia się już mną zajmie
-ale Ja… ja chę zostać z Tobą
-Hector idź naprawdę poradzę sobie
Męźczyzna nie do końca przekonany wyszedł z gabinetu aby porozmawiać z innymi

……………….W GABINECIE……………………
-siadaj sobie wygodnie przyniosę aparat do mierzenia ciśnienia
Lucia oddaliła się tylko na chwilkę i odwróciła by wyjąc aparatk a gdy znów spojrzała na kobietę ta osuwałą się po fotelu
-nie no Sandra, proszę Cię wstawaj nie mam siły już reanimować!
Jednak tym razem szybko doszła do siebie. Lekarka zmierzyła jej ciśnienie, podała leki na jego obniżenie.
-bardzo mnie niepokoi ten ból brzucha, połóż się tam zrobię Ci  UZG żeby sprawdzić czy z dzieckiem wporządku
Sandra lekko przerażona o dziecko położyła się
-Na szczęście niewidze tu nic nie pokojącego, wygląda na to że z dzieckiem wszystko dobrze, choć z pewnością ten cały stres nie działa na nie najlepiej. Idź dziś wypocznij i nie myśl o tym a rano jeszcze do Ciebie wpadne sprawdzic jak się miewa moja ulubiona pacjentka :D
Jak będzie wszystko dobrze to dobrze a jak nie to Cię jutro trochę pomęczę badaniami i lekami bo na razie nie ma to najlepszego wpływu na dziecko
Lucia odprowadziła Sandrę do jej pokoju i zostawiła ja tą.

Od Sandy chciała jeszcz pójść zobaczyć sie z Rebecką od czasu jej powrotu nie miała dla przyjaciółki prawie w ogóle czasu, jednak zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami czuła ze zasypiana, a jeszcze przecież czekała na Nia synek- jej nie dam rady już dość ze nie spałam całą noc to później jeszcze te wszystkie okropne wydarzenia. Mam nadzieję, że kolejny dzień będzie bardziej spokojny, a samego rana odwieczą Rebeckę! ;)

Krisztian - 2011-01-25 00:09:09

Marcos z przyjaciółmi byli w szoku, po tym jak karetka zabrała Julię. Winę zrzucali kolejno na wiele osób.
- I po co wołałaś Lucię? - krzyczał Ivan. - Ogrzalibyśmy ją i obyłoby się bez tych wszystkich ceregieli lekarzyny.
- Oszalałeś! Było z nią bardzo źle. Musiałyśmy wezwać Lucię! Ona mogła umrzeć, Ivan. - odpowiedziała Carol.

Z uwagi na to, że nie było jeszcze strasznie późno Ivan wymsknął się z Internatu i udał się rowerem do szpitala.
Tam rozmawiał z Julią.
- ....ale jak to.....seans spirytystyczny? Czy ten Hector ma namieszane w głowie? - krzyczał zdenerwowany Ivan.
- Ivan, daj spokój. Chcieli dobrze.
- Może i chcieli, ale nie wyszło. Nie podaruję mu tego! O nie, tak tego nie zostawię! - krzyczał.
- Jak masz się wydzierać i każdego obwiniać to wyjdź! Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi na to, że nie było Cię przy mnie, gdy tego potrzebowałam. - krzyczała osłabiona Julia.
- Wiesz co....jesteś niesprawiedliwa. - odparł Ivan. Trzasnął drzwiami i wyszedł.

Po 40 minutach wrócił do Internatu. Na korytarzu spotkał Hectora. Rzucił się na niego i zaczął szarpać.
- Czy Ty nie myślisz, mierda? Wiesz, że mogła umrzeć przez te Twoje wywoływania duchów? - krzyczał Ivan.
- Ivan, uspokój się. Spokojnie. Ja nie chciałem żeby tak wyszło. Wszystko toczyło się dobrze, aż...
- Co "aż"?
- ...aż....seans został zakończony, a Julia upadła nieprzytomna na ziemię rzucona przez powiew wiatru.
- Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko przez wiatr? Ty hijo de puta! - krzyknął Ivan, po czym wymierzył cios w twarz Hectora.
Ten ocierając wargę z krwi odrzekł: - Wiem, że jesteś zdenerwowany. Zrozum, że dzięki temu seansowi wiele się dowiedzieliśmy. Dzięki kolejnym może uda nam się dowiedzieć więcej o Ottox'ie.
- Ty jesteś śmieszny. Nie zrozumiałeś chyba tego co powiedziałem. Nie zbliżaj się więcej do Julii! To, że chcesz dorwać Ottox to my wiemy, ale nie takim kosztem. Nie pozwolę Ci na to!
- Dobrze, skoro tego chcesz. - odpowiedział Hector.
- Tak, tego chcę! - zdenerwowany Ivan odszedł od niego. Kierował się w stronę pokoju.

W pokoju...
- Co tam u Julii? - zapytała Carol.
- Chyba z nią dobrze, bo ma siły na kłótnie. - odpowiedział Ivan.
- Kłóciliście się? - zapytał Marcos, po czym dodał: - Oczywiście, że tak. Nie przeżyłbyś bez robienia scen.
Ivan spojrzał na niego.
- Ale to nie to Ciebie gryzie, prawda? - zapytał Marcos.
- Nie. - odparł Ivan.
Ivan opowiedział przyjaciołom o seansie spirytystycznym, o tym czego się dzięki niemu dowiedzieli i o akcji z Hectorem.
- Uderzyłeś Hectora? - zapytała przerażona Vicky.
- Tak, i gdybym miał to zrobić ponownie, nie wahałbym się. - odpowiedział.
- Ty jesteś idiotą. - odpowiedziała mu Vicky.
- Dobra, nie kłóćcie się! Dobiega północ. Musimy odłożyć tą sprawę i po raz kolejny zaczaić się w kuchni.

Wszyscy zeszli do kuchni. Lecz na ich drodze stanęła Elsa.
- Czego tutaj szukacie? - zapytała.
- My, tylko zjeść chcieliśmy. - odparła zmieszana Carol.
- To bierzcie co chcecie, i zmykać stąd.
Marcos i Vicky wzięli kilka bułek i wyszli.
Postanowili, że tym razem ukryją się w bibliotece, koło kominka.
Niestety przez całą noc nic się nie działo, a rankiem znowu w kuchni "przeszło tornado".
- Mierda, tak być nie może. Musimy zejść do podziemi! - powiedział Marcos.
- Tak, zejdźmy tam w nocy, ale poczekajmy na Julię. Ona dzisiaj popołudniu wraca. - powiedziała Carol.
- Skąd Ty to wiesz? - zapytał Ivan.
- Jakby Cię interesowała Julia, też byś wiedział co się aktualnie z nią dzieje. - odpowiedziała.
- Spokojnie, tylko spokojnie. - zaczął Marcos. - Poczekajmy w spokoju na Julię, a jak wróci to przygotujemy się i zejdziemy do podziemi. Teraz jakby nigdy nic chodźmy na lekcje. - dodał.
Wszyscy zeszli do klasy.....

Villa - 2011-01-25 11:50:58

Rebeca z Martinem siedzieli w pokoju i rozmawiali na temat ślubu.

- Powinniśmy ustalić datę ślubu. W końcu niebawem nasza rodzinka  się powiększy ;) Z uśmiechem na twarzy powiedział Martin.
- Pomyślałam, że moglibyśmy pobrać się po narodzinach naszej córeczki. Wtedy rodzinka byłaby w komplecie.
- Hmm. Całkiem fajny pomysł. podoba mi się. W takim razie ślub odbędzie się po narodzinach naszej córeczki.
- Wiesz. Zaczęła Rebeca. Jak byłam mała zawsze marzyłam o pięknej, długiej i białej sukni ślubnej z czerwonymi dodatkami. A Paryż miałby być miejscem zaślubin.. Rozmarzyła się Rebeca..
Ach te dziecięce marzenia.
- Kochanie dlaczego tak mówisz. Pamiętaj, zawsze to powtarzam, Nigdy nie mów nigdy ;)
- Martin, kochanie czy ty zgłupiałeś do reszty :D
- Ależ oczywiście, że nie. Szaleję z miłości do Ciebie, a poza tym, Paryża tu nie mamy, ale suknia z czerwonymi dodatkami, to marzenie całkiem realne.
- Może masz rację.
- Ja zawsze ją mam :D mówiąc to Martin uśmiechnął się i pocałował Rebecę w czółko ;)

Rebeca postanowiła odpocząć, więc Martin zostawił ją w pokoju, a sam już zaczął obmyślać, kolejną niespodziankę dla Rebeci.

- Tym razem będzie jeszcze lepsza od poprzedniej, powiedział sam do siebie i udał się w kierunku pokoju Lucasa..

crisfan - 2011-01-25 13:18:53

Krisztian napisał:

Wszyscy zeszli do kuchni. Lecz na ich drodze stanęła Elsa.
- Czego tutaj szukacie? - zapytała.
- My, tylko zjeść chcieliśmy. - odparła zmieszana Carol.
- To bierzcie co chcecie, i zmykać stąd.
Marcos i Vicky wzięli kilka bułek i wyszli.
Postanowili, że tym razem ukryją się w bibliotece, koło kominka.
Niestety przez całą noc nic się nie działo, a rankiem znowu w kuchni "przeszło tornado".
- Mierda, tak być nie może. Musimy zejść do podziemi! - powiedział Marcos.
- Tak, zejdźmy tam w nocy, ale poczekajmy na Julię. Ona dzisiaj popołudniu wraca. - powiedziała Carol.
- Skąd Ty to wiesz? - zapytał Ivan.
- Jakby Cię interesowała Julia, też byś wiedział co się aktualnie z nią dzieje. - odpowiedziała.
- Spokojnie, tylko spokojnie. - zaczął Marcos. - Poczekajmy w spokoju na Julię, a jak wróci to przygotujemy się i zejdziemy do podziemi. Teraz jakby nigdy nic chodźmy na lekcje. - dodał.
Wszyscy zeszli do klasy.....

Marcos i jego przyjaciele nie wiedzieli, że Jack przypadkiem słyszał ich rozmowę o zejściu do podziemi.
-Miedra!-pomyślał-jakbym nie miał wystarczająco kłopotów. Nie mogę zostawić ich na pastwę tych drani. Dzieciaki chcą dobrze, ale nie mają pojęcia w co się pakują. Nie ma sensu o tym z nim rozmawiać, bo i tak mnie nie posłuchają. Będę miał ich na oku.
Noiret udał się do swojego gabinetu. Miał wiele pracy, ale jakoś nie umiał się na niej skupić. Myślami był gdzie indziej...Postanowił wybrać się do syna. Spotkania z nim zawsze mu dobrze robią.
Wyszedł z gabinetu, wsiadł do auta i pojechał do syna.

Thomas bardzo się ucieszył z wizyty ojca.
-Tęskniłem za Tobą, dlaczego mnie nie odwiedzałeś?
-Przepraszam synku, mam dużo pracy, postaram się teraz częściej Cię odwiedzać.
-Ale dzisiaj zostaniesz dłużej? Nudzi mi się samemu tutaj. Lucas czasem przychodzi i się razem bawimy, no i mama odwiedza mnie codziennie.
-Tak, zostanę parę godzin z Tobą i się pobawimy.
-Super! A potem przeczytasz mi bajkę, i nauczysz kilka słów po francusku, jak Lucas do mnie przyjdzie to mu się pochwalę, że już kilka umiem.
-Dobrze-uśmiechnął się Jack.
Nim się obejrzeli była już 14 i Jack musiał wracać do internatu. Pożegnał się z synem i ruszył w drogę powrotną. Do internatu nie było daleko. Nagle coś wyskoczyło mu przed maskę samochodu, Jack nie wiedział co to było...próbował zahamować i w tym momencie zorientował się, że jego hamulce nie działają...ktoś majstrował przy samochodzie...Noiret skręcił energicznie w lewo. Samochód był rozpędzony, Jack nie panował nad kierownicą....Wszystko działo się tak szybko...poczuł tylko mocne uderzenie...samochód uderzył w drzewo...Jack zemdlał od silnego uderzenia głową w kierownicę. W tym czasie z samochodu zaczęła wyciekać benzyna... Samochód stanął w płomieniach...Jack odzyskał na chwilę przytomność i ostatkiem sił udało mu się wydostać z samochodu...był przerażony o mało nie zginął...odszedł parę kroków dalej od samochodu, zadzwonił do policjanta, z którym współpracował i opowiedział mu o wypadku.
-Nic panu nie jest? Przysłać karetkę?
-Ze mną wszystko w porządku-skłamał Jack-wracam do internatu.
-Dobrze. Musi pan być ostrożniejszy. Najlepiej jak nie będzie pan opuszczał internatu.
-Co?! To niemożliwe. Byłem odwiedzić syna. Muszę się z nim widywać, gdyby nie on nie współpracowałbym z wam.
-Zgoda. Ale proszę na siebie uważać, grozi panu niebezpieczeństwo.

Jack był dość poważnie ranny choć nie chciał się do tego przyznać. Bolały go żebra, ręka. Miał rozcięte czoło. Wyglądał okropnie i tak też się czuł. Postanowił, że nie powie nikomu o tym co mu się przydarzyło. W tym momencie dostał smsa:
To było tylko ostrzeżenie. Pamiętaj, że Cię obserwujemy. Jeden niewłaściwy ruch i zginiesz.
-To oni nie wiedzą z kim zadarli. Nie poddam się tak łatwo. Nie daruje im tego.
Był już przy bramie internatu, nie chciał, żeby ktoś zobaczył go w takim stanie. Udał się prosto do gabinetu Lucii. Wszedł do środka. Lucii nie było.
-Może to i dobrze. Przynajmniej nie będę się musiał tłumaczyć skąd te obrażenia.
Postanowił sam opatrzyć sobie rany. Szukał wody utlenionej i gazików gdy do gabinetu weszli Marcos z Ivanem. Chcieli dowiedzieć się o której godzinie dokładnie wraca Julia.
-Co ty tutaj robisz hijo de puta? Czego szukasz w gabinecie Lucii?- zapytał wściekły Ivan
Noiret stał do nich tyłem więc nie widzieli, że jest poważnie ranny. Postanowił się nie odwracać. Stał przy szafce z lekami i nie wiedział co ma powiedzieć.
-Lucia prosiła mnie o przyniesienie kilku lekarstw i właśnie ich szukam-skłamał Jack
-Kłamiesz!-wrzasnął Ivan i szarpnął Jacka za ramię.
Jack aż zaskomlał z bólu. Odwrócił się. Ivan i Marcos zobaczyli jak mocno jest ranny, byli w szoku. Z czoła nadal sączyła się krew. Jackowi zakręciło się w głowie.
-Co się stało?-zawołał Marcos
-Koledzy cię tak załatwili?-zapytał ironicznie Ivan
-Nie wasza sprawa! Radzę nikomu nie mówić o tym co tu widzieliście!-odparł zdenerwowany Jack zabrał kilka tabletek przeciw bólowych i jakieś bandaże do opatrzenia ran i wyszedł z gabinetu. Marcos z Ivanem wymienili spojrzenia. Nie wiedzieli co spotkało Noireta, ale wiedzieli, że to poważna sprawa i muszą się temu przyjrzeć.

Jack był wściekły, że Marcos z Ivanem go widzieli. Wiedział, że prędzej czy później wieść się rozejdzie. Udał się do swojego pokoju. Na szczęście nikt poza nimi go nie widział. Wszedł do pokoju położył się na łóżku i nie miał siły na nic innego. Głowa bolała go coraz bardziej. Nagle do pokoju ktoś zapukał. Za nim Jack zdołał cokolwiek odpowiedzieć, do pokoju weszła Amelia. Zobaczyła Jacka podeszła do niego i zapytała:
-Co się stało? Jesteś poważnie ranny! Powinien zobaczyć Cię lekarz. Zawołam Lucię.
-Nic mi nie jest. Zabraniam Ci mówić o tym komukolwiek.-warknął Noiret
-Dobrze już. Pozwól chociaż, że opatrzę i zdezynfekuje Ci rany, sam nie dasz rady.
Jack nie miał wyjścia musiał się zgodzić. Amelia zajęła się Jackiem...z tego wszystkiego zapomniała nawet po co przyszła....

paulax5 - 2011-01-25 15:44:56

Tej nocy Lucia nie chciała już myśleć o tych wszystkich wydarzeniach, chciała wreszcie wypocząć i się wyspać, więc wieczorem wzięła tabletkę :D i spała całą noc. Jak się rano obudziła to zauważyła, zę tak jak zasneła to i tak się obudziła –ale dobrze mi się spało! Nareszcie się wyspałam!- pomyślała
Ogarneła się i poszła na chwilę do synka
-Jak się czujesz kochanie?
-dobrze mamo, kiedy Tata znów do mnie przyjdzie?
-Niewiem Thomas. Tata ma teraz dużo pracy i lekcji, na pewno nie długo do Ciebie przyjdzie
-a zapytasz się go? Mamo proszę!
-dobrze skarbie, jak spotkam Tatę to poproszę go, żeby do Ciebie przyszedł. Muszę iść tylko na chwilkę zajrzałam mam dużo pracy dziś wiesz.. ale zaraz przyjdzie do Ciebie pielęgniarka i się Tobą zajmie
-a nie możesz Ty? Proszę zostań dziś ze mną
-Thomas, ja naprawdę nie mogę, mam dużo pracy i pacjentów, zaraz ,uszę jechać do szpitala, dlatego będzie z Tobą pielęgniarka a jak coś byś chciał to zadzwoń do mnie dobrze?
-Nie, ja chcę żevyś została!
-Kochanie tłumaczyłam Ci, że dziś nie mogę ale jak będziesz grzeczny to jutro spędzę z Tobą więcej czasu. Trzymaj się malutki ;)
-pa Mamo!
Lucia ucałowałą synka w czoło wyszła ze swojego pokoju. Myśl o tym co musi dziś zrobić i ile ma pracy od razu ją zniechęcała. Pocieszeniem jedynie była rozmowa z przyjaciółką, do której miała przyjść, choć najpierw czekało na Nią inne zadanie- musiała pojechać do szpitala i odebrać Julię- przy okazji miała się również dowiedzieć czegoś o znalezionych przez Hectora i Martina zwłokach.


Wychodząc z Internatu najpierw zadzwoniła pielęgniarka, że Jack jest u chłopca i razem się świetnie bawią – ucieszła się z tej myśli bo dopiero chłopiec pytał się o Tatę później spotkała Ivana i resztę jego przyjaciół
-Lucia!-zawołał chłopak- Właśnie się do Ciebie wybierałem. Chciałem wiedzieć co z Julią i czy będzie jeszcze dziś w szkole?
-Ivan, powiem szczerze, że niewiem czy będzie dzisiaj- mam nadzieję, ale nierozmawiałam z lekarzem, który się nią zajmuje. Właśnie się wybieram do szpitala, mam kilka spraw do załatwienia i jeśli lekarz pozwoli to wrócę z Julia
-wczoraj jak u niej byłem to mówiła, że jutro wyjdzie
-Co? Kiedy u Niej byłeś?? Jak??
-Jak się dowiedziałem co się stało nie mogłem tego tak zostawić, musiałem się z Nią zobaczyć, więc wieczorem pojechałem na rowerze. Mogę jechać z Tobą?
-Tylko, że ja mam jeszcze parę innych rzeczy do zrobienia w szpitalu jak już mówiłam i niewiem ile mi to zajmię
-Lucia proszę
Trzeba się zapytać Hectroa, ja nie mogę o tym zdecydować
Ivan polecial do gabinetu Hectora za chwilę wybiegł wściekły. Za nim z gabinetu wyszedł także dyrektor
-Lucia?
-Tak?
-to prawda, jedziesz do szpitala?
-Tak muszę sprawdzić co z Julia, mam nadzieję, że zabiorę ją z powrotem 
-a co z ciałem-szepnął mężczyzna- wiesz już coś?
-nie, jeszcze nie, ale zamierzam spotkać się z patologiem więc powinnam później już coś wiedzieć
-proszę zadzwoń gdy się czegoś dowiesz!
-Hector obiecuję, że dowiesz się pierwszy
Lekarka wsiadła do samochcodu i pojechali do szpitala…


W recepcji przywitała soe ze znajomymi, spytała o lekarza prowadzącego Julię i poszła z Nim porozmawiać
-Dzień dobry, Lucia- jestem lekarzem z Interantu Czarna Laguna. To ja ją wczoraj reanimowałam i chciałam się spytać o jej stan
-Tak, tak poznaję Panią, no uratowała jej Pani życie wczoraj, gdyby nie było tam Pani dziwczyna z całą pewnością już by nie żyła. Gdy ją przywieźliśmy napoczątku jej stan był naprawdę poważny, na szczęście udało się wszystko unormować. Myślę, że może ją Pani dziś zabrać, jednakże ona musi jeszcze parę dni odpocząć, poleżeć w łóżku, zapiszę też Pani jakie lekarstwa musi brać i będzie dobrze. Mam nadzieję, że się nia Pani zajmie i przypilnuje tego
-tak, oczywiście, zajmę się nią. Teraz muszę pójść załatwić tutaj kilka spraw, jak będę wychodzić ze szpitala to ją zabiorę
-dobrze spokojnie nie ma problemu. Proszę do mnie przyjść to dam listę tych leków
-dobrze przyjdę później
Po rozmowie z lekarzem Julii Lekarka zjechała windą do prosektorium.


-O Lucia! Cieszę się, że Cię widzę mam już wstępne ustalenia z sekcji zwłok
-Cześć Antonio! Wstępne?
-tak niestety narazie nie udało mi się wszystkiego ustalić. Więc ta kobieta została uduszona jak już za pewnę się domyśliłaś jednak nie było to w sposób „naturalny” sciskając jej szyję
-nie?? To jak??
-ktoś jej wstrzyknął sporą dawkę leków przypuszczam, że ta osoba dobrze wiedziała co robi. Kobieta natychmiast zaczeła się dusić i zmarła. Ona nie żyje już dokładnie 8 dni, aleczęść tego czasu musiała spędzić w chłodni, gdyż jej ciało jest w zbyt dobrym stanie jak na ponad tydzień
-Gracias Antonio!
-Lucia!
-Tak?
-jest coś jeszcze…
Ta kobieta…
Ona była w ciąży…
-ciąży??
-tak, w 2 miesiącu, ale to jeszcze nie wszystko…
To dziecko, ono nie było poczęte w sposób naturalny…
Lucia słysząc to pomyślała o Sandrze ona przecież też jest w 2 miesiącu i teźż „ONI” ją zapłodnili…
-jeszcze jedno….-zaczął mężczyzna- to bardzo dziwne, niewiem dlaczego to ktoś zrobił ale dziecko ma/miało identyczne DNA co matka
W tym momencie Lucia już nie wytrzymała i zemdlała…
-Lucia słyszysz mnie?- pochylił się nad nią lekarz
-Tak Antonio, przepraszam, już po prostu sobie nie daję z tym rady
-z czym? Ja wiem, że to bardzo dziwne i niewiem dlaczego ta kobieta była pod Internatem, ale chyba nie musisz się tym aż tak przejmować…
Wstając z podłogi Lucia zwróciła się do kolegi i już chciała mupowiedzieć czym tak bardzo się przejmuje i co rzeczywiście dzieje się w Internacie- a w zasadzie pod nim - ale wolała nie ujawniać tego co wie
-Już mi lepiej naprawdę, Dziękuję- mówiła do lekarza, który podawał jej szklankę wody
-może powinnaś zrobić badania jak już tu jesteś
-Nie, wszystko dobrze, to tylko emocje i stres
-mimo wszystko uważam, że powinnaś to sprawdzić
-A udało Ci się ustalić jej imię i nazwisko?
-Nie bardzo mi przykro próbowałem, nawet sprawdzałem ten tatuaż, myślałem, że może to jakiś trop, ale niestety nic nie znalazłem
-jaki tatuaż
-sprawdziłem to w internecie i to jest znak bliźniąt, ofiara miała to wytatuowane z boku na dole brzucha
Słysząc to Lucia czuła, że znów odpływa jednak tym razem jej kolega zareagowała bardzo szybko i nie pozwolił jej zemdleć
Przecież ten tatuaż to taki sam jak ma ona i Sandra, więc ta kobieta to jedna z sierot, która była w sierocińcu wraz z nimi- myślała Lucia-. To było zbyt duzo jak na nią. Wbrew jej woli lekarz pobrał jej krew bardzo zmartwił się stanem koleżanki postanowił więc to sprawdzić. Naszczeście dla Lucii nic nie wyszło w badaniu
-widzisz mówiłam, że to tylko stres!
-powinnaś zrobić dokładniejsze badania
-proszę Cię Antonio, nie mów mi co mam robić
Kobieta lekko zdenerwowana otworzyła drzwi i już miała wychodzić
-Aha Lucia byłbym zapomniał znalzłem jeszcze białą kopertę przy niej ale nie zaglądałem związku z tym, że mówiłaś, że to bardzo dyskrtna sprawa choć nie ukrywam że chciałbym wiedzieć co jest w środku
Kobieta wzięła koperte i otworzyła ją, we wnątrz była kartka z wiadomością- tak kończą osoby, które dowiedzą się zbyt dużo… To było koniec wiadomości jednak dla Lucii była to wystarczająca wiadomość
-kolejny list przy jednej osobie?- zastanawiała się- czemu nie napisali tego w jednej kopercie?
-Lucia? Wyglądasz na zmartwioną, co jest w środku?
-uwierz mi naprawdę nie mogę Ci powiedzieć, to nie bezpieczne!
-nie chcesz to nie mów, rozumiem
-nie gniewaj się ale to naprawdę aby Cię chronić. Dziękuję Ci za wszytsko, jak byś jeszcze się czegoś dowiedział to proszę zadzwoń do mnie
-obiecuję że zadzwonię, a Ty dbaj o siebie!
-dobrze, jeszcze raz Gracias Antonio!

Kobieta wyszła z prosektorium i poszła do laboratorium sprawdzić czy są już wyniki krwi Pauli i krew znalezioną w podziemiaach, które dała do zbadania specjalistycznym sprzętem
-Dzięn dobry ja po te wyniki krwi
-a tek już szukam… więc są tutaj
Laborantka podała wyniki lekarce, która siadła nie daleko na krześle i zaczeła czyatać…
-To… to… dlaczego? Po co  OTTOX to zrobił?- zastanawiała się i pomyślała, że jak wróci będzie musiała porozmawiać o tym z rodzeństwem Espi.

Po drodze spotkała jeszcze jednego znajomego kolegę- psychologa
-Witam Lucio! Co Cię do nas sprowadza?
-a Witaj! Uczenica z internatu została tutaj wczoraj przywieziona i przyjechałam po Nią, w sumie to miło Cię widzieć, Miałabym do Ciebie prośbę
-slucham Cie
-Mam w Internacie przyjaciółką, która ostatnio dużo przeszła i mówią szczerze nie bardzo sobie z tym radzić związku z tym czy nie zechciałbyś wpaść do Niej i porozmawiać z nią może po tym poczuję się troszkę lepiej
-w zasadzie to mógłbym przyjechać, odwiędzę Cie przy okazji i też sobie poroz,awiamy
Bardzo Ci dziękuję, muszę iść bo czekają już na mnie, papa
-do zobaczenia Lucia
Przy wyjściu ze szpitala czekali już na nia lekarz z karteczką z lekami i Julia

Wsiadły do samochodu i wróciły do Internatu
Przed Internatem czekał Ivan. Lucia zwróciła się do Niego
-Ivan proszę Cie zaprowadź Julię do łóżka i pilnuj, by odpoczywała za jakiś czas przyjdę do Ciebie sprawdzić jak się czujesz i podać Ci lekarstwa Julia
-Lucia
-tak?
-Mój ojciec...coś mu się stało
-co mu się stało?
-niewiem ale nie wyglądał najlepiej, był cały zakrwawiony...
-dobrze Ivan zaraz do Niego pójdę

Lucia przygnębiona wszystkim co się dowiedziała pomyślała, że może ploteczki z przyjaciółką pomogą jej na chwilę zapomnieć o tym wszystkim i cieszyć się ze szczęścia Rebecki. Już miała iść do Niej kiedy przypomniała sobie co powiedział Ivan. Poszła więc do Nioireta sprawdzić co się dzieje. Kiedy weszła do Niego zobaczyła mnóstwo krwi i zwijającego się z bólu Noireta oraz Amelię siedzącą obok Niego. Kobieta natychmiast podbiegła
-Amelia, co się dzieje?
-niewiem Lucia ale Ciebie nie było więc chciałam chociaż opatrzeć jego rany
-dobrze, Dziekuję zaraz zerknę na Niego
Kobieta wyjeła z torby stetoskop i zaczeła badać Jacka. Męźczyzna ledwo oddychał było jasne, że ma poważny uraz klatki piersiowej, miał też mnóstwo ran na głowie, które opatrzyła już Amelia, jednak 2 z nich wymagały z szycia. Lekarka wyjęła narzędzia
-Jack? Muszę Ci zszyć rany, będzie chwilę bolało ale później będzie lepiej
Jużm miała zacząć z szywać kiedy Noiret zaczął coraz bardziej się dusić, aby zapobiec uduszeniu Lucia podała mu lekarstwa ułatwiające mu tę czynność i tlen. Później zszyła rany.
-I jak?- pytała Amelia
-będzie dobrze jak nie to będzie trzeba zadzwonić po karetkę ale musimy myśleć optymistycznie ;) Podłączę mu jeszcze kroplówkę i nie długo wpadnę tu zobaczyć co z nim, tylko niech on pod zadnym pozorem nie wstaje, mam nadzieję ze nie ma zlamanych zeber!
Po tych słowach zostawiła ich w pokoju i wreszcie poszła na chwilę do Rebecki bo obiecała jej to wczoraj i zresztą sama tego potrzebowała, a rozmowę z Hectorem chciała odłożyć na później teraz nie miała już siły o tym opowiadać.
-Cześć Rebecko! :*
-Witaj Lucia :*
Razem zaczeły swoje ploteczki ….

daglas89 - 2011-01-25 19:19:16

Rebeca została sama po tym jak Martin gdzieś poszedł. Chciała odpocząć chwilę sama ale zaczęło się jej nudzić więc sięgnęła po książkę i zaczęła ją czytać ale po pewnym momencie zaczęły jej się oczy same zamykać wiec stwierdziła ze nie ma sensu nadal czytać książkę tylko trochę się zdrzemnąć. Odłożyła książkę na stolik i ułożyła się do snu.

----Po jakimś czasie ------
Rebeca obudziła się i stwierdziła że Lukas koło niej śpi. Widocznie maluch przyszedł do niej i musiał czekać aż się obudzę i chyba zasnął biedula. Rebeca nachyliła się nad małym i pocałowała go w policzek i ostrożnie zeszła z łózka i udała się do łazienki za potrzebą. Gdy wrócił stwierdziła że Lukas już nie śpi.

-Cześć mamusiu.
-Cześć skarbie :) jak się spało ?
-Dobrze, czekałem aż się obudzisz i zasnąłem z tego wszystkiego.
-Domyśliłam się tego skarbie. Jak ci się podobał prezent ?
-SUPER!  Dziękuje za niego :*
-Nie ma za co skarbie. Cieszę się że ci się spodobał, tylko nie zepsuj tego auta tak szybko.
-Obiecuje że będę o niego dbał.
-To dobrze, a tak w ogóle co cie sprowadza do mnie ?
-Chciałem trochę z tobą pobyć sam, nie masz czasu ostatnio dla mnie.
-Możliwe kochanie, wiesz że dużo się rzeczy ostatnio dzieje. Ale dla ciebie zawsze znajdę. Teraz mam wiec spędzę go z tobą dobrze.
-Super, co będziemy robić?
-To co chcesz skarbie.
-A przeczytasz mi bajkę?
-Oczywiście że tak, to przynieść książkę a ja ci ją poczytam.

Lukas wyleciał z pokoju jak burza. Rebeca zaczęła się śmiać kochany urwis jak zawsze wszystko w pędzie robi.  Lukas wrócił po pięciu minutach z różnymi książkami i nie wiedział która chciał żeby Rebeca mu przeczytała więc stwierdził że wszystkie. Usiedli wygodnie na łóżku i kobieta zaczęła mu czytać  każda książkę po kolei. Urwis słuchał z zapartym tchem aż do momentu gdy nie zmorzył go sen.
Chwile po tym Rebeca usłyszała pukanie do drzwi. Proszę:

„-Cześć Rebecko!  :*
-Witaj Lucia" :*
-Przyszłam do ciebie trochę poplotkować.
-To chodźmy  do mnie niech Lukas się trochę prześpi.
Kobiety wyszły  i udały się się do pokoju Rebeci.
-No to o czym chciałaś ze Mną porozmawiać?
-Tak ogólnie pogadać. Jak się czujesz ?
-Dobrze. Dziękuje.
-Ale ci zazdroszczę takiego maluszka.
-Nie mam czego sama też możesz mieć drugie. 
-No mogę tylko nie ma partnera.
-a Jack? Słyszałam że ostatnio się zmienił, we Francji też to zauważyłam.
-Nie mogę się z nim dogadać. Ale dobrze że pomaga mi przy Thomasie.
-No widzisz . I dobrze że pomaga. Stało się coś, nie wyglądasz za dobrze…
-Nie, w porządku mam ostatnio mnóstwo pracy. Czuję że tu przydał by się jeszcze jakiś lekarz bo ja ostatnio nie daje rady. Jestem ciągle zmęczona i jeszcze Thomas też chce żeby spędzała z nim więcej czasu bo czuje się samotny a ja nie mam kiedy do niego zajrzeć.
-Powinnaś porozmawiać z Hectorem żeby kogoś jeszcze zatrudnił bo inaczej się wykończysz.
-Porozmawiać ale nie teraz.  Jak przygotowania do ślubu ?
-Ustaliliśmy że ślub odbędzie się dopiero jak mała się urodzi. Nie chce się z tym spieszyć chce żeby rodzina była w komplecie.
-W sumie masz racje. Też chciała bym żeby wszystko odbyło na spokojnie a nie w pośpiechu.
-No właśnie. Marzy mi się długa biała suknia z czerwonymi dodatkami. A  właśnie wybrała byś się ze mną któregoś dnia na zakupy?  Przydało by się dokupić wyprawkę dla małej i jeszcze kilka rzeczy resztę przywiozłam ostatnio z sobą.
-Właśnie widziałam jak Martin wszystko nosił do twojego pokoju.
-Hehehe od czego są mężczyźni? Chwalą się swoimi mieś nami wiec mogą ich użyć do noszenia bagaży :P
-No masz racje. Wybraliście już imię dla małej ?
-Po części tak Martin chce Oliwie, mi się podoba Ana  a Lukas kiedyś wspominał że podoba mu się Victoria. Wiec postanowiłam połączyć to wszystko razem i będzie Oliwia Victoria Ana.
-Ładne imię.
-Też tak sądzę. A co u ciebie, cały czas mówimy o mnie a nic o tobie.
-No wiesz zapracowana jestem i nie mam na nic czasu.
-Oj biedactwo. Musisz koniecznie porozmawiać na ten temat z Hectorem.
-Porozmawiam, a teraz uciekam. Idę na chwile do synka.
-To do usłyszenia. Jak Lukas się obudzi to wyśle go do Thomasa żeby się nie nudził.
-O to świetny pomysł. Dziękuje  Rebeco :*
-Nmzc ;) Trzymaj się, Pa :*
-Pa ,pa

I kobieta wyszła z pokoju i udała się w swoją stronę. Rebeca wyszła za nią chwile później i wpadła na Hectora.

-Cześć Hectorze :D
-Cześć Rebeco  ;)
-Mam do ciebie sprawę.
-Mów o co chodzi.
-Czy mógł byś kogoś jeszcze zatrudnić  do gabinetu lekarskiego ? Lucia ostatnio chodzi  strasznie zmęczona, tak nie można! Nie długo to ona będzie potrzebować pomocy którą nam udziela.
-Wiesz w sumie masz rację. Musze o tym pomyśleć.
-To pomyśl szybciej. Bo inaczej będziesz miał ze mną do czynienia.
-Hehehe już się boję :P
-A się bój. To że jestem teraz w ciąży nie oznacza że nic ci nie mogę zrobić :P
-Dobrze postaram się kogoś znaleźć żeby pomógł Luci. Dziękuje ze mi o tym powiedziałaś.
-Musiałam bo boje się o przyjaciółkę. :) Dziękuje Hector :D
-To ja cie dziękuje. Muszę lecieć mam sprawę do Sandry.
-To leć, pozdrów siostrę o de mnie. I powiedz że kiedyś do niej wpadnę na pogaduchy. Pa
-Ok. Powiem, Pa.


Rebeca  poszła zobaczyć czy Lukas się już obudził ale zastała tylko tam Martina.
-Gdzie byłaś ?

Julia25 - 2011-01-25 20:52:54

Po skończonych zajęciach Hector postanowił wyjść na krótki spacer. Starał się nie myśleć o wydarzeniach z poprzednich dni, ale to było zbyt trudne. Winił siebie o to, co przydarzyło się Julii. I do tego ten nagły atak Ivana. Nie dziwił mu się, sam by stanął w obronie bliskiej osoby. Co w sumie robił cały czas...
Ciągle nie dawało mu spokoju to, czego się dowiedział. Co wspólnego ma ojciec Sandry z tymi wszystkimi wydarzeniami? Czy on tez należy do OTTOXu? Czy to dlatego komuś zależało, by kilkadziesiąt lat temu rozdzielić rodzeństwo Espi?

W zamyśleniu wyszedł na dziedziniec. Zamierzał wpaść i sprawdzić jak się czuje jego siostra, ale w tym czasie miała zajęcia. Nie chciał jej przeszkadzać. Usiadł na ławeczce. Nagle pod Internat zajechała czarna Toyota. Wysiadł z niej młody mężczyzna i skierował się w stronę Hectora.
-Dzień dobry. -powiedział. -Czy ja dobrze trafiłem? Internat Czarna Laguna?
-Tak, cały w swojej okazałości. -odpowiedział Hector zastanawiając się kim może być ten mężczyzna..
-Nazywam się Manuel de Guirrano, jestem znajomym Lucii. Dzisiaj ze mną rozmawiała, prosiła bym przyjechał do jej przyjaciółki... Jestem psychologiem,a  ona podobno ma jakieś problemy...
-Zapewne chodzi o moją siostrę. -powiedział Hector. -Nazywam się Hector de la Vega i jestem dyrektorem tego oto pięknego miejsca. Sandra ma w tej chwili zajęcia, ale niedługo powinna skończyć. -dodał patrząc na zegarek.
-Lucia mówiła, ze nie jest dobrze z pana siostrą, to prawda?
Hector spojrzał na niego i się zamyślił.
-Wie pan... dużo przeszliśmy. Za dużo jak na nasz wiek. Sandra wydaje się być odporna, ale nie wewnętrznie. Znam ją. Zresztą sam pan zobaczy. Chodźmy do szkoły, lekcja zaraz powinna się skończyć.

Gdy weszli do szkoły, Sandra właśnie wychodziła z sali.
-Cześć siostro. -przywitał ją Hector. -Możesz podejść do nas na chwilkę?
Kobieta podeszłą do brata, zastanawiając się kim jest ten sympatycznie wyglądający mężczyzna.
-Sandra, to jest  Manuel de Guirrano, psycholog i znajomy Lucii. Chciałby z tobą porozmawiać.
Na temat różnych wydarzeń...
-Dzień dobry. -powiedziała kobieta uśmiechając się blado. Czemu nie, i tak nie mam nic do stracenia. To co, zapraszam do mojego gabinetu.
-Zostawić was? -zapytał Hector?
-Czułabym się raźniej, gdybyś był ze mną. -powiedziała Sandra do brata.
-W takim razie chodźmy.

Cała trójka poszła na górę do pokoju Sandry. Gdy już wszyscy usiedli wygodnie odezwał się Hector.
-Wie pan, zależy nam na całkowitej dyskrecji, o czym pewnie wspominała Lucia. Byłbym spokojny wiedząc, ze ta rozmowa nie wyjdzie nigdy poza mury Internatu.
-Mogą być państwo o to spokojni. -powiedział Manuel. -Wszystko zostanie między nami. Dyskrecja to podstawa relacji pacjent-psycholog. -Więc... -zamyślił się lekarz. -Może najpierw opowie mi pani coś o sobie, o dzieciństwie, obecnym życiu. Będzie mi łatwiej zdecydować od jakiego momentu zacząć nasze spotkanie. I jeśli teraz nie czuje się pani na siłach, by o czymś mówić, możemy wrócić do tego w późniejszym czasie.
Sandra spojrzała na brata. Nie była pewna, czy chce przechodzić ten cały koszmar raz jeszcze. Ale jeśli to miałoby jej pomóc, Hector pokiwał głową. Domyślał się jakie wydarzenia mogą skrywać się w umyśle Sandry, wiedział że wracanie do tego może być dla niej ciężkie ale za wszelką cenę chciał jej pomóc. Dlatego zgodził się na rozmowę z psychologiem.
-Dobrze, jest pani gotowa? -zapytał.
-Myślę, że tak....
-Więc, może na początek opowie mi pani coś pani o swoim dzieciństwie.
Sandra spojrzała smutno.
-Wie pan, niewiele pamiętam z tamtego czasu. Prawdę mówiąc wszystkiego dowiedziałam się od zupełnie obcych ludzi. Że byłam adoptowana, że kiedyś się nazywałam inaczej, nawet że... Że mam brata... W jednej chwili mój uporządkowany świat runął, moi rodzice nie byli moimi rodzicami i ukrywali przede mną prawdę. A najgorsze jest to, że po ludziach, którzy powiedzieli mi coś o moim życiu słuch zaginął...
-Czyli nie pamięta pani nic z czasów sierocińca ani przed nim?
Kobieta pokręciła głową.
-Nie. Moje najwcześniejsze wypomnienia to chyba jak miałam z 10 lat? Pamiętam, że rodzice często zabierali mnie do szpitala, zawsze tego samego. Musiałam często chorować...
Manuel zamyślił się.
-Dobrze... Tym zajmiemy się później, gdyż mam pewną teorię. Dzisiaj porozmawiajmy może o tym, co się wydarzyło ostatnio.
Sandra spuściła wzrok. Niełatwo było jej opowiadać o tym, cos ię wydarzyło w ostatnich dniach, miesiącach. Porwanie, przetrzymywanie, sztuczne zapłodnienie. Przecież to wszystko brzmi jak jakaś scena z horroru, jak coś nieprawdopodobnego.
Hector objął ją ramieniem.
-Jeśli nie jesteś gotowa, możemy odłożyć tę rozmowę na kiedy indziej. Wie pan. -zwrócił się do mężczyzny. -Wiele przeszliśmy. Byliśmy razem więzieni przez pewnych oprawców. Cudem udało nam się uciec. Zaczęliśmy normalne życie, zostawiając przeszłość za nami. Przeprowadziliśmy się tutaj w nadziei na spokojne życie. I nagle cały koszmar powrócił, ci ludzie ans odnaleźli, tyranizują ans i nasze otoczenie. Nie jest łatwo o tym mówić...
-Rozumiem. Ja jestem po to, by wam, a pani w szczególności, pomóc. Rolą psychologa jest wysłuchanie pacjenta, pomoc w pokonaniu lęków i stawieniu czoła temu, o czym chce się zapomnieć. Po kilku minutach obserwacji mogę stwierdzić, że chce pani odciąć się od przeszłości, która panią przeraża, lub o której nie ma pani dość jasnego pojęcia. Jednak nie jest to możliwe, przynajmniej w pani przypadku, bez dokładnej analizy najwcześniejszych wydarzeń.
-Co pan proponuje? -zapytała kobieta.
-Myślę, ze najlepszym wyjściem byłoby przeprowadzenie hipnozy. Jest to metoda nieinwazyjna, bez żadnych powikłań. Jeśli są, a ręczę że są, jakieś wydarzenia, o których pani nie pamięta w obecnym stanie, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że w transie pani sobie o tym przypomni. Myślę, ze to może być bardzo pomocne.
-Na pewno jest to bezpieczne? Znaczy Sandra po przebudzeniu nie będzie niczego pamiętała, prawda? Zapytał poddenerwowany Hector.
-Wie pan, zdarzają się przypadki, kiedy wydarzenia przywołane w transie zostają mimowolnie zapisane w pamięci danej osoby, ale są to naprawdę sporadyczne przypadki.
Sandra spojrzała na brata. Wahała się.
-Wiesz co? -zapytał Hector. -Namyśl się, ja zaraz wracam, muszę na chwilkę wyskoczyć.
Hector wyszedł i Sandra została sama z psychologiem.
-Pani Sandro? -zagadnął. -Naprawdę nie ma się co bać. Nie powinna pani niczego pamiętać po przebudzeniu. Proszę mi zaufać, nie jedną hipnozę już przeprowadziłem.
-No nie wiem...
-To jest całkiem zrozumiałe, ze się pani boi. Ale proszę mi uwierzyć, w wielu przypadkach hipnoza okazała się zbawienna dla pacjenta.. Jeśli pani sobie tego życzy, brat będzie cały czas z panią.

-I co tam postanowiłaś? -zapytał Hector wchodząc i zamykając drzwi.
-Dobrze, zgadzam się. -powiedziała kobieta z determinacją. -Ale... -zawahała się. -Czy na pewno nie będzie to miało wpływu na maleństwo?
Hector odetchnął z ulgą. Siostrze zależy na dziecku, a więc przynajmniej częściowo już się pogodziła z faktem, ze jest w ciąży.
-Nie powinno. -powiedział psycholog.
-Więc jestem gotowa.
-Dobrze. Proszę usiąść wygodnie w fotelu i skupić wzrok na dowolnym punkcie na ścianie. Będę powoli liczył od 1 do 10. Gdy powiem 10, zapadnie pani w stan całkowitego odprężenia. Nie będzie pani tego świadoma, aczkolwiek będę mógł z panią swobodnie rozmawiać.
Sandra pokiwała głową na znak, ze rozumie.
--Dobrze. Proszę się zrelaksować i zaczynamy. 1... 2... 3...

Sandra skupiła wzrok na plamce na ścianie. Z każdym kolejnym słowem psychologa stawała się coraz bardziej senna a powieki powoli jej opadały. Zamknęła oczy. Ogarnęło ją błogie uczucie, jakiego nie zaznała od dłuższego czasu. Ostatnie co pamiętała, zanim osunęła się w ciemność to liczba 10.

-Udało się? -zapytał szeptem Hector spoglądając z przejęciem na mężczyznę.
-Słyszysz mnie? -psycholog zwrócił się wyraźnie do Sandry.
-Tak. -odpowiedziała kobieta spokojnym głosikiem.
Mężczyzna pokiwał głową w stronę Hectora.
-Wszystko dobrze. -mruknął. -A więc zaczynamy.

-Jak się nazywasz? -zwrócił się do Sandry.
-Nazywam się Irene Espi.
-Dobrze Irene, ile masz lat?
-Mam 5 lat.
Hector zamarł. 5 lat. Tyle dokładnie miała Sandra kiedy zginęli ich rodzice.
-Dobrze, gdzie się teraz znajdujesz?
-Jestem w ogródku. Bawię się z Samuelem. Czekamy na rodziców, mieli przyjechać już daaawno. -kobieta westchnęła. -Mieli nas zabrać na film do kina.
-Dobrze, minęło trochę czasu. Czy rodzice wrócili?
-Nieee. -Sandra zrobiła smutną minę. -Przyjechali panowie policjanci. Rozmawiają z Samuelem. Podchodzę do nich. Samuel mnie przytula i mówi że rodzice już nie wrócą a my musimy z nimi pojechać. -łzy popłynęły po policzkach Sandry.
Hector zamknął oczy. Tak dobrze pamiętał ten dzień. Nie mógł go za nic wymazać z pamięci.
-Spokojnie Irene. Minęło trochę czasu. Gdzie teraz jesteście?
-Jestem z Samuelem w sierocińcu Czarna Laguna. Obiecał, ze mnie nigdy nie opuści.
-I dotrzymał słowa?
-Nie, ma już nowych rodziców a ja zostałam sama. Obiecał, że będzie mnie odwiedzał, ale przychodzi bardzo rzadko. Mówi, ze jego nowi rodzice go nie puszczają.
-Czy w sierocińcu dzieje się coś dziwnego?
-W sumie to nie, mam koleżanki z którymi się bawię. Ale tęsknię za Samuelem. Dzisiaj są moje urodziny. Obiecał, ze mnie stąd zabierze, ale nie przyszedł. Czekałam długo na placu zabaw w lesie...
Hector zamarł. Plac zabaw w lesie. To tam musiał schować swoje rysunki i notatki z dzieciństwa. To było miejsce, w którym zawsze z siostra czuli się dobrze.
Nagle wyraz twarzy kobiety zmienił się. Wyglądała jakby się czegoś przeraziła.
-Co się stało, Irene?
-Obudziłam się na jakiejś sali szpitalnej... Nade mną pochylają się jacyś ludzie w maskach... Jeden z nich trzyma strzykawkę. Niee... Ja nie chcę...! Samuel! Pomocy!
-Spokojnie, jesteś już z powrotem w swoim pokoju. Śpisz. Budzisz się następnego ranka. Co się dzieje?
-Opowiadam Alicii, mojej koleżance o tym co mi się przydarzyło. Ona mówi, że pewnie mi się to przyśniło. Ale Marta mówi mi, ze miała taki sam sen. I jak się obudziła miała taki dziwny tatuaż. Ja tez taki mam na brzuchu.
-Czy wiesz, co on przedstawia?
-Nie. Nie mam pojęcia skąd on się tam wziął. Marta też nie. Pojawił się po tym strasznym śnie.
-Dobrze, czy później tez miałaś takie sny?
-Tak. Ale później zawołali mnie i inne dziewczynki do gabinetu dyrektora. Zostałam zaadoptowana i już nie miałam takich snów.
-Ile miałaś wtedy lat?
-Miałam 8 lat.
Czy nowi rodzice byli dla ciebie dobrzy?
-W sumie tak... -kobieta się zamyśliła. -Ale zawsze kiedy pytałam się ich o brata, mówili ze nie żyje. I już nie nazywam się Irene, ale Sandra. Sandra Pazos.

Psycholog zamilkł na chwilę. To wszystko było zbyt skomplikowane. Ale jeszcze bardziej zdziwił się, słysząc odpowiedź Sandry na jego następne pytanie.
-Rozumiem. Jakie jest twoje późniejsze wspomnienie? Ile masz teraz lat?
-Mam 19 lat. Poznałam na dyskotece fajnego chłopaka. Nazywa się Andres Navoa. Jest naprawdę sympatyczny. Świetnie się rozumiemy. I moi rodzice go lubią.
Hector zrobił zdziwioną minę. 19 lat? Czy to znaczy, ze Sandra nie pamięta niczego z przedziału 9-18 lat? Co się wtedy z nią działo?
-Dobrze, minęło kilka miesięcy. Czy nadal spotykasz się z Andresem?
-Tak, mamy zamiar się pobrać. Będzie naprawdę dobrym mężem i ojcem.
-Więc pobraliście się z Andresem. Jesteście szczęśliwą rodziną?
-Tak, Andres jest naprawdę kochany. Minęło kilka lat. Mamy synka, Marcosa. I córeczkę Paulę, jest o 9 lat młodsza od brata. Małe żywe sreberko.
-Ile masz lat w tej chwili?
-34.
-I pamiętasz wszystko od czasu gdy wyszłaś za Andresa?
-W sumie tak. Cały czas byłam szczęśliwą żoną i matką. Mój ojciec odwiedzał nas bardzo często.
-A matka?
-Zmarła kilka lat po tym jak urodził się Marcos.
-Czy przez ten czas działo się coś, co uznałabyś za podejrzane?
-Przez długi czas nie. Aż do pewnej wigilijnej nocy. Odwiedził nas człowiek, który mówił, ze jest nauczycielem w Czarnej Lagunie. Nazywał się chyba Alfonso. To on mi powiedział, ze jestem adoptowana i że tak naprawdę nazywam się Irene. Na początku nie chciałam mu wierzyć, ale przekonał mnie.
-Czy próbowałaś dojść do tego, jak naprawdę wyglądało twoje życie?
-Tak, szukałam w wielu miejscach, ale niewiele się dowiedziałam. Mój mąż mnie opuścił, powiedział że znalazł sobie kogoś innego, ze ma mnie dosyć grzebiącej ciągle w przeszłości. Zostałam sama z 13 letnim synkiem i 4 letnią córeczką. Ale na szczęście udało mi się odnaleźć brata. Zamieszał niedaleko nas i wspierał mnie przez cały czas. Dzieciaki za nim wprost przepadały ;)
-Więc odnalazłaś brata i wiodłaś w miarę szczęśliwe życie, tak?
-Tak, ale do pewnego czasu. Dzień przed tym, jak mieliśmy jechać z Hectorem obejrzeć miejsce na założenie szkoły stało się coś strasznego... Pamiętam tylko, że weszłam do domu, poczułam że ktoś mi wbija coś w szyję i zemdlałam. Boże, to było straszne! -Sandra zaczęła się trząść.
-Niech pan ją wybudzi! -krzyknął przerażony Hector.
-Proszę mnie posłuchać. -Manuel powiedział wyraźnie do kobiety. Już po wszystkim, policzę teraz od 10 do 1 i się pani wybudzi, dobrze? 10... 9... 8...

Gdy psycholog doszedł do 1 Sandra powoli otworzyła oczy. Wyglądała zupełnie normalnie. Nie było nawet śladu po ataku przerażenia.
-Witamy z powrotem. -powiedział mężczyzna. -Dobrze się pani czuje?
-Taaak. Już po wszystkim?
-Na dzisiaj tak. Jeszcze do tego wrócimy. Dużo na pani dzisiaj powiedziała. Ta sprawa wydaje się być bardzo skompilowana, więc chciałbym zaproponować pani jeszcze kilka spotkań.
-Spokojnie. Tylko byłabym wdzięczna, gdyby odbyły się one po moich zajęciach. Wie pan, jestem nauczycielką i nie chcę opuszczać lekcji.
-Rozumiem, pasuje pani np. w przyszłym tygodniu o tej samej porze?
-Jak najbardziej.
-Dobrze, to na tym zakończymy dzisiejsze spotkanie. Zostawiam moją wizytówkę i proszę dzwonić jak coś.
-Oczywiście. I dziękuję, że pan przyjechał. -powiedziała Sandra. Dzięki tej hipnozie czuję się taka... Odprężona.
-Miło mi to słyszeć. W takim razie dobranoc. I do usłyszenia.
-Dobranoc. -powiedział Hector z Sandrą.

Kiedy psycholog wyszedł Hector zwrócił się do siostry.
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Tak, jak nigdy. Czuję się naprawdę dobrze. Ta hipnoza to był dobry pomysł. A w ogóle powiedziałam coś ciekawego?
-Nic nie pamiętasz?
-Nic.
-Powiedziałaś dużo rzeczy, maleńka. Ale to dopiero początek. -przytulił ją. -To co, może pójdziemy na kolację?
-Dobrze.

Rodzeństwo zeszło do kuchni. Nie pobyli tam długo, gdyż na kilometr wyczuwało się gęsta atmosferę między Martinem a Rebecką. Zjedli szybko kolację. Hector pożegnał się z siostrą i poszedł do swojego pokoju, gdyż miał jeszcze trochę papierkowej roboty. Sandra natomiast udała się do pokoju Pauli, by powiedzieć jej dobranoc.

Następnego dnia była sobota. Sandra nie miała zajęć, więc postanowiła wybrać się do Lucii pogadać. I przy okazji wybadać, czy jej znajomy psycholog ma kogoś, gdyż bardzo jej się spodobał. ;) Po drodze spotkała Hectora, który poszedł z nią.

Oranjezicht - 2011-01-25 22:21:37

"To było strasznie fajne, kiedy Rebeca zgodziła się przeczytać mi te wszystkie bajki na noc - jeszcze nikomu nie chciało się tak zrobić. I to super auto jest takie śliczne, że aż szkoda go używać tym bardziej, że to jest pierwszy prezent od Rebeki odkąd są z moim tatą tak blisko. Ale trudno muszę pokazać Javiero Holgado kto ma teraz lepszy samochód i będzie zawsze wygrywał wyścigi. To super, że Rebeca poświęca mi tak strasznie dużo czasu, jak nikt inny. Wszyscy inni dorośli zajmują się tylko swoimi sprawami i nic mi nie mowią...ale to dobrze zejdę teraz do kuchni i wezmę kilka babeczek ciasteczka mleko i dżem i zjem sobie w spokoju hehe i nikt mnie nie zlapie!" - pomyślał Lucas i zaczął po cichu skradać się do kuchni tak żeby nikt tego nie zauważył

Villa - 2011-01-25 22:31:07

daglas89 napisał:

Rebeca  poszła zobaczyć czy Lukas się już obudził ale zastała tylko tam Martina.
-Gdzie byłaś ?

- Ty możesz mieć tajemnice, to ja też.
- Rebeca, to nie tak, kochanie..
- Martin daj spokój! Ma już dość twoich ciągłych tłumaczeń.
- Wiem, że jesteś w ciąży, hormony robią swoje, ale nie musisz się na mnie wyżywać.. Nie zrobiłem nic złego..
- Wy nigdy nie robicie nic złego! Ma już tego wszystkiego dosyć!
- Rebeca, kochanie daj spokój, porozmawiajmy..
- Mam już dość ciągłych rozmów, sekretów, naprawdę!
- Wiesz co, też mam już dość twoich nastrojów, tego jak mnie obwiniasz o wszystko, nic nie zrobiłem, po prostu..
- No, co po prostu, co do jasnej cholery!!
- Nie musisz tak krzyczeć! Chciałem powiedzieć, że.. Martin biedny nie wiedział już co ma powiedzieć, co zrobić, wiedział, ze był na straconej pozycji, w końcu nie mógł zdradzić się przed Rebecą.. To by wszystko zepsuło..
- Widzisz nawet nie potrafisz mi tego jasno i klarownie wytłumaczyć! Naprawdę miarka się przebrała. Musimy od siebie odpocząć. Tak dalej być nie może!

- Ale jak to? Mamo, tato? Dlaczego? Co się dzieje?
- Lucas synku, idź do mnie zaraz tam przyjdę.
- Ale mamo..
- Słuchaj się Rebeci!! Już do pokoju!

Lucas smutny wyszedł z pokoju..

- I do tego krzyczysz na własne dziecko! Naprawdę nie wiem ci się z Tobą dzieje Martin..

Rebeca wstała i wyszła z pokoju zostawiając Martina samego..

Cóż, sielanka dobiegła końca..

crisfan - 2011-01-25 23:24:55

Jacques był cały obolały. Lekarstwa przeciw bólowe przestawały działać. Odkąd wszedł do siebie do pokoju nie bardzo wiedział co się z nim działo. Pamiętał tylko, że przyszła do niego Amelia. Przypomniał sobie, że była też u niego Lucia. Ale skąd ona się tu wzięła? Jacques poczuł nagły ból głowy. Myślał, że był w pokoju sam, gdy nagle z łazienki wyszła Amelia.
-Dobrze, że się obudziłeś. Trzeba zmienić opatrunek. Lucia powiedziała mi jak to zrobić.
-Poradzę sobie sam bez twojej pomocy.
-Przede mną nie musisz zgrywać twardziela, jesteś ranny, ktoś musi Ci pomóc.
-Nie potrzebuję twojej pomocy. Zostaw mnie samego.
-Teraz to już przesadziłeś. Znoszę twoje humory, bo jesteś ranny i chciałam Ci pomóc, ale nie pozwolę żebyś tak do mnie mówił. Radź sobie sam!
-Zaczekaj Amelia...ja...nie chciałem Cię urazić...zawsze radziłem sobie sam, nie przywykłem do tego że mi ktoś pomaga
Amelia zawahała się moment, ale postanowiła pomóc Jacquesowi. Amelia usiadła na łóżku i zmieniała Noiretowi opatrunki.
-Byłaś tutaj przez cały czas?
-Tak...nie chciałam zostawić Cię samego strasznie wyglądałeś. Co właściwie się stało?
-Miałem mały wypadek. Nic wielkiego.
-Jakoś Ci nie wierzę. Oni Ci to zrobili prawda?
-Jacy oni? O czym ty mówisz? Jechałem autem i jakiś idiota we mnie wjechał.
-Widzę, że nic się od Ciebie nie dowiem. Zresztą nie chcesz to nie mów, nie interesuje mnie to.
Jack usiadł na łóżku zaczął przyglądać się Amelii. Bardzo mu dziś pomogła. W pewnym momencie ich spojrzenia spotkały się...ich twarze były blisko siebie...Jack miał ochotę... W tym momencie Amelia odsunęła się.
-Już skończyłam. Zostawię Cię samego. Pewnie chcesz odpocząć.-powiedziała Amelia
-Tak, dziękuję-wymamrotał Jack.
Amelia zostawiła Jacka samego. A Jack próbował sobie przypomnieć szczegóły wypadku, ale zamiast o tym myślał o Amelii...Gdyby nie to, że się odsunęła kto wie co by się stało...Nie to przecież nie możliwe. To tylko Amelia...pewnie te środki przeciwbólowe mieszają mi w głowie...i z tym wytłumaczeniem Jack zasnął.

misteria7 - 2011-01-26 01:31:51

"Ach te dzieciaki :) Przestaję za nimi nadążać. Szybko się nudzą i zniechęcają. Może by sprowadzić jakiś teatrzyk kukiełkowy? Dawno nie było tu takiej atrakcji. W ogóle to szczęśliwie się w tym Internacie zrobiło. Javier spotulniał, stany błogosławione, oświadczyny..świetna sprawa. Ach ta Rebeca ma szczęście." Po zajęciach Ameli przyszło coś na myśl. Postanowiła zwrócić się z tym do Noireta. Gdy weszła do jego pokoju zapomniała o wszystkim. Zobaczyła w jakim tragicznym jest stanie. Niewiele myśląc postanowiła mu pomóc.

crisfan napisał:

-Co się stało? Jesteś poważnie ranny! Powinien zobaczyć Cię lekarz. Zawołam Lucię.
-Nic mi nie jest. Zabraniam Ci mówić o tym komukolwiek.-warknął Noiret
-Dobrze już. Pozwól chociaż, że opatrzę i zdezynfekuje Ci rany, sam nie dasz rady.
.

Amelia zatroszczyła się o Noireta. Miała miękkie serce. Nie ważne jaka przeszłość ich łączyła. Wiele rzeczy się zmieniło. Oni sami na pewno też. Postanowiła zostać przy Jacku. Tak na wszelki wypadek, bo bardzo źle wyglądał. Nagle do pokoju weszła Lucia. Ameli wydawało się że ściągnęła ją tu myślami.

paulax5 napisał:

-Amelia, co się dzieje?
-niewiem Lucia ale Ciebie nie było więc chciałam chociaż opatrzeć jego rany
-dobrze, Dziekuję zaraz zerknę na Niego
Kobieta wyjeła z torby stetoskop i zaczeła badać Jacka. Męźczyzna ledwo oddychał było jasne, że ma poważny uraz klatki piersiowej, miał też mnóstwo ran na głowie, które opatrzyła już Amelia, jednak 2 z nich wymagały z szycia. Lekarka wyjęła narzędzia
-Jack? Muszę Ci zszyć rany, będzie chwilę bolało ale później będzie lepiej
Jużm miała zacząć z szywać kiedy Noiret zaczął coraz bardziej się dusić, aby zapobiec uduszeniu Lucia podała mu lekarstwa ułatwiające mu tę czynność i tlen. Później zszyła rany.
-I jak?- pytała Amelia
-będzie dobrze jak nie to będzie trzeba zadzwonić po karetkę ale musimy myśleć optymistycznie ;) Podłączę mu jeszcze kroplówkę i nie długo wpadnę tu zobaczyć co z nim, tylko niech on pod zadnym pozorem nie wstaje, mam nadzieję ze nie ma zlamanych zeber!

-Dziękuję Lucia że przyszłaś, zaopiekuję się nim.
-Powodzenia, już muszę iść, do jutra.
-Cześć.
Jacques usnął po wyjściu Lucii.
Amelię martwił stan Noireta. Miała złe przeczucie dotyczące tego kto go tak urządził. Domyślała się, że to może być sprawka OTTOXu. "Jacques nie ukrywałby się z obrażeniami i zgłosił się do szpitala gdyby to był zwykły wypadek. Ktoś musiał za tym stać. Jacques nie szukał specjalnie guza. Wyręczał się zazwyczaj innymi lub w podbramkowej sytuacji zawsze znalazł jakiś haczyk którym się potrafił wybronić". To wszystko wskazywało na sprawkę kogoś silniejszego.
Amelia ogarnęła pokój, posprzątała cały bajzel. Poszła umyć ręce do łazienki. Gdy z niej wyszła zobaczyła, że Noiret już się obudził.

crisfan napisał:

J
-Dobrze, że się obudziłeś. Trzeba zmienić opatrunek. Lucia powiedziała mi jak to zrobić.
-Poradzę sobie sam bez twojej pomocy.
-Przede mną nie musisz zgrywać twardziela, jesteś ranny, ktoś musi Ci pomóc.
-Nie potrzebuję twojej pomocy. Zostaw mnie samego.
-Teraz to już przesadziłeś. Znoszę twoje humory, bo jesteś ranny i chciałam Ci pomóc, ale nie pozwolę żebyś tak do mnie mówił. Radź sobie sam!
-Zaczekaj Amelia...ja...nie chciałem Cię urazić...zawsze radziłem sobie sam, nie przywykłem do tego że mi ktoś pomaga
Amelia zawahała się moment, ale postanowiła pomóc Jacquesowi. Amelia usiadła na łóżku i zmieniała Noiretowi opatrunki.
-Byłaś tutaj przez cały czas?
-Tak...nie chciałam zostawić Cię samego strasznie wyglądałeś. Co właściwie się stało?
-Miałem mały wypadek. Nic wielkiego.
-Jakoś Ci nie wierzę. Oni Ci to zrobili prawda?
-Jacy oni? O czym ty mówisz? Jechałem autem i jakiś idiota we mnie wjechał.
-Widzę, że nic się od Ciebie nie dowiem. Zresztą nie chcesz to nie mów, nie interesuje mnie to.
Jack usiadł na łóżku zaczął przyglądać się Amelii. Bardzo mu dziś pomogła. W pewnym momencie ich spojrzenia spotkały się...ich twarze były blisko siebie...Jack miał ochotę... W tym momencie Amelia odsunęła się.
-Już skończyłam. Zostawię Cię samego. Pewnie chcesz odpocząć.-powiedziała Amelia
-Tak, dziękuję-wymamrotał Jack.
Amelia zostawiła Jacka samego.

Amelia wyszła z pokoju, zamknęła za sobą drzwi i przy nich stanęła. Czuła się dziwnie. Nie wiedziała jakie uczucie dominuje....zauroczenie, radość, zmieszanie, złość, podejrzliwość. Wracając do pokoju myślała nad tym co miało miejsce przed chwilą w pokoju "Czyżby Jacques chciał..? niemożliwe.. a może jednak?". Gdy mu opatrywała rany zauważyła w mężczyźnie pewną łagodność i zaufanie jakiego jeszcze wcześniej w nim nie zauważała. Mógł jej się wydać nawet całkiem przystojny. Jednak po jej przygodach z mężczyznami nie chciała zbyt pochopnie się do nikogo zbliżać ani z nikim wiązać. Chociaż na pewno już na Jacquesa będzie patrzeć w inny sposób niż do tej pory.

Krisztian - 2011-01-26 02:11:56

Ivan doprowadził Julię do pokoju, gdy ta otworzyła drzwi w środku byli już wszyscy jej przyjaciele.
Głośno krzyczeli i skandowali jej imię. Ona sama spokojnie odpowiedziała:
- Nie przesadzajcie, ja po prostu nie umarłam. - uśmiechnęła się Julia.
- Dobra, chodź. Musisz się położyć. Lucia kazała Ci leżeć. - powiedział Ivan, po czym położył Julię do łóżka.
- To my Ciebie zostawimy samą, odpocznij sobie. - rzekł Marcos.
- Nie, nie. Zwariowaliście! Ja chcę wiedzieć co się działo podczas mojej nieobecności.
- No dobrze...tak więc.... - Carol opowiedziała jej wszystko.

- Czyli byście złapali tego kogoś gdyby nie Elsa.... - zaczęła Julia.
- Nooo, bylibyśmy bardzo blisko rozszyfrowania tego kto jest o Ottox'ie. - powiedziała Vicky.
- Damy radę. Mamy czas. Dzisiaj jest kolejna noc. - powiedział Marcos.
- Jak to?? Chcecie iść beze mnie? - zapytała Julia.
- No chyba nie myślałaś, że weźmiemy Ciebie ze sobą. Szalona jesteś. - powiedziała Carol.
- Oczywiście, że tak myślałam. Przecież nie zostawicie mnie samej tutaj. - odparła.
Wszyscy popatrzyli po sobie.
- Jasne, że Ciebie nie zostawimy samej. Vicky z Tobą zostanie. - powiedział Marcos.
- Ale... - zaczęła Vicky.
- Zostaniesz, prawda? - zapytała Carol.
- Tak, zostanę. - odpowiedziała.

- Dobrze, nie chciałbym wykorzystywać Ciebie za bardzo, bo słaba jesteś, ale Hector opowiedział mi jak to się stało...(tutaj Ivan opowiedział wersję Hectora Julii)...czy mogłabyś to potwierdzić? - zapytał Ivan.
- Tak. Nie skłamał. Było dokładnie tak jak on powiedział. - odpowiedziała.

- To my z Ivanem mamy kolejną niespodziankę dla Was. - zaczął Marcos. - Mianowicie ktoś nieźle poturbował Noireta. Może to jego wspaniali przyjaciele, a może....ktoś inny. - skwitował.
- Ale jak to poturbował? - zapytała Carol.
- No był nieeeeźle obity. - odpowiedział Ivan.

- Nieźle się tutaj dzieje. - szepnęła sama do siebie Julia.
- Co mówiłaś? - zapytała Carol.
- Nie, nic takiego.

- Dobra, zacznijmy działać. Vicky zostań z Julią. Jakby co dzwoń na komórkę. Będę ją miał przy sobie. My schodzimy do podziemi. - powiedział Marcos.
- Uważajcie na siebie. - powiedziała Julia i uśmiechnęła się do wszystkich, przystając wzrokiem na Ivanie.
- Dla Ciebie mogę być czujny, jak nigdy dotąd. - powiedział Ivan. Uśmiechnął się i wyszedł.

Wszyscy stali przy kominku. Myśleli, że nikt ich nie widzi, lecz ledwo żyjący Noiret siedział ukryty piętro wyżej, pomiędzy schodami.

Marcos otworzył przejście. Wszyscy weszli do środka. Przejście się zamknęło. Noiret pomimo bardzo złęgo stanu zdrowia postanowił iść za nimi. Niestety schodząc po schodach osunął się z braku sił. Na szczęście dla niego po przeciwnej stronie szedł Hector, który widząc opadającego Noireta podbiegł do niego.
- Jacques, Jacques, ocknij się! - krzyczał Hector potrząsając Noiretem.
Noiret po kilku chwilach się ocknął.
- Lucia mi mówiła, że w złym stanie jesteś. Gdzie Ty się wybierasz? Miałeś leżeć! - powiedział.
- Ja, ja... - Noiret zastanawiał się czy powiedzieć Hectorowi o wszystkim, lecz stwierdził, że jednak jest za wcześnie na takie zaufanie jemu. - Ja.....szedłem do kuchni.
- Ty głupi jesteś. Trzeba było Amelię, albo Lucię zawołać. Nawet mnie, a nie się samemu wybierać. Choć, wracasz do siebie. - odpowiedział Hector.
Hector zaprowadził Jacquesa do swojego pokoju i położył na łóżku, a tymczasem w podziemiach...

...przyjaciele kierowali się krętymi drogami w stronę ważnego pomieszczenia (o czym jeszcze nie wiedzieli).
Po 15 minutach chodzenia wkoło dotarli do wielkich, metalowych drzwi, które nie miały ani klamki, ani wejścia na klucz. Nie było niczego.
- Jak my to, mierda, otworzymy? - zapytał Ivan.
- Chodź,  spróbujmy podważyć drzwi. - odparł Marcos.
Długo siłowali się z przeszkodą, lecz na marne.
- Tutaj przydałby się palnik.... - zaczął mówić Marcos, ale nagle przerwała mu Carol.
- Maaarcos! Tam w oddali ktoś jest, tam ktoś stoi! - krzyczała Carol.
- Mieeeeeerda! Tamta droga prowadzi do biblioteki i jak my wrócimy? - pytał na głos samego siebie Ivan.
- Musimy uciekać. Ten ktoś idzie w naszą stronę. - krzyknęła znowu Carol.
- Chodźcie, wrócimy lasem! - powiedział Marcos.
Wszyscy dotarli do wyjścia.
- Szybciej, szybciej. - poganiał Marcos. - Wychodźcie!

Lasem wrócili do Internatu. W pokoju Vicky i Julia świetnie się bawiły rozmawiając o wielu osobach.
- Widać, że Wam do śmiechu... - zaczął Ivan.
- No nareszcie jesteście! - wstała z łóżka Vicky. - Gdzie Wy tyle czasu byliście? - pytała.
- Trzeba było dzwonić i się pytać. - odpowiedziała Carol.
- Cicho! - krzyknął Marcos, po czym opowiedział co im się przytrafiło w podziemiach.
- Mówiłam, że to niebezpieczne. - krzyczała Julia.
- Ciszej może byś była. - skarcił ją Ivan.
Julia pogardliwie spojrzała na Ivana.
- Dajcie już spokój. - zaczął Marcos. - Lepiej zastanówmy się kto nas śledził, kto szedł za nami....
- Jak to kto? Ottox! - powiedziała Carol.

Jednak nie wiedzieli, że byli w błędzie, ponieważ był to Noiret, który ponownie zebrał się w sobie i postanowił ich chronić. Niestety, był na tyle wyczerpany, że nie mógł krzyczeć....również nie miał siły na biegnięcie za nimi.....

daglas89 - 2011-01-26 03:33:03

Rebeca poszła do swojego pokoju porozmawiać z Lukasem. Zastała go zapłakanego jak leżał na łóżku.

-Skarbie.

Lukas nie reagował tylko zaczął jeszcze bardziej płakać. Rebeca usiała koło malucha i wzięła go w ramiona.
-Kochanie. Przepraszam że byłeś świadkiem naszej sprzeczki, ale ona nie dotyczyła ciebie.
-Ale czemu się kłóciliście chciał wiedzieć chłopczyk.
-Wiesz że nie zawsze dorośli zgadają się z sobą.  Tak samo jak ty nie zgadzasz się czasami z Paula czy Evelyn.
-No tak czasami się z nimi nie zgadzam, ale nie krzyczymy na siebie.
-Wiem kochanie. Ale czasami dorośli tak robią żeby wyzbyć się swoich emocji i krzywdzą druga osobę.
-O co się pokłóciliście?
-O to że Tata chce mnie kontrolować za bardzo i mam mu wszystko mówić co robie, a on sam dużo rzeczy przemilcza.
-Ale dlaczego?
-Nie wiem kochanie, widać tata jest strasznie zazdrosny o mnie .  Ałaaa krzyknęła kobieta.

Lukas wyrwał się z objęć kobiety i stał przerażony i nie wiedział co zrobić.
-Rebeco!!! Nic ci nie jest?
Kobieta uśmiechnęła się do chłopczyka i pokręciła przecząco  głową że nic jej nie jest.
-Nic mi nie jest kochanie, to tylko Oliwia mocno kopnęła mnie w brzuch.
-Jak to kopnęła?
-Po prostu kopnęła, widocznie zaczęła się wiercić w brzuchu. Daj rącze to sam poczujesz .
Lukas podszedł bliżej i położył wyciągniętą rękę  na brzuchu  Rebeci i poczuł delikatne kopnięcie istotki która się tam znajdowała.
-I co poczułeś kochanie?
-Tak, ona wasze tak robi?
-Tak kochanie gdy zaczyna się wiercić w brzuszku to kopie.
-Super! Ja też tak robiłem?
-Tak kochanie ale o to musisz Tatę spytać.

Chłopczyk posmutniał.-Ale ja nie chce z nim rozmawiać.
-Dobrze kotku nie musisz. Tatuś wie że źle postąpił i na ciebie nakrzyczał na pewno później cię przeprosi.
-Mam nadzieje. Nadal się na niego gdzie-wasz mamusiu?
-Tak kochanie, ale dajmy temu spokój. Zmykaj do łazienki się wykąpać, dzisiaj spisz ze mną.
-NAPRAWDĘ?
-Tak smyku. Idź już, później poczytam ci bajkę.
-Super. Lukas przytulił się do Rebeci ta ucałowała go w czoło i maluch poszedł w stronę łazienki


----- Jakiś czas później -------


Gdy Lukas się kąpał Rebeca poszła do jego pokoju po piżamkę dla małego i jego kapcie do drodze spotkała Martin ale udawała że go nie widzi.

-Kochanie poczekaj!
-Czego chcesz?!
-Przepraszam że się tak  zachowałem wybaczysz mi?
-Nie! Nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
-Rebeco nie przekreślaj tego wszystkiego co jest miedzy nami.
-Ty to przekreśliłeś, kontrolując mnie cały czas i nie mają zaufania wcale do mnie.
-Kochanie ….
-Zostaw mnie w spokoju! Najlepiej będzie jak odpoczniemy od siebie kila dni. Lukas jest u mnie i zostaje na noc. Najlepiej będzie jak go jutro przeprosisz a nie wyżywasz się na nim gdy nic ci nic nie zrobił.
-Wiem że źle postąpiłem krzycząc na niego nie chciałem.
-Mi tego nie mów. Tylko wytłumacz to swojemu synowi.
-Dobrze wytłumaczę mu to wszystko jutro. Proszę skarbie nie gniewaj się na mnie.
-Mówiłam ci wcześniej zostaw mnie w spokoju!  Nic nas nie łączy, no prawie nic tylko nasz córka i Lukas. Do widzenia.
-Rebeco, Rebecoooo zaczekaj!

Ale kobieta już go nie słuchała odwróciła się do niego plecami i poszła do swojego pokoju. Lukas już na nią tam czekał.

-Mamusiu gdzie poszłaś?
-Po twoje rzeczy skarbie, ubierz piżamkę i wskakuj do łóżka  a ja się w tym czasie też wykąpie i poczytam ci później bajkę.
-Dobrze.

-----Chwile później ------

Rebeca z Lukasem leżeli w łóżku kobieta czytałam małemu jego ulubioną bajkę o Królu Lwie. Po jakimś czasie chłopiec usnął. Rebeca odłożyła książkę na półkę zgasiła światło i też położyła się spać.


Nastał słoneczny ranek. Dziewczyna nie spała dobrze nie mogła uwierzyć w to że pokłóciła się z Martinem i że on tak nakrzyczał na Lukasa. 

-Cześć skarbie, wstawaj czas na śniadanie i pora na lekcje.
-Cześć mamusiu, ale ja nie chce.
-Wstawaj inaczej Paula z Evelyn zjedzą ci wszystkie babeczki czekoladowe które tak lubisz.
-Dobrze już dobrze, wstaje.
-I o to chodzi skarbie.

----- Po jakimś czasie ------

Rebeca i chłopczyk wyszli z pokoju i skierowali się w stronę jadalni gdy kobieta dostała telefon.

-Lukas idź sam na śniadanie ja zaraz dołączę.
-Dobrze mamusiu.
-Tak słucham?
-Dzień dobry czy dodzwoniłem się do Rebeci Ugarte?
-Tak przy telefonie.
-Nazywam się Filip Pablos i dzwonie do pani w sprawie wypadku pani rodziców
-Dzień dobry. Jaki wypadek?
-Pani rodzice mieli wypadek jakiś pijany kierowca w nich wjechał teraz walczą o życie
-A moje rodzeństwo?
-Z tego co wiem to nie jechali z pani Rodzicami
-To dobrze. Niech pań mi powie adres szpitala już tam jadę.

Lekarz podawał Rebece adres ale ona była myślami już przy rodzicach. Cofnęła się do swojego pokoju wzięła wszystkie swoje dokumenty, kluczyki do auta i najpotrzebniejsze rzeczy wpakowało to w małą podróżną torbę i poszła poszukać Hectora żeby ją zwolnił na kilka dni. Gdy dotarła do jego gabinetu akurat z niego wychodził.

-Hector mogę z tobą porozmawiać? To ważne.
-Oczywiście wejdź do środka. Wybierasz się gdzieś?
-Tak, właśnie przyszłam do ciebie w tej sprawie.
-Mów o co chodzi.
-Dostałam przed chwilą telefon ze szpitala że moi rodzice mieli wypadek i nie ma kto się zaopiekować moim rodzeństwem, muszę do nich jechać. Dlatego chciałam wziąć kilka dni wolnego
-Oczywiście że możesz wziąć kilka dni wolnego, informuj mnie o wszystkim. Martin wie?
-Nie! I nie chce żeby wiedział, pokłóciła się z nim wczoraj ostro i postanowiliśmy dać sobie kilka dni spokoju.
-Dobrze, nie będę się wtrącał w wasze sprawy. Dbaj o siebie i uważaj na dziecko.
-Będę o siebie uważać nie martw się o to i dziękuje ci za wszystko.
-Rebeco?!
-Słucham cię Hectorze.
-Jak Martin będzie pytał o ciebie mogę mu o wszystkim powiedzieć ?
-Możesz i  Ja musze już jechać do zobaczenia.
-Do usłyszenia i dbaj o siebie.

Rebeca wyszła z gabinetu dyrektora i skierowała się w stronę swojego auta nawet nie zauważyła że koło schodów stoi Martin z Sandrą, Lucia, Amelia i Maria i o czymś dyskutują. Wyszła z budynku, wrzuciła wszystkie swoje rzeczy na tylne siedzenie auta, usiadła za kierownica i ruszyła z piskiem opon. Jechała z szybką prędkością nie zważając na przeszkody na drodze, zwolniła trochę gdy dostała sms-a od Luci.

Hola
Gdzieś ty tak pędzisz?
Rebeco co się stało?! Uważaj na siebie i mała.
Nawet nie zauważyłaś że ciebie wołałam.
Lucia


Rebeca zjechała na pobocze i odpisała przyjaciółce na sms-a

Cześć :*
Przepraszam cię Lucio nie zauważyłam ciebie.
Moi  rodzice mieli wypadek i jadę teraz do nich i zaopiekować się moim rodzeństwem.
Hector dał mi kilka dni wolnego. Zaopiekuj się Lukasem.
Pokłóciłam się wczoraj z Martinem i nie chce go o to prosić.
Będę na siebie uważać nie bój się, masz zagwarantowane to że odbierzesz mój porób.
Dbaj o siebie. Rozmawiałam wczoraj z dyrektorem na temat pomocy dla ciebie, powiedział że coś zorganizuje. Odezwę się jak będę na miejscu.
Do usłyszenia.
Rebeca

paulax5 - 2011-01-26 10:59:07

Krisztian napisał:

Marcos otworzył przejście. Wszyscy weszli do środka. Przejście się zamknęło. Noiret pomimo bardzo złęgo stanu zdrowia postanowił iść za nimi. Niestety schodząc po schodach osunął się z braku sił. Na szczęście dla niego po przeciwnej stronie szedł Hector, który widząc opadającego Noireta podbiegł do niego.
- Jacques, Jacques, ocknij się! - krzyczał Hector potrząsając Noiretem.
Noiret po kilku chwilach się ocknął.
- Lucia mi mówiła, że w złym stanie jesteś. Gdzie Ty się wybierasz? Miałeś leżeć! - powiedział.
- Ja, ja... - Noiret zastanawiał się czy powiedzieć Hectorowi o wszystkim, lecz stwierdził, że jednak jest za wcześnie na takie zaufanie jemu. - Ja.....szedłem do kuchni.
- Ty głupi jesteś. Trzeba było Amelię, albo Lucię zawołać. Nawet mnie, a nie się samemu wybierać. Choć, wracasz do siebie. - odpowiedział Hector.
Hector zaprowadził Jacquesa do swojego pokoju i położył na łóżku

Dyrektor widząc w jakim stanie jest Jack stwierdził, że nie może tego ta zostawić, bał się o stan męźczyzny dlatego poszłedł do Lucii, aby ta na wszelki wypadek zobaczyła Noireta
…….puk……….puk………….
-Lucia, to ja Hector mogę?
-pewnie, wejdź
-więc mam do Ciebie prośbę…
-tak? Coś się stało?
-chodzi o Jacka, nie wygląda najlepiej i gdybym go nie złapał to całkiem stoczył by się po tych schodach
-jakiech schodach? Przeciez on miał leżeć!
-też się zdiwiłem widząc go bo mówiłaś ze nie jest z nim najlepiej dlatego Ci o tym mówię może idź do Niego i sprawdź czy wszystko w porządku
-tak, już idę, Dziękuję Hector
-aaa Lucia byłaś w szpitalu, dowiedziałaś się czegoś o tych zwłokach?
-oj Hector, tak i nie mam zbyt dobrych wieści ale o tym to chciałabym porozmawiać i z Tobą i z Sandrą. Teraz ide do tego mojego nie posłuszego pacjenta, ale jak go obejrze to mogę przyjść do Was i wszystko opowiem, dobrze?
-na razie się nie śpiesz bo u Sandry jest psycholog
-Co? Kto?
-no ten Twój kolega, Manuel
-aha to dobrze, powinien jej pomóc, nie spodziewałam się ze przyjedzie tak szybko, to ja wpade do Was trochę później albo jutro rano i wszystko opowiem
-dobrze Lucia,, to ja teraz wracam spowrotem do Sandry wyszłem tylko na chwilkę
Hector wyszedł z gabinetu lekarskiego i wrócił do pokoju siostry. Lucia w tym czasie zabrała całą swoją apteczkę i poszła do Jacquesa. Nawet nie pukając weszła do środka…

-Jack! Co ja Ci mówiłam na temat wstawania! Mam tu siedzieć przy Tobie cały czas?
-proszę Cię Lucia zostaw mnie ja musiałem wyjść
-po co? Możesz mi chociaz powiedzieć co jest takie pilne
-musialem coś zrobić, nieważne
-jeszcze raz nie będziesz się mnie słuchał i zawiozę Cię do szpitala, nie rozumiesz że jest w złym stanie. Dobrze czekaj zbadam Cię
Lekarka zaczeła osłuchiwać Jacka, który wyraźniej nie był zadowolony z tego że Lucia do Niego przyszła
-widzę, że leki przestały działać, zrobie Ci zastrzyk i ból powinien trochę ustąpić
-co? Zastrzyk?- Jackques tylko udawał twardziela a tak naprawdę bardzo boi się lekarzy a zwłaszcza zastrzyków!- Nie Lucia nie trzeba, nie jest tak źle wytrzymam
-nic nie poczujesz, obiecuję, że prawie w ogólne nie będzie bolało, a po poczujesz się dużo lepiej, przecież nie ma sensu się męczyć, 2 minutki i będzie po wszystkim! A jak będziesz dzielny to później coś Ci dam
-co?
-a to zobaczysz po
Noiret nie wiedział czy może zaufać, ale tak go bolało, że postanowił zaryzykować
-no dobrze Lucia, zgadzam się
Lekaraka wyjeła strzykawkę napełniała ją lekarstwem, spojrzała na męźczyznę, który był strasznie przerażony
-spokojnie Jack, będzie dobrze- pocieszałą go kobieta- Thomas jakoś daje radę i nie narzeka a codziennie bierze lekarstwa więc chyba wytrzymasz
Jednak Noiret już nic nie odpowiedział. Lucia zrobiłam zastrzyk i zwróciła się do Niego
-i co było aż tak źle?
-no trochszkę
-no dobrze, dzielny byłeś mimo wszystko więc proszę o to Twoja naklejka Dzielny pacjent i jeszcze tu jest lizaczek dla Ciebie!

http://img823.imageshack.us/img823/8014/dfdfdfdk.jpg



-Dziękuję Lucia!
-sproboj wreszcie zasnąć i się przespać, rano jeszcze do Ciebie wpadnę i jeszcze raz proszę Cię nie wstawaj! Dobranoc
Mowiąc to Lucia wyszła od Niego i poszła do sibei spać. Noiret jej jednak nie posłuchał i jak tylko ta wyszła od Niego znów wymknął się z pokoju i poszedł za Marcosem i resztą jego przyjaciół.

Krisztian napisał:

Jednak nie wiedzieli, że byli w błędzie, ponieważ był to Noiret, który ponownie zebrał się w sobie i postanowił ich chronić. Niestety, był na tyle wyczerpany, że nie mógł krzyczeć....również nie miał siły na biegnięcie za nimi.....

….Ranek…..

daglas89 napisał:

Jechała z szybką prędkością nie zważając na przeszkody na drodze, zwolniła trochę gdy dostała sms-a od Luci.

Hola
Gdzieś ty tak pędzisz?
Rebeco co się stało?! Uważaj na siebie i mała.
Nawet nie zauważyłaś że ciebie wołałam.
Lucia


Rebeca zjechała na pobocze i odpisała przyjaciółce na sms-a

Cześć 
Przepraszam cię Lucio nie zauważyłam ciebie.
Moi  rodzice mieli wypadek i jadę teraz do nich i zaopiekować się moim rodzeństwem.
Hector dał mi kilka dni wolnego. Zaopiekuj się Lukasem.
Pokłóciłam się wczoraj z Martinem i nie chce go o to prosić.
Będę na siebie uważać nie bój się, masz zagwarantowane to że odbierzesz mój porób.
Dbaj o siebie. Rozmawiałam wczoraj z dyrektorem na temat pomocy dla ciebie, powiedział że coś zorganizuje. Odezwę się jak będę na miejscu.
Do usłyszenia.
Rebeca

Lucia przeczytała SMS od Rebecki, poczym napisała kolejnego

Rebecko!
Czemu mi nic nie powiedziałaś? Przecież pojechała bym z Tobą wiesz, że mam mnóstwo znajomości i pomogłabym Ci dowiedzieć się o stan zdrowia rodziców. I w ogóle to nie pomyślałaś o sobie i dziecku jesteś już w natyle zaawansowanej ciąży że możesz zacząć rodzić w każdej chwili, zwłaszcza przy takim stresie, to bardzo niebezpieczne że pojechałś sama! Będę czekać na wiadomość od Ciebie i pamiętaj, że w każdej chwili mogę do Ciebie dojechać. Jedź spokojnie i nie denerwuj się! Pa :*

crisfan - 2011-01-26 16:28:09

Krisztian napisał:

Jednak nie wiedzieli, że byli w błędzie, ponieważ był to Noiret, który ponownie zebrał się w sobie i postanowił ich chronić. Niestety, był na tyle wyczerpany, że nie mógł krzyczeć....również nie miał siły na biegnięcie za nimi.....

Jacques był mocno osłabiony. Nocne eskapady dały mu się we znaki. Mimo tego, że się źle czuł musiał czuwać nad młodymi detektywami. Nie chciał, aby coś im się stało. Miał tylko za nimi iść, a przez przypadek chyba ich mocno nastraszył.
-Może to i dobrze-odechce im się śledztwa na własną rękę-pomyślał Jack-choć znając ich będą węszyć dopóki nie dowiedzą się prawdy.
Wracając do pokoju zauważył Amelię. Szła do swojego pokoju, nie widziała Jacquesa. Przypomniał mu się pewien moment...-Nie-skarcił sam siebie-nie czas na amory, muszę skupić się na śledztwie. Choć z drugiej strony dostrzegł dziś w Amelii coś czego wcześniej nie zauważył-Amelia przecież jest piękną kobietą. Różnie między nimi bywało, nie darzyli się zbytnią sympatią za co w większości winny był Jack. Często ją poniżał i krzyczał na nią. Może najwyższy czas to zmienić...Co się z tobą dzieje? Jedna drobna przysługa i od razu głupiejesz. Przestań o niej myśleć-upomniał siebie Jacques. Wszedł do pokoju, położył się na łóżku i zasnął.

                                                          RANO
Jacka obudził straszny ból. Musiał wziąć tabletki, które zostawiła mu Lucia. Zszedł na dół w poszukiwaniu jedzenia, był strasznie głodny. W internacie panował spokój i cisza. Uczniowie byli na lekcjach. Poszedł prosto do kuchni mając nadzieję, że zostało jeszcze coś ze śniadania. W kuchni przy stole siedział zamyślony Martin. Miał strasznie zmartwioną minę. Jacques miał ochotę zapytać co się stało, ale zdawał sobie sprawę,że jest prawdopodobnie ostatnią osobą, z którą Martin chciałby rozmawiać. Po cichu zbliżył się do talerza na którym było jeszcze kilka babeczek. W  tym momencie Martin go zauważył.
-Co ci się stało? Nie wyglądasz najlepiej.
-A ja myślałem, że w tym internacie wieści rozchodzą się z prędkością błyskawicy-zaśmiał się Jack-miałem wczoraj mały wypadek. Nic wielkiego.
-Wyglądasz na mocno poturbowanego, powinieneś się zgłosić do szpitala. Ledwie chodzisz.
-Nie mam czasu na głupoty. Nic mi nie jest.
-Jak chcesz. To nie moja sprawa. Zgłoś się chociaż do Lucii, powinien obejrzeć cię lekarz.
-Była u mnie wczoraj, dała mi leki. A ty nie powinieneś być na lekcji?
-Co? Ja...-zawahał się Martin-odwołałem 2 pierwsze lekcje.
-Coś się stało?-zapytał Jack i zaraz tego pożałował-Co mnie to obchodzi-pomyślał
-Nie....to znaczy tak...pokłóciłem się z Rebecą i na dodatek niepotrzebnie nakrzyczałem na Lucasa. Chciałem potem to jakoś odkręcić, ale mi się nie udało. A dziś nigdzie nie mogę znaleźć Rebeci.
-Nie jestem ekspertem w tych sprawach, więc Ci nie pomogę, ale wieczorem jadę odwiedzić Thomasa mógłbym zabrać ze sobą Lucasa, a ty mógłbyś w spokoju porozmawiać z Rebeca.
-Sam nie wiem...chyba warto spróbować...dziękuję.
-Drobiazg-Noiret wziął babeczki i poszedł do swojego gabinetu.
Miał sporo zaległości do nadrobienia. Nie wyszedł nawet na obiad. Bał się spotkania z Amelią.  Postanowił na razie jej unikać. Doszedł do wniosku, że tak będzie najlepiej dla niech obojga.Wyszedł z gabinetu poszukać Lucasa. Zamiast jego spotkał Hektora.
-Co ty tu robisz? nie powinieneś leżeć? Zapomniałeś co stało się wczoraj?
-Czuję się już dobrze i mam parę spraw do załatwienia.
-Skoro tak mówisz-Hektor postanowił udawać, że wierzy w to co mówi Jack. Już miał odejść gdy Jack spytał:
-Mógłbym po kolacji pożyczyć twój samochód?
-Dasz radę w tym stanie prowadzić?-nie dowierzał Hektor-Dobrze. Po kolacji dam Ci kluczyki.
-Dzięki.

Jack szedł korytarzem gdy nagle wpadł na niego Lucas. Noiret aż się skrzywił z bólu.
-Przepraszam-wybełkotał Lucas-uciekam przed Javierem Holgado.
-Właśnie cię szukałem. Wieczorem jadę odwiedzić Thomasa, chcesz jechać ze mną?
-Tak! Ale nie wiem czy mogę tata wczoraj na mnie nakrzyczał i boję się go spytać.
-Rozmawiałem z twoim tatą i nie ma nic przeciwko. Bądź gotowy po kolacji.
-Dobrze-odparł Lucas i pobiegł poszukać Pauli i Evelin żeby się pochwalić, że może odwiedzić kolegę.

Jacques udał się do swojego pokoju. Był wykończony, wszystko go bolało a jeszcze na dodatek Lucas na niego wpadł. Miał ochotę wziąć tabletki przeciwbólowe i przespać aż do kolacji. Już miał pociągnąć za klamkę i otworzyć drzwi do pokoju gdy nagle drzwi otworzyły się same i stanął w nich....Macros.
-Można wiedzieć co robiłeś w moim pokoju? Tylko błagam nie mów,że przyszedłeś sprawdzić jak się czuję!-wrzasnął zdenerwowany Jacques.

daglas89 - 2011-01-26 17:01:54

paulax5 napisał:


Rebecko!
Czemu mi nic nie powiedziałaś? Przecież pojechała bym z Tobą wiesz, że mam mnóstwo znajomości i pomogłabym Ci dowiedzieć się o stan zdrowia rodziców. I w ogóle to nie pomyślałaś o sobie i dziecku jesteś już w na tyle zaawansowanej ciąży że możesz zacząć rodzić w każdej chwili, zwłaszcza przy takim stresie, to bardzo niebezpieczne że pojechałaś sama! Będę czekać na wiadomość od Ciebie i pamiętaj, że w każdej chwili mogę do Ciebie dojechać. Jedź spokojnie i nie denerwuj się! Pa :*

Rebeca odpisała na kolejnego sms-a od Luci.

Kochanieńka nic nie wiedziałam o tym dowiedziałam się 10 minut szybciej zanim wyjechałam ze szkoły.       
Dziękuje za troskę ale dam sobie rade.
Nie martw się o mnie ciąża to nie choroba, obiecuje że będę uważać na siebie.
Najwyżej urodzę wcześniej i tak zaraz dojeżdżam do szpitala O' Donnell - Madryt tam mnie znajdziesz.           
Hehehe. Odezwę się później.
Dbaj o Lukasa. Buziaczki :*
Rebeca


Rebeca zajechała pod szpital O’ Donnell - Madryt. Wysiadła z auta i skierowała się w stronę recepcji. Gdy doszłam zapytała się o rodziców.
-Dzień dobry nazywam się Rebeca Ugarte i chciała by się dowiedzieć o stan zdrowia moich rodziców mieli wypadek.
-Imiona rodziców?
-Saumel i Victoria Ugarte.
-Pani rodzice leża na 3 piętrze urazówka, proszę pytać o doktora Duglasa Peree.
-Dziękuje pani za informacje.

Rebeca skierowała swoje kroki w stronę  windy. Nacisnęła guzik i wsiadła do niej i pojechała na 3 piętro gdy wysiadła z niej zauważyła swoje rodzeństwo siedzące w poczekalni. Ana ją dostrzegła i  podbiegła do niej z uśmiechem na twarzy.

-Rebeco!
-Cześć kotku. Rebeca przytuliła siostrę i uśmiechnęła się w stronę brata.
-Cześć Davide.
-Hej Rebeco.
-Wiecie coś na temat rodziców?
Bliźniaki popatrzyli na nią i pokręcili przecząco głową.
-Nic, nie chcieli nam nic powiedzieć bo jesteśmy nie pełnoletni dlatego czekaliśmy tu na ciebie.
-Skąd lekarze wiedzieli żeby mnie poinformować o wypadku?
-Mama powiedziała mi kiedyś że ma zapisane w notesie że jak im się coś stanie to każdy ma ciebie o tym informować. –odpowiedziała Ana
-To dobrze zrobiła. Idę do lekarzy.
-Siostrzyczko co będzie z nami jak rodzice z tego nie wyjdą?
-Nie mów tak Davide!
-Ale wszystko na to wskazuje Rebeco, chce wiedzieć na czym stoimy z Ane.
-Kochanie to się samo przez się rozumie że się wami zajmę przeciecz jesteście moim rodzeństwem.
-Tak jesteśmy, ale ostatnio nie miałaś dla nas czasu.
- Braciszku przesadzasz trochę, mam swoje życie i kiedy mam czas zawsze odwidziałam was i mamę.
-A ojca?
-Dobrze wiesz że nie mam i nie miałam nigdy dobre kontaktu z ojcem. Kocham go ale każdy z nas ma uparty charakter żeby szczerze porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystkie urazy.
-Nie mogła byś teraz tego zrobić?
-Nie kotku nie wiesz o co chodzi i się nie wtrącaj. To wszystko się zaczęło gdy was jeszcze nie było na świecie.
-Dobrze nie będę się wtrącał, wyjaśnisz nam to kiedyś?
-Tak Davide. Spróbuje wam to kiedyś wyjaśnić  jak będziecie starsi z Ane.
-Dziękuje, nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego nie rozmawiasz z  tatą.
-Zrozumiesz kto kiedyś braciszku.

-Co u ciebie słychać – chciała wiedzieć Ana.
-Specjalnie mnie zagadujecie żebym nie szła do lekarzy i spytała się co z rodzicami?
-Nie, chcemy wiedzieć co u ciebie słychać. A rodziców operują. –odparł Davide.
-Jak to operują i ja nic o tym nie wiem?!
-Nie mówił ci lekarz który do ciebie dzwonił że rodzice od razu zostali przewiezieni na sale operacyjną? –powiedziała Ana
-Nie nic o tym nie wiem. Ile to już trwa tzn. operacja?
-Z dobre 3 godziny. A teraz mów co u ciebie.
-Dobrze już dobrze uparciuchy. Jak widzicie jestem w ciąży i nie długo zostaniecie wujkiem i ciocią.

http://img225.imageshack.us/img225/7186/rebecabebe.jpg


-A co będziesz miała? –dopytywała się niecierpliwie Ana
-Córeczkę :D
-Fajnie a wybrałaś już imię? –chciał wiedzieć Davide.
-Tak wybraliśmy już imię. A właściwie to wybrał jej ojciec.
-Masz męża? - pytał zdziwiony brat.
-Nie braciszku narzeczonego.
-Mama nic nie mówiła na ten temat!
-Bo mama nie wiedziała nic na ten temat. Zaręczyliśmy się 3 dni temu, a ja chciałam wam to osobiście powiedzieć i wybieraliśmy się do was z tą wiadomością ale nie zdarzyliśmy przed wypadkiem.
-Jak ma na imię twój narzeczony i powiesz wreszcie jakie imię wybrałaś dla naszej siostrzenicy.
-Mój narzeczony ma na imię Martin a imię dla małej to Oliwia Victoria Ana.
-Fajne imię wybraliście.

-Dziekuj ;) A co u was cały czas tylko o mnie rozmawiamy. Co w szkole?
-U mnie dobrze –odparła Ana. Ale Davide  grozi nie zdanie z historii.
-No wieszcz co braciszku! Masz w rodzinie historyka i nie mogłeś do mnie zadzwonić żebym ci mogła pomóc ?
-Nauczycielka na mnie się uwzięła.
-Hehe. Bo na pewno jej dokuczałeś inaczej by cie nie dręczyła.
-Nie siostrzyczko, chodziłem z jej córką i zerwałem po jakiś czasie o od tego czasu mam przechlapane u historyczki.
-Oj biedactwo. Mówiłeś o tym rodzica?
-Nie! I nie warz się o tym wspominać.
-Dobrze nie będę wspominać rodzicom, ale masz się wziąć do nauki. Jak będę miała chwile czasu to zajadę do szkoły i porozmawiam z tą panią.
-Naprawdę to zrobisz dla mnie?
-Tak.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. Dobra dzieciaki wrócimy do tej rozmowy później teraz pójdę się spytać o stan zdrowia naszych rodziców jak będzie wszystko dobrze to jedziemy do domu, bo muszę trochę odpocząć.
-Dobrze.
-No to idę.

Rebeca wstała z krzesła i poszła poszukać lekarza który zajmował się jej rodzicami. Wyciągnęła komórek żeby zobaczyć która była godzina na wyświetlaczu pokazywało się 18:15 i kilka połączeń nie odebranych i jedna wiadomość nie odczytana.

Masz 10 połączeń nieodebranych
Masz 1 wiadomość nie odebraną

Rebeca zobaczyła że Hector i Lucia dzwonili do niej dwa razy, reszta połączeń i sms-a były od Martina


Kochanie :*
Gdzie jesteś szukam cię cały dzień.
Wybacz mi że tak głupio postąpiłem.
Przepraszam za wszystko, obiecuje że nigdy się to już nie powtórzy.
Odezwij się do mnie.
Kocham cię bardzo :*
Martin

BarthezzLodz - 2011-01-26 17:51:00

Hector był zaskoczony rezultatami hipnozy, którą przeprowadził znajomy Lucii – Manuel. Był to bardzo miły człowiek, jednakże Hector odczuwał jakieś nieuzasadnioną obawę przed nim. Nie miał przecież ku temu żadnych powodów. Manuel był przecież zaufanym człowiekiem.
Sandra postanowiła się udać do Lucii na drobne ploteczki. Razem z nią poszedł Hector. Chciał podziękować za załatwienie naprawdę dobrego fachowca.
- Lucia, ten Manuel jest nieziemsko przystojny. Ma kogoś? Normalnie zakochałam się w jego niebieskich oczach i blond włosach… - zaczęła Sandra.
- Blond włosach? – zapytała zaskoczona kobieta.
- No tak. Jest naprawdę przystojny.
- Ale on… on jest brunetem.
- No co ty… przecież wiem, co widziałam, prawda Hectorze? – odpowiedziała Sandra.
- Tak. Wysoki blondyn.
- Wysoki? Muszę was chyba zmartwić. To nie mógł być Manuel. On jest raczej niskim brunetem.
- To kto to mógł być? – zapytali niemal jednocześnie Hector i Sandra.
- Zaraz zadzwonię do szpitala i porozmawiam z Manuelem.
Lucia wyjęła swój telefon komórkowy i zadzwoniła do zaprzyjaźnionej kliniki.
- Szpital nr 3 w Madrycie. Alexandra del Toro, w czym mogę pomóc? – odezwał się miły głos w słuchawce.
- Witam serdecznie, Lucia Garcia przy telefonie. Mogłabym rozmawiać z Manuelem de Guirrano?
- Doktor znajduje się w swoim gabinecie. Już łączę.
Lucia długo czekała aż psycholog odbierze. Sekundy dłużyły się niemiłosiernie.
- Niestety doktor nie odbiera. Być może ma pacjenta. Proszę spróbować za piętnaście minut, dobrze?
- Dobrze. Dziękuję bardzo. – odpowiedziała wyraźnie zaniepokojona.
- I co? – zapytał Hector.
- Manuel na razie nie odbiera, być może ma pacjenta. Mam zadzwonić za jakiś czas.
- A co jeżeli oni zrobili mu krzywdę? – zapytała z przerażeniem w głosie Sandra.
- Nie wyciągajmy pochopnych wniosków. Za chwilę zadzwonię ponownie. – odpowiedziała Lucia.
Po piętnastu minutach Lucia jeszcze raz wystukała numer telefonu.
- Szpital nr 3 w Madrycie. Alexandra del Toro przy telefonie, w czym mogę pomóc? – zapytała po raz kolejny kobieta.
- Tu jeszcze raz Lucia. Lucia Garcia.
- Tak, pamiętam. Już łączę z doktorem de Guirrano.
Po kilku sekundach oczekiwania w słuchawce odezwał się inny głos. Męski. To był głos Manuela.
- Manuel de Guirrano przy telefonie. Dzień dobry.
¬- Cześć Manuel, tu Lucia z Czarnej Laguny.
- Tak, tak. Poznaję. Dzwonisz pewnie, żeby zapytać, kiedy znajdę czas, aby wpaść do tej twojej przyjaciółki. Przepraszam, ale miałem bardzo zapracowany tydzień.
- Manuel… tutaj w Czarnej Lagunie ktoś był. Ktoś, kto podał się za ciebie. Przeprowadził Sandrze hipnozę.
- O niczym takim nie wiem. Nikogo do was nie wysyłałem. Dał Sandrze jakieś tabletki? Jeśli tak, to niech pod żadnym pozorem ich nie bierze. Nie wiemy co to za typ…
- Dziękuję za rozmowę. Czyli jutro do nas przyjedziesz?
- Tak, jutro będę miał więcej czasu. Będę po obiedzie, około 17, pasuje wam?
- Tak, tak. – odpowiedziała bez namysłu Lucia. – Do zobaczenia.
- Do jutra. – prawdziwy Manuel odłożył słuchawkę.
Lucia odłożyła swoją komórkę i powiedziała do rodzeństwa:
- Ten facet, który tutaj był to nie Manuel. On nawet nie ma pojęcia o jego wizycie. To musi być ktoś, kto podsłuchał moją rozmowę. Tylko nie wiem po co…
Hector i Sandra aż zamarli z wrażenia.
- Może ten ktoś jest z OTTOXu i chce wiedzieć co Sandra pamięta z czasów dzieciństwa. – odezwał się Hector.
- Tylko po co? – zapytała jego siostra.
- Aby wiedzieć, że im nie zagrażasz. Że nie pamiętasz szczegółów. Nie wiem. – odparł smutno mężczyzna.
- I co my teraz zrobimy? – zapytała z nadzieją Lucia. – Tak na dobrą sprawę nie wiemy kim w ogóle był ten człowiek.
- Poczekaj chwilę, Lucia.  W torebce mam wizytówkę, którą mi dał. Mówiąc szczerze, to nawet jej nie oglądałam. Może tam będzie jakaś wskazówka.
Sandra  pobiegła do swojego pokoju i przyniosła dużą skórzaną torbę. Zaczęła przetrząsać jej zawartość w poszukiwaniu wizytówki. Liczność kieszeni, schowków i suwaków zdecydowanie nie ułatwiała zadania. Po kilku minutach nerwowego przeglądania czeluści czekoladowej torby Sandra wyjęła niewielki kartonik.

Manuel de Guirrano
specjalista do spraw psychologii
tel. +34 536 98 98 78

- To nie jest jego numer telefonu. – powiedziała Lucia.
Sandra odwróciła wizytówkę na drugą stronę. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Julia25 - 2011-01-26 17:55:15

-Sandra, co tam jest? -zapytała Lucia widząc zaniepokojoną minę przyjaciółki.
Ta bez słowa odwróciła wizytówkę.
-St. Barbara Hospital? -zapytał Hector. Myślałem, że będzie wielki napis OTTOX czy coś takiego.
-Co ma z tym wszystkim wspólnego St. Barbara?  -zapytała zdziwiona Lucia.
Sandra westchnęła głęboko. I tak wizja wspólnych ploteczek z Lucią poszła w las. Czy jeszcze kiedykolwiek spędzi spokojny dzień bez napomykania o OTTOXie?
-St. Barbara to szpital, do którego jeździłam na 'badania' w dzieciństwie, to szpital, gdzie urodziłam Marcosa i Paulę...
-Chwila, chwila. -przerwał jej Hector. Dlaczego wybrałaś ten szpital gdy byłaś w ciąży z Marcosem i Paulą? Przecież bliżej miałaś lepszy i nowocześniejszy Szpital Kliniczny nr 1...
-wiesz, chciałam do niego iść, ale mój ojciec mnie przekonał, ze St. Barbara jest lepsza, ze ma tam znajomych, którzy się mną dobrze zaopiekują.
-Tak, i ci sami znajomi sprawili, ze jesteś w ciąży. -pomyślał Hector. -No to jest wszystko jasne. -powiedział. -Sandra jest znów w ciąży i OTTOX poprzez ludzi z St. Barbara chce mieć nad nią kontrolę. Im  zależy na dziecku...

Lucia zastanawiała się nad tym, czy powiedzieć rodzeństwu o tym, czego dowiedziała się od Eduardo w laboratorium. O tym, ze Paula została poczęta w ten sam sposób co najmłodsze dziecko Sandry. Nie, postanowiła się z tym wstrzymać i porozmawiać z Hectorem na osobności. Sandra mogłaby się tym zbytnio przejąć, co mogłoby zaszkodzić maleństwu.

-Mierde! I po co ja się zgodziłem na tę hipnozę? Teraz ci hijo de puta wiedzą, co Sandra pamięta. -powiedział zrozpaczony Hector.
-Super! Czyli znowu jestem w niebezpieczeństwie? -zapytała podirytowana Sandra. -Czy oni nigdy nie zostawią nas w spokoju? Dlaczego nie mogą sobie znaleźć innych ofiar? Dlaczego musimy przez nich cierpieć? Ja mam już tego dosyć, dłużej tego nie zniosę!
-Sandra, spokojnie. -Lucia starała się ją uspokoić. -Tylko mi tu teraz nie mdlej. Stres może zaszkodzić maleństwu.
-Wcale nie zamierzam! -wykrzyknęła kobieta i wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami, zostawiając Hectora i Lucię ze zdziwionymi minami.

-Lucia, może ty jednak spróbuj załatwić tego psychologa na dzisiaj. Mojej siostrze się chyba właśnie pogorszyło...
-Źle wykonana hipnoza może pozostawić widoczne ślady na psychice. -odrzekła lekarka. -Ale chyba o to chodziło OTTOXowi. Idź jej poszukać. Boję się, ze Sandra może zrobić coś głupiego, nie jest sobą. Ja zadzwonię do Manuela.

-Manuel de Guirrano przy telefonie. Słucham?
-Witaj Manuel, to znowu ja, Lucia. Przepraszam, że znów zawracam ci głowę, ale może dałbyś radę przyjechać dzisiaj? Najlepiej jak najszybciej.
-Coś się stało twojej przyjaciółce?
-Nie jest z nią dobrze. Podejrzewam że to sprawka tego gościa od hipnozy. Wybiegła nagle z pokoju bez słowa. Sprawiała wrażenie, jakby chciała zrobić coś głupiego. Manuel, ja się naprawdę o nią boję!
-Dobrze, postaram się przyjechać jak najszybciej. Z tego co mówisz, jest bardzo źle.
-Dziękuję Manuel. -powiedziała Lucia i zakończyła połączenie.

Hector pobiegł do pokoju siostry. Nie było jej tam. Wybiegł na korytarz krzycząc:
-Sandra! Sandra! Odezwij się!
-Hector, co się stało? -zapytał Marcos wychylając głowę z pokoju. -Dlaczego tak krzyczysz?
-Marcos, widziałeś gdzieś mamę?
-Tak, wyszła gabinetu Lucii i poszła na dół. Była jakaś dziwna... Czy z nią wszystko dobrze?
-Żebym ja to wiedział .-powiedział smutno mężczyzna. -Dzięki, wracaj do pokoju. Idę jej szukać.

Hector zbiegł na dół po schodach. Sandry nigdzie nie było widać. Wybiegł na zewnątrz i odetchnął z ulgą. Jego siostra siedziała na ławce.
-Sandra! Co ty wyprawiasz? -krzyknął podbiegając do niej. -Co się z tobą dzieje?
-A co ma się dziać? Mam już tego dosyć! Ciągłe życie w strachu? Co to za życie. Lepiej już tym raz na zawsze skończyć...
-Co ty mówisz? -przestraszył się mężczyzna. -Sandra, a ja? A twoje dzieci? A maleństwo o którym powinnaś teraz myśleć?
Kobieta rozpłakała się.
-Ty się nimi zajmiesz lepiej. Przynajmniej nie będzie wam już groziło niebezpieczeństwo.
Sandra nie wiedziała jak bardzo się w tej chwili myliła...
-Przestań wygadywać głupoty, Chodź na górę. Musisz odpocząć. Wytrzyj łzy, wszystko będzie dobrze. Nie możesz tylko się poddawać.
Sandra wstała z ławki.
-Już za późno...
-Sandra?! O czym ty mówisz?
-Hector, spać mi się chce...
Mężczyzna spojrzał na nią z przerażeniem.
-Sandra? Co ci jest? Co ty zrobiłaś?
Kobieta opadła na ławkę, z ręki wypadł jej pusta buteleczka po jakiś tabletkach.
-Sandra! Sandra! Mierde! Sandra! Coś ty wzięła? Sandra?! Słyszysz mnie?

paulax5 - 2011-01-26 20:57:38

Lucia była u siebie w gabinecie, wietrzyła go właśnie kiedy usłyszała krzyczącego Hectora. Natychmiast zbiegła na dół i wyszła z Internatu podbiegając do rodzeństwa
-Sandra? Co się stało? Zemdlała?
-tak, myślałem, że w porządku ale za chwilę opadła na ławkę, mówiła, że jej się spać chce
-Sandra! Obudź się…
Kobieta zaczeła ja lekko poklepywać i po chwili Sandra zaczeła otwierać oczy
-spać mi się chce…
-pomożesz mi ja zanieść do środka?
Hector wziął siostrę na ręce i zaniósł do gabinetu i położył na leżance. Lucia popatrzyła na kobietę
-Hector czy ona przypadkiem czegoś nie brała? Jakiś leków?
-znaczy… hmm… ja niewiem…. To trzymała w ręku-mówił podając buteleczkę po tabletkach
-skąd ona je wzięła? U mnie są schowane na kluczyk!
-co to są za lekarstwa? Wyjdzie z tego?
-to środki nasenne… Już chyba wiem skąd je miała. Ostatnio jak nie mogła spać dałam jej żeby się wyspała. Jak mogłam nie pomyśleć, że może spróbować zrobić coś takiego!
-Lucia, to nie Twoja wina, co teraz z Nią będzie
- zmierze jej najpierw ciśnienie no i  będę musiła jej pobrać krew i to sprawdzić
Lekarka zmierzyła jej ciśnienie
-Ma znów zbyt wysokie, ja niewiem co mam z Nią robić, ciągle ono skacze, te wszystkie krótkotrwałe utraty przytomności mogą się kiedyś naprawdę źle skonczyć, żadne lekarstwa na już nie działają, niewiedze tu innego wyjścia jak dłuższy odpoczynek w szpitalu bo opieką,  ja nie zwsze mogę być przy Niej a to naprawde niebezpieczne zwłaszcza, że jest w ciąży
-do szpitala? Lucia proszę nie rób tego
-Hector to co ja mam zrobić? Tu się ciągle coś dzieje, to ją przerasta, ona musi odpocząć
Lucia pobrała krew i sprawdziła jej zawartość. Okazało się że Sandra faktycznie wzięła tableteki  nasenne, całe szczęście jednak, że nie wzięła ich za dużo
-teraz będzie spała, ale muszę cały czas z Nia być jak by się coś działo

Razem czuwając przy Niej usiedli obok, pijąc kawę i zaczeli rozmawiać
-Chciałam z Wami porozmawiać na temat tych zwłok, ale powiem Tobie, Sandra narzie nie powinna o tym wiedzieć ma wystarczająco dużo zmartwień i problemów. Osobą, którą znalazłeś była Kobieta, jedna z sierot, gdyż miała tatuaż bliźniąt, podano jej leki po których zaczeła się dusić i zmarła. Eduardo nie udało się ustlić kto to był wcześniej ale dziś rano zadzwonił, że to była sędzia- Marta, jedna z dziewczynek, na których przeprowadzano doświadczenia
-podejrzewasz, że to OTTOX?
-Ja nie podejrzewam, ja wiem, słuchaj dalej… Ona była w 2 miesiącu ciąży, to było zapłodnienie a nie ciąża naturalna i jest jeszcze jedna rzecz… to dziecko miało takie samo DNA co matka, przypomina Ci to coś?
Hector nie wiedział co odpowiedzieć
-to… oni jej tez to zrobili?
-przy niej Eduardo znalazł jeszcze jeden list- Lucia wyjęła go z szuflady i podała Hectorowi
-musimy być bardzo ostrożni, oni wszystko o Nas wiedzą
-tak, zdecydowanie za dużo
W tym momencie któs zaczął pukać do gabinetu
…………..puk…………….puk…………
-proszę
-Hola Lucia!
-Manuel!, Jak miło Cię widzieć!
-Lekarz wszedł do środka i zobaczył Hectora
-Dzień dobry Manuel de Guirrano-psycholog
-Hector de la Vega, jestem dyrektorem szkoły
-miło mi poznać
-Dziękuję Ci, że zgodziłeś się przyjechać jeszcze dziś, ale jak widzisz były małe komplikacje, z Sandrą nie jest dobrze, naprawdę liczę, że ta rozmowa z Tobą coś da!
-Postaram się pomóc, ale na razie to chyba nie możliwe bo pacjentka śpi
-moja siostra wzięła już z tego wszystkiego środki nasenne
-Maneul spokojnie ona zaraz powinna się obudzić podałam jej płyny na przeczyszczenie, nie wzięła ich dużo i jeszcze nie zdążyły dobrze zacząć działać

W tym momencie Sandra zaczeła się podnosić
-Sandra, połóż się może jeszcze
-nie, co się stało?- pytała zmieszana kobieta
-nieważne, już dobrze przyjechał mój znajomy, żeby z Tobą porozmawiać dasz radę?
-tak… ja …tylko boli mnie głowa
-Może przejdziemy do pokoju Snadry?- zaproponował Hector
-tak to będzie najlepsze rozwiązanie, dobrze oby podczas rozmowy pacjenta znajdowała się swoim otoczeniu i miejscu przyjaznym a gabinet lekarski raczej się zbyt dobrze nie kojarzy
Hector pomógł siostrze wstąć i razem z psychologiem poszli do pokoju Sandry

Oranjezicht - 2011-01-26 21:24:05

Lucas zaraz po przebudzeniu kolejnego dnia poczuł się bardzo źle, mimo, że przespał całą poprzednią noc. Chłopiec nienawidził złego samopoczucia. "Ktoś tu musi rozsiewać paskudne zarazki i teraz nie będę mógł wyjść z łóżka i bawić się z Thomasem - skoro on jest chory to lepiej żeby nie miał kontaktu z innymi chorobami....ale ja się tutaj zanudzę na śmierć! Nie wiem kto mógł być takim złośliwcem żeby roznosić zarazki, jak był chory to powinien leżeć w łóżku a nie chodzić i zarażać innych. Muszę pójść do Lucii i poprosić o jakieś lekarstwa, może mi coś da takiego, że od razu się lepiej poczuje, w końcu Lucia zna się na całej medycynie i nie ma lepszego lekarza niż ona na całym świecie" Lucas powoli zszedł z łóżka i czuł, że bolą go wszytskie kości, a i czuł jeszcze rozcięte kolano. Udał się więc wolnym krokiem do pokoju Lucii w nadzie na otrzymanie cudownego lekarstwa...miał napradę dużą nadzieję, że się nie rozczaruje....

daglas89 - 2011-01-26 21:29:04

Rebeca poszła poszukać doktora Duglasa Peree. Znalazła go w jego gabinecie.  I zapukała do drzwi.

Puk,Puk.

-Proszę.
-Dobry wieczór doktorze, przyszłam się spytać o moich rodziców Samuela i Victoria Ugarte.
-Dzień dobry pani, ja się nazywam Duglas Peree. A z kim mam przyjemność?
-Oj przepraszam, Rebece Ugarte.
-Miło mi pani Rebeco. Mam złe wiadomości.
-Może przejść pan od razu do konkretów?
-Mogę choć będzie to dla pani szok a szczególnie w takim stanie.
-Dam sobie radę. Niech pan mówi o co chodzi.
-Niestety  pani ojciec nie żyje, obrażenia wewnętrzne były tak rozległe że operacja nić nie pomogła i zmarł na stole.
-A co z mamą?
-Z panią Victoria jest lepiej, ale niestety będzie sparaliżowana do końca życia. Ma przerwane kręgi w kilku miejscach i będzie musiała cały czas leżeć w łóżku.
Rebece zaczęły lecieć łzy po policzku.
-Wiec nie ma żadnej nadziej że wyzdrowieje?
-Nie pani Rebeco.
-Mogę się z nią zobaczyć?
-Oczywiście że tak, już się wybudziła z narkozy.
-Dobrze, niech zaprowadzi mnie pan do niej.

Lekarz zaprowadził ją do Matki która leżała w sali pooperacyjnej. Rebeca podeszła do łózka gdzie leżała kobieta i usiadła koło niej na krześle.

-Cześć mamusiu
-Rebeco! Co ty tu robisz?
-A jak myślisz? Dostałam telefon i od razu się zjawiłam przecież nie zostawię ciebie ani Davide czy Ane samą.
-Ale przecież ty jesteś w ciąży powinnaś na siebie uważać.
-Mamo! Nie dyskutuj ze mną. Mam się  dobrze i nic mi nie jest martwię się teraz o ciebie.
-A co z dzieckiem?
-Oliwia ma się dobrze za miesiąc poród i lekarze nie stwierdzili niczego niepokojącego. Wiec nacieszysz się jeszcze z towarzystwa wnuczki.
-To dobrze że nic ci nie jest i małej.
-Mówiłam ci. Jak się czujesz?
-A jak ma się czuć osoba sparaliżowana.
-Mamusiu nie załamuj się będzie dobrze. Załatwię najlepszych specjalistów i wyzdrowiejesz.
-Nie liczę na to córeczko.
-Dasz rade mamusiu tylko proszę cię nie załamuj się.
-Dobrze Rebeco postaram się dla ciebie.
-Musisz mamo. Za 3 miesiące mój ślub musisz na nim być tak samo małolaty.
-Bierzesz ślub? I nic mi o tym nie powiedziałaś
-Tak mamo biorę ślub. Nic ci nie mówiłam bo zaręczyłam się 3 dni temu i mieliśmy z Martinem i Lukasem przyjechać na weekend i wszystko wam opowiedzieć ale nie zdarzyliśmy bo zdarzył się wypadek.

-Kto to jest Lukas?
-Syn Martina uroczy urwis na pewno go polubisz. Mnie przekabacił na swoja stronę raz dwa, a wiesz dobrze że nie mam zaufania do poznanych dopiero co ludzi.
-Musi to być wyjątkowy chłopczyk.
-Tak samo mamo jak ty, ja czy bliźniaki.
-Jak to?
-Też ma dar tak samo jak my. Ma prorocze sny.
-Naprawdę?
-Tak.
-Muszę go poznać, dużo z nim mam wspólnego.
-Wiem mamusiu dlatego powiedziałam że go polubisz.
-Muszę na chwile wyjść. Przysłać tu twoje urwisy?
-Nie na razie nie. Powiedziałaś im o ojcu i o mnie?
-Nie mamo. Ale i tak muszę im o tym powiedzieć.
-Dobrze ale powiedz im to łagodnie wiesz jakie one są wrażliwe.
-Wiem mamo. Ana od razu będzie mi czytać w myślach a Davide sprawdzać moje emocje. Przed nimi nic się nie ukryje.
-Wiem że nic nie ukryjesz. Dlatego nigdy nie powiedziałam o tym twojemu ojcu bo znów by się zaczęło to samo co z tobą.
-I dobrze że nie powiedziałaś. Nie chciała bym żeby oni ten sam horror przeżywali co ja gdy dorastałam.  A wiesz że dzisiaj mnie wypytywali o to?
-Naprawdę?
-Owszem ale powiedziałam że są jeszcze za mali żeby to zrozumieć i gdy dorosną wytłumaczę im to kiedyś.
-A będziesz wstanie to zrobić?
-Muszę mamo. One muszą wiedzieć co zrobił ojciec żeby zrozumieć moje postępowanie do niego.
-Nigdy mu nie wybaczysz prawda?
-Tak mamo. Dla mnie to jest koszmar i chce o nim zapomnieć. Wiec nie rozmawiajmy na ten temat dobrze?
-Jak chcesz kotku, ale zawsze możesz ze mną o tym porozmawiać.
-Wiem i za to cię kocham że potrafisz wysłuchać i nie prawić kazań. Wrócę za 5 minut muszę iść do toalety.
-Dobrze kochanie uważaj na siebie.

Rebeca wyszła z pokoju i się zastanawiała jak to wszystko urządzić. Na pewno będzie trzeba sprzedać dom i kupić jakiś bliżej internatu żeby mama i bliźniaki byli blisko mnie i żebym mogła im zawsze pomóc i trzeba będzie zatrudnić jakąś pielęgniarkę do jej pomocy. Musze zadzwonić do Luci i Hectora.

Rebeca wyjęła komórkę i wykręciła numer Hectora

-Z tej strony Hector de la Vega w czym mogę służyć?
-Cześć Hector z tej strony Rebeca, mam do ciebie sprawę.
-Rebeca! Jak miło że dzwonisz. Czemu nie odbierałaś telefonów martwimy się o ciebie.
-Przepraszam cię ale nie słyszałam jak dzwoniłeś. Byłam zajęta.
-I Jak rodzice?
-Niestety jest kiepsko. Tata nie żyje a Mama jest sparaliżowana.
-Oj biedactwo współczuje cie.
-dziękuje. Mam do ciebie sprawę.
- Mów o co chodzi.
-Czy znalazł byś dwa wolne miejsca w szkole. Chciała bym żeby moje rodzeństwo uczyło się tam gdzie pracuje miała bym na nich oko.
-oczywiście że znajdzie się miejsce dla nich.
-Dziękuje ci Hectorze.
-proszę a co z zrobisz z mamą?
-Sprzedam dom i kupie coś blisko Internatu żeby mieć na nią oko i w razie potrzeby zawsze jej pomogę. No i muszę zatrudnić jakąś pielęgniarkę do niej ale to pomału.
-Kiedy wracasz?
-Jak załatwię tu wszystkie sprawy i kiedy mamę wypiszą ze szpitala.
-Nie martw się będziesz miała tyle wolnego ile potrzebujesz.
-Dziękuje jesteś kochany . :* Muszę kończyć odezwę się później.
-trzymaj się. I zawsze dzwoń gdy będziesz potrzebowała pomocy.
-Dziękuje jeszcze raz i się trzymaj cieplutko pozór wszystkich.
-Pozdrowię. Do usłyszenia, pa
-Pa.

Rebeca rozłączyła  się i wybrała numer do Luci. Ale koleżanka nie odbierała. Za to włączyła się skrzynka pocztowa, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału. Pik:
Cześć Lucio wiem że zawracam cię głowę ale mam do ciebie sprawę.
Czy mogła byś polecić mi jakąś pielęgniarkę potrzebuje do opieki nad matka została sparaliżowana.
Musze kończyć zadzwonię później. Buziaczki :* Pa.



Gdy kobieta skończyła rozmawiać prze telefon skierowała się w stronę poczekalni gdzie zostawiła swoje rodzeństwo. Podeszła do nich i powiedział prostu z mostu o co chodzi, wiedziała dokładnie że bliźniaki nie lubią jak coś się przed nimi ukrywa.

-Słuchacie, sytuacja nie wygląda najlepiej. Tata nie żyje miała za poważne obrażenie i zmarł w czasie operacji. A mama jest sparaliżowana i nigdy nie będzie już chodzić. Byłam przed chwilą u niej i trzyma się jakoś. Chce was zobaczyć. …

Rebeca nie dokończyła zdania bo zauważyła na korytarzu mężczyznę który szedł w jej stronę

-Martin to ty….?

Villa - 2011-01-26 22:56:01

Martin nie mógł znieść tej niepewności, ciągłego nie odbierania telefonów przez Rebecę. Postanowił do niej pojechać, bez względu na wszystko. W końcu to kobieta jego życia, jest teraz w trudnej sytuacji, a jego tam nie ma. Pakował się jak najszybciej mógł, żeby móc do Rebeci dojechać jeszcze zanim będzie ciemno.

- A jeszcze wiadomość dla Lucasa.

Wziął kartkę i zaczął pisać:

Kochany synku!

Wiem, że ostatnio..


W tym momencie Martin zauważył Lucasa

- Lucas zaraz, dokąd idziesz? Synku zaczekaj.
- Nie rozmawiam z Tobą.. Jesteś malo..
- Lucas, kochanie nie mów tak, wiesz, że tata bardzo Cię kocha.
- Ale krzyczysz na mnie!
- To było złe, obiecuję, że się nie powtórzy. Teraz muszę ci powiedzieć, że się śpieszę, pisałem do ciebie list.
- Do mnie, super! Lucas cieszył się strasznie.
- Tak chciałem ci napisać, ze bardzo mi przykro, że na Ciebie nakrzyczałem i że jadę do Rebeci.
- Jedziesz do mamy? Już się nie kłócicie?
- Tak jadę do mamy, już się nie kłócimy ;)
- Naprawdę. Kocham Cię synku ;) Wrócę za niedługo, obiecuję. A teraz odprowadzę cię do Lucii, bo wyglądasz na osłabionego.
- Dobrze tato, ja i tak tam szedłem.

Martin odprowadził Lucasa, pożegnał się z nim i ruszył w drogę..

Jakiś czas później..

daglas89 napisał:

Rebeca nie dokończyła zdania bo zauważyła na korytarzu mężczyznę który szedł w jej stronę

-Martin to ty….?

- Tak kochanie to ja. Przepraszam.. Ja..

Nie zdążył już nic powiedzieć, Rebeca pobiegła w jego stronę i zaczęła płakać..

- Kochanie, co się stało? To przeze mnie, przepraszam, ja naprawdę Cię KOCHAM i nie chcę cię skrzywdzić..
- Och Martin, nie mówmy teraz o tym, mój tata.. Mój tata nie żyje ;(
- O Boże. Tak mi przykro. Martin przytulił Rebecę jeszcze mocniej. Wypłacz się kochanie, wypłacz, dobrze Ci to zrobi.

Chwilę potem Martin poznał rodzinę Rebeci. Od razu się polubili ;)

- A to moja mama, poznajcie się.
- Mamo to Martin..
- Twój narzeczony, ten, o którym tyle mi teraz opowiadałaś. A gdzie mój wnuk?

Martin z uśmiechem na twarzy spojrzał na Rebecę i już wszystko było jasne..

- ,,..W końcu za chmurami zawsze jest słońce.." :D Powiedział sam do siebie Martin i pocałował Rebecę

Dla nich, był to moment przełomowy :)

- Halo? Zakochani? A gdzie mój wnuk?
- A tak mamo, przepraszamy.
- Pani wnuk jest chory i musiał zostać w szkole, ale obiecuję, że już niedługo go Pani pozna.
- Jaka Pani? Mów mi mamo, w końcu 3 miesiące zlecą jak 1 dzień i będziemy rodziną.
- Dobrze Proszę Pani, tzn. Dobrze Mamo ;)

Rebeca z Martinem wyszli z sali i odwieźli bliźniaki do domu, a sami udali się do hotelu, żeby odpocząć, po długim i ciężkim dniu.

W końcu i tak mieli sobie jeszcze tyle do powiedzenia.. ;)

Musieli nadrobić swoje ciche dni..

paulax5 - 2011-01-26 22:59:08

Oranjezicht napisał:

Lucas zaraz po przebudzeniu kolejnego dnia poczuł się bardzo źle, mimo, że przespał całą poprzednią noc. Chłopiec nienawidził złego samopoczucia. "Ktoś tu musi rozsiewać paskudne zarazki i teraz nie będę mógł wyjść z łóżka i bawić się z Thomasem - skoro on jest chory to lepiej żeby nie miał kontaktu z innymi chorobami....ale ja się tutaj zanudzę na śmierć! Nie wiem kto mógł być takim złośliwcem żeby roznosić zarazki, jak był chory to powinien leżeć w łóżku a nie chodzić i zarażać innych. Muszę pójść do Lucii i poprosić o jakieś lekarstwa, może mi coś da takiego, że od razu się lepiej poczuje, w końcu Lucia zna się na całej medycynie i nie ma lepszego lekarza niż ona na całym świecie" Lucas powoli zszedł z łóżka i czuł, że bolą go wszytskie kości, a i czuł jeszcze rozcięte kolano. Udał się więc wolnym krokiem do pokoju Lucii w nadzie na otrzymanie cudownego lekarstwa...miał napradę dużą nadzieję, że się nie rozczaruje....

-Witam Lukas!
-cześć Lucia- odpowiedział słabiutkim głosikiem pozbawionym radość chłopczyk
-Coś kiepsko wyglądasz, usiądź tutaj
-Lucia, wszystko mnie boli, kości mnie bolą, głowa i gardło i nie mam siły...
-zmierzymy gorączkę, a później dam Ci jakieś magiczną tabletkę i napewno poczujesz się lepiej ;)
Kobieta podała chłopcu termometr
........po kilku minutach.............
-oj Lukas masz wysoką gorączkę 38,9, zaraz coś Ci dam
Lekarka podeszła do szafki z lekami wyjeła tabletkę i nalała do szklaneczki soku pomarańczowego
-proszę, połknij tą magiczną tabletkę i nie długo wszytko Ci przejdzie. A tu mam jeszcze dla Ciebie naklejkę i lizaka na osłodę
-Dziękuję Lucia
-teraz zmykaj do łóżka, i niech ja Cię tylko zobaczę, że nie leżysz! Musisz odpocząć jaśli tabletka ma zacząć działać, dobrze?
-tak, będę leżał, chciałbym pójść do Rebecki się położyć ale nigdzie nie mogę jej znaleźć, nie wiesz gdzie może być?
-Rebecka nie długo wróci musiała na chwilkę wyjechać z Internatu
-a dlaczego mi nic nie powiedziała?
-widocznie nie chciała Cię martwić, zobaczysz, że nie długo wróci. Zmykaj do łóżka!
-no dobrze już idę...

Krisztian - 2011-01-27 02:36:13

crisfan napisał:

Już miał pociągnąć za klamkę i otworzyć drzwi do pokoju gdy nagle drzwi otworzyły się same i stanął w nich....Macros.
-Można wiedzieć co robiłeś w moim pokoju? Tylko błagam nie mów,że przyszedłeś sprawdzić jak się czuję!-wrzasnął zdenerwowany Jacques.

- Jeszcze się pytasz co tutaj robię? - zapytał Marcos.
- No jak widać...pytam, bo nie wiem.
- Taaak, to powiedz mi co robią nasze karty zdrowia u Ciebie?
- Jak to co robią? Leżą. - odpowiedział zmieszany Noiret.
- A czemu u Ciebie? O ile pamiętam były u Lucii gdy tydzień temu nas szczepiła. - powiedział Marcos.
- Ale....teraz są u mnie, bo w gabinecie Lucii wszystkie szafki są dezynfekowane. - odparł Jacques.
- Tak, to ciekawe, że tylko karty naszej piątki są (Marcos, Ivan, Carol, Julia, Vicky).
- Są bo....a zresztą ja nie muszę Ci się z niczego tłumaczyć gówniarzu. Wynocha z mojego pokoju. - krzyczał Noiret.
- Wychodzę, ale tak tego nie zostawię. Jeśli coś kombinujesz, to ja dowiem się tego, a wtedy pożałujesz, że się urodziłeś francuski piesku. - odpowiedział zdenerwowany Marcos, który wychodząc trącił Noireta. Ten aż zawył z bólu i złapał się za "uszkodzony" bark.
- Ja Was chronię, a Wy tak się odpłacacie..... - powiedział półgłosem.

Marcos wrócił do swojego pokoju. Wraz z Ivanem opracowywali plan na noc.
- Może się rozdzielimy? - pytał Ivan. - Połowa w kuchni, połowa w bibliotece?
- To nie jest głupi pomysł!  A byłbyś w stanie zdobyć od Fermina krótkofalówki? - zapytał Marcos.
- Jasne. Kucharzyk je z ręki mojej mamusi. - uśmiechnął się Ivan.

Ivan poszedł do Marii...
- Maria, słuchaj, mam sprawę... - zaczął.
- Nie pomogę Ci już. - mówiła zdenerwowana.
- Ale jak to? Co ja takiego zrobiłem? - zapytał.
- Jeszcze nie wiesz? A wychodzenie z Internatu, to co?
- Kto nas śledził? Kto Ci powiedział? - pytał.
- Sama widziałam, wieszając pranie z boku Internatu. - odpowiedziała.
- Musieliśmy, Maria, uwierz mi. Tylko jedna przysługa. - prosił Ivan.
- Nie ma szans. Nie! - odpowiedziała Maria i poszła korytarzem w stronę gabinetów....

- Mierda! - pomyślał Ivan. Postanowił sam zdobyć krótkofalówki. Gdy Fermin był z Marią...on wszedł do jego pokoju i przeszukując szafkę natknął się na nie (krótkofalówki).
- Łatwo poszło. - pomyślał.

Wrócił do pokoju...
- Mam. Łatwo nie było...
- Maria się opierała? - zapytał Marcos.
- Nie, nie pomogła mi. Musiałem je ukraść. - odpowiedział.
- Mierda. Znowu się w coś wkopiemy.
- Daj spokój. Chodź do dziewczyn.

U dziewczyn...
Ivan z Marcosem im wszystko opowiedzieli.
- Dobra, to jak się dzielimy? - zapytała Vicky.
- Ja z Tobą i Carol, a Ivan z Julią. - odpowiedział Marcos.
- Czemu tak? - pytała Julia.
- Tak będzie dobrze. - uśmiechnęła się Carol.

Gdy siedzieli w pokoju Marcos usłyszał krzyk Hectora: Sandra! Sandra!.
Hector kazał mu się wrócić do pokoju, lecz on nie dał za wygraną. Postanowił pobiec i sprawdzić co się z jego mamą dzieje.
Wbiegł do gabinetu Lucii...
- Mamo, nic Ci nie jest? - Marcos przytulił Sandrę.
- Nie, nic mi nie jest kochanie. - odpowiedziała.
- Marcos, musimy porozmawiać. - zaczęła Lucia, i wyprowadziła Marcosa z pokoju.
Przed gabinetem stali przyjaciele Marcosa.
- Możecie nas zostawić samych? To osobista sprawa. - zapytała Lucia.
- To moi przyjaciele. Nie mam nic przed nimi do ukrycia. - powiedział Marcos.
- Dobrze, więc......Twoja mama chciała popełnić samobójstwo. - zaczęła Lucia... - Połknęła całe pudełko środków nasennych. Mówiła, że musi to skończyć, że tak się nie da żyć....
- To niemożliwe! Nie może być...nie, to nie prawda. - mówił wstrząśnięty Marcos.
- Niestety.... - odpowiedziała.
- A może ktoś ją do tego nakłonił? - zapytała Carol.
- To będziemy sprawdzać. - odpowiedziała lekarka.
- Ale, ale, teraz jej nic nie będzie? Nie powtórzy tego? - pytał Marcos.
- Nie, jest cały czas monitorowana. Zawsze ktoś przy niej będzie. - dodała.
- Ja, ja.....ja muszę się zapytać dlaczego to zrobiła. - mówił zdenerwowany.
- Nie możesz! Nie możesz dać po sobie poznać, że wiesz co chciała zrobić. To by ją tylko dobiło. I masz też nic nie mówić Pauli o całym zdarzeniu.
- Dobrze...aaa... - zaczął.
- A teraz idźcie do pokoju, Sandra musi odpocząć. Jest bardzo słaba.
- Dziękuję Lucia. - Marcos przytulił Sandrę.
- No już, idźcie.

W pokoju...
- Mierda! Jeszcze tego brakowało. - powiedział Ivan.
- To dzisiaj nie idziemy do podziemi. Jesteśmy rozkojarzeni. - powiedziała Vicky.
- Właśnie dlatego musimy iść! A jeśli to nie przypadek? - zapytała Julia.
- Julia ma rację. Idziemy. My kuchnia, wy biblioteka. - odparł Marcos.

30 minut później...
- Marcos, Marcos...słyszysz mnie? - pytał głos z krótkofalówki.
- Tak, słyszę Cię dobrze.
- Okej, to czekamy. Powodzenia. - odpowiedział Ivan.
Kilka chwil później...w bibliotece Julia usłyszała hałas za kominkiem.
- Ktoś idzie. - powiedziała.
- Marcos, mamy tutaj kogoś. - powiedział szeptem Ivan.
- Już tam biegniemy! Chodźcie zbieramy się. - powiedział Marcos.
Otworzyły się drzwiczki od kominka.
- Okej Julia, robimy tak jak to było ustalone.
Julia stanęła kilka kroków od kominka. Na wprost twarzą do wejścia. Ivan bokiem odszedł wszystko i zaczaił się tuż przy stosie drewna, tuż obok wlotu.
Z środka wyłoniła się jakaś postać. Kierowała się w stronę Julii, gdy nagle.....z hukiem padła na ziemię.
Jednym ciosem Ivan powalił osobnika.
- Wf się na coś przydaje. - powiedziała Julia i uśmiechnęła się do Ivana.
Na to wszystko wbiegła reszta.
- Co mu się stało? Wiecie kto to? - pytała Carol.
- Ivan go uśpił. Nie wiemy, włączcie światło.
Zapalili światło, im oczom ukazała się nieznajoma twarz, stosunkowo młodego mężczyzny. Miał może z 30 lat.
- I co my z nim teraz zrobimy? Musimy go gdzieś zabrać. - powiedziała Vicky.
- Zanieśmy go do podziemi. Przywiążemy go do tego kamiennego słupa w połowie drogi. - odparł Ivan.
- Dobry pomysł! Rano, w trakcie śniadania się nim zajmiemy. Teraz jest już za późno. Ktoś może nas zauważyć. - dodał Marcos.

Ivan z Marcosem chwycili go za ręce i nogi i wnieśli do podziemi. Mocno przywiązali sznurem do słupa i zakleili  twarz, oraz dodatkowo ręce i nogi taśmą.
- Nie uciekniesz nam. A za kilka godzin się Tobą zajmiemy. - powiedział w powietrze Ivan.
- Jesteśmy kilka godzin od wyjaśnienia wszystkiego. - powiedziała Julia.

Przyjaciele udali się spać, zostawiając porządnie przywiązanego osobnika w podziemiach.....

daglas89 - 2011-01-27 10:59:08

Rebeca była strasznie zmęczona ale cieszyła się że jednak Martin przyjechał do niej. Weszli razem do pokoju hotelowego. Martin zamknął drzwi za nimi a Rebeca podeszła do niego i się przytuliła.

-Nic ci nie jest kochanie.?
-Nie Martin, tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też.
-Obiecaj mi że to się nigdy nie powtórzy i nie będziemy się kłócić o głupoty.
-Obiecuję. Za bardzo cię Kocham żeby cie stracić.
-Też cie Kocham :*

Mężczyzna pochylił się nad Rebecom i zaczął ją całować namiętnie.

-Ajć.
-Co się stało kochanie?  - spytał przerażony mężczyzna.
-Nic. Oliwia strasznie kopie.
-Aż tak? To może odpoczniesz?
-Tak strasznie ostatnio się wierci widocznie chce być już z nami ;) Tak odpocząć to ja chce to tym strasznym dniu.
-No to wskakuj do łóżka i idź spać.
-Nieee. Pierw to ja chce się wykom pac a później leżeć w twoich ramionach.
-Dobrze twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
-Nie wygłupiaj się zaraz wracam.

Gdy Rebeca była w łazience Martin usiadł na łóżku i się zastanawiaj jak pomóc ukochanej dobrze że między nami wszystko w  porządku bo inaczej było by to  nie do zniesienia. Rebeca wyszła z łazienki i zobaczyła że ukochany nad czymś rozmyśla.

-Nad czym tak myślisz Martin?
-Tak się zastanawiam jak ci pomóc.
-Nie musisz mi pomagać wystarczy że będziesz przy mnie.
-No ale jak dasz sobie rade? Mama jest sparaliżowana a do tego opieka nad rodzeństwem.
-Kochanie daj spokój z tym na dziś, porozmawiamy o tym jutro.
-Dobrze jak chcesz.
-Tak chce. Idziemy spać bo inaczej zaraz tu padnę.
-Tylko nie to. To chodź do łóżka.

Rebeca podeszła do ukochanego on wziął ją w objęcia i zaczęli się całować. Po chwili kobieta ułożyła się wygodnie koło przyszłego męża i usnęła. Martin poszedł wziąć prysznic gdy wrócił przytulił się do niej i też usnął to był za długi dzień stwierdzi.


Rebeca obudziła się dość wcześnie rano i stwierdziła że jej mężczyzna też już nie śpi.

-Cześć kotku.
-Hmm. Cześć kochanie.
-I jak się spało?
-W twoich ramionach cudownie.
-Cieszę się. Rebeco odpowiesz mi szczerze na jedno pytanie?
-Postaram się zależy jakie to będzie pytanie.
-Dlaczego tak nie lubiłaś ojca?
-Hmmm wiesz że trudno jest mi rozmawiać na ten temat.
-Kochanie spróbuj mi to wyjaśnić chce wiedzieć.

Rebeca oparła się wygodnie o poduszki i zaczęła wyjawiać Martinowi swój najgorszy koszmar z życia a szczególnie z młodych lat….

-…. Dobrze jak wiesz mam dar.
-No tak.
-Właśnie przez ten dar nie rozmawiam z ojcem.
-Ale dlaczego?
-Nie wiem czy ci mówiłam ale mój ojciec był policjantem.
-Nie nie mówiłaś.
-To teraz mówię, gdy się urodziłam ojciec cieszył się nie zmiennie że ma córkę ale chciał strasznie syna. Stosował wobec mnie żelazne zasady.
-Aż tak?
-Tak. Najgorsze zaczęło się gdy matka wyjawiła mu że mam dar który przez kontakt z drugim człowiekiem mogę zobaczyć jego najgorsze zbrodnie jakie popełnił.
-Skąd się wzięły u was te moce?
-Nie powiem ci dokładnie skąd ale wiem że są długo w rodzinie mojej matki  i  występował raz na każde pokolenie i mieli je tylko mężczyźni aż do czasów mojej mamy ona była  jedynaczką i dostała swoje moce.
-Jaki dar ma twoja mama?
-Taki sam jak Lukas, prorocze sny.
-Na prawdę?
-Tak kochanie.
-A twoje rodzeństwo ono też ma jakiś dar?
-Tak. Ana potrafi czytać w myślach ludzi a Davide odczytuje i steruje ludzkimi emocjami. I  we wszystkim jest to  najdziwniejsze że w tym pokoleniu objawiły się aż 3 moce.
-Zaczyna mnie to przerażać.
-Nie ciebie jednego. Nas z mamą też to nadal przeraża choć wiemy to od wielu lat.
-Rozumiem że twój ojciec o tym nie wiedział?
-Nie i dzięki bogu że nie. Mógł by to wykorzystać przeciwko nim.
-Jak wykorzystać.? Nie rozumiem.?
-Zaraz ci to dokładnie wytłumaczę. Tylko chciałam cię ostrzec przed bliźniakami nie igraj z nimi bo inaczej będziesz miał przechlapane tak długo jak będziesz ze mną.
-Dobrze zrozumiałem twoje ostrzeżenie. Opowiesz dalej co się wydarzyło w twoim dzieciństwie.?
-Tak. Już mówię dalej. Mama wyjawiła tacie gdy miałam 6 lat że mam moce i od wtedy mój tata ubzdurał sobie że będę mu pomagać łapać przestępców.

-Coooo?
-Tak właśnie było, przez kilka lat byłam zmuszana do sprawdzania podejrzanych  ludzi czy oni popełnili  swoje zbrodnie czy nie. Pamiętam ten okres jak przez mgłę że chodziłam cały czas zestresowana dużo razy wylądowałam przez to w szpitalu przez przemęczenie i ciągły stres. Matka nie miała nic do powiedzenia na ten temat jak się sprzeciwiała to potrafił ją pobić tak dotkliwie że siniaki nie schodziły przez kilka tygodni. 
-Co za bydle.
-Mało powiedziane. Nie pamiętam wszystkich szczegółów z dzieciństwa psycholog mówił mi kiedyś że oddzieliłam swoje najgorsze przeżycia zasłoną mgły żeby jakoś funkcjonować dalej. Najgorsze się stało jak miałam 15 lat były moje urodziny ojciec w tamtym okresie rzadko przebywał w domu bo prowadził jakaś trudną sprawę z związku z morderstwami kobiet.  Złapali akurat przestępcę i zmusił mnie żeby pojechała z nim i poznała prawdę o nim. Nie miałam wyjścia musiałam się na to zgodzić to co  wtedy zobaczyłam tak mnie przeraziło że wylądowałam na kilka tygodni w szpitalu.
-Co zobaczyłaś?
-Jak ten mężczyzna gwałcił te kobiety na oczach ich dzieci a później  zabijał  je i zabawiał się z tymi dziećmi dopóki nie błagały go o życie, nie która tego nie robiły i je dusił a z inne porzucał w rowach jak szmaciane lalki. To tych wszystkich przeżyciach przestałam gadać z ojcem i w ogóle przebywać w domu.  Minoł dobry rok zanim doszłam do siebie jako tako żeby zacząć funkcjonować i wyjechałam na uniwersytet z internatem rzadko wracałam do domu a tylko wtedy gdy wiedziałam że go nie ma w domu. Przeważnie to mama przyjeżdżała do mnie. Pół roku po moim wyjeździe dowiedziałam się że mama jest ponownie w ciąży i będzie mięć bliźniaki.

-Co za Hijo de puta! Gdybym go dorwał teraz to bym mu skręcił kark.
-Ale  nie możesz. Na szczęście już go nie ma.
-Nie żałujesz że go nie ma?
-Nie kochanie to tych wszystkich krzywdach do których mnie zmuszał nie żałuje że go nie ma. Choć był moim ojcem i powinnam go opłakiwać  nie umiem tego zrobić.
-A twoje rodzeństwo wie o tym wszystkim?
-Nie i niech tak zostanie wie o tym mama i teraz ty. Pytali się o to wczoraj ale powiedziałam im że kiedyś im powiem  jak będą starsze.
-I dobrze zrobiłaś.
-Wiem chce oszczędzić im stresu.
-a Ana o tym nie wie jak umie czytać w myślach?
-Nie ponieważ jak ci wcześniej mówiłam te wspomnienia są zatarte i młoda nie może dokładnie ich poznać. Pytałam się o to psychologa i wszystko mi wytłumaczył dokładnie.
-To dobrze że nie wiem.
-Też tak sadze. Dobra koniec opowiadania bo od tego ciarek dostaje to co wstajemy, śniadanie i jedziemy do mnie?
-Dziękuje że mi o tym powiedziałaś. Kocham cię. :*
-Ja ciebie też kocham :*
-Może śniadanie zjemy z twoimi rodzeństwem? Chce ich bardziej poznać nie długo i tak zostaną rodzinną
-Dobrze nie ma sprawy :D

Obydwoje wstali i zaczęli się ubierać. Chwile później wsiedli do auta Martina i pojechali do rodzinnego domu Rebeci żeby porozmawiać i zjeść śniadanie z jej rodzeństwem. …

Julia25 - 2011-01-27 11:00:29

Hector pomógł Sandrze ułożyć się wygodnie w łóżku a sam usiadł na fotelu. Lucia usiadła obok niego. Manuel zwrócił się do całej trójki.
-W normalnych okolicznościach przy tej rozmowie powinienem być tylko ja i pani Sandra. Ale ze względu na zaistniałą sytuację myślę, że powinni zostać wszyscy. Jeśli tylko pani się na to zgadza, pani Sandro?
Kobieta kiwnęła głową nic nie mówiąc.
-Pani Sandro. -powiedział łagodnie psycholog. -Proszę mi powiedzieć, miała już pani wcześniej myśli samobójcze?
Kobieta pokręciła głową.
-Nie, owszem, byłam przerażona całą sytuacja, ale... Ale zawsze był ktoś, kto mnie wspierał, mój brat, Lucia...
Sandra zamilkła, widać było, ze jest roztrzęsiona. Psycholog przyglądał jej się uważnie. Wiedział, ze nie powinien jej przerywać, tylko wysłuchać do końca co ma do powiedzenia.
-... Przecież mam wspaniałe dzieci, które kocham... Ale później pojawił się ten fałszywy psycholog, był taki miły... Hipnoza mi pomogła, czułam się jak nowo narodzona...
-Ukryte sugestie hipnotyczne. -pomyślał Manuel. Na początku wprawiają w dobry nastrój, później wszystko się psuje. W końcowym stadium może doprowadzić nawet do śmierci. -Więc co się stało, pani Sandro?
-Sama nie wiem... -powiedziała zdezorientowana kobieta. -Następnego ranka nie czułam już się dobrze.. Nagle coś mnie pchnęło by pójść do pokoju... wziąć tabletki... Nawet nie wiem co robiłam... Później gdy pojawił się Hector.. Zrozumiałam jaką głupotę popełniłam, ale myślałam... Że jest już a późno... -łzy pociekły kobiecie po twarzy.
-Spokojnie, pani Sandro. -psycholog starał się przemawiać najdelikatniej jak umiał. -Wszystko jest już dobrze, jest pani ze swoimi bliskimi. Nic pani tutaj nie grozi.
Sandra pokiwała głową na znak, ze rozumie.
-Dobrze. Ale wspomniała pani, że zaistniała sytuacja panią przeraża. Czy chce mi pani o tym opowiedzieć?

Hector już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale psycholog pokręcił głową. Podstawą rozmowy jest pozwolić pacjentce na wyrzucenie z siebie wszystkiego. Jeśli ktoś inny będzie próbował pomóc,może tylko zaszkodzić, może sprawić, że lęki zakotwiczą się jeszcze głębiej w umyśle pacjenta.

-Boję się... OTTOXu. -powiedziała cicho Sandra po namyśle, jakby się obwiała, że ktoś z OTTOXu stanie zaraz w drzwiach.
-OTTOX? -zapytał psycholog. Wiedział, ze jest to firma farmaceutyczna ciesząca się niezbyt wielkim zaufaniem. Słyszał tez o niedawnym skandalu z jej udziałem, ale chciał dowiedzieć się wszystkiego od Sandry.
-Tak... Ci ludzie... eksperymentowali na mnie i innych dzieciach w sierocińcu... Rozdzielili mnie z bratem,a kiedy go odnalazłam.. Porwali i mnie i jego...
-Spokojnie, może pani opowiedzieć wszystko. Tamte czasy już minęły, jest teraz pani z bratem razem. Proszę odetchnąć głęboko, zrelaksować się i wrócić do rozmowy jak będzie już pani gotowa, dobrze? Czy ci ludzie zrobili pani coś złego, kiedy była pani więziona?
Sandra przygryzła wargi i wbiła wzrok w podłogę. Psycholog czekał cierpliwie. Kobieta pokiwała głową.
-Podawali mi jakieś tabletki... Nie wiedziałam, co się ze mną działo... a później okazało się, ze jestem... Że jestem w  ciąży.... A teraz gdy myślałam, że zaczęłam nowe życie, że ONI zostawili nas w spokoju... Ten cały koszmar powrócił. -Kobieta ukryła twarz w dłoniach. Hector podszedł i objął ją ramieniem.
Psycholog nie musiał pytać już o nic więcej. Wszystko zrozumiał. Boże, ta kobieta nie miała łatwego życia. Jej koszmar zaczął się od dzieciństwa i ciągnął się do chwili obecnej. I tak jest silna, ze jakoś to zniosła. I gdyby nie ten fałszywy lekarz pewnie ciągle wszystko by było pod kontrolą.... Ale kluczem do wszystkiego była przeszłość kobiety, ta najbardziej odległa. Spojrzał na nią. Jej długie blond włosy przypomniały mu utraconą dawno miłość. Musi za wszelką cenę pomóc tej kobiecie.
-Pani Sandro? -zwrócił się do niej łagodnie. -Chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie. Ma pani siłę, by jeszcze ze mną trochę porozmawiać? Chodzi o pani wczesne dzieciństwo.
-Manuel. -wtrąciła się Lucia. Sandra nie pamięta nawet, ze była w sierocińcu. Tego dowiedziała się od obcych ludzi. Jedyne wspomnienia można z niej wydobyć pod hipnozą, ale jako jej lekarka nie chcę by to przechodziła drugi raz. Hector może ci wszystko opowiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na Hectora a ten kiwnął głową.
\-Chodźmy może do mojego gabinetu. Lucia, zostaniesz z Sandrą?
-Lekarka się uśmiechnęła.
-Nie ma sprawy.

W gabinecie Hectora.
-Więc co chciałby pan wiedzieć? -zapytał.
-Chciałbym się dowiedzieć, jak wyglądało państwa dzieciństwo. Wiem, że wracanie do tego musi być ciężkie, dla pana również, ale proszę mi uwierzyć, to pomoże.
-Wie pan, byliśmy szczęśliwa rodziną. Aż do pewnego czasu. Kiedy Sandra, wtedy jeszcze Irene, miała 5 lat, a ja 10, zginęli nasi rodzice i trafiliśmy do sierocińca Czarna Laguna. Policjanci mówili, ze to był wypadek, ale ja w to nie wierzyłem. Wie pan, rzadko się zdarza, by córka była podobna do matki jak dwie krople wody. Wiedziałem, ze moja siostra jest w niebezpieczeństwie, postanowiłem nigdy nie spuszczać z niej wzroku. Ale trafiłem do adopcji i wtedy po raz ostatni widziałem Irene. Ale zanim to się stało, odkryłem z kolegami straszne rzeczy, wszyscy zginęli, mi jednemu udało się uciec. Od tego czasu nie nazywałem się już Samuel, ale Hector.
-A czy wie pan, co działo się później z pana siostrą?
-Tyle, co usłyszałem wczoraj podczas hipnozy.
-Proszę mi o tym opowiedzieć
-Moja siostra jest częścią jakiegoś eksperymentu. Dlatego ma na brzuchu dziwny tatuaż. Dowiedziałem się, ze oznacza on znak bliźniąt. Co więcej, nie tylko ją poddawali jakimś eksperymentom, także inne dziewczynki z wysokim IQ...
-A jakie IQ ma pana siostra?
-152, takie same jak moja siostrzenica, Paula. Nie wydaje się to panu dziwne?
-To jest bardzo dziwne, ale niech się pan nie martwi. Sandra jest w dobrych rękach. -a może mi pan coś powiedzieć? Może to nie jest moja sprawa, ale... wspomniał pan o tym, ze Sandra ma dwoje dzieci. Co się stało z ojcem?
Hector uśmiechnął się blado.
-Opuścił ich jak się dowiedział, ze Sandra zaczyna grzebać w przeszłości. Ona nie pamiętała nic, co działo się z nią w dzieciństwie. Dopiero w wieku 33 lat dowiedziała się, ze jest adoptowana, że nie nazywa się naprawdę Sandra, tylko Irene i że ma brata. Tak jakby jej przybrani rodzice z nią coś zrobili...
-Spokojnie, pani Hectorze. Powoli, małymi kroczkami dojdziemy do wszystkiego. Zaopiekuję się pana siostrą tak jak na dobrego lekarza przystało. Będzie pod ciągłą obserwacją. Przypiszę jej też jakieś delikatne tabletki uspokajające. Dziękuję za szczera rozmowę, a teraz jeśli nie ma pan nic przeciwko, chciałbym porozmawiać na osobności z pacjentką.
-Nie ma sprawy. I dziękuje za tak szybkie przybycie.
-To mój obowiązek.

Mężczyźni wrócili do pokoju Sandry. Lucia rozmawiała z kobietą. Widać było, ze Sandra powoli dochodziła do siebie.
-Lucia, mogę cię prosić na słówko? -zapytał Hector. -Pan doktor chciałby porozmawiać z Sandra sam na sam. -Nie masz nic przeciwko? -zwrócił się do siostry.
-Nie, możecie iść. -powiedziała Sandra cicho.
-Trzymaj się. -powiedział brat i wyszedł z Lucią z pokoju.

-Pani Sandro. -powiedział psycholog siadając na brzegu łóżka. Właśnie rozmawiałem z pani bratem i dowiedziałem się wielu rzeczy.
-Pewnie trudno jest panu w to wszystko uwierzyć? -zapytała ponuro kobieta. -Ja sama ledwo w to wierzę...
-Rozumiem panią i wierze w każde słowo. Nie są to łatwe i miłe przeżycia, dlatego chciałbym coś pani zaproponować.
Kobieta spojrzała na niego.
-Nie chcę kolejnej hipnozy, proszę, niech pan nie każe mi przechodzi przez to po raz drugi.
-Spokojnie, pani Sandro. Żadnej hipnozy nie będzie, przynajmniej nie teraz. Chciałbym by się pani zgodziła na takie małe spotkanka ze dwa razy w tygodniu. W chwili obecnej jest jeszcze pani bardzo słaba, ale myślę, ze te sesje pomógłby pani szybko wrócić do normalnego życia.
-|Tak pan uważa?
-Jestem tego pewien, pani Sandro. Ma pani kochającego brata, dzieci, przyjaciół. W tej chwil najważniejsze jest by pani poczuła się jak najlepiej. I wspólnymi siłami tego dokonamy.
Sandra po raz pierwszy od długiego czasu delikatnie się uśmiechnęła.
-Dziękuję panu.
-Taki mój obowiązek, pani Sandro. Jestem lekarzem i zależy mi na dobru moich pacjentów. Pani historia naprawdę mnie wzruszyła.
-Co jest w niej takiego wzruszającego?
-Pani determinacja aby żyć normalnie razem z bliskimi. Ma pani dla kogo żyć i wiele szczęśliwych chwil przed panią jeszcze. Za kilka miesięcy po raz trzeci zostanie pani matką.
-Taaak. -powiedziała  Sandra po chwili wahania. -Ale jakim kosztem?
-To już nie jest w tej chwili ważne. Ważne jest to co tu i teraz. Rodzina i przyjaciele będą panią wspierać w każdej chwili a ja pomogę pani dojść jak najszybciej do siebie. Przecież na pewno przeżyła pani wspaniałe chwile, o których chce pani na zawsze pamiętać.
Sandra uśmiechnęła się i spojrzała na mężczyznę. Dopiero teraz uderzyło ją jak bardzo jest przystojny. Jego czarne piwne oczy pięknie komponowały się razem z czarnymi włosami.
-Odnalazłam brata, mieszkam teraz z nim i moimi dziećmi a miły pan psycholog chce mi pomóc ;)
-Dokładnie. Należy się cieszyć z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. Może dla wygody naszych spotkań zaproponowałbym przejście na ty? Manuel jestem.
-A ja Sandra. -powiedziała kobieta uśmiechając się. -To co, widzimy się za dwa dni?
-Jeśli tobie to jak najbardziej pasuje. Ja już się przystosuję do potrzeb mojej pacjentki.
-Jak ty to robisz, że po rozmowie z tobą człowiek od razu czuje się lepiej?
-Lata praktyki i urok osobisty. -powiedział psycholog uśmiechając się do kobiety. -Wiesz co? Radziłbym teraz tobie porządnie wypocząć. Zostawię ci moją wizytówkę z numerem komórkowym, więc dzwoń jakbyś czegoś potrzebowała. -powiedział kładąc karteczkę na stoliku obok łóżka.
-Do zobaczenia. -powiedział wychodząc z pokoju.
-Do zobaczenia. -odpowiedziała kobieta.

-Sandra, co się z tobą dzieje? -pomyślała po wyjściu psychologa. -Czyżbym się zakochała za pierwszym wejrzeniem? Przecież Manuel jest moim lekarzem. Chociaż w sumie, co z tego? Jest młody, przystojny i te jego głębokie, piwne oczy... Zależy mu na tym, bym doszła do siebie. Ale to jego obowiązek w sumie... Oj nie ważne, czuję że niedługo sprawa sama się rozwiąże. Ale ciekawe jak on całuje...;) -pomyślała jeszcze raz i zamknęła z uśmiechem oczy.

Psycholog wyszedł z pokoju zszedł na dół. Serce biło mu szybko. Nie było innego wytłumaczenia, poczuł coś do Sandry. Kobieta była jego pacjentką, ale urzekły go jej piękne, długie, blond włosy, jej niebieskie oczy... Sandra przypominała mu jego dawną, utraconą miłość. Mógł patrzeć i rozmawiać z nią godzinami. Zaproponował jej sesje nie tylko dlatego, ze chciał by poczuła się dobrze. Chciał się z nią jeszcze spotkać... Historia jej życia była tak bolesna, kobieta potrzebowała szczęśliwych chwil w swoim krótkim życiu. Uśmiechnął się do siebie i wsiadł do samochodu. Chciał jeszcze porozmawiać z Lucią, ale postanowił, ze zadzwoni do niej wieczorem. Chciał teraz pobyć przez chwilkę sam i przemyśleć wszystko...

paulax5 - 2011-01-27 15:58:16

Julia25 napisał:

Mężczyźni wrócili do pokoju Sandry. Lucia rozmawiała z kobietą. Widać było, ze Sandra powoli dochodziła do siebie.
-Lucia, mogę cię prosić na słówko? -zapytał Hector. -Pan doktor chciałby porozmawiać z Sandra sam na sam. -Nie masz nic przeciwko? -zwrócił się do siostry.
-Nie, możecie iść. -powiedziała Sandra cicho.
-Trzymaj się. -powiedział brat i wyszedł z Lucią z pokoju.

-jak myślisz, czy ta rozmowa jej pomoże?
-mam nadzieję to jedyna nadzieja, że się jakoś podniesie i zapomni o tym wszystkim co się stało. Manuel jest naprawdę śwetnym psychologiem uwierz zrobi wszystko by jej pomóc. Muszę z Tobą jeszcze o czymś porozmawiać, ale wolałabym w moim gabinecie albo w pokoju bo tu jeszcze może ktoś coś usłyszeć
-no dobrze więc chodźmy
Razem udali się do gabinetu Lucii
-W tedy jak byłam w szpitalu dowiedziałam się jeszcze czegoś, odebrałam wtedy wyniki badań krwi Pauli
-Pauli?
-tak, pamiętasz pobierałam jej krew po tym jak znalezliście ją w podziemiach
-no tak, ale nie wiedziałem, że sprawdzałaś ta krew w szpitalu
-tutaj nie bardzo mam sprzęt żeby porządnie sprawdzić dlatego dałam ją do badania w laboratorium
-i co? Coś nie tak z Paulą?
-nie wręcz przeciwnie…
-to znaczy?
-chodzi o to, że Paula świetną odporność, wręcz bym powiedziała, że to nie możliwe i…
-i…?
-jestem pewna, że OTTOX maczał w tym paluszki. Chciałabym jeszcze raz pobrać i sprawdzić jej przeciwciała ponieważ tej krwi było zamało by jeszcze to sprawdzić, naprawdę to bardzo ciekawe warto było by się tego dowiedzieć
-nie bardzo zrozumiałem, czy to znaczy, że Paula nigdy na nic nie będzie chorować?
-tak, dokładnie to znaczy ona jest odporan na wszystko. Chciałam o tym właśnie porozmawiać z Sandrą ale poczekam aż poczuję się troszkę lepiej. Niewiesz może czy Paula kiedyś na coś chorowała? Bo było by  dobrze dowiedzieć się czy ma to od urodzenia, to może być przełom w medycynie!
-niestety nie pomogę Ci w tej sprawie, koniecznie trzeba o tym porozmawiać z Sandrą
-tak jak będzie okazja to na pewno z Nią o tym porozmawiam. Muszę teraz iść zobaczyć jak się czuje Lukas bo  nie wyglądał najlepiej


Lucia wyszła z gabinetu i poszła do pokoju Lukasa a Hector udał się w swoją stronę ciągle rozmyślając o tym co mu powiedziała Lucia
-Cześć Lukasku! Jak się czujesz?
-Cześć Lucia! Troszke lepiej, al. Znów wszystko mnie boli i nudzi mi się tu troszkę
-wierzę Ci kochanie! Musisz poleżeć w łóżku naprawdę tak będzie lepiej wygrzejsz się i jutro już będziesz zdrów jak ryba, przyniosłam Ci móją magiczną tabletkę bo tamta już na pewno przestała działać dlatego się gorzej czujesz, Proszę połknij i będzie lepiej
-Lucia, a czemu do mnie nie przychodzi mama ani Tata, trpchę mi smutno, że nie przyszli do mnie nawet zobaczyć jak się czuję
-ale przecież Twoi rodzice wyjechali, pamiętasz?
-no tak, ale myślałem, że już wrócili Tata mi mówił, że nie długo wróci a już tyle Go nie ma
-na pewno jak tylko wrócą to do Ciebie zajrzą a póki co ja muszę Ci wystarczyć, jak chcesz to Ci przeczytam jakąś bajkę, lepiej będzie Ci zasnąć, a później niestety będę musiała iść
-do Thomasa?
-Tak skarbie. Gdzie masz jakąś książkę?
-tam leży- odpowiedział chłopiec wskazując na półkę z książkami


Kobieta przeczytała chłopcy bajkę i pociuchutku wyszła z jego pokoju żeby go nie obudzić. Zaczeła się ubierać gdy zadzwoniła do Niej Rebecka
- Cześć Lucia! Tu Rebecka dzwonię, żeby się spytać jak czuje się Lukas. Już mu lepiej?
-Witam Rebecko, Z Lukasem już troszkę lepiej ale nadal ma gorączkę, dałam mu tabletkę i powinno mu do jutra przejść. A jak tam z rodzeństwo znosi to wszystko?
- A dziękuję, na razie jakoś sobie radzą, Mama też znosi to wszystko bardzo dobrze no i na szczęście zaakceptowali Martina
-no to świetna wiadomość, mam nadzieję, że niedługo wracasz
- muszę pozałatwiać tu sporo spraw Martin bardzo mi pomaga
-to bardzo dobrze, że się wreszcie pogodziliście, daj mi znać jakbyś czegoś potrzebowała i nie martw się o Lukasa zajmę się nim, pa :*



Przepraszam, że tak długo to trwało myślałam, żę uda się wcześniej ale niestety zajęcia miałam i nie zdążłam wcześniej. Mam więcej do tego postu ale postanowiłam już tego nie przedłużać i to co miało być w tym poście będzie później ;)

crisfan - 2011-01-27 17:20:02

Po "spotkaniu" z Marcosem Noiret był wściekły.
-Miedra! Co ten smarkacz sobie wyobraża?!Muszę zamykać pokój na klucz, nikt więcej nie będzie przeszukiwał mojego pokoju.
Jacques był wykończony w jego stanie powinien odpoczywać, a nie wdawać się w kłótnie. W tym czasie usłyszał pukanie do drzwi
-To tylko ja. Przyszłam powiedzieć, że Lucas jest chory i nie może z tobą jechać do Thomasa-powiedziała Amelia
-Też będę musiał darować sobie wizytę u syna. Lepiej żeby mnie nie widział w takim stanie.
Jacques spojrzał Amelii w oczy. Ich spojrzenia spotkały się...trwało to tylko moment, bo zadzwonił telefon Jacka.

-Hola! Jack. Dzisiaj o 1 w nocy tam gdzie zawsze.
-Dobrze, zrozumiałem.
-Masz być sam-rzucił dzwoniący i rozłączył się.

-Kto to był?
-To...-Jack nie wiedział co odpowiedzieć, nie chciał martwić Amelii, ale też nie chciał jej okłamać-Mam dziś spotkanie akcjonariuszy OTTOXU.
-Jacques nie powinieneś tam iść. Ci ludzie są niebezpieczni. Jeszcze się nie pozbierałeś po tym co Ci zrobili.
-Daj spokój, nie wiesz o czym mówisz!
-Pójdę tam z tobą.
-Wykluczone, to tylko i wyłącznie moja sprawa!
-Jak chcesz-posmutniała Amelia-przyszłam zmienić ci opatrunek. sam pewnie tego nie zrobiłeś.
Jack chwilę protestował, ale pozwolił Amelii się sobą zaopiekować. Kobieta zauważyła, że z jednej rany leci krew.
-Miałeś na siebie uważać. Te rany muszą się zagoić. Zamiast leżeć, ciągle się w coś pakujesz.
-Nie jestem dzieckiem. Potrafię o siebie zadbać!
-Ja tylko....-zaczęła Amelia-...chyba powinnam już iść.
-Tak będzie najlepiej-powiedział Jacques i zaraz pożałował swoich słów. Za nim zdążył cokolwiek dodać, Amelii już nie było w pokoju.
Noiret był na siebie zły, wiedział, że nie powinien tak traktować Amelii. Wziął tabletki i postanowił się zdrzemnąć przed spotkaniem.


Dochodziła już 1 w nocy, gdy Noiret zszedł na dół do biblioteki i przez kominek wszedł do podziemi. Gdy dotarł na miejsce wszyscy już na niego czekali.
-Zaczynamy nasze spotkanie.
-Mamy do omówienia kilka spraw. Po pierwsze Jacques-nie radzisz sobie z obowiązkami. Miałeś pilnować tych smarkaczy z twoim synem na czele, a tym czasem oni dalej węszą. Wczoraj zniknął jeden z naszych ludzi. Sadzimy, że to ich sprawka.
-Pilnuje ich. Tylko przez ten wypadek mam drobne kłopoty.
-Musisz się bardziej postarać. Jeden zły ruch i ...
-Rozumiem. Jutro się nimi zajmę.
-Musieliśmy to zrobić bez twojej pomocy.
-Jak to? O czymś nie wiem?
-Poznaj Alfonso (blondynek, który podał się za psychologa). Jedna z koleżanek twojego syna, za bardzo węszyła i Alfonso się nią zajął.
-Tak. Całkiem ładna-powiedział Alfonso-jest w bezpiecznym miejscu.
-To znaczy gdzie? Zajmę się nią.
-Nie ma takiej potrzeby. Alfonso się nią zajmie. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy od Sandry. Poza tym Jack szefostwo ma wątpliwości co do twojej lojalności wobec nas.
-Jak to? Z Cayetanem dałem sobie radę. Kim jest ta dziewczyna?
-Zostajesz na jakiś czas odsunięty od projektu geminis. Co cię tak interesuje ta dziewczyna? Nie wiem kim jest.
-Miała naszyjnik z literą M-powiedział Alfonso.
Z literą M..zaczął zastanawiać się Jack..kto to mógł być? Zaraz...to może być M jak Marcos...w takim razie to musiała być Carol.
-Zwariowaliście! Włożyłem w ten projekt mnóstwo pracy.
-Spokojnie Jack. Nie denerwuj się. Ja ci ufam, gdyby było inaczej nie było by cię tutaj. Mam dla ciebie kolejne zadanie.
-Co mam zrobić?
-Miej oko na Amelię. Ostatnio staję się dla nas zbędna i niewygodna. Obserwuj ją i melduj o wszystkim, co robi.
Jacquesowi na moment serce stanęło.  Hijos de puta nie pozwolę wam jej tknąć-pomyślał Jack, ale odpowiedział-będę miał ją na oku. Co będzie z dziewczyną?
-Na razie zostanie tam gdzie jest. Potem zdecydujemy co zrobić. Nasze spotkanie uważam za zakończone-spojrzał wymownie na Jacka.
Jack wstał i wyszedł. Myślał o tym gdzie może być Carol. Nie miał pojęcia gdzie mogą przetrzymywać dziewczynę. Wiedział, że musi jej jakoś pomóc. Na dodatek jeszcze przestają mu ufać i go wtajemniczać. I jeszcze ta sprawa z Amelią. Musi być ostrożny. Nie pozwoli skrzywdzić Amelii.

                                                                 Rano
Do pokoju Jacka wpadł wściekły Ivan.
-Ty hijo de puta! Gdzie jest Carol?
-O czym ty mówisz?
-Nie udawaj! Nie spała w pokoju. Od wczoraj jej nie widzieliśmy!
-Może poszła gdzieś z Marcosem. Nie zawracaj mi głowy.
-Nie kłam! Gdzie ona jest?
-Uspokój się! Nie wiem gdzie ona jest i nic mnie to nie obchodzi-powiedział Noiret a w myślał dodał: zapowiadają się kolejne kłopoty.
-Nie daruję ci tego draniu! Oby nic się jej nie stało inaczej pożałujesz!
-Też mam nadzieję, że nic się jej nie stanie-powiedział po cichu Jack, ale Ivan już tego nie słyszał, wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami.

daglas89 - 2011-01-27 17:28:23

daglas89 napisał:

Obydwoje wstali i zaczęli się ubierać. Chwile później wsiedli do auta Martina i pojechali do rodzinnego domu Rebeci żeby porozmawiać i zjeść śniadanie z jej rodzeństwem. …

Po 15 minutach zajechali pod dom, wysiedli z auta i ruszyli po chodniku w stronę drzwi frontowych. Rebeca doszła do drzwi i nacisnęła za klamkę ale było zamknięte. Nacisnęła na dzwonek dryn, dryn…

-Ciekawe gdzie się oni podziewaj?
-Nie masz klucza – spytał Martin.
-Mam, już go szukam.
Rebeca znalazła klucz i przekręciła zamek.
-Wejdź pierwszy.
-Ale dlaczego?
-Wejdź, za chwile się dowiesz dlaczego.
Martin wszedł jako pierwszy i za chwile rzuciło się na niego duży wielki pies rasy Alaskan Malamute  który prawie go nie przewrócił.
-Dlatego chciałam żebyś wszedł pierwszy. Nie chciałam żeby na mnie parowała nie gdy jestem w ciąży. Suzi leżeć! Spokój. Ona tak zawsze reaguje nie mogą jej tego oduczyć od małego.
-Matko jedyna jak ja się wystraszyłem.
-Nie mam czego jest strasznie łagodna tylko zawsze się rzuca na wszystkich którzy wchodzą do domu.
-Kogo to pies, twój?
-Nie bliźniaków dostali ją o de mnie na 10 urodziny.
-Śliczny piesek.

-Dziękuje. JEST KTOŚ W TYM DOMU?!
-Daj żyć. Usłyszała Rebeca zaspany głos swojego brata.
-Widzę was dwóch za 5 minut na dole ubranych. Koniec leniuchowania jest po 12.
-Kawy kochanie?
-Tak poproszę. Kobieta poszła do kuchni i nastawiła ekspres z kawą i czekała aż jej rodzeństwo zejdą na dół
-Rebeco?
-Tak kochanie?
-Kocham cię :*
-Też cię kocham. Dziewczyna podeszła i przytuliła się do przyszłego męża.


----- 10 minutach ------

-O co ty robisz tyle harmidru?
-Obudź się łosiu, mamy dużo rzeczy do zrobienia i omówienia, gdzie Ana?
-Już jestem, daj na luz siostrzyczko.
-Luz to ja wam dam jak będziecie pełnoletni wtedy możecie robić co się wam podoba.
-Super -krzyknęło rodzeństwo
-Ale do póki, ja jestem za was odpowiedzialna to macie współpracować  zrozumiano?
-Tak,
-Dobrze.
-Jest w tym domu coś na śniadanie? Przyjechaliśmy z Martinem żeby z wami coś zjeść i porozmawiać o wasze sytuacji.
-Nie nic nie ma w lodówce - odparła Ana. Rodzice jechali na zakupy gdy zdarzył się ten wypadek.
-Dobra, jest jeszcze może ta knajpa na rogu z naleśnikami?
-Jest.
-To super. Davide pójdziesz z Martinem  i kupicie coś do jedzenia dla nas po drodze możecie wstąpić do sklepu, a i wejście z sobą Suzi na spacer.
-Dobra sierżancie :D - odparł chłopak.

Martin zaczął się śmiać z przezwiska jakie wymyślił Davide dla Rebeci.

-I ty Brutusie przeciwko mnie?
-Nie skarbie, po prostu się śmieje z przezwiska jakie brat ci wymyślił.
-Dobra dobra, zmykajcie bo zacznę co innego wymyślać.
-Już się robi sierżancie – stwierdził brat
-Uważaj na siebie, kocham cię :*
-Dobrze tatusiu :P Też cię kocham :*
-Ana dbaj o mojego szkraba.
-Dobrze Martin będę o nią dbać.
-Już bym się zaczęła bać na twoim miejscu kochanie, hehehe ;)
-Zaraz wracamy.


Panowie wyszli po zakupy i zabrali z sobą psa a dziewczyny zostały w kuchni by dokańczały kawę.

-Siostrzyczko?
-Słucham cię.
-Jesteś szczęśliwa z Martinem?
-Tak jestem i to bardzo nie zamieniła bym go  na nikogo innego.
-To się cieszę. Ale nie było ostatnio miedzy wami dobrze nie?
-Znów czytasz mi w myślach? Wiesz dobrze że tego nie lubię.
-Przepraszam, ale chciała bym wiedzieć o tobie więcej a nic nie opowiadasz.
-A co chciała byś wiedzieć? Pytaj się to ci odpowiem.
-Jaki on jest?
-Kochany, troskliwy, czasami zaborczy, opiekuńczy, czasami nie znośny. Ale co ja ci będę opowiadać sama musisz go poznać jak patrzę na niego oczami miłości.
-Właśnie widzę. Dobrze że jesteś z nim szczęśliwa.
-Jestem. Ty też siostrzyczko kiedyś będziesz zakochana i będziesz wiedziała jak ja się teraz czuje.

Ana uśmiechnęła  się do siostry, podeszła i ja uściskała.
- Kocham cię siostrzyczko :D
-Ja ciebie też Ana :*
-Co teraz będzie z nami, mamą i wszystkim?
-Poczekamy aż panowie wrócą ze śniadaniem i później porozmawiamy wszyscy razem dobrze?
-Dobra, mogę iść na górę?
-Idź jak przyjdą to cie zawołam.

Rebeca wstała z krzesła, pozbierała kubki po kawie i wstawiła je do zmywarki. Zaczęła się kręcić po kuchni i przygotowywać wszystko do śniadania chwile później panowie wrócili ze sklepu.

-Ana śniadanie!

Panowie kupili kilka rożnych naleśników z nadzieniem, ciepłe bułeczki, ser, kilka rodzajów kiełbas, drożdżówki i świeży  sok.

-Kupiliście jak dla wojska.
-Nie martw się siostra wszystko będzie zjedzone. :D
-Za nim się werżniesz za śniadanie daj pic i jeść Suzi bo inaczej nam tu zdechnie.
-Tak jest sierżancie!  - odparł brat.
-Hehehe. No to wszystkim smacznego ;)

-------Po 20 minutach --------

-No dobrze śniadanie zjedzone. Co teraz będzie z nami i mamą?  - chciał wiedzieć Davide.
-Wstępnie już ustaliliśmy z Rebecom  ale chce poznać wasze zdanie.
-Co ustaliliście? – chciał wiedzieć Ana.
-Że przeprowadzicie się bliżej siostry, sprzedamy ten dom i kupimy jakiś bliżej Czarnej Laguny. Mama będzie mieć tam profesjonalną pomoc, nasza przyjaciółka jest lekarką i zawsze jak się będzie coś dziać będzie na miejscu, zatrudnimy jakąś wykwalifikowaną pielęgniarkę żeby była przy mamie 24 h na dobę.  A wy będziecie się uczyć w naszej szkole w której uczymy z Rebecom.
-Ja się nigdzie nie przeprowadzam! – odkrzyknęła Ana.
-A dlaczego  nie chcesz?
-Bo nie i koniec.
-Ana zrozum że ja nie mogę być przy mamie cały czas a szczególnie tu gdzie mieszkacie. Gdybyście się przeprowadzili jestem cały czas pod ręką ja czy Martin. Była bym o was bardziej spokojna.
-Ale ja nie chce! Mam tu przyjaciół, znajomych, szkołę.
-Kotku wiem że jest trudno jest opuścić swoje środowisko które się zna od małego ale zrozum że wy tu nie dacie sobie rady sami. Mama jest sparaliżowana całkowicie i kto się nią będzie zajmować wy?
-Oczywiście że tak  - szła w zaparte dziewczyna.
-Uważaj bo w to uwierzę na początku na pewno ale później? Coraz trudniej będzie ci ją pielęgnować, podawać leki, jedzenie, zbawiać. To robota na 24 h na dobę  7 dni w tygodniu na zawsze. A szkoła ? Twoi znajomi i przyjaciele których nie chcesz opuścić będziesz miała dla nich czas ? Siostrzyczko gwarantuje ci że nie.
-Teraz jesteś nie sprawiedliwa.
-Nie kotku ja stwierdzam fakt jak będzie. A myślałaś o tym jak będziecie żyć? Z czego opłacać rachunki, kupować jedzenie?
-Damy sobie z Davide rade. Nie będziesz nas rozdzielać.
-Ale kto tu mówi o rozdzielaniu – odparł Martin?
-Wy.
-Nie Ana. My mówimy że macie się przeprowadzić z mamą blisko nas, będziecie z nią mieszkać. Tylko będziecie się uczyć w naszej szkole na stypendium a mieszkać będziecie z mamą  - stwierdził Martin.
-O to nam chodziło z Martinem. A ty myślałaś że co że wy zostaniecie tutaj a mamę zbiorę z sobą  -odparła Rebeca?
-Tak.
-To źle nas zrozumiałaś siostrzyczko. Chcemy żebyście razem  się  przeprowadzili i zamieszkali a uczyć się będziecie u nas.  Co o tym myślisz Davide?
-Ja nie mam nic przeciwko temu. Najchętniej to bym już się wyprowadził bo zaczęło denerwować mnie to środowisko i jeszcze historyczka uwięzła się na mnie koszmar.
-A wiesz szwagierku że u nas historii będzie cię uczyć siostra?
-Wolę ją już, niż tą wiedźmę.
-Dobrze braciszku jak wolisz. Ana nie masz teraz nic przeciwko przeprowadzce?
-Nie.
-To dobrze. Może pojedziecie z Martinem do szkoły załatwić wszystkie formalności przenosin do innej szkoły a mnie podrzucicie do szpitala a później  jak wszystko załatwicie to przyjedziecie do mamy?
-Okej. Nie ma problemu załatwimy to raz dwa. – odparł Martin.
-A kiedy przeprowadzka i sprzedaż domu?  - chciały wiedzieć dzieciaki
-Jak najszybciej, jutro zajmiemy się pakowaniem rzeczy i  powoli wszystko ogarniemy.
-A co ze szkoła?  - stwierdził Davide.
-Jak mówiłam  wcześniej pojedziecie z Martinem wszystko załatwić i was wypisze a do czasu przeprowadzi będziecie przy mamie i pomożecie  to wszystko ogarnąć.
-Dobra dzieciaki to zbieramy się – odrzekł Martin.

Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Martin podrzucił Rebece do szpitala gdy wysiadła z auta postanowiła zadzwonić do Luci i się spytać jak Lukas się czuje.

paulax5 napisał:

Zaczęła się ubierać gdy zadzwoniła do Niej Rebecka
- Cześć Lucia! Tu Rebecka dzwonię, żeby się spytać jak czuje się Lukas. Już mu lepiej?
-Witam Rebecko, Z Lukasem już troszkę lepiej ale nadal ma gorączkę, dałam mu tabletkę i powinno mu do jutra przejść. A jak tam z rodzeństwo znosi to wszystko?
- A dziękuję, na razie jakoś sobie radzą, Mama też znosi to wszystko bardzo dobrze no i na szczęście zaakceptowali Martina
-no to świetna wiadomość, mam nadzieję, że niedługo wracasz
- muszę pozałatwiać tu sporo spraw Martin bardzo mi pomaga
-to bardzo dobrze, że się wreszcie pogodziliście, daj mi znać jakbyś czegoś potrzebowała i nie martw się o Lukasa zajmę się nim, pa :*

Rebeca weszła do szpitala i poszła porozmawiać z Mamą...

BarthezzLodz - 2011-01-27 20:06:38

Wizyta dr. Manuela de Guirrano uspokoiła Hectora. Nadal jednak miał w pamięci to, że jego najukochańsza siostra chciała popełnić samobójstwo. Z pewnością będzie to w nim tkwiło aż do końca jego życia. W pewnym sensie czuł się winnym całej tej sytuacji. Obwiniał się, że nie zadbał wystarczająco o Sandrę.
W tajemnicy przed wszystkimi udał się do podziemi w nadziei, że odnajdzie jakieś wskazówki. Doskonale pamiętał przecież o fałszywym psychologu. Jego bezsenność ułatwiła mu zadanie.
Na zegarze, który wisiał na ścianie w gabinecie Hectora mała wskazówka zbliżała się do pierwszej. Zegar ten Hector przywiózł z domu Sandry. Był zwyczajny, bez zbędnych zdobień, ale jemu się podobał. Jego nowoczesność znakomicie kontrastowała z dość staroświeckim wyposażeniem gabinetu. Znajdowało się tam duże drewniane biurko z trzema dużymi szufladami. Bukowe drewno wiele wytrzymało – świadczyły o tym liczne otarcia na blacie. Hector pamiętał, że biurko to było tu jeszcze od czasów sierocińca, a więc prawie od zawsze.
Wychodząc od siebie Hector zobaczył gdzieś spieszącego Noireta. Postanowił jednak nie zdradzać swojej obecności. Odczekał chwilę i ruszył za nim. Podążali w kierunku biblioteki. Jacques zbliżył się do kominka i bez zbędnych ceregieli wszedł do środka.
- A więc jeszcze nie zerwałeś z OTTOX’em… - wyszeptał cicho Hector.
Po odczekaniu krótkiej chwili Hector zrobił to samo – włożył rękę do jednego z otworów nad kominkiem. Tylna ściana przesunęła się niemal bezszelestnie. Zszedł do podziemi.
Słyszał kroki Jacquesa, który nie zdążył się zbytnio oddalić. Hector dziękował Bogu, że Noiretowi coś się stało i kulał na jedną nogę. Odległość między mężczyznami była jednak wystarczająca, aby dyrektor internatu pozostał niezauważony.
Serce Hectora biło jak oszalała.
- Boże, ja zwariowałem. Przecież jeżeli oni mnie odkryją, to… to mnie zabiją. – pomyślał mężczyzna.
Chwilę się zawahał. Myślał o powrocie na górę. Jednak ciekawość zwyciężyła.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – podpowiadał mu głos w jego głowie.
Po kilku minutach, które dla Hectora zdawały się trwać wieczność, Noiret wszedł do pomieszczenia znajdującego się nieopodal miejsca, w którym razem z Sandrą odnaleźli Paulę. Zachował bezpieczną odległość od drzwi. Był jednak na tyle blisko, aby usłyszeć głosy dochodzące z pokoju.

crisfan napisał:

-Zaczynamy nasze spotkanie.
-Mamy do omówienia kilka spraw. Po pierwsze Jacques-nie radzisz sobie z obowiązkami. Miałeś pilnować tych smarkaczy z twoim synem na czele, a tym czasem oni dalej węszą. Wczoraj zniknął jeden z naszych ludzi. Sadzimy, że to ich sprawka.
-Pilnuje ich. Tylko przez ten wypadek mam drobne kłopoty.
-Musisz się bardziej postarać. Jeden zły ruch i ...
-Rozumiem. Jutro się nimi zajmę.
-Musieliśmy to zrobić bez twojej pomocy.
-Jak to? O czymś nie wiem?
-Poznaj Alfonso (blondynek, który podał się za psychologa). Jedna z koleżanek twojego syna, za bardzo węszyła i Alfonso się nią zajął.
-Tak. Całkiem ładna-powiedział Alfonso-jest w bezpiecznym miejscu.
-To znaczy gdzie? Zajmę się nią.
-Nie ma takiej potrzeby. Alfonso się nią zajmie. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy od Sandry. Poza tym Jack szefostwo ma wątpliwości co do twojej lojalności wobec nas.
-Jak to? Z Cayetanem dałem sobie radę. Kim jest ta dziewczyna?
-Zostajesz na jakiś czas odsunięty od projektu geminis. Co cię tak interesuje ta dziewczyna? Nie wiem kim jest.
-Miała naszyjnik z literą M-powiedział Alfonso.
Z literą M..zaczął zastanawiać się Jack..kto to mógł być? Zaraz...to może być M jak Marcos...w takim razie to musiała być Carol.
-Zwariowaliście! Włożyłem w ten projekt mnóstwo pracy.
-Spokojnie Jack. Nie denerwuj się. Ja ci ufam, gdyby było inaczej nie było by cię tutaj. Mam dla ciebie kolejne zadanie.
-Co mam zrobić?
-Miej oko na Amelię. Ostatnio staję się dla nas zbędna i niewygodna. Obserwuj ją i melduj o wszystkim, co robi.
Jacquesowi na moment serce stanęło.  Hijos de puta nie pozwolę wam jej tknąć-pomyślał Jack, ale odpowiedział-będę miał ją na oku. Co będzie z dziewczyną?
-Na razie zostanie tam gdzie jest. Potem zdecydujemy co zrobić. Nasze spotkanie uważam za zakończone-spojrzał wymownie na Jacka.

Hector zaczął szybko działać. Nie mógł zostać przecież nakryty na podsłuchiwaniu. Schował się za załomem korytarza. Ciemności panujące w podziemiach były jego sprzymierzeńcem. Tylko dzięki temu mógł pozostać niezauważonym. Gdy tylko upewnił się, że wszyscy uczestnicy zebrania oddalili się na bezpieczną odległość, postanowił opuścić podziemia. Nie wiedział co o tym myśleć.
Postanowił o wszystkim opowiedzieć Sandrze. Nazajutrz z samego rana poszedł do jej pokoju, zapukał i po chwili wszedł. Kobieta siedziała na fotelu i suszyła włosy.

misteria7 - 2011-01-27 20:11:49

Paula i Evelyn powiedziały Amelii na zajęciach że Lucas jest chory. Amelia wiedziała, że często Noiret z Lucasem odwiedzali Thomasa. Postanowiła pójść do Jacka i go uprzedzić. Poza tym to był dla niej dobry pretekst by zobaczyć jak się Jacques czuje.

crisfan napisał:

Jacques był wykończony w jego stanie powinien odpoczywać, a nie wdawać się w kłótnie. W tym czasie usłyszał pukanie do drzwi
-To tylko ja. Przyszłam powiedzieć, że Lucas jest chory i nie może z tobą jechać do Thomasa-powiedziała Amelia
-Też będę musiał darować sobie wizytę u syna. Lepiej żeby mnie nie widział w takim stanie.
Jacques spojrzał Amelii w oczy. Ich spojrzenia spotkały się...trwało to tylko moment, bo zadzwonił telefon Jacka.

-Kto to był?
-To...-Jack nie wiedział co odpowiedzieć, nie chciał martwić Amelii, ale też nie chciał jej okłamać-Mam dziś spotkanie akcjonariuszy OTTOXU.
-Jacques nie powinieneś tam iść. Ci ludzie są niebezpieczni. Jeszcze się nie pozbierałeś po tym co Ci zrobili.
-Daj spokój, nie wiesz o czym mówisz!
-Pójdę tam z tobą.
-Wykluczone, to tylko i wyłącznie moja sprawa!
-Jak chcesz-posmutniała Amelia-przyszłam zmienić ci opatrunek. sam pewnie tego nie zrobiłeś.
Jack chwilę protestował, ale pozwolił Amelii się sobą zaopiekować. Kobieta zauważyła, że z jednej rany leci krew.
-Miałeś na siebie uważać. Te rany muszą się zagoić. Zamiast leżeć, ciągle się w coś pakujesz.
-Nie jestem dzieckiem. Potrafię o siebie zadbać!
-Ja tylko....-zaczęła Amelia-...chyba powinnam już iść.
-Tak będzie najlepiej-powiedział Jacques i zaraz pożałował swoich słów. Za nim zdążył cokolwiek dodać, Amelii już nie było w pokoju.

"Co ja sobie myślałam. Że się ucieszy na mój widok? że będzie chciał mojego towarzystwa? że pozwoli się sobą zaopiekować?. Jest jak zawsze niewdzięczny i  nieczuły. "
Mimo tego że popołudnie wpadało już w wieczór, Amelię naszła ochota na oddanie się dobrej lekturze. Wzięła ze swojego pokoju książkę i poszła usiąść na ławce przed internatem póki nie ściemni się zupełnie.
Wyrobiła się w godzinę. Skończyła książkę i nie mogłaby już i tak nic dalej czytać. Udała się do kuchni zaparzyć sobie herbatę. Nikogo nie zastała. Czego żałowała, bo zaczęła bić się z myślami..czy iść do Noireta czy dać sobie z nim spokój..i nie miał kto jej głowę zawrócić zwykłą rozmową. Postanowiła pójść spać do swojego pokoju razem ze swoimi myślami i emocjami. Miała nieodparte uczucie że może Noiret przyjdzie ją odwiedzić przed lub podczas snu.

Julia25 - 2011-01-27 21:42:47

BarthezzLodz napisał:

Hector zaczął szybko działać. Nie mógł zostać przecież nakryty na podsłuchiwaniu. Schował się za załomem korytarza. Ciemności panujące w podziemiach były jego sprzymierzeńcem. Tylko dzięki temu mógł pozostać niezauważonym. Gdy tylko upewnił się, że wszyscy uczestnicy zebrania oddalili się na bezpieczną odległość, postanowił opuścić podziemia. Nie wiedział co o tym myśleć.
Postanowił o wszystkim opowiedzieć Sandrze. Nazajutrz z samego rana poszedł do jej pokoju, zapukał i po chwili wszedł. Kobieta siedziała na fotelu i suszyła włosy.

Wyglądała o wiele lepiej niż wczoraj. To był znak, ze wizyta doktora Manuela pomogła. Sandra wydawała się być w dobrym nastroju, nuciła pod nosem melodię 'Esta Soy Yo'. Odłożyła suszarkę i zaczęła czesać włosy.
-Cześć siostrzyczko. Jak tam samopoczucie?
-Witaj Hector. O wiele lepiej. Wizyta Manuela naprawdę mi pomogła. -odpowiedziała kobieta. -nie mogę się już doczekać, kiedy znów go zobaczę. -dodała w myślach.
Hector zanotował to sobie w świadomości, że Sandra powiedziała 'Manuel' a nie 'doktor' czy 'doktor Manuel', ale nie pytał o nic.
-Mam nadzieję, że twój dobry nastrój to nie jest złą oznaka? -zapytał delikatnie Hector pamiętając wczorajsze zachowanie siostry.
Ta spojrzała na niego wymownie.
-Nie byłam wtedy sobą. Nie wiedziałam, co robię. Jest mi tylko głupio, ze naraziłam na stres swoich bliskich. Ale dzięki Manuelowi wszystko jest dobrze.
-Cieszę się w takim razie. Wiesz, przyszedłem przy okazji porozmawiać o bardzo ważnej sprawie. Jeżeli oczywiście czujesz się na silach.
-Heeectooor. -powiedziała kobieta udając znudzony ton. -Jest dobrze, biorę tabletki, które przypisał mi Manuel. Rano byłam u Lucii zmierzyć ciśnienie. W s z y s t k o  j e s t  O K.
-Skoro tak mówisz... Chciałbym z tobą porozmawiać o Noirecie...
-A co z nim jest nie tak? -zapytała Sandra włączając laptopa. Już najwyższy czas by założyła sobie nowe konto e-mail. -Myślałam, że już dawno skończył z OTTOXem. Przecież tak mu zależy na Thomasie.
-Ja też tak myślałem. Do wczoraj. Nie mogłem spać i postanowiłem się wybrać do podziemi.
Sandra zmarszczyła brwi. Niezbyt podobało jej się to, ze Hector narażał swoje życie na niebezpieczeństwo za jej plecami, ale nic nie powiedziała.
-... Zauważyłem, że Noiret idzie w stronę biblioteki. Zeszyłem za nim do podziemi i podsłuchałem rozmowę z ludźmi OTTOXu. -Hector streścił jej co usłyszał, omijając watek o porwaniu Caroliny.
-No nie wiem, a nie wydaje ci się, że Noiret po prostu z nimi gra? Udaje ze względu na bezpieczeństwo najbliższych, tak jak kiedyś Amelia. I widzisz, Amelia jest teraz niepożądanym numerem jeden na ich wieczornych spotkaniach.
-To jest możliwe. -powiedział mężczyzna po chwili namysłu. -Ale chciałbym cię prosić, byś unikała z nim rozmów o ostatnich wydarzeniach. Nie byłoby dobrze, gdyby wiedział za dużo. Wystarczy nam fałszywy Manuel.
-Możesz być o to spokojny. Powiedziała Sandra zakładając sobie skrzynkę na adres sandra.pazos@gmail.com. Zaktualizowała go na stronie internetowej Czarnej Laguny i oderwała oczy od monitora i spojrzała na brata. -Jedynymi osobami, którym ufam w 100% jesteś ty, Lucia i Rebecka.
Mężczyzna uśmiechnął się do siostry. Zastanawiał się, czy powiedzieć jej jeszcze o Pauli, ale na razie postanowił się wstrzymać. Porozmawia z nią o tym, gdy będzie całkowicie pewny, ze czuje się wystarczająco dobrze.
-Czuję się spokojniejszy. W takim razie wracam do mojej papierkowej roboty. Muszę podliczyć wszystkie fundusze, wysłać ratę do banku i zaktualizować listę uczniów, bo wczoraj doszła dwójka nowych.
-Przepraszam, miałam ci w tym pomóc...
-Dam sobie redę. Teraz najważniejsze jest byś się dobrze poczuła. Wykorzystaj ostatni dzień wolnego na całkowity relaks. Jutro przecież wracasz już do pracy. Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem w swoim gabinecie.
Sandra się uśmiechnęła.
-Dobrze. Jeśli będę czegoś potrzebował, wpadnę.

Hector wyszedł a Sandra podeszła do okna. Na zewnątrz był piękna pogoda. Słoneczko świeciło, uczniowie odpoczywali na ławkach lub spacerowali po dziedzińcu. Sandra zamknęła oczy i pogrążyła się w zamyśleniu.

Manuel siedział w gabinecie i czekał na kolejnego pacjenta. Jednak dzisiaj nie mógł się skupić na pracy. Ciągle rozmyślał o historii Sandry i jej samej. W tej kobiecie było coś, co nie pozwalało mu o niej zapomnieć. Żałował, ze nie wziął od niej numeru telefonu. W sumie jak by to wyglądało, lekarz biorący od pacjentki numer po pierwszej wizycie? Ale czy na pewno TYLKO pacjentki? Jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego,a  widywał wiele ładnych kobiet. Czuł, ze z jakiegoś powodu Sandra jest mu bardzo bliska. Nagle wpadł na świetny pomysł. Sandra jest nauczycielką. Każda szkoła ma swoją stronę, a więc musi tez tam być kontakt do wszystkich pracowników. Wpisał w google 'El Internado Laguna Negra sitio web oficial' i nacisnął 'szukaj'. Po chwili wyskoczyła mu strona oficjalna szkoły. Wszedł w zakładkę 'los profesores'.  Hector, Martin, Rebecka... Jest, Sandra Pazos. Manuel skopiował jej adres email i wszedł na swoje konto. Długo zastanawiał się co napisać. Po 10 minutach wysłał Sandrze krótką wiadomość.

Z zamyślenia wyrwał Sandrę dźwięk oznaczający, ze dostała nową wiadomość. Zastanawiając się, kto mógł do niej napisać, skoro nowy adres dopiero od pół godziny. Ściągnęła wiadomość na pulpit i ją otworzyła.

Form: manel.guirrano@hotmil.com
To: sandra.pazos@gmail.com

Witaj Sandro,
Piszę, gdyż chciałbym się dowiedzieć jak się czujesz. Mam nadzieję, że już lepiej i że pamiętasz o tym, co Ci powiedziałem ;) Nasze jutrzejsze spotkanie nadal aktualne? Pamiętaj, że jestem gotowy dostosować się do Twoich potrzeb.
Pozdrawiam,
Manuel


Sandra uśmiechnęła się szeroko. Jakie to miłe. Więc jednak Manuel też coś do niej czuje. Bo przecież zwykli lekarze nie piszą mail do swoich pacjentów z zapytaniem o samopoczucie. Ciągle się uśmiechając siadła na krześle i odpisała Manuelowi.

From: sandra.pazos@gmail.com
To: manuel.guirrano@hotmail.com

Witaj Manuel,
Dziękuję, że się pytasz. Czuję się naprawdę dobrze, ta wczorajsza rozmowa bardzo mi pomogła. Jutrzejsze spotkanie jak najbardziej mi pasuje.
Pozdrawiam,
Sandra.


Kobieta uśmiechnęła się do siebie, włączyła komputer w stan czuwania i wyszła z pokoju. Postanowiła pójść na krótki spacer po terenach Internatu. Po drodze wpadła na Marcosa, który zmierzał razem z grupą przyjaciół do swojego pokoju. Powiedział przyjaciołom, żeby zaczekali na niego a sam podszedł do matki.
-Cześć mamo, jak się czujesz? Martwiłem się o ciebie.
-Witaj Marcos. Jest już o wiele lepiej. Właśnie wybieram się na spacer. Może chciałbyś ze mną pójść.
-Chętnie mamo, ale może później. Szukamy Caroliny, nie wiedziałaś jej nigdzie?
-Niestety synku. Ostatni raz na waszych zajęciach. Mam nadzieję, że nic jej się nie stało.
-Też mam taką nadzieję. -powiedział Marcos smutno i pożegnał się z Sandrą.

Kobieta zeszła na dół i wyszła na zewnątrz. Pogoda sprzyjała refleksjom na temat życia, ale dziś Sandra nie miała na to ochoty. Chciała poświęcić ten dzień na całkowity relaks, spędzić go z bliskimi.

Oranjezicht - 2011-01-27 23:41:28

Kiedy Lucia wyszła z pokoju Lucas zasnął bardzo zadowolony, że przeczytała ona mu jego ulubioną bajkę, co była wcześniej wielokrotnie proszona, lecz z powodu tego że była bardzo dobrym lekarzem dużo ludzi miało do niej sprawy i rzadko miała czas. Kiedy się obudził stała nad Nim Paula
-Lucas, pójdziesz ze mną do lasu? Muszę iść podziękować krasnalowi za kwiatki, które mi zostawił w nocy i chcę dać mu te babeczki czekoladowe
-ale ja jestem chory i Lucia nie pozwoliła mi wychodzić z łóżka i z Internatu
-jak ze mną nie pójdziesz to powiem Javierowi Holgado że jesteś tchórzem
-Paula, ja nie mogę
-to idę powiedzieć, że jesteś tchórzem!
-poczekaj, dobrze już idę z Tobą
Lucas nie bardzo przekonany do pomysłu Pauli zgodził się z Nią pójśc do lasu. Miał dużą nadzieję, że nie rozchoruje się jeszcze poważniej przez ten wypad...ani że się co gorsza zgubią w końcu są małymi dziećmi

paulax5 - 2011-01-27 23:42:36

Lucia po rozmowie z Rebecką ubrała się i wsiadła do samochodu i pojechał odwiedzić synka. Kilka minut później Lucia była już kawałek od Internatu kiedy nagle coś zobaczyła…
To były jakieś dwie postacie idące poboczem- kobieta dostrzegła, że był to Lukas i Paula. Natychmiast się zatrzymała
-Co wy tu robicie?
-mhm… my…
-Lukas obiecałeś mi coś, pamiętasz?
-Tak ale… Paula…
-nie zwalaj wszystkiego na Paulę, mogłeś odmówić!
-Lucia…ja…
-Wsiadajcie do samochodu, odwiozę Was do Internatu, a z Tobą Lukas później porozmawiam!
Lukas bardzo posmutniał i bał się tego co powiem mu Lucia
-powiedzcie mi po co poszliście do lasu
-bo… ja dostałam kwiatki od krasnala i…
-krasnala? –zdziwiła się kobieta
-tak, i chciałam mu podziękować i dać babeczki, które zrobiła Maria
Lucia zdziwiona niewiedząc o co chodzi pokiwała tylko głową, że rozumie
-ale nie znależliśmy Go Lucia- odparł Lukas
-tak i boję się, że coś mu się stało
-spokojnie Paula na pewno wszystko jest z Nim w porządku
-zobacz jakie ładne, ciekawe co jest w środku- mówiła z tyłu Paula do kolegi
-co tam macie łobuzy?
-bo my znależliśmy w lesie takie pudełeczko ale nie umiemy tego otworzyć a ono jest takie ładne- zachwycała się Paula
Lucia z ciekawośc co to za pudełko zatrzymała samochód i odwróciła się do dzieciaków
-mogą je zobaczyć
Paula nie chętnie jednak ale podała to podełko lekarce. Lucia obejrzała je zwierzchu, było zdobione w kwiaty i miała wrażenie, że gdzieś już takieś widziała jednak nie mogła sobie tego przypomnieć. Pomyślała, że je otworzy i zobaczy co jest w środku niewiedziała czego się spodziewać więc na wszelki wypadek stwierdziła, że otworzy to później nie przy dzieciach
-dobrze skoro to znależliście to niestety nie jest to wasze trzeba będzie to zwrócić właścicielowi więc ja się tym zajmę- powiedziała do Pauli i Lukasa, bała się ze może coś tam być związanego z OTTOXsem i wolała by dzieci tego nie widziały
-ale Lucia… ja to znalazłam- mówiła prawie płacząc Paula
-to jeśli się nikt po to nie zgłosi to Ci dam i będziesz mogła sobie zatrzymać dobrze?
-no dobrze…- niedokońca przekonana dziewczynka zgodziła się
Po tych słowach Lucia znów ruszyła i jechała do szkoły. Po krótkim czasie byli już na miejscu
-no dobrze łobuzy wysiadać, i żebym już nigdy Was nie znalazła w lesie samych jasne? To naprawdę jest niebezpieczne mogliście się zgubić!
-dobrze, obiecujemy Lucia- potwierdzili zgodnie
Lucia zaprowadziła Paulę do jej pokoju gdzie zresztą czekała już na Nią Evelyn, później wraz z Lukasem poszła do jego pokoju


-posłuchaj Lukas teraz kiedy nie ma Twoich rodziców ja mam się Tobą zajmować i Cię pilnować, ale myślałam, że jesteś rozsądnym chłopcem i można Cie zostawić samego w pokoju, ale chyba się jednak pomyliłam
-Lucia… przepraszam... Paula przyszła i chciała ze mną iść, mówiła, że jak nie pójdę to będę tchórzem
-jeszcze normalnie to bym nie była taka zła ale Lukas jesteś chory i powinieneś leżeć w łózku a Ty dość że z niego wyszłeś to jeszcze poszedłeś do lasu. Mam nadzieję, że nic się nie stanie i nie będziesz przez to bardziej chory. Bardzo mnie zawiodłeś
-przepraszam ja wiem, że nie powinienem ale… Lucia proszę nie gniewaj się już na mnie, ja wezmę wszystko co mi karzesz ale proszę nie gniewaj się już
-no dobrze, połóż się już i odpocznij. Musze teraz pojechać do Thomasa ale jak tylko wrócę to do Ciebie jeszcze zajrzę
-a jak przyjdziesz to przeczytasz mi dalej tą książkę co wcześniej?
-tak poczytam Ci, prześpij się!
-dobrze, Obiecuję, że będę leżał
-trzymam Cię za słowo, pa :*


Kobieta wyszła od chłopca i wróciła spowrotem do samochodu z zamiarem, że pojedziej jak najszybciej do synka, gdy jednak wsiadła do auta zobaczyło to tajemnicze pudełko. Nie mogła się powstrzymać i otworzyła je… W środku był list w kopercie i łańcuszek z literką „M”. Widząc go Lucia przypomniała sobie, że widziała już ten łańcuszek jak szczepiła nastolatków parę dni temu i po chwili przypomniała sobie do kogo należał
-Carol? Skąd to się tu wzieło? No nic zanosę jej to później bo teraz Thomas na mnie czeka. Kobieta zapaliła samochód i pojechała do domku do synka. Po kilku godzinach spędzonych ze swoim dzieckiem wróciła do Internatu. Jak tylko weszła przypomniała sobie o pudełku więc poszła do pokoju starszych dziewczyn aby oddać je Carol. W pokoju jednak zastała tylko Julie i Victorie


-przepraszam nie wiecie może gdzie znajdę Carol?
Dziewczyny nie wiedziały czy mogą zaufać Lucii i powiedzieć jej, że Carol gdzieś znikneła
-pewnie poszła do łazienki- odpowiedziała Vicky
-mam jej pudełko i chciałam jej to oddac
-to może my to weźmiemy i jak przyjdzie to jej damy
-no dobrze mogę je zostawić. A jak się czujesz Julia? Leki pomagają?
-tak, dziękuję Lucia już wszystko dobrze
-jak by coś się działo to możesz do mnie przyjść
-dobrze będę pamiętać
Kobieta podała dziewczyną pudełko i wyszła z pokoju ciągle zastanawiając się co jest w liście ale nie chciała już do niego zaglądać wkońcu na kopercie było imię Marcosa.
Wyszła więc i poszła do swojego pokoju.

Villa - 2011-01-28 00:01:43

daglas89 napisał:

Rebeca weszła do szpitala i poszła porozmawiać z Mamą...

A Martin z bliźniakami udał się do szkoły.

- No dobra Ana, wiem, że umiesz czytać w myślach, więc mów wreszcie :D
- Och, no dobra.
- I tak długo wytrzymałaś :D
- No uwierz Martin, że jak na nią, to naprawdę długo.
- Aj zamknij się;p i nie próbuj mieszać z emocjami Martina.
- Oj dajcie spokój, Ana mów, a ty David poczekaj na swoją kolej.
- No to już się zaczyna.. Odburknął David
- A tam się zaczyna :D Dopiero się zacznie :P

Cała trójka spojrzała się na siebie i zaczęli się śmiać..

- No to mogę już zacząć :D
- Oj niecierpliwa z Ciebie osoba Ano.
- Nawet nie wiesz jak bardzo szwagierku :D
- Aż się nie mogę doczekać powrotu do Internatu..
- Oj dobra, dobra. Wiem, co knujesz, powiedziała Ana.. i powiem ci, niezły jesteś naprawdę, sama bym tego lepiej nie wymyśliła.
- Ale o co ci chodzi?
- No jak to o co, o ślub, ty cwaniaku, super naprawdę, Rebeca na pewno się ucieszy.

W tym momencie Martin z bliźniakami dotarli na miejsce.

- No ładnie, a ja się już nie załapałem, śmiejąc się powiedział David.
- Ta wasza rodzinka, naprawdę jesteście pokręceni, hehe. Dobra idziemy wszystko załatwić.

Po wyczerpujących 2h spędzonych w szkole, Martin zabrał Anę i Davida na obiad.

- W tej waszej szkole, to zawsze wszystko tak długo trwa. Myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok, ale potem nagle wszystko wróciło do normy..

Bliźniaki spojrzały znacząco na siebie..

- Osz wy, to wasza sprawka.
- Moja nie, ja w końcu tylko czytam w myślach.
- Tylko, chciałbym chociaż u tyle móc :D no i dzięki David.
- Ależ nie ma za co, polecam się na przyszłość.
- Zastanowię się, no a teraz jedzmy, bo Rebeca i wasza mama czekają na nas.

Chwilę później..

- Halo? Słucham? ... O cześć Mario, co tam u Ciebie? Poczekajcie, to mój kuzyn, zaraz wracam.
Martin odszedł na bok i zaczął rozmowę ze swoim kuzynem.
- Cześć Martin. Nie zgadniesz, gdzie właśnie jestem?
- Och stary, ty i te twoje pytania, z takim włóczykijem jak ty, to już nie mam pomysłu. Paryż, Londyn, LA..
- Dodaj do tego Hiszpanię :D
- No nie żartuj, jesteś w Hiszpanii! Super! Wiesz u mnie tyle się wydarzyło, że będzie o czym gadać, musisz zawitać do Internatu Czarna Laguna.
- O to teraz tam uczysz.
- A no tak jakoś wyszło. Mnie teraz nie ma, bo załatwiam ważne sprawy z narzeczoną, ale..
- Zaraz, zaraz, nie przesłyszałem się, narzeczoną?
- Tak stary, ot co, z narzeczoną, a już niedługo żoną, będziemy mieć córeczkę ;) No, ale pogadamy jak przyjedziesz. Jak mówiłem mnie teraz nie ma, ale Lucas jest, więc wszystko Ci pokaże i powie.
- No ok, to ja w takim razie wsiadam w auto i ruszam do Internatu :D To co do zobaczenie.
- No do zobaczenia, fajnie, że jesteś w Hiszpanii. Pa

...

- Nie mówiłeś, że masz kuzyna :D
- No tak. Iw sumie, po co ja odchodziłem, kurczę szpiedzy by z was nieźli byli :P
Dobra zjedliście? To co, komu w drogę, temu czas :D Aa poczekajcie zadzwonię do Lucasa.

...

- Lucas, synku, jak się czujesz?
- O tata, jak fajnie, że dzwonisz :) Kiedy przyjedziecie? A ja czuję się już dobrze.
- Już nie długo, jeszcze kilka spraw załatwimy i zawitamy do Internatu. I wiesz co? Będziemy mieć niespodziankę :D
- O super, powiedz, powiedz co to będzie? Domagał się Lucas.
- Synku, to już wtedy nie będzie niespodzianki, ale na pewno ucieszysz się. Obiecuję.
- No dobrze, to będę czekał z niecierpliwością na was przyjazd :D
- Właśnie Lucas za niedługo w Internacie pojawi się wujek Mario, bo przyleciał do Hiszpanii.
- Wujek Mario supeer. 2 super wiadomości dzisiaj, wow.
- No a teraz będę kończył synku, Kocham Cię i całuję.
- Ja też cię kocham, pa tato.
- Pa Lucas.

- No to co, ruszamy.

I cała trójka ruszyła z powrotem do szpitala, gdzie czekały już Rebeca z mamą. Do tego z bardzo dobrą wiadomością..

Krisztian - 2011-01-28 00:03:57

Marcos był załamany. Wiedział, że Carol nie zniknęła bez przyczyny, że ktoś ją porwał.
Podejrzany był tylko jeden - Noiret.

Ivan wrócił od Jacquesa...
- Mierda! Cwaniakuje, nie wiem co myśleć o tym.... - zaczął Ivan.
- Jak to co? Porwał Carol! - mówił rozwścieczony Marcos.
- Musimy zejść do podziemi. Na pewno jej nie wywieźli z Internatu! Musi być na dole! - powiedziała Vicky.
- Vicky ma racje. Chodźmy teraz. Nie będziemy przecież czekać do zmroku! - powiedziała Julia.

Na korytarzu napotkali na Noireta...
- Zdechniesz! Przysięgam Ci to! - krzyknął Marcos.
- Zostaw śmiecia. - odpowiedział Ivan.

Zeszli do podziemi....
- No tak, zapomnieliśmy o naszym węszycielu. - powiedział Ivan.
- Może on coś wie. Może mieli wcześniej przygotowany plan porwania... - mówiła Vicky.
Związany, zmęczony siedział. Krwawił z uda...
- Gdzie jest Carol bydlaku? Pytam się gdzie! - krzyczał Marcos, kopiąc przy tym zatrzymanego przez nich osobnika.
- Ja nic nie wiem. Nie wiem... - odpowiedział szeptem.
- Nie, to w takim razie zdechniesz tutaj. - Marcos chwycił drewnianą belkę.
- Czekaj! Powiem Wam wszystko! Carol jest w pewnym pomieszczeniu.
- W tym bez klamek i wejścia na klucz? - zapytał Ivan.
- Tak, tam. Żeby tam wejść trzeba mieć kartę, którą się wkłada pomiędzy dwie cegłówki - taki czytnik....
- Już nas hijo de puta nie ucz co to czytnik! - krzyknęła Julia.
- Inny sposób...jaki jest inny sposób na to, żeby tam wejść? - pytał Marcos.
- Można wypalić wejście. Chyba.... - zdążył tylko tyle powiedzieć zatrzymany, bo otrzymał cios kołkiem w głowę.
- Już nam nie pomoże... - powiedział Marcos.
- Czekajcie, chwila. Ja wiem gdzie jest taki palnik. W kuchni widziałam. - mówiła Julia.
- To na co czekasz. Biegnij po niego. - krzyczał Ivan.
- Czekaj, idę z Tobą. - powiedziała Vicky.

15 minut później Julia i Vicky wróciły z palnikiem.
- Dobra, idziemy tam gdzie byliśmy ostatnio. Carol...już idę do Ciebie.... - powiedział szeptem Marcos.

Dotarli do drzwi.
- Carol, jesteś tam? - krzyczał waląc w drzwi Marcos.
- Marcos, ratunkuuu. Zamknęli mnie. - krzyczała Carol.
- Carol....żyjesz... - powiedziała przerażona i jednocześnie zadowolona Vicky.
- Odsuń się od drzwi. Wypalimy wejście. - krzyknął Ivan.
Marcos przez dłuższy czas wypalał otwór w drzwiach, aż wreszcie wielka metalowa płyta...runęła na ziemię.
Z środka wybiegła Carol, która rzuciła się na szyję Marcosa.
- Kochanie...... - powiedział Marcos, przytulając Carol.
- Carol, Carol. - krzyczały na zmianę Vicky i Julia.
Wszyscy ją przytulili.
- Kto Ci to zrobił? - zapytał Ivan. Mój tatuś?
- Nie, to nie on. Jacyś dziwni ludzie. Ubrani byli tak samo jak ten, którego złapaliśmy. - mówiła.
- Mierda. Dalej nic nie wiemy. - odpowiedział Marcos.
- Jak to? Tamten nam nic nie powie? - zapytała zdziwiona.
- Nie. On już słowa z siebie nie wyda.
- Ale...czemu?
- Marcos go......zabił. - powiedziała Julia.
- Jak, jak mogłeś? On mógł nas doprowadzić do Ottox'u! - krzyknęła zdenerwowana.
- Mógł, ale Ty byłaś ważniejsza. - powiedział Marcos. Objął Carol i wszyscy wrócili przez kominek "na powierzchnię".
Po wyjściu z podziemi Carol zapytała Marcosa.
- Czytałeś list? - zapytała.
- Nie, jaki list?
- List....Lucia nam go dała, ale nie otwieraliśmy. Był do Ciebie, ale wszystko tak szybko się toczyło, że zapomniałyśmy o nim. - odpowiedziała Marcosowi Julia.
- Co było w tym liście? - zapytał Carol.
- Nic, już teraz nieważne. Macie ten list? Dajcie mi go.
Carol wzięła list, zapalniczkę i spaliła go.
- Ale co to za list? Dlaczego Lucia go miała? Nic nie rozumiem... - mówił Marcos.
- Kiedyś Ci powiem... - odpowiedziała.

Idąc korytarzem zauważył ich Jacques, który pukał do pokoju Amelii.
- Nie, to niemożliwe. Jak im się udało ją znaleźć? - pytał sam siebie.
Drzwi otworzyła mu Amelia. Zobaczyła przerażenie na jego twarzy.
- Co się stało? - zapytała.
- Znaleźli Carol.
- Ale jak? Przecież nawet Ty nie wiedziałeś gdzie ona jest.
- No właśnie...., są sprytniejsi i lepsi niż mi się na początku wydawało.

Marcos zaprowadził Carol do pokoju.
Położył ją na łóżku i powiedział: - Śpij kochanie, zmęczona jesteś. Pamiętaj, już nigdy nie zostawię Cię samej.
- Ja Ciebie też kocham. - odpowiedziała.
Do pokoju weszła Vicky.
- Miej ją na oku. - powiedział Marcos.
- Bądź spokojny. - odparła.

Marcos wyszedł z pokoju.
Przed nim biegła Paula.
- Paula, Paula, poczekaj! - krzyczał i podbiegł do niej.
- Gdzie idziesz? - dopytał.
- Do mamy. Javier Holgado powiedział, że śmierdzę. - odpowiedziała.
- Mama jest zajęta. Nie możesz jej przeszkadzać. Ja Ci pomogę z Holgado. - uśmiechnął się Marcos.
Javier zmierzał do toalety. Otworzył drzwi i na jego głowę spadł worek z wywarem rybnym.
- Ha ha ha ha ha. - wszystkie dzieci wkoło śmiały się z Holgado.
- Teraz już jej nie będziesz zaczepiał, mam nadzieję? - zapytał Marcos.
- Niee... - pokiwał głową Holgado.
- To dobrze, a teraz idź się umyj bo śmierdzisz. - dodał.
- Ha ha ha ha. - śmiały się dzieci.

crisfan - 2011-01-28 00:24:07

Noiret poszedł do po coś do jedzenia. W spiżarni znalazł butelkę wina. Pomyślał o Amelii...może warto by ją było przeprosić, że się wtedy tak uniosłem. Nie miała nic złego na myśli...troszczy się o mnie... Noiret wziął butelkę wina i poszedł do pokoju Amelii. Już miał zapukać....ale jakoś nie mógł się odważyć...nie wiedział co ma zrobić i powiedzieć tym bardziej że przed momentem z nią rozmawiał...postanowił zawrócić...
Po drodze spotkał Lucie.
-Jack a ty dokąd z tym winem?
-Ja...sam nie wiem masz ochotę?
-Pewnie padam z nóg. Chętnie się z Tobą napiję. Zapraszam do siebie.
-W takim razie prowadź.
Jack nie był pewien czy dobrze robi. Jednak nie było już odwrotu. Weszli do pokoju Luci i otworzyli wino. Zaczęli rozmawiać. Przypomniały im się stare dobre czasy...jak byli ze sobą...wspólne noce...wiele ich łączyło...nie tylko Thomas...
-Wiesz Jack dawno z nikim się tak dobrze nie bawiłam.
-Ja też. W internacie tyle się dzieję...
-Dzisiaj jest nasza rocznica. Dokładnie 10 lat temu pocałowaliśmy się po raz pierwszy.
Jack się zmieszał...wino powoli zaczęło uderzać do głowy...zobaczył w Lucii osobę z przed lat...oboje się zmienili, ale między nimi nadal coś było...spojrzeli sobie w oczy...ich twarze zbliżyły się do siebie...przeszłość powracała...Lucia wykonała pierwszy krok i pocałowała namiętnie Jacka. Jack był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek. To było długa i namiętna noc dla nich obojga

paulax5 - 2011-01-28 11:58:47

Lucia się obudziła rano i zaczeła się zastanawiać gdzie jest. Po chwili się obróciła i spojrzała na Jacka. Wtedy wszystko sobie przypomniała- wino, pogawędkę, pocałunek…
Nie wiedziała co ma zrobić, nie była pewna czy powinna była do tego dopuścić. Ciągle czuła coś do Noireta, ale przecież tak naprawdę kochała teraz Hectora.
Wstała więc z łóżka zaczeła szukać swoich ubrań, które były porozwalane po całym pokoju, ubrała się i poszła do siebie. Kiedy wychodziła z pokoju Jacquesa wpadła na Amelię


-ups… Już nie miałam kogo spotkać! Ja taka nieuczesana i pogięte am wszystko już widze te póżniejsze plotki- pomyślała
-Buenos Dias Lucia!
-Benos Dias Amelia!
-Coś się stało z Jackiem, że u niego byłaś?
-Przyszłam tylko sprawdzić czy wszystko goi się jak powinno- odpowiedziała zmieszana kobieta
-tak wcześnie rano??
-no…yyy… tak bo później będę miała mnóstwo pracy
-aha rozumiem
-ale Noiret jeszcze śpi, więc wyszłam, może też lepiej nie wchodź, niech się wyśpi- Lucia wolała, żeby Amelia nie widziała tego bałaganu, no i butelki po winie w jego pokoju. Wkońcu wiedziała, że oni ostatnio zaczeli coś razem kręcić, widziała te ich spojrzenia i troskę Ameli po wypadku Jacka. Odwróciła się i poszła do siebie, aby się ogarnąć. W pokoju czekał już na Nią Lukas


-Lukas? Co ty tu robisz?
-Miałaś do mnie przyjść jak wrócisz od Thomasa- mówił prawie płacząc chłopiec- Przyszedłem do Ciebie bo nie mogłem spać, a Ciebie nie było
-I siedzisz tutaj tak całą noc??
-No prawie, troszkę się tu przespałem. Mam nadzieję, że nie jesteś zła?
-zła? Nie skarbie, nie jestem
-A czemu nie spałaś u siebie? Byłaś z Thomasem?
-Tak, Lukas musiałam z Nim zostać- Lucia poczuła, że nie powinna okłamywać chłopca, ale przecież nie mogła powiedzieć mu prawdy- Teraz chyba powinieneś się położyć spać skoro w nocy prawie nie spałeś. To ja Ci teraz coś przeczytam a ty połóż się i śpij jak chcesz to możęsz tutaj u mnie, dobrze?
-dobrze, położę się
Lucia przeczytała chłopcu bajkę, jak zasnął poszła się wykąpać i ogarnąć przed śniadaniem. Zeszła a na śniadaniu byli już prawie wszyscy- oczywiście brakowało Jacka. Kobieta pomyślała, że musi z nim koniecznie porozmawiać przecież musi wiedzieć na czym stoi.
-dlaczego Rebecka akurat teraz wyjechała? Musze z nią porozmawiac, może ona mi cos doradzi- pomyślała


Wyjeła więc telefon i dzwoni do przyjaciółki
-Cześć Rebecko! Tu Lucia
- –Cześć Lucia, coś się stało z Lukasem, że dzwonisz?
-nie, z Lukasem w miare sobie radzę, ale mam problem…
--w miare?? Jaki problem?
-nie problem nie dotyczy Lukasa chodzi o to, że… wczoraj… wieczorem….
- tak?
-no wczoraj wieczorem piłam wino z Jackiem i no wiesz było nam bardzo miło, wspominaliśmy stare czasy i…
- piłaś wino z Noiretem?
-no tak jakoś wyszło, rano się obudziłam u niego w łóżku, było naprawdę super wczoraj nareszcie troszkę odpoczełam i zapomniałam choć na chwilę o tych wszystkich ostatnich wydarzeniach, ale niewiem co robić
-spałaś z Jacqesem?
-no jakoś tak wyszło…
-jakoś tak wyszło…haha
-proszę nie śmiej się tylko mi pomóż, on ostatnio z Amelią coś zaczął kręcić i nie chcę się im teraz wcinać może on ją kocha?  No i sama już niewiem wkońcu kocham też Hectora
-może porozmawiaj najpierw z jackiem na temat tego co się wydarzyło między Wami wczoraj i zobaczysz co on Ci powie
-jak zwykle masz rację Rebecko, co ja bym bez Ciebie zrobiła?? Dziękuję Ci :* A jak tam przygotowania do przeprowadzki?
-dobrze, pomału przekonuje do tego rodzeństwo, choć nawet się już na to zgodzili z entuzjazmem, rozmawiałam już z Hectorem i przyjmie ich do naszej szkoły
-to świetnia wiadomość, pytałam się tutaj w okolicy o jakieś domki na sprzedaż, niestety narzie nic nie ma najbliższy jest jakies 30 km od Internatu, ale tak sobie pomyślałam, mój domek w lesie stoi prawie pusty, Thomas ma pokój na dole, parter jest przez ze mnie zajęty masą starych rupieci ale cała góra jest pusta i wolna, dzieciaki miały by blisko do Internatu no i ja bym tez często przychodziła to od razu pomogła bym Ci przy mamie. I opiekunkę można by załatwić jedną więc kosztami się podzielimy na pół, co o tym sądzisz?
-wiesz to musiałabym jeszcze porozmawiać z mamą i rodzeństwem to w sumie od nich zależy
-no pewnie to jak się zdecydujesz to daj mi znać musiałabym trochę przygotowac i posprzątać przede wszystkim w domku
-dobrze jak z nimi porozmawiam to zadzownie, pa
-pa Rebecko


Po rozmowie z przyjaciółką Lucia po czuła się dużo lepiej mimo iż sama zamierzała o tym porozmawiać z Jackiem to jednak ciszyła się ze ten pomysł poparła Rebecka.
-Później do Niego pójdę niech śpi choć mam nadzieję, że sam do mnie przyjdzie!- myślała kobieta idąc korytarzem w kierunku pokoju Sandry zobaczyć jak się miewa
-cześć Sandra! Przyszłam zobaczyć jak się czujesz
-witam Lucia!
Lekarka patrzyła na Sandrę, która wyjątkowo od kilku dni wyglądała dziś na zadowolona i pełną życia nauczycielkę
-widzę, że rozmowa pomogła i czujesz się lepiej
-tak, bardzo mi pomogło, jakoś tak staram się o tym nie myśleć Manuel dużo mi pomógł chyba właśnie tego potrzebowałam, Dziękuję Ci, że go do mnie przysłałaś. To naprawdę świetny psycholog
-Cieszę się, że mogłam pomóc i jest mi dużo lepiej widząc Cię wreszcie w takim stanie, bałam się już w pewnym momencie, że nigdy nie dojdziesz do siebie
-tak, oby teraz było już tylko lepiej Manuel mówił że będę musiała jeszcze przez kilka takich rozmów przejść ale już się na nia cieszę, super się z nim rozmawia
W tym momencie do pokoju wbiegła Paula
-Mamo, Mamo, niewiesz gdzie jest Lukas?
-nie kochanie, a nie ma go u siebie w pokoju?
-Ja wiem gdzie jest Lukas- odezwała się lucia
-gdzie? Chciałam się z Nim pobawić
-śpi u mnie w pokoju ale proszę nie budź go na razie jest osłabiony jeszcze po tym waszym wczorajszym spacerze. Jak wsatnie to mu powiem żeby do Ciebie przyszedł
-no dobrze to idę do Evelyn
Paula wyszła z pokoju Sandra lekko zmartwiona zapytała się Lucii
-jaki spacer? O czym ty mówisz?
-nic takiego Paula wczoraj wyciągneła chorego Lukasa na spacer w poszukiwaniu jakiegoś krasnala, a właśnie mam do Ciebie parę pytań od nośnie Pauli, mogę?
-jasne, pytaj
-nie chciałam wcześniej o tym z Tobą rozmawiać bo nie chciałam Cię jeszcze tym martwić, ale pamiętasz jak pobrałam Pauli krew?
-tak pamiętam, a coś nie tak jest z jej krwią? –spytała przerażona
-nie, spokojnie, właśnie wszystko dobrze, Pula ma świetną odporność, czy ona kiedyś chorowała?
-no… hmm… w sumie to jak tak teraz myślę to chyba nie…
-tak to właśnie możliwe, podejrzewam, że OTTOX brał w tym udział, ale spokojnie to było na pewno jeszcze przed tym jak się urodziła. To bardzo dobrze dla Niej, że jest odporna nigdy nie będzie chora. Z punktu widzenia medycyny to ciekawy przypadek, przełom jakiś w kierunku likwidacji chorób. Jednak nie jest to powód do zmartwień Sandra. Ważne jest teraz żeby nikt się o tym nie dowiedział, to może być niebezpieczne dla małej, póki nikt o tym niewie nic jej nie grozi, rozmawiałam już o tym z Hectorem bo nie chciałam Cię wcześniej jeszcze tym martwić, ale teraz nie chcę przed Tobą tego ukrywać, dlatego Ci o tym mówię
-tak, dziękuję bardzo, że mi to mówisz
-a… mogę jeszcze jedno pytanie?
-tak, pytaj jeśli mogę jakoś pomóc
-ciekawi mnie czy Marcos też ma taką odproność, chorował kiedyś?
-Marcos? Tak jak był mały to bardzo często, łapał prawie każdą infekcję
-czyli podejrzewam, że Marcos był jednak zapłodniony w sposób naturalny, skoro Paula tak ma to pewnie Twoje kolejne dziecko, które ma takie samo DNA też będzie miało taką odporność, ale to jeszcze zobaczymy do tego dużo czasu. Za tydzień będę robić badania wszystkim młodszym dziecią, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko tamu abym zbadała krew Pauli pod kątem przeciwciał w jej krwi?
-jeśli to pozwoli Ci się czegoś dowiedzieć to nie
-Dziękuję Ci, obiecuję że pierwsza i jako jedyna się dowiesz o tym
Lucia wyszła z pokoju Sandra i poszła do swojego gabinetu

Julia25 - 2011-01-28 12:20:10

Sandrę zaniepokoiły trochę sowa Lucii. Owszem, już wcześniej podejrzewała, że coś jest nie tak, gdy Paula nie łapała nawet głupiego przeziębienia. Nagle wszystko nabrało sensu. Jeśli Paula i prawdopodobnie jej maleństwo mają niezawodną odporność, to i ona musi być taka sama.
A jeśli tak jest... Czy na jej matce też eksperymentowali czy to ona jest pierwsza?
-Szkoda, ze nie pamiętam czasów sprzed sierocińca. -westchnęła kobieta. -Będę musiała porozmawiać o tym z Hectorem. On pamięta wszystko. -Sandra spojrzała an wiszące na ścianie zdjęcie przedstawiające ją, Hectora, Marcosa i Paulę na wspólnych wakacjach nad morzem. -Przynajmniej teraz jest jasne, dlaczego OTTOX poluje na moją rodzinę. Tylko co ma z tym wspólnego mój przybrany ojciec?

Jednak kobieta nie miała czasu się nad tym dłużej zastanawiać. Za 10 minut zaczynała zajęcia. Nagle ktoś zapukał do drzwi i weszła Paula ze smutną minką.
-Co tam kochanie? -zapytała Sandra. -Myślałam, ze jesteś z Evelyn.
-Mamo? Czy Lucia jest na mnie zła?
-Kochanie. -kobieta przytuliła małą. -Lucia nie jest na ciebie zła. Lucas jest chory i potrzebuje odpoczynku. Ale obiecaj mi, ze już nigdy więcej nie pójdziesz do lasu. Tam jest niebezpiecznie...
Dziewczynka pokiwała głową.
-A teraz chodź, odprowadzę cię do klasy, bo sama idę na zajęcia.
-Baw się dobrze. -powiedziała żegnając się z córką przy sali, gdzie maluchy miały zajęcia i udała się do klasy językowej. Podeszła do stojącego samotnie Marcosa. Chłopak był smutny.
-Żadnych wiadomości od Carol? -spytała Sandra.
Chłopak spojrzał na matkę. Zawahał się.
-W sumie to... Ją odnaleźliśmy. W podziemiach. Ci hijo de puta przetrzymywali ją w zamknięciu. W głowie mi się nie mieści, do czego oni są zdolni.
-Nie powinieneś schodzić do podziemi. Tam nie jest bezpiecznie. Ale rozumiem cię. Tylko... obiecaj mi synku, że jeśli przyjdzie taka potrzeba będziesz na siebie uważał. Nie chcę ciebie stracić.
Marcos spojrzał na matkę. Wiedział, ze nie musi dużo mówić. Pokiwał głową.
-Obiecuję.
-A powiedz mi jeszcze ja czuje się Carol?
-Jest osłabiona, ale mam nadzieję, ze dojdzie do siebie.
-Wszystko będzie dobrze, synku.
-Codziennie budzę się z taką myślą, mamo...

Po skończonych zajęciach Sandra została jeszcze trochę w sali. Musiała uaktualnić listę jej uczniów i przygotować test na następne zajęcia. Nie chciała odkładać tego na później. Zaabsorbowana pracą nie zauważyła stojącego w drzwiach Manuela.
-Ślicznie wyglądasz jak pracujesz.
Sandra natychmiast spojrzała w stronę drzwi.
-Manuel! Witaj. Przepraszam, długo czekasz?
Mężczyzna wszedł do środka i usiadł an najbliższej ławce.
-W zasadzie dopiero przyjechałem .Nie chciałem odrywać się od pracy. Jesteś gotowa na kolejną... Nazwijmy to sesję terapeutyczną?
-Oczywiście. Tyko zapisze ten dokument i możemy iść.
-Chyba, ze wolisz sesję w terenie. Laguna jest taka piękna...
Sandra zawahała się. Nad Laguną nie jest bezpiecznie .ale w sumie nie idzie tam sama.
-Nie ma sprawy. Tylko odniosę laptopa do pokoju.
-Poczekam na ciebie na zewnątrz. 0Odrzekł Manuel spoglądając na wchodzącą po schodach Sandrę. Serce zabiło mu mocniej. Sam nie wiedział dlaczego zaproponował jej rozmowę nad Laguną. Może po prostu chciał z nią pobyć...

-Już jestem. -zawołała kobieta po chwili. -Możemy iść.
Wyszli za bramy internatu.
-Widzę, ze czujesz się już dobrze. Wróciłaś do pracy i humor ci nawet dopisuje. -powiedział po chwili mężczyzna.
-To wszystko dzięki tobie. -Sandra spojrzała na niego. -Przekonałeś mnie, ze nie warto tak się wszystkim przejmować. Co am być to będzie. Nie warto zamartwiać się na zapas.
-Mimo wszystko musi ci być ciężko.
-Wiesz Manuel, dzisiaj się dowiedziała, dlaczego moja rodzina jest w niebezpieczeństwie. A do tego te wszystkie wydarzenia. Boję się, ale wiem, ze sama nie mogę niczemu zapobiec. Muszę zaufać moim bliskim i starać się w minimalnym stopniu ich chronić...
Manuel objął ją nieśmiało.
-I o to chodzi, Sandra. Zobaczysz, za kilka miesięcy wszystko wróci do normy i będziesz wiodła normalne, radosne życie.
-Próbuję tam myśleć każdego ranka... -powiedziała cicho Sandra.

Po kilkunastu minutach spaceru i wspólnej rozmowy doszli do Laguny. Usiedli na miękkiej trawie i wpatrywali się w cicho szumiąca wodę. Sandra opowiedziała Manuelowi o ostatnich wydarzeniach, o tym, czego się boi. Czuła, ze może być z nim całkowicie szczera. Zresztą ufała mu od pierwszej chwili, gdy go poznała. Mężczyzna wysłuchał jej w skupieniu i uraczył kilkoma psychologicznymi gadkami. Doskonale się rozumieli. Gdy mieli już wracać do Internatu, pomógł jej wstać z trawy. Dotyk jej delikatnej skóry sprawił, ze serce zaczęło mu bić jak oszalałe. Sandra zauważył nagłą zmianę w zachowaniu mężczyzny i uśmiechnęła się w duchu. On tez coś do niej czuł, nie tylko ona do niego. Więc po co to ukrywać? A może jeszcze jest za wcześnie?
-Sandra...
-Manuel... -zaczęli oboje jednocześnie i się roześmiali.
-Mów pierwszy. -powiedziała kobieta z uśmiechem.
-Sandra, podasz mi swój numer telefonu? Zawsze to jet wygodniejsza forma kontaktu. Będę mógł zadzwonić i się zapytać czy pasuje ci spotkanie. Nie zawsze masz przecież dostęp do poczty...
-Oczywiście. +34 698 764 990. Pod telefonem jestem dostępna cały czas. -Mam nadzieję, ze niedługo do mnie zadzwonisz, kowboju. -pomyślała z uśmiechem.
-Więc... wstępnie może następne spotkanie znów za dwa dni? Chcę mieć całkowitą pewność, ze prawidłowo wracasz do zdrowia.
-Na razie nie musimy. -kobieta wzięła Manuela za rękę. -Dobrze się czuje rozmawiając z tobą. Jesteś dla mnie najlepszym terapeutą. -Cmoknęła go nieśmiało w policzek. -Dziękuję za wszystko. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
-Dziękuję. A ja mimo ze jestem lekarzem, lubię spędzać chwile z tobą. Jesteś naprawdę wyjątkową kobietą i należy ci się wszystko co najlepsze.

Manuel odprowadził Sandrę do Internatu i pożegnał się z nią. Nawet nie zauważył upływu czasu. Rozmawiał z nią ponad 4 godziny. Postanowił wpaść jeszcze na chwilkę do Lucii, w sumie jej obiecał ostatnim razem, ale jakoś wyszło inaczej. Wszedł do szkoły i skierował się w stronę jej gabinetu.

crisfan - 2011-01-28 16:49:22

Gdy Jack się obudził Luci już nie było. Przypomniał sobie wczorajszy wieczór, gdy zobaczył pustą butelkę po winie.
-Co ja najlepszego zrobiłem?-pomyślał-Lucia jest matką mojego dziecka, ale wczorajsza noc była błędem. Przecież podoba mi się Amelia. Już sam nie wiem co mam myśleć. Pogubiłem się w tym wszystkim.
Wstał, ubrał się i zszedł do kuchni po coś do jedzenia. Gdy zjadł postanowił iść porozmawiać z Lucią. Zapukał do jej gabinetu.
-Proszę-powiedziała Lucia
-To ja. Chciałbym z tobą porozmawiać...-zaczął niepewnie Jacques
-Taak, też uważam, że powinniśmy porozmawiać.
-Lucia..ja...to co się wczoraj zdażyło....-plątał się
-Uważasz, że to był błąd-rzuciła zła Lucia
-Nie...ale myślę, że wszystko zdarzyło się za szybko. Jesteś dla mnie bardzo ważna, ale ostatnio jest ktoś...
-Rozumiem Jack...wiem, że jest coś między tobą i amelią
-Co? To nie...skąd wiesz?
-Jack jestem kobietą-uśmiechnęła się Lucia-kobiety widzą takie rzeczy
-Ja...-Jack był wyraźnie zmieszany-chciałem ci podziękować za wczorajszą noc.
-Fajnie było powspominać dawne czasy. A jeśli chodzi o Amelię to natknęłam się na nią jak wychodziłam od ciebie.
-Amelia widziała jak wychodzisz ode mnie?
-Spokojnie. Powiedziałam jej, że przyszłam sprawdzić jak się rany goją i że jeszcze śpisz. Chyba mi uwierzyła.
-Dzięki Lucia. I przepraszam za wczoraj. Nie chciałem cię skrzywdzić.
-Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.
Lucia miała nadzieję, że ta noc znaczyła dla Jacka coś więcej. Zrobiło jej się przykro. Co on widzi w tej Amelii?-pomyślała urażona kobieta.
Jack wyszedł z gabinetu Lucii i poszedł do siebie. Miał totalny mętlik w głowie. Sam już nie wiedział co czuje. A może Amelia wcale nie jest nim zainteresowana? I tylko wyjdzie na głupka? Jack co się z tobą dzieje...musisz się jakoś ogarnąć.

Jack szukał w pokoju ważnych dokumentów, gdy usłyszał pukanie.
-Przyszłam sprawdzić jak się czujesz.-zagadnęła Amelia
-Ja...-dobrze. Chciałem cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem był na ciebie krzyczeć.
-Już zapomniałam-uśmiechnęła się Amelia.
-Byłem niesprawiedliwy, tyle dla mnie zrobiłaś a ja ci się tak odpłaciłem.
-Najważniejsze, że już jest ok.
-Taak...Amelia mam do ciebie prośbę..
-Słucham?
-Chciałbym kupić jakiś prezent Thomasowi, ale nie wiem czy to co mu kupię, spodoba mu się. Miałabyś czas pojechać ze mną wieczorem do miasta.
-Tak!-odpowiedziała zadowolona Amelia-chętnie ci pomogę.
-W takim razie jesteśmy umówieni. Spotkajmy się o 7 przed internatem.
-W porządku. W takim razie do zobaczenia.
I Amelia wyszła z pokoju Jacka. Jack został sam.

Co się ze mną dzieje? Jak tylko widzę Amelie w pobliżu głupieje...zamiast zaprosić ja na kolację...wyjechałem z prezentem dla Thomasa...no ale na szczęście się zgodziła...może też coś do mnie czuje..-myślał Jack-zaraz muszę znaleźć dokumenty. Może zostawiłem je w gabinecie. Ale w gabinecie też ich nie było. Jack był wściekły jak mógł do tego dopuścić. Przecież te dokumenty nie mogły po prostu wyparować. Gdzie one mogą być? Zaczął odtwarzać w pamięci kiedy ostatni raz je widział. To było w dzień wypadku. Zabrał je ze sobą do auta i tam je zostawił...Mierda! tyle pracy w to włożyłem a one spłonęły. Będę musiał zacząć od początku. Już miał wychodzić z gabinetu gdy weszła do niego...Carol.
-Co ty tu robisz?
-Musimy porozmawiać. Mam nadzieję, że nikt nie nie widział.
-Ja z tobą? Chyba żartujesz. JA nic nie muszę. Wynoś się stąd.
-Oni cię obserwują Noiret. Za nim zostałam porwana podsłuchałam jak rozmawiali o tobie.
-Bredzisz-warknął Jack-nie wierzę Ci.
-Ten wypadek to ich sprawka. Uszkodzili ci hamulce. Teraz mi wierzysz?
Jack opadł na fotel. A więc jednak...czyli to prawda, że przestają mi ufać...
-Po co mi to mówisz?
-Wiem, że już nie jesteś z nimi. Im chodziło o odzyskanie jakiś dokumentów.
Carol wyciągnęła dokumenty z pod bluzki.
-Proszę to chyba należy do ciebie.
Noiret był w szoku.
-Nie zdążyli ich jeszcze przeczytać z tego co podsłuchałam.
-Dlaczego mi je dajesz? W co ty grasz? To jakiś żart?-Jack zaczynał być nieufny
-W nic nie gram. Oprócz nas nikt tych dokumentów nie widział. Schowaj je w bezpiecznym miejscu.
-Czytałaś je?
-Ja..-zawahała się Carol-tak.Dokończ to co zacząłeś.
I Carol wyszła z gabinetu Noireta zostawiając go w szoku. Jacques nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Może nie jednak nie wszystko stracone?-pomyślał uśmiechając się do siebie.

Oranjezicht - 2011-01-28 19:59:40

Lucas spał długo i mocno w powodu choroby, oraz tego długiego spaceru po lesie na jaki wybrał się z Paulą. Było mu bardzo smutno, że Lucia była na niego zła, chłopiec miał dużą nadzieję, że nie będzie się na niego długo gniewać. "Głupia Paula, czemu ja się dałem jej namówić na to wyjście? Obym tylko nie rozchorował się jeszcze bardziej bo wtedy chyba przez miesiąc nie wyjdę z łóżka, a strasznie nie mogę się już doczekać kiedy znów zobaczę Thomasa i będę mógł się z nim pobawić. Mam nadzieję, że Lucią już niedługo mi pozwoli i że moja choroba nie będzie dla niego taka groźna. A właśnie przypomniałem sobie, że Lucia ma mi podac swoją magiczną tabletkę na lepsze samopoczucie. Muszę czekać aż do mnie przyjdzie mam nadzieję, że nie zapomniała, ja nie będę iść żeby jej nie denerwować." - myślał Lucas

paulax5 - 2011-01-28 20:12:59

Po tym jak jack wyszedł z gabinetu Lucii zrobiło się jej troszkę przykro choć z drugiej strony sama tego żałowała, przecież kocha Hectora a Jack to tylko wspaniały przyjaciel i ojciec jej synka. Po dłuższych przemyśleniach pomyślała, że dobrze się stało teraz przynajmniej wie już co tak naprawdę czuje do Jackqesa a co do Hectora i wie, że Jack to dla niej przeszłość jeśli chodzi o miłość natomisat ciągle miała nadzieję, że jakoś się jej jeszcze ułoży z Hectorem. Myśląc o tym wszystkim nagle spojrzała na zegarek
-już tak późno? Czemu Lukas jeszcze do mnie nie przyszedł?
Lekarka zmartwiła się o chłopca i stwierdziła, że musi sama do Niego pójść i sprawdzić jak się czuje. Wychodząc z gabinetu spotkała swojego przyjaciela-Manuela, który nawet nie zwrócił na Nią uwagi…
-Manuel? Manuel!
-tak? A Lucia, przepraszam, nie zauważyłem Cie
-hmm, właśnie widzę, co taki zamyślony?
-nie… ja… tylko właśnie miałem do Ciebie iść
-cos się stało? Coś z Sandrą?
-nie, nie z Sandrą wszystko wporządku- mówiąc to psycholog mocno się uśmiechnął
-aha rozumiem- odpowiedziała Lucia domyślająć się, że lekarz się zauroczył w swojej pacjentce
-byliśmy nad Laguną i rozmawialiśmy- męźczyzna lekko się rozmażył
-tak, nie ma to jak spacer nad laguną- odpowiedziała z uśmiechem kobieta- Bardzo się cieszę, że Cię poprosiłam o tą rozmowę naprawdę Sandra jest już w dużo lepszym humorze
-tak ja też Ci dziękuję
-mnie? Za co?
-za to że mogłem ją poznać ;) Muszę już jechać za półgodziny mam pacjenta, do zobaczenia
-do zobaczenia Lucia!


Po rozmowie z kolegą, Lucia ucieszyła się z powodu szczęścia Sandry miała nadzieję, że właśnie to pomoże jej zapomnieć o wszystkim i skupic się na teraźniejszości. Doszła do swojego pokoju, w którym spał Lukas i delikatnie zaczeła otwierać drzwi, nie chciała Go obudzic
-Lukas? Śpisz?
-nie, Lucia wejdź, już nie śpię
-i jak się czujesz? Wyspałeś się?
-tak, ale boli mnie głowa… i nie miałem już siły do Ciebie iść, więc czekałem
-długo już nie śpisz?
-dopiero wstałem
-no dobrze zmierzymy jeszcze tamperaturę bo widzę, że znów masz gorączkę
Lekarka podała chłopcu termometr
-Lucia a kiedy będę mógł zobaczyć się z Thomasem?
-no na razie to nie możliwe bo to mogłoby jemu zaszkodzić, ale jak tylko wyzdrowiejesz to obiecuję, że Cię do Niego zabiorę. Pokaż ten termometr
Chłopiec podał go i miał wielką nadzieję, że już nie będzie miał gorączki mimo iż czuł, że ją ma.
-no Lukas znów masz wysoką 38,3.Chyba Ci ten spacer jednak zaszkodził odrobinkę, weź moją magiczną tabletkę i będzie dobrze, a jak poczujesz się lepiej to dziś możesz iść się trochę pobawić z Paulą i Evelyn, które już Cię zresztą szukały
-naprawdę będę mógł?- ucieszył się chłopiec
-tak inaczej byś się zanudził cały czas w łózku, myślę, że nic się nie stanie jak się chwilę pobawisz, Tylko proszę nie biegaj i nie męczeć się za bardzo, dobrze?
-tak Lucia, obiecuję!
Lekarka dała chłopcu naklejkę i lizaczka, wzięła książkę z półki i zaczeła ją czytać…
………………Kilka minut później……………………
Lucia skonczyła czytać książkę
-I co lepiej się czujesz? Przeszło Ci po tej tabletce?
-tak, już mnie głowa nie boli. Lucia, a kiedy Mama z Tatą wrócą? Już się bardzo za Nimi stęskniłem
-wiem, Lukas, a nie dzwonili do Ciebie?
-znaczy dzwonił Tata i mówił, że ma dla Mnie jakąś niespodziankę, mówił jeszcze, że nie długo przyjadą…
-no właśnie, na pewno starają się przyjechać jak najszybciej. Muszą wszystko załatwić
-Tato jeszcze przekazał mi jedna świetną wiadomość
-tak, a jaką?
-niedługo do Internatu ma przyjechać mój ulubiony wyjek, żeby nas odwiedzić
-no to super! A teraz idziesz do Pauli i Evelyn czy jednak nie chcesz?
-pewnie, że idę- chłopiec wstał z przyjemnością z łóżka i prawie biegnąc wyszedł z pokoju i szedł do koleżanek
Lucia wyszła wraz z chłopcem i kierowała się do swojego gabinetu…

Krisztian - 2011-01-28 23:46:41

Gdy Carol się wyspała przyjaciele postanowili zrobić sobie "dzień laby".
Postanowili, że nie pojawią się na żadnych lekcjach i pójdą w okolice placyku zabaw, na wieeelki piknik.
Ivan wraz z Julią zdobyli sporo jedzenia z kuchni, a w zasadzie Maria pomogła im je zdobyć.
- Tylko uważajcie na siebie, dobrze? - powiedziała.
- Jasne mama. Nie martw się o nas, kucharza swojego pilnuj, żeby obiadu nie przypalił. - uśmiechnął się Ivan i uścisnął Marię.
Vicky wraz z Carol zabrały koce z pokojów, aby było na czym siedzieć.
Marcos za to postanowił zabrać ze sobą Paulę, Evelyn i Lucasa.
- Hej dzieciaki. W co się bawicie? - zapytał Marcos napotkaną trójeczkę.
- Aaa, w dom. Ja jestem dzieckiem, Evelyn mamą, a Lucas tatą. - odpowiedziała Paula.
- A ja mam dla Was niespodziankę! Pójdziecie z nami na piknik? - zapytał.
- Taaaaaaaaaak! Pikniiiiiiiiiiik! - wołały Paula i Evelyn.
- Lucas, a Ty się nie cieszysz? - zapytała Evelyn.
- Ja nie mogę iść. Chory jestem, Lucia powiedziała, że mi nie wolno wychodzić. - odpowiedział smutny.
- Ale ciepło dzisiaj jest. - odparła Evelyn.
- Wiesz co Lucas, widziałem Lucię na korytarzu. Poczekajcie tutaj, zaraz coś postaram się zdziałać.

Kilka chwil później..
- Lucia, Lucia... - krzyczał Marcos. Wybieramy się na piknik i chciałem zabrać także dzieciaki, ale Lucas powiedział, że nie może, bo jest chory.
- Ale...a co z lekcjami? - zapytała.
- Jakoś się potem wytłumaczymy przed Hectorem i Elsą. - uśmiechnął się.
- Lucas jest chory. Tzn. wczoraj jeszcze był. Dzisiaj... - zaczęła.
- No proszę...
- ...dzisiaj może mu już przechodzić. Jeśli się dobrze ubierze, nie będzie biegał, to nie widzę problemów.
- Dziękuję Ci. - krzyknął Marcos i wrócił do dzieci.

- Lucas, Lucia pozwoliła Ci iść. Pod warunkiem, że się dobrze ubierzesz.
- Hurrraaaaaaaa. - krzyczały dzieci.

30 minut później wszyscy zebrali się przed wyjściem i tylnymi drzwiami wymsknęli się do lasu.

Dzień spędzili fantastycznie.
Paula z Evelyn i Lucasem zrywali kwiaty, rzucali piłką, łapali wiewiórki, karmili ptaki....
Marcos, Carol, Vicky, Julia i Ivan cały dzień żartowali, rozmawiali na różne tematy, żyli jakby nigdy wcześniej nic złego się nie wydarzyło..

Zbliżał się wieczór, więc musieli wracać, lecz niestety dochodząc do drzwi.....zostali zaskoczeni przez Jacintę i Elsę, które stały i czekały na nich.
- No witam moich uczniów. - zaczęła Elsa. Zniknąć na cały dzień, i to bez słowa. Razem z dziećmi. Wszyscy odchodzili od zmysłów. Dobrze, że na zebraniu Lucia powiedziała gdzie się wybraliście, bo inaczej Hector był gotowy dzwonić na policję.
- Ale my, my musieliśmy odpocząć, zrelaksować się.... - zaczęła Carol.
- Elsa, wspaniale było! My chcemy tak częściej. - mówiła Paula, a Evelyn z Lucasem jej potakiwali.
- No dobrze dzieciaki, myć się i uciekać na kolację, a Was moi drodzy "dorośli" zapraszam do siebie do gabinetu.
- Już, już. Bo ścierą przyłożę. - mówiła Jacinta.

W gabinecie...
- Jesteście nieodpowiedzialni! Teraz gdy tyle rzeczy się dzieje.... - zaczęła Elsa i "ugryzła się w język".
- Co się dzieje? Elsa, coś się stało? - zapytał Marcos.
- Nie, nie o to mi chodziło... Nie zmieniajcie tematu! Zniknąć na cały dzień, nie pojawić się na lekcjach, zabrać ze sobą dzieci. - mówiła.
- Nikomu nic się nie stało... - powiedziała Julia.
- Ale mogło! - krzyknęła Elsa.
- Spokojnie, nic się nikomu nie stało. Wszyscy żyjemy, jesteśmy zdrowi...no może poza Lucasem, który ma katar. - zaśmiał się Ivan.
- Więcej tak nie wyjdziemy. - dodała Vicky.
- Mam nadzieję. A teraz...od dzisiaj macie  tygodniowy zakaz wychodzenia poza drzwi Internatu! Nawet na dziedziniec Wam wyjść nie można!
- Ale Elsa...my musimy. - mówił Marcos.
- Nic nie musicie. Ciesz się, że Twoja matka spotkała na schodach Lucię, która jej powiedziała gdzie jesteście. Zrozpaczona biegała po Internacie i szukała Pauli i Ciebie...
- Przepraszamy... - powiedziała Carol i wyszli z gabinetu.

- Mierda! Jesteśmy umoczeni. I co teraz? Jak będziemy dalej działać? - pytał Ivan.
- Jak to jak? Dalej w tajemnicy, dalej w nocy, lub podczas śniadań. Dzień jak co dzień. - powiedziała Julia.

BarthezzLodz - 2011-01-29 12:36:58

Hector postanowił po raz kolejny przestudiować sobie wszystkie informacje na temat firmy farmaceutycznej, która odpowiedzialna jest za wszystkie krzywdy wyrządzone w ich krótkim życiu. Przypomniał sobie o przeprowadzonym niedawno seansie spirytystycznym. Ukazał im się duch prawdziwego Hectora de la Vegi, który rzucił podejrzenia na przybranego ojca Sandry – Santiago Pazos. Mężczyzna zadecydował, że należy sprawdzić ten trop.
Następnego dnia postanowił porozmawiać z siostrą. Regularne wizyty psychologa sprawiły, że Sandra czuła się już znacznie lepiej. Ostatnio coraz częściej się uśmiechała, jednak w dalszym ciągu pamiętała, że należy dowiedzieć się kto stoi za wszystkimi zbrodniami. Rodzeństwo Espi postanowiło wybrać się do starego domu Sandry, w którym mieszkała wspólnie z ojcem.
Tuż po śniadaniu wsiedli do samochodu Hectora i udali się na przedmieścia Madrytu, do dzielnicy willowej. Brat Sandry był znakomitym kierowcą. Jeździł spokojnie, ale pewnie. Była to pewnie zasługa samochodu, który niedawno kupił. Jego seat altea łagodnie wchodził w zakręty, ale także miał niezłe przyspieszenie – rozpędzał się do setki w niecałe dziesięć sekund.
Po półtoragodzinnej podróży dotarli do celu. Ich oczom ukazał się nowoczesny budynek z balkonami, na których kiedyś stało mnóstwo donic z wielokolorowymi kwiatami. Teraz jednak sprawiał wrażenie od dawna opuszczonego.
Obok drzwi wejściowych stała wielka donica, w której kiedyś bujnie rozwijała się palma. Teraz został po niej tylko uschnięty kikut. Na szczęście nadal znajdował się tam klucz, dzięki któremu mogli dostać się do środka.
- Wchodzimy? – zapytał Hector.
- Nie mamy nic do stracenia – odparła Sandra.
Weszli do przedpokoju. Pomieszczenie wyglądało na opuszczone w pośpiechu. Tu i ówdzie walały się sterty ubrań, a na samym środku stał niewielki karton z konserwami rybnymi. Widać było, że ojciec Sandry planował zniknąć na dłużej, jednak nie udało mu się wszystkiego zabrać ze sobą. Może ktoś wpadł na jego trop?
- Od czego zaczniemy? – odezwał się Hector.
- Pójdźmy na górę, tam jest… to znaczy był jego gabinet – odpowiedziała kobieta.
Rodzeństwo weszło po schodach na wyższą kondygnację i po chwili otworzyli drzwi pomieszczenia, w którymś niegdyś pracował Santiago. Zaczęli przeglądać szuflady biurka. Były puste. Podobniej jak szafka obok.
- Coś tutaj nie gra. Nie miał czasu, żeby zabrać wszystkie ubrania i pożywienie, ale zdążył opróżnić całe biurko. Sandra, tu z pewnością były jakieś dowody – powiedział mężczyzna. – Nie przypominasz sobie niczego?
- Nie, rzadko tu bywałam – odpowiedziała smutno. – Przejdźmy może do biblioteki – dodała po chwili.
Biblioteka znajdowała się na tym samym piętrze, dokładnie naprzeciwko gabinetu ojca Sandry. Było to duże pomieszczenie z wielkimi regałami wypełnionymi po brzegi książkami. Duże, panoramiczne okno wpuszczało do środka mnóstwo światła.
Rodzeństwo Espi zaczęło przeglądać regały w poszukiwaniu jakiś wskazówek. Uwagę Hectora zwróciła jedyna książka niemieckojęzycznego twórcy. Był to „Faust” Johanna Wolfganga von Goethego. Co ciekawe książka nie została przełożona na język hiszpański, którym Santiago władał najlepiej. Hector nie znał zbyt dobrze niemieckiego, uczył się go tylko przez cztery lata, podczas nauki w liceum, jednak umiał zrozumieć podstawowe zwroty i odróżnić ten język od innych. Na pierwszej stronie dzieła jednego z najznakomitszych niemieckich twórców widniała dedykacja:
Für meinen Freund Ritter Wulf - Adolf Hitler
- Sandra, wydaje mi się, że coś znalazłem. Chodź tutaj.
Kobieta podeszła do brata.
- Czy twój ojciec mówił po niemiecku? – zapytał.
- Nie. Zresztą właściwie to nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. A dlaczego pytasz? – odpowiedziała zdziwiona.
- Tutaj mam książkę. W całości po niemiecku. I z dedykacją. Od… od… samego…
- No od kogo?! – cierpliwość Sandry się już kończyła.
- Od Hitlera.
- A dla kogo ta dedykacja? Dla mojego ojca?
- Nie wiem. Tu jest mowa  o jakimś Ritterze Wulfie. Mówi ci coś to nazwisko?
- Nie, pierwszy raz je słyszę. Czy myślisz, że to mógł być mój ojciec?
- Nie możemy tego wykluczyć.
- Chcesz powiedzieć, że on… że on mógł być jednym z nazistów?
- Nie mam pojęcia.
- Wiesz… to po części może się zgadzać. Gdy był młodszy był wysokim blondynem. I miał niebieskie oczy. Jak Aryjczycy. Ale dlaczego?
- To bardzo trudne pytanie. Myślę, że lepiej będzie jak wrócimy już do internatu i porozmawiamy o tym na spokojnie.
Hector z Sandrą skierowali się w stronę wyjścia. Zabrali ze sobą „Fausta” Goethego, aby mieć jakiś dowód przeciwko Santiago. A może właśnie Ritterze? Postarali się zostawić wszystko inne w nienaruszonym stanie tak, aby jak najlepiej zatrzeć ślady po swojej wizycie.
Wyszli na zewnątrz. Wreszcie mogli oddychać świeżym, rześkim powietrzem, czego nie można powiedzieć o tym w domu ojca Sandry. Było tam duszno, panował zaduch charakterystyczny dla zamkniętych przez dłuższy  czas pomieszczeń.
Udali się w kierunku samochodu. Srebrny seat altea stał nieopodal drzwi wejściowych.
- Chcesz poprowadzić? – zapytał Hector.
- Ja?! Całe wieki nie jeździłam! – odpowiedziała mu siostra.
- No to co? Tu i tak nie ma ruchu, możesz sobie przypomnieć jak to jest.
Sandra uśmiechnęła się i usiadła za kierownicą samochodu. Odpaliła i spróbowała ruszyć. Silnik zgasł po chwili. Kobieta chciała już zrezygnować, ale Hector powiedział:
- Nic się nie stało. Pamiętaj, aby powoli zdejmować nogę ze sprzęgła i dodawać troszkę gazu.
- Przepraszam, Hector, ale po prostu dawno nie jeździłam.
Sandra spróbowała po raz kolejny. Tym razem udało jej się odjechać. Na końcu ulicy włączyła kierunkowskaz i skręciła w prawo na główną drogę. Była dopiero trzynasta, więc ruch był niewielki. Kobieta trzymała się jednak prawego pasa. W lusterku dostrzegła, że od dłuższego czasu jedzie za nimi jakiś czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Postanowiła jednak nie denerwować niepotrzebnie Hectora. Zdecydowała, że zboczy z trasy.
- O ile dobrze pamiętam, to tutaj zaraz znajduje się fajna restauracja. Zjemy coś? – zapytała brata.
- Mówiąc szczerze, to trochę zgłodniałem, więc jestem za.
Sandra zjechała z głównej drogi na boczną uliczkę, gdzie znajdowała się karczma serwująca naprawdę dobre posiłki. Czarne auto jechało dalej za nimi. Kobieta wyraźnie zaniepokoiła się.
- Hector, mam wrażenie, że ktoś nas śledzi.
- Też zauważyłem, że ten samochód jedzie za nami od dłuższego czasu, ale nie chciałem cię rozpraszać.
- Co robimy? – zapytała Sandra.
- Jak to co? Idziemy coś zjeść – zaśmiał się Hector.
Po chwili dojechali do karczmy, w której zamówili sobie pyszny obiad. Wrócili z pełnymi brzuchami.
- Chcesz dalej jechać?
- Mogę. Ale pewniej czuję się, gdy ty prowadzisz.
- To co? Ja mam jechać?
- Tak – odpowiedziała siostra.
Czarny samochód w dalszym ciągu jechał za nimi.

Julia25 - 2011-01-29 20:32:25

Hector, ten samochód ciągle za nami jedzie. -powiedziała cicho Sandra. -Nie podoba mi się to.
Hector zerknął w boczne lusterko.
-Mierde! O co mu chodzi? -nagle coś sobie przypomniał. Czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Czarna Toyota fałszywego Manuela. -A niech to szlag.
Mężczyzna wcisnął pedał gazu.
-Co ty robisz? -krzyknęła Sandra. -Hector, chcesz nas pozabijać?
-Chcę nas uratować. Im szybciej dojedziemy do Internatu, tym lepiej. Ten szaleniec na nas poluje od samego początku gdy opuściliśmy twój stary dom.
Nagle ni stąd ni zowąd czarna Toyota zajechała im drogę.
-Hector, hamuj! -krzyknęła przerażona kobieta.
Mężczyzna starał się, ale stracił panowanie nad kierownicą. Samochód przekręcił się kilka razy i uderzył z hukiem w najbliższe drzewo.

Hector powoli otworzył oczy. Bolała go głowa. Nic dziwnego skoro z całej siły przywalił głowa w kierownicę. Przód samochodu był zmiażdżony. Szybko odwrócił głowę w stronę siedzenia pasażera.. Jego siostra miała zamknięte oczy a po twarzy cieniutką strużką spływała krew.
-Sandra? Słyszysz mnie? -zapytał ostrożnie.
Kobieta powoli zamrugała oczami.
-Co... co się stało?
-Mieliśmy mały wypadek. Ale spokojnie, zaraz zadzwonię po pomoc.
-Boli mnie ręka... Nie mogę nią ruszyć. -Sandra zerknęła na prawe ramię i zamarła z przerażenia. Z ręki wystawał jej kilkucentymetrowy stalowy pręt. -O Boże. -jęknęła.

Hector nie tracąc czasu wykręcił ze swojego telefonu numer 061. Po chwili usłyszał głos dyspozytora.
-Pogotowie ratunkowe prowincji Madrid. Czym mogę służyć?
-Dzień dobry. Nazywam się Hector de la Vega. -mężczyzna starał się, by jego głos brzmiał jak najspokojniej. -Chciałbym zgłosić wypadek samochodowy an drodze krajowej M6, jakieś 6 kilometrów od zajazdu El Gnomo Negro.
-Ile jest osób poszkodowanych?
-Ja i moja siostra. Znaczy ona jest chyba w poważnym stanie.
-Czy jest przytomna?
-Tak, ale w rękę wbił jej się stalowy pręt. Nie może nią poruszyć.
-Już wysyłamy karetkę. Proszę mi jeszcze raz podać pana imię i nazwisko i numer telefonu.
-Hector de la Vega, 984 340 224.

-Trzymaj się. -powiedział Hector do siostry odkładając telefon. -Pogotowie zaraz przyjedzie.
-Hector... ja się boję.... Ten czarny samochód... -powiedziała kobieta krzywiąc się z bólu.
-Spokojnie, już go tutaj nie ma. W każdym razie kierowca chyba lubi ryzykowne zagrywki. -zerknął na zegarek. -Co tak długo?
-A... Co z tą... Książką? -głos Sandry był coraz słabszy.
Hector szybko zajrzał do schowka w samochodzie. Odetchnął z ulgą. Książka leżała na miejscu. Wyjął ją i schował do torebki Sandry. Zerknął an siostrę. Byłą coraz bledsza. Z daleka usłyszał dźwięk syren.
-Pomoc już jedzie. -szepnął ściskając siostrę za rękę. Zaraz wracam. Muszę wyjść do sanitariuszy.
Sandra zamknęła oczy. Ból był nie do wytrzymania.-Mam nadzieję, że nic się nie stało dziecku. -pomyślała i straciła przytomności.

-Szybko, dajcie nosze... Musimy ją stąd wyjąć.. .Ale najpierw trzeba usunąć to ciało obce... Miguel, 20 mg morfiny... -kobieta słyszała wszystkie głosy jak przez mgłę. -Miguel, chodź szybko, chyba dochodzi do siebie... -nagle Sandra krzyknęła z bólu.
-Spokojnie, proszę jeszcze chwilkę wytrzymać. Zaraz lek znieczulający powinien czcząc działać.
-Hector...
-Spokojnie, jestem cały czas przy tobie.
-Nic  z tego. -powiedział jeden z lekarzy. -ten kawałek siedzi za głęboko. Lepiej nie ryzykować krwotoku czy zakażenia. Jedziemy do szpitala i to jak najszybciej. Nie ma czasu do stracenia.
-Do którego szpitala? -zapytał drżący głosem Hector.
-San Sebastian. Ten jest najbliżej i jest najlepiej uposażony. Pana tez zabieramy. Niby nie wygląda pan źle, ale w szpitalu sprawdzimy, czy nie ma pan wstrząśnienia mózgu. To dość częste u u ofiar upadków samochodowych.
Hector zamyślił się. San Sebastian? Coś ta nazwa mu mówiła.

Siedząc z ambulansie Hector napisał SMS do Lucii.

Lucia, mieliśmy 'mały' wypadek samochodowy. Sandra jest ranna i jedziemy do szpitala. Uspokój Paulę, jeśli będzie nas szukać. I miej ją na oku. Proszę.

-Hector...
-Co jest siostrzyczko? -zapytał mężczyzna odrywając się od rozmyślań. -Już jedziemy do szpitala. Wszystko będzie dobrze.
-Paula... Będzie mnie szukać... Miałyśmy pójść na spacer...
-Ćśśśś... Nic nie mów. Napisałem już do Luci, by się nią zajęła.
-Ale jak... Oni coś... Jej zrobią?... Nas nie ma... Przy niej...
-Spokojnie, musisz oszczędzać siły. Co się dzieje? -zapytał przerażony, widząc że Sandra skrzywiła się z bólu. -Znowu cię boli?
-Tak...
-Panie doktorze. -Hector zwrócił się do siedzącego najbliżej sanitariusza. -Chyba leki przestają działać.
-Ale to niemożliwe, morfina nie ma takiego krótkiego działania. Chyba, ze są jakieś zmiany w składzie krwi. Gdzie panią boli?
-Cała ręka... Od ramienia po palce...
Lekarz zamyślił się. Co kurde się dzieje? Morfina nigdy nie przestawała działać po 10 minutach od podania. Postanowił, ze trzeba będzie kobiecie zrobić szczegółowe badanie krwi po przyjeździe do szpitala. Ale teraz najważniejsze było uśmierzenie bólu.
-Zaraz podam pani mocniejszy środek przeciwbólowy. Do szpitala już niedaleko. -powiedział nabierając płyn do strzykawki. -I jak, lepiej? -zapytał po kilku minutach.
Sandra pokiwała głową.
-Nie pozwolimy, by nam tu pani cierpiała z bólu. O, już dojeżdżamy do szpitala. Za kilka minut będzie po wszystkim.
-I... Będę mogła... Wrócić do domu?...
-Zobaczymy. Na razie będziemy musieli zatrzymać panią na 12 godzinnej obserwacji. Dobrze, ja zabiorę panią na urazówkę. A pan. -zwrócił się do Hectora. -Pójdzie z Miguelem na podstawowe badania.
-Hector... Nie zostawiaj mnie...
-Spokojnie. Sprawdzimy tylko czy pani brat nie ucierpiał w wypadku i przyjdzie do pani, obiecuję.
Riachardo zawiózł Sandrę na urazówkę a Hector poszedł z Miguelem do pokoju badań.

Pokój badań



-Czy odczuwa pan jakieś dolegliwości? Zawroty głowy, nudności? -zapytał lekarz sprawdzając reakcję na światło.
-Nie, tylko jeszcze trochę boli mnie głowa .ale musiałem nieźle przywalić w kierownicę.
-W którym miejscu? W płacie skroniowym?
Hector pokiwał głową.
-Myślę, ze wszystko jest w porządku. Ale dla pewności zrobimy panu tomografię głowy, by wykluczyć wszelkie urazy czaszki

Po 10 minutach



-Nie widać żadnych zmian w obrębie czaszki. Wygląda na to, ze miał pan szczęście i nie ucierpiał poważnie w wypadku. Tylko kilka stłuczeń.
-Czy mogę już iść do siostry?
-Jeszcze tylko pobierzemy panu krew. To standardowe czynności. Zajmie to chwilkę.

Urazówka



-Dobrze. Teraz podamy pani znieczulenie ogólne. Nawet nie będzie pani wiedziała kiedy oczyścimy ranę i ją zaszyjemy.
-Ale czy... To nie zaszkodzi... dziecku? -Sandra spojrzała pytająco na lekarzy.
-Jest pani w ciąży?
Kobieta pokiwała głową.
-W takim razie wybierzemy jakiś lżejszy lek, by nie zaszkodził maluszkowi. Spokojnie, jest pani pod dobra opieką. A później zrobimy pani USG, by sprawdzić jak się czuje dziecko. Wszystko będzie dobrze.
-Już wiem. -odezwał się drugi lekarz. -Jest pani pod działaniem leków znieczulających, więc podamy pani tylko podtlenek azotu. Będzie pani cały czas przytomna, ale nie powinna pani nic czuć. Gdyby jednak, proszę krzyczeć. -lekarz się uśmiechnął. -może zaboleć przy wyjmowaniu ciała obcego z rany. Proszę zamknąć oczy i zrelaksować się. -powiedział lekarz zakładając Sandrze na twarz maskę.
Sandra zamknęła oczy. Chciała by było już po wszystkim. Chciała zobaczyć się z bratem i wrócić do Internatu. Do dzieci, przyjaciół. Nagle skrzywiła się z bólu.
-Jeszcze sekundkę proszę wytrzymać. To było głębiej niż myśleliśmy, ale na szczęście nie uszkodziło ani żyły ani kości. Jeszcze chwilkę... Już. Teraz tylko zdezynfekujemy ranę i zszywamy. Proszę jeszcze nie otwierać oczu.

Po 15 minutach.



-Już może pani otworzyć oczy. Pani Sandro? Pobudka.
Kobieta otworzyła powoli oczy. Delikatnie poruszyła ręką i spojrzała na nią. Była zabandażowana i unieruchomiona.
-No, jak się pani czuje? -zapytał delikatnie lekarz. Już po wszystkim.
-Lepiej... Nie czuję bólu... I mogę poruszyć ręką.
-Teraz pobierzemy pani krew do badania i zawieziemy na oddział.
Sandra pobladła. Pobieranie krwi? Znowu?
-Spokojnie, nic pani nie poczuje. Proszę znowu zamknąć oczy, nie chcemy by nam tu pani zemdlała. -powiedział uśmiechając się i sięgnął po strzykawkę.
Sandra zamknęła oczy i poczuła delikatne ukłucie.
-Gotowe. Bolało? Mówiłem, ze nic pani nie poczuje. A teraz jedziemy na salę. Musi nam pani trochę odpocząć.
A Hector...?
-Spokojnie. Pani brat czeka już na korytarzu. Jeszce tylko poda nam wasze dane i będzie mógł do pani przyjść.
-Sandra? -Hector podbiegł do siostry. -Jak się czujesz? Wszystko w  porządku?
Sandra pokiwała głową.
-Gdzie ją zabieracie?
-Pod 6 na drugie piętro. Zaraz będzie pan mógł do niej pójść, tylko spiszemy państwa dane do karty przyjęć.
-Zaraz do ciebie przyjdę. -powiedział do siostry.

Gdy kobietę odwieziono na salę, udał się z lekarzami do recepcji. Z daleka zobaczył idąca Lucię.
-Jestem najszybciej jak się dało, co z Sandrą?

Oranjezicht - 2011-01-29 22:10:23

Lucas strasznie się cieszył, że jego choroba powoli ustępuje i będzie mógł się trochę pobawić z Paulą i Evelyn, co zresztą Marcos, za pozwolenie Lucii zorganizował. Była taka piękna pogoda i mógł wreszcie przebywać na świeżym powietrzu. Nienawidził przebywać całe dnie w zamkniętym pokoju na dodatek samemu. "Będę musiał pójść znaleść Lucie i zapytać się czy w tym stanie będę się już mógł bawić z Thomasem. Nie wiem dlaczego ale wyczuwam jakieś napięcie panujące wśród dorosłych, ale nie chcę się plątać w ich sprawy, zresztą i tak mi nic nie powiedzą, w końcu jestem tylko małym chłopcem. Najważniejsze, że choroba mija, jedna na lato to już wystarczająco dużo nie chcę więcej. Idę zapytać się Lucię i Thomasa i podziękować za magiczne pigułki, mam nadzieję, że Lucia ma ich więcej dla wszystkich dzieci...hmm a może ja jestem jej ulubionym pacjentem?" - zastanawiał się Lucas w drodze do pokoju Lucii

paulax5 - 2011-01-29 23:06:43

Lucia siedziała u siebie w pokoju i przeglądała dokumenty kiedy ysłyszała pukanie
…….puk……puk…….
-Lucia to ja mogę wejść?- spytał Lukas
-no jasne ze możesz
Kobieta wstała z krzesła przy biurku i podeszeła do chłopca
-coś się dzieje? Źle się czujesz?
-nie, nie już bardzo dobrze się czuję właśnie dlatego przyszedłem, żeby Ci podziękować, że pozwoliłaś mi iść razem z Paula, Evelyn i Marcosem na ten pikinig, było super!
-no to cieszę się, że jesteś zadowolony, ale coś nie wyglądasz na smutnego…
-nie, po prostu czuję, że nie powinniśmy pójść bo teraz widzę, że Elsa z Hectorem są źli na Marcosa i resztę i nie lubię takiego napięcia
-wiesz są na pewno źli wkońcu opuściliście lekcje, choć tak w sekrecie to powiem ci, że ja tam się cieszę, że poszliście na ten piknig zresztą jakby mi się pomysł nie podobał to bym nie pozwoliła iść Tobie i Marcosowi z przyjaciółmi też, ale czasem trzeba odpocząć, zrelaksować się i na chwilę oderwać się od codzienności  ;)
-a… a kiedy będę mógł zobaczyć się z Thomasem?  Już się bardzo dobrze czuje!
-wiem Lukas to dobrze, że już Ci lepiej ale jeszcze możesz go zarazić. Możę jutro lub pojutrze Cię do niego zabiorę
-Super! Już się nie mogę doczekać
-no Thomas też już ciągle się o Ciebie dopytuje, nie długo się zobaczycie
W tym momencie Lucia otrzymała sms

Julia25 napisał:

Siedząc z ambulansie Hector napisał SMS do Lucii.

Lucia, mieliśmy 'mały' wypadek samochodowy. Sandra jest ranna i jedziemy do szpitala. Uspokój Paulę, jeśli będzie nas szukać. I miej ją na oku. Proszę.

Kobieta niewiedziała co powiedzieć była w szoku
-yy… Lukas…, przepraszam Cię na muszę teraz pojechać coś załatwić idź się pobaw z Paula, Evelyn i Javierem jak wróce do Ciebie wpadne
Lucia postanowiła, że natychmiast pojedzie do szpiatala, przecież nie mogła tak bezczynnie siedzieć. Po drodze wpadła na Amelię
-Amelia, ja… ja musze teraz pojechać proszę zajmij się Lukasem i Paula niewiem ile to potrwa
-coś się stało? Jesteś taka wystraszona
-ja… wląsnie dostałam wiadomość i… Hector z Sandrą mieli wypadek, wiec…
-wypadek? Nic im nie jest?
-niewiem Amelia, muszę jechać i to sprawdzić, proszę przekaz delikatnie ta wiadomość Marcosowi żeby zajął się jakoś Paula, jak będę wiedziała w jakim są stanie to zadzwonie do Ciebie, dobrze
-tak, zajmę się nimi,
-Dziękuję Ci, przepraszam ale muszę już jechać

Kobieta wsiadła do samochodu i ruszyła, jachała już chwilę kiedy zdała sobie sprawę, że przecież ona niewie do którego szpitala ich zabrali. Wyjeła telefon i zaczeła obdzwaniać okoliczne szpitale. Dopiero przy trzecim szpitalu- Sand Sebastian recepcjonistka powiedziała, że właśnie przywieźli rodzeństwo z wypadku samochodowego jednak kobieta
Nic nie wiedziała na temat ich stanu. Lucia bardzo się denerwowała cała drogę, gdy wreszcie dotarła na miejsce.

-Jestem najszybciej jak się dało, co z Sandra??
Hector! Słyszysz mnie?
-Lucia…ja…
Męźczyzna po tych słowach upadł na ziemie
-Hector! Boże Hector co Ci jest?
Lekarka podeszła do Hectora i uniosła mu głowę
-Hector? POMOCY!!
Z  gabinetu wyszedł Miguel
-Lucia?? Co się stało
-Hector on… zamdlał, pewnie to wstrząs mózgu
-nie zrobiłem tomografie i wszystko wporządku
Męźczyzna otworzył oczy
-Lucia? Skąd się tu wziełaś?
-spokojnie Hector już dobrze, zemdlałeś, napisałeś mi sms przecież nie mogłam Was tak zostawić
Lucia wraz z Miguelem pomogli wstać i usiąść Hectorowi na ławce
-powinien Pan odpocząć to z tego stresu, ciągle jeszcze jest Pan w szoku
-ja… muszę iść do siostry
-Hector usiądź tu i poczekaj, proszę. Ja do niej pójdę
Lekarka odeszła kawałek dalej do Miguela
-to Twoi znajomi?
-tak, właśnie co z nimi, co z Sandrą?
- jest na urazówce, miała wbity pręd w rękę, niewiem co dalej z nia bo zajmowalem się Twoim kolegą, w karetce widać było, żę nie wygląda to najlepiej
-Dziękuję Ci Miguel,
-a co tam w ogole slychać u Ciebie? Niewidzieliśmy się już chyba ze 2 lata
-no jakoś tak będzie, dobrze pracuje w Internacie Czarna Laguna, a tak to się nic nie zmieniło, przepraszam Cię wpadną jeszcze później najwyżej do Ciebie teraz muszę zobaczyć co z Sandrą
-no dobrze rozumiem, to będę czekał

Lucia poszła na urazówkę do Sandry, gdzie dowiedziała się, że Sandrę przewieziono już na salę, wróciła więc do recepcji gdzie Hector podawał dane.
Jak pielśgniarka wiedziała już wszystko powiedziała , że mogą oni odwiedzić Sandra. Oboje natychmiast udali się do jej Sali…
-Sandra! Jak się czujesz? – krzyknął podbiegając do niej brat
-dobrze, już mi lepiej, ale lekarz powiedział, że musze zostac do jutra
-no to tak na wszelki wypadek Sandra, zawsze tak trzeba, czasem niektóre powikłanie wychodzą dopiero później, jutro Cię stąd zabierzemy, a jak ręka lekarz mówił, że miałaś szczęcie i nie uszkodziło to ani naczyn krwionośnych ani kości, no i z dzieckiem w porządku, więc nie masz się co martwić. A teraz opowiedzcie mi jak to się stało?
-my… jechalismy…
……pik…..pik…
-Przepraszam Was na chwilkę Amelia dzwoni


-tak?
-Lucia! Cos się stało z Lukasem… on.. karetka..
-Amelia, spokojnie co się stało? Po koleji
-ja niewiem on zemdlał na lekcjach i zadzwoniłam po karetke, oni wiozą go do szpitala
-ale gdzie?
-niewiem Lucia tak się matrwię o niego
-spokojnie będzie dobrze, a wiesz może jak lekarz go zabierał?
-nie… chociaz czekaj jeden z nich to był chyba Miguel, Lucia co z nim będzie?
-niewiem zaraz spróbuję się czegoś dowiedzieć i zadzwonie, nie deneruj się, będzie dobrze, zajmij się dzieciakami ona pewnie tez sa przerażone

-przepraszam Was ale musze na chwilę wyjść…
-Lucia coś nie tak?
Lekarka już chciała powiedzieć co jeszcze ją martwi ale już nie chciała zapewniać rodzeństwu kolejnego stresu. Wyszła z gabinetu i pobiegła do recepcji
-przepraszam czy nie przywieziono tu jakiegoś chłopca?
-tak, nie dawno przyjechała karetka
-a gdzie teraz jest?
-w gabinecie zabiegowym jest u niego lekarz
Przestraszona Lucia biegła jak najszybciej tylko umiała
-co ja powiem Rebece i Martinowi? Miałam się nim zająć!- jak mogłam go zosatwic?
Biegnąc Lucii rózne myśli przychodziły do głowy, tak bardzo bała się o chłopca
Wbiegła do gabinetu i zobaczyła 2 lekarzy w tym Miguela

http://img402.imageshack.us/img402/8779/fgeg.jpg



-Lukas, Boże co się stało? Miguel co mu jest?
-Lucia- krzyknął z radości w płaczu chłopiec
-boję się, chcę wrócić do Intenatu
-Lucia? Skad wiedziałas?
-Amelia do mnie zadzownila co mu jest?
-niewiem jeszcze, zemdlał.  musimy dopiero zrobić badania ale mały nie bardzo chce, znasz jego rodziców? Muszę zadzwonić i ich poinformować, że mały tu jest
-Lukas, kochanie już jestem, będzie dobrze nie martw się
-Lucia, ja chcę do Internatu…
-wrocimy spokojnie
Kobieta przytuliła chłpca, póżniej podeszła do lekarza
-jego rodzice wyjechali… to moi przyjaciele i w zasadzie teraz on jest pod moją opieką, jak ja mogłam do tego dopuścić
-o czym ty mówisz przeciez to nie Twoja wina
-mogłam nie pozwalać mu na ten piknik
-co?
-widzisz Lukas ostatnie trzy dni był chory, ale dostawał leki i było wszystko dobrze, dziś jak u niego byłam to był całkeim zdrowy, więc co się teraz stało?
-zaraz się czegoś dowiemy, jak zrobimy badania- mówiąc to lekarz podszedł do chłopca

http://img338.imageshack.us/img338/2267/lukasek.jpg



-Lucia, ja się boje, nie chcę tu być
-spokojnie Lukas, lekarz zmierzy ci tylko ciśnienie dobrze?
-nie!
-czemu? Przeciez to nie boli
-Nie chcę!
-to ja to zrobię, dobrze? Wiesz, że będę delikatna jak zawsze ok.?
-no dobrze
………po kilku minutach……
-Ciśnienie ma w normie, trzeba zbadać krew, jak go osluchiwałem to słyszałem różne szmery, boję się, że to zapalenie płuc
-ale rano było jeszcze dobrze, nierozumiem
-czasem tak się zdarza
Kobieta podeszła do chłopca
-Lukas, posłuchaj, muszę ci pobrać krew- obiecuję nie będzie bolalo poczujesz tylko małe ukłucie
-nie Lucia proszę
-szybciutko, zamknij oczka i zaraz będzie po
Chłopiec nie bardzo przekonany zamknął oczy
-no widzisz byłeś bardzo dzielny, jestem z Ciebie dumna
Lekarka podała koledze krew do zbadania i została jeszcze chwilę przy chłopcy aż zasnął

Wyszła z jego pokoju, aby go nie obudzić i pomyślała, że musi powiedzieć o tym Rebece i Martinowi przecież nie może przed nimi tego ukrywać. Wyjeła telefon...
-Halo? Rebecka? Tu Lucia, nie mam dla Was dobrych informacji…
Nie denerwuj się tylko już jest wszystko pod kontrolą…
-ale co się stało
-Lukas ma małe problemy ze zdrowiem, znaczy zemdlała, ale już naprawdę jest z nim dobrze..
-zemdlał?
-tak, ma robione właśnie badania. To najprawdopodobniej zapalenie płuc
-jestescie w szpitalu?
-tak w Sand Sebastian, cały czas przy nim będę więc się nie martwiecie
-my właśnie wracamy do Internatu, niedługo do Was przyjedziemy…

daglas89 - 2011-01-30 12:59:49

daglas89 napisał:

Rebeca weszła do szpitala i poszła porozmawiać z Mamą...

Wsiadła do windy i zajechała na 3. Weszła do pokoju mamy i zobaczyła że rozmawia ona z Lekarzem.

-Dzień dobry doktorze, Cześć mamo :D
-Witam pani Rebeco.
-Cześć córeczko :*
-Jak panie doktorze stan pacjentki ?
-Dobrze, wyniki są świetne, więc możemy pani mamę dziś wypisać.
-Nie za szybko?
-Nie, wszystko dobrze się goi po operacji i nie ma sensu żeby pani mama leżała dłużej w szpitalu a dochodziła do zdrowia w gronie rodziny.
-Dziękuję doktorze.
-Nmzc ;) Proszę dbać o mamę.
-Będę, i jeszcze raz dziękuje.
-Przyniosę nie długo wypis i leki jakie powinna brać pani mama.


Lekarz wyszedł a Rebeca zwróciła się w stronę mamy.

-I jak się czujesz?
-Dobrze.
-Cieszysz się że nie długo wychodzisz  stąd?
-Oczywiście że tak, gdzie bliźniaki?
-Pojechali z Martinem załatwić wypis ze szkoły.
-Jak to wypis?
-Postanowiłam że się przeprowadzicie bliżej mnie i Martina żebym miała cały czas ciebie i moje rodzeństwo na oku.
-A one to zaakceptowały?
-Nie było łatwo Ane przekonać ale jakoś daliśmy we trójkę rade.
-Davide nie miał nic przeciwko temu?
-Nie mamo.
-Dziwne.
-Wiesz mamo że zawsze z sobą szczerze rozmawialiśmy.
-Tak.
-To powinnaś wiedzieć że Davide miała problemy w szkole z jedną z nauczycielek i nie radził sobie. Nie chciał żebym ci o tym mówiła ale muszę.
-Ale czemu mi o tym nie powiedział?
-Nie wiem mamuś, wiesz jaki ojciec był na pewno się bał. Z tego co wiem to chodził z córką tej nauczycielki i jak z sobą zerwali to zaczęła się na nim wyżywać.
-Która to nauczycielka?
-Od historii.
-Ta miła kobieta?
-Wiesz mamo każdy jest miły do czasu aż ktoś nie zrobi mu przykrości czy jego bliskiej osobie.
-Ale co teraz z nim będzie?
-Nic, teraz to ja go będę uczyć i się trochę nad nim poznęcam :D
-No wiesz  co córeczko.
-Przecież żartuje sobie mamuś :D
-To dobrze, a co z domem?
-Koleżanka miała się rozejrzeć i zobaczyć czy w okolicy Internatu są jakieś domu na sprzedaż.

Dryn, Dryn, Dryn ...

-O wilku mowa. Przepraszam cię mamo za 5 minut wrócę.
-Dobrze córeczko.

Rebeca odebrała telefon od przyjaciółki

paulax5 napisał:

-Cześć Rebecko! Tu Lucia
- –Cześć Lucia, coś się stało z Lukasem, że dzwonisz?
-nie, z Lukasem w miarę sobie radzę, ale mam problem…
--w miarę?? Jaki problem?
-nie problem nie dotyczy Lukasa chodzi o to, że… wczoraj… wieczorem….
- tak?
-no wczoraj wieczorem piłam wino z Jackiem i no wiesz było nam bardzo miło, wspominaliśmy stare czasy i…
- piłaś wino z Noiretem?
-no tak jakoś wyszło, rano się obudziłam u niego w łóżku, było naprawdę super wczoraj nareszcie troszkę odpoczęłam i zapomniałam choć na chwilę o tych wszystkich ostatnich wydarzeniach, ale niewinem co robić
-spałaś z Jacqesem?
-no jakoś tak wyszło…
-jakoś tak wyszło … haha
-proszę nie śmiej się tylko mi pomóż, on ostatnio z Amelią coś zaczął kręcić i nie chcę się im teraz wcinać może on ją kocha?  No i sama już nie wiem  w końcu kocham też Hectora
-może porozmawiaj najpierw z Jackiem na temat tego co się wydarzyło między Wami wczoraj i zobaczysz co on Ci powie
-jak zwykle masz rację Rebecko, co ja bym bez Ciebie zrobiła?? Dziękuję Ci :* A jak tam przygotowania do przeprowadzki?
-dobrze, pomału przekonuje do tego rodzeństwo, choć nawet się już na to zgodzili z entuzjazmem, rozmawiałam już z Hectorem i przyjmie ich do naszej szkoły
-to świetna wiadomość, pytałam się tutaj w okolicy o jakieś domki na sprzedaż, niestety na razie nic nie ma najbliższy jest jakieś 30 km od Internatu, ale tak sobie pomyślałam, mój domek w lesie stoi prawie pusty, Thomas ma pokój na dole, parter jest przez ze mnie zajęty masą starych rupieci ale cała góra jest pusta i wolna, dzieciaki miały by blisko do Internatu no i ja bym tez często przychodziła to od razu pomogła bym Ci przy mamie. I opiekunkę można by załatwić jedną więc kosztami się podzielimy na pół, co o tym sądzisz?
-wiesz to musiałabym jeszcze porozmawiać z mamą i rodzeństwem to w sumie od nich zależy
-no pewnie to jak się zdecydujesz to daj mi znać musiałabym trochę przygotować i posprzątać przede wszystkim w domku
-dobrze jak z nimi porozmawiam to za dzwonie, pa
-pa Rebecko

Rebeca skończyła rozmawiać z przyjaciółką i wróciła z powrotem do mamy

-Słuchaj mamo dzwoniła przed chwila moja przyjaciółka Lucia i ma propozycje.
-Jaką?
-Sprawdzała czy są jakieś domy na sprzedaż w okolicy Internatu ale nie ma żadnych.
-Wiec jednak się nie przeprowadzamy?
-Nie, przeprowadzacie, tylko że Lucia zaproponowała mi że by wynająć od niej na jakiś czas górę jej mieszkanka po puki nie znajdziemy coś w okolicy.
-Ale nie będziemy jej tam przeszkadzać?
-Nie ona praktycznie tam nie mieszka, tylko jej chory synek i pielęgniarki które się nim zajmują.
-A co jest temu małemu?
-Ma alergie na światło nie może wychodzić na dwór bo inaczej promienie słoneczne go zabiją, tzn. dostanie strasznych bąbli na całym ciele. Więc żyje w zamknięciu Lukas strasznie go lubi.
-Biedy maluch, a czemu ona tam nie mieszka?
-Bo mieszka w Internacie mamo jest tam lekarką i byś miała od razu blisko lekarza a bliźniaki blisko szkołę.
-Dobrze zgadzam się.
-Jesteś kochana.

Rebeca uścisnęła mamę i wysłałam sms-a do Luci.

Hej :*
Mama się zgodziła, więc wynajmę od ciebie górę twojego domku na jakiś czas do puki czegoś innego nie znajdziemy w okolicy.
Jesteś kochana. Do usłyszenia, odezwę się później. Pa :*
Rebeca


W tym samym momencie kobiety miały trójkę gości :P

Villa napisał:

Martin z bliźniakami wreszcie dojechali do szpitala, a tam Rebeca przywitała ich z uśmiechem na twarzy [...]

Villa - 2011-01-30 13:33:27

Villa napisał:

I cała trójka ruszyła z powrotem do szpitala, gdzie czekały już Rebeca z mamą. Do tego z bardzo dobrą wiadomością..

Martin z bliźniakami wreszcie dojechali do szpitala, a tam Rebeca przywitała ich z uśmiechem na twarzy.

- Czyżbyś tak bardzo za mną tęskniła, że już na wejściu uśmiechasz się na mój widok, zażartował Martin.
- Oj Martin, ty i te twoje żarty :P Mamy po prostu dla was bardzo dobrą wiadomość.
- No to mów nam tu szybko, jednocześnie powiedzieli Ana i David.
- Już, już, to wasza cierpliwość :D
- Oj tam, oj tam, mów szybko, dodali bliźniaki.
- No właśnie kochanie, nie trzymaj nas tyle w niewiedzy ;)
- Wracamy do domu, do internatu, do naszego syna Lucasa, mama czuję się już dobrze, wyniki są świetne, lekarz właśnie ją wypisuje ;)

Bliźniaki aż podskoczyły z radości, na wieść, że z ich mamą już lepiej, no i byli ciekawi, tego jakże ,,słynnego" internatu. A Martin rzucił się na Rebecę, tak się cieszył, w końcu stęsknił się już za Lucasem.

- Czy ty chcesz nas zgnieść :D Jesteś nie możliwy naprawdę.
- Wiem kochanie, ale tak się cieszę, Lucas na pewno już nie może się doczekać. Zaraz do niego zadzwonię i mu powiem, że wracamy.
- O nie, nie, nie. Ani mi się waż. Zrobimy mu niespodziankę.
- Tak jest! Pani życzenie jest dla mnie rozkazem.

I wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Chwilę później pojawił się lekarz z mamą Rebeci i bliźniaków.

- Wszystko już gotowe. Możecie państwo wracać spokojnie do domu, wszystkie zalecenia są na wypisie, proszę dbać o mamę, to naprawdę wspaniała osoba, powiedział lekarz.
- Dobrze Panie Doktorze, jak najbardziej dostosujemy się do Pańskich zaleceń.
- W takim razie powodzenia.
- Dziękujemy, do widzenia.

- To co mamo gotowa na podróż?
- Zwarta i gotowa, w końcu poznam swojego wnuka.
- W takim razie czas ruszać. Powiedział Martin.
- Głuptasku, a co ze wszystkim, zapomniałeś, że w domu jest jeszcze pełno rzeczy.
- Kochanie, nic się nie martw, już wszystko załatwione, wszystko z bliźniakami załatwiliśmy po drodze.
Najpotrzebniejsze rzeczy macie ze sobą zabrane, a resztę dowiezie firma przewozowa. Domem zajęła się już agentka nieruchomości.
- Uszczypnij mnie, bo nie uwierzę. Ty i bliźniaki? Ty, to rozumiem, ale bliźniaki i załatwianie.
- Siostra, nie wierzysz w nas, no ładnie.
- Tak, a co z Suzi w takim razie?
- Jak to co, Suzi jedzie z nami, czeka już na nas :D Odpowiedział Martin.
- Tak więc ja pojadę z Twoją mamą i Davidem, a ty ze swoją siostrą.
- Już się zaczyna, co wy tam znowu knujecie.
- My siostra nic, po prostu facet z facetem, to zawsze o autach pogada i takich tam męskich sprawach :P
- Ok, ok, to, co ruszamy ;)
- Komu w drogę temu czas, odezwała się w końcu przyszła teściowa Martina, który oczywiście przyznał jej rację :D


5 minut później byli już w drodze do Internatu. Rebeca z siostrą oczywiście jak to kobitki rozmawiały o facetach :D No, Rebeca opowiadała siostrze o Martinie, który w tym samym czasie opowiadał Davidowi o planach ślubnych i .. O wielkiej niespodziance dla Rebeci. David nie mógł wyjść z podziwu i postanowił oczywiście pomóc we wszystkim Martinowi. To będzie ich słodka tajemnica..


Kilka godzin później po długiej i wyczerpującej podróży w końcu dotarli na miejsce...

Julia25 - 2011-01-30 13:56:46

-Zostanę dzisiaj z tobą. Powiedział Hector do siostry po wyjściu Lucii. -A jutro razem wrócimy do domu. -uśmiechnął się do kobiety.
-Ale twoje obowiązki dyrektora...\
-spokojnie, Elsa wie co robić jak mnie nie ma. Amelia zajmie się dziećmi. Najważniejsze jest aby z tobą było wszystko dobrze. Wiesz co? Zdrzemnij się a ja zadzwonię do Internatu i dowiem się jak sprawy stoją, dobrze?
-Dobrze. A jak będziesz wracał to kupisz mi jakiś soczek? Strasznie mi się chce pić po tych wszystkich lekach.

Po wyjściu Hectora Sandra zamknęła oczy. Była wyczerpana dzisiejszym dniem. Wizyta w jej starym domu, wypadek, szpital. Za dużo tego jak na jeden dzień. Już usypiała, gdy nagle usłyszała dźwięk swojego telefonu. Niezdarnie lewą ręką wyjęła go z szuflady. Na ekranie wyświetlił się numer Manuela. Sandrze serce zabiło mocniej, nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Cześć Sandra. -usłyszała głos mężczyzny, za którym już zdążyła się stęsknić. -Co tam słychać?
-Hej Manuel... -Sandra zastanowiła się, czy powiedzieć mu o wypadku. Z jednej strony był jej bliski, ale z drugiej ciągle był jej lekarzem. -Wiesz, miałam mały wypadek...
-Wypadek? -zainteresował się psycholog. -Gdzieś ty znowu wlazła?
-Wracaliśmy z Hectorem z małej...wycieczki. I jakiś samochód zajechał nam drogę no i... Wpadliśmy na drzewo.
-Ale nic wam się nie stało? Jesteście cali? -głos Manuela zdradzał że się tym bardzo przejął.
-Trochę się potłukliśmy, ale nic poważnego. Na razie jesteśmy w szpitalu. Jutro powinnam wyjść.
-Wpadnę do ciebie jak skończę dyżur. Trzymaj się i odpoczywaj.
-Taki mam zamiar. Powiedziała kobieta rozłączając się.


Sandra odłożyła telefon do szuflady wyciszając dźwięk. Była zmęczona i jedyne o czym marzyła w tej chwili to drzemka. Zamknęła oczy i od razu zapadła w sen pełen bólu, cierpienia i nazistowskich eksperymentów na dzieciach.

* * *

Manuel nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Planował na jutro równie przyjemną sesję w terenie a tutaj się okazało, ze kobieta, na której mu zależało miała wypadek. Postanowił, ze pojedzie do niej najszybciej jak będzie mógł. Nagle uświadomił sobie, ze nawet nie wie w jakim jest szpitalu. Zadzwonił na jej telefon, ale Sandra nie odbierała. Wykręcił więc numer Lucii.
-Hej Lucia, tu Manuel. Masz chwilkę?
-W zasadzie to mam. -powiedziała cicho wychodząc z sali Lucasa. -O co chodzi?
-Dzwoniłem do Sandry i mi powiedziała, ze miała wypadek. Wiesz w którym jest szpitalu? -zapytał roztrzęsionym głosem.
\-W San Sebastian, ale... Manuel? Jesteś tam?
Jednak mężczyzna już się rozłączył. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że głupio postąpił nie dziękując Lucii za informację.

Lucię zdziwiona odłożyła telefon. Zachowanie Manela było dość... Dziwne. Pierwszy raz odkąd go znała usłyszała go w takim stanie.
-Widocznie zależy mu na Sandrze. -pomyślała z uśmiechem. -Chciałam znaleźć przyjaciółce dobrego psychologa, a wyszło chyba troszkę za dobrze ;)
Lekarka wróciła do sali, gdzie leżał Lucas. Chciała być przy chłopcu cały czas, do momentu przyjazdu Rebecki i Martina.

* * *

W laboratorium



-Doktor Abigeile? Może pani tu na chwilę podejść? -młody mężczyzna spojrzał w stronę starszej kobiety, uzupełniającej przy biurku karty pacjentów. Podniosła wzrok znad sterty papierów.
-O co chodzi, Camilo? Wydajesz się być niezaniepokojony.
-Pamięta pani to ostatnie zlecenie badania krwi? Tego rodzeństwa z wypadku...
-Tak, właśnie, Richardo prosił, byś dał mu znać, jak będziesz miał wyniki.
-Powtórzyłem to badanie czterokrotnie i za każdym razem dostałem ten sam wynik. Co jest z racjonalnego punktu widzenia... niemożliwe.
Doktor Abigeile podeszła do mężczyzny.
-Co masz na myśli mówiąc, ze coś jest nie tak?
-Badanie krwi mężczyzny jest w porządku, ale jego siostry... Proszę, niech pani spojrzy. -powiedział podając jej wydruki.\
-Białe i czerwone krwinki w normie, płytki krwi też...  Zawartość innych składników w normie, oprócz wysokiej obecności hormonów wskazujących na trzeci miesiąc ciąży. Niespotykana obecność przeciwciał typu delta... -nagle głos kobiety zamarł. W pamięci pojawił jej się niewyraźny obraz dawnego wspomnienia. Trzyletnia dziewczynka przyszła z mamą i bratem na badania okresowe. Nic dziwnego, ze matkę zaniepokoił fakt, iż mała w ogóle nie choruje. Skład krwi dziewczynki wykazał obecność właśnie przeciwciał, czyniących ją odporną na prawie wszystkie wirusy. Badania powtarzane regularnie, aż do 5 roku życia, nie wykazały żadnych zmian.
-Pani doktor, coś się stało? -zapytał niezaniepokojony Camilo.
-Jak się nazywa to rodzeństwo i ile mają lat?
-Zaraz sprawdzę. -mężczyzna podszedł do sterty kart pacjentów.
-Sandra. Sandra Pazos i ma 35 lat .Jej brat ma na imię Hector de la Vega i ma 40 lat.
-Wiek się zgadza, ale nie nazwisko. -pomyślała lekarka. -Chociaż w sumie nie wiadomo, co się stało z rodzeństwem po śmierci ich rodziców. A jeśli to są oni?
-Camilo, idź do archiwum i przynieś mi dwie karty, Irene Espi i Samuela Espi. Tylko szybko.
-Dobrze. -powiedział trochę zdziwiony zachowaniem swojej przełożonej.

Wrócił po 10 minutach.
-Proszę, to są ich karty. -powiedział wręczając kobiecie dwie teczki.
-Dziękuję. Dokończ teraz badania i uzupełnij resztę kart. W przypadku Sandry Pazos raczej nie ma mowy o pomyłce. Ja muszę wyjść.

Kobieta zdjęła fartuch i wyszła z laboratorium. Musiała jak najszybciej porozmawiać z tymi ludźmi z wypadku. Jeśli by się okazało, ze to jest rodzeństwo Espi... Po 30 latach mogłaby im przekazać to, co zostawiła u niej ich matka kilka dni przed tym wypadkiem.
W recepcji dowiedziała się, ze kobietę zwieziono na II piętro.

* * *

Doktor Abigeile zapukała do drzwi sali i weszła do środka. Hector siedział na łóżku siostry i z nią rozmawiał. Sandra obudziła się od razu jak jej brat wrócił do sali. Mimo że była zmęczona, nie mogła usnąć na dłużej. Dręczyły ją koszmary, a nie chciała brać żadnych tabletek nasennych.
-O co chodzi? -zapytał Hector widząc lekarkę. -Kolejne badania? Lekarz mówił, ze wszystko jest dobrze, tylko Sandra musi odpocząć...
-Spokojnie, nie przychodzę w sprawie kolejnych badań. -kobieta usiadła na najbliższym łóżku. -Chciałam tylko z wami porozmawiać. -spojrzała badawczym wzrokiem na rodzeństwo. Nie sposób było w nich rozpoznać tej dwójki szkrabów sprzed ponad 30 lat. Ale w ich twarzach było coś znajomego... -Mam wyniki waszych badań krwi. Z panem, Hectorze, jest wszystko w porządku. Ale zastanawiają mnie wyniki pani Sandry...
Kobieta spojrzała przerażonym wzrokiem na brata, a później na lekarkę.
\-Czy coś... Jest nie tak? -zapytała cicho.
-Wie pani, zależy z jakiej perspektywy na to spojrzeć. W pani krwi wykryto obecność bardzo rzadkich przeciwciał typu delta.
-Co to znaczy? -zapytał Hector przeczuwając odpowiedź.
-Pana siostra ma prawie niezawodną odporność na wszystkie możliwe typy  wirusów. Szczerze mówiąc, spotykam się z czymś takim po raz pierwszy od ponad 30 lat. Ma pani dzieci?
Sandra pokiwała głową.
-Dwójkę, a praktycznie już niedługo trójkę.
-Pani pierwsze dziecko jest tylko nosicielem genu odpowiedzialnego za tę cechę, a każde następne ma już ten typ odporności, prawda?
Sandra się zastanowiła. Marcos chorował często w dzieciństwie, Paula prawie nigdy. To wszystko było takie nieprawdopodobne, ale prawdziwe...
Nagle Hector przypomniał już sobie wszystko. Szpital San Sebastian. To do niego jeździli na badania w dzieciństwie.
-Kim była ta osoba? -zapytał.
-Nazywała się Irene Espi. Po tragicznym wypadku jej rodziców, nikt nie wie co stało się z nią i bratem. Zniknęli. -uważnie obserwowała reakcję rodzeństwa.
-To ja... Jestem Irene. -odpowiedziała Sandra trzęsącym się głosem. A Hector... To Samuel.
-Wiedziałam. -powiedziała lekarka. -Na świecie nie ma zbyt wiele osobą z tą cechą krwi. Przypadkiem odnalazłam was po przeszło 30 latach...
-Ale o co chodzi? -Hector był całkowicie zdezorientowany. -Pani nasz szukała? Dlaczego? Policja zabrała nas do sierocińca, mówiąc, ze nie ma się kto nami zaopiekować.
-Jestem doktor Abigeile. Gdy wy byliście pacjentami tego szpitala, ja dopiero zaczynałam tu pracę. Byłam przyjaciółką waszej matki.
Sandra usiadła na łóżku.
-Tyle lat...
-\Wasza matka mi coś zostawia, by wam to przekazać. Kilka dni przed wypadkiem. Przeczuwała, że jesteście w niebezpieczeństwie... Przyniosę to wam wieczorem. -kobieta spojrzała na nich. -Nikt nie wiedział, gdzie się podzialiście po wypadku. -powiedziała kręcąc głową. -Gdy przyjechała po was policja, nikogo nie zastali w domu.
-Ale przecież to właśnie policja zabrała nas do sierocińca. -przerwał jej Hector. -Chyba, że to wszystko było ustalone. Wypadek nie był przypadkiem, a policjanci byli ludźmi z OTTOXu.
-Nic dziwnego, ze nie mogła nas pani odnaleźć. -powiedziała cicho Sandra. -niedługo po tym jak trafiliśmy do sierocińca zaadoptowały nas oddzielne rodziny i zmienili nam imiona. Ja zostałam Sandrą a mój brat Hectorem. Ale nic nie pamiętam z tamtego czasu. Moje najwcześniejsze wspomnienia zaczynają się od 8 roku życia...

Lekarka spojrzała na rodzeństwo. Widać było, ze te wiadomości mocno nimi wstrząsnęły. Chciała się jeszcze tyle od nich dowiedzieć, ale dostrzegła, ze Sandra nie jest w najlepszym stanie. Postanowiła przyjść do nich wieczorem, przynosząc pudełeczko pozostawione przez ich matkę. Chciała im dać czas, by sobie odpoczęli. Spojrzała na zegarek. Musiałą już wracać do laboratorium. Camilo pewnie zrobił tam niezły burdel. Wstała z krawędzi łóżka.
-Zajrzę do was wieczorem i porozmawiamy na spokojnie.
-Pani doktor? -głos Sandry był drżący.
-Tak słonko? -zapytała odwracając się od drzwi.
-...Niech pani na siebie uważa. Ci ludzie są wszędzie i zniszczą każdego, kto wie chociaż trochę o naszej przeszłości.

-Hector? Co ty o tym wszystkim myślisz? -zapytała Sandra po wyjściu lekarki.
-To jest jak jakiś sen... Sam nie wiem co o tym sądzić. Ciekawy jestem, co rodzice zostawili pani doktor.
-Mam nadzieję, ze nic jej się nie stanie... Wiesz co spotykało każdego, kto chciał coś nam powiedzieć lub przekazać.
-Będzie dobrze, siostrzyczko. -powiedział mężczyzna. -Zdrzemnij się teraz trochę. Jestem cały czas przy tobie.
Kobieta uśmiechnęła się do brata i zamknęła oczy.

daglas89 - 2011-01-30 14:24:26

Villa napisał:

5 minut później byli już w drodze do Internatu.Rebeca z siostrą oczywiście jak to kobitki rozmawiały o facetach.

-Co tak milczysz Ana?
-Tak się zastanawiam..
-Nad czym siostrzyczko?
-Czy dobrze robimy z tą przeprowadzką.
-A czemu myślisz że źle robisz?
-No bo wiesz zostawiam wszystkich przyjaciół, znajomych, znajome miejsca i tak się trochę boje czy dam rade w nowym miejscu.
-Ty nie miała byś dać sobie rady? Ze swoim darem?
-Wiesz dobrze że nie lubię słyszeć myśli innych ludzi, ale czasami jest to przydatne.
-Wiem kochanie, ale szybko się zaaklimatyzujesz i poznasz nowych znajomych.
-Spróbuje ale nie będzie to łatwe. A twoi znajomi mają dzieci?
-Tak niektórzy tak.
-A jest ktoś w moim wieku?.
-Tak. Marcos i Ivan.
-Jacy oni są?
-A co chcesz ich poderwać? Nie radze Carol i Julia są strasznie zazdrosne.
-Szkoda a tak bym już kogoś znała.
-Jak chcesz to cię poznam z nimi będzie ci łatwiej się z nimi za kumplować a szczególnie z Julia.
-A czemu akurat z nią?
-Bo też ma dar tak jak my.
-A jaki dar?
-Okropny moim zdanie. Widzi duchy.
-To jej współczuje.

Tak rozmawiając o różnych rzeczach  kobiety jechała cały czas w stronę Internatu.

----- Po upływie dwóch godzin ------

-Ana weź mój telefon i zadzwoń do Martina zrobimy chwile odpoczynku. Muszę czegoś się napić a psa też przydało by się wypuścić żeby chwile polatała.
-Okej, już dzwonie.

----- Po 10 minutach ------

-Co się stało kochanie?
-Nic, po prostu zmęczyłam się tym ciągłym prowadzeniem i chciałam zrobić chwile przerwy coś zjeść lub napić się czegoś.
-Dobrze to idę przenieść z Davide twoją mamę na wózek a wy dziewczyny idźcie coś zamówić do pica ewentualnie jedzenia.
-Ok. Kocham cię :* i pocałowała go.
-Też cię kocham :*
-Chodź Ana idziemy do baru.
-Dobra siostrzyczko

Chwile później przyszli Martin z Davide i mamą.

-Chcecie coś do jedzenia? – spytała się Rebca. My z Ana zamówiliśmy sobie po herbacie i ciachu.
-Nie ja nic nie chce  - odparł Davide.
-Mamo?
-Ja też bym prosiła herbatę.
-A ja chce kawę – stwierdził Martin.

Chwile później przyszła kelnerka i przyjechał resztę zamówień. Po jakimś czasie każdy siedział nad swoim życzeniem.

-A teraz, może byście mi powiedzieli wszyscy razem co mój przyszły mąż knuje prze de mną na ślub?
-Kochanie zadaje ci się - odparł nieco zmieszany Martin
-Nie, nie zdaje za dobrze cię znam i wiem że coś kombinujesz.
-Siostrzyczko przesadzasz  - odparł Davide
Rebeca nic  nie odpowiedziała nic na ten temat tylko pomagała mamie się napić.
-Jak chcecie to nic nie mówicie, ale pamiętajcie że nie lubię żadnych niespodzianek. To mówiąc Rebeca wstała i skierowała się w stronę toalety

-Gdzie idziesz?  - chciał wiedzieć Martin
-Do toalety.
-Oj! Mój uparciuch zaczyna się czegoś domyślać nie dobrze.
-Ona taka zawsze jest, chce wszystko wiedzieć więc nie przejmuj się tym Martin  - odparła Victoria przyszła teściowa mężczyzny.
-Może masz racje mamo, i do tego jeszcze jej hormony podczas ciąży. Najlepiej będzie jak przestane o tym mówić przez jakiś czas żeby uśpić jej czujność.
-Nie uda ci się to szwagierku, Rebeci nie da się oszukać.  - stwierdziła Ana.

Zauważyli wracającą kobietę z łazienki i zamilkli.

-Naplotkowaliście się już na mój temat? Możemy jechać dalej?
-Tak możemy jechać  - powiedziała Victoria.

Rebeca poszła zapłacić rachunek i wyszła na zewnątrz bez słowa.

-Pójdę do niej.
-Nie. Davide zatrzymał Martina przed pójściem do ukochanej. - Zostaw ją na chwile samą w spokoju, przejdzie jej po czasie ona zawsze tak reaguje jak czymś się martwi lub jest zmęczona.
-To może przenocujemy tu gdzieś?
-Nie, jedziemy dalej – odparła Ana. Ona strasznie tęskni za Lukasem i chce go zobaczyć jak najszybciej.
-Dobrze to jedziemy. Uważaj na nią Ana, informuj mnie o wszystkim okej?
-Dobrze szwagierku.

Towarzystwo wyszło z baru i zauważyło że Rebeca siedzi na ławce i głaszcze Suzii. Martin ostrożnie podszedł do narzeczonej i ukucnął  przy jej nogach.

-Wszystko w porządku kochanie?
-Nie, jestem zmęczona a w dodatku ty jeszcze knujesz przeciwko mnie.
-Kochanie nie knuje tylko chce ci zrobić niespodziankę w związku z naszą podróżna poślubną a gdzie wyjedziemy dowiesz się za nie całe 3 miesiące.
-Naprawdę tylko to?
-Tak.
-Dobrze ale obiecaj że to nic innego nie jest.
-Obiecuje.
-Kocham cię :*
-Też cię kocham uparciuchu mój :*

Rebeca przytuliła się do Martina i zastanawiała się czy to co powiedział  jest prawdą nie wierzyła mu do końca ale nie chciała już dyskutować dalej na ten temat i się spierać nie potrzebnie. Dowiem się za 3
miesiące albo szybciej.

-To co jedziemy? – odparł Martin
-Tak im szybciej tym lepiej.

Każdy poszedł w stronę swojego auta i ruszyli w stronę Internatu

Villa napisał:

Kilka godzin później po długiej i wyczerpującej podróży w końcu dotarli na miejsce

Zajechali pod internat gdy zaczął robić się późny wieczór.

Rebeca wysiadła z wozu i wypuściła Suzi żeby sobie polatała i skierowała się w stronę wozu Martina.

-Kochanie ja skocze po Lucię a ty powiadom Hectora że już wróciliśmy i że jest z nami moje rodzeństwo.
-Dobrze skarbie.
-Poczekacie tu chwile podje po klucze i zaraz ruszymy do domku.
-Okej odpowiedziało chórem rodzeństwo

Rebeca z Martinem weszli razem do szkoły on skierował się w stronę gabinetu Hectora a ona poszła po schodach na górę w stronę pokoju Luci. Do drodze zajrzała do pokoju Lukasa ale tam go nie zastała. Zapukała do pokoju Luci ale nikt nie odpowiadał wiec weszła ale tam kobiety nie było.  Poszła do gabinetu lekarskiego ale tam też nie zastała przyjaciółki zaczęła się niepokoić. Ruszyła w stronę wyjścia żeby do łączyć do rodziny i Martina gdy rozdzwoniła się jej komórka.

paulax5 napisał:

Wyjęła telefon...
--Halo? Rebecka? Tu Lucia, nie mam dla Was dobrych informacji…
Nie denerwuj się tylko już jest wszystko pod kontrolą…

-ale co się stało?
--Lukas ma małe problemy ze zdrowiem, znaczy zemdlała, ale już naprawdę jest z nim dobrze..
-zemdlał?
--tak, ma robione właśnie badania. To najprawdopodobniej zapalenie płuc
-Jesteście w szpitalu?
--tak w Sand Sebastian, cały czas przy nim będę więc się nie martwicie. -

- My właśnie przyjechaliśmy do Internatu i szukamy ciebie żebyś dała nam klucze do domku.
-Oj! Przepraszam zapomniałam o tym.
-Nic się nie stało najwyżej mamę położę w swoim pokoju a bliźniaki u Lukasa i jak wszystko to zorganizujemy przyjedziemy do was.
-Dobrze czekam na was.
-Działo się coś ciekawego jeszcze dziś?
Tak i tu kobieta zaczęła opowiadać co się stało w ciągu dnia że Hector z Sandra mieli wypadek że pojechała do nich, wystraszona Amelia po tym jak Lukas zemdlał zadzwoniła po kartkę o tym jak maluch bał się strasznie.
-Dziękuje cię że jesteś przy nim. Ucałuj Lukasa o de mnie ale nic nie mów że przyjeżdżamy, żeby się nie potrzebnie denerwował.
-Nmzc ;) Ok, to do usłyszenia.
-Pa, do zobaczenia.

Rebeca poszła poszukać Martina i powiedzieć mu co się stało z naszym synkiem. Wyszła na dwór i zobaczyła go jak rozmawia z Marcosem i Ivanem i jej rodzeństwem. Usłyszała kawałek ich rozmowy.

-Właśnie szukałem Hectora ale nie mogę go znaleźć.
-Mój wujek i mama mieli wypadek i zostaną na noc w szpitalu ale nie wiem w którym.
-Ale ja chyba wiem w którym. Cześć dzieciaki.
-Cześć Rebeco.
-Jak to wiesz? Przecież przed chwilą przyjechaliśmy - odparł Martin
-Dzwoniła przed chwilą do mnie Lucia że jest w szpitalu od rana i przywieźli tam też Lukasa.
-Cooo? Mojego syna.
-Tak kochanie naszego synka jakieś komplikacje po chorobie, Luci nie było w szkole wiec wystraszona Amelia zadzwoniła po karetkę. Są w tym samym szpitalu co Hector i Sandra. Obiecałam Luci że przyjedziemy tak szybko jak będziemy mogli, zostawimy tu mamę i bliźniaków bo niestety nie mam  kluczy do domku Lucia ma je przy sobie.
-To jedziemy tam jak najszybciej.
-Spokojnie Martin wszystko po kolei. Ivan wiesz może gdzie jest Maria?
-Prawdopodobnie z Ferminem.
-Dobra, nie wiem czy zostaliście sobie przedstawienie to jest moje rodzeństwo Ana i Davide będą chodzić od teraz z wami do klasy a to jest Marcos i Ivan.
-Cześć
-Miło was poznać. Tu następuje seria uścisków ręki.
-Kochanie?
-Tak najlepiej by było gdybyśmy umieścili mamę u mnie na tę noc a bliźniaków u Lukasa gdy go nie ma.
-Dobrze.
-Ejże my też tu stoimy.
-Wiem o tym nie jestem ślepa.
-To dobrze siostrzyczko.
-Ja też chce z wami jechać – odparła Ana
-Basta! mówiłam ci ze nie lubię jak to robisz.

Ivan z Marcosem wymienili zdziwione spojrzenia.

-Przepraszam nie będę już tego robić ale chce jechać z wami.
-A kto zostanie z mamą?
-Davide.
-Uważaj bo się na to zgodzi.
-Właśnie ja też chce jechać i poznać Lukasa.

-Rebeco odparł Ivan  - A może moją mamą by została z twoją i się poznały.

-Myślisz że Maria się zgodzi?
-Myślę że tak, czekała na ciebie.
-Ok, ja pójdę poszukać Mari  a wy chłopaki zanieście mamę do mojego pokoju ty siostrzyczko znajdź Suzi.
-Okej.


Rebeca odeszła od towarzystwa i poszła w stronę pokoju Fermina  wiedziała że zastanie tam Marię.


---- Chwile później ----

Puk Puk

-Proszę.
Rebeca weszła do pokoju i zastała tam Marię tak jak myślała o tym wcześniej.

-Cześć zakochań-ce :D
-Rebeco! Wróciłaś. Maria nie mogła uwierzyć w to co widzi.
-Cześć Rebeco.
-Cześć Fermin.

Dziewczyna uściskała swoich przyjaciół.

-Jak się czujesz?  -odparła Maria.
-Zmęczona ten tydzień był strasznie długi i wyczerpujący.
-To na pewno. Jak tam twoja mama sobie radzi?
-Jakoś daje sobie rade, na razie się nie załamała.
-To dobrze.
-Mam prośbę do ciebie Mario, czy mogła byś zostać z moją mamą 1-2 godzinki aż uśnie? Bo my niestety musimy jechać do szpitala Lukas miął jakieś komplikacje po chorobie i prawdopodobnie ma zapalenie płuc a moje rodzeństwo nie chce zostać z mamą.
-Oczywiście że zostanę nie ma problemu. A ty na siebie uważaj, nie zapominaj że masz dziecko.
-Spokojnie nie zapominam a gdy się to zdasz mała nie da o sobie zapomnieć  kopniakiem.
-To dobrze. Gdzie jest twoja mama?
-U mnie w pokoju, Martin miał ją tam przenieść w asyście Davide, Marcosa i Ivana.
-Ivana?
-Tak, spotkaliśmy ich na podwórku gdy przyjechaliśmy to twój syn zaproponował żeby do ciebie się zgłosiła w sprawie opiek nad mamą.
-Oooo tego bym się po nim nie spodziewała.
-Nie doceniasz go.
-Możliwe ale czasami jest tak uparty że nie mogę z nim dojść do porozumienia.
-Jak to dorastający nastolatkowie.
-Dobrze chodźmy do twojej mamy a wy jedźcie do Lukasa.
-Porywam na chwile ci ją Fermin.
-Dobrze tylko oddaj cała.
-Oczywiście przyjacielu :D

Kobiety wyszły i skierowały się w stronę pokoju Rebeci gdy tam dotarły jej mama już tam była.

-Mamusiu chciała bym ci przedstawić naszą przyjaciółkę Marię zajmie się tobą przez chwile bo my z Martinem musimy jechać do szpitala bo Lukas miał komplikacje po chorobie.
-Dobrze córeczko, ucałujcie go o de mnie nie mogę się doczekać gdy go poznam.
-Dobrze ucałuje.
-A bliźniaki jadą z wami?
-Tak, uparły się a ja nie mam już siły żeby się z nimi spierać.
-Rozumiem cię ja nigdy nie miałam na to siły.
-Hehehe my uciekamy miłych snów. Maria się tobą zajmie i masz Suzi do towarzystwa.
-Uważajcie na siebie.
-Dobrze do zobaczenia.

Rebeca z Martinem i rodzeństwem wyszli z pokoju i skierowali się w stronę wyjścia.

-Mój czy twój samochód  - odparła Rebeca.
-Twój, ale ja prowadzę.
-Nie miała niczego innego na myśli.
-heheh i za to cię kocham.
-A ja ciebie nie :P

Tak się przekomarzając dotarli do samochodu wsiedli i pojechali w stronę szpitala Sand Sebastian.


------ Po jakiś czasie -----

Gdy dotarli wreszcie do szpitala od razu skierowali się w stronę recepcji.

-Dobry wieczór chciał bym się dowiedzieć gdzie leży mój syn Lukas Mendez- Lopes został tu dzisiaj przywieziony karetką ze szkoły i jest przy nim nasza przyjaciółka Lucia.
-Dobry wieczór, już sprawdzam pański syn leży w pokoju nr 56 na 2 piętrze Izba przyjęć.
-Dziękuje.

Cała czwórka skierowała swoje kroki w stronę windy i wjechali na 2 piętro tam zastali Lucię.

-Cześć przyjaciółko.
-Rebeca, Martin jak dobrze że jesteście.
-Przyjechaliśmy najszybciej jak się dało. Poznaj moje rodzeństwo to jest Ana.
-Cześć
-Dobry wieczór.
-A to Davide.
-Hej
-Miło mi panią poznać.
-Co jest z Lukasem - chciał wiedzieć Martin.
-Spokojnie, robią mu badania jak chcesz wiedzieć wszystko idź porozmawiać z lekarzem Manuel go prowadzi.
-Dobrze już idę a gdzie go zastane?
-Na końcu korytarza przedostanie drzwi na prawo.
-dzięki Lucia.
-Nmzc.

I Martin poszedł porozmawiać z Lekarzem a Rebeca wdała się w długą dyskusje z Lucią [..]

-Dobra idę do moje urwisa.
-Dobrze idź a ja tu poczekam.
Rebeca weszła cichutko do pokoju bo wiedziała że Lukas śpi ale chłopczyk nie spał. Gdy zobaczył kto w chodzi strasznie się ucieszył.
-MAMO!
-Cześć synku. Rebeca usiadła na łóżku malca i uścisnęła go.
-Gdzie tata?
-Poszedł porozmawiać z lekarzem zaraz wrócił a jak mam niespodziankę dla ciebie.
-Tak a jaką …?
-Zaraz się o tym przekonasz ….

Krisztian - 2011-01-30 22:59:20

Marcos siedział z Carol, Vicky, Julią i Ivanem w pokoju...
- Zauważyłem, że ktoś, może nieświadomie próbuje się jakoś zbliżyć do naszej piątki. - zaczął Marcos.
- Ale o czym Ty mówisz? - pytała Vicky.
- Nie wiem, może jestem przewrażliwiony, ale Lucia aktualnie jest wszędzie....zauważcie to. - odpowiedział.
- No masz rację, wszędzie jej pełno. - powiedział Ivan.
- To nie znaczy, że od razu coś węszy, albo kombinuje... - zaczęła Julia.
- Jasne, że nie, ale chciałem Wam tylko powiedzieć, żebyście zwracali na nią uwagę...i na jej podwyższone zainteresowanie naszymi osobami. Z moją mamą jest blisko zżyta....
- Dziwisz się? To jedyna z kilku osób, której może zaufać w tym Internacie... - odpowiedziała Carol.
- Mam nadzieję...

- Co robimy dzisiaj? Schodzimy do podziemi? - zapytała Julia.
- No a co mamy robić?! Oczywiście, że idziemy. - odpowiedział Ivan.
- Ale mamy zakaz opuszczania Internatu. - powiedziała Vicky.
- A od kiedy to nam wolno było schodzić do podziemi? - zapytał Marcos.
- Dobra, spokojnie. Tylko po co my tam schodzić będziemy? Otworzyliśmy te drzwi, była za nimi Carol. W środku nic nie było.... - mówiła Julia.
- Musi tam coś być! Musimy znaleźć inne drzwi, jakieś inne korytarze... - mówił Ivan.
Na to wszystko do pokoju wbiegła Paula z Evelyn.
- Marcos, Marcos....był u mnie krasnal. - krzyczała Paula.
- Jaki krasnal? Krasnali nie ma. - odpowiedział.
- To był krasnal! Patrz co dostałam od niego...leżało na parapecie wraz z kwiatkami....
Przyjaciele zbiegli się w kółeczko...
- Było też coś napisane na karteczce, ale ja nic z tego nie rozumiem... - dodała Paula.
- Pokaż kartkę. - powiedział Ivan.
- Nie rozumiesz nic z tego, bo to po angielsku. Krasnal napisał, że Cię pozdrawia i żebyś go w lesie nie szukała. - powiedział Marcos.
- Ale czemu? - zapytała Paula.
-...bo, do krasnala przyjechała teraz rodzina, będzie z nim aż do zimy, i chce się nimi nacieszyć. Rozumiesz? - uśmiechnął się Marcos.
- Tak. Ona rozumie. - odpowiedziała Evelyn.
- Chodź, powiemy Lucasowi, że krasnal ma rodzinę. - krzyknęła Paula.
Dziewczynki wybiegły z pokoju.
- Słuchajcie...tutaj jest napisane, że jutro o godzinie 18 mamy być przy kapliczce w lesie. - powiedział Marcos.
- Znam skądś to pismo... - zaczęła Vicky.
- Kto to? Kto? - pytała Carol.
- Nie wiem, nie pamiętam. Może mi się tylko wydawało. - powiedziała zdezorientowana.
- To jutro mamy zajęcie, a tak chciałem odpocząć. - zaśmiał się Ivan.
- Nie ma z czego tutaj żartować Ivan! Ktoś o nas wie, wie, że szukamy, węszymy... - mówiła Julia.
Z głośników było słychać głos Elsy: Carol, Julia, Vicky, Marcos, Ivan - zapraszam na dodatkową lekcję historii w ramach kary za złamanie regulaminu.
- Mierda! - powiedział Ivan.
Udali się do klasy...

Oranjezicht - 2011-01-30 23:42:57

Lucas nie wiedział co się z nim dzieje, wydawało mu się, że przeziębienie już przeszło a tu nagle poczuł sie tak słabo ,że aż zemdlał. Obudził się w szpitalu, których nigdy nie znosił. Miał nadzieję, że Lucia będzie w stanie pomóc mu zawsze i we wszystkim i nie będzie konieczności nigdy przyjazdu do szpitala. "Bardzo się cieszę, że Lucia była jednak ze mną kiedy się obudziłem, żałowałem jednak bardzo, że nie ma przy mnie od razu Rebeki ani taty bo bardzo chciałem ich zobaczyć i ścisnąć za rękę, są w końcu moją ukochaną rodziną" Lucas zasnął na jakiś czas i prawie zaraz jak się obudził, zobaczył jak podchodzi do niego Rebeka i Martin. Z tych wszystkich emocji, a przede wszystkim z radości, aż się rozpłakał. "Rebeka powiedz proszę co powiedział lekarz? Czy mogę już wracać z wami z powrotem do internatu? Nie chce tu być ani chwili dłużej! Jedzenie jest ohydne i nie mają tutaj takich dobrych czekoladowych babeczek ! A jak pobierają krew to nie dają potem żadnych lizaków! Proszę zabierzcie mnie z powrotem ze sobą" - mówił zaciągając się jednocześnie od płaczu Lucas

misteria7 - 2011-01-31 06:58:47

"Powoli tracę zdrowie.. nie dość że dzieci rozrabiają to jeszcze zdaje się że się zakochałam. to ostatnie czego mi trzeba. Kiedy próbuję odwrócić swoją uwagę od moich wewnętrznych dylematów i staram się skupić na tym co będziemy robić jutro w klasie to ni z tego ni z owego Jacques się pojawia".

Krisztian napisał:

Idąc korytarzem zauważył ich Jacques, który pukał do pokoju Amelii.
Zobaczyła przerażenie na jego twarzy.
- Co się stało? - zapytała.
- Znaleźli Carol.
- Ale jak? Przecież nawet Ty nie wiedziałeś gdzie ona jest.
- No właśnie...., są sprytniejsi i lepsi niż mi się na początku wydawało.

-Nie przejmuj się. Widzisz, wiesz że jak się wszystko ułoży to będziesz mógł na nich polegać. Tylko musisz zdobyć ich zaufanie. Te dzieciaki są ze sobą zżyte i zgrane. Wspólnie jak widać potrafią wiele zdziałać. Powiedz mi, jak się czujesz?- spytała opiekuńczo lecz również niepewnie.
-Kiedyś przysparzały mi wiele kłopotów. Ale prawda. Muszę zdobyć ich zaufanie. A mną się nie przejmuj. Wszystko dobrze. Dam sobie radę.
- Przyszedłeś do mnie tylko po to żeby powiedzieć że koledzy znaleźli Carol? Czy może chciałeś jeszcze coś?
-Mmm...-zmieszał się Jacob- Nie, właściwie to nie. Dobrze dzisiaj wyglądasz. Muszę już iść. Cześć.
-Dziękuję Ci. Och, miałam nadzieję że może chciałeś mnie przeprosić lub pragnąłeś mojego to warzystwa, no nic... do zobaczenia.- ale to już powiedziała raczej sama do siebie. Jej skryty wielbiciel często się gdzieś śpieszył i miał dużo spraw do załatwienia.

Następnego dnia Amelia miała okazję zobaczyć jak Lucia wygląda z samego rana bez fryzury i makijażu.

paulax5 napisał:

Kiedy Lucia wychodziła z pokoju Jacquesa wpadła na Amelię


-ups… Już nie miałam kogo spotkać! Ja taka nieuczesana i pogięte am wszystko już widze te póżniejsze plotki- pomyślała
-Buenos Dias Lucia!
-Benos Dias Amelia!
-Coś się stało z Jackiem, że u niego byłaś?
-Przyszłam tylko sprawdzić czy wszystko goi się jak powinno- odpowiedziała zmieszana kobieta
-tak wcześnie rano??
-no…yyy… tak bo później będę miała mnóstwo pracy
-aha rozumiem
-ale Noiret jeszcze śpi, więc wyszłam, może też lepiej nie wchodź, niech się wyśpi- Lucia wolała, żeby Amelia nie widziała tego bałaganu, no i butelki po winie w jego pokoju. Wkońcu wiedziała, że oni ostatnio zaczeli coś razem kręcić, widziała te ich spojrzenia i troskę Ameli po wypadku Jacka. Odwróciła się i poszła do siebie, aby się ogarnąć. W pokoju czekał już na Nią Lukas

Amelia wiedziała, że Lucia jest bardzo opiekuńcza i jest lekarzem z powołaniem. Zatem uwierzyła koleżance na słowo. Chociaż jej kobieca intuicja próbowała przebić się do jej świadomości z innym zdaniem na ten temat. Mimo wszystko Amelia z uśmiechem przeszła się po pokojach najmłodszych sprawdzić czy  dzieci powoli się budzą i szykują na śniadanie. Na koniec postanowiła jednak zajrzeć do Jacoba.

crisfan napisał:

Jack szukał w pokoju ważnych dokumentów, gdy usłyszał pukanie.
-Przyszłam sprawdzić jak się czujesz.-zagadnęła Amelia
-Ja...-dobrze. Chciałem cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem był na ciebie krzyczeć.
-Już zapomniałam-uśmiechnęła się Amelia.
-Byłem niesprawiedliwy, tyle dla mnie zrobiłaś a ja ci się tak odpłaciłem.
-Najważniejsze, że już jest ok.
-Taak...Amelia mam do ciebie prośbę..
-Słucham?
-Chciałbym kupić jakiś prezent Thomasowi, ale nie wiem czy to co mu kupię, spodoba mu się. Miałabyś czas pojechać ze mną wieczorem do miasta.
-Tak!-odpowiedziała zadowolona Amelia-chętnie ci pomogę.
-W takim razie jesteśmy umówieni. Spotkajmy się o 7 przed internatem.
-W porządku. W takim razie do zobaczenia.
I Amelia wyszła z pokoju Jacka. Jack został sam.

Amelia była szczęśliwa do końca dnia. Czekała na taki obrót wydarzeń. Nie sądziła, że Noiret okaże się takim małym chłopcem i będzie się bał zaprosić ją oficjalnie na jakiś wieczorny wypad do miasta i znalazł taki ciekawy pretekst. "Ach Ci mężczyźni.." pomyślała. W swojej klasie dzieciom poleciła napisać list do swoich przyjaciół lub sympatii w których by powiedziały co się im w tej drugiej osobie najbardziej podoba, co w niej lubią i za co są tej osobie wdzięczni. Temat okazał się dosyć skomplikowany. Zwłaszcza dla Evelyn. Nie mogła się zdecydować do kogo zaadresować swój list. Postanowiła najpierw wszystko napisać a na końcu dopisać odbiorcę.

Po obiedzie, kobieta postanowiła przyszykować się na spotkanie z Noiretem. Miała dobry pretekst do tego by lepiej o siebie zadbać. Wziąć dłuższą relaksacyjną kąpiel. Pogrzebać w szafie. Brała pod uwagę to że rzeczywiście ich spotkanie skończy się kupnie prezentu dla Thomasa, więc na długo utknęła w swojej garderobie szukając czegoś uniwersalnego. Chciała czuć się swobodnie ale też uwodzicielsko. W końcu wybrała sukienkę. W swoim kroju dosyć prostą, lekką, przylegającą do ciała z głębszym dekoltem w kolorze ciemnej zieleni. Zajęła się też swoim make upem i włosami. Wyglądała zarówno kobieco jak i dziewczęco.
Gdy zbliżała się już 7, postanowiła odczekać jeszcze chwilę. Tak żeby Jacques się lekko zaniepokoił jej nieobecnością. Amelia oczywiście osiągnęła to czego chciała. W efekcie Jacques był oczarowany jej postacią. Wręczył czarującej blondynce, o dziwo nie róże czy jakieś inne oficjalne i teoretycznie zobowiązujące do nie wiadomo czego kwiaty, lecz kilka stokrotek. Ten gest urzekł bardzo Amelię która chętnie dała się zaprowadzić pod rękę do samochodu. Razem opuścili bramy internatu i udali się do miasta w którym Amelii tak dawno nie było. Noiret myślał co by tu zrobić żeby bez specjalnych podejrzeń o jego uczucia zabrać Amelię na kolację. Nie chciał przegapić takiej okazji.
Dojechali już na miejsce. Weszli do centrum handlowego gdzie było dużo sklepów z zabawkami. Nieopodal tego budynku mieściła się 5-cio gwiazdkowa restauracja w której Noiret miał zarezerwowany jeden z najlepszych stolików jaki tam się znajdował. Wycieczka po sklepach dla dzieci zaskoczyła Jacquesa bardzo. Nie spodziewał się że bedą mieli przy tym tyle zabawy. Oboje wygłupiali się przy przeglądaniu asortymentu sklepów. Amelia była contenta z tego że to spotkanie rzeczywiście służyło temu by wybrać prezent dla Thomasa i wyglądało tak jak wyglądało. Spędzili w centrum dużo czasu. Jacques pomyślał że nie ma sensu iść do restauracji. Postanowił wracać do internatu. Już było późno, a poza tym nie chciał przypierać swojej towarzyszki do ściany. Bał się że mu odmówi. Cieszył się, że ma już w zanadrzu prezent-niespodziankę dla  Thomasa. Pamiętał że chłopiec bardzo polubił Pinokia, więc znaleźli z Amelią cudowną kukiełkę Pinokia.

Po powrocie, objęci po przyjacielsku weszli do internatu i Jacques odprowadził Amelię pod drzwi jej pokoju. Tam stanęli na wprost siebie i nie wiedzieli jak się pożegnać. Amelia bardzo chciała częściej obejmować w taki podobny sposób Noireta bo czuła wtedy jego bliskość. Z drugiej strony bała się że jak się do niego zanadto zbliży to obudzi się w nim ta bestia która krzywdziła kobiety z którymi był związany. Mimo tego pragnęła pocałunku. Jacques czuł się onieśmielony przez to, że w taki bliski sposób prowadził Amelię przy sobie. Dawno nie szedł tak z żadna kobietą 'pod rękę'. Chciał ją pocałować. Objąć jej twarz swą dłonią. Jednak ciągle patrzył jej się w oczy nie wiedząc co zrobić. Nie był pewien czy postępuje dobrze. Nie chciał jej skrzywdzić. W końcu przytulił ją, serdecznie podziękował za pomoc, życzył miłych snów i udał się do swojego pokoju. Amelia lekko się zawiodła ale nie pobiegła za nim jak to zwykle bywa na romantycznych filmach. Poszła spać wspominając wszystkie miłe momenty.

Następny dzień nie był taki cudowny. Amelia nie spodziewała się, że list jaki dzieci miały napisać przy sporzy jej kłopotów. Grupa w końcu nie wiedziała jak ma ostatecznie ten list wyglądać, więc po dokładnych instrukcjach i rozwianiu wszelkich wątpliwości dzieci dostały jeszcze jeden dzień. Amelia dodała, że mogą to być listy np. do ich rodziców za którymi tęsknią a którym chcieliby zrobić miłą niespodziankę. Brakowało na zajęciach Puli, Evelyn i Lucasa. Pomyślała że może dziewczynki zaraziły się od przyjaciela i razem dochodzą do zdrowia w swoich pokojach.

Po zajęciach Amelia wpadła na Lucię.

paulax5 napisał:

Lucia postanowiła, że natychmiast pojedzie do szpiatala, przecież nie mogła tak bezczynnie siedzieć. Po drodze wpadła na Amelię
-Amelia, ja… ja musze teraz pojechać proszę zajmij się Lukasem i Paula niewiem ile to potrwa
-coś się stało? Jesteś taka wystraszona
-ja… wląsnie dostałam wiadomość i… Hector z Sandrą mieli wypadek, wiec…
-wypadek? Nic im nie jest?
-niewiem Amelia, muszę jechać i to sprawdzić, proszę przekaz delikatnie ta wiadomość Marcosowi żeby zajął się jakoś Paula, jak będę wiedziała w jakim są stanie to zadzwonie do Ciebie, dobrze
-tak, zajmę się nimi,
-Dziękuję Ci, przepraszam ale muszę już jechać

- Cześć dzieci, myślałam że wszyscy chorzy jesteście. Można wiedzieć gdzie byliście?
-Marcos nas zabrał na piknik. Było fajnie! Lucia się zgodziła.
-No tak. Zawsze coś wymyślicie. Już dobrze się czujesz Lucas? Przeziębienie przeszło?
-Tak Amelia. Już mi lepieeeejjj...  Lucas stracił panowanie nad swoją mową..
-Lucas! co Ci jest? - Amelia złapała chłopca i próbowała go ocucić, bo stracił przytomność.
Dziewczynki, proszę, pójdźcie do Javiera bo zdaje się że was szukał.
-Ale Amelia, a co będzie z Lucasem? Chcemy zostać.
-Nie martwcie się, Lucia się nim zajmie. Proszę.
-Dobrze.

Ameli udało się opanować nerwy i korzystając z chwili trzeźwego myślenia zadzwoniła natychmiast na pogotowie. Gdy już Lucasa zabrali lekarze Amelia mogła w końcu zadzwonić do Lucii żeby ją poinformować o wszystkim. Była roztrzęsiona.

paulax5 napisał:

-tak?
-Lucia! Cos się stało z Lukasem… on.. karetka..
-Amelia, spokojnie co się stało? Po koleji
-ja niewiem on zemdlał i zadzwoniłam po karetke, oni wiozą go do szpitala
-ale gdzie?
-niewiem Lucia tak się matrwię o niego
-spokojnie będzie dobrze, a wiesz może jak lekarz go zabierał?
-nie… chociaz czekaj jeden z nich to był chyba Miguel, Lucia co z nim będzie?
-niewiem zaraz spróbuję się czegoś dowiedzieć i zadzwonie, nie deneruj się, będzie dobrze, zajmij się dzieciakami ona pewnie tez sa przerażone

To było trudne. Amelia musiała się opanować i pójść do dziewczynek je uspokoić. Na szczęście nie widziały jak Lucasa wywożą na noszach z internatu.

Villa - 2011-01-31 13:53:38

Oranjezicht napisał:

Proszę zabierzcie mnie z powrotem ze sobą" - mówił zaciągając się jednocześnie od płaczu Lucas

- Lucas synku wiesz, że robimy wszystko, co w naszej mocy. Rebeca rozmawiała z Panem doktorem, powiedział, że za jakąś godzinkę mam do niego przyjść, bo będzie miał już twoje wyniki.
- Tatusiu, a jak wyniki będę złe i mnie Pan doktor nie puści do domu, Lucas mówił płacząc.
- Kochanie, wyniki na pewno będą dobre, tatuś je zaczaruje i zobaczysz, dzisiaj wrócisz z nami do internatu.
- Tak Lucas. Tata ma rację, Paula i Evelyn już się Tobą stęskniły, na pewno na Ciebie czekają i nie tylko one ;)
- Jak kto, jak kto, w głosie Lucasa po raz pierwszy słychać było radość.
- Wszystko w swoim czasie, powiedzieli jednocześnie Martin i Rebeca. Spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać, a Lucas dołączył do nich.

Martin spojrzał na zegarek i nawet nie spodziewał się,  że tak szybko minęła ta 1h.

- Dobra kochani, ja idę do lekarza. I pamiętaj Lucas, tata zaczarował wyniki i na pewno wszystko będzie dobrze.
- Obiecujesz?
- Synku, czy kiedykolwiek złamałem obietnicę?
- Nie tatusiu.
- No Martin idź już, wszyscy czekamy z niecierpliwością, ponaglała Rebeca.
- Już idę, trzymaj kciuki ;)

...

Puk, puk..

- Proszę wejść.
- Witam Panie doktorze, jestem Martin, tata Lucasa, miałem do Pana przyjść w sprawie wyników mojego syna i jego wypisu.
- Witam Pana, proszę usiąść.
- Dziękuję, po stoję, powiedział zdenerwowany Martin.
- Lepiej żeby Pan usiadł.
- Aż tak źle Panie Doktorze :(
- Niestety, nie jest źle ani nie jest też dobrze :/

No to w takim razie jest gorzej niż źle, powiedział do siebie Martin.

- Słucham Panie Doktorze.
- Chodzi o to, że wyniki Lucasa są dobre, jeżeli chodzi o jego omdlenia, złe samopoczucie, jednak..

Martin myślał, że zaraz wybuchnie, jego ukochany syn, co się z nim dzieje..

- Jednak inne wyniki są bardzo niepokojące, tylko niestety, skąd się to bierze, jakie jest źródło, nie mamy pojęcia, nigdy się nie spotkaliśmy z takim przypadkiem.
- Ale jak to, lekarze, nie spotkali się z takim przypadkiem, to nie możliwe..
- A jednak.. Niestety, to bardzo dziwny przypadek i trudny do zdiagnozowania..

Martin nagle uświadomił sobie wszystko.. Dziwny przypadek, nie mają lekarstwa, internat.. Obrazy nagle zaczęła mu przeskakiwać przed oczyma niczym pędzący TGV..

- A to Hijo de puta! Powiedział po cichu Martin.
- Słucham?! Zdziwił się lekarz.
- Nie nic, Panie Doktorze, przepraszam. Głośno myślałem. Czyli mogę zabrać syna do domu, tak?
- Cóż.. Lepiej żeby został jeszcze trochę na obserwacji..
- Nie, nie. Nie zgadzam się i tak sam Pan powiedział, że nie macie na to lekarstwa, a tamte wyniki są dobre.
Zabieram syna do domu.
- Dobrze, skoro tak Pan woli.
- Tak wolę, kiedy możemy dostać wypis? I wrócić do domu.
- Zaraz każe sekretarce wszystko przygotować, za jakieś 15 min wszystko będzie gotowe.
- Dziękuję, w takim razie idę powiadomić syna i narzeczoną. Dziękuję.

Martin cieszył się, że Lucas w końcu wróci do domu, jednak, zaraz przypominała mu się 2 część rozmowy z lekarzem.

- Przysięgam, że dopóki żyję i dopóki jestem w internacie, te Hijo de puta zapłacą mi za to. Mówił wściekle Martin.
- Martin? Co ty wygadujesz? Co się stało?
- Rebeca? A co ty tu robisz?
- No jak byś nie zauważył czekam na Ciebie przed salą naszego syna.

Martin nawet się nie zorientował, kiedy doszedł do sali Lucasa.

- A faktycznie, od wyjścia gabinetu lekarza, mam mętlik. Nie potrafię tego ogarnąć, Martin spojrzał na Rebecę i łzy mu popłynęły ;(
- Boże, Martin przerażasz mnie. Co się stało, dopytywała się Rebeca.

Martin siadł z Rebecą na ławce i opowiedział jej wszystko, co powiedział mu lekarz.

- O Boże! A to ...

Rebeca nie zdążyła dokończyć, bo słychać było jak z sali dobiega głos wołającego ją Lucasa.

- Synku już jesteśmy.
- Mamo, tato, co się stało. Lekarz nie puści mnie do domu, Lucas posmutniał.
- Nie, kochanie, tatuś Ci w końcu obiecał i tak się stało, jak mówił, zaczarował wyniki i Pan Doktor powiedział, ze możesz z nami wrócić ;))
- To, to dlaczego płakaliście..
- Z radości, powiedziała Rebeca.
- No to, co zaczynamy się pakować, wtrącił Martin, bo wiedział, ze Lucas jest dociekliwy, jak każde dziecko :D a w końcu nie mógł się o niczym dowiedzieć.

Po chwili do sali wszedł lekarz i wręczył Rebece i Martinowi wszystkie niezbędne papiery. Pożegnał się i w końcu cała trójka, no cała czwórka mogła wracać do internatu.

- Kochanie, poczekasz, chwilkę? Pójdę z Rebecą, znieść tylko bagaże.
- Dobrze tylko wróćcie szybko.

..

- Rebeco, myślę, że musimy porozmawiać z Lucią, oni muszą mieć jakieś lekarstwo, muszą znaleźć jakiś sposób.. Boże, mój.. mój kochany syn..
- Martin spokojnie, jak tylko wrócimy do internatu udamy się do Lucii.
- Wiem, ale Lucas jest moim całym życiem. Tak samo jak ty i nasza córeczka. Bez was moje życie straciłoby sens..
- Kochanie, wiem, jak to przeżywasz, czuję tak samo, ale pamiętaj Nigdy nie mów nigdy! i Never give up!
Pamiętaj, że nigdy nie możesz mieć chociaż cienia wątpliwości, bo wtedy to Cię zniszczy..
- Masz rację kochanie, już się ogarniam. Nie damy za wygraną. Nigdy!
- No i to jest mój prawdziwy mężczyzna. Mój Martin :*

Zakochani wrócili do szpitala, Lucas pożegnał się z pigułami, choć bardzo niechętnie, bo nie pałał do nich uwielbieniem, a jak tylko znalazł się za drzwiami szpitala skakał z radości.

Wsiedli do auta i ruszyli do internatu. Lucas szczęśliwy, że w końcu wróci do Pauli, Evelyn i innych.

Rebeca i Martin, z nadzieją na dobre wieści od Lucii...

crisfan - 2011-01-31 14:38:43

Jacques nie mógł uwierzyć, że zwykły wypad do sklepu może sprawić tyle radości. To chyba kwestia towarzystwa, dawno tak dobrze się nie czuł. Czyżby wszystko zaczynało się jakoś układać?
Sam się sobie dziwił, ale coraz częściej zaczynał się uśmiechać. Postanowił wybrać się z wizytą do Thomasa i podarować mu zabawkę, którą wybrali z Amelią. Miał nadzieję, że wieczorem pod jakimś pretekstem znowu będzie mógł spotkać się z Amelią. Kiedy szedł korytarzem zobaczył jak wywożą Lucasa na noszach z internatu. Nie podobał mu się to....musi się tej sprawie dokładnie przyjrzeć.

Thomas bardzo się ucieszył z zabawki. Był trochę smutny bo dawno go Jack nie odwiedzał. NA początku był trochę obrażony, ale szybko mu przeszło. Nie chciał marnować chwil spędzonych z ojcem. Dla Jacka te spotkania też wiele znaczyły. Dzięki nim zaczynał się zmieniać i dostrzegać to co naprawdę jest ważne.
-Kiedy odwiedzi mnie Lucas?
-Lucas jest chory, ale jak wyzdrowieje na pewno do ciebie przyjdzie i się razem pobawicie.
-Dawno mnie nie odwiedzał. Może jest na mnie zły?
-Na pewno nie jest na ciebie zły. Teraz źle się czuje. Szybko wyzdrowieje i będziecie mogli się razem bawić.
Czas tak szybko płynął w obecności syna, że Jack spoglądając na zegarek nie przypuszczał że może być tak późno. Wiedział, że musi wracać. Pożegnał się z synem i ruszył w drogę powrotną do internatu.

Gdy dotarł do internatu poszedł prosto do swojego gabinetu. Upewnił się, że dokumenty są w sejfie, wziął kartę i poszedł do podziemi.
Miał nadzieję, że nikogo tam nie zastanie i będzie mógł w spokoju dokończyć to co zaczął. Mylił się.
W siedzibie OTTOXu był Alfonso, który z kimś rozmawiał. Mężczyźni nie zauważyli Jacka wieć ten postanowił podsłuchać o czym rozmawiają.
-I co z tym małym? Widziałem jak go karetka zabiera.
-Czyli wszystko idzie zgodnie z planem.
-A może w szpitalu się zorientują, że to nie jest w=zwykłe zapalenie płuc.
-To niemożliwe, będą podawać mu antybiotyki, które zamiast mu pomóc w krótkim czasie doprowadzą do jego śmierci.
-Jesteś pewny?
-Oczywiście nasi ludzie opracowali specjalny szczep, który wstrzyknęliśmy chłopcu. Ale to nie wszystko każdy kto miał z nim kontakt będzie zarażony.
-Jest na to jakieś lekarstwo?
-Mamy opracowane, ale to na razie pilnie strzeżony prototyp.
Jacques nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. A więc dobrze myślał, ze choroba Lucasa to nie przypadek.
Musiał natychmiast powiedzieć o wszystkim Luci i zdobyć lekarstwo.  Wyszedł po cichu z podziemi i zadzwonił do Luci
-Halo to Lucia.
-Lucia tu Jacques. Mam ważną sprawę.
-Coś się stało?
-Tak, właśnie podsłuchałem pewną rozmowę.Choroba Lucasa to sprawka OTTOXu-Jack opowiedział Luci co usłyszał.
-Jack jesteś pewien?
-Tak, zaraz tam wrócę i poszukam antidotum, ale nie będzie to łatwe.
-Dziękuję za informacje. Jack uważaj na siebie. Zaraz porozmawiam z Manuelem. Musimy zrobić dodatkowe badania.
-Jak tylko znajdę antidotum dam znać. Obawiam się że nie mamy dużo czasu.-I Jack rozłączył się.

Jack nie wiedział gdzie zacząć poszukiwania i czy będzie miał dostęp do pokoju, w którym może znajdować się antidotum i czy jest ono w internacie. Postanowił nie tracić czasu i zejść jeszcze raz do podziemi. Szedł szybkim krokiem. Nagle zobaczył 5 osób, które stały przy wejściu do laboratorium. Jak się szybko domyślił byli to: Marcos, Carol, Ivan, Julia i Viki.
-Tylko ich tu jeszcze brakowało-pomyślał Jack-z drugiej jednak strony udało im się znaleźć i uwolnić Carol. Może tym razem też okażą się pomocni.
Jack powoli zbliżył się do nich. Gdy był już blisko powiedział:
-Proszę, proszę kogo ja tu widzę.
Cała 5 odwróciła się zaskoczona.
-Nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale dobrze że was widzę.
-Co ty kombinujesz Noiret?-zapytał Marcos
-Nie czas na kłótnie. Mamy mało czasu. Chodzi o Lucasa...
-Co z nim?-zapytała Viki
-Wiecie zapewne, że jest chory. Zabrali go do szpitala. Myśleli, że to zapalenie płuc ale to coś innego. Musimy znaleźć lekarstwo i zawieść je Lucasowi. Każdy kto miał z nim kontakt jest zarażony.
-I niby mamy ci w to uwierzyć? To pewnie kolejna twoja sztuczka.-warknął Ivan
-Ciszej, nie jesteśmy tu sami. Mówię prawdę, nie wiem gdzie może być antidotum. Samemu będzie ciężko mi go znaleźć. Myślałem, że mi pomożecie. Ale jak widać się myliłem.
Jack wyciągnął kartę i wszedł do laboratorium. Już się drzwi zamykały, gdy ktoś przytrzymał je nogą. To była Carol.
-Ja ci wierzę.-powiedziała i weszła do windy.
Tuż za nią weszli jej przyjaciele.
-Skoro Carol ci zaufała to ja też-powiedział Marcos
-Nie myśl sobie, że damy się łatwo oszukać, będziemy cię mieć na oku-dorzucił Ivan
-Musimy mieć jakiś plan. Każda minuta jest cenna-powiedziała Julia
-Nie wiemy nawet czego szukamy.-westchnęła Viki.
-Na końcu korytarza jest komputer, w którym są wszystkie dane dotyczące przeprowadzanych badań. Musi być tam jakaś informacja na temat tej choroby.
-Viki jest specjalistą od komputerów.
-To będzie twoje najtrudniejsze zadanie. Komputery w OTTOXie są świetnie zabezpieczone.
Musimy się jakoś rozdzielić-powiedziała Carol.
-Ja z Carol i Noiretem pójdziemy do labolatoriów, Ivan, Julia i Viki pójdą do głównego komputera.-zarządził Marcos
-Musicie być ostrożni. W pomieszczeniu gdzie jest komputer jest alarm. Tu macie instrukcje jak go wyłączyć.-powiedział Jack i wręczył im kartkę papieru.
Winda zjechała na dół. Drzwi się otworzyły. Wyszli z niej po cichu. Stanęli na przeciwko siebie.
-Powodzenia.
Rozdzielili się i zabrali do poszukiwań lekarstwa. Nie przypuszczali nawet jak niebezpiecznego zadania się podjęli.

paulax5 - 2011-01-31 15:00:45

Po rozmowie z Rebecką Lucia cały czas siedziała z Lukasem nie chciała go teraz zostawić, był taki przerażony. Postanowiła, że będzie przy nim dopóki nie przyjadą jego rodzice i później zajrzy jeszcze do Sandry.. Nagle zadzwonił telefon

Julia25 napisał:

Manuel nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Planował na jutro równie przyjemną sesję w terenie a tutaj się okazało, ze kobieta, na której mu zależało miała wypadek. Postanowił, ze pojedzie do niej najszybciej jak będzie mógł. Nagle uświadomił sobie, ze nawet nie wie w jakim jest szpitalu. Zadzwonił na jej telefon, ale Sandra nie odbierała. Wykręcił więc numer Lucii.
-Hej Lucia, tu Manuel. Masz chwilkę?
-W zasadzie to mam. -powiedziała cicho wychodząc z sali Lucasa. -O co chodzi?
-Dzwoniłem do Sandry i mi powiedziała, ze miała wypadek. Wiesz w którym jest szpitalu? -zapytał roztrzęsionym głosem.
-W San Sebastian, ale... Manuel? Jesteś tam?
Jednak mężczyzna już się rozłączył. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że głupio postąpił nie dziękując Lucii za informację.

Lucię zdziwiona odłożyła telefon. Zachowanie Manela było dość... Dziwne. Pierwszy raz odkąd go znała usłyszała go w takim stanie.
-Widocznie zależy mu na Sandrze. -pomyślała z uśmiechem. -Chciałam znaleźć przyjaciółce dobrego psychologa, a wyszło chyba troszkę za dobrze 
Lekarka wróciła do sali, gdzie leżał Lucas. Chciała być przy chłopcu cały czas, do momentu przyjazdu Rebecki i Martina.

…………..Chwilę później……………..

Po tym jak do szpitala przyjechała Rebecka z Martinem Lucia postanowiła wyjść i zostawić ich razem z synem.

daglas89 napisał:

Cała czwórka skierowała swoje kroki w stronę windy i wjechali na 2 piętro tam zastali Lucię.

-Cześć przyjaciółko.
-Rebeca, Martin jak dobrze że jesteście.
-Przyjechaliśmy najszybciej jak się dało. Poznaj moje rodzeństwo to jest Ana.
-Cześć
-Dobry wieczór.
-A to Davide.
-Hej
-Miło mi panią poznać.
-Co jest z Lukasem - chciał wiedzieć Martin.
-Spokojnie, robią mu badania jak chcesz wiedzieć wszystko idź porozmawiać z lekarzem Manuel go prowadzi.
-Dobrze już idę a gdzie go zastane?
-Na końcu korytarza przedostanie drzwi na prawo.
-dzięki Lucia.
-Nmzc.

I Martin poszedł porozmawiać z Lekarzem a Rebeca wdała się w długą dyskusje z Lucią [..]

-Dobra idę do moje urwisa.
-Dobrze idź a ja tu poczekam.

Za chwilę znów zadzwonił jej telefon

crisfan napisał:

Jacques nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. A więc dobrze myślał, ze choroba Lucasa to nie przypadek.
Musiał natychmiast powiedzieć o wszystkim Luci i zdobyć lekarstwo.  Wyszedł po cichu z podziemi i zadzwonił do Luci
-Halo to Lucia.
-Lucia tu Jacques. Mam ważną sprawę.
-Coś się stało?
-Tak, właśnie podsłuchałem pewną rozmowę.Choroba Lucasa to sprawka OTTOXu-Jack opowiedział Luci co usłyszał.
-Jack jesteś pewien?
-Tak, zaraz tam wrócę i poszukam antidotum, ale nie będzie to łatwe.
-Dziękuję za informacje. Jack uważaj na siebie. Zaraz porozmawiam z Manuelem. Musimy zrobić dodatkowe badania.
-Jak tylko znajdę antidotum dam znać. Obawiam się że nie mamy dużo czasu.-I Jack rozłączył się.

Lucia odłożyła telefon i niewiedziała co ma zrobić, była w szoku przecież ona cały czas miała kontakt z Lukasem- czy to znaczy ze mnie zaraził?-zastanawiała się.  –jęśli tak to lekarze tez są zagrożeni i O Matko! Nie! Rebecka i Martin!
Przerażona szybko weszła do pokoju Lukasa
-Rebecka, martin musicie wyjść, proszę to bardzo ważne!
-dlaczego? Lucia co się dzieje?
-Mamo, ja nie chcę żebyście szli…
-wyjdzcie i zawołajcie tu jego lekarza, natychmiast to poważna sprawa
-Lucia o co chodzi?
-on może was zarazić! Proszę wyjdzie ja z nim zostanę, żeby się nie bał, proszę zróbcie co mówię, musimy szybko działać jeśli mamy mu pomóc
Rebecka z Martinem nie bardzo chcieli wyjść, przeraziła ich wiadomość o zakaźnej chorobie. Po prośbach Lucii postanowili jej zaufać i zrobić o co ich prosiła. Wyszli więc z pokoju chłopca

-Lucia, boje się
-hej Lukas przecież jestem z Tobą, nie bój się, będzie dobrze
Mówiąc to kobieta obawiała się czy aby na pewno będzie dobrze, jednak nie chciała dopuszczać złych myśli. Usiadła koło chłopca i zaczeła z nim rozmawiać o różnych rzeczach, byłe mały nie myślał o tym co się dzieje wokół niego
…………….Po kilku minutach………….
Do pokoju wbiegł Miguel
-Co się dzieje? Twoi znajomi tak wpadli i kazali mi tu szybko przyjść
Kobieta wstała z łózka Lukasa i podeszła do kolegi
-bo..widzisz… ja właśnie mialam telefon i… to nie jest zapalenie płuc… to tylko tak wygląda a tak naprawdę to… to jest  wirus, bardzo niebezpieczny i zaraźliwy
-co? Przecież badania potwierdziły zapalenie płuc
-tak, bo to jest podobne do tego, a podając antybiotyki przyśpieszamy tylko…- Lucia nie umiała skończyć, rozpłakała się
-spokojnie, będzie dobrze zrobimy badania i podamu mu odpowiednie leki
-tylko, że „oni” mają antidotum, a wirus jest nie znany jak na razie i nie ma na nniego lekarstwa
-jacy „ONI”, skda to wszystko wiesz?
-ja… ja nie mogę ci powiedziec, ale jest pewna osoba, która stara się je zdobyć, żebyśmy mogli zrobić tego więcej, jedyna nadzieja w Jacqesie oby zdobył to antidotum
-kim jest Jackqes?
-to mój znajomy, który się o tym wszystkim dowiedział
W tym momencie Lucia przekazała lekarzowi wszystkie inf, które przekazał jej Jack o tym wirusie
-musimy się dowiedzieć czy my także jesteśmy zaraźeni, jeśli tak to nie chę myśleć co dalej będzie…
-tak, tylko jak to sprawdzić, znaczy pod jakim kątem zbadać krew?
-trzeba najpierw zadzwonic, żeby sprawdzili krew Lukasa i potwierdzili to
Lekarz wyjął telefon i zadzwonił do laboratorium.
-za kilka minut powinniśmy wiedzieć, tymczasem pobierzmy sobie krew bo ją też będziemy musieli zbadać
-kto pierwszy :D
-dobrze Lucia możemy mi pierwszemu pobrać
Lekarka pobrała krew koledze, który następnie zrobił to samo Lucii, gdy kończyli zadzwonił telefon
- Miał Pan racje doktorze, coś jest nie tak z tą krwią, obecne są różne związki, ale nie jestem w stanie tego zidentyfikować, pierwszy raz mam z czymś takim do czynienia, jedyne co udało mi się ustalić to to, że ta choroba jest zaraźliwa, musi Pan natychmiast odizolowaź to dziecko i przebadać wszsytkich, którzy mieli z nim styczność
-Dziękuję za informację zaraz przyniosę Pani próbki krwi do zbadania
-więc to prawda? A mialam nadzieje ze jednak nie..
-obyśmy my nie byli zaraźeni
Po czym mężczyzna wyszedł z pokoju i udał się w kierunku laboratorium
………………Po 30 minutach niecierpliwego oczekiwania……………………
-Lucia! Nie jesteśmy zaraźeni! –krzyczał lekarz
Oboje się usciskali i cieszyli z wiadomości
-musimy być bardzo ostrożni i zakładać stroje ochronne
-Lucia! Może do mnie przyjść Mama lub Tata?
-zaraz ich powiadomie o co chodzi i jeśli się zabezpieczą to mogą wejść prawda Miguel?
-tak, myślę, że tak. Oby Twój znajomy znalazł antidotum!
-Nie mogę tutaj tak siedzieć muszę jechać do Internatu i dowiedzieć się coś tam dzieje i poszukać Jacka. Proszę zajmij się nim i jego rodzicami. Aha Rebecka nie powinna wchodzić niewiadmo czy to nie zaszkodzi dziecku dobrze?
-dobrze, masz rację to zaraz z nimi porozmawiam i pozwolę ojcu być przy małym
-Dziekuje Ci to ja jadę do Internatu, nie będę tam długo, jak tylko się czegoś dowiem to zadzwonię
-będę czekal, pa
Lucia wybiegła z bez wyjaśnień przyjaciołom wyszła ze szpitala i udała się do Internatu…

Julia25 - 2011-01-31 15:37:27

Manuel, gdy tylko skończył przyjmować pacjentów, wsiadł w samochód i udał się do szpitala San Sebastian. Wszedł do budynku i udał się w stronę recepcji, by się dowiedzieć, gdzie leży Sandra. Z początku, pielęgniarki nie chciały mu nic powiedzieć, bo nie jest nikim z rodziny. Przekonał ich dopiero fakt, ze jest psychologiem kobiety. Prawie pobiegł na II piętro. Zatrzymał się przed salą numer 6, odetchnął głęboko, zapukał i wszedł.
-Witaj Manuel. -powiedział Hector trochę zdziwiony tym nieoczekiwanym gościem.
-Witaj... Dowiedziałem się, ze mieliście wypadek. -powiedział roztrzęsionym tonem.
Hector zastanawiał się, kto go poinformował. Albo Luci, albo jego siostra. Ale w sumie był tak jakby jej lekarzem i powinien wiedzieć, co się dzieje z jego pacjentką. Ale czy na pewno tylko pacjentką? Postanowił kiedyś to wybadać, ale na razie bacznie obserwować.
-Tak, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Ja jestem tylko trochę potłuczony. Sandra była poważniej ranna, ale wyjdzie z tego. -spojrzał na śpiąca siostrę.
-Ciesze się. Chciałem porozmawiać z Sandrą. -dodał po chwili namysłu. -Ale widzę, ze wpadłem trochę nie w porę. Nie będę jej budził. Przekażesz jej, ze wpadłem?
-Spokojnie, powiem jej jak się obudzi. -powiedział Hector uśmiechając się.
Manuel ruszył w stronę drzwi. Gdy już miał nacisnąć na klamkę, usłyszał cichy głos Sandry.
-Manuel?
Mężczyzna się odwrócił.
-Obudziłem Cię?
-Nie, zdrzemnęłam się tylko na chwilkę. -przeciągnęła się. -Jak mnie tu znalazłeś?
-Z małą pomocą mojej znajomej. Jak się czujesz? Masz siłę porozmawiać, czy odłożymy to na kiedy indziej?
-Nieee, potrzebuję trochę rozrywki a nie tylko ciągłego spania. -kobieta się uśmiechnęła. -Kilka chwil mogę ci poświęcić.
-To ja nie będę wam przeszkadzać. -powiedział Hector. -Przejdę się na dół do stołówki. Przynieść ci coś jak będę wracał?
-Hmmmm.... -Sandra się zamyśliła. -Zdam się na twój gust. Przynieś mi coś lekkiego i pożywnego.
-Nie ma sprawy. Coś wymyślę dla mojej siostrzyczki. -powiedział, po czym wyszedł z pokoju.

-Hector bardzo się o ciebie troszczy. -powiedział Manuel po wyjściu mężczyzny.
-Taaak, jest kochany. -Sandra się uśmiechnęła. -Ale co się dziwić, jestem jego młodszą siostrzyczką, wiele przeszliśmy i nie chce mnie znowu stracić. Nie teraz, gdy mamy namiastkę prawdziwej rodziny...
Manuel się uśmiechnął.
-Przestraszyłem się, gdy mi powiedziałaś, ze miałaś wypadek. Balem się, ze coś się wam stało.
-Niepotrzebnie. Jak widzisz, Hector jest tylko trochę poobijany. A ja, lekarze bez trudu wyjęli to coś, co przebiło mi ramię, co prawda jestem na lekach przeciwbólowych, ale nie czuję się jakoś fatalnie. Myślę, ze jutro wyjdę już do domu.
-Chyba zrezygnujemy z jutrzejszej sesji, chce ci dać czas,  byś sobie odpoczęła. A kiedy już dojdziesz do siebie, to zobaczymy.
Sandra przez chwilę się zastanowiła. Chciała zapytać o coś Manuela, ale nie miała odwagi. Spojrzała na niego uważnie.
-Co mi się tak przyglądasz? -zapytał.
-Manuel? Czy zwykły psycholog przyjeżdża do swojej pacjentki, jak się okazuje, ze miała ona wypadek?
Mężczyzna zarumienił się.
-Wiesz, wiele przeszłaś, potrzebujesz wsparcia nie tylko brata i bliskich, ale i fachowca...
-Kłamiesz. Powiedziała śmiejąc się Sandra. -Mów mi w tej chwili prawdę.
-Na pewno chcesz wiedzieć? -zapytał mężczyzna spoglądając na kobietę.
-Taaak.
-Wiesz... -zaczął i spojrzał jej prosto w oczy. -Jak już kiedyś mówiłem, jesteś wyjątkową kobietą i... Zależy mi na tobie.
-A więc jednak. -pomyślała kobieta. -Nie myliłam się, on tez coś do mnie czuje. -zaśmiała się w duchu. -Boże, tylko co ja mam mu odpowiedzieć...?
Manuel spojrzał na Sandrę.
-Manuel...
-Nie, zapomnij o tym, co powiedziałem... -przerwał szybko. -Nie wiem co mnie podkusiło, by to powiedzieć. Przepraszam Sandra.
-Manuel...
-Wiem, jestem twoim lekarzem i nie powinienem ci tego mówić. Ale to nie moja wina, ze...
Sandra nie wytrzymała. Podniosła się z poduszek i pocałowała mężczyznę. Psycholog spojrzał na nią zdziwiony.
-Wooow, a to za co...?
-Żebyś się przymknął na chwilkę, bo ja tez chcę ci coś powiedzieć. Nie przeszkadza mi to, ze uważasz mnie za kogoś wyjątkowego. Dzięki tobie podniosłam się z upadku, dzięki tobie znów widzę świat w kolorowych barwach a nie przez pryzmat: każdy dzień =niebezpieczeństwo ze strony OTTOXu. Dzięki tobie znów żyję...
-Miło mi, ze tak uważasz... Ale nie przeszkadza ci to, ze jestem też twoim lekarzem?
-Lekarzem na spotkanie z którym zawsze czekam z niecierpliwością. I nie jest tak, ze tylko tobie na mnie zależy, mi także zależy na tobie, lubię spędzać z tobą czas, wiem ze zawsze mnie wysłuchasz, poradzisz....Mimo, ze znam cię tylko kilka dni.
-Kilka dni, a ja czuję jakbym znał cię całe życie.
Sandra wzięła go za rękę i spojrzała mu głęboko w oczy.
-Dziękuję, ze przyjechałeś. Stęskniłam się za tobą.
-Ja za tobą też, moja pacjentko ;) -Manuel spojrzał na zegarek. Musiał się już zbierać na prywatną wizytę. Chciał zostać jeszcze z Sandrą, ale praca wzywała. -Sandruś, muszę się już zbierać. Mam prywatną wizytę. Mam nadzieję, ze po tym co dziś usłyszałaś nie zamkniesz mi drzwi przed nosem na następnym spotkaniu? -spojrzał na nią.
-Pewnie, zatrzasnę i jeszcze wynajmę groźne psy. -zaśmiała się. -Leć, skoro musisz. Ale wiesz, że musimy porozmawiać jak tylko dojdę już do siebie.
-Chyba nawet wiem o czym. -powiedział Manuel i ucałował Sandrę na pożegnanie. -Zadzwonię do ciebie. Pa.
-Do zobaczenia. -powiedziała kobieta machając dłonią na pożegnanie.

Na korytarzu Manuel wpadł na Hectora.
-O, już wychodzisz? -zapytał.
-Tak, mam jeszcze wizytę u pacjenta. Taka praca. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia. A, zapomniałbym, wpadniesz jutro do Internatu? Sandra chyba polubiła te wasze sesje terapeutyczne.
-Myślę, ze tak. -powiedział mężczyzna odchodząc.
-I tu cię mam. -pomyślał Hector. -Chyba moja siostra ma nowego adoratora. Powonieniem z nią o tym porozmawiać? Chyba nie, powie mi sama, jak będzie chciała. Jak już coś, mam nadzieję, ze okaże się lepszy od tego Andresa... -z takimi myślami wszedł do pokoju, niosąc dla Sandry smaczną przekąskę.

Krisztian - 2011-01-31 16:00:33

crisfan napisał:

Rozdzielili się i zabrali do poszukiwań lekarstwa. Nie przypuszczali nawet jak niebezpiecznego zadania się podjęli.

Marcos, Carol i Noiret dotarli do laboratorium.
W pomieszczeniu były trzy pary drzwi.
- No to teraz musimy znaleźć te, za którymi są lekarstwa, lecz zanim to zrobimy Vicky musi po drodze wyłączyć alarmy. - powiedział Noiret.
- A Ty nie wiesz, za którymi drzwiami one są? Panie z Ottox'u? - zapytał Marcos.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział. Mówiąc to w pomieszczeniu zgasło światło i włączyło się zapasowe oświetlanie.
- Vicky wyłączyła generator. Możemy działać. - powiedział Jacques.
- Masz klucze do tych drzwi? - zapytała Carol.
- Gdy prąd jest odłączony... - zaczął Marcos i złapał za klamkę pierwsze drzwi. - ....drzwi otwierają się same. - uśmiechnął się do Carol. - Tutaj jest tylko...łóżko. Co Wy tutaj robicie? Eksperymenty? - pytał wściekły.
- Nie wiem, nie wiem. Nigdy tutaj nie byłem.
- Kłamiesz! Inaczej byś nie wiedział jak tutaj dotrzeć, nie miałbyś haseł. Niczego. - odpowiedział.
- Dobraaa....byłem tutaj z dwa razy, ale tylko podczas spotkań. Nic się tutaj nie działo.
- Przestań pieprzyć! Myślisz, że Ci w to uwierzymy? - pytał.
- Słuchajcie. Mam! - krzyknęła Carol.
- Mierda. - powiedział Noiret zaglądając do środka. Spojrzał też Marcos....
- O cholera.
- I co teraz mamy robić? - zapytała Carol.
- Przecież tutaj są miliony probówek. - powiedział Marcos. - Jak mamy znaleźć tą jedną z lekarstwem dla Lucasa? Zresztą zaraz, zaraz. Mówiłeś, że każdy kto był w jego towarzystwie jest zarażony. To przecież cały..... - Marcosowi zaciskało się gardło -...Internat jest zarażony.
- No tutaj musimy zdać się na Vicky. W komputerze poza wszelkimi informacjami na temat całych podziemi, laboratorium, są także informacje jak ułożone są ampułki, oraz to jak je stosować. - odpowiedział i dodał. - Tak cały, ale po zdobyciu tych kilku ampułek Lucia miejmy nadzieję, że przygotuje identyczne lekarstwa, które później, np. doda się do śniadania i wszyscy, nieświadomie, się wyleczą.
- To mamy tak czekać? - zapytała Carol.
- Nic innego nam nie pozostaje.
- To ja poszukam czegoś na grypę. - powiedział ironicznie Marcos i zaczął wraz z Carol przeglądać lekarstwa.

Vicky, Julia i Ivan po odłączeniu generatora dotarli pod drzwi pomieszczenia, w którym jest komputer.
- Okej, tutaj alarm zasilany jest dodatkowo przez inne generatory. - powiedziała Vicky. - Trzeba wstukać kod, który go wyłączy na 15 minut. - Vicky zaczęła wpisywać hasło w dotykowy pulpit przed drzwiami: LagunaNegraWulf1945Eva.
- Dobra, gotowe. Mamy 15 minut na znalezienie tego, czego szukamy. - powiedziała.
- Chyba Ty masz. - uśmiechnęła się Julia.
W środku....
- Komputer nie ma hasła. Nie będzie tak trudno. - powiedziała, po czym.. - Mierda! Przecież tutaj są miliony leków. Żeby znaleźć ten jeden.... Jaka to była nazwa? - Vicky zapytała Ivana, który trzymał w ręce kartkę z nazwą.
- Noitalletsnoc. - powiedział Ivan.
- Jaaaak? - zapytała zdziwiona. - Przeliteruj mi to.
- N O I T A L L E T S N O C.
- Wpisuję......Jest! Mam! Ampułek jest sześć, są one na półce oznaczonej jako HUN212.
- Zapisałam. - powiedziała Julia.
- Okej, to uciekajmy stąd. - powiedziała Vicky.
- Zaraz, chwila. Mamy jeszcze 5 minut. Zobacz co jest jeszcze w komputerze. - powiedział Ivan.
- Ale....no dobra.... a więc mają tutaj....cały labirynt dróg w podziemiach. Mają też....plan pokoi. Kto gdzie śpi...aktualna lista uczniów i nauczycieli jest. Pełno nazwisk. Są też jakieś dziwne projekty... zaraz sprawdzę co to.
- Vicky, nie! Została minuta. Zaraz drzwi się zamkną! - krzyknęła Julia.
- Uciekamy. - powiedział Ivan.

Po 20 minutach dotarli do Marcosa, Carol i Noireta...
- O, jeszcze żyjecie? Francuz nic Wam nie zrobił? - zapytał Ivan.
- No jak widać nie. Macie coś? - pytała Carol.
- Tak...Lek jest na półce HUN212. I nazywa się: Noitalletsnoc. - odpowiedziała Vicky.
- Jaaak? - zapytał zdziwiony Marcos. - Fajna nazwa Noiret. - dodał.
- HAK, HIT, HOR, HUN.........120, 178, 208, 212.... Mam! - krzyknęła Carol.
- Lekarstw jest sześć. Czyli sześć osób możemy wyleczyć... - powiedziała Vicky.
- Pijcie po leku, a jedna będzie dla Lucasa. - powiedział Noiret.
- Nie, ja nie wypiję. - odpowiedział Marcos. - Nie będzie dla Pauli. Ja jej nie zostawię bez lekarstwa. - dodał.
- Pij, Lucia zrobi nowe.
- Tak, a jak zrobi skoro my wypijemy swoje? Jak skopiuje lek, którego nie ma, bo został wypity, Panie Inteligentny? - zapytał Marcos.
- Marcos ma rację. Zostają cztery ampułki. Jak Marcos nie pije, to ja też nie. - powiedziała Carol.
- I ja. I ja. Ja też. - powiedzieli wszyscy.
- Dam jedną Pauli, jedną też trzeba dać Lucii, żeby nie była chora podczas produkcji reszty leków. A reszta.... nie wiem. - rzekł Marcos.
- Zobaczymy na miejscu. Damy najbardziej potrzebującym, co będą już w kiepskim stanie. - odpowiedział Ivan.
- Okej, wynośmy się stąd. - powiedziała Julia.

Kierowali się w stronę wyjścia. Przodem szedł Jacques. Nagle usłyszeli kroki.
- Schowajcie się. - powiedział szeptem Noiret.
Przyjaciele schowali się za rogiem...a na drodze Noireta stanął jakiś człowiek.
- Co tutaj robisz? - zapytał ktoś.
- Przyszedłem sprawdzić jak interesy. - odpowiedział Noiret.
- Jakoś wcześniej Ciebie to nie interesowało... Coś kombinujesz. Pytanie co. Może chcesz nas wyrolować.
- Co Ty bredzisz, wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił.
- Bo zdajesz sobie sprawę, że byłbyś już martwy...mam nadzieję.
Przyjaciele spojrzeli na siebie.
- Wychodzisz już?
- Tak. - odpowiedział Jack.
- To chodź, ja też idę.
Razem wyszli z laboratorium, lecz stali i gadali dalej przed drzwiami...
- Co teraz? - zapytała po cichu Carol.
- Ten korytarz. On chyba prowadzi do innego wyjścia. - powiedziała Vicky. Przynajmniej tak było w komputerze, albo ja coś namieszałam.
- Trudno, nie mamy nic do stracenia. Chodźcie! - powiedziała Julia.
Szli długo....wyszli z budynku i weszli w jakiś dziwny korytarz zrobiony z bardzo starych cegieł. Temperatura spadła, zrobiło się zimno. Po godzinie marszu ujrzeli światło...
- Jest wyjście. - podszedł pod nie Marcos.
- Ostrożnie. - powiedziała Carol.
Marcos z Ivanem wybili deski, które zasłaniały wyjście. Wyszli na zewnątrz.
- Przecież...przecież to jest tył kaplicy.
- Jak to? - zapytała Julia wychodząc na zewnątrz. - Mierda! Jakie połączenie... - dodała.
- Która jest godzina? - zapytał Ivan.
- 17.30 - odpowiedziała Vicky.
- No to zostajemy tutaj. Za 30 minut mieliśmy się tu pojawić na spotkanie z kimś... - powiedziała Carol.
- A leki? Ja muszę je dostarczyć Lucii. - powiedział Marcos.
- Zdążysz w 30 minut? - zapytała Vicky.
- Ba! Biegam najszybciej z całej szkoły. - uśmiechnął się Marcos.
- Jasne. Nie chwal się. Ja biegam szybciej. - powiedział Ivan. - Może się przekonamy? - zapytał.
- Okej. To dziewczyny zostańcie tutaj. My za 20 minut będziemy. Tylko dam temu durniowi nauczkę. - zaśmiał się Marcos.
- Przekonamy się. - krzyknął Ivan i pobiegł. Marcos ruszył za nim.

Po 22 minutach.....
- Spóźniliście się. - powiedział Julia. - Czyżbyście się tak zmęczyli? - zapytała.
- Nie. Szukaliśmy Lucii i tłumaczyliśmy jej wszystko. - odpowiedział Ivan.
- No i kto wygrał? - zapytała Carol.
- Jak to kto? - zapytał Marcos. - Twój ukochany. - dodał.
- Nie kłam. Udało Ci się tylko dlatego, że się potknąłem. - odpowiedział Ivan.
- Jasne, i dlatego przybiegłeś 4 minuty po mnie. - zaśmiał się Marcos.
- Jeszcze oberwiesz. - powiedział uśmiechnięty Ivan.
- Dobra, już, spokój! - powiedziała Vicky. - Co Lucia na to? - zapytała.
- Powiedziała, że postara się zrobić wszystko co w jej mocy, i już zabrała się do pracy. - odpowiedział Marcos.
- Dobrze. To teraz miejmy nadzieję, że Noiret dotrze do Lucasa z tym lekarstwem dość szybko.... - powiedziała Julia, po czym w oddali... zatrzymał się samochód.
- 18.00. Ktoś jest bardzo punktualny. - powiedziała Vicky.

crisfan - 2011-01-31 17:36:29

Krisztian napisał:

Kierowali się w stronę wyjścia. Przodem szedł Jacques. Nagle usłyszeli kroki.
- Schowajcie się. - powiedział szeptem Noiret.
Przyjaciele schowali się za rogiem...a na drodze Noireta stanął jakiś człowiek.
- Co tutaj robisz? - zapytał ktoś.
- Przyszedłem sprawdzić jak interesy. - odpowiedział Noiret.
- Jakoś wcześniej Ciebie to nie interesowało... Coś kombinujesz. Pytanie co. Może chcesz nas wyrolować.
- Co Ty bredzisz, wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił.
- Bo zdajesz sobie sprawę, że byłbyś już martwy...mam nadzieję.
Przyjaciele spojrzeli na siebie.
- Wychodzisz już?
- Tak. - odpowiedział Jack.
- To chodź, ja też idę.
Razem wyszli z laboratorium, lecz stali i gadali dalej przed drzwiami...

Alfonso strasznie się rozgadał, Jack musiał udawać, że jest zainteresowany rozmową, ale tak na prawdę chciał jak najszybciej zanieść lekarstwa Lucasowi. Co jednak nie okazało się takie proste.
Telefony Alfonsa i Jacka zadzwoniły. W laboratorium włączył się alarm.
-Musimy to sprawdzić.-powiedział Alfonso
-Ciekawe co się stało. Jak wychodziliśmy to wszystko było w porządku.
-Mam nadzieję, że to nie twoja sprawka Jack.
-Chyba żartujesz. Widziałeś żeby coś było nie tak zanim wyszliśmy?
-Dobrze już. Pospieszmy się. Trzeba wyłączyć alarm i sprawdzić co się stało.
Weszli do środka. Na pozór wszystko było ok. Poszedł do nich ktoś z laboratorium.
-Ktoś odłączył generator na kilka minut i grzebał w komputerze głównym. Zabrał też 6 probówek lekarstwa.
-Mierda! Kto mógł to zrobić?-powiedział Alfonso i spojrzał wymownie na Jacka.
-Nie bądź śmieszny. Nie dał bym rady odłączyć generatora. Nie zna się na tym i po co mi by były jakieś próbki.
-Myślę, że ktoś to dobrze zaplanował i nie dział sam-wtrącił laborant
-Może to ktoś kto przeszkadza nam od samego początku-zastanawiał się Jack
-O tym nie pomyślałem. Czy coś zostało skasowane?
-Nie wszystko jest w porządku. Ale nie wiemy co ten ktoś zdążył przeczytać czy skopiować.
-Zdaje się, drogi kolego że nie zastępujesz mnie zbyt dobrze. Teraz będziesz się musiał zdrowo tłumaczyć, jak do tego dopuściłeś. Ja tymczasem idę zająć się tym czego ode mnie oczekują.
Jack wyszedł z laboratorium. Musiał jak najszybciej dać lekarstwa Lucii i zawieźć jedno Lucasowi.
Wpadł szybko do gabinetu Luci, ale kobiety tam nie zastał. Postanowił pojechać prosto do szpitala.
Zapomniał, że nie ma auta. A Hektora nie ma w internacie.
-Mierda co ja teraz zrobię.
Poszedł po pokoju nauczycielskiego, ale nikogo tam nie zastał.  Gdy wychodził zobaczył jak Lucia biegnie do Rebeci i Martina, który niósł Lucasa na rękach. Widać było, że z chłopcem jest źle. Jack podbiegł do nich i pokazał, że ma lekarstwo.
Miał nadzieję, że pomoże ono chłopcu i uda się opanować epidemie w internacie.
Nie domyślał się nawet co jeszcze go dziś spotka...

paulax5 - 2011-01-31 20:12:01

Lucia przyjechała do Internatu najszybciej jak tylko mogła, zaczeła szukać Jacka jednak nigdzie go nie mogła znaleźć, tymczasem spotkała Ivana i resztę

Krisztian napisał:

Po 22 minutach.....
- Spóźniliście się. - powiedział Julia. - Czyżbyście się tak zmęczyli? - zapytała.
- Nie. Szukaliśmy Lucii i tłumaczyliśmy jej wszystko. - odpowiedział Ivan.
- No i kto wygrał? - zapytała Carol.
- Jak to kto? - zapytał Marcos. - Twój ukochany. - dodał.
- Nie kłam. Udało Ci się tylko dlatego, że się potknąłem. - odpowiedział Ivan.
- Jasne, i dlatego przybiegłeś 4 minuty po mnie. - zaśmiał się Marcos.
- Jeszcze oberwiesz. - powiedział uśmiechnięty Ivan.
- Dobra, już, spokój! - powiedziała Vicky. - Co Lucia na to? - zapytała.
- Powiedziała, że postara się zrobić wszystko co w jej mocy, i już zabrała się do pracy. - odpowiedział Marcos.
- Dobrze. To teraz miejmy nadzieję, że Noiret dotrze do Lucasa z tym lekarstwem dość szybko.... - powiedziała Julia, po czym w oddali... zatrzymał się samochód.
- 18.00. Ktoś jest bardzo punktualny. - powiedziała Vicky.

Gdy opowiedzieli oni Lucii już wszystko i dali jej ten lek „N O I T A L L E T S N O C.”
Kobieta od razu wzięła się do pracy, żeby zrobić więcej dawek leku, by starczyło dla wszystkich, poszła do swojego małego laboratorium i pracowała nad nim, jednak dawkę dla Lukasa miał Jack…
Lekarka nie mogąc go znaleźć pracowała nad lekiem i po poewnym czasie swierdziła, że szybciej będzie jeśli Martin i Rebecka przywiozą chłopca tutaj szybciej on otrzyma lek bo zaraz po zrobieniu go przez Lucie będzie mógł go dostac i nie będzie musiala ona jechac do szpitala.
………Po 2 godzinach…………..
Lucii nareszcie udało się wytworzyć więcej Noitalletsnoc’u czekała tylko na przyjaciół z chłopcem. Po chwili kobieta zauwarzyła, że przyjechali wybiegła przed Internat…

crisfan napisał:

Poszedł po pokoju nauczycielskiego, ale nikogo tam nie zastał.  Gdy wychodził zobaczył jak Lucia biegnie do Rebeci i Martina, który niósł Lucasa na rękach. Widać było, że z chłopcem jest źle. Jack podbiegł do nich i pokazał, że ma lekarstwo.
Miał nadzieję, że pomoże ono chłopcu i uda się opanować epidemie w internacie.
Nie domyślał się nawet co jeszcze go dziś spotka...

-Cieszę się Jack ale ja też je mam, gdzie ty byłeś przez ten cały czas?
-ja… nie mogłem wcześniej
-dobrze nieważne Martin zanieśmy go do gabinetu
Wszyscy poszli do gabinetu lekarskeigo
-Lukas, zrobię Ci teraz zastrzyk, ale później będziesz zdrowy
Jednak chłopiec już nie kontaktował, wirus robił swoje.. Obok chłopca stała przerażona Rebecka wraz z Martinem
-Rebecka, spokojnie zaraz będzie zdrowy, nie denerwuj się bo jeszcze zaraz zaczniesz rodzić :D
Po zastrzylu Lukas poczuł się lepiej 
-Lukas? Słyszysz mnie?
-co się dzieje?
-już dobrze zaraz będziesz się czuł lepiej, wypij to! To jest antidotum za pare minut będziesz zdrowy
Koło chłopca usiadła Rebecka głaskając go po głowce. Lucia spojrzała na Jackqesa, który usiadł na krześle
-Jack? Dobrze się czujesz? Tak pobladłeś?
-ja…
W tym momencie Jack zemdlał…
-Jack?
Lucia rzuciła się z pomocą…
Po chwili męźczyzna otworzył oczy
-Lucia… ja…
Kobieta pomyślała, że może on też jest zarażony wirusem pobrała mu krew i zbadała ją, pare minut później wszsytko było już jasne
-muszę podać Ci antidotum ty też jesteś zarażony
-ja?
-tak Jack, ale mam ich trochę, powinno starczyć dla każdego…
Rebecka z Martinem popatrzyli na siebie
-Lucia my tez możemy być zaraźeni?
-niewim Martin, to nie wykluczone, zaraz pobiore wam krew i zobaczymy. Najpierw podam Jackowi antidotum
Męźczyzna siedział blady na fotelu
-co?
-musisz wypić antidotum. W nagrodę dam Ci lizaczka :D
Jak Lucia skonczyla dala lizaka jemu i Lukasowi i zbadała Rebeckę i Martina
-spokojnie wy nie jesteście zaraźeni
-ufff, całe szczęście- z ulgą stwierdziła Rebecka
-Teraz to chyba cały Internat trzeba będzie przebadać- zaśmiał się Martin
-Martin, to nie żart to prawdą, jutro będę musiała sprawdzić wszystkich uczniów, a dziś może nauczyciele bo ich mniej to szybciej pójdzie. Zaraz porozmawiam o tym z Elsą bo Hectora nie ma, trzeba to jakoś zorganizować, tak żeby nie wywyływać paniki. Gdy Lucia już miała wychodzić z gabinetu do drzwi zapukał Marcos
-Chcaiłem się dowiedzieć czy się udało z Lukasem
-tak, Dziękuję bardzo za ten lek dzięki Wam Lukas doszedł do Ciebie, no i Jack tez…
-Co? Noiret był zarażony?
-tak, ale już dostał lek, właśnie powinnam Was przede wszystkim sprawdzić, Wy tez możecie być zarażeni. Przyjdzcie do mnie za chwilę Was też dzisiasj sprawdzę

BarthezzLodz - 2011-01-31 20:41:38

Hector znajdował się w szpitalu San Sebastian ze swoją siostrą. Sandra leżała w sali chorych nr 6. Klinika ta była jedną z najlepiej wyposażonych w Madrycie, pacjenci mieli tam także bardzo dobre warunki – każdy z nich leżał w oddzielnym pomieszczeniu. Rodzeństwo mogło zatem swobodnie porozmawiać na temat ostatnich wydarzeń. Wkrótce potem miała przyjść do nich doktor, która pamięta ich jeszcze z czasów, kiedy nazywali się Irene i Samuel. Obiecała, że przyniesie pudełko, które otrzymała na przechowanie od prawdziwych rodziców rodzeństwa Espi.
Zbliżała się godzina dziewiętnasta. O tej porze miała zjawić się doktor Abigeil. Niestety zamiast niej w całym szpitalu wysiadło światło. Agregat prądotwórczy, który zawsze włączał się w przypadku awarii prądu nie zadziałał. Cały sytuacja była bardzo podejrzana. Szpital, w którym leży mnóstwo chorych nagle został pozbawiony zasilania.
Hector wyszedł na korytarz. Postanowił sprawdzić, co się dzieje. Dziękował Bogu, że jego telefon komórkowy ma funkcję latarki – mógł oświecić sobie nią drogę. Postanowił udać się w kierunku Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej, w pobliżu którego znajdował się pokój pielęgniarek i lekarzy. Oni powinni najlepiej wiedzieć, co się dzieje.
Gdy dotarł na trzecie piętro usłyszał straszliwy pisk. To urządzenia podtrzymujące funkcje życiowe ostrzegały, że wkrótce przestaną działać – zapasowe akumulatory w niedługim czasie ulegną rozładowaniu.
Postanowił zapukać do pokoju pielęgniarek. W środku nie było nikogo. Zapewne siostry poszły do pacjentów, aby ich uspokoić, a przy okazji dowiedzieć się, co się dzieje. Drzwi obok znajdowało się pomieszczenie, w którym przesiadywali lekarze z całego szpitala. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie mieli innych zajęć, co w San Sebastianie było rzadkością. Hector zapukał i odczekał chwilę. Nikt mu nie odpowiedział. Pociągnął za klamkę. Drzwi uchyliły się. Oświetlił pomieszczenie za pomocą diody LED, która pełniła funkcję latarki. Nie wierzył własnym oczom. Upuścił telefon z wrażenia, a ten rozsypał się na kawałki.
Do śnieżnobiałego sufitu przyczepiona była metrowa gruba lina, która oplatała szyję starszej kobiety. Wyglądało na to, że doktor Abigeil, która miała przynieść im przesyłkę od rodziców, popełniła samobójstwo. „Ale dlaczego, u licha, ta kobieta miałaby się zabić?” – pomyślał Hector.
Mężczyzna zaczął krzyczeć, lecz nikt się nie zjawiał. Po chwili w szpitalu znów był prąd. Aparatura medyczna przestała przeraźliwie piszczeć, a na korytarzach, salach chorych i w innych pomieszczeniach znów zrobiło się widno.
Hector postanowił rozejrzeć się po pokoju lekarzy. Uwagę mężczyzny zwrócił fakt, iż w pobliżu lekarki nie było żadnego krzesła, dzięki któremu mogła ona założyć sobie pętlę na szyję. Wszystko wskazywało na to, że to nie było samobójstwo, a morderstwo. Hector utwierdził się w przekonaniu, gdy znalazł kartkę obok zwłok kobiety.
„Tak kończą ci, którzy za dużo wiedzą”
Mężczyzna zamarł. Doskonale wiedział, że i to morderstwo było sprawką OTTOX’u.
Wkrótce potem usłyszał głosy na korytarzu:
- Dobrze, że awaria już minęła. Całe szczęście obyło się bez ofiar.
- No, te nowoczesne aparatury dobrze się spisały.
Hector już wiedział, że to, co mówią dwie pielęgniarki za chwilę okaże się nieprawdą. Żaden z pacjentów nie zginął, ale… w szpitalu dokonane zostało morderstwo.
- Ratuuuuuunku! – krzyknął jeszcze raz mężczyzna.
Kobiety, których rozmowę słyszał Hector pobiegły szybko w stronę pomieszczenia dla lekarzy.
- Co się stało? Dlaczego pan… - przerwała natychmiast.
- O mój Boże… Ona…. ona… się zabiła! – krzyknęła jedna z pielęgniarek.
Hector pokazał pielęgniarkom kartkę, którą znalazł obok kobiety.
„Tak kończą ci, którzy za dużo wiedzą”
- Ale co ona zrobiła? – zapytała jednak z sióstr oddziałowych.
- Naraziła się bardzo złym ludziom. Miała coś przeciwko nim.
- Ale skąd pan wie?
- Miała mi przynieść przesyłkę, którą przed trzydziestoma laty zostawili na przechowanie moi rodzice…
- To straszne.
- Przepraszam, ale pójdę już do mojej siostry, która leży piętro niżej.
- Do Sandry Pazos? To naprawdę miła kobieta.
- Tak, właśnie do niej – odpowiedział Hector i zszedł na drugie piętro.

Oranjezicht - 2011-01-31 22:32:48

"Najważniejsze, że już ten koszar z tym szpitalem się skończył i jestem tutaj w domu gdzie powinienem być wśród rodziny i przyjaciół. Nie chcę już nigdy w życiu być w szpitalu ani przez chwilkę! i takiego dobrego lizaka dostałem od Lucii, był taki ogromni jak jeszcze nigdy!  nie umieją pobierać krwi w tym szpitalu bo do tej pory nie mogę zginać ręki...na pewno będę miał teraz przez cały rok o tym koszmary i już ani jednej nocy nie prześpię spokojnie....dobrze, że chociaż nie ma lekcji i będę mógł się bawić z Paulą, Evelyn i Thomasem....ale mam ochotę na coś słodkiego...muszę zejść do kuchnii może akurat się coś znajdzie i będziemy mogli zrobić piknik na dworze, taki jak wtedy jak zaproponował Marcos skoro już wszyscy jesteśmy zdrowi... ale strasznie szkoda mi Thomasa... będę musiał zapytać się Lucii czy pozwoli Thomasowi usiąść chociaż w cieniu pod drzewem na chwilę żebyśmy mogli się wszyscy razem pobawić" - myślał Lucas skradając sie po cichu do kuchni z koszykiem w ręku.

paulax5 - 2011-02-01 15:10:57

Lucia podeszła do Rebecki i razem zaczeły rozmawiać
-przepraszam, że wczoraj zapomniałam zostawić Ci klucze do domku, ale tyle się działo, bałam się o nich, kompetnie o tym nie pomyślałam
-rozumiem, nic się nie stało, bliźniaki się trochę zapoznali tutaj z uczniami, a Mame położyliśmy w moim pokoju
-to może do niej pójdziemy chciałabym ją wreszcie poznać
-tak, oczywiście chodźmy do Niej
Obie poszły do pokoju, gdzie leżała Matka Rebecki
-Cześc Mamuś, poznaj moją przyjaciółkę
-Dzień dobry, Lucia
-Dzień dobry córka mi dużo o Pani opowiadała
-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy :D
-mieliśmy tutaj małe zamieszanie, na szczęście wszystko dobrze się skończyło, dzięki Lucii :D
-daj spokój Rebecko, zrobiłam to co należało, większą zasługę trzeba przypisać Jackowi, Marcosowi i jego znajomym bo to oni znaleźli antidotum ja je tylko zwielokrotniłam. Dobrze nie ważne, myślę, że chciałaby Pani się już rozpakować i oswoić z nowym otoczeniem więc może pojedziemy do mnie. Ja i tak muszę tam jechać bo przez to całe zamieszanie wczoraj i dziś nie byłam u Thomasa, pielęgniarka już zresztą dzwoniła, że mały za mną płacze, dobrze chociaż, że Jackqes mi teraz pomaga przy naszym synku. to co jedziecie ze mną?
-Tak, bardzo chętnie
-aha myślałam o zagospodarowaniu go jakoś i ulepszeniu Pani poruszania i związku z czym zwolniłam 1 pokój z parteru- posprzątałam te graty i będzie Pani mogła wygodnie wózkiem dojechać do łazienki, kuchni a i na dwór bedzie mogła Pani dzięki temu wychodzić bo po schodach na piętrze nie byłoby pewnie wygodnie. a bliźniaki mają przygotowane pokoje u góry, jeśli chcą to mogą sobie je przemallować i urządzić jak chcą
-dziekuję Pani, myśle, że się ucieszą
-nmzc i prosze mówić mi Lucia wkońcu często będziemy się widywać i tak formalnie to brzmi nie zręcznie
-dobrze, nie ma problemu. Rebecko idź zawołaj bliźniaki i powiedz, że jedziemy do tego domku
-dobrze Mamo już idę
-Rebecko!
-tak?
-to ja pomogę Pani Victorii i będziemy czekały przed Internatem, albo może my już pojedziemy a ty z dzieciakami i wszystkimi bagażami dojedziecie co?
-no dobrze, to do zobaczneia w domku
Rebecka poszła poszukać swojego rodzeństwa a Lucia wraz z Panią Victorią udały się w kierunku samochodu i następnie pojechały do domku lekarki
Tam Lucia oprowadziła kobietę i pokazała jej kuchnię, łazienkę i oczywiście jej nową sypialnie. Po chwili do odmku dotarła też Rebecka z rodzeństwem, które od razu pobiegło zobaczyć swoje nowe pokoje. Lucia zosatwiła P. Victorię z córką i zeszła do synka

-Mama!!!- krzyknął szczęśliwy malec
-część syneczku, jak się czujesz?
-dobrze, czemu wczoraj i wcześniej do mnie nie przyszłaś?
-wiesz Thomas, miałam mnóstwo pracy, dużo pacjentów i musiałam się nimi zająć, między innymi Twoim kolegą Lukasem
-a co mu się stało?
-chory był, dlatego Cię nieodwiedzał, ale myślę, że jutro już będzie mógł do Ciebie przyjść. Wiesz, muszę Ci coś powiedzieć
-a co?
Teraz tutaj w domku będzie też mieszkała taka Pani... Lucia opowiedziała synkowi o nowych lokatorach. Porozmawiała tak z chłopcem dłuższą chwilę i wyszła z jego pokoiku
-Rebecko ja muszę teraz jeszcze pojechać do szpitala zobaczyć co z Sandrą, jak tam jej wyniki, no i muszę też porozmawiać z Miguelem o tym wirusie, czy mogłabyś zajrzeć póżniej na chwilkę do Thomasa, jak wrócę ze szpitala to też jeszcze do Niego zajrzę ale pewnie będzie to późno
-dobrze nie ma problemu

Lekarka wsiadła do samochodu zostawiając przyjaciółkę z jej rodziną w domku i pojechała prosto do szpitala...

Julia25 - 2011-02-01 15:51:02

Hector zastanawiał się jak powiedzieć siostrze o morderstwie starszej lekarki. Nie było innego wytłumaczenia, OTTOX ich odnalazł. Tylko jak? Czyżby w szpitalu San Sebastian byli ich ludzie? Jeśli nie, to kto dał im znać, ze doktor Abigeile zamierza przekazać im rzeczy pozostawione przez ich matkę? Chociaż... przy zwłokach nie było żadnego pudełka. Więc albo ONI je przejęli, albo doktor w ogóle nie dotarła do domu...

Hector wszedł do sali. Sandra siedziała wparta na poduszkach i czytała gazetę, którą jej przyniósł. Była w bardzo dobrym nastroju, zapewne dzięki wizycie Manuela. Właśnie, Manuel... Ale nie, to jest znajomy Lucii.
-I co to było? -zapytała widząc brata. -Długo nie wracałeś po tym jak włączyli zasilanie.
-Pewnie jakaś awaria. .. -powiedział wymijająco Hector. -W rzeczywistości sam nie wiedział co spowodowało zanik prądu, ale się domyślał. -Później rozmawiałem z Lucią przez telefon. Mówiła, ze niedługo do nas wpadnie.
Sandra spojrzała na zegarek.
-Już po 20. Chyba doktor Abigeile dzisiaj nie przyjdzie. Pewnie coś jej wypadło...Jestem ciekawa, co nasza mama mogła jej zostawić.
-Wiesz... -zaczął mężczyzna, ale przerwał,gdyż w tym momencie ktoś wszedł do pokoju. Była to Lucia.
-Witajcie. Wybaczcie, ze wcześniej tak wybiegłam. Pilne sprawy w Internacie.
-Ale nic poważnego? -zapytała Sandra. -Z Paulą i Marcosem wszystko w porządku?
-Wiesz, mieliśmy mały 'wypadek'... -Lucia zastanawiała się, czy powiedzieć Sandrze prawdę o wirusie. -Nasi przyjaciele postanowili trochę narozrabiać. Ale już wszystko jest w porządku. Jakby to nazwać, mieliśmy małą epidemię, ale już sprawa została opanowana.
-Epidemię...? -zapytał Hector.
-No tak. -powiedziała niechętnie lekarka. -Zaczęło się od Lucasa, musieliśmy przebadać niektóre osoby w szkole i podać im szczepionki, niezależnie od tego, czy mieli kontakt z wirusem czy nie.
-God, nie ma nas w szkole dopiero kilka godzin, a oni już działają. -westchnął mężczyzna. -Chwilka... Powiedziałaś niektóre osoby, przecież każdy mógł mieć kontakt z wirusem.
-Najpierw te, które mogły być w grupie najwyższego ryzyka,a wszystkim mieszkańcom podamy leki do posiłku, nie każdy musi wiedzieć o tym, ze mógł być zarażony. Chyba się ze mną zgodzicie, ze to mogłoby wywołać panikę.
-Lucia? -zapytała Sandra. -Powiedziałaś w grupie najwyższego ryzyka. Czy to dotyczy moich dzieci? A co z nami?
-Sandra, o was nie ma co się martwić, oboje mieliście robione badania krwi przy przyjęciu do szpitala. Nic one nie wykazały. Co do dzieciaków, Marcos była zarażony na pewno. Jeśli chodzi o Paulę, nie wiemy. Niby ma system odpornościowy na wszelkie możliwe wirusy. Ale spędza dużo czasu z Lucasem, więc jej też podałam szczepionkę. I naprawdę nie ma się o co martwić. Sytuacja została opanowana.
-Skoro tak mówisz. -powiedziała kobieta.
-A teraz zmiana tematu na przyjemniejszy. Rozmawiałam z lekarzem prowadzącym. Po wynikach badań stwierdził, ze wszystko jest w porządku i nawet dzisiaj możesz już wrócić do Internatu. Nie widzi przeciwwskazań. W szkole tez będziesz pod profesjonalną opieką. To co?
-Oczywiście, ze chcę. Ale na pewno to jest bezpieczne?
-Na pewno .Mój gabinet jest wyposażony we wszystko, co będzie ci potrzebne.
Sandra pomyślała przez chwilkę.
-Ale mieliśmy się spotkać z doktor Abigeile. Nie przyszła dzisiaj, ale może przyjdzie jutro...
-Sandra, nie przyjdzie. -przerwał jej Hector.
-Ale... Skąd wiesz?
--Jak ci to powiedzieć... Ta awaria prądu byłą tylko odwróceniem uwagi. Ktoś ją spowodował, by... Zamordować doktor Abigeile. Znalazłem ją martwą w pokoju pielęgniarek...
-Co...?! -zapytała Lucia. -I kim jest ta doktor?
-To jest... To była dawna znajoma naszych rodziców. Miała nam przekazać coś ważnego. -łzy pociekły kobiecie po twarzy. -Wiedziała, ze tak się stanie. Każdy, kto wie coś o naszej przeszłości, tak kończy...
Lucia podeszła do kobiety i ją objęła.
-Kochana, to nie twoja wina. OTTOX ma wszędzie swoich informatorów. Przed nimi trudno jest się uchronić. Tym bardziej uważam, ze powinnaś wrócić do szkoły. Skoro OTTOX już wie, ze jesteście tutaj, nie jesteście bezpieczni. Pozbierajcie wasze rzeczy. Ja pójdę do doktora po karty wypisu i zabiorę was do domu.

-Hector? -zapytała cicho Sandra po wyjściu Lucii.
-Tak?
-Oni nas nigdy nie zostawią, prawda? Będą nas nękać aż dostaną to, czego chcą?
Hector spojrzał na nią.
-Wiesz, ze nie możemy im ulec. Nie teraz. Nie po tym wszystkim.
-Ale każdy w naszym otoczeniu kto coś wie jest w niebezpieczeństwie. Nasi koledzy, Lucia, dzieci  i... Manuel.
-Pokonamy ich, zaufaj mi. Kiedyś nas zostawią. Będziemy żyć normalnie i ja już o to zadbam. A ty wiesz, ze nie możesz się poddawać. Masz dla kogo żyć.
Sandra się uśmiechnęła.
-Taaak...

Po kilku minutach wróciła Lucia. Pomogła zabrać ich rzeczy i opuścili szpital. Droga do Internatu minęła im w milczeniu. Sandra ciągle rozmyślała, co takiego wiedziała doktor Abigeile, ze została zamordowana. Co takiego miała im przekazać? Wiedziała, ze musi zadbać o ochronę najbliższych, tylko w jaki sposób? I Manuel... Mężczyzna na którym jej zależało. Dowiedział się wiele rzeczy o niej, czy to znaczy, ze też jest w niebezpieczeństwie? Nie chciała go stracić, nie teraz, gdy w końcu po raz pierwszy od czasu, gdy Andres ją zostawił, poczuła się znów szczęśliwą kobietą.

Oranjezicht - 2011-02-01 22:41:34

Lucas nie mógł się doczekać jak będzie mógł w końcu odwiedzić Thomasa, a z tego co mówiła Lucia miało to mieć miejsce już jutro. Chłopiec zastanawiał się co zrobić żeby ten czas jak najszybciej mu upłynął. Nie chciał spac ani leżeć w łóżku bo po ostatnim pobycie w szpitalu miał już dość obydwu rzeczy. Postanowił sięc pochodzić już troche po stronach w internecie w bibliotece czego już tak dawno nie robił. Przy komputerze zawsze tak szybko czas płynął. "Hmm ciekawe co robiła Jacinta jak była młoda to chyba ze 100 albo nawet 200 lat temu a przecież wtedy nie mogło być komputerów bo nawet mój tata ich nie pamięta a jest o wiele wiele młodszy od Jacinty przecież...może wtedy dzieci spały cały czas i budziły się juz dorosłe albo cały czas siedziały i jadły...bo jak nie to musiały się strasznie nudzić..." - myślał Lucas

Krisztian - 2011-02-01 23:09:48

Krisztian napisał:

- 18.00. Ktoś jest bardzo punktualny. - powiedziała Vicky.

Samochód był bardzo podobny do tego, którym jeździ Hector, lecz postura osoby zbliżającej się do nich wykluczyła go od razu.
Osoba zbliżała się do nich.
- Carol, Vicky, Julia - stańcie za nami. - powiedział Marcos.
- Albo najlepiej idźcie za kapliczkę... - dodał Ivan.
- Chyba jesteś śmieszny. Nigdzie nie idziemy. Zostajemy z Wami. - powiedziała Julia. Carol i Vicky przytaknęły.

Osoba weszła w łunę światła. Był to.....Fermin.
- Mierda! To moja matka wiąże się z bandytą. Żebyś zdechł! - krzyczał Ivan.
- Spokojnie, dajmy mu coś wyjaśnić.. - powiedziała Carol.
- Ściągnąłem Was tutaj, i w taki sposób, bo w Internacie możemy być obserwowani. Nie jestem tym złym. Dowiedziałem się, że Wy też dążycie do poznania prawdy, więc pomyślałem o zjednoczeniu sił. - powiedział Fermin.
- Maria Ci powiedziała? W ogóle dlaczego niby mamy Ci ufać? - pytał Ivan.
- Macie inne wyjście?! - zapytał retorycznie. - Wiem tyle co Wy... poza jednym. Chodźcie... - powiedział.
Lekko zdezorientowani i wystraszeni tym co może się wydarzyć weszli do kapliczki za Ferminem. Ten jednym ruchem odsłonił tajemnicze przejście. Wszyscy poszli za nim.... Kanałem dotarli do dziwnego pomieszczenia. Była to wielka, przestronna sala, w której stał jeden stół i 12 krzeseł. Fermin włączył światło i im oczom ukazała się wielka flaga z logo Internatu.
- Co to ma być? - zapytała Vicky.
- Sala, w której zbierają się ludzie z Ottox'u, aby dalej knuć, kombinować i prowadzić brudne interesy. - odpowiedział Fermin.
- Po co nam to pokazujesz? - Co my mamy z tym wspólnego? - pytał Marcos.
- Dobrze wiecie, że tylko Wam mogę zaufać, a wiem, że jeśli razem będziemy działać to szybciej dojdziemy do finału całej sprawy.
- Ale...co my mamy tutaj robić? Schować się pod stołem i czekać aż przyjdą? - zapytała Julia.
- Nie, na razie założę podsłuch. Każdy z Was będzie mógł w telefonie słuchać co tutaj się dzieje. Później...po pierwszym spotkaniu tych z Ottox'u zobaczymy co dalej robić.
- Świetnie... - wyszeptała Vicky.
- Aha, i jeszcze jedno. Ivan... nic nie mów Marii o naszych spotkaniach. Wystarczy, że martwi się o Ciebie. - dodał Fermin.
- Sądzisz, że o Ciebie też by się martwiła, kuchciku? - odpowiedział Ivan.
- Ivan, nie bądź takim dupkiem. - zganiła go Julia.
- To co tutaj widzieliście, i każda rozmowa pozostaje między nami. Dobrze? - zapytał.
- Dobra, to wiadome. - zaczął Marcos. - To wszystko co chciałeś nam powiedzieć dzisiaj? - zapytał.
- Tak. Na razie to tyle.
- To teraz ja mam coś dla Ciebie... - Marcos przystał na chwilę. - ...wracając do Internatu wstąp do Lucii po lekarstwo, bo jesteś zarażony wirusem, tak jak wszyscy w Internacie.
- Jak to? Jak to możliwe? - pytał zszokowany.
- Widzisz, nie wiesz wszystkiego, Panie Sprytny. - odpowiedział Ivan.
- Dobra, opowiecie mi wszystko w drodze powrotnej, a teraz chodźcie stąd. W każdej chwili może ktoś się tutaj pojawić.

W Internacie...
- To ja idę do Lucii.
Fermin wszedł do gabinetu.
- Lucia, ja...wiem wszystko. Marcos i reszta mi powiedzieli. Przyszedłem po lek.
- Dobrze Fermin, masz. Daj też lekarstwo Marii.
- Ale ja...nie mogę jej powiedzieć, że z nimi współpracuję. Zamartwiałaby się tylko.
- No dobrze, powiesz jej, że to ja Ci powiedziałam o zarazie.
- Okej. Dzięki Lucia.
Fermin wyszedł z gabinetu.

paulax5 napisał:

- Przyjdzcie do mnie za chwilę Was też dzisiaj sprawdzę.

Marcos poszedł po Paulę i Evelyn.
- Dziewczynki, chodźcie. Lucia ma dla nas szczepionkę. - zaczął Marcos.
- Jaką szczepionkę? Ja się boję szczepienia. - powiedziała Evelyn.
- Ja też. Te igły. - powiedziała Paula.
- Ale to taka szczepionka, którą trzeba wypić. Przy okazji jest bardzo smaczna, a po niej nie będziemy chorować. - powiedział Marcos.
- No dobrze... - odpowiedziała Paula.
Marcos z Paulą i Evelyn doszli do Vicky, Julii i Carol.
- Wchodzimy. - powiedział Ivan.

W gabinecie...
Lucia każdemu po kolei pobrała kilka kropel krwi. Na nieszczęście wszyscy byli zarażeni. Jednak wystarczy wypić lek.
Każdy dostał po ampułce.
- Pijcie to szybciutko. - powiedziała Lucia do Pauli i Evelyn. - Pięknie, to teraz możecie iść się bawić. I nie mówcie nikomu o lekach. Niech to będzie naszą tajemnicą. - dodała.
- Dobrze. Do widzenia Lucia. - powiedziała Paula. Dziewczynki wyszły z gabinetu.
- Co teraz zamierzasz? - zapytał Marcos.
- Z Ferminem postanowiliśmy, że dam mu ampułki i doda każdemu po jednej do posiłku. Dzięki temu wszyscy będą zdrowi, nie wiedząc nawet o tym, że chorowali. - powiedziała.
- Ładne zagranie, lekareczko. - powiedział Ivan.
Wszyscy wyszli z gabinetu. Nagle ich telefony oszalały. To połączenie z kaplicy.
Biegiem udali się do swojego pokoju, aby słuchać o czym mówią mordercy....

daglas89 - 2011-02-02 21:09:15

paulax5 napisał:

-Rebecko ja muszę teraz jeszcze pojechać do szpitala zobaczyć co z Sandrą, jak tam jej wyniki, no i muszę też porozmawiać z Miguelem o tym wirusie, czy mogłabyś zajrzeć póżniej na chwilkę do Thomasa, jak wrócę ze szpitala to też jeszcze do Niego zajrzę ale pewnie będzie to późno
-dobrze nie ma problemu

Lekarka wsiadła do samochodu zostawiając przyjaciółkę z jej rodziną w domku i pojechała prosto do szpitala...

Rebeca po jakimś czasie zeszła na dół i poszła do Thomasa.

-Cześć Thomas. :D
-Cześć Rebeco, kiedy przyjdzie Lukas?
-Nie wiem kochanie postaram się go jutro do ciebie przyprowadzić, wiesz że był chory i nie mógł do ciebie przychodzić.
-Wiem ale strasznie się za nim stęskniłem.
-Ja też, może poczytać ci bajkę zanim mama nie przyjedzie z powrotem ze szpitala.
-Dobrze.
-A jaką byś chciał żebym ci poczytała?
-O Pinokio.
-Dobrze, a gdzie masz książeczkę?
-Leży tam na półce.

Rebeca zaczęła czytać Thomasowi jego ulubiona bajkę była już przy końcu lektury gdy zauważyła że maluch usnął, wstała ostrożnie żeby chłopca nie obudzić i poszła do swojej mamy.

-Hej mamuś i jak ci się podoba mieszkanko?
-Jest super, i tak blisko ciebie i twojego narzeczonego i jego syna.
-Wiem mamo dlatego chciałam żebyście się przeprowadzili i żebym miała was , a wy mnie blisko siebie i postarali się stworzyć prawdziwą rodzinę.
-Jeszcze nie wybaczyłaś ojcu?
-Nie mamo, nie umiem tego zrobić nie teraz może kiedy indziej.
-Martin wie?
-Tak powiedziałam mu o tym.
-I jak zareagował?
-A jak myślisz? Wściekł się strasznie, gdyby ojciec żył miała by z nim do czynienia. Wie że nic nie może poradzić na to co się stało w przeszłości ale boleje nad tym że zostałam strasznie zraniona.
-A jak miedzy wami się układa?
-Raczej dobrze,  jest troskliwy i opiekuńczy i świata po za mną nie widzi ale zaczyna mnie to denerwować te jego sekrety i knucie przeciwko mnie.
-Przesadzasz córeczko, on cię kocha to widać na kilometr że nie pozwoli żeby ci się cos stało.
-Nie mamo nie przesadzam ale nie chce się z Toba kłócić na ten temat.
-Zawsze miałaś uparty charakter stwierdziła kobieta.
-Ciekawe po kim.
Kobiety spojrzały na siebie i wybuchneły śmiechem.
-Zawsze mówiłam że jesteś bardzo podobna do mnie i masz taki sam charakterek.
-Dziękuje jaka matka taka córka.
-No właśnie.
-A wracając do tematu to potrzebujesz czegoś ?
-Nie.
-To ja będę się zbierać do Internatu jest późno a ja chce odpocząć.
-Dobrze córeczko.
-Jak będziesz czegoś potrzebowała to dzwoń na pielęgniarkę lub wołaj tych łobuzów z góry. Ja przyjdę jutro do ciebie z Lukasem i poznasz wreszcie swojego wnuka i Thomas stęsknił się za kolegą.
-Będę czekać. Pa córciu.
-Pa mamo. Ach bym zapomniała powiedz mojemu rodzeństwu że mają się wstawić o 9 w gabinecie dyrektora szkoły chce ich poznać i załatwić wszystkie formalności.
-Dobrze przekaże mi. Dobranoc.
-Dobranoc mamusiu.


Rebeca wyszła z pokoju mamy i skierowała się w stronę gdzie przebywała pielęgniarka.

Puk Puk.

-Proszę.
-Hej Alicja.
-Cześć Rebeco.
-Przyszłam ci powiedzieć że właśnie wychodzę, Thomas śpi a  moja  mama na pewno będzie cię później potrzebowała bo nie wiem czy moje rodzeństwo jej pomoże.
-Dobrze nie martw się zajmę się panią Victorią.
-Dziękuję możliwe że Lucia później przyjdzie do Thomasa jak wróci że szpitala ale wątpię czy to dzisiaj nastąpi jest strasznie późno.  Ja uciekam dobranoc.
-Dobranoc.


Rebeca wyszła z domku i udała się do swojego auta. Pojechała w stronę szkoły gdy parkowała samochód przed Internatem zauważyła się w jej stronę zbliża się auto Luci, postanowiła na nią poczekać. Z samochodu wyszedł Hector z Sandra i Lucia.

-Cześć. Jak się macie?
-Cześć Rebeco  - odparł Hector. Kiedy wróciłaś?
-Wczoraj wieczorem, przepraszam że nie zajrzałam do was i nie spytałam się o wasze zdrowie ale Martin nalegał żebyśmy szybko wracali z Lukasem bo Noiret znalazł antidotum na tego wirusa.
-Noiret!? – zdziwił się mężczyzna.
-Lucia nie powiedziała ci że to on znalazł w podziemiach antidotum?
-Nie!
W tym momencie  strąciłam się kobieta.
-Nie chciałam z wami rozmawiać na ten temat z szpitalu mógł ktoś to podsłuchać.
-A tu nie? Tu też mogą.
-Ejże spokojnie Hector to nie jest odpowiednie miejsce na tą rozmowę i uważam że powinno być jeszcze klika osób z nami i przedyskutować to na spokojnie.
-Kogo masz na myśli? - rzekł Hector
-Martina, Fermina, Marię, Amelię  no i Noiret uważam też że powinni być tam Marcos, Ivan, Carol, Victoria i Julia.
-Dorosłych rozumiem ale dzieci?
-Bo oni wiedzą więcej niż ci się może zdawać.
-Skąd to wiesz?
-Od mojej siostry ale zostawmy to na jutro wszystko wtedy sobie wyjaśnimy a teraz każdy z nas jest zmęczony   i padaj z nóg.
-Ale ale ….
-Hector! Daj już spokój z tym na dziś  -odparła Sandra.
-Dobrze siostrzyczko jak chcesz – stwierdził mężczyzna.
-Jak się czujesz Sandro? - rzekła Rebeca.
-Dobrze choć czuje się zmęczona.
-Przepraszam to ja was przetrzymała . Porozmawiamy o wszystkim jutro.
-Dobrze jak chcesz Rebeco.
-Tak by było najlepiej też padam z nóg po tym zwariowanym tygodniu.
-No właśnie jak tam twoja mama?
-Jakoś się trzyma, najważniejsze że się nie załamała po tym wypadku i śmierci ojca i że jest w gronie rodziny.
-Na pewno jej ciężko  - odparła Sandra.
-Tak to na pewno.
-Ja was zostawię i wpadnę na chwile do mojego syneczka.  - odrzekła Lucia
-Nie musisz Lucio jak wychodziłam to Thomas spał przeczytałam mu bajkę i usnął raz dwa, jest przy nim Alicja jak by się coś działo to ty od razu do ciebie dzwoniła.
-Dziękuję że się nim zajęłaś.
-Nmzc ;) Ty się zajęłaś  Lukasem jak nas nie było, wiec się teraz odwdzięczam.
-Dziękuje, chodźmy wszyscy spać.
-Dobry pomysł  -powiedziała Sandra

I weszli razem do budynku gdy wchodzili po schodach Rebeca zauważyła skradającego się Lukasa w stronę kuchni ciekawe co ten smyk wymyślił znowu pewnie zachciało mu się czekoladowych babeczek.

-Przepraszam was ale pójdę się czegoś napić  w kuchni, strasznie zaschło mi w gardle. Dobranoc.
-Pa  odrzekła Lucia
-Dobranoc  -powiedzieli w tym samym momencie Hector i Sandra

Pozostała trójka skierowała się do swoich pokoi a Rebeca ruszyła do kuchni za swoim smykiem kochanym …

c.d.n

Przyłapanie Lukasa na podjadaniu słodyczy, rozmowa z chłopcem który twierdził że grał na komputerze i zgłodniał , położenie go spać  i obietnica że będzie mógł iść do Thomasa i upragniony odpoczynek w ramionach ukochanego :D

Będzie gdzieś po 12
Nie dam rady dzisiaj tego wstawić będzie pewnie późno wieczorem lub jutro w nocy

paulax5 - 2011-02-03 09:50:13

Rano Lucia wstała bardzo wcześnie i samego rana pojechała do syna się z nim zobaczyć pewnie później znów będzie miała tyle pracy dlatego póki miała czas chciała się z nim pobawić. Pojechała do domku bardzo szybko, gdy była już na miejscu wszyscy jeszcze spali- no prawie wszyscy- Thomas nie spał
-Mama! Cześć!
-witam kochanie, nie spisz już?
-nie już się obudziłem
-to co może zagramy w jakąś grę?
-TAK!!
Lekarka pograła chwilkę z synkiem i zostawiła go z pielegniarką, gdy wychodziła rodzeństwo Rebecki kończyło właśnie śniadanie

-Słuchajcie ja jadę teraz do Internatu może zabierzecie się ze mną nie będziecie musieli iść na piechotę
-bardzo chętnie
-no to kończcie śniadanie ja czekam w samochodzie
Po chwili Ana i Davide wsiedli do samochodu i wraz z Lucia ruszyli do Internatu na lekcje
-to co od jakiej lekcji zaczynacie zajęcia?
-od angielskiego- stwierdziła niezbyt zadowolona Ana
-Angielski będziecie mieli z Panią Sandrą, Mamą Marcosa i Pauli świetna z niej nauczycielka nie macie się co bać na pewno się Wam spodobają lekcje

Gdy dojechali do szkoły rodzeństwo poszło do klasy a Lucia natkneła się na zdenerwowanego Hectora
-Hector? Coś się stało? Szukasz czegoś?
-nigdzie nie mogę znaleźć Pauli, obiecałem Sandrze, że do niej zajrzę bo ona ma lekcje a ja dopiero później zaczynam. Boję się o Nią ostatnio tyle się tu złego dzieje...
-spokojnie Hector na pewno gdzieś się bawi z Lukasem i Evelyn
-ale ja znalazłem Evelyn i Lukasa i mówili, że nie widzieli dzisiaj jeszcze Pauli
-przesadzasz za5raxz się znajdzie zaglądałeś do łazienki?
-tak i tam też jej nie było a jak się pytałem to nikt jej jeszcze dziś nie widział, naprawdę boję się o Nia...
-pomoge Ci jej poszukać napewno ją znjdziemy
Razem zaczeli szukać Pauli po całym Internacie, wchodzili nawet do wszystkich pokojów w poszukiwaniu dziewczynki, jednak nigdzie jej nie był...
-Lucia...co... co jeśli oni ja zabrali?
-nie, nie myśl tak nawet...- mówiąc to kobieta zawachała się, mimo wszystko bała się, że Hector może mieć rację
-możę powinniśmy jej poszukać w podziemiach?
-nie, to niebezpieczne, ona na pewno jest w środku...
-kiedy my już wszędzie szukaliśmy...Lucia ja nie mogę tego tak zostawić muszę ją znaleźć, ona może teraz potrzebować naszej pomocy!
-Hector! te podziemia są zbyt duże nie nie masz szans jej znaleźć nawet jeśli faktycznie ona tam jest
-masz lepszy pomysł?
-może poprośmy kogoś kto je zna...
-Co? kogo?
-Mam tutaj na myśli Jackqesa
-Co? nigdy w życiu!
-Hector posłuchaj jęsli oni ja zabrali to on napewno będzie o tym wiedział, więc może jednak warto go zapytać? Dla dobra Pauli
-sam niewiem Lucia
-chodź pewnie jest u siebie
Razem poszli w kierunku pokoju Jacka...

Julia25 - 2011-02-03 16:45:12

Lucia zapukała raz i drugi. Nikt nie odpowiadał. Nacisnęła klamkę. Drzwi były zamknięte na klucz.
-Jack? Jesteś tam?
Nikt nie odpowiedział. Kobieta zastanowiła się.
-Chyba go nie ma... A w ogóle sprawdzałeś, czy Pauli nie ma u Sandry?
-Nie... Ale Sandra ma teraz zajęcia.
-Poczekajmy na nią. Może będzie coś wiedziała.
-Ale jeśli Paula jest tam... nie ma czasu do stracenia. Poproszę ją z sali.
-Jak chcesz.

Hector zapukał do klasy językowej.
-Sandra, mogę cię prosić na chwilkę?
-O co chodzi? Coś się stało? -zapytała kobieta zamykając cicho drzwi.
Hector zerknął na Lucię. Bał się mówić siostrze o swoich podejrzeniach, tym bardziej, ze ciągle się coś działo. Ale nie miał innego wyjścia.
-Widziałaś dziś Paulę?
-Nie... Myślałam, ze jest już na zajęciach. Wstałam dziś później i jak poszłam do pokoju dzieciaków już nikogo nie było. -spojrzała uważnie na brata i lekarkę. -Czy wy mi chcecie właśnie powiedzieć, ze Paula zniknęła?
-Właśnie nie wiemy. -powiedziała Lucia. -Hector boi się, ze może być w podziemiach.
-Musimy to sprawdzić. -powiedziała Sandra. -Poczekajcie, powiem tylko dzieciakom co muszą uzupełnić na następne zajęcia i idę z wami.
-Sandra, nie lepiej byś została tutaj? Jesteś ranna...
-Dam radę, to tylko ręka. Zresztą moja córka mnie potrzebuje.

Po chwili cała trójka udała się w stronę biblioteki. Szczęście, ze nie było nikogo. Hector szybciutko nacisnął rzeźbę, która odsłoniła wejście do podziemi. Weszli do środka i ogarnęła ich ciemność. Dobrze, ze mieli ze sobą podręczne latarki.

Korytarze były kręte niczym najgorszy labirynt. Mnóstwo ślepych uliczek i ciężkich drzwi. Sprawdzali każde, które udało im się otworzyć. W większości były to zwyczajne pokoje, urządzone w staroświeckim stylu z lat II Wojny Światowej. W jednym rozpoznała miejsce, w którym byłą przetrzymywana, ale zatrzymała to dla siebie.
-Te podziemia są zbyt wielkie. Nie damy rady jej znaleźć... -powiedziała smutno Sandra po godzinie poszukiwań.
-Sandra, spokojnie. -powiedziała Lucia. -Znajdziemy ją. Ej, widzicie to? -wskazała na blade światło na końcu korytarza.
-Co to może być? -zapytał Hector.
-Chodźmy tam. Tylko ostrożnie. -powiedziała Sandra.

Światło okazało się dochodzić z jasno oświetlonego tunelu. Wyglądał jak korytarz w szpitalu albo w kostnicy.
-Co to jest? -zapytał zdziwiony Hector. -Co jeszcze znajduje się pod tym cholernym budynkiem?
-To musi być laboratorium OTTOXu. -powiedziała powoli Lucia rozglądając się naokoło.
-Na końcu są chyba jakieś drzwi. -powiedziała Sandra wskazując na ścianę. -To chyba... winda? Ale co robi tak zaawansowany technologicznie sprzęt pod szkołą?
-Sama chciałabym to wiedzieć. -powiedziała Lucia naciskając przycisk windy. Drzwi rozsunęły się. Po chwili wahania cała trójka weszła do środka. Na tabliczce były tylko dwa przyciski 0 i -1. Sandra nacisnęła -1 i drzwi windy zamknęły się. Zjechali na dół.

Gdy drzwi widny ponownie się otworzyły ich oczom ukazało się otoczenie rodem ze szpitala. Białe kafelki na ścianach i wszędzie nieskazitelnie czysto. Otwierali każde możliwe drzwi w nadziei ze znajda gdzieś dziewczynkę. Bezskutecznie, znaleźli jakieś laboratoria, magazyny, sale szpitalne a nawet... kostnica.
Sandra z nadzieją nacisnęła klamkę ostatnich drzwi, przypominających wejście na salę operacyjną i aż zamarła z przerażenia.
-Paula... -szepnęła.
Jej małą córeczka leżała na czymś, co przypominało stół operacyjny. Ubrana była w luźną, białą koszulkę ze znakiem Geminis. Była nieprzytomna. Podłączone do niej urządzenie monitorowało pracę serca. Oplątana była całą masa różnych przewodów. Z wysokiego stojaka sączyła się powoli kroplówka.
-Musimy ją stąd jak najszybciej wyciągnąć. -powiedział przerażony Hector zbliżając się do \Pauli.
Sandra podbiegła do małej i zaczęła rozplątywać przewody.
-Boże, co oni ci zrobili...
-Sandra. -Lucia złapała ją za rękę. -Powoli, musimy dojść co do czego. Szybkie działanie może jej zaszkodzić. Te dranie coś jej podali w kroplówce. Nie wiemy co to jest...
Nagle monitoring zaczął piszczeć a na ekranie ukazała się ciągła kreska.
-Boże, co się dzieje? -krzyknęła Sandra. -Lucia, co się dzieje?

paulax5 - 2011-02-03 20:43:14

Julia25 napisał:

Sandra z nadzieją nacisnęła klamkę ostatnich drzwi, przypominających wejście na salę operacyjną i aż zamarła z przerażenia.
-Paula... -szepnęła.
Jej małą córeczka leżała na czymś, co przypominało stół operacyjny. Ubrana była w luźną, białą koszulkę ze znakiem Geminis. Była nieprzytomna. Podłączone do niej urządzenie monitorowało pracę serca. Oplątana była całą masa różnych przewodów. Z wysokiego stojaka sączyła się powoli kroplówka.
-Musimy ją stąd jak najszybciej wyciągnąć. -powiedział przerażony Hector zbliżając się do \Pauli.
Sandra podbiegła do małej i zaczęła rozplątywać przewody.
-Boże, co oni ci zrobili...
-Sandra. -Lucia złapała ją za rękę. -Powoli, musimy dojść co do czego. Szybkie działanie może jej zaszkodzić. Te dranie coś jej podali w kroplówce. Nie wiemy co to jest...
Nagle monitoring zaczął piszczeć a na ekranie ukazała się ciągła kreska.
-Boże, co się dzieje? -krzyknęła Sandra. -Lucia, co się dzieje?

-Lekarka podeszła do stołu, na którym leżała Paula i spojrzała na dziewczynkę, poczym popatrzyła na Sandrę i Hectora…
-Nie! Lucia proszę nie! Powiedz ze to nieprawda!
-spokojnie Sandra-pocieszał ją ze łzami w oczach brat
Kobieta nachyliła się nad Paula i nacisneła jedną z elektrod z kardiogramu i po chwili znów było słychać z maszyny bicie serca dziewczynki
- jak zaczełaś rozplątywać przewody Sandra to ruszyłaś jedna z nich.
-nie wierze, że zosawili by ją tu samą. Tu musi być jakiś monitoring musimy się stad jak najszybciej wydostać
-Lucia zabierzmy ją
-nie tak szybko najpierw muszę się zorientować co oni jej podali, inaczej to może być bardzo nie bezpieczne.
Lekarka popatrzyła na kroplówkę, która była podłączona do małej
-To Dekstran
-co?
-to.. to lek stosowany jako płyn krwiozastępczy…podnosi ciśnienie osmotyczne i zwiększa objętość osocza, tylko nierozumiem czemu go jej podają??   
-a co to jest za lekarstwo?
-podaje się go głownie przy wstrząsie hipowolemicznym
Rodzeństwo papatrzyło na siebie i później na Lucia
-Możesz jaśniej
-Podaje się go po sporym zmniejszeniu krwi zazwyczaj po krwotokach…
-to po co daja to Pauli?
-niewiem Hector, może pobierali jej duzo ilość krwi….
-a czemu ona śpi?
-to dobrze, Sandra, że spi, podali jej narkoze na pewno.
--ktoś tu idzie!- krzyknął Hector, musimy stad iść
-nie zostawie tu Pauli!
-Lucia zaczeła odłączać wszystkie urządzenia od dziewczynki zostawiając kroplówkę
-czemu to bierzesz to może jej zaszkodzić!
-nie Sandra jeśli pobrali jej dużą ilość krwi to ten lek tylko może ją uratować, musimy to zostawić, gdy wychodzili zobaczyli mnóstwo krwi i probówkach…
-ale przeciez tego będzie z 50 sztuk…
-po co im tyle krwi Pauli?
-widocznie jej do czegoś potrzebują, wkoncu Paula ma świetną odporność, ale oststniego wirusa też załapała co prawda w śladowych ilościach ale jadnak, czuje, że oni tego nie przewidzieli i może właśnie po to im ta krew…

W tym momencie drzwi zaczeły się otwierać. Przerażeni, że nie zdążyli uciec pomału odsuwali się od drzwi. Po chwili ktoś wszedł do środka…
-Jack? Co ty tu robisz?- pytała zdziwiona Lucia
Wszyscy patrzyli na siebie i zaniemówili
-Jackqes! Możesz mi odpowiedzieć na pytanie!
-ja.. ja dowiedziałem się o Pauli, że tutaj jest i przyszedłem pomóc nie mogłem pozwolić, aby tu została
Hectro słysząc jednak wyjaśnienia Noireta nie wierzył, że mężczyzna mówi prawdę, ale chwilę później do pokoju chcaił wejść  jakiś tajemniczy męźczyzna- lekarz jednak Jack nie pozwolił mu wejść i zaciągnął go do pokoju obok tak, że dzięki temu Cała trójka wraz z Paula mogła wyjść z Sali operacyjnej i kierowali się już w kierunku wyjścia- do windy. Po chwili dogonił ich Jackqes....

Krisztian - 2011-02-03 21:54:37

Krisztian napisał:

Wszyscy wyszli z gabinetu. Nagle ich telefony oszalały. To połączenie z kaplicy.
Biegiem udali się do swojego pokoju, aby słuchać o czym mówią mordercy....

W pokoju Vicky podłączyła telefon Marcosa do komputera, tak aby wszyscy słyszeli co dzieje się w podziemiach kaplicy.
Słychać było rozmowy około 6-8 osób. Żaden z głosów im nic nie mówił.
- Mogliśmy zamontować tam kamerę jakąś, a nie podsłuch! Mierda! Ten kuchcik nie myśli... - krzyczał Ivan.
- Cicho bądź, bo nie słychać o czym mówią! - odpowiedziała Julia.

- Tak, pobraliśmy jej krew. Starczy na 50 nowych próbek.
- Doskonale! Jej krew jest odporniejsza od wszystkich innych osób w Internacie.

- Mierda! O kim oni mówią? To ktoś z Internatu! - mówiła Vicky.
- Nie wiadomo...słuchajmy dalej... - odpowiedziała Carol.
- Testy przejdą pomyślnie tylko wtedy gdy, po podwyższeniu odporności, aż do śmierci, naszymi lekami, a później zarażeniu wirusem - osoba nie zachoruje! Będzie absolutnie zdrowa.
- Dzięki czemu wybrane osoby będą zdrowe...gdy my rozprzestrzenimy epidemię na cały świat!
- Genialne!
- Dokładnie. A później wytworzymy leki, które rzekomo ich wyleczą i zarobimy miliony!
- Rzekomo?
- Tak. Osoby po zażyciu lekarstw nie będą całkowicie zdrowe, a co lepsze...będą dalej nosicielami choroby... błędne koło.
- Obłędne bogactwo!
- Panowie, Hitler byłby z nas dumny!

Przyjaciele byli w szoku.
- Jak to Hitler? Naziści? - pytał Marcos.
- Najwyraźniej... - odparła Julia.
- Niezłe gówno. - dodał Ivan.
- Mamy krew, mamy wirusa, brakuje nam też kilku osób, na których można by było przeprowadzić eksperymenty. Jak w zwykłych warunkach zachowuje się ciało człowieka, które jest wystawione na słońce, deszcz, zimno, gorąc...
- Może kilka osób z Internatu?
- Nie, to zły pomysł. - odpowiedział Jacques dopiero co wchodząc do sali.

- Co robi tam Noiret? To dupek! - powiedział Marcos.
- A my mu wierzyliśmy... - dodała Carol.
- Dlaczego to zły pomysł?
- Ponieważ od kilku dni i tak, różne zbiegi okoliczności sprawiły, że częściej kręci się tam policja. Kolejne dziwne zniknięcia spowodowałyby falę najść i przesłuchań wszystkich w Internacie! - odpowiedział Jacques.
- Co proponujesz w takim razie?
- Bezdomni! Nikt o nich nic nie wie. Nikt ich szukać nie będzie. Idealni kandydaci. Zaszczepimy wirusy, wypuścimy na wolność, a później będziemy ich obserwować.
- Bardzo dobry pomysł Panie Noiret. Jednak można na Panu polegać.

- Hijo de puta! - krzyknął Ivan.
- Wspaniała nam się rysuje przyszłość, Panowieee.....
- Aaaaaaaaalarm! Aaaaalaaaaarm! Zniknęło dziecko!
- Jak tooo? Miałeś go pilnować!
- Tak, ale wyszedłem na chwilę....
- Paulaa.... - powiedział szeptem Jacques.

- Jak to Paula? To oni mojej siostrze pobrali tyle krwi? To na niej tak eksperymentują? - krzyczał Marcos. - Zabiję gnoi!
- Marcos, stój. Poczekaj. Ktoś ją zabrał! Posłuchajmy co się dzieje....może jest już w drodze do Internatu!
- Jak ja mam czekać spokojnie? Idę tam! - Marcos krzyknął i wybiegł z pokoju. Ivan pobiegł za nim.
Dziewczyny zostały i słuchały co dzieje się dalej...
- Ja się tym zajmę! - powiedział Noiret. Znajdę Paulę! Siedźcie Panowie, zaraz wracam. - dodał.
- Ufamy Ci, nie zmarnuj tego!

paulax5 napisał:

W tym momencie drzwi zaczeły się otwierać. Przerażeni, że nie zdążyli uciec pomału odsuwali się od drzwi. Po chwili ktoś wszedł do środka…
-Jack? Co ty tu robisz?- pytała zdziwiona Lucia
Wszyscy patrzyli na siebie i zaniemówili
-Jackqes! Możesz mi odpowiedzieć na pytanie!
-ja.. ja dowiedziałem się o Pauli, że tutaj jest i przyszedłem pomóc nie mogłem pozwolić, aby tu została
Hector słysząc jednak wyjaśnienia Noireta nie wierzył, że mężczyzna mówi prawdę, ale chwilę później do pokoju chcaił wejść  jakiś tajemniczy męźczyzna- lekarz jednak Jack nie pozwolił mu wejść i zaciągnął go do pokoju obok tak, że dzięki temu Cała trójka wraz z Paula mogła wyjść z Sali operacyjnej i kierowali się już w kierunku wyjścia- do windy.

Marcos biegł w kierunku biblioteki. Zatrzymała go Elsa, od której nie mógł się uwolnić, bo zasypała go lawiną pytań...
Noiret wrócił na chwilę do sali pod kapliczką:
- Niestety uciekli. Nie wiem kto to był. Idę na zewnątrz. Tam ich znajdę!
- Tylko nie próbuj nas wykiwać!
- Jasnee... - powiedział Noiret i wybiegł.

Wszystkie dziewczyny były w szoku. Wybiegły z pokoju, stwierdziły, że powiedzą wszystko Ferminowi....

paulax5 napisał:

Po chwili dogonił ich Jackqes....

Jacques wszedł do windy i razem z resztą wyjechał na górę, do podziemi....
Tamtędy kierowali się do wyjścia - kominka w bibliotece.

crisfan - 2011-02-03 23:07:50

Krisztian napisał:

Jacques wszedł do windy i razem z resztą wyjechał na górę, do podziemi....
Tamtędy kierowali się do wyjścia - kominka w bibliotece.

-Miedra!-myślał Jacques-nieźle się wpakowałem. Po co mi to wszystko było? Biegam teraz po podziemiach ścigając ludzi, których nie powinienem, współpracuje z mordercami i przestępcami. Aż dziwne, że się jeszcze w tym nie pogubiłem. Jack szedł korytarzem i zdziwił się że nie widzi uciekinierów. Zaczynało mu się to wydawać podejrzane.
Nagle Jack poczuł silne uderzenie w plecy. Odpadł na ziemię....zanim stracił przytomność zobaczył kto go uderzył...to był Hektor.
Hektor, Sandra, Paula i Lucia uciekali ile sił w nogach. Byli już bardzo blisko wyjścia.
Tymczasem Jack stracił przytomność. Kiedy się ocknął pierwsze co zobaczył to białe ściany. Do pomieszczenia w którym był wszedł lekarza.
-Nieźle oberwałeś Jack.
-Pedro? To naprawdę ty? Co ty tutaj robisz?
-Szkoda, że spotykamy się w takich okolicznościach. Mieli na mnie haka i musiałem się zgodzić na współpracę.
-Jak to?
-Moja żona została zarażona. Dostaje lekarstwa w zamian za to że im pomagam. A ty jesteś tutaj ważną szychą?
-To już chyba dawne czasy...Dużo się ostatnio dzieje-Jack spróbował wstać i zakręciło mu się w głowie.
-Leż, mocno oberwałeś. Straciłeś sporo krwi zanim cie znaleźli. Musiałem zrobić transfuzję.
-Przecież ja mam rzadką grupę krwi?
-Szybko ją zorganizowali. Dlatego domyśliłem się że jesteś kimś ważnym. Nie jest łatwo znaleźć dawce w 20 min. Tutaj na stoliku masz wszystkie swoje rzeczy. Telefon dzwonił kilka razy.
-Dzięki.
-Zostawię cię żebyś odpoczął.
-Ile będę musiał tu leżeć?
-Myślę, że już wieczorem będziesz mógł wrócić do internatu.
-Wieczorem?
-Jack leżysz tu 2 dni.
Pedro wyszedł i zostawił Jacka samego.
Jacques sięgnął po telefon i zobaczył 30 nieodebranych połączeń od Amelii. Było tez kilka smsów. Jack postanowił od niej zadzwonić.
-Jack to ty?
-Tak.
-Nic ci nie jest? Gdzie jesteś? Nie ma cie odkąd Paula się znalazła.
-Oberwałem od Hektora. Jestem w podziemiach chyba. Miałem transfuzję i teraz dopiero się obudziłem.
-Jack....oni mówią, że miałeś coś wspólnego ze zniknięciem Pauli...
-Nie. To nie prawda. Amelia nigdy bym tego nie zrobił. Dostałem wiadomość, że Paula tam jest i zeszedłem.
Chciałem jej pomóc, ale nie mogłem tak od razu. Oni i tak mi już nie ufają.
-...
-Amelia jesteś tam? Nie wierzysz mi...
-Jack trudno ci uwierzyć...
-W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. Po co w ogóle do mnie dzwonisz, skoro masz mnie za hijo de puta. Już zapomniałaś, że kiedyś z nimi współpracowałaś? Myślałem, że coś nas łączy najwidoczniej się myliłem.
-Jack to nie tak...
-A jak? Dalej masz mnie za drania, myślisz, że mogłem coś zrobić Pauli. Nie ufasz mi...Byłaś jedyną osobą, która wierzyła, że mogę się zmienić.
-Ja...przepraszam Jack..nie to chciałam powiedzieć...
-Ale to powiedziałaś-odparł Jack ze smutkiem i rozłączył się.

Oranjezicht - 2011-02-03 23:56:01

Lucas starał się nie zajmować tym co działo się pośród dorosłych i trzymać się swoich spraw...co więcej bardzo cieszyło go to, że obecnie nikt nie zwraca na niego szczególnej uwagi...szczęśliwy po wyleczeniu ze wszystkich chorób korzystał z życia tak jak może dziecko w jego wieki, spędzał dużo czasu na zewnątrz na spacerach z Paulą i Evelyn, chociaż ciągle brakowało mu towarzystwa Thomasa szczególnie na dworze bo ileż można gadać z dziewczynami...Wyjadał z kuchni słodycze i spędzał dużo czasu w internecie  grając w gry, niezwykle beztrosko spędzał czas i miał dużą nadzieję, że nie jest to cisza przed kolejną burzą.

paulax5 - 2011-02-04 02:29:29

crisfan napisał:

Nagle Jack poczuł silne uderzenie w plecy. Odpadł na ziemię....zanim stracił przytomność zobaczył kto go uderzył...to był Hektor.
Hektor, Sandra, Paula i Lucia uciekali ile sił w nogach. Byli już bardzo blisko wyjścia.

Od razu pobiegli do gabinetu lekarskiego- dobrze, że trawły lekcje i nikt niewidzial biednej Pauli na rękach i jeszcze w tej koszuli szpitalnej
Lucia położyła dziwczynkę podała jej lekarstwa, żeby szybciejdoszła do siebie
-teraz musimy tylko czekać aż się obudzi, nic już nie można zrobić…
-Ale będzie dobrze prawda? –pytała zmartwiona Sandra
-powinno być dobrze później jeszcze pobiore jej mało próbke krwi żeby sprawdzić czy jej krew jest w lepszym stanie i czy można odłączyć jej kroplówke z lekiem
-Hector idz na lekcje przeciez to bez sensu jak będziemy tu we dwójkę siedziec i jeszcze Lucia, zastąp mnie proszę później odrobię te zajęcia, ja chcę być cały czas przy Pauli
-to jak tylko by się coś działo to natychmiast daj mi znać dobrze?
-tak, zadzwonie jak będzie się cośdziało
Męźczyzna poszedł na lekcje a Lucia została z Sandrą i czuwały przy dziewczynce

……..Po 3 godzinach………..
-Ja chcę do mamy… Mamo!...- krzyczała półprzytomna Paula
-już dobrze Paula, mamusia jest przy Tobie
-Paula, słyszysz mnie? Paula?
-Mama! Mama!
-Paula, mama jest przy Tobie, słyszysz mnie?
-Paula, kochanie, jestem tutaj z Tobą
-otwórz oczy
Dziewczynka pomału otworzyła oczka
-Mama!
Sandra przytuliła córeczkę
-już dobrze malutka, jestem z Tobą
-Paula jak się czujesz? Boli Cię coś?
-Paula?
-Mamo ja chcę do pokoju, do Ciebie, proszę nie chcę tu być
-Hej! Nie bój się chcę Ci tylko pomóc, żebyś poczuła się lepiej
-nie chcę, Ci lekarze też tak mówili a późnie…-dziewczynka nie skończyła, rozpłakała się i przytuliła do Mamy
-Lucia, może ją zabiore do siebie ona boi się teraz lekarzy, pozwól mi ją zabrać
-niewiem czy to dobry pomysł Sandra, musze sprawdzić najpierw czy już lepiej z jej krwią i czy można już odłączyć jej kroplówkę, ale mimo wszystko bym ją tu zostawiła miała bym na nią ciągle oko i sprzęt wrazie czego pod ręką. Choć widzę, że nie jest dla niej dobre przebywanie tutaj
-to może wzielaby to co potrzebujesz i zajela się nia u mnie w pokoju co? Paula będzie spokojniejsza
-no dobrze naa to mogę się zgodzić

………chwilę później w pokoju Sandry……..
-Mamo
-tak, kochanie?
-boli mnie rączka i ja już niechcę mieć tego, proszę weź wyjmij
Kobieta spojrzała na lekarke, która następnie podeszła do dziewczynki
-Paula? Chcesz, żeby to Ci wyjeła?
-tak
-więc obiecuję, że wyjmę ale pod warunkiem że Cię najpierw tak bardzo delikatnie ukłuję dobrze?
-nie, ja już nie chcę, Mamo, ja nie chce!
-Paula nie ma się czego bać, nie będzie bolało...
-będzie! Zawsze boli!
-Sandra ja niewiem co mam robić, nie chcę jej kłuć wystrczająco się nacierpiała, ale naprawdę nie mam jak inaczej sprawdzic czy jest lepiej. Możemy zaryzykować odłączę jej to i będę ja obserwować oby się nic nie działo
-Dziękuję Lucia, zrozum to dla niej za dużo
-wiem, też przez to przechodziłyśmy w dzieciństwie mimo iż tego nie pamiętamy to wyobrazam sobie jaki to koszmar
-Paula, pokażesz mi rączkę, obiecuję, że nie zaboli, wyjmę Ci to i będziesz mogła odpocząć, 
-może jakąs bajkę poczytamy-zaproponowała Sandra
-no dobrze, a jaką mamo?
-a jaką będziesz chciała
Lucia delikatnie odłączyła Pauli kroplówkę
-musisz dzisiaj poleżeć w łózku i odpocząć
-Lucia jak chcesz to idz, na pewno masz dużo pracy a tu będziesz na darmo siedziała
-teraz jeszcze zostaną tochę bo w każdej chwili może się coś dziać, ale później to bardzo chętnie, a jak coś to będę pod telefonem. Mam teraz ze sobą papierki, którymi muszę się zając, mogłabym tylko korzystać z twojego biurka?
-pewnie, siadaj i się rozgość

………………Wieczorkiem……………………..
Lucia zostawiła Paule z Sandra i szła już do siebie, przechodząc koło pokoju Noireta przypomniało jej się jak to Hector go uderzył nie ufając mu. Lucia jednak wierzyła Jackowi postanowiła więc do niego zajrzeć i zobaczyć czy wszystko z nim w porzadku. Pukała i pukała, ale nikt nie otwierał postanowiła zajrzeć do środka, ale drzwi były zamknięte. Jackqes mimo wszystko był Lucii bardzo bliski i bała się o niego nawet chciała już wrócić do podziemi i go poszukać, kiedy spotkała Rebeckę
-Lucia szukasz kogoś, wyglądasz na zmartwioną
-nie…ja …właściwie ide do siebie..
-aha..
-a jak się czujesz?
-dziękuję, dobrze
Razem jeszcze chwilę poplotkowały i poszły spać

Kolejnego dnia Lucia znów poszła zajrzeć do Jacka jednak również go nie zastała. Martwiła się o niego i załowała, że nie udzieliła mu wtedy pomocy przeciez w głebi serca czuje, że Jackqes jest dobry i współpracuje z nimi tylko zewzgledu na ich synka. Bała się zejść do podziemi i sprawdzić co z Noiretem choć z minuty na mniute coraz bardziej się do tego przekonywała  jednak tego dnia miała sporo pracy i nie zdążyła pójść ciągle nie dawało jej spokoju przez głowę przechodziły jej różne myśli- co jeśli on nie żyje?

crisfan napisał:

-Jack leżysz tu 2 dni.
Pedro wyszedł i zostawił Jacka samego.
Jacques sięgnął po telefon i zobaczył 30 nieodebranych połączeń od Amelii. Było tez kilka smsów. Jack postanowił od niej zadzwonić.
-Jack to ty?
-Tak.
-Nic ci nie jest? Gdzie jesteś? Nie ma cie odkąd Paula się znalazła.
-Oberwałem od Hektora. Jestem w podziemiach chyba. Miałem transfuzję i teraz dopiero się obudziłem.
-Jack....oni mówią, że miałeś coś wspólnego ze zniknięciem Pauli...
-Nie. To nie prawda. Amelia nigdy bym tego nie zrobił. Dostałem wiadomość, że Paula tam jest i zeszedłem.
Chciałem jej pomóc, ale nie mogłem tak od razu. Oni i tak mi już nie ufają.
-...
-Amelia jesteś tam? Nie wierzysz mi...
-Jack trudno ci uwierzyć...
-W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. Po co w ogóle do mnie dzwonisz, skoro masz mnie za hijo de puta. Już zapomniałaś, że kiedyś z nimi współpracowałaś? Myślałem, że coś nas łączy najwidoczniej się myliłem.
-Jack to nie tak...
-A jak? Dalej masz mnie za drania, myślisz, że mogłem coś zrobić Pauli. Nie ufasz mi...Byłaś jedyną osobą, która wierzyła, że mogę się zmienić.
-Ja...przepraszam Jack..nie to chciałam powiedzieć...
-Ale to powiedziałaś-odparł Jack ze smutkiem i rozłączył się.

Kolejnego dnia znów poszła do Niego i znów go niezastała- to już drugi dzień jak go nie ma musiało mu się coś stać i już miała iść do biblioteki i przejsc przez kominek kiedy zawołała ją Amelia
-Lucia! Widziałam jak pukałaś do pokoju Jackqesa
-tak dawno go niewiedziałam a mam do niego ważną sprawę
-właśnie do mnie dzwonił i powiedział, że jeste w podziemiach także jeśli go szukasz to na razie go nie znajdziesz
-Dziękuję Ci za Informacje
Lucia Bardzo ucieszyła się z tej wiadomości, bała się już on nie żyje…

Julia25 - 2011-02-04 16:55:08

Sandra źle spała tej nocy. Budziła się co chwilę, by sprawdzić, czy z Paulą wszystko w porządku. Nie mieściło jej się to w głowie, że ktoś wykorzystał nieobecność jej i Hectora by porwać małą. Po co byłą OTTOXowi potrzebna krew Pauli? Czy to ma coś wspólnego z niezawodną odpornością?Miała setki pytań, a nie było nikogo, kto mógłby jej na nie odpowiedzieć.
Zerknęła na zegarek. Dochodziła 8. Ostrożnie wstała i obtuliła Paulę kołdrą. Podeszła do okna. Szykował się kolejny, ciepły dzień. Nagle usłyszała dźwięk swojego telefonu. Podeszłą do szuflady szafki i go wyjęła. Dzwonił Manuel.

-Hej Sandruś. Jak się spało? Jak samopoczucie?
-Cześć Manuel. Wiesz, nie najlepiej...
-Ale coś się stało? -zaniepokoił się mężczyzna.
-Zawsze najwięcej się dzieje, gdy się tego nie spodziewamy. -powiedziała Sandra, po czym opowiedziała Manuelowi o Pauli. Sprawę doktor Abigeile przemilczała. Kolejne morderstwo OTTOXu.
-A to hijo de la gran puta. Ale jak ona się teraz czuje?
-Jest przerażona. Boi się nawet Lucii. Wczoraj była jednym wielkim kłębkiem nerwów. Ale co się dziwić, to przerasta nawet dorosłych, a  co dopiero 6 letnie dziecko?-Wiesz co? Wpadnę dzisiaj do was jak tylko skończę z moimi pacjentami. Spokojnie, zajmę się i twoją i twoją córeczką.
-Dziękuję Manuel... Dziękuję, ze jesteś.
-Drobiazg kochana. Do zobaczenia później.
-Pa.

Odkładając telefon Sandra zauważyła, ze Paula powoli otwiera oczy. Pocałowała ją na powitanie.
-Witaj słoneczko ty moje, jak się czujesz?
Mała wtuliła się w matkę. Ciągle była w szoku po wczorajszych wydarzeniach.
-Nie zostawiaj mnie dzisiaj samej. -powiedziała cichutko.
-Kochanie, nawet nie zamierzam. Porozmawiam z wujkiem, coś wymyślimy. Nikt cię już nie skrzywdzi. A jak tam twoja rączka?
-Troszkę boli.
-To może pójdziemy do Lucii? Da ci magiczną tabletkę i na pewno przestanie cię boleć.
Dziewczynka pokręciła głową.
-Słonko. -powiedziała Sandra delikatnym głosem. -Przecież Lucia nie zrobi ci nic złego. Jest dobrą panią doktor...
-Tamci panowie tez mówili, ze są dobrzy, a byli źli! -krzyknęła Paula płaczliwym głosem.
-Córeczko... Tamci panowie służą złemu królowi, który każe im mówić rzeczy, które nie są prawdą. A Lucia zawsze mówi prawdę. Czy okłamała cię kiedyś?
-Dziewczynka pokręciła głową.
-Nie.
-Widzisz. To co, pójdziemy odwiedzić Lucię? Później będziesz mogła pobawić się z Evelyn i Lucasem.
-Ale Lucia nie zabierze mnie do tego strasznego miejsca? Ja nie chce tam wracać...
-Kotku, Lucia nie ma gabinetu w lochach. Nic się nie bój. -Sandra przytuliła dziewczynkę. -Nie masz się czego bać, mama jest cały czas przy tobie.

Sandra poszła z Paulą w stronę gabinetu Lucii. Kobieta miała nadzieję, że tym razem uda jej się namówić małą na pobranie krwi. Nie było innego wyjścia, by sprawdzić, czy te dranie nic jej nie zrobiły.
-Hej Lucia, to ja Sandra. Mogę wejść?
-Jasne, proszę. Witajcie. O, Paula, jak się czujesz? -zapytała lekarka.
-Boli mnie rączka. -odpowiedziała dziewczynka cichutko.
-Zaraz coś poradzimy. Usiądź sobie wygodnie na fotelu. Muszę pobrać odrobinkę twojej krwi a później dam ci magiczną tabletkę.
-Nie chcę! -krzyknęła Paula i podbiegła do Sandry.
-Paula, wezmę najcieńszą igiełkę jaką mam. Obiecuję, ze nic nie poczujesz. Jak się boisz, możesz zamknąć oczka. -Lucia spojrzała na Sandrę. Już sama nie wiedziała, co robić.
-Kochanie. -kobieta przytuliła małą. -To będzie tylko chwili .Jestem przy tobie, nic się nie bój.
Po długich namowach dziewczynka usiadła na fotelu. Lucia posmarowała miejsce wkłucia specjalnym żelem znieczulającym i po chwili było już po wszystkim.
-I co Paula, było az tak strasznie? -zapytała lekarka naklejając jej na rękę kolorowy plasterek.
-Nie, -powiedziała mała zawstydzonym głosem
-Widzisz, a nie mówiłam? Teraz tylko zbadam twoją krew i dam ci lekarstewko. Jak mi obiecasz, ze nie będziesz się już mnie bała, dam ci lizaczka. Obiecujesz?
-Obiecuję.
Lucia dała dziewczynce pysznego lizaczka a sama poszła do drugiego pomieszczenia zająć się badaniem.

Po kilkunastu minutach Lucia wróciła z wynikami badania krwi.
-I co? -zapytała Sandra.
-Wygląda na to, ze wszystko w porządku. Prawie nie ma już śladów po dekstranie. Niczego podejrzanego w składzie krwi też się nie dopatrzyłam. Widać podali jej ten lek tylko do uzupełnienia krwi po pobraniu tak dużej ilości. Mogę spokojnie podać lek przeciwbólowy.
Sandra odetchnęła z ulgą. Lucia podeszła do szafki i wyjęła jakieś tabletki. Nalała do kubeczka wody i podała Pauli.
-Proszę kochanie. Magiczna tabletka. Musisz ją połknąć. Po chwili powinnaś się poczuć o wiele lepiej.
-Lucia? -zapytała kobieta. -Jakie jest prawdopodobieństwo, ze skutki uboczne tego wszystkiego pojawią się dopiero po jakimś czasie?
Lucia zastanowiła się, po czym odpowiedziała.
-Sandra, sama chciałabym to wiedzieć. Nie mam nawet pojęcia czy specjalistyczne badania by to wykazały. Krew Pauli jest wyjątkowa. Zbyt wcześnie jest, by cokolwiek powiedzieć.
-Mamo, idziemy już? -zapytała zniecierpliwiona Paula. -Chciałabym się pobawić z Evelyn...
-Już kotku, idziemy. Lucia, dzięki za wszystko. Wpadnę jeszcze później do ciebie na zmianę opatrunku.
-nie ma za co, to moja praca ;) W takim razie czeka. Przy okazji dam ci witaminki dla Pauli. Trzeba ją wzmocnić po tym wszystkim.
Sandra z Paulą wyszły z gabinetu lekarki. Po drodze wpadły na Hectora wychodzącego ze swojego pokoju.

-Witam moje dziewczyny. -powiedział. -A jak tam się czuje moja mała siostrzenica? -zapytał biorąc Paulę na ręce.
-Na szczęście już całkiem dobrze. -odpowiedziała Sandra. -Hector, masz może chwilkę? Chciałabym z tobą porozmawiać.
-Jasne. Paula, pójdziesz się pobawić z Evelyn? Na pewno się już zza tobą stęskniła.
-Pewnie. Ale wujku...
-Co słonko?
-Ja nie chcę spać w tamtym pokoju. Boję się... -powiedziała patrząc na Hectora smutnym wzrokiem.
-Kochanie, spokojnie. Będziesz mogła spać z mamą tak długo jak będziesz chciała. A teraz już leć.
Dziękuję. Pa wujku.

-Więc o co chodzi siostra? -zapytał Hector wchodząc za Sandra do jej pokoju.
-Wiesz, myślę ze powinniśmy zrobić takie małe nadprogramowe wolne do czasu aż sprawa chociaż trochę się unormuje.
-Też o tym myślałem, przez to całe zamieszanie uczniom przepadają zajęcia. Dodatkowe dwa tygodnie dobrze by wszystkim zrobiły. Więc załatwione. -powiedział uśmiechając się do kobiety. -Przy Pauli nie chciałaś mówić, jak ona się naprawdę czuje?
-Nie jest najlepiej Ciągle jest w szoku. Bała się nawet Lucii. Boję się o nią, boję się o nas wszystkich. Ale co mogę zrobić?
-Musimy się zmobilizować i odkryć kto za tym wszystkim stoi i o co chodzi. Tylko oto może zapewnić nam święty spokój. Dobra. -powiedział patrząc na zegarek. -Idę do Elsy pogadać o tym wolnym. Może ją jeszcze złapię. Gdybyś czegoś potrzebowała mam dwie godziny zajęć a później będę u ciebie.

Po wyjściu Hectora Sandra uruchomiła laptopa. Sprawdziła pocztę. Żadnych nowych wiadomości. Postanowiła poszukać jakiś informacji łączących nazistów z Hiszpanią lub sierocińcem Czarna Laguna. Niewiele znalazła. Listę nazistów, którzy po II Wojnie Światowej uciekli do Hiszpanii: Martin von Klaus, Theodora Rauber, Adolf Merkel, Otto Ulrich, nazwiska te jej nic nie mówiły. Oprócz jednego, Ritter Wulf. Gdzieś już widziała to nazwisko, tylko gdzie? Tak, przecież dla Rittera Wulfa była dedykacja od Hitlera w książce, którą znaleźli z Hectorem w biblioteczce jej przybranego ojca. Czyżby Ritter Wulf miał coś wspólnego z jej rodziną? Wpisała w google nazwisko 'Santiago Pazos'. Zdziwiło ją to, ze nie było o tym człowieku żadnej wzmianki, która łączyłaby go z nią czy jej rodziną. Za to bardzo interesujący był fakt, ze była notka o tragicznej śmierci Santiago Pazos i jego żony w 1945 roku  w wypadku samochodowym. Czy to możliwe, żeby jej adopcyjny ojciec był nazistą, jego prawdziwe nazwisko brzmiało Ritter Wulf i przejął tożsamość zmarłego Santiago?

Sandra odchyliła się na fotelu. O co z tym wszystkim chodzi? Nagle przypomniał jej się ten znaczek na koszuli Pauli. Był identyczny jak jej tatuaż. Geminis... Po chwili w wyszukiwarce obrazku wyświetlił się taki sam znaczek. Geminis, znak zodiakalnych bliźniąt. Chwilka... przecież ona swoje urodziny obchodziła w czerwcu, Paula też. Obie były spod znaku bliźnią i obie miały tę samą właściwość krwi, która była błogosławieństwem i przekleństwem za razem. To nie jest przypadek...
Jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Przyszedł Manuel.

-Hej Sandra. -powiedział całując kobietę na powitanie. -Myślałem, ze masz zajęcia. Hector mi powiedział, ze tutaj cię znajdę.
-Nie mam dzisiaj zajęć. 
-A powiedz, ja się czujesz? Jak ręka?
-Powoli już się przyzwyczajam, ze OTTOX poluje na moją rodzinę, jeśli o to chodzi. A ręka, nie mogę się już doczekać, kiedy zdejmę opatrunek.
-Rozumiem. Ale wierze, ze kiedyś to się skończy...  A może miałabyś ochotę na spacer nad Lagunę? Jest taka ładna pogodna. Aż grzech siedzieć i rozmawiać w zamkniętym pomieszczeniu.
-Manuel, bardzo chętnie, ale... nie chciałabym zostawiać Pauli samej w szkole. Niby jest Hector, ale on i tak ma dużo na głowie. Chcę być przy niej, gdy będzie mnie potrzebować.
-To niech idzie z nami. Przy okazji poznam twoją córeczkę i postaram się sprawić, by zapomniała o tym koszmarze. A jak się w ogóle czuje? Rano mówiłaś, ze nie najlepiej.
-Wydaje mi się, ze ciągle jest w szoku. Boi się spać w swoim pokoju. Ale co się dziwić.
-Sandra, spokojnie, Dzieci szybko zapominają. Zobaczysz, za kilka dni nie będzie po niej widać, co przeszła.
Sandra udała się z Manuelem do pokoju dziewczynek, by spytać się Pauli, czy chce pójść z nimi na spacer. Po drodze jednak wróciła się do pokoju po telefon komórkowy, a mężczyzna poszedł dalej. Dziewczynka bawiła się lalką z Evelyn.
-Hola Princesa! -powiedział Manuel.
-Hola. -odpowiedziała Evelyn. Paula tylko spojrzała na mężczyznę i wróciła do zabawy.
-Paula, dlaczego nie powiedziałaś 'cześć' temu panu?
-Bo on może być poddanym złego króla, który mieszka w lochach w podziemiach. -powiedziała cicho dziewczynka.
-Głupia jesteś. Czy jest pan złym poddanym? -zapytała rezolutnie Evelyn.
-Pewnie, ze nie. Jestem przyjacielem twojej mamy, Paula.
-Cześć dziewczynki. -powiedziała Sandra wchodząc. -Widzę Manuel, ze już poznałeś Paulę i jej przyjaciółkę Evelyn. Paula, przyszliśmy się zapytać, czy nie miałabyś ochoty wybrać się z nami na spacer. Jest taka piękna pogoda.
-Nie, wolę zostać w szkole. -powiedziała smutno tuląc lalkę.
-Idź. -powiedziała Evelyn. -Ja się zaopiekuję Mirelką. Możesz być spokojna. Nie spuszczę z niej oka.
-No dobrze. -powiedziała Paula. -Tylko jej pilnuj, bo zły król przychodzi wtedy, gdy nie ma rodziców w pobliżu. I robi złe rzeczy dzieciom.
Manuel spojrzał na Sandrę. Widać było, ze dziewczynka przezywa wszystko bardziej niż się tego spodziewał.

Dzień był słoneczny. Na zewnątrz wielu uczniów korzystało z przerwy między zajęciami i odpoczywało na świeżym powietrzu. Sandra wzięła Paulę za rączkę i razem \z Manuelem ruszyli w stronę lasu.
-Dlaczego się boisz, ze zły król może zabrać Mirelkę? -zapytał delikatnie mężczyzna.
-bo mnie zabrał jak mamy nie było w szkole. -powiedziała cicho dziewczynka.
-Na pewno Evelyn będzie jej dobrze pilnować. Tak jak ja teraz ciebie, kochanie. -powiedziała Sandra.
Dziewczynka była smutna i odpowiadała tylko na pytania. Po kilkunastu minutach spaceru, powiedziała:
-Mamusiu, zmęczyłam się.
-Wezmę cię na barana, dobrze? -zaproponował Manuel. -Będziesz miała lepszy widok z góry.
Dziewczynka zgodziła się, ale bez entuzjazmu. Dopiero pod koniec spaceru stałą się bardziej rozmowna i nawet się uśmiechała. A to wszystko dzięki Manuelowi. Sandra siedząc na trawie obserwowała jak mężczyzna bawił się z Paulą. Starał się, by zapominała o tym co ją spotkało. I chyba mu się to udało. W drodze powrotnej nie przypomniała tej smutnej dziewczynki sprzed kilku godzin. Co więcej, zastanawiała się nad tym, by dzisiaj już spać w pokoju wspólnym dziewczynek.

-Chyba cię polubiła. -powiedziała Sandra z uśmiechem, gdy już zostali sami. -Masz świetny wpływ na dzieci.
-Urok psychologiczny. -zażartował mężczyzna. -Ten sam, który zadziałał na ciebie.
-O rzesz Ty, jak możesz. -zaśmiała się Sandra.
-Żartowałem. -powiedział mężczyzna udając skruchę i przytulił Sandrę. -Wiesz co?
-Co złodzieju kobiecych serc?
-Co byś powiedziała, by kiedyś się wybrać do parku rozrywki do miasta? Ty, ja i twoje dzieciaki.
-Marcosa do tego nie namówisz. Ma swoją paczkę, z którą próbuje rozwiązać zagadkę tego, co dzieje się w szkole. Wiem, ze to jest niebezpieczne, ale Marcos jest mądrym chłopcem, umie o siebie zadbać.
-Zobaczymy... -powiedział Manuel z namysłem. -Ale patrz jak miło minął nam dzień. Już wieczór.
-Musisz się zbierać?
-Niestety, jutro znów kolejny dzień, kolejni pacjenci.

Mężczyzna pożegnał się z Sandrą i wyszedł. Kobieta postanowiła poszukać w internecie jakiś nowych wiadomości o OTTOXie czy nazistach, ale nic nowego nie znalazła. OTTOX miał swoją stronę, ale nie będąc członkiem firmy, nie mogła się na nią zalogować. Spojrzała na zegarek. Było już późno. Postanowiła pójść po Paulę, ale dziewczynka sama przyszła do jej pokoju.
-Hej słonko, i jak minął dzień z Evelyn?
-Dobrze, pilnowałyśmy Mirelki. Evelyn chciała bym z nimi została...
-Kochanie, mama jest w szkole, możesz pójść spokojnie spać do swojego pokoju. Evelyn będzie smutna, jak ją zostawisz.
Wiem, ale ja się boję...
Sandra przytuliła córeczkę.
-Wiesz jak zrobimy? Idź do Evelyn. A jak nie będziesz mogła zasnąć, to mama będzie na ciebie czekać, dobrze?
Dziewczynka pokiwała głową na znak zgody, pożegnała się z Sandrą i poszła do swojego pokoju.

Kobieta położyła się do łóżka, ale nie mogła zasnąć. Ciągle rozmyślała o tym, co znalazła dzisiaj w internecie. Niewiedza byłą bolesna.

BarthezzLodz - 2011-02-04 19:57:45

Ostatnie wydarzenia wstrząsnęły mężczyzną – tajemnicze czarne auto, które spowodowało wypadek, trafienie siostry do szpitala, morderstwo doktor Abigeil i porwanie Pauli. Tego było zbyt wiele jak na kilka dni. Hector czuł się, jakby był bohaterem powieści kryminalnej obfitującej w wiele zwrotów akcji. Nic jednak nie zapowiadało, że wkrótce będzie inaczej.
Po bardzo męczącym dniu Hector poszedł pod prysznic. Tuż po kąpieli udał się do swojego pokoju. Na jego łóżku leżała kartka:
„Jutro spotykamy się o godzinie 23 na madryckim cmentarzu Almudena. Przyjdź z Sandrą”
Mężczyzna wyraźnie zaniepokoił się i posmutniał. Ledwo zdążył ochłonąć po wcześniejszych wydarzeniach, aż tu nagle ktoś chce się z nim spotkać. I to na cmentarzu. W środku nocy! Z pewnością nie będzie to miłe spotkanie. Bliscy ludzie spotykają się zazwyczaj w kawiarniach, restauracjach i innych tego typu miejscach. Czego więc można spodziewać się po autorze tego liściku? Na pewno nie chce mieć świadków tego spotkania. O 23 na cmentarzu nie ma żywej duszy. Dobrze to ujął – nie ma ŻYWEJ duszy, a przecież zmarli nikomu nie przekażą tego, co widzieli. Tak więc Almudena będzie miejscem, w którym Hector i Sandra, a także osoba, która chce się z nimi spotkać, pozostaną niezauważeni.
Historia cmentarza Almudena sięga końca dziewiętnastego wieku. W latach 1884-1973 była to główna nekropolia  Madrytu. Cmentarz ten jest największy w Madrycie, jest także jednym z największych w zachodniej części Europy. Szacuje się, że pochowano na nim ponad pięć milionów osób.
Hector długo nie mógł zasnąć. Jego głowę wypełniał labirynt myśli pełen ślepych uliczek. Było zbyt dużo niewiadomych, aby móc się z niego wydostać. Postanowił pójść do Sandry i na spokojnie porozmawiać z nią o tajemniczym liściku.
Udał się do pokoju kobiety, który znajdował się na tym samym piętrze. Zapukał i zapytał cicho:
- Śpisz?
- Nie mogę zasnąć – odpowiedziała mu siostra.
- To tak, jak ja.
- Wejdź, drzwi są otwarte.
Hector wszedł do środka. W pokoju panował półmrok. Pomieszczenie oświetlała jedynie mała lampa stołowa. Sandra, od czasu przetrzymywania jej w podziemiach, bała się spać w całkowitych ciemnościach.
- Sandra… - zaczął niepewnie mężczyzna – Dostałem kartkę. Chcą się z nami spotkać.
- Ale kto?
- Nie wiem. Oni. Na cmentarzu Almudena. Jutro o 23.
- Na cmentarzu? Czego oni od nas chcą? – zapytała z wyraźnym smutkiem kobieta.
- Nie mam pojęcia. Ale z pewnością nie chcą żadnych świadków.  Dlatego wybrali cmentarz. Co z Paulą? – zmienił temat.
- Nadal jest bardzo przestraszona, ale udało mi się ją przekonać, żeby poszła do swojego pokoju. Tam ma przecież Evelyn.
- Dobrze… ja też już ci nie będę przeszkadzał, jesteś już pewnie zmęczona – powiedział Hector i udał się w kierunku wyjścia.
- Dobranoc – odezwała się kobieta.
- Miłych snów – odpowiedział brat.

daglas89 - 2011-02-05 17:49:50

Rebeca  tak jak obiecała zabrała Lukasa do Thomasa. Starała zawsze się spełniać obietnice które dała maluchowi, wiedziała że ostatnio nie poświęcała chłopczykowi dużo czasu na tyle ile zasługiwała. Postanowiła go poszukać i pojechać  z nim do kolegi a że zaczynała lekcję trochę później okazja była świetna.


Rebece poszła do pokoju Lukasa i zastała tam go z Evelyn i Paula.

-Cześć dzieciaki.
-Cześć mamo.
-Cześć Rebeco.
-Synku mogę cie na chwile prosić?
-Nie mam czasu mamo! Paula właśnie nam opowiada co jej się stało.
-Dobrze synku a chciałam cię wziąć do domu. To wam nie przeszkadzam. Pa.

Rebece wyszła z pokoju i tak postanowiła pojechać do domku z lesie żeby zobaczyć się z mamą.

-Mamo poczekaj.

Rebece odwróciła się i zobaczyła pędzącego Lukasa w jej stronę.

-O co chodzi Lukas?
-Mamo naprawdę chciałaś mnie wziąć do Thomasa?
-Obiecałam ci że pojedziemy. A ja obietnicy zawsze dotrzymuje.
-No tak ale ostatnio ani ty ani tata nie macie dla mnie czasu.
-Przepraszam synku za dużo się ostatnio tutaj działo. To co jedziesz ze mną czy zostajesz z dziewczynkami?
-Jadę!
-To idź się ciepło ubierz bo chłodno jest na dworze, będę na ciebie czekać w aucie dobrze.
-Okej. Zaraz będę powrotem.

Kobieta poszła w stronę wyjścia i spotkała swojego ukochanego.

-Gdzie idziesz skarbie?
-Do mamy, i zabieram Lukasa obiecałam mu ostatnio że zobaczy się z Thomasem.
-Szkoda że ja z wami nie mogę jechać. Dawno nie gadałem z teściową.
-To dobrze że masz lekcje :D Nie poplotkujesz sobie z moja mamą na mój temat.
-No wiesz! :D Nie śmiał bym :P
-Uważaj bo cię uwierzę.
-Jak się czujesz kochanie?
-Dobrze chociaż bolą mnie plecy chyba dzisiaj źle spałam .
-Naprawdę, to może nie jedź do mamy a zostań w szkole.
-Nic mi nie jest kochanie to tylko plecy zaraz przejdzie.

W tym momencie jak burza  Lukas zbiegł ze schodów nawet nie zauważył że jego rodzinka stoi na schodach i rozmawia.

-A temu co?
-Nie wiem. LUKAS! Tutaj jestem.

Chłopczyk zareagowała dopiero na wołanie. Tak cały czas myślał żeby dojść do samochodu Rebeci i pojechać z nią do kolegi. Wrócił się i podszedł do schodów.

-Oj przepraszam nie zauważyłem was. Cześć Tato.
-Cześć synku, właśnie zauważyliśmy że gdzieś się spieszysz. Dokąd idziesz?.
-z Rebecom do Thomasa nie mówiła ci?
-Nie, a masz pozwolenie na wyjście ze szkoły?
-Myślałem że jak jadę z mamą to nie muszę mieć. Chłopczyk zrobił smutna minkę.
-Nie słuchaj taty kochanie on sobie tylko żartuje z ciebie. Oczywiście że możesz wyjść teraz ze szkoły.
-Super!.
-My już idziemy a panu życzy miłych lekcji fizyki i użerania się z uczniami. :P
-Hahaha bardzo śmieszne. :D
-No a jak, ty sobie żartujesz z syna a ja z ciebie.
-Nie kłóćcie się - wtrącił się chłopczyk
-Nie kłócimy się kochanie tylko przekomarzamy a teraz czas na nas.
-Uważajcie na siebie. Do zobaczenia później.
-Pa kochanie. Chodź Lukas jedziemy do twojego kolegi.

Rebece z Lukasem wsiadła do samochodu i pojechali w stronę domku.

-Mamo?!
-Tak synku?
-Co to znaczy słowo przekomarzać się?
-To jest synku jak ktoś się spiera z kimś dla żartu. Tak jak my dziś z tata.
-Aha.
-I co cieszysz się że jedziesz wreszcie do Thomasa?
-Tak, długo go nie widziałem.
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę
-Jaka?
-Zaraz się dowiesz właśnie dojeżdżamy do niej.
-A ona jest tam w domku?
-Tak synku.

Rebeca zaparkowała przed domem i wysiadła z samochodu wraz z chłopcem.

-Chodź, przedstawię cię komuś a później będziesz mógł się pobawić z Thomasem.
-Dobrze.

Weszli razem do domu i skierowali swoje kroki w stronę pokoju na piętrze.

Puk, Puk.

-Proszę.
-Cześć mamuś mam dla ciebie niespodziankę
-Cześć córeczko. Jaką?
-Chciała bym ci przedstawić Lukasa o którego tak ostatnio wypytywałaś.
-Mojego wnuka?
-Tak. Synku podejdź bliżej. Chciała bym ci przedstawić moją mamę Victorię nie długo będzie twoja babcią jak weź niemy z tatusiem ślub.
-Naprawdę?
-Tak.
-Cześć Lukas :D
-Dzień dobry.
-Mów do mnie babciu.
-Dobrze babciu.
-Jak się czujesz już lepiej?
-Tak, Lucia mnie wyleczyła.
-To jest złota kobieta.

Rebece zostawiła ich samych na chwile i poszła zobaczyć czy jej rodzeństwo jest jeszcze u siebie. Zastała ich jak szykowali się do szkoły.

-Cześć.
-Cześć siostra.
-Hej Rebeco.
- A wy jeszcze nie w szkole?
-Nie, pani. Sandra odwołała dwie pierwsze godziny angielskiego wiedź mamy na późniejszą godzinę.
-Możecie zejść na chwile do mamy? Chciałam was komuś przedstawić.
-Oczywiście że tak.
-To chodźcie ze mną.

Gdy schodzili po schodach Rebeca poczuła jak by coś jej strzeliło w kręgosłupie ale zbagatelizowała to. Wrócili do pokoju gdzie był Lukas z ich matką i śmiali się z czegoś. Chłopczyk odwrócił się  i zobaczył kto wchodzi.

-Mamo, a wiesz że babcia ma taki sam dar co ja?
-Tak wiem kotku.
-Fajnie, przynajmniej nie czuje się inny teraz wiedząc że ktoś  innym ma ten sam dar.
-Nie jesteś sam kochanie wszyscy w tym pokoju mają jakiś dar. A teraz czas dalszych niespodzianek, chciałam bym cię przedstawić moje rodzeństwo. To jest Ana.

-Cześć Lukas.
-Hej
-A to jest Davide.
-Cześć smyku.
-Cześć, mamo co miałaś na myśli że wszyscy w tym pokoju mają dar?
-To co powiedział synku.
-Ale jakie?
-Ja mam dar czytania w myślach a mój brat odczytuje i steruje ludzkimi emocjami. - powiedziała Ana.
-Naprawdę?
-Tak

I tutaj Lukas zadawał różne pytania na temat ich darów a bliźniaki starali się odpowiedzieć na wszystko.

------ Po jakimś czasie -------

-Synku nie miałeś iść przypadkiem do Thomasa?
-Tak mamuś ale fajnie gada mi się z wujostwem.
-Ejże nie mów do nas wujek i ciocia  -odparła Ana.
-Mów do nas po imieniu, jest między nami tylko 10 lat różnicy i czujemy się staro gdy mówisz ciocia i wujek.  - stwierdził Davide

Wszyscy zaczęli się śmiać z tego co powiedział Davide.

-Dobrze.
-Idź na chwile do Thomasa za jakiś czas będziemy wracać do szkoły a z nimi pogadasz w drodze czy na przerwach.
-Już lecę.
-Powiedz Thomasowi że Lucia później do niego pewnie wpadnie. Niech Alicja cię wpuści do niego.

Chłopczyk poszedł do swojego ulubionego kolegi a reszta została i rozmawiała z sobą.

-Uroczy urwis - powiedziała Victoria.
-Wiem mamo.
-Martin dobrze go wychował, taki mały a taki grzeczny.
-Oj mamuś to są tylko pozory, ale masz rację Martin dobrze go wychował chodź surowo ale mały jeszcze to jakoś akceptuje ale zdarza mu się buntować przeciwko nie mu.
-I w cale mu się nie dziwie.
-Ja też nie chociaż czasami powstrzymuje ukochanego przed surowym traktowaniem małego.
-I dobrze robisz. Jak się czujesz przed porodem?
-Dobrze zostały jeszcze 2 tygodnie. (Ale kobieta nie wiedziała jak bardzo się myliła)
-Nie mogę się doczekać wnusi. :D
-Doczekasz,  młodzieży jak chcecie to szykujcie do szkoły to was podrzucę i nie będziecie szli na piechotę i tak macie ze mną lekcję.
-Dobrze siostrzyczko.
-A ja się przejdę na spacer z Suzi.
-Uważaj na siebie córeczko.
-Dobrze mamo.

Dzieciaki poszły do siebie na górę przygotować się do szkoły a Rebece z psem wyszła na spacer, chodziła jakiś czas po Lagunie.

------- Po 30 min --------

Kobieta wróciła ze spaceru i skierowała się na dół do Thomasa po syna.

-Cześć dzieciaki.
-Cześć ciociu.
-Synku musimy już iść, czas wracać do szkoły.
-Ale ja nie chce mamo!
-Chodź, zaraz rozpoczynam lekcje i muszę wrócić do szkoły. Przyjedziemy do Thomasa wieczorkiem.
-Obiecujesz ciociu?
-Postaram się tego urwisa przywieść do ciebie a jak nie to mama go weźmie z sobą.
-Dobrze ciociu.
-Idziemy Lukas, pewnie Ana i Davide czekają już na nas.
-Pa Thomas postaram się być wieczorem.
-Cześć Lukas, Pa ciociu.
-Hej Thomas do zobaczenia wieczorem.

Gdy weszli na górę jej rodzeństwo już na nią czekało.  Wsiedli do samochodu i ruszyli w stronę szkoły po jakimś czasie dojechali na miejsce każdy poszedł w swoją stronę. Lukas do przyjaciółek, Bliźniaki do klasy a Rebece do swojego pokoju po notatki na zajęcia.

------ Po 15 minutach -------

-Dzień dobry. Dzieciaki koniec gadania przechodzimy do lekcji.

Rebece zaczęła prowadzić lekcje gdy dostała silny Skórcz i aż zgięła się w pół z bólu. Jako pierwsza zareagowała Ana.

-Rebeco co ci jest?
-Chyba  zaczęłam rodzić, sprowadź Lucię!
-Już po nią biegnę.

Dziewczyna wybiegła z sali i skierowała się w stronę gabinetu Lekarskiego. Rebeca chciała podejść ostrożnie do krzesła ale nie dała rady, prawie upadł ale Davide z Marcosem byli szybsi i podtrzymali ją w ostatniej chwili przed upadkiem. Posadzili ją w krześle i czekali aż Ana wróci z Lucia.
Ale dziewczyna miała złe wieści, nigdzie nie mogła znaleźć Lekarki.

-Rebeco nie ma jej w gabinecie ani gdzie indziej.
-To weź mój telefon i zadzwoń do niej! W tym momencie nastąpił następny skurcz. Gdy przeszedł Rebece poprosiła Davide o przysługę:
-Davide! Braciszku idź znajdź Martina i powiedz mu o wszystkim.
-Dobrze siostrzyczko.

Julia, Victoria i Carol wymieniły zdziwione spojrzenia  to oni są rodzeństwem?

-Marcos wyproś z tą wszystkich uczniów.
-Dobrze.

W tym samym momencie nastąpił kolejny skurcz, oj coś ci się spieszy na ten świat dziecinko pomyślała Rebeca, gdzie ta Lucia, słyszała strzęp rozmowy jaką jej siostra odbywała z lekarką ale nie mogła zrozumieć o co chodzi …

paulax5 - 2011-02-05 17:55:18

Lucia nie miała dziś rano pracy więc pojechała do swojego synka, do domku. Gdy dojechała na miejsce poszła najpierw sprawdzić jak się czuje Pani Victoria
-Dzień dobry! Przyszłam sprawdzć czy czegoś Pani nie potrzebuje?
-nie dziękuję rano była to Rebecka z Lukasem i pomogła mi przy kilku rzeczach
-o to widzę, że miała Pani ciekawy ranek, poznała Pani wnuka
-tak, przesłodki chłopczyk
-pewnie zaraz Thomas będzie mi relacje zdawał z wizyty jego przyjaciela
-oni chyba strasznie się lubią bo Lukas jak tu przyszedł to cały czas mówił o spotkaniu z Thomasem  i taki uradowny do niego poszedł
-tak, bardzo się polubili zwłaszcza jak byliśmy razem na wakacjach we Francji to chłopcy bardzo się zaprzyjaźnili, a jak się Pani czuje?
-dobrze na razie jakoś sobie radzę, choć nie jest łatwo, nie chcę teraz już martwić Rebecki i mówić jej o tym ale nie jest łatwo się pogodzić z wózkiem i z tym że nie można robić tego co kiedyś, staram się nie pokazywać tego po sobie swoim dzieciom, czasem napraw….
-Mam świetnego przyjaciela Manuela i myślę ze może on mógł by Pani w pewien sposób pomóc, Rebecka i bliźniaki nie musieli by o tym wiedzieć. Chciałaby Pani porozmawiać z nim?
-sama niewiem…
-to może ja do Niego zadzwonie i spytam czy mógłby przyjechać do Pani. Proszę mi uwierzyć, kolega jest świetny w tym co robi i na pewno będzie się Pani lepiej czuła.
Lucia jeszcze  chwilkę porozmawiała z Panią Victoria i zeszła do chłopca


-cześć synku!
-cześc Mamusiu! Fajnie, że jesteś chcę Ci coś opowiedzieć, a później zagrasz ze mną w jakąś grę?
-to co chciałeś mi powiedzieć?- spytała domyślając się, że chodzi o Lukasa
-Lukas u mnie był!
-no to super!, jaka miła niespodzianka co?
-no bardzo się ucieszyłem, on chyba też
-pewno jak był chory to ciągle się pytał o Ciebie i nie mógł się doczekać kiedy się zaobaczycie
-Lukas też chciał wiedzieć czy mógłbym wyjść tak na chwilkę na dwór się z nimi pobawic w cieniu co?
-bardzo mi przykro kochanie ale nie możesz
-Mamo tylko troszkę
-skarbie wiesz dobrze ze nie możesz, przeciez możecie się bawic tutaj
-ale to nie to samo
-kochanie rozmawiałam już z Tobą kiedyś na ten temat i wiesz ze naprawde nie możesz, wyjmij jakąś tą grę i zagramy
Chłopcu bardzo zrobiło się przykro, tak by chciał choć przez chwilę się pobawić z kolegą na dworze a nie ciągle tylko w tym pokoiku, jednak ucieszył się, że Mama do niego przyjechała i gra z nim, ostatnio nikt go nie odwiedzał a dziś nie może na to narzekać.
Kobieta grała z Thomasem przez dłuższy czas nawet nie widziała, że czas tak szybko mija. W pewnym momencie zadzwonił jej telefon

daglas89 napisał:

Rebece zaczęła prowadzić lekcje gdy dostała silny Skórcz i aż zgięła się w pół z bólu. Jako pierwsza zareagowała Ana.

-Rebeco co ci jest?
-Chyba  zaczęłam rodzić, sprowadź Lucię!
-Już po nią biegnę.

Dziewczyna wybiegła z sali i skierowała się w stronę gabinetu Lekarskiego. Rebeca chciała podejść ostrożnie do krzesła ale nie dała rady, prawie upadł ale Davide z Marcosem byli szybsi i podtrzymali ją w ostatniej chwili przed upadkiem. Posadzili ją w krześle i czekali aż Ana wróci z Lucia.
Ale dziewczyna miała złe wieści, nigdzie nie mogła znaleźć Lekarki.

-Rebeco nie ma jej w gabinecie ani gdzie indziej.
-To weź mój telefon i zadzwoń do niej! W tym momencie nastąpił następny skurcz. Gdy przeszedł Rebece poprosiła Davide o przysługę:
-Davide! Braciszku idź znajdź Martina i powiedz mu o wszystkim.
-Dobrze siostrzyczko.

-Lucia? Tu Ana, Rebecka zaczeła rodzić! Proszę przyjdź szybko do klasy z historii
-Co? Już? Termin ma na za 2 tygodnie! Ja teraz jestem u Thomasa… zaraz tam będę póki co zawołaj Martina i powiedz, żeby przeniósł ją do mojego gabinetu
-dobrze
-a odeszły jej już wody czy ma tylko skurcze?
-na razie ma tylko skurcze ale mówi ze bardzo ją boli
-Co ile ma skurcze?
-ja… niewiem
-to proszę weź zegarek i patrz na Niego: jak dostanie skurczu to powiedz mi ile trwał i poczekaj do nastepnego i tez mi powiesz kiedy dobrze?


daglas89 napisał:

W tym samym momencie nastąpił kolejny skurcz, oj coś ci się spieszy na ten świat dziecinko pomyślała Rebeca, gdzie ta Lucia, słyszała strzęp rozmowy jaką jej siostra odbywała z lekarką ale nie mogła zrozumieć o co chodzi …

- tak,………. Właśnie jest skurcz
Lucia spojrzała na zegarek 12:47
-i już po… naliczylam jakies 40 sekund
-dobrze to pewnie nastepny skurcz będzie za jakies 20 min w takim razie, nie będę czekala tylko jadę a jak dojadę to mi powiesz co ile były dobrze? Mierz caly czas to bardzo ważne
-dobrze postaram się to zapamiętać
-Ana, to zapisz to na karteczce, ja zaraz będę, już jadę jak coś to dzwoń!
-dobrze dam znać jakby coś się działo

Przepraszam Cię synku ale muszę jechać ciocia Rebecka zaczeła rodzić
-ale fajnie…
-Muszę isć ale Alicia będzie tu cały czas
-no… wolałbym zebys ty została
-wiem skarbie ale naprawde musze jechac, przyjadę jeszcze dzisiaj do Ciebie, daj buziaczka bo muszę iść
Kobieta wyszład z pokoiku chłpoca, wsiadła do samochodu i pojechała do Internatu


Tym czasem w Internacie:
Davide widząc co dzieje się z jego siostra postanowił zawiadomić o tym Martina. Wybiegł z klasy niczym burza i popędził do klasy z fizyki, która znajdowała się nie daleko
-Przepraszam, ze przeszkadzam Martin, ale Rebecka właśnie zaczeła rodzić
-jak to rodzić?
-normalnie u nas w klasie na lekcji
-przepraszam Was na chwilę, zajmijcie się sobą przez chwile- nauczyciel skierował te słowa to klasy, z którą miał zajęcia To choć Davide idziemy do Niej
Męźczyzna jak wszedł do klasy i zobaczył leżącą ukochaną przystanął na chwile, był przerażony tym co się działo. Dopiero po chwili podbiegł do Rebecki
-kochanie oddychaj!- krzyczał Martin
-i co? Gdzie jest Lucia? –dopytywała się przerazona Rebecka
-jest u Thomasa ale już jedzie… Martin mamy przenieść Rebeckę do gabinetu Lucii
-no dobrze a klucze?  Wiem! Jacinta na pewno ma!
-Davide biegniej do kuchni i poproś Jacinte o klucze dobrze?
-tak już ide- odpowiedział chłopak i wyszedł z klasy

Davide wyszedł z klasy ale po chwili zdał sobie sprawę, że on właściwie niewie jak wygląda ta cała Jacina zaczął się więc wracać do Rebecki kiedy zaczepił go Marcos
-Masz te klucze? Znalazles Jacinte?
-Ja… hmm właściwie to ja niewiem jak ona wygląda
-to chodź razem jej poszukamy
Gdy przechodzili korytarzem marcos zauważył Amelię pukającą do pokoju Noireta…
-Co ona od niego chce?- zastanawiał się chłopak –może ona też z nim współpracuje?
-coś mówiłeś, Marcos?
-nie, nie ja tak tylko… mysle
-o to jest właśnie Jacinta- pokazał koledze stojącą nie opodal Jacinte
-Jacinta!
-tak?
-potrzebujemy klucze do gabinetu lekarskiego
-bardzo mi przykro ale nie mogę Wam ich dać, bez zgodzy Lucii, i tak właściwie to po co wam one?
-Lucia się zgodzila sama kazała zanieść tam Rebeckę bo ona właśnie zaczeła rodzić
-w takim razie chodzcie dam otworze wam ten gabinet
Marcos poszedł z Jacintą a Devide pobiegł już do Rebecki i Martina powiedziać ze mogą już przyjść do gabinetu. Martin wziął ukochaną na ręce i zaniósł do gabinetu. Ana ciągle mierzyła odstępy skurczów, nagle jednak zaczeło jej wychodzić co 2-3 minutu przerażone wyjeła telefon i dzowni jeszcze raz do lekarki

-Lucia?, bo z Rebecka cos się dzieje, ma skurcze co 2-3 minuty które trwaja po 70 sekund i coraz bardziej krzyczy ze ja boli
-spokojnie Ana to typowe, zaraz powinny odejść jej wody a jak tylko skurcze troche ustapia to zacznie się już kolejna faza porodu i dziecko zacznie wychodzic, ale to jeszcze pewnie potrwa wiec powinnam zdayc, zaraz będę


..................Chwilę później……………….
Lucia dojechała do szkoły, biegiem udała się do gabinetu lekarskiego, gdzie już czekał na nią Martin z Rebecką i Ana
-Lucia, ma wszytsko na kartce
-bardzo dobrze, świetnie się spisałaś Ana, bardzo Ci dziękuję za pomoc
Ana już miała wychodzić i odwróciła się do drzwi
-Ana? Dziękuję Ci siostrzyczko
-jak chcesz mogę przy Tobie zostać
-jeśli chcesz Rebecko to ja też jestem za będę miała pomocnika a to się przyda teraz
-dobrze niech zostanie ale…Martin proszę Cię wyjdź i zostaw nas same
- Ja chce być przy Tobie, może będę mógł pomóc
-Martin, proszę Cię wyjdź ja wolę żeby Cię nie było teraz tutaj
-ale dlaczego kochanie?
-Martin, niewidzisz, że ona cierpi, jak chce abys wyszedl to proszę Cię uszanuj to
Martin zły, że dziewczyny kazały mu wyjść, posłuchał i poszedł na korytarz
-jakby co to ja będę tu czekał
-dobrze Martin jak będzie po wszystkim to Cię zawiadomię
-spokojnie Rebecko musisz przede wszystkim głęboko oddychać
Lekarka spojrzała na notatki Any, więc teraz widzę już skurcze ustają, poparzyła na Rebeckę, której właśnie odeszły wody. Lucia pomogła się przyjaciółce wygodnie ułożyć, po chwili dodała… masz już pełne rozwarcie dlatego ustały już te częste skurcze. Wiem Rebecko, że miałam podać ci Bupiwakaine- środek znieczulający ale teraz jest już na niego za późno jest w zbyt zaawansowanej fazie porodu, zaraz poczujesz parcie i silne skurcze brzucha, wtedy musisz bardzo mocno przeć
-Lucia, boję się
-spokojnie w tej fazie porodu to normalne, że zaczynasz odczuwać lęk, ale jestem przy Tobie poradzimy sobie, mam też przecież wspaniała pomocniczkę
-aaaaaaałłłłłłłłł
-spokojnie, wszystko jest w porzadku widze już głowkę,  przyj!!!

…………..Po około godzinie starań i ciężkich chwilach dla Rebecki jej córeczka wreszcie przyszła na świat……………..
-Rebecko masz śliczną, na oko zdrową córeczkę-mówiła lekarka przecinając pępowinę i podając dziecko matce- zaraz jeszcze ja zwazymy, zmierzymy i sprawdzimy czy jest na pewno zdrowa
-jest śliczna siostrzyczko!
Lucia wziela na chwilę mała i sprawdziła czy dziecko prawidłowo oddycha, i czy nie ma żadnych powodów do obaw. Po czym umył i wyczyściła dziecko zawijając je i położyła mała proszą Ane by miała na nią oko
-jeszcze chwilę Rebecko i będzie po wszystkim, teraz musisz jeszcze urodzić łóżysko
Nie było to dla niej łatwym wyzwaniem…
-trcisz mnóstwo krwi… muszę Ci podłączyć krew, ale spokojnie będzie dobrze. Lekarka podeszła do szafki wzięła cały zestaw do wkłucia się po czym wzięła z lodóweczki krew i podłączyła ją – zaraz będzie dobrze już kończymy i sobie odpoczniesz
-Lucia, bo… ja się zle czuje
-zaraz będzie dobrze, jestes oslabiona i jeszcze ta utrata krwi, dlatego się zle czujesz
-słabo mi…
-hej! Już koniec zaraz się beedziesz mogła przespać, chcesz przytulić córeczkę?
-tak,
Lekarka podeszła do Any i dziecka poczym położyła dziewczynkę obok Rebecki
-Ana proszę zostań z siostra ja tylko wyjde na korytarz do Martina jak coś to wołaj
-dobrze
-Dziewczyna podeszła do siostry i przytuliła ją
-byłaś dzielna siostra a moja mała siostrzenica jest prześliczna


Tymczasem na korytarzu
-no Lucia już miałem wchodzić i pytać się o Rebeckę, co z nią? Co z dzieckiem?
-nie martw się wszystko dobrze, Masz śliczną córeczkę!
-córeczkę!  MAM CÓRECZKĘ!!!!!! – krzyknał ze szczęścia Martin
-Martin możesz wejść do nich, tylko proszę spokojnie nie męcz Rebecki jest zmęczona musi odpocząć i się przespać a ja w tym czasie zrobie dokładniejsze badania dziecku
-coś nie tak z małą?
-nie, wygląda na zdrową ale trzeba zrobić kilka badań dla pewności zawsze się bada dziecko po porodzie
-dobrze, to ja idę się z nimi zobaczyć
Lucia swtwierdziła, że nie będzie przeszkadzać i zaczeka na korytarzu, Chwilkę później z gabinetu wyszła też Ana
-świetnie sobie poradziłaś, Dziękuję za pomoc!
-nmzc, to wkoncu moja siostra
-tak, ale nie każdy by chciał być przy czymś takim i jeszcze pomagać, nie myślałaś żeby zostać lekarzem?
-lekarzem? Hmm w sumie to nie
-zastanów się myślę, że byś był by z Ciebie znakomity lekarz
-przemyślę to, jeszcze mam trochę czasu

Villa - 2011-02-05 19:21:21

Martin wszedł po cichutku do Rebeci, gdy tylko otworzył drzwi, Rebeca spojrzała na niego i się rozpłakała.

- Kochanie? Co się stało? To przeze mnie? Przepraszam, że nie zdążyłem..
- Oj Martin, to nie przez Ciebie, to ze szczęścia, jak Cię zobaczyłam łzy same popłynęły. Mamy śliczną córeczkę, wiesz ;)
- Widzę, kochanie, wiadomo po kim, taka śliczna mama...
- Miło mi to słyszeć.. A Lucas?
- Kochanie, odpoczywaj, nic się nie martw, Lucas przyjdzie zobaczyć siostrzyczkę.
Martin podszedł bliżej, popatrzył na swojego małego aniołka, i nie krył wzruszenia. Wziął małą Oliwkę na ręce i patrzył na nią z taką czułością, jak wtedy, gdy urodził się Lucas. - Moje mały skarb, Kocham Cię. Powiedział szeptem do uszka Oliwii. Podszedł do Rebeci, usiadł obok niej i dał jej maleńką Oliwkę w ramiona.
- Do szczęścia brakuje nam tu jeszcze Lucasa, powiedziała Rebeca.
- Ktoś mnie wołał? Nagle do pokoju wbiegł Lucas..
- Cii.. Powiedział Martin do syna.. Oliwka zasypia, chodź, zobacz swoją maleńką siostrzyczkę.
- A skąd ty się tu nagle wziąłeś, szybki jak błyskawica, zażartowała Rebeca.
- Mamo, byłem za drzwiami, ale Lucia, nie pozwoliła mi jeszcze wejść, więc czekałem, a potem usłyszałem swoje imię, więc jestem :D
- Chyba wbiegłeś, powiedział Martin, spojrzał na syna i się uśmiechnął. No chodź już, zobacz siostrzyczkę.
Lucas zbliżył się do łóżka Rebeci, spojrzał na maleńką Oliwkę..
- Ale ona śliczna, a jaka malutkaa.
- Tato ja też taki byłem?
- Oczywiście kochanie, każdy jak się urodził był taki malutki.
Lucas ciągle wpatrywał się w maleńką Oliwię..
- Rebeco, kochanie, a ty jak się czujesz, z tego szczęścia, nawet nie zapytałem, przepraszam.
- Cóż, jestem trochę wykończona, ale szczęśliwa, szczęśliwa, że nasza córeczka jest już z nami ;)
- Ja również, i jest jeszcze coś..
- Coś mnie ominęło? Zdziwiła się Rebeca?
- No jeszcze nie, zresztą bez Ciebie by to było niemożliwe. Mówię o naszym ślubie, w końcu zostało już tylko 10 dni, aż zostaniesz moją żoną ;)
- Ślub, Boże jak to zleciało, aż nie mogę uwierzyć, że to już.. Za 10 dni..
- Nigdy nie zapomnisz tego dnia, obiecuję, wręcz przyrzekam, będzie to Twój dzień. Kocham Cię :*
- Ja Ciebie też :*
- No a teraz, damy wam odpocząć, odwiedzimy was później, prawda Lucas?
- Tak szybko..
- Obiecuję, że następnym razem będziemy trochę dłużej, mamusia jest teraz zmęczona i musi odpocząć, twoja siostrzyczka też.
- No dobrze, pa mamo, pa siostrzyczko.
- Do zobaczenia kochanie, przyjdziemy później, a teraz odpoczywaj :*
- Do zobaczenia Martin, pa Lucas ;)

daglas89 - 2011-02-06 22:33:18

Gdy Martin i Lukas wyszli z gabinetu Luci kobieta postanowiła się na chwile zdrzemną odłożyła mała Oliwkę do łóżeczka i położyła się powrotem do łóżka i usnęła.

-----Po godzinie -------

Rebeca obudziła się ze snu i zauważyła że jej przyjaciółka siedzi przy biurku i uzupełnia jakieś papiery.

-Hej nad czym tak ślęczysz?
-O widzę że już się obudziłaś.
-Tak zmęczyło mnie to wszystko i usnęłam jak suseł od razu.
-Nie dziwie ci się. Jak to Martin wszystko przyjął?
-On? Jak zwykle szczęśliwy a Lukas zafascynowany siostrą.
-To dobrze. Jak się czujesz?
-Dobrze chodź wszystko mnie boli.
-Widzę że mała śpi to dobrze.
-Tak na szczęście jeszcze jest grzeczna zobaczymy na ile.

Kobieta nie skończyła jeszcze tego mówić gdy jej córeczka zaczęła płakać. Kobiety spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem.

-Chyba ktoś zgłodniał.
-Chyba tak.

Rebece ostrożnie wstała z łóżka i wzięła  córeczkę w ramiona.

-Mój cukiereczek zgłodniał.

Rebece ostrożnie przestawiła mała do piersi a ta zaczęła ją ssać.

-Widzę że masz doświadczenie.
-Trochę tak, pomógł kur przygotowawczy i lubiłam patrzeć jak mama karmi bliźniaki ciekawie to zawsze wyglądało.
-To dobrze że się na niego zapisałaś.
-Też tak sądzę, ale Martin nie chciała ale zmusiłam go do tego.
-Oj jestem ciekawa co wymyśliłaś z tego powodu.
-Że odejdę od niego i nigdy nie zobaczy dziecka, podziałało jak zimny prysznic.
-Oj cwany lis z ciebie.
-Wiesz czasami trzeba nimi wstrząsnąć żeby zrozumieli że źle postępują. Na niego podziałało, chociaż bym od niego nie odeszła za bardzo go kocham.
-Wiem że go kochasz, widać to z daleka i życzę ci szczęścia. Ja nie mam szczęścia do facetów.
-Nie martw się Lucia znajdziesz jeszcze tego odpowiedniego faceta, musisz w to uwierzyć.
-Trzymam cię za słowo.
-To trzymaj. Chce jak najlepiej dla ciebie przyjaciółko :*
-Dziękuje. A właśnie chciała cię o coś spytać.
-Mów o co chodzi ?

Dryn Dryn

-Przepraszam cię muszę odebrać.
-Dobrze dokończymy naszą rozmowę później.

Gdy Lucia wyszła z gabinetu żeby porozmawiać przez telefon do środka wślizgnęło się jej rodzeństwo.

-Hej.
-Cześć siostrzyczko, pokaż tą kruszynę  -odparł Davide.
-Właśnie ją karmie z oglądanie musisz zaczekać jakiś czas :D
-Dobrze, ja się czujesz ?
-Jestem trochę zmęczona ale szczęśliwa.
-Mama o ty wie? -chciała wiedzieć Ana
-Nie i pod żadnym pozorem nic jej o tym nie mówicie chce zrobić jej niespodziankę. Jak będzie się pytać czemu nie przychodzę to powiedzcie że mam pełno roboty.
-Dobrze jak chcesz, ale się uciesz z tego.
-Wiem a teraz mówicie o co chodzi bo nie tylko o waszą siostrzenice.
-Skąd wiesz że o coś nam jeszcze chodzi?  - zdziwił się Davide.
-Bo za dobrze was znam. Wiedź o co chodzi?
-Dobrze już dobrze mówię o co chodzi. Chodzi o to że Ana wyczytała w myślach  Marcosa że planują nam zrobić przyjęcie powitalne i się zastanawiamy czy na nie pójść.
-A czemu nie macie na nie pójść? Chyba chcecie poznać bliżej nowych znajomych?
-Tak chcemy ale, to nie będzie już niespodzianka.
-A nie możecie udawać że jesteście zszokowani?
-Możemy – odparła Ana
-No to nie widzę problemu żebyście poszli na tą imprezę powitalną i dobrze się bawili.
-Naprawdę się zgadzasz?
-Tak nie mam nic przeciwko temu a co myśleliście inaczej?
-No nie ukrywam że myślałem że się nie zgodzisz  - odparł Davide.
-Braciszku ja nie jestem naszym ojcem który zabraniał wam chodzi na różne imprezy czy spotkania ze znajomymi. Uważam że powinniście przebywać dużo czasu z rówieśnikami a nie zamknięci w pokoju. Wiedź idźcie na imprezę.
-Dziękujemy  - krzyknęło chórem rodzeństwo.
-Ciszej – odparła Rebeca ale w tym samym momencie obudziła się Oliwka która usnęła podczas karmienia.
-Przepraszamy, nie chcieliśmy ja obudzić.
-Nic się nie stało, teraz przynajmniej możecie ja trochę ponosić.
-Ja chce  -odparła Ana.

Rebece podała dziecko siostrze i pokazała jak ma trzymać mała.

-Jaka ona śliczna, strasznie podobna do ciebie - odparł Davide.
-Dziękuje za komplement :D

-Cześć rodzinko – usłyszeli od drzwi.

-Cześć kochanie ;)
-Cześć szwagierku,
-Hej Martin.
-Widzę kochanie że pielgrzymki się tutaj przewijają dzisiaj.
-A jak, wszyscy chcą zobaczyć mała. Wychodzisz gdzieś?
-Tak właśnie przyszedłem w tej sprawie co ciebie. Coś trzeba dokupić dla małej?
-Tak kilka rzeczy. A tak większość mam u siebie w pokoju.
-A co?
-Wózek, łóżeczko, wanienkę i nosidełko do auta. Nie było czasu wcześniej kupić.
-Naprawdę tylko to?
-Tak myślę że na razie tak.
-Dobrze to jadę do miasta będę wieczorem. Pa kochanie, cześć dzieciaki.
-Pa skarbie, uważaj na siebie :*

I mężczyzna wyszedł z gabinetu Luci.

-Jaki on troskliwy zauważył Davide
-Wiesz co braciszku czasami aż za bardzo.

Rebece spojrzała na siostrę która chodziło z jej córką w ramionach i zdziwiła się że mała śpi.

-Jak ty to zrobiłaś że raz dwa zasnęła?
-Wiesz mam się ten urok.
-Właśnie widzę, odłóż ją do łóżeczka i zmykajcie się przygotować na ta imprezę.
-Dobrze to już uciekamy.
-I nie pic mi alkoholu i nie wracać późno w nocy do domku.
-To wtedy gdzie mamy zostać w Internacie? Gdzie będziemy spać?
-Połóżcie się u mnie, pokoju jest na razie wolny albo śpijcie u nich w pokojach.
-Okej,  dziękujemy.
-Nmzc ;) Miłej zabawy :D
-Pa.
-Pa.

Po jakimś czasie po wyjściu bliźniaków wróciła Lucia.

-Przepraszam cię że to tak długo trwało ale Thomas gorączkuje i musiałam Alicji wszystko dokładnie wytłumaczyć.
-Nic się nie stało.  Jak się czuje i o czym chciałaś  wcześniej ze mną rozmawiać? ….

Krisztian - 2011-02-06 23:31:55

Marcos nie miał czasu zbyt dobrze poznać rodzeństwo Rebeci, więc razem z przyjaciółmi wymyślili powitalną imprezę u nich w pokoju.
Poszedł w tej sprawie do Elsy.
- Elsa, bo...mam sprawę. - zaczął Marcos.
- Słucham Marcos. Tylko szybko, bo zaraz mam lekcje. A Ty razem ze mną. - powiedziała.
- Tak, wiem. Chodzi o to...bo, Rebeca przywiozła tutaj swoje rodzeństwo... - zaczął.
- Tak...
- ...i Oni się tutaj jeszcze nie zadomowili, więc pomyślałem, że może mógłbym razem z resztą zorganizować im taką imprezę powitalną? - pytał Marcos.
- A przy okazji byście się świetnie zabawili?
- No, nie ukrywam....ale to dla nich ma być. Elsa....
- Bez alkoholu ma być ! I skończcie zabawę do 2 w nocy. Później spać. I oczywiście możecie zacząć bawić się dopiero po lekcjach.
- Oczywiście, dzięki Elsa ! - zadowolony Marcos wybiegł z gabinetu.

Marcos wraz z przyjaciółmi poszli do kuchni, gdzie wyjaśnili Jacincie o co chodzi, i ta obdarowała ich jedzeniem i piciem.

W pokoju wszyscy porozsuwali łóżka, delikatnie udekorowali pokój, na stolik poukładali jedzenie i czekali na Davide'a i Anę.

Marcos przyprowadził ich pod drzwi, i kazał wejść.
- Cooo, chrzciny w nowym miejscu? - zapytał ironicznie Davide.
- Nie jesteśmy tacy źli. - uśmiechnął się Marcos.
Oni weszli, i byli bardzo zaskoczeni. Wszyscy czekali na nich z kieliszkami do szampana.
- Witamy w Internacie ! - krzyczeli wszyscy zadowoleni.
- Woooow. - powiedziała Ana i podchodziła do każdego dziękując za powitanie.

Marcos siedział z boku, do niego dosiadł się Davide.
- Julia - gorąca dziewczyny.
- Ojojoj, nie tędy droga. Dziewczyna Ivana, świata za sobą nie widzą.
- Przepraszam, nie wiedziałem. - Davide rozłożył ręce i wrócił do tańca.

Wszyscy świetnie się bawili aż do momentu gdy dokładnie o drugiej do pokoju weszła Elsa.
- Tak więc, nowi przywitani. Ja Was też jeszcze raz witam. - powiedziała Elsa. - A teraz już wyłączyć muzykę proszę, do łazienek i spać. - dodała.
- Dobrze... - powiedziała Ana i zabrała za sobą Davide'a.
- A gdzie mamy spać? - zapytał Davide.
- Ana z dziewczynami, a Davide u nas. - powiedział Ivan. - To Twoje łóżko. - Ivan pokazał na łóżko przy drzwiach, pomiędzy łóżkiem swoim i Marcosa.
- Dzięki.
- Dobranoc chłopaki. - powiedziała Ana i wyszła.

Noc minęła bardzo spokojnie, lecz rano, na lekcjach zabrakło Julii.
- Gdzie jest Julia? - zapytał Ivan.
- Źle się czuła. Wymiotowała i została w pokoju. - odpowiedziała Carol.
- Coś poważnego?
- Nie, zwykłe zatrucie.

(dokończenie tego wątku i rozpoczęcie nowych - jutro ;D)

crisfan - 2011-02-07 00:17:50

Jacques był w swoim gabinecie. Po ostatnich wydarzeniach spędzał czasu tu albo u siebie w pokoju.  Usunął się w cień. Nie miał ochoty oglądać mieszkańców internatu. Zresztą chyba z wzajemnością.
Przypomniał sobie wieczór kiedy wrócił do internatu po transfuzji. Pierwszą osobą, którą zobaczył była Amelia. Miał ochotę do niej podejść…porozmawiać z nią, wytłumaczyć jej wszystko. Jednak nie zrobił tego. Amelia spojrzała na niego i uśmiechnęła się a on odwrócił głowę. Odszedł udając, że jej nie widzi.
-Może tak będzie lepiej. Co ja w ogóle sobie myślałem? Byłem naiwny myśląc, że może nam się udać. Głupiec ze mnie.  Chociaż w OTTOXie wróciłem do łask. Staram się pomóc a Hektor tak mi odpłaca. Jeszcze kiedyś będzie potrzebował mojej pomocy zobaczymy co wtedy powie.
W tym momencie zadzwonił telefon Jacka.
-Słucham?
-Jack tu Pedro.
-Cześć. Coś się stało?
-Tak. Musimy się spotkać, mam coś ważnego do powiedzenia.
-Dobrze. Przyjdę do podziemi.
-Nie. Spotkajmy się w lesie. O 23.
-Dobrze.
Jacques był zaniepokojony. Co mogło być tak ważnego że Pedro chciał się z nim spotkać. Do 23 zostało jeszcze kilka godzin. Jack postanowił wybrać się do Thomasa.
Thomas bardzo się ucieszył z wizyty ojca. W prawdzie było już późno, ale stęsknił się bardzo za Jackiem więc mimo później pory znalazł siły na zabawę.  Jack przeczytał synowi bajkę i Thomas zasnął. Noiret siedział tam jeszcze przez moment patrząc jak syn śpi. Wyszedł po cichu, gdy zorientował się, że zbliża się godzina spotkania.
Pedro już na niego czekał. Był strasznie spięty i zdenerwowany.
-o co chodzi?- zapytał Jack
-Mam coś co cie zainteresuje. To kopie dokumentów bezdomnych.
-I tak po prostu mi je dajesz?
-Wiem, że węszysz. Widziałem jak szperasz w komputerze. Musisz być bardziej ostrożny.
-Co chcesz w zamian?
-Jack, chce żeby ten koszmar się wreszcie skończył.
-Rozumiem. Dzięki za pomoc.
-Jack…ty krwawisz z nosa…
-Co? To niemożliwe….
-Musieli Cię zarazić przy transfuzji.
-Wiedziałeś o tym?
-Nie. Powiedziałbym ci.
Jack był w szoku. Przecież odzyskał ich zaufanie. Czemu to zrobili? W tym momencie dostał smsa.
Musiał zejść do podziemi. Pożegnał się z Pedrem. Zanim zszedł do podziemi włożył dokumenty do sejfu.
W podziemiach już ktoś na niego czekał.
-Witaj Jacques zdaje się że będziesz potrzebował tego-położył na stole lek
-Czemu zostałem zarażony?
-Teraz będziemy mieć pewność że będziesz się bardziej starał.  Powiadomimy cię o czasie brania lekarstwa. Pamiętaj jeden zły ruch i go nie dostaniesz. Radzę być posłusznym.-i podał Jackowi lekarstwo.
Jack je wziął i wyszedł z laboratorium. Był przerażony. Sytuacja zaczynała go przerastać...

paulax5 - 2011-02-07 13:11:44

daglas89 napisał:

-Dziękuje. A właśnie chciała cię o coś spytać.
-Mów o co chodzi ?

Dryn Dryn

-Przepraszam cię muszę odebrać.
-Dobrze dokończymy naszą rozmowę później.

Gdy Lucia wyszła z gabinetu żeby porozmawiać przez telefon do środka wślizgnęło się jej rodzeństwo.

Lucia wyszła od Rebecki i odebrała telefon
-Lucia Garcia, słucham?
-Dzień dobry, Lucia, tu Alicia, chodzi o Thomasa
-tak? Coś się dzieje
-mały trochę gorączkuje ale poza tym to wszystko jest wporządku
-hmm.. postaram się do Was zacheilę przyjechać ale to nie będzie łatwe mam tu urwanie głowy, ile ma tej gorączki?
-37,3
-to może na razie się jeszcze wstrzymamy z lekami informuj mnie proszę o jego stanie jak dojdzie to 38 to koniecznie dzwon to przyjadę i ucałuj go ode mnie. Naprawde chciałabym tam teraz z nim być ale nie mogę postaram się wpaść jak najszybciej się da

daglas89 napisał:

Po jakimś czasie po wyjściu bliźniaków wróciła Lucia.

-Przepraszam cię że to tak długo trwało ale Thomas gorączkuje i musiałam Alicji wszystko dokładnie wytłumaczyć.
-Nic się nie stało.  Jak się czuje i o czym chciałaś  wcześniej ze mną rozmawiać? ….

-Chciałam porozmawiać o Twojej Mamie, tylko proszę nie martw się od razu
-o co chodz? Coś nie tak?
-znaczy niby wporządku, ale Pani Victorii nie jest łatwo się po tym pozbierać chodzi mi strata męża i jeszcze kalectwo, przeprowadzka, wiesz…
-ale Mama mówi ze wszystko jest w porzadku, nie wyglada na zmartwioną
-tak stara się dla Was, ale nie jest jej łatwo, postaram się załatwić jej psychologa może po takiej rozmowie poczuje się lepiej, Manuel jest naprawde swietny w tym co robi
-ale przeciez… jak się pytałam to nigdy nic nie mówiła
-nie chciała Cię martwić, mówię Ci to po to żebyś pomogła jej teraz poradzić sobie z cała ta nową sytuacją a jakby co to nic niewiesz!
-dobrze postaram się ją często odwiedzać może teraz jak będę tam z Oliwka chodzić to może jakoś skupi się na wnuczce i będzie weselsza
-to bardzo dobry pomysł ale musisz jeszcz zaczekać i poleżeć w łóżku przynajmniej do jutra
A właśnie musze pobrać małej krew, aby zrobić podstawowe badania i podać jej szczepionkę przeciw guźlicy i żółtaczce. A ty sobie odpocznij tutaj ja ją wezmę do drugiego pomieszczenia
-ale dziecko będzie zdrowe?
-no właśnie chcę to sprawdzić, ma 10 punktów w skali Abgar ale to nie wyklucza innych chorób. Za jakiś czas wszystkiego się dowiemy. Odpocznij sobie
Lekarka zbadała dziecko i oddała je matce. Zbliżała się pora popołudniowa kolejnego dnia a Lucia ciągle niewidzaiła Sandry co prawda cały dzięn spędziła  najpierw u syna a później w swoim gabinecie przy porodzie ale mimo wszystko postanowiła sprawdzić czy wszystko jest ok. z Sandrą
-Odpoczywajcie sobie wyniki będę miała dopiero jutro ale wyglada na zdrową. Muszę zajrzeć jeszcze  do Sandry. Jakby coś się działo to dzwoń od razu, ja niedługo wrócę. Bo miała do mnie przyjśc już wczoraj a coś jej nie było…


Julia25 napisał:

-Mamo, idziemy już? -zapytała zniecierpliwiona Paula. -Chciałabym się pobawić z Evelyn...
-Już kotku, idziemy. Lucia, dzięki za wszystko. Wpadnę jeszcze później do ciebie na zmianę opatrunku.
-nie ma za co, to moja praca ;) W takim razie czeka. Przy okazji dam ci witaminki dla Pauli. Trzeba ją wzmocnić po tym wszystkim.
Sandra z Paulą wyszły z gabinetu lekarki. Po drodze wpadły na Hectora wychodzącego ze swojego pokoju.

…..puk………puk……..
-Sandra, to ja Lucia, mogę wejść?
-jasne wchodz
-nie przyszłaś wkońcu wczoraj na zmianę opatrunku więc przyszłam sama
-a tak przepraszam, wczoraj przyjechał Manuel i poszliśmy na spacer a później jakoś tak zapomniałam, dziś chciałam przyjść ale jak doszłam pod gabinet to Martin powiedział, że Rebecka teraz rodzi więc nie chcialam przeszkadzać, a właśnie jak ona się czuje?
-no dobrze dziecko też wygląda na zdrowe, a jak Paula? Lepiej?
-troszkę chyba lepiej, myślę że spora zasługa jest tutaj Manuela wczoraj jak był u mnie to wziął nas na nad lagunę i Paula jakby trochę zapomiała choć dalej się wszystkiego boi
-tak to zrozumiałe na pewno nie będzie jej łatwo o tym zapomnieć. A jak Tobie idzie kuracja z Manuelem
-a Dziękuję bardzo dobrze dzięki Niemu staram się tak ciągle nie myśleć o tym wszystkim i skupić na tych szczęśliwych chwilach jednak to nie takie proste zbyt dużo się dzieje ostatnio jeszcze teraz ta sprawa z tym listem…
-jakim listem?
-Hector dostał list ze mamy przyjść na cmentarz, torchę się tego obawiam i jeszcze boje się też o Paule ostatnio za każdym razem jak tylko oboje wyszliśmy z Internatu to zabierali małą
-jeśli to Cię tak martwi to spokojnie ja się nią mogę zająć, przypilnuje jej gdy Was nie będzie, oczywiście jeśli ona się zgodzi bo ostatnio się mnie boi
-tak, ale niewiem jak to zmienić, próbowałam z nią rozmawiać i tłumaczyć ale…
-rozumiem ja po czymś takim każdy by się bał lekarzy, postaram się ją jakos do sibei przekonać i przekupić jakąś bajką ;) A wracając do Manuela jak będzie u Ciebie możesz mu przekazać żeby na chwilę do mnie przyszedł, mam sprawę do Niego
-też potrzebujesz psychologa?
-nie, na razie na szczęście daje rade, chodzi o Mamę Rebecki, ale to długa historia. Daj zmienie Ci ten opatrunek przyniosłam wszystko ze sobą.
Lekarka sięgneła po torbę i wyjeła potrzebne rzeczy po czym zaczeła ściągać opatrunek
-chyba źle, że czekałyśmy z tym do teraz bo nie wygląda to najlepiej wdało się jakieś zakaźenie. Posmaruję Ci maścią na zkaźenia i powinno do jutra być lepiej, ale koniecznie rano do mnie przyjdz, zabandazuje Ci to jeszcze oby zadziałało
-tak przyjde na pewno
-i nie matrw się już o Paule zajmę się nią jak Was nie będzie
-Dziękuję Ci bardzo
-naprawdę nie ma za co. Przepraszam muszę już iść wpadłam tylko na chwilkę, jak będziecie wychodzić to przyprowadź Paulę, ale o przyjdź po mnie dobrze?
-jasne, dam Ci znać jak będziemy szli

Lucia wyszła i wróciła do Rebecki

Julia25 - 2011-02-07 19:52:37

Po wyjściu Lucii Sandra postanowiła porozmawiać z Paulą o planach na dzisiejszy wieczór. Miała nadzieję, ze mała zgodzi się zostać z lekarką, bo inaczej wszystkie plany wzięłyby w łeb.
Właśnie zaczęły się przymusowe ferie, więc na korytarzach nie było zbyt wielu uczniów. Sandra skierowała się do klasy dla maluchów. Wiadomo, dzieciaki są rozbrykane, więc amelia zgodziła się zorganizować jakoś im czas. Uwielbiała prowadzić zajęcia dla młodszych dzieci a długie wolne jej nie służyło. Jednak sala była pusta.
-Pewnie Amelia zabrała dzieciaki na spacer. -pomyślała kobieta. -Przecież jest taka ładna pogoda.
Jednak idąc z powrotem na górę spotkała grupkę maluchów ze znudzonymi minkami.
-Hej. -powiedziała. -Czemu macie takie smętne minki?
-Amelia nie przyszła na zajęcia. -powiedziała dziewczynka o brązowych włosach, Susann.
-Właśnie, nudzimy się, bo miała nam zorganizować teatrzyk a tak nic. -dodał  wysoki chłopczyk, Marco.
-Byliśmy u Amelii, ale nie ma jej w gabinecie. -dodała koleżanka Susann, Dorothy.
-Sandra, nie widziałaś jej? -zapytał Marco.
-Niestety. Ale jak ją spotkam, to przemówię jej do rozumu. Co to za pomysł, by zostawiać takie fajne dzieciaki bez zajęcia? -zażartowała kobieta. -Zajęłabym się wami, ale mam kilka spraw na głowie.
-A jak się okaże, ze Amelia pojechała na wakacje?
-Hmmm, to wtedy ja wam coś fajnego zorganizuję, dobrze?
-Tak. -odpowiedziała zgodnie cała trójka.
-A teraz zmykajcie pobawić się do pokoju. Jacinta jest dzisiaj w złym nastroju. Lepiej, by was nie spotkała.

Sandra ruszyła do pokoju dziewczynek. Miała złe przeczucia. Amelia zniknęła,a  nigdy jej się to nie zdarzało. Było to dość podejrzane. Sandra była pewna, że wie, kto maczał w tym palce.
Paula bawiła się z Evelyn i Lucasem przy stoliku. Coś rysowali.
-Hej dzieciaki. -powiedziała Sandra z uśmiechem.
-Witaj Sandra.
-Cześć mamo. -Paula podbiegła do kobiety by się przytulić na powitanie.
-Co ciekawego porabiacie?
-Rysujemy sobie. -odrzekła Evelyn. -Mieliśmy robić z Amelią teatrzyk, ale nie przyszła.
-Ale ja wam mówię, że wiem gdzie jest Amelia. -powiedział Lucas. -Przecież przyśniło mi się, ze jacyś ludzie ją uwięzili.
-Lucas, jesteś głupi. Sny się nie sprawdzają. -powiedziała Evelyn. -Prawda Paula?
Paula wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Rzadko mi się coś śni.
-ale moje sny się sprawdzają! -krzyknął Lucas.
-Uspokójcie się. -powiedziała Sandra. -Lucas, przyśniło ci się, ze ktoś porwał Amelię?
-Tak, i że będą na niej robić eksperymenty jak na Frankensteinie.
-Ja nie chcę by amelii wystawała śruba z głowy i chodziła jak zombie. -powiedziała Paula.
-Dzieci, dzieci, dzieci. Amelia pewnie pojechała do rodziców, bo się za nimi stęskniła.-skłamała Sandra. Dobrze wiedziała, ze rodzice Amelii nie żyją. -Napiszę, do niej SMS, dobrze?
-Dooobrze, i napisz jej, żeby szybko przyjeżdżała. -powiedziała Evelyn.
-Ale jak nie odpisze, to jej poszukacie? -spytał Lucas. -Bo ja wiem, ze coś jej się stało.
-Dobrze, wtedy jej poszukamy. Paula, bym zapomniała po co przyszłam. Kochanie, zostałabyś dzisiaj wieczorem z Lucią? -zapytała kobieta.
-Dziewczynka spojrzała na matkę przerażonym wzrokiem.
-Nie chcę.
-Słonko, tylko na wieczór. Lucia przeczyta ci bajkę i ułoży do snu. Ja i wujek musimy załatwić bardzo ważną sprawę.
-Ale wrócicie?
-No pewnie, jakbyśmy mogli cię zostawić, skarbeńku? -kobieta przytuliła dziewczynkę. -to co, zostaniesz z Lucią?
-Dobrze. -powiedziała po cichu dziewczynka. -Ale Lucia nie będzie mi pobierała krwi?
Sandra roześmiała się.
-Słonko, oczywiście, ze nie. Chcesz spać w moim pokoju?
Paula pokiwała głową.
-Zobaczymy się wieczorem. Miłej zabawy.
Wychodząc usłyszała Lucasa.
-Ale ci fajnie, Paula.
-Niby czemu?
-Lucia umie świetnie opowiadać bajki. Wiem, bo sam z nią zostawałem jak rodziców nie było.
-I nie pobierała ci krwi?
-Pewnie, ze nie, bo tego nie potrzebowałem.
Sandra zaśmiała się cicho i ruszyła w stronę kuchni. Ostatnio miała wilczy apetyt. Ale co się dziwić, to już 4 miesiąc.
-Chyba najwyższy czas powiedzieć dzieciakom, ze będą mieli rodzeństwo. -pomyślała kobieta schodząc po schodach.
Już miała skręcić w stronę kuchni, gdy jej wzrok przykuł jakiś ruch w bibliotece. Ostrożnie weszła do pomieszczenia, ale nikogo tam nie było. Spojrzała w stronę kominka. Czyżby ktoś wszedł do podziemi? Zawahała się. Po chwili sama nacisnęła rzeźbiony przycisk i zniknęła za tajnym przejściem.

Szła prosto przed siebie, starając się robić jak najmniej hałasu. Po kilku minutach dostrzegła światło wydobywające się zza wpółotwartych drzwi. Stanęła za pobliską ścianą tak, by słyszeć rozmowę a jednocześnie pozostać niezauważoną. To co usłyszała, sprawiło że włosy stanęły jej dęba.
-Słyszałem, ze sprawy się trochę skomplikowały.
Nie jest dobrze, szefie. Sandra pilnuje Pauli jak oka w głowie. Nie uda nam się jej trzeci raz wyciągnąć.
-Mierde! Potrzebujemy krwi. Z tym nie można czekać.
-Ritter, spokojnie, coś wymyślimy.
-Ritter? -pomyślała Sandra. -Ritter Wulf?
-Jak mam być spokojny? Wszystko chrzanicie. Tracimy dawców, a na nowego idealnego musimy czekać aż Sandra urodzi.
Sandrze wydawało się, ze zna ten głos. Był on tak podobny do głosu jej adopcyjnego ojca, Santiago.
-Niekoniecznie. Czy przypadkiem nie wszczepiliście genu Irene wszystkim dzieciakom?
-Alfonso ma rację. -rozległ się kobiecy głos. -Trzeba sprawdzić resztę sierot.
-Theodora, to nie jest takie proste. Susanna została zlikwidowana. O tych dwóch  nie mamy żadnych wiadomości. Sandra ma się na baczności. Chyba, ze Lucia...
-Głupcy. Ten gen jest przenoszony tylko na potomstwo. Tylko młodsze dzieci Sandry i ona sama mogą być dawcami.
-Ritter, chyba zapomniałeś o jednej rzeczy. Nasz eksperyment objął tez chłopców. Jeden z nich przeżył i wciąż tu jest.
-Samuel się nie nadaje.
-Nie mówię tu o Samuelu. Tylko o niejakim Martinie. Jest możliwe, że jego nowo narodzone dziecko odziedziczyło geny ojca.
-Rebecka jest przy dzieciaku cały czas. To się nie uda.
-Chyba musimy poprosić o pomoc naszego starego przyjaciela, Noireta.
-Idioci, przez wasza głupią rozgrywkę, już nam nie ufa.
-Theodora, spokojnie. Ptaszek sam przyleci po lekarstwo.
-A więc jednak... -pomyślała Sandra. -Czyżby Noiret miał naprawdę coś wspólnego z tymi ludźmi? I kto to jest ta Theodora? Zaraz... Przecież już gdzieś widziała to nazwisko. Tylko gdzie?
-Noiret nie jest zarażony. To lipna imitacja wirusa, niegroźna dla życia. A ten bałwan uwierzył, ze naprawdę jest zarażony.
-Mamy nad nim pełną kontrolę. A tak przy okazji, jak się czuje panna Ugarte? Ludwig chyba by się wściekł, gdyby wiedział, ze teraz zajmujemy się jego córką.
-Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Ale kobieta jeszcze się nie nadaje. Ciągle się rzuca. Na Sandrę e leki zadziałały szybciej. Amelia jest odporniejsza.
-Ale jak się nie pośpieszymy, to oni zaczną coś podejrzewać.
-To ją uśpijcie, zamiast narkotyzować...

Sandra miała już dosyć. Usłyszała to, co chciała. Szybko i najciszej jak umiała wycofała się do wyjścia. Nie miała pojęcia co zrobić najpierw, czy powiadomić brata o porwaniu, czy ostrzec Rebeckę? A może nie powinna jej martwić, tylko porozmawiać z Martinem? To wszystko co usłyszała było potworne...

Postanowiła najpierw pójść w odwiedziny do Rebecki. Od dawna już obiecała to sobie zrobić, ale jakoś nie było czasu.
-Hej Rebecka, to ja Sandra, mogę wejść? -zapytała pukając do drzwi.
-Pewnie, wchodź.
-Hej kochana, jak się czujesz?
-Już całkiem dobrze. To całe cierpienie wynagradza mi mój maleńki skarbeniek.
Sandra podeszła do łóżeczka.
-Jest śliczna. Jak ją nazwaliście?
-Oliwka. -Rebecka się uśmiechnęła. -Zawsze podobało mi się to imię.
Sandra spojrzała na radosną koleżankę. Rebecka była wniebowzięta, taka radosna, jak nigdy. Sandra nie mogła jej psuć nastroju, nie miała do tego serca. Bo co by jej powiedziała? „Uważaj na małą, bo OTTOX chce ją porwać?” Przecież to brzmiało tak... Dziwnie i odlegle.
-Coś się stało? -zapytała Rebecka widząc zamyśloną kobietę. Ta uśmiechnęła się.
-Po prostu przypomniałam sobie jak ja zostałam po raz pierwszy mamą. Najpierw Marcos, później Paula. To były czasy. Niedługo czeka mnie to po raz trzeci. -dodała głaszcząc swój brzuch.
-Wiesz już czy to chłopiec czy dziewczynka?
-Nieee, chyba poczekam aż do porodu.
-Ja bym nie miała tyle cierpliwości. -zaśmiała się Rebecka. -Wiesz co? Tyle się ostatnio wydarzyło, nie było nawet czasu pogadać. Co byś powiedziała na kobiece ploteczki jak już dojdę do siebie? Ja, ty, Lucia?
-Bardzo chętnie. A myślałaś już o powrocie do pracy?
-Chyba jak tylko dojdę do siebie, myślę, ze od razu po tych feriach.
-Z własnego doświadczenia wiem, ze powinnaś z tym poczekać. Dziecko jest bardzo przywiązane do matki. Paula cały czas płakała jak mnie przy niej nie było. Marcos mniej, ale też nie miałam dużo wolnego czasu.
-Zobaczymy. Zarówno ja i Martin jesteśmy nauczycielami. Może Hector da radę dopasować plan tak, by któreś z nas zawsze przy niej było. Do czasu aż trochę podrośnie.
Kobiety porozmawiały jeszcze przez jakiś czas. Zbliżał się już wieczór, więc Sandra pożegnała się z Rebecką. Musiałą jeszcze pójść do Pauli .Obiecała wpaść do niej przed wyjściem. Na korytarzu spotkała Martina z rodzeństwem Rebecki. Chwilę z nim porozmawiała, ale śpieszył się do żony. Miał dla niej jakąś niespodziankę. Sandra nie wspomniała mu o grożącym niebezpieczeństwie. Nie chciała mu psuć tak wyjątkowego dnia. Postanowiła, ze jutro z nim porozmawia. Oliwka była na razie bezpieczna z mamą.

Sandra udała się ponownie do pokoju dziewczynek. Paula siedziała smutna na łóżku.
-Kochanie, co się stało? -zapytała kobieta siadając obok córki.
Mała przytuliła się do matki.
-Javier Holgado... Śmiał się ze mnie.
-Co tym razem słonko? Ach ten Javier, aż się prosi o porządny ochrzan. -dodała w myślach.
-Nic takiego...
-Paula, obiecuję, ze z nim porozmawiam jutro. Ten chłopak jest nieznośny. A teraz się zbieraj, idziemy do mnie do pokoju.
Sandra położyła małą do łóżka. W międzyczasie przyszła Lucia.
-Cześć Paula. Gotowa na wieczór z bajkami w wykonaniu Lucii? -zapytała uśmiechając się do dziewczynki.
-Taaak. A co mi poczytasz?
-Hmmm... a co nasza księżniczka lubi?
-Kubusia Puchatka! -powiedziała Paula z uśmiechem.
Sandra ubrała się i spojrzała ze zdenerwowaniem na zegarek. Dochodziła 22. O 22 mieli wyjechać ze szkoły i czuwać w samochodzie do 23. Pocałowała dziewczynkę na dobranoc.
-Pa kochanie. Pamiętaj, bądź grzeczna. Jak Lucia przeczyta ci bajkę, od razu spać, dobrze? Jest już późno.
-Dobrze mamo, papa.
-Lucia, postaramy się wrócić najszybciej jak to będzie możliwe. Oboje bierzemy nasze telefony komórkowe, więc jak coś to dzwoń. Mam nadzieję, ze nie będę musiała robić tego w druga stronę.
-Spokojnie Sandra, Paula jest ze mną bezpieczna. Uważajcie na siebie.
Sandra wyszła z pokoju i skierowała się w stronę gabinetu Hectora. Nie byłą pewna, czy ta wyprawa na cmentarz to dobry pomysł. A jeśli to była pułapka? Jeśli OTTOX chciał ich tylko zwabić w odosobnione miejsce, by mieć łatwy dostęp do uczniów? Ale już było za późno. Zapukała do pokoju Hectora.

Villa - 2011-02-08 00:00:43

daglas89 napisał:

-Cześć rodzinko – usłyszeli od drzwi.

-Cześć kochanie ;)
-Cześć szwagierku,
-Hej Martin.
-Widzę kochanie że pielgrzymki się tutaj przewijają dzisiaj.
-A jak, wszyscy chcą zobaczyć mała. Wychodzisz gdzieś?
-Tak właśnie przyszedłem w tej sprawie co ciebie. Coś trzeba dokupić dla małej?
-Tak kilka rzeczy. A tak większość mam u siebie w pokoju.
-A co?
-Wózek, łóżeczko, wanienkę i nosidełko do auta. Nie było czasu wcześniej kupić.
-Naprawdę tylko to?
-Tak myślę że na razie tak.
-Dobrze to jadę do miasta będę wieczorem. Pa kochanie, cześć dzieciaki.
-Pa skarbie, uważaj na siebie :*

I mężczyzna wyszedł z gabinetu Luci.

Nikt jednak nie wiedział, no prawie nikt, wiadomo rodzeństwo Rebeci z ich zdolnościami, nie trudno było coś przed nimi ukryć, że Martin szykował kolejny prezent, niespodziankę dla Rebeci i ich córeczki Oliwki.

- No nareszcie. Normalnie nieźle wam poszło muszę przyznać.
- Oj Martin, Martin ty nas naprawdę nie doceniasz. Powiedział David.
- No właśnie, po raz pierwszy zgadzam się z Davidem :D Dodała Ana.
- Oj dobra, dobra, najważniejsze, że Rebeca niczego się nie domyśliła.
- No kombinator to z Ciebie niezły trzeba ci przyznać, co ty na to David.
- Co ja, no  powiem tylko, że dlatego idealnie odnajduje się w naszej lekko pokręconej rodzince :lol:
- Oj no ty David jak już coś powiesz to naprawdę :P
- Dobra, dobra, bliźniaki, spokój :P
- Wszystko jest gotowe na Tip Top, teraz tylko Rebeca musi zobaczyć swój piękny pokój, no w sumie nasz wspólny pokój ;)
- Na pewno jej się spodoba. Powiedziała Ana.
- No w końcu sam wszystko wybierałem zażartował Martin :D
- No, co racja, to racja, ale gust jak na faceta to ty masz :P
- Blee, zaraz będę mieć odruchy wymiotne, śmiejąc się mówił David..

...

- No Lucia, nareszcie. Ileż można czekać :D
- Oj Martin, Twoja przyszła żona to niezły szpieg, nie tak łatwo wyjść :P, ale udałam, ze muszę wyjść za potrzebą, ze tak powiem :D
- Hahaha
Wszyscy wybuchnęli śmiechem :lol:
- No, co przynajmniej podziałało :P
- Dobra, skupmy się teraz na ważniejszych rzeczach. Lucia wiem, że Rebeca jutro może wrócić, do siebie, a czy nie można tego skrócić o ten 1 dzień, w sumie to nawet pół?? Pliss
- No nie wiem, Martin,  dopiero, co urodziła..
- Wiem Lucia, wiem, ale przecież daleko nie pójdzie :P jedynie piętro wyżej :D Chce je w końcu mieć przy sobie, proszę, zrobię co zechcesz :D
- Taaak? Na pewno, oj uważaj, bo się zdziwisz, czego mogę chcieć :lol:
- Oj tam, oj tam. To co zgadzasz się?
- No ok, niech będzie.
Martin z radości aż ,,rzucił" się na Lucię.
- Chcesz mnie udusić, ja chcę jeszcze trochę pożyć :P
- Obiecuję Ci coś za to :D Coś extra, że tak powiem. Poczekaj tylko chwilkę.
Martin wstukał numer do Lucasa.
- Halo, synku..
I nagle coś mu się przypomniało, Mierda! Już miał pytać Lucasa, o jego wujka Mario, gdy nagle zdał sobie sprawę, że ma naprawdę krótką pamięć, jak mógł zapomnieć..
- Tato? Stało się coś?
- Nie synku, chciałem powiedzieć, ze zaraz będę zabierać Rebecę i Oliwkę do ich starego-nowego pokoju :)
Czekaj na nas :)
Martin przypomniał sobie, że Mario dostał ważny telefon i powiedział, że zjawi się dopiero dzisiaj.
- Mierda. Jak moglem zapomnieć.
- Lucia mam do Ciebie prośbę, to ważne, musisz jechać na lotnisko i odebrać mojego kuzyna Mario, ma dzisiaj przyjechać, a umówiłem się z nim, że będzie na mnie czekał na lotnisku. Mierda! A ja teraz nie mogę, proszę zrób to dla mnie.
- No ok, ok, już jadę :) Nie ma problemu, Mario, tak.
- Tak, tak ma na imię. Poznasz go, przystojny brunet, z boskimi, jak wy to mówicie niebieskimi oczami :D

Klika minut później po lekkim zamieszaniu.

- Rebeco, kochanie, mam dobrą wiadomość. Lucia pozwoliła Ci wrócić do siebie :)
- Zabieram Cię do Twojego pokoju razem z Oliwką :)
- Ale jak to, Martin, poczekaj..
- Nie ma żadnego, ale. Muszę Ci tylko zawiązać oczy, bo to niespodzianka. Ana weźmie Oliwkę, David resztę,a a ja Cię poprowadzę :D
- Och Martin, ty wariacie :P
- No już idziemy, bez gadania :D

Chwilę później znaleźli się w pokoju, Lucas już na nich czekał. Martin rozwiązał Rebece chustkę z oczu, a ona po prostu.. Zamarła.. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa, po prostu nie spodziewała się czegoś, tak uroczego, tak pięknego..

- Boże, Martin, to jest, to jest.. Rebeca nie mogła mówić z wrażenia.. Łzy spłynęły jej po policzkach.
- Kochanie nie płacz, to wszystko dla Ciebie i naszego małego aniołka, dla naszej rodziny. Lucas mi oczywiście pomagał i nie tylko...
- Dziękuję Ci, naprawdę :* Kocham Cię, Lucas i ty pomagałeś tacie, dziękuję kochanie. To wszystko jest takie piękne, jak z bajki.
- A my siostra to co? Powiedział David..
- Oj wiecie dobrze, że wam też ;)
Rebeca jeszcze raz spojrzała na cały pokój, i nadal nie dowierzała.

Składał się jakby z 2 części, jeżeli można to tak nazwać, 1 to pokój w stylu Rebeci, a 2 to część tylko i wyłącznie dla Oliwiki :)
Część Oliwki była piękna, miała śliczny różowy kolor ścian, w tle namalowane były piękne białe chmurki i aniołki. Łóżeczko stało pod oknem, było piękne, ze śliczną oczywiście różowiutką maluteńką pościelą. Wózek stał za drzwiami, żeby nie zajmował dużo miejsca, jednak Rebeca, również go podziwiała, w końcu był w jej ulubionym kolorze, fioletowym, który idealnie komponował się z różowym kolorem w części pokoju Oliwki.
Na półkach stały prezenty od wszystkich, m.in piękne misie. Ubranka były schowane w ślicznej białej komódce z pięknym wyrzeźbionym imieniem Oliwka :)

W międzyczasie Lucas już tak się niecierpliwił, że poszedł na śniadanie :)

A teraz część Rebeci, na którą również nie mogła się napatrzeć :D
Jak dla Martina była śliczna, jednak nie tak zachwycająca jak Oliwki, ale Rebeca szybko mu to wybiła z głowy :D
- Głuptasie, piękne są obydwie części pokoju, przestań, w końcu w mojej jest to, o czym zawsze marzyłam. Mój własny Paryż :) Dziękuję :*

Tak, Rebeca, dostała swój wymarzony Paryż :D Na ścianie przy łóżku była fototapeta przedstawiająca piękny Paryż, w rogu pokoju stała wysoka lampka w kształcie Wieży Eiffla, która mieniła się kolorami flagi Francji :)
Cała część pokoju Rebeci i oczywiście Martina, miała pełno dodatków związanych z Francją.

Jednak, to co najbardziej urzekło Rebecę, to zdjęcie na jej szafce nocnej, które przedstawiało po prostu szczęśliwą rodzinę, bo tacy właśnie byli..  Rebeca, Martin, Lucas i ich mały aniołek, Oliwka..

Oranjezicht - 2011-02-08 00:18:06

Ostatnie dni były dla Lucasa jako małego chłopca naprawdę szalone. Poznał tylu nowych ludzi w tak krótkim czasie, dowiedział się, że nie tylko on miał jakiś dar, co go znacznie uspokoiło i nie czuł się już taki dziwny i wyobcowany pośród innych dzieci, urodziła się również jego malutka siostrzyczka Oliwka. "Wiem, że zawsze będę ją bardzo kochać i opiekować się nią tak jak Marcos Paulą czyli tak jak zawsze powinien starszy brat w końcu przez całe życie będę od niej o tyle starszy. Strasznie się cieszę, że w tak krótkim czasie moja rodzina tak bardzo się powiększyła - już nie jesteśmy tylko ja i tato, jest Rebeca i Oliwka i babcia i Davide i Ana...jestem najszczęśliwszym chłopcem na świecie nie chcę, żeby sie coś zmieniało już nigdy!" - myślał Lucas zajadając ze smakiem i z uśmiechem na ustach kolejne śniadanie w Internacie

paulax5 - 2011-02-08 09:37:45

Villa napisał:

- No Lucia, nareszcie. Ileż można czekać :D
- Oj Martin, Twoja przyszła żona to niezły szpieg, nie tak łatwo wyjść :P, ale udałam, ze muszę wyjść za potrzebą, ze tak powiem :D
- Hahaha
Wszyscy wybuchnęli śmiechem :lol:
- No, co przynajmniej podziałało :P
- Dobra, skupmy się teraz na ważniejszych rzeczach. Lucia wiem, że Rebeca jutro może wrócić, do siebie, a czy nie można tego skrócić o ten 1 dzień, w sumie to nawet pół?? Pliss
- No nie wiem, Martin,  dopiero, co urodziła..
- Wiem Lucia, wiem, ale przecież daleko nie pójdzie :P jedynie piętro wyżej :D Chce je w końcu mieć przy sobie, proszę, zrobię co zechcesz :D
- Taaak? Na pewno, oj uważaj, bo się zdziwisz, czego mogę chcieć :lol:
- Oj tam, oj tam. To co zgadzasz się?
- No ok, niech będzie.
Martin z radości aż ,,rzucił" się na Lucię.
- Chcesz mnie udusić, ja chcę jeszcze trochę pożyć :P
- Obiecuję Ci coś za to :D Coś extra, że tak powiem. Poczekaj tylko chwilkę.
Martin wstukał numer do Lucasa.
[...]
- Lucia mam do Ciebie prośbę, to ważne, musisz jechać na lotnisko i odebrać mojego kuzyna Mario, ma dzisiaj przyjechać, a umówiłem się z nim, że będzie na mnie czekał na lotnisku. Mierda! A ja teraz nie mogę, proszę zrób to dla mnie.
- No ok, ok, już jadę :) Nie ma problemu, Mario, tak.
- Tak, tak ma na imię. Poznasz go, przystojny brunet, z boskimi, jak wy to mówicie niebieskimi oczami :D

Lucia odrazu wsiadła do samochodu I pojechała po Mario choć tak napawdę bała się przecież ona go nigdy niewidziała –jak ja go odnajde sposród tylu osób?- zastanawiała się. Jadąc pomyślała, że najpierw zajrzyć do chorego synka przecież później obiecała, że zajmie się Paula to nie będzie mogła do niego przyjechać a musi sprawdzić jak się czuje. Po kilku minutach dojechała do domku i zeszła na dół porozmawiać z Alicia
-Dzień dobry! I jak lepiej już?
-nie bardzo gorączka ciągle rośnie
-a ile ma teraz?
-38,4
-przecież prosiłam Panią ze jak dojdzie do 38 żeby Pani do mnie zdzwoniła i mnie o tym poinformowała!
-tak, ale mówiła Pani, ze ma sporo pracy i jak się tylko uda to przyjedzie tu Pani wiec uznałam ze nie było sensu do Pani dzwonić
Poweim to jeszcze raz i wyraźnie: JAK COS SIĘ DZIEJE Z MOIM SYNEM COKOLWIEK CHOCBY NAJMNIEJSZA ZMIANA MA MNIE PANI NATYCHMIAST INFORMOWAC, JASNE?
-tak, przepraszam, to się niepowtórzy
Lucia weszła do synka sprawdzić jak się czuje
-cześć Kochanie! Jak się czujesz ?
-Boli mnie głowa…
-spokojnie Thomas zaraz coś Ci dam, jakiś magiczny lek dobrze?
-Mamo, źle się czuje
-wiem wiem kochanie zaraz będzie dobrze, zmierzę Ci jeszcze gorączkę
Lekarka zmierzyła synkowi temperaturę i okazało się, że ma on już 39,8. Odwróciła się od małego i podeszła do szafki z lekarstwami. Za chwilę do środka weszła pielęgniarka
-Co się dzieje?
-On ma już 39,8!
-ale.. to nie możliwe dopiero mierzyłam… Co Pani robi?
-podaje mu paracetamol

-Już syneczku zaraz będziesz się czul dobrze
-Mama…
-ciii już dobrze kochanie prześpij się
-Alicia podaj mu to jeszcze za 3 godz jakby nie przyszło do tego czasu dobrze?
-oczywiście
-Aha proszę rób mu też zimne okłady co jakiś czas a jak bys się gorączka utrzymywała i nie przeszło mu po godzinie to trzeba będzie zrobić zimną kąpiel mam nadzieję ze do tego nie dojdzie bo musze teraz pojechać na lotnisko, jakby tylko się coś działo od razu do mnie dzwoń, dobrze
-tak będę dzwonić

Kobieta z wielkim bólem serca wyszła od syna, już miała nawet dzwonić do Martina że jednak nie da rady pojechać po tego Mario bo Thomas jest chory ale obiecała mu ze go odbierze Martin tak ją prosił o to chciał wkońcu spędzić czas z rodziną. Lucia więc postanowiła zadzwonić do Jacqesa

-Zastawwiadomość po usłyszeniu sygnału…
-Mierda! Co on robi? Zawsze jak go potrzebuje to nie odbiera!
-Jack to ja Lucia, Thomas jest chory a ja muszę wyjechać proszę Cie jak będziesz mógł to zajrzyć do niego choć na chwilę

Po rozmowie wsiadła do samochodu i ruszyła na lotnisku

…………..Na lotnisku……………..
-jak ja go rozpoznam-myślała kobieta
Po czym wyjeła z toerbki kartke długopis i napisała na nie MARIO :D
Za kilka minut ludzie zaczeli wychodzić i do Luci podzszedł jakiś męźczyzna.
-Witam! Jestem Mario
Lucia stała i niewiedziała co powiedzieć… -yyy.. Lucia
-Miło mi wiele o Pani słyszałem od Martina
-tak? Martin coś o mnie wspominał? Mam nadzieję, że same te dobre rzeczy-zasmiała się Lucia
-spokojnie, zapewniam ze były to same dobre :D A jak przygotowania do ślubu?
-w sumie to niewiem wydaje mi się, że to jeszcze troche jest czasu do tego, Rebecka z Martinem mi nic nie wpominali ze to już teraz
-ja niewiem kiedy dokładnie zaprosili mnie na ślub to jestem :D
-chodz tam zaparkowałam- mówiła pokazując na swój samochód do Internatu nie jest az tak daleko
Razem wsiedli do środka i zaczeli rozmawiać
-więc czym się zajmujesz?
-ja? Ja.. jestem lekarzem a ty?
-ja jestem nauczycielem geografii choc dawno nie pracowałem w zawodzie bo ciągle gdzieś jezdżę
-widzę, że z Ciebie taki podróżnik
-tak podróże to moja pasja, a ty lubisz podroze?
-lubię, a w zasadzie to lubiłam bo teraz nie mogę sobie na to pozwolić
-nie? Dlaczego?
-wiesz mam tutaj syna… nie mogę go zostawić
-przecież to żaden problem jechać z dzieckiem
-tak to prawda, ale… Lucia już chciała powiedzieć o chorym dziecku jednak postanowiła tego nie robić
-ale?
-ale mam tez prace  i w ogóle…znajomych, których nie mogę zostawić- kobieta nie chciala już tu wspominać o OTTOXsie który i tak nie pozwoliby jej wyjechać
Jadąc do Internatu ciągle tak rozmawiali, nagle Lucia dostała SMS

Z chłopcem już lepiej gorączka spadła i mały śpi, proszę się o Niego nie martwić

Po przeczytaniu tego SMS Luci od razu poprawił się humor tak się martwiła o synka i uśmiechneła się sama do siebie
-widzę, że jakieś dobre wiadomości tak się uśmiechnełaś
-tak naszczęście tak, chociaż tyle bo ostatnio to sama praca i na nic czasu nie mam dobrze ze chociaz z małym dobrze
-z Twoim dzieckiem tak?
-tak, miał wysoką gorączkę, ale już pomału wszystko wraca do normy bałam się o niego i jeszcze tyle się ostatnio dzieje ze nawet nie mam kiedy się nim zająć
-to kto się nim zajmuje? Jakiś mały czy już starszy?
-teraz jest z nim pielęgniarka, ma 6 lat.
-to już nawet duzy chłopak, a jego ojciec? Przepraszam ze tak wypytuje to tak tylko z ciekawości dla zabicia czasu
-nie no ok. nie masz za co przepraszać, jego ojciec, hmm niewiem jak to okreslic wpadlismy kiedys. On dopiero od niedawna wie o Thomasie czasem do niego przychodzi i mi pomaga, mały bardzo go polubił i zauważyłam też że i Jack się zmienił dzięki synowi :D
A ty masz dzieci?
-nie, wczesniej nawet o tym nie myślałem ale teraz trochę tego żałuję wszyscy znajomi mają szczęsliwą rodzinę a ja zostałem sam. A właśnie Martin cos wspominał, że ojcem będzie poraz kolejny to prawda?
-nie, Martin już jest drugi raz ojcem :P
-i nie zadzwonił mi powiedzieć?
-może chciał zrobić Ci niespodziankę?
-może
-No nic jesteśmy na miejscu. Weź swój rzeczy pokaze Ci gdzie znajdziesz  Martina, a jakbys kiedyś czegoś potrzebował, porozmawiać albo pomocy lekarskeij to znajdziesz mnie u mnie w pokoju lub gabinecie lekarskim, zapraszam
-Dziękuję, chętnie skorzystam, Miło się z Tobą rozmawiało może dasz się nie długo zaprosić na jakiś spacer?
-może…
Kobieta zaprowadziła Mario do pokoju Martina zastawiła go tam i poszła do swojego gabinetu.

Julia25 napisał:

Sandra udała się ponownie do pokoju dziewczynek. Paula siedziała smutna na łóżku.
-Kochanie, co się stało? -zapytała kobieta siadając obok córki.
Mała przytuliła się do matki.
-Javier Holgado... Śmiał się ze mnie.
-Co tym razem słonko? Ach ten Javier, aż się prosi o porządny ochrzan. -dodała w myślach.
-Nic takiego...
-Paula, obiecuję, ze z nim porozmawiam jutro. Ten chłopak jest nieznośny. A teraz się zbieraj, idziemy do mnie do pokoju.
Sandra położyła małą do łóżka. W międzyczasie przyszła Lucia.
-Cześć Paula. Gotowa na wieczór z bajkami w wykonaniu Lucii? -zapytała uśmiechając się do dziewczynki.
-Taaak. A co mi poczytasz?
-Hmmm... a co nasza księżniczka lubi?
-Kubusia Puchatka! -powiedziała Paula z uśmiechem.
Sandra ubrała się i spojrzała ze zdenerwowaniem na zegarek. Dochodziła 22. O 22 mieli wyjechać ze szkoły i czuwać w samochodzie do 23. Pocałowała dziewczynkę na dobranoc.
-Pa kochanie. Pamiętaj, bądź grzeczna. Jak Lucia przeczyta ci bajkę, od razu spać, dobrze? Jest już późno.
-Dobrze mamo, papa.
-Lucia, postaramy się wrócić najszybciej jak to będzie możliwe. Oboje bierzemy nasze telefony komórkowe, więc jak coś to dzwoń. Mam nadzieję, ze nie będę musiała robić tego w druga stronę.
-Spokojnie Sandra, Paula jest ze mną bezpieczna. Uważajcie na siebie.

Kobieta wzięła książkę i zaczeła czytać dziewczynce, po kilku rozdziałach mała zasneła tuląc swojego misia. Lucia wyjeła więc swoje papiery i zaczeła uzupełniać dokumentacje medyczną. Po dłuższym czasie. Paula nagle się obudziła w właściwie zaczeła wołać przez sen
-Mamo!, Mamusiu, pomocy!
Lucia podbiegła do dziewczynki przytuliła ja
-spokojnie Paula jesteś bezpieczna, Mam nie długo przyjdzie - spojrzała na zegarek – już długo ich nie ma…może coś się stało?- zamartwiała się kobieta
-Nie! Zostawcie ja nie chcę-krzyczała Paula
-Hej jesteś bezpieczna nikt już nic Ci nie zrobi, mówiła ciągle tuląc małą. Po kilku minutach dziewczynka wreszcie się uspokoiła i spała spokojnie
Jednak mineła kolejna godzina a rodzeństwo dalej nie wracało
-może powinnam iść ich szukać?- zastanawiała się
Gdy już miała wychodzić z Internatu Sandra weszła do pokoju
-I jak? Kto to był? –dopytywała Lucia
-Nie mam siły dziś już o tym opowiadać powiem Ci jutro dobrze?
-jasne idz się połóż i odpocznij

Lucia poszła do swojego pokoju wciąż myśląc kto to mógł być i co tam się takiego stało, gdy tylko się obudziła poszła się ogaarnąć a gdy wychodziła i zamykała pokój podbiegła do niej Carol, prosząc o Pomoc…

daglas89 - 2011-02-08 12:17:25

Villa napisał:

Jednak, to co najbardziej urzekło Rebecę, to zdjęcie na jej szafce nocnej, które przedstawiało po prostu szczęśliwą rodzinę, bo tacy właśnie byli..  Rebeca, Martin, Lucas i ich mały aniołek, Oliwka..

-Kochanie kiedy ty zrobiłeś te zdjęcie?
-Nie pamiętasz?
-Faktycznie zapomniała o tym, za szybko się wszystko dzieje.  Dziękuje jeszcze raz za miłą niespodziankę. Kocham cię  :love:
-Też cię kocham.
-Dziękuje wam też dzieciaki a teraz zmykajcie na śniadanie. Martin wziął od Any córeczkę w ramiona.
-Dobra, Pa :) – odparła Ana.
-Rebeco mogę później przyjść i porozmawiać z tobą?
-Oczywiście braciszku.
-Dziękuje, do zobaczenia.
-Pa.

Rebece odprowadziła rodzeństwo do drzwi i odwróciła się w stronę narzeczonego i nie mogła się napatrzeć na to co widziała.

-Na co tak patrzysz kochanie?
-Na was. Moje kochane skarby :*
-Prawda że ona jest urocza?
-Tak kochanie ale odłóż ją teraz do łóżeczka bo inaczej przyzwyczai się do noszenia na rekach i będzie później z  tym kłopot.
-Ale ja chce ją nosić.
-To będziesz to robił w nocy jak będzie płakać a teraz ja chce ciebie.
-Dobrze już dobrze.

Martin położył ich córkę do jej nowego łóżeczka i odwrócił się w stronę przyszłej żony.

-Teraz jestem twój.
-Nigdy do końca nie będziesz mój zawsze będą jeszcze dzieci.
-Wiem kochanie jesteście we trójkę dla mnie najważniejsi.
-Wiem misiaczku :* Stęskniłam się za tobą. ;)
-Ja za tobą też słonko :*

Rebece przytuliła się do mężczyzny.

-Kochanie myślałaś  jak urządzić nasz ślub?
-Mam kilka pomysłów a może to zostawić na jutro?
-Dobrze :D

Rebeca wyplątała się z uścisku i podeszła do łóżeczka zobaczyć jak śpi ich córka nie mogła się na nią napatrzeć od dwóch dni.

- Jest cudowna.
-Wiem kochanie.
-Tak jak mama.
-Dziękuję za komplement.

W tym momencie zadzwonił telefon Martina

-Słucham?
-Martin przyjdź na chwile na dół mam do ciebie sprawę
-Dobrze już idę
-No to czekam  -odpowiedział Hector
-Pa.

-Co się stało kochanie?
-Hector coś chce o de mnie nie powiedział co.
-No to idź jak to pilne.
-Zaraz wrócę kochanie.
-Dobrze :*

Martin wyszedł z pokoju a Rebeca postanowiła się zdrzemnąć do póki mała Oliwka śpi. Już się kładła gdy usłyszała pukanie do drzwi.

Julia25 napisał:

-Hej Rebecka, to ja Sandra, mogę wejść? -zapytała pukając do drzwi.
-Pewnie, wchodź.
-Hej kochana, jak się czujesz?
-Już całkiem dobrze. To całe cierpienie wynagradza mi mój maleńki skarbek.
Sandra podeszła do łóżeczka.
-Jest śliczna. Jak ją nazwaliście?
-Oliwka. -Rebecka się uśmiechnęła. -Zawsze podobało mi się to imię.
Sandra spojrzała na radosną koleżankę. Rebecka była wniebowzięta, taka radosna, jak nigdy. Sandra nie mogła jej psuć nastroju, nie miała do tego serca. Bo co by jej powiedziała? „Uważaj na małą, bo OTTOX chce ją porwać?” Przecież to brzmiało tak... Dziwnie i odlegle.
-Coś się stało? -zapytała Rebecka widząc zamyśloną kobietę. Ta uśmiechnęła się.
-Po prostu przypomniałam sobie jak ja zostałam po raz pierwszy mamą. Najpierw Marcos, później Paula. To były czasy. Niedługo czeka mnie to po raz trzeci. -dodała głaszcząc swój brzuch.
-Wiesz już czy to chłopiec czy dziewczynka?
-Nieee, chyba poczekam aż do porodu.
-Ja bym nie miała tyle cierpliwości. -zaśmiała się Rebecka. -Wiesz co? Tyle się ostatnio wydarzyło, nie było nawet czasu pogadać. Co byś powiedziała na kobiece ploteczki jak już dojdę do siebie? Ja, ty, Lucia?
-Bardzo chętnie. A myślałaś już o powrocie do pracy?
-Chyba jak tylko dojdę do siebie, myślę, ze od razu po tych feriach.
-Z własnego doświadczenia wiem, ze powinnaś z tym poczekać. Dziecko jest bardzo przywiązane do matki. Paula cały czas płakała jak mnie przy niej nie było. Marcos mniej, ale też nie miałam dużo wolnego czasu.
-Zobaczymy. Zarówno ja i Martin jesteśmy nauczycielami. Może Hector da radę dopasować plan tak, by któreś z nas zawsze przy niej było. Do czasu aż trochę podrośnie.
Kobiety porozmawiały jeszcze przez jakiś czas. Zbliżał się już wieczór, więc Sandra pożegnała się z Rebecką.

Gdy Sandra wyszła Rebeca przeczuwała że coś się dzieje ale nie chciałam wypytywać koleżanki o co chodzi. Jak będzie chciała powie prędzej czy później.

------ Po 15 minutach --------

-No już cichutko mama jest przy tobie.

Rebece zmieniła pampersa małej i wzięła ją w ramiona żeby nakarmić, usiadła wygonie na łóżku i podstawiła małą do karmienia.

-No widzisz o co było tyle krzyku cukiereczku mój :* Mama zawsze da jeść :D
Kobieta patrzyła zafascynowana na swoje dziecko.

Puk Puk  …

-Proszę.
-Hej, widzę że za każdym razem jak chcę z Tobą porozmawiać trafiam na karmienie.
-Widocznie wiesz kiedy masz przyjść braciszku :D

Rodzeństwo spojrzało na siebie i zaczęło się śmiać.

-O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
-Martwię się o mamę.
-W jakim sensie?
-Nie radzi sobie z sytuacją że jest kaleką i jeszcze nie pogodziła się ze śmiercią taty.
-Wiedziałam!
-Ale co wiedziałaś?
-Mama rozmawiała kiedyś na ten temat z Lucia a ta przekazała mi to w sekrecie.
-Jak wiedziałaś to czemu nic nie zrobiłaś?
-Bo dowiedziałam się o tym wczoraj braciszku a mama i tak by nie przyjęła naszej pomocy bo nie chce nas za bardzo martwić, a szczególnie mnie bo byłam w ciąży.
-I co z tym zrobimy?
-Z tego co wiem to Lucia zaproponowała mamie psychologa.
- I myślisz że jej pomorze?
-Manuel to świetny lekarz mam nadzieje że pomorze.
-Też mam taką nadzieje.
-Braciszku mam do ciebie prośbę? -Obserwuj mamę dyskretnie jak będzie się coś działo to daj mi znać.
-Dobrze, mogę potrzymać Oliwkę?
-Możesz.

Rebeca podała mała bratu. Który wziął ją na ręce i zaczął chodzi z nią po pokoju i cos szeptał do jej uszka. Kobieta sięgnęła do szuflady po aparat fotograficzny i zaczęła sptrykać fotki bratu i swojej córeczce. Jak to kiedyś mówiłam że chce uwiecznić każdą chwilę swojej kruszynki żeby mała miała kiedyś co oglądać jak podrośnie.

-Skończyłaś?
-Tak.
-Dziękuje za sesję :D
-Nmzc ;)
-Dobrze siostrzyczko idę do znajomych.
-Widzę że się już zadomowiłeś w Internacie.
-Tak i dziękuje że nas tu przywiozłaś, chyba spotkałem miłość swojego życia.
-Kogo?
-Victorię.
-Tylko jej nie skrzywdź bo to wrażliwa dziewczyna.
-Nie martw się o to będę powoli postępował aż będzie moja.
-Powodzenia.
-Nie dziękuje.

Chłopak podał siostrze jej dziecko i wyszedł z pokoju.Mam nadzieje że wreszcie spotka odpowiednia dziewczynę.

-Jak myślisz kruszynko? Wujek się zakochał :D

Dziewczynka uśmiechnęła się do matki.

-Widzę że się ze mną zgadasz, a teraz czas na twoja pierwsza kąpiel kochanie :*

Rebeca położyła małą na łóżku i poszła przygotować wanienkę do kąpieli gdy ktoś ponownie zapukał do pokoju.

paulax5 napisał:

Kobieta zaprowadziła Mario do pokoju Martina.

-Proszę.
-Cześć Rebeco.
-Cześć Lucio.
-Jest Martin?
-Nie gada z Hectorem.
-Przyprowadziłam dla niego gościa.
-Kogo?
-Ty pewnie jesteś Rebeca ? -powiedział Mario.
-Tak, a ty pewnie kuzynem Martina. Mario prawda?
-Tak.
-Miło cię poznać. Dzięki Lucio :*
-Nmzc ;)
-Też cię miło poznać Rebeco :D
-To ja lecie  - odparła Lucia.
-Dzięki jeszcze raz. :)
-Miło było cię poznać Lucio.
-Mi też, pa

paulax5 napisał:

Zastawiła go tam i poszła do swojego gabinetu.

-Witaj w rodzinie - powiedział Mario i uścisnął kobietę.
-Dziękuje, jak widzisz nie ma mojego mężczyzny ale za to jest inny członek rodziny.
-Wiedź to prawda co mówiła Lucia że urodziłaś?
-Tak dwa dni temu.
-Ciekawe czemu mój drogi kuzynek mnie o tym nie poinformował.
-Nie wiem ale on ostatnio lubi robić niespodzianki wszystkim .
-Możliwe.

Rebece wadał się w dyskusje z Mario na temat Martina.

W tym samym czasie:

Julia25 napisał:

Na korytarzu spotkała Martina z rodzeństwem Rebecki. Chwilę z nim porozmawiała, ale śpieszył się do żony. Miał dla niej jakąś niespodziankę. Sandra nie wspomniała mu o grożącym niebezpieczeństwie. Nie chciała mu psuć tak wyjątkowego dnia. Postanowiła, ze jutro z nim porozmawia. Oliwka była na razie bezpieczna z mamą.

Martin pożegnał się z Sandrą i swoją rodzinką i poszedł do Rebeci. Zastał ją jak rozmawia z jakimś mężczyzną poczuł się zazdrosny.

-KTO TO JEST? I CO ON TU ROBI?

Mężczyzna się odwrócił

-Ładnie to tak się witasz z kuzynem?
-MARIO? To naprawdę ty?

Rebeca zaczęła się śmiać a Martin się zmieszał tym że nie poznał swojego kuzyna. ...

Krisztian - 2011-02-08 13:51:26

Krisztian napisał:

Noc minęła bardzo spokojnie, lecz rano, na lekcjach zabrakło Julii.
- Gdzie jest Julia? - zapytał Ivan.
- Źle się czuła. Wymiotowała i została w pokoju. - odpowiedziała Carol.
- Coś poważnego?
- Nie, zwykłe zatrucie.

Po lekcjach Ivan wraz z przyjaciółmi odwiedził Julię.
- Jak się czujesz kochanie? - zapytał Ivan.
- Brzuch mnie boli. I mam gorączkę. - odpowiedziała rozpalona Julia.
- Może pójdziemy po Lucię? - zapytał Marcos.
- Nie, nie umieram. - uśmiechnęła się Julia.
- Okej, to odpoczywaj. Chłopaki, chodźcie stąd. - powiedziała Vicky i złapała Marcosa i Ivana i wyszli. Julia przytrzymała Carol za rękę.
- Słuchaj, nie chciałam nic przy nich mówić, ale ze mną jest źle. Możesz iść po Lucię? - zapytała.
- Oczywiście, niech tylko odejdą trochę i biegnę po nią. - odpowiedziała Carol.
3 minuty później...
- To ja idę. Trzymaj się. Zaraz wracam.
- Okej.. - powiedziała Julia i przewinęła się z jednego boku na drugi.

15 minut później wróciła z Lucią.
- Boże! Julia, jak Ty wyglądasz. - powiedziała Lucia.
- No nie jestem w szczycie formy. - odpowiedziała.
- Carol, zostaw nas na chwilę. - powiedziała Lucia.
- Nie, Carol, zostań. Proszę.
- No dobrze.... gdzie Cię boli? - zapytała.
- Tutaj najbardziej. - powiedziała Julia pokazując na prawy bok.
- Wyrostek. Oby nie pękł, bo będzie bardzo źle. - odparła.
- Jak źle? - zapytała Carol.
- Można myśleć o najgorszym wtedy....
- Trzeba ją zawieść do szpitala! - krzyczała Carol. - Biegnę po Hectora !
- Nie, czekaj. Nie zdążymy do szpitala. Ja jej wytnę wyrostek. W końcu jestem lekarzem i na coś poważniejszego się przydam, a nie..otarcia na gimnastyce...
- Jesteś pewna, że dasz radę? - zapytała Julia.
- Zaufaj mi. - odparła.
- Carol... pójdź po Ivana i Marcosa. Muszą mi pomóc przenieść Julię do gabinetu.
- Ale...oni mieli nic nie wiedzieć. - odparła Julia.
- Chcesz żyć? - zapytała. - I tak by się Ivan dowiedział...widząc Twoją bliznę. - uśmiechnęła się Lucia.
Carol wybiegła z pokoju.
- Będę mieć taką bliznę jak ma Ivan? - zapytała Julia.
- Haha. Nie, Będziesz miała malutką bliznę, która z czasem stanie się prawie niewidoczna. Ivan ma bliznę od czegoś innego.... - powiedziała Lucia. - Właśnie, tylko od czego.. - szepnęła.
- Co mówiłaś? - zapytała Julia.
- Nie, nic.
Do pokoju wbiegł Marcos z Ivanem.
- Wzięliśmy ze sobą Davide'a. Pomoże nam. - powiedział Marcos.
- Lucia, co jej jest? - pytał Ivan.
- Nie pytaj tylko złapcie łóżko i chodźcie do gabinetu. - odpowiedziała.
Marcos z Ivanem i Davidem zanieśli Julię do gabinetu Lucii.
- Teraz wyjdźcie. Wyjdźcieeeeeee! - krzyczała Lucia.
- Ivan, chodź. Tylko przeszkadzasz. - powiedział Marcos i wyprowadził Ivana z gabinetu.

- Narkoza, narkoza... Jest! - powiedziała Lucia. - Zaraz zaśniesz. - dodała.
Julia spojrzała na buteleczkę z kroplówką. W myślach przeczytała napis na niej: Ottox, i zasnęła.
Lucia przez godzinę 'operowała' Julię.
- Na szczęście wyrostek nie pękł. Uff... - mówiła sama do siebie.

Po godzinie wyszła z gabinetu.
- I co z nią? Będzie dobrze? - zapytał Ivan.
- Będzie miała tylko bliznę w podobnym miejscu jak Ty. - uśmiechnęła się Lucia.
- Bardzo zabawne. - odpowiedział. - A czemu ona śpi? - dopytywał.
- Narkoza....za...5 minut powinna się obudzić. Możecie przy niej być, ale ma się nie przemęczać. Nie wstawać, nie mówić za wiele. - powiedziała Lucia.
- Jasne. - odpowiedział Marcos.

- Julia, jak się czujesz? - pytała Carol.
- D-o-b-r-z-e. - wydobyła z siebie głos zmęczona.
- Jesteśmy z Tobą. - powiedziała Vicky.
- O-t-t-o-x. - dodała Julia, kaszląc.
- Co? Jak Ottox? Co Ottox? - pytał Marcos.
Julia wskazała palcem na kroplówkę. Marcos podniósł się i pokazał wszystkim to co i on zobaczył. Na kroplówce widniało logo Ottoxu.
- Mierda, skąd to ma Lucia? - pytał Ivan.
- Ona też jest z nimi? - pytała Carol.
- Musimy być ostrożni. - dodała Vicky.
- Dobrze, że Ci nic nie zrobiła. - powiedział Marcos, po czym wyszeptał: - Miejmy nadzieję...

Do pokoju weszła Lucia.
- Dobra, koniec odwiedzin. Dajcie jej się przespać. Za 3 godziny będzie już u siebie w pokoju. - powiedziała.
Wszyscy wyszli z gabinetu. Ostatni szedł Ivan:
- Lucia, nie wiem czy dobrze robię, ale: dziękuję Ci. Uratowałaś jej życie. - powiedział.
- Taka moja praca. - uśmiechnęła się Lucia.
- I tego się obawiam... - szepnął i wyszedł z gabinetu.

BarthezzLodz - 2011-02-08 19:43:23

Sandra zapukała do pokoju Hectora, ponieważ zbliżała się już godzina dwudziesta druga, a więc rodzeństwo powinno już przygotować się do wyjazdu na madrycki cmentarz Almudena.
- O, dobrze, że jesteś! – powitał kobietę Hector. – Właśnie miałem po ciebie iść. Musimy już wyjeżdżać, jeżeli chcemy być tam na dwudziestą trzecią.
- Ja się boję. Czego oni mogą od nas chcieć? – zapytała Sandra.
- Nie wiem. Nie ma innego wyjścia, żeby się dowiedzieć – musimy tam pojechać.
Mówiąc to mężczyzna wziął swą siostrę pod rękę i zszedł z nią pod internat, gdzie czekał już na nich zaparkowany seat altea. Ten samym, którym wcześniej jechali do dawnego domu Sandry i jej „ojca”. Auto, mimo uszkodzeń spowodowanych wypadkiem, prezentowało się bardzo dobrze. Tuż po całej sytuacji Hector oddał swój samochód do mechanika. Na błyszczącym srebrnym lakierze nie było żadnych śladów po nieprzyjemnym zajściu.
Drogi prowadzące z Czarnej Laguny w kierunku madryckiego cmentarza były puste. Nic dziwnego, większość ludzi była już bowiem dawno w swoich domach. Tu i ówdzie pojawiały się jednak nieliczne samochody. Pogoda zaczynała się psuć. Ciemne chmury zasłoniły księżyc, który tej nocy był w fazie pełni. Niedługo potem zacząć siąpić drobny deszcz, który wkrótce zamienił się w gwałtowną ulewę.
- Jeszcze tylko tego nam brakowało! – odezwała się Sandra.
Po ponadpółgodzinnej podróży rodzeństwo dotarło pod cmentarz. Almudena prezentowała się nazbyt okazale, co potęgowało uczucie strachu i  niepewności.
- I co teraz zrobimy? – zapytała kobieta.
Hector i Sandra stali przed główną bramą prowadzącą na madrycką nekropolię. Była godzina 22:54, a więc do umówionego czasu brakowało nieco ponad pięć minut.
Na bramie wisiała tabliczka:
„Cmentarz Almudena otwarty jest dla odwiedzających w godzinach 6 – 22.”
Hector odruchowo pchnął bramę do środka, a ta, z niewielkim oporem, otworzyła się, skrzypiąc przeraźliwie. Zobaczyli przed sobą strzałkę, która kierowała ich w prawo. Wyglądało to jakby ktoś chciał bawić się z nimi w podchody.
- Hector… Ja się boję!
- Nie bój się, kochana, jestem przy tobie. Nic ci nie grozi – próbował uspokoić siostrę.
Po kilku krokach natrafili na narysowaną kopertę, która, jak rodzeństwo pamiętało z dzieciństwa, oznaczało, że w pobliżu ukryte jest zadanie. Oznaczenie to znajdowało się na jednym z grobowców.
- Pamiętasz może w jakiej odległości od oznaczenia musi znajdować się zadanie? – zapytał Hector.
- Z tego co pamiętam, to jest to maksimum piętnaście kroków. Mam nadzieję, że nie myślisz, że… że… że to zadanie znajduje się w środku?
- Mam nadzieję, że nie… - odparł mężczyzna.
Grobowiec, na którym narysowana została koperta pochodził z początku dziewiętnastego wieku, więc był jedną ze starszych mogił Almudeny. Jedyną rzeczą, która wyróżniała go od innych grobów znajdujących się w tej części nekropolii była wielkość – musiał należeć on do jednego z najbardziej wpływowych ludzi Hiszpanii. Teraz jednak grobowiec popadał w ruinę – spękane ściany, pozarastane chwastami otoczenie nie sprzyjały wizycie w jego wnętrzu.
- Zadania nigdzie nie ma – zmartwił się Hector.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wejść do środka. Tutaj są schody – odpowiedziała Sandra.

Villa - 2011-02-09 13:50:48

daglas89 napisał:

-KTO TO JEST? I CO ON TU ROBI?

Mężczyzna się odwrócił

-Ładnie to tak się witasz z kuzynem?
-MARIO? To naprawdę ty?

Rebeca zaczęła się śmiać a Martin się zmieszał tym że nie poznał swojego kuzyna. ...

- Boże, ale się zmieniłeś, normalnie Cię nie poznałem :D
- No widzę właśnie, zazdrośniku :P
- Haha, bardzo śmieszne. Kochanie, jak się czujesz? jak Oliwka?
- Ja w porządku, Oliwka również, a ty jak się czujesz? Bo chyba nie najlepiej :D Zażartowała sobie Rebeca.
- I ty Brutusie przeciwko mnie :) No, ale na pewno chcesz jeszcze odpocząć, zabieram więc Mario, pokażę mu internat i przy okazji sobie porozmawiamy o starych czasach.
- Troskliwy jak zawsze, odezwała się Rebeca :)
- Ja chętnie zobaczę internat.
- W takim razie do zobaczenia później kochanie :*
- Do zobaczenia :*

Martin i Mario wyszli z pokoju i udali się na dół w celu obejrzenia internatu przez Mario.

- Kim była kobieta, która odbierała mnie z lotniska? Spytał zaciekawiony Mario.
- To była Lucia, nasza piguła. Ale zaraz, zaraz.. No w ten sposób to ty się nigdy nie pytasz o kobiety. Czyżby Lucia wpadła w ci w oko? Teraz to Martin był zaciekawiony.
- Skłamałbym jeżeli powiedziałbym, że nie :D Jest bardzo ładna, miła, ma to coś, co mnie w niej pociąga. Ale nie znamy się tak dobrze, więc zachowuje dystans.
- Stary, Lucia to świetna kobieta, od czegoś trzeba zacząć :D Zaproś ją na spacer nad Lagunę, bądź na kolację, zobaczysz czy coś z tego będzie :) W końcu spróbować nie zaszkodzi.
- No wiesz, ale jeszcze sobie coś pomyśli..
- Mario, daj spokój, Lucia tą mądra kobieta, ty się już o nic nie martw, najpierw trzeba zrobić 1 krok, a potem będziesz się zastanawiał, co dalej.
- No ok, ok, przekonałeś mnie :D
- O proszę, dziwnym trafem, akurat tu jest jej gabinet.
- Ty cwaniaku, daj spokój spróbuję, ale może później.
- Żadne później, jak to mówią Now or never! Martin zapukał i wszedł do gabinetu Lucii, popychając Mario przed siebie.
Witaj Lucio :)
- Witaj Martin, witaj Mario. Słucham was? Powiedziała troszkę zmieszana Lucia.
- Tak więc, Mario chciał się Ciebie o coś zapytać, ja tymczasem pójdę poszukać Lucasa :)
- Martin, stary wielkie dzięki, naprawdę.. Powiedział równie zmieszany Mario..
- No to ja będę mykać, a ty Mario co języka w buzi nie masz, przywitaj się z Lucią..
- A tak przepraszam, z tego wszystkiego nie powiedziałem Dzień Dobry :)

Mario usiadł naprzeciwko Lucii, a Martin uśmiechnięty od ucha do ucha zostawił ich samych..

- Ciekawe, co z tego wyniknie, zastanawiał się Martin i udał się szukać Lucasa..

Julia25 - 2011-02-09 18:30:04

BarthezzLodz napisał:

Grobowiec, na którym narysowana została koperta pochodził z początku dziewiętnastego wieku, więc był jedną ze starszych mogił Almudeny. Jedyną rzeczą, która wyróżniała go od innych grobów znajdujących się w tej części nekropolii była wielkość – musiał należeć on do jednego z najbardziej wpływowych ludzi Hiszpanii. Teraz jednak grobowiec popadał w ruinę – spękane ściany, pozarastane chwastami otoczenie nie sprzyjały wizycie w jego wnętrzu.
- Zadania nigdzie nie ma – zmartwił się Hector.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wejść do środka. Tutaj są schody – odpowiedziała Sandra.

Hector zawahał się przez chwilę. Grobowiec wyglądał tak, jakby miał się w najbliższym czasie zawalić. Ale nie było innego wyjścia by się dowiedzieć KTO i w jakim CELU ściągnął ich o tak późnej porze i w tak przerażające i bezludne miejsce.
Mając nadzieję, ze nie jest to kolejna niespodzianka od ich 'kochanego' OTTOXu, rodzeństwo zeszło w dół po stromych schodkach. Z każdym kolejnym krokiem Sandra była coraz bardziej przerażona. Z popękanego sufitu zwisały liczne pajęczyny nadające temu miejscu wygląd rodem z najgorszych koszmarów. Gdzieś w oddali pohukiwała sowa. Coś zapiszczało i Sandra aż podskoczyła z przerażenia.
-Spokojnie, to tylko mysz. -powiedział Hector kierując światło latarki na małe zwierzątko uciekające do swej norki.
W końcu stanęli na równym gruncie. Znajdowali się kilka metrów pod ziemią. Ich oczom ukazał się korytarz, którego dalsza część znikała za stertą zwalonego gruzu i ziemi. Po obu stronach wąskiego tunelu znajdowały się masywne drzwi, zapewne prowadzące do poszczególnych krypt. Hector poświecił latarką po zimnych i wilgotnych ścianach. Przy drugich drzwiach na lewo znajdowała się wyryta strzałka.
-Chyba musimy tam wejść... -powiedziała Sandra. W jej głosie można było wyczuć narastająca panikę.
-Nie mamy innego wyjścia. Ta strzałka do czegoś lub kogoś nas prowadzi. -powiedział po chwili namysłu Hector. -Mam tylko nadzieję, ze nie są to drzwi do piekła. -dodał w myślach, po czym z  wysiłkiem pchnął drzwi. Były masywne i ciężkie, tak jak liczne drzwi w podziemiach Czarnej Laguny. Poświecił latarką przez szparę w drzwiach.
-I co, widzisz coś? -zapytała z przejęciem kobieta.
-Niewiele. Musimy wejść do środka by się przekonać, czy to właściwe miejsce.
Sandra pomogła bratu otworzyć żelazne drzwi. Metal był niemiły w dotyku i wilgotny. Kobieta żałowała, ze nie wzięła ze sobą rękawiczek.
-Myślałem, ze już się nie pojawicie. -Sandra omal nie zemdlała słysząc tajemniczy głos.
Hector pierwszy doszedł do siebie.
-Kim jesteś? -zapytał cicho. Nie musiał się wysilać. W pomieszczeniu nawet najcichszy szept brzmiał o wiele głośniej. Zakapturzona postać lekko się poruszyła, ale jej twarz nadal była skierowana w stronę ciemnej ściany.
-Jestem odpowiedzią na wasze pytania. -postać powoli się odwróciła i zdjęła czarny kaptur. Był to starszy mężczyzna. Jego cała twarz była naznaczona licznymi bliznami. W oczy rzucało się źle zrośnięte złamanie nosa. 
-Sandro, albo raczej Irene, nie poznajesz mnie?

Kobieta spojrzała na mężczyznę. Mimo ran jego twarz wydawała jej się znajoma. Już go gdzieś widziała...
-Alfonso? To... To pan? -wydukała zdziwiona Sandra. Właśnie stała oko w oko z mężczyzną, który kilka lat temu powiedział jej całą prawdę. Że była adoptowana, ze ma starszego brata, który jej szuka...
-Tak, to ja. Co prawda moi 'starzy znajomi' zadbali o zmianę mojego wizerunku. No cóż, tak bywa.
-Ale dlaczego chciał się pan z nami spotkać w takim miejscu i o tak późnej porze?
-Chłopcze, mamy powody by się ukrywać. Informacje o śmierci Susanny i doktor Abigeile bardzo nas zaniepokoiły.
-My...? -Sandra już nic  z tego nie rozumiała.
-Ja i ludzie, których zaniepokoiło to co działo się w sierocińcu Czarna Laguna. Ale o tym później. Rzeczy, których się dowiedzieliśmy dotyczą bezpośrednio ciebie, Sandro. Wspólnie uznaliśmy, ze zarówno ty, jak i twoi bliscy powinniście wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
-Skąd wiedział pan gdzie nas szukać? -Hector nie dawał za wygraną.
Alfonso spojrzał na niego wzrokiem nauczyciela.
-Mamy swoich informatorów, ale to teraz mało istotne. Możecie usłyszeć tutaj straszne rzeczy, prawdę, jakiej się nie spodziewaliście. Czy jesteście na to gotowi?
Sandra spojrzała na brata. Bała się tego, co mogła usłyszeć. Wiedziała jednak, ze to jest jedyna szansa, by się dowiedzieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Pokiwała głową.
-Jesteśmy gotowi. -powiedział Hector.
Alfonso wyjął z kieszeni krótkofalówkę.
-Saul, gotowe.
Po chwili do krypty wszedł drugi mężczyzna, na oko kilka lat młodszy od Alfonso.
Sandra spojrzała pytająco na mężczyznę.
-To nie jest zwykły grobowiec, o czym zaraz się przekonacie. OTTOX jest trudno przechytrzyć, więc musieliśmy zacząć myśleć jak oni. Tajna siedziba w podziemiach. Idziemy. -rzucił do Alfonso i rodzeństwa.
Cała czwórka poszła do ostatnich drzwi znajdujących się w głębi korytarza. Saul otworzył je bez żadnego wysiłku. Oczom rodzeństwa ukazało się coś na kształt niewielkiej sali konferencyjnej. Na ścianie wisiał ekran do projektora, pośrodku stał nieduży, drewniany stolik i kilka zwykłych krzeseł. Jedna ściana była zawieszona dziesiątkami czarno-białych i kolorowych zdjęć. Na drugiej stało kilka szafek. Część z nich wypełniona była po brzegi różnymi dokumentami, notatkami, zapiskami. Sandra z Hectorem usiedli na wskazanych im przez Saula krzesłach i w napięciu oczekiwali na dalszy rozwój rzeczy.
-Proyecto Geminis. -rzucił po chwili Saul. -Jest tak naprawdę kluczem do wszystkich teraźniejszych wydarzeń.
Sandrze przypomniał się tatuaż, który jej zrobiono. Znak bliźniąt.
-Ale co to ma tak naprawdę z nami wspólnego? -zapytała Sandra.
-Saul, zacznijmy może od początku. -Alfonso zwrócił się do mężczyzny. Ten spojrzał na niego i pokiwał głową.
-Rok 1945. Koniec II Wojny Światowej. Grupa 12 nazistów ucieka z Niemiec do Hiszpanii w obawie przed czekających ich procesem. Tam wszyscy przejmują tożsamość dawno zmarłych osób. Rozpoczynają zupełnie nowe życie.
Na ścianie pojawił się lista nazwisk i zdjęcia całej dwunastki. Drugie kliknięcie i obok prawdziwych nazwisk pojawiają się te, których używali po 1945 roku.
-O Boże. -szepnęła Sandra łapiąc Hectora za rękę. -Ritter Wulf,,, Santiago Pazos... mój ojciec... -łzy pociekły kobiecie po twarzy. -Książka nie kłamała...
Hector objął ją delikatnie. Nie wiedział co powiedzieć. Podejrzewał to od czasu, gdy znaleźli książkę z dedykacją, ale nie chciał w to uwierzyć.
-Założyli firmę farmaceutyczną znaną bardziej jako OTTOX. Była ona tylko przykrywką dla ich zbrodniczej działalności. -kontynuował Saul. -Nasi 'przyjaciele' pracowali nad wynalezieniem śmiertelnego wirusa, którego chcieli rozprzestrzenić na cały świat. „Tylko słabi muszą umrzeć”. Po niedługim czasie udało im się przejąć kilka szpitali, w tym Santa Barbara Hospital. Jednak pojawił się mały parobem w osobie córki Rittera, Evie Wulf.
Na ekranie ukazało się stare zdjęcie przedstawiające może pięcioletnią dziewczynkę. Miała blond loczki i uśmiechała się do fotografa.
-Ona wygląda zupełnie jak Paula... -szepnął zdumiony Hector. -I jak ty jak byłaś mała.
-Co się z nią stało? -zapytała Sandra.
-Dziewczynka przypadkowo znalazła się w laboratorium ojca. Zbiła probówkę i zaraziła się wirusem. Dla Rittera to był wielki cios. Ojciec, chcąc ją ratować, zamroził w specjalnej kapsule, przysięgając sobie, ze zrobi wszystko, by uratować córkę, by przywrócić ją do świata żywych.
-Właśnie dlatego powstał sierociniec Czarna Laguna. -dodał Alfonso. -OTTOX rozszerzył swoją działalność na szkołę. Na biednych, osieroconych dzieciach przeprowadzono nieraz śmiertelne eksperymenty. Wiele osób zniknęło bez śladu w tartych czasach. Kilkanaście lat później pojawiło się w sierocińcu rodzeństwo Espi. Irene dzięki swojej niezawodnej odporności była idealną dawczynią dla Evy. Jej i czwórce innych dziewczynek z wysokim IQ wykonano tatuaże bliźniąt, Proyecto Geminis. Każdą zaadoptowała jedna nazistowska rodzina, by mieć je na oku. Ty Sandro trafiłaś do Rittera, gdyż dziwnym zbiegiem okoliczności byłaś podobna do jego ukochanej córeczki.
-Tylko dlaczego ja nie pamiętam prawie nic z okresu mojego wczesnego dzieciństwa?
-Przeprowadzano na ws liczne eksperymenty. Narkotyzowano was, podawano specjalne leki, byście zapomniały o przeszłości. Dwie z was tego nie przetrwały. Nic dziwnego, ze wydawało się wam, iż to są wasi prawdziwi rodzice.
Sandra spojrzała na brata a później na mężczyzna. To, czego dowiedziała się wtedy w podziemiach nie dawało jej spokoju.
-Kiedyś w podziemiach usłyszałam przypadkowo rozmowę. -kobieta zawahała się. -Podobno tej czwórce dziewczynek i jednemu chłopcu wszczepiono moje geny odpowiedzialne za tę niezwykłą odporność. Ich dzieci będą takie jak ja, Paula i moje trzecie dziecko...
-Kiedy ty byłaś w podziemiach?! -zapytał zdenerwowany Hector. -Mówiłem ci, ze to jest niebez... -Saul uciszył go jednym machnięciem ręki.
-Niestety to prawda. -powiedział. -Tamte dzieci nie będą jednak do końca idealne. Będą miały jakąś lukę w systemie odpornościowym. Tylko i wyłącznie ty możesz przekazywać swoim dzieciom stuprocentowy gen.
-Ale Marcos nie jest na wszystko odporny. -wtrącił Hector.
-Marcos odziedziczył prawdziwe geny ojca. Paula i twoje trzecie dziecko, Sandro, już nie. -powiedział Alfonso. -Tutaj maczał palce OTTOX.
-Czy mój były mąż także miał z tym coś wspólnego? -zapytała Sandra po chwili milczenia.
Mężczyźni spojrzeli po sobie.
-Niestety, Andres był jednym z bliskich współpracowników twojego przybranego ojca. Zadbał o to, byś trafiła do szpitala, który był kontrolowany przez OTTOX. By twoje dzieci się w nim urodziły.
Kobieta ukryła twarz w dłoniach. To wszystko było takie potworne...
-Oni nie spoczną, póki nie będziesz w  ich rękach, Sandro. Ty i twoje dzieci. Teraz, gdy będziesz miała trzecie dziecko, jesteś dla nich jeszcze bardziej cenna. Pragnę zaryzykować stwierdzeniem, ze Lucia też jest w niebezpieczeństwie. I dzieci Martina... -powiedział Saul. -Musicie zrobić wszystko, by się obronić przed nimi. To będzie trudne, ale nie jet niewykonalne. -dodał Alfonso. -My swoją droga będziemy robić to, co do nas należy.
-Jeszcze się z wami skontaktujemy, i to niedługo .-dodał Saul. -A teraz wracajcie do Internatu i uważajcie na siebie.

Rodzeństwo pożegnało się z mężczyznami i wyszli z grobowca. Szli w milczeniu. Oboje myśleli o tym, czego się dowiedzieli. To było takie nierealne, a jednak prawdziwe. Dopiero gdy już wracali do Czarnej Laguny, Hector zapytał siostrę.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, ze idziesz do podziemi?
-Nie miałam zamiaru tego robić. Zauważyłam, ze ktoś wchodzi do kominka i poszłam za nim. Wtedy usłyszałam to, co usłyszałam...
Resztę drogi spędzili w milczeniu. Gdy dojechali na miejsce, Sandra pożegnała się z bratem i udała się szybko do swojego pokoju. Wiedziała, ze już jest bardzo późno i Lucia pewnie się o nich martwiła.

paulax5 napisał:

Gdy już miała wychodzić z Internatu Sandra weszła do pokoju
-I jak? Kto to był? –dopytywała Lucia
-Nie mam siły dziś już o tym opowiadać powiem Ci jutro dobrze?
-jasne idz się połóż i odpocznij

Sandra nie miała ochoty rozmawiać o tym, czego się dowiedziała. Sama nawet nie mogła w to uwierzyć. Podziękowała Lucii za opiekę nad Paulą i położyła się obok córeczki. Długo nie mogła usnąć, gdyż jej myśli krążyły wokół Proyecto Geminis i potworności, jakich dopuścił się jej adopcyjny ojciec. Ojciec? Czy w ogóle takiego człowieka powinno się nazywać ojcem? Spojrzała na Paulę śpiąca słodko. I co wspólnego miał z tym wszystkim jej mąż? Ojciec przynajmniej dwójki jej dzieci. Czy to prawda, ze od samego początku współpracował z OTTOXEM? Znużona tymi wszystkimi pytaniami, które pozostawały bez odpowiedzi, usnęła.

-Mamo, mamo! Obudź się. -Sandra otworzyła oczy i zobaczyła siedzącą obok niej Paulę.
-Hej słonko. -powiedziała siadając na łóżku. -Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Lucia świetnie umie czytać bajki. Jestem głodna...
Sandra szybko spojrzała na zegarek. Dochodziła 11. No tak, wczoraj wróciła późno, była potwornie zmęczona i zaspała.
-Kochanie, daj mi chwilkę. Zaraz zejdziemy na śniadanie.
-Mamo...?-Tak kochanie?
-I dzwonił Manuel. Nie chciałam cię budzić.
Sandra spojrzała szybko na córeczkę. No nie, nawet nie usłyszała jak dzwonił jej... Kolega? Przyjaciel? Ukochany?
-Tak? I co mówił?
-Wpadnie później. -powiedziała dziewczynka z uśmiechem.

Po chwili Sandra zeszła z Paulą do kuchni. Było już dawno po śniadaniu, ale Jacinta znalazła jeszcze coś dla nich. Gdy już zjedli, dziewczynka pobiegła do Evelyn się pobawić.  Sandra wyszła z kuchni i zastanawiała się co zrobić. Czy powinna pójść do Hectora i porozmawiać o tym, czego wczoraj się dowiedzieli? Nie zastała jednak brata w gabinecie. Spotkała za to idącą korytarzem Lucię.
-Hej Sandra. -przywitała ją lekarka. -Jak tam?
-Oj, już sama nie wiem w co wierzyć a w co nie. Wczoraj dowiedziałam się takich rzeczy, ze włosy stają mi na głowie dęba. Potrzebuję solidnego odpoczynku.
--Hmmm, Rozumiem cię.  Co powiesz na babskie ploteczki po południu? Ty, ja i może uda mi się namówić Rebeckę. Co ty na to?
-Kochana, nawet nie wiesz, jak mi tego potrzeba.
-To co, do zobaczenia po południu?
-Jasne.

Sandra wróciła do swojego pokoju. Już miała włączyć laptopa, gdy usłyszała pukanie do drzwi i wszedł Manuel z bukietem pięknych kwiatów.
-Witaj Sandra. Mam nadzieję, ze Paula przekazała, ze wpadnę?
-Tak. Kochaną mam córeczkę, nie chciała mnie budzić.
Manuel uśmiechnął się i dał kobiecie kwiaty.
-Proszę, to dla mojego kwiatuszka. Nie mogłem się oprzeć, gdy je zobaczyłem w kwiaciarni. Uznałem, ze będą ślicznie pasować do twojego pokoju.
-Dziękuję, są piękne. -powiedziała Sandra wstawiając bukiet do wazonu i całując mężczyznę w policzek.
-To co, gotowa na nasz rytualny spacer nad Lagunę? -zapytał z uśmiechem.
-Oczywiście. -powiedziała, po czym oboje wyszli z gabinetu.
Sandra obiecała sobie, ze nie będzie poruszać dzisiaj tematu wczorajszych wydarzeń. Chciała mieć jeden, normalny dzień. Chciała odpocząć od tego wszystkiego, co ostatnio zwaliło jej się na głowę.
Wyszli za bramy Internatu. Manuel nieśmiało objął Sandrę. Ta uśmiechnęła się do niego i ruszyli w stronę Laguny. Po kilku minutach zauważyli Lucię idąca z jakimś nieznajomym mężczyzną. Sandrze wydawało się, ze widziała go wczoraj w szkole.

paulax5 napisał:

-Jaki piękny dzień prawda? – krzykneła w stronę przyjaciół
Sandra wraz z Manuelem odwrócili się
-Buenos Dias ;)
-Widzę ze wy też na spacerek się wybraliście?- spytała Lucia
-to chyba Wy tez! My tu co drugi dzień przychodzimy –zaśmiała się Sandra
-chyba się nie znacie więc ja może przedstawie To jest Mario, kuzyn Martina a to moja przyjaciółka Sandra i przyjaciel Manuel
-Witam Mario!
-Manuel
-Sandra
-miło mi poznać
-nam również
-Widzę Sandra, ze miałam dobry pomysł z Manuelem :D
-oj tak Lucia, cieszę się, że poprosiłaś mnie o zajęcie się Sandrą
-nmzc. To może my nie będziemy Wam przeszkadzać i pójdziemy dalej prawda Mario?
-tak, tak, chodźmy dalej
-nieprzeszkadzacie nam przecież
-dobrze dobrze ale i tak pójdziemy, do zobaczenia w internacie!  I na ploteczkach Sandra!  :D –krzykneła oddalając się Lucia – AHA MANUEL! –podbiegła spowrotem do przyjaciół-
Bym zapomniała mam sprawę do Ciebie
-tak?
-chodzi o Mamę Rebecki, Panią Victorię.Miała bym prośbę
-słucham Cię, postaram się pomóc
-więc ona i jej mąż mieli niedawno wypadek, jaj mąż zginął na miejscu a ona jest sparaliżowana, Rebecka aby jej i rodzeństwu pomóc przeniosła ich tutaj i mieszkają u mnie w domku. Ostatnio zauważyłam, że ona nie radzi sobie z tym wszystkim, próbowałam z nią rozmawiać ale wiedz ja nie jestem w tym taka dobra jak ty, myślę, że taka rozmowa bardzo by jej ułatwiła pozbieranie się po tym, czy mógłbyś do niej zajrzeć jak bedziez miał wolną chwilkę?
-miałem już kilku pacjentów w podobnej sytauacji i faktycznie ciężko się z czymś takim pogodzić, hmm… to może jak już jestem tutaj to póżniej do niej zajrzę, dobrze?
-pewnie, zdzwonie do pielęgniarki żeby przekazała Pani Victorii, że przyjedziesz, a trafisz tam?
-postaram się
-to może jak będziesz miał jechać to przyjdz po mnie razem pojedziemy bo ja tez będę musiała jechac do Thomasa
-no dobrze to jak wrócimy to do Ciebie przyjdę
-ok. to będę czekałam, pa

Kobieta wraz z Mario odeszli dalej i zostawili nad laguną Sandrę z Manuelem

-Trudno to ukryć. -powiedziała Sandra udają zamyślenie. -Kolego, jesteś rozchwytywany.
-Tyko ciekawe, dlaczego Lucia nas tak szybko zostawiła. Maz jakiś pomysł>
-Żaaaadnego. -powiedziała kobieta z uśmiechem.
Nagle Manuel złapał ją i zakręcił w powietrzu.
-Wariacie! Postaw mnie na ziemi. -krzyknęła Sandra. -Ja jestem w ciąży. -Co ci odbija?
-Po prostu się cieszę, ze jesteś tutaj ze mną. Masz ochotę na mały piknik nad wodą?
-Piknik? -zapytała Sandra. -Na trawie jedząc jagody? -zaśmiała się.
-Nieee, zawiąż oczy. -powiedział dając jej chustkę. -i zdaj się na mnie.
-Kobieta posłusznie wykonała to, co powiedział jej Manuel.. Po chwili poczuła delikatny ucisk jego dłoni i poszła prowadzona przez mężczyznę przed siebie.
-Gdzie mnie prowadzisz?
-Zobaczysz, to niespodzianka. Możesz już zdjąć chustkę. -powiedział po chwili.
Sandra zdjęła materiał i i jej oczom ukazał się piękny widok. Manuel urządził piękny piknik na kocu przy samej Lagunie.
-Kiedy ty to wszystko zrobiłeś? -zapytała zdumiona.
-Dla mojej księżniczki wszystko. To co, siadamy i rozkoszujemy się tym, co tutaj mamy?

Przedpołudnie minęło Sandrze w przyjemnej atmosferze. Dzięki Manuelowi zapomniała chociaż na chwilkę o tym wszystkim, co miała na głowie. Chociaż przez kilka godzin mogła być normalną, szczęśliwa kobietą. Mogła poczuć się tak jak za dawnych lat. Spędzała miło czas z mężczyzną, który nie ukrywając, był jej bliski. Gdy już się najedli i wygadali, postanowili wrócić do szkoły. Zresztą Manuel obiecał odwiedzić mamę Rebecki.
Gdy zbliżali się już do Internatu, Sandra poczuła dziwny zapach. Coś jak dym.
-Czujesz to? -zapytała mężczyznę.
Manuel zatrzymał się.
-Coś jakby dym...
Sandra rozejrzała się dookoła i aż złapała mężczyznę za rękę ze strachu.
-Co jest? -zapytał zdziwiony.
-Manuel, co to jest? -zapytała przerażona widząc smugi dymu wydobywające się ze szkoły.
-Nie mam pojęcia... Chyba coś się pali...
Najszybciej jak mogli ruszyli w stronę Internatu. Sandra miała bardzo złe przeczucia. Za każdym razem, gdy opuszczała mury szkoły, działo się coś złego. Szybko wbiegli do środka.
-Tutaj! -krzyknął Manuel kierując się w stronę jadalni. Sandra pobiegła za nim. Ich oczom ukazał się straszliwy widok. Zawalona ściana, wszędzie walający się gruz, dym i krew. Uczniowie byli przerażeni, nauczyciele nie mniej. Sandra zauważyła Lucię i podbiegła do niej.

paulax5 napisał:

-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj ranych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłuszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodz pomoz mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodz nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz

paulax5 - 2011-02-09 18:30:21

Villa napisał:

Witaj Lucio :)
- Witaj Martin, witaj Mario. Słucham was? Powiedziała troszkę zmieszana Lucia.
- Tak więc, Mario chciał się Ciebie o coś zapytać, ja tymczasem pójdę poszukać Lucasa :)
- Martin, stary wielkie dzięki, naprawdę.. Powiedział równie zmieszany Mario..
- No to ja będę mykać, a ty Mario co języka w buzi nie masz, przywitaj się z Lucią..
- A tak przepraszam, z tego wszystkiego nie powiedziałem Dzień Dobry :)

Mario usiadł naprzeciwko Lucii, a Martin uśmiechnięty od ucha do ucha zostawił ich samych..

-więc słucham Mario co takiego chciałeś się zapytać
-ja…yyy… ja chciałem się spytać czy nie przeszłabyś się na spacer? Chciałbym zwiedzić okolice i potrzebuję przewodnika. Martin jest teraz zajęty rodziną a oprócz Ciebie to nikogo tu jeszcze nie znam
-wiesz.. ja w zasadzie to mam teraz du..
-zapomnij nie było pytania
-nie poczekaj ja bardzo chętnie z Tobą pójdę, tylko po drodze zajrzę jeszcze dokilku pacjentek i możemy iść dobrze?
-jasne to ja poczekam przed Internatem
-ok.

Lucia niewiedziała co o tym wszsytkim myśleć ale chciała trochę odpocząc i złapać świeżego powietrza po za tym Mario był bardzo symaptyczny dlatego zgodziła się na ten spacer. Postanowiła jednak jeszcze odwiedzić Julię i Rebecke. Napoczątku zdecydowała zajrzeć szybko do Julii

-Dzień dobry dziewczyny
-Dzięn dobry Lucia- odpowiedziały równocześnie Carol, Vicky i Julia
-i jak się czujesz Julia?
-dzis trochę lepiej, choć nadal jestem bardzo słaba
-to normalnie nie martw się za pare dni dojdziesz do siebie. Przyniosłam Ci kroplówkę do podłączenia bo jeszcze dziś nie możesz nic jeść. Jutro zaczniemy od jakiś sucharków, płatków kukurydzianych itp. A za jakiś tydzień już prawie wszystko będziesz mogła jeść normalnie. Zobaczysz po miesiącu zapomnisz ze w ogóle miałas wycinany wyrostek!
-trzymam Cie za słowo Lucia!
Lekarka podłączyła dziewczynie lek
-jakby się coś działo to dzwońcie do mnie, Julia masz mój numer prawda?
-tak, ostatnio sobie zapisywałam
-no więc dzwoń jak coś, ja teraz wychodze ze szkoły ale za jakąs 1-2 godz wrócę i zajrzę jeszcze raz do Ciebie. Mam nadzieję ze do tego czasu skonczy się już kroplówka. Pa, będę pozniej
-ciekawe dokąd ona się tak spieszy? -zastanawiły się koleżanki

Tymczasem Lucia poszła do Rebecki
...puk…puk…
-proszę
-Witaj rebecko!
-czesc Lucia
-jak się czujecie? :D
-a dobrze mała jest bardzo grzeczna i mało płacze. Martin bardzo mi pomaga jest taki czuły. Teraz poszedł gdzies z Mario
-tak wiem byli u mnie, Martin poszedł do Lukasa
-u Ciebie?
-tak, Mario zaprosił mnie na spacer nad lagune, zgodziłam się i czeka już na mnie ale chciałam jeszcze sprawdzić jak u Was
-no to możesz iść bo my się mamy bardzo dobrze, zobacz mała śpi więc ja też sobie odpoczywam, przyjdź później poplotkujemy sobie, Sandra też ma przyjść
-ooo widzę zapowiada się ciekawe popołudnie – ploteczki :D  Przyjdę na pewno, pa :*
-miłego spacerku! :D
-dziękuję!

Kobieta poszła od przyjaciółki i wyszła z Internatu gdzie czekał na nią Mario…
-już jestem Mario, możemy iść
-jaka piękna dziś pogoda…
-o tak! Słonko przyświeca kto by pomyślał ze w nocy taka ulewa była
-tak to prawda piękna jak Ty :D
-daj spokój Mario! Masz jakieś plany co do dalszych podróży? Długo zamierzasz to zostać?
-wyganiasz mnie?
-nie no coś Ty! Tak z ciekawości pytam
-niewiem na razie o tym nie myslałem, chciałbym zostać trochę w hiszpani póki co ale na razie muszę też znaleźć jakaś pracę a to może nie być łatwe
-a pytałeś może Hectora? Myślę, że przydałby się tutaj nauczyciel geografii
-nie pytałem ale może masz rację warto spróbować
-pewnie spróbować zawsze można ;)
W tym momencie doszli nad lagunę
-jak tu pięknie!
-tak, zwłaszcza jak świeci słońce
-może usiądziemy tu na chwilkę?
-czemu nie, możemy odpocząć trochę

Chwilę później Lucia dojrzała zbliżających się objętych :D Manuela i Sandrę.
-Jaki piękny dzień prawda? – krzykneła w stronę przyjaciół
Sandra wraz z Manuelem odwrócili się
-Buenos Dias ;)
-Widzę ze wy też na spacerek się wybraliście?- spytała Lucia
-to chyba Wy tez! My tu co drugi dzień przychodzimy –zaśmiała się Sandra
-chyba się nie znacie więc ja może przedstawie To jest Mario, kuzyn Martina a to moja przyjaciółka Sandra i przyjaciel Manuel
-Witam Mario!
-Manuel
-Sandra
-miło mi poznać
-nam również
-Widzę Sandra, ze miałam dobry pomysł z Manuelem :D
-oj tak Lucia, cieszę się, że poprosiłaś mnie o zajęcie się Sandrą
-nmzc. To może my nie będziemy Wam przeszkadzać i pójdziemy dalej prawda Mario?
-tak, tak, chodźmy dalej
-nieprzeszkadzacie nam przecież
-dobrze dobrze ale i tak pójdziemy, do zobaczenia w internacie!  I na ploteczkach Sandra!  :D –krzykneła oddalając się Lucia – AHA MANUEL! –podbiegła spowrotem do przyjaciół-
Bym zapomniała mam sprawę do Ciebie
-tak?
-chodzi o Mamę Rebecki, Panią Victorię.Miała bym prośbę
-słucham Cię, postaram się pomóc
-więc ona i jej mąż mieli niedawno wypadek, jaj mąż zginął na miejscu a ona jest sparaliżowana, Rebecka aby jej i rodzeństwu pomóc przeniosła ich tutaj i mieszkają u mnie w domku. Ostatnio zauważyłam, że ona nie radzi sobie z tym wszystkim, próbowałam z nią rozmawiać ale wiedz ja nie jestem w tym taka dobra jak ty, myślę, że taka rozmowa bardzo by jej ułatwiła pozbieranie się po tym, czy mógłbyś do niej zajrzeć jak bedziez miał wolną chwilkę?
-miałem już kilku pacjentów w podobnej sytauacji i faktycznie ciężko się z czymś takim pogodzić, hmm… to może jak już jestem tutaj to póżniej do niej zajrzę, dobrze?
-pewnie, zdzwonie do pielęgniarki żeby przekazała Pani Victorii, że przyjedziesz, a trafisz tam?
-postaram się
-to może jak będziesz miał jechać to przyjdz po mnie razem pojedziemy bo ja tez będę musiała jechac do Thomasa
-no dobrze to jak wrócimy to do Ciebie przyjdę
-ok. to będę czekałam, pa

Kobieta wraz z Mario odeszli dalej i zostawili nad laguną Sandrę z Manuelem

-czy ja dobrze zrozumiałem Ty nie mieszkasz w Internacie tylko gdzieś niedaleko?
-znaczy…ja…mieszkam w internacie ale mam też właśnie dom niedalek i zależy czase w nim zostaje wraz z  synkiem, chciałam mieć go blisko dlatego kupiłam ten domek
-to czemu nie mieszkasz razem z nim w internacie? Na lekcje by miał blisko
-Mario…to skomplikowane, nie chcę teraz o tym mówić
-dobrze nie chcesz to nie
Lucia posmutniała przecież tak naprawdę to ona bardzo by tego chciała i Thomas też, było jej przykro, że niestety nie może z nim mieszkać w Internacie. Mario zwrócił na to uwagę
-widzę, że się zamyśliłaś
Spojrzał jej prasto w oczy, po czym kobieta się leciutko uśmiechneła zbliżyli się do sibie i chyba oboje mieli  ochotę się pocałować jednak  ostatecznie oboje się wycofali
-to co może wrócamy, już późno się zrobiło muszę iść odłączyć uczenicy kroplówkę
-tak, wracajmy, Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dasz się zaprosić na spacer
-bardzo chętnie…

Powoli spacerkiem wrócili do szkoły.

crisfan - 2011-02-09 19:12:29

Jacques wiedział, że ma poważny problem.  OTTOX ma go w garści. Musi być ostrożny, bo inaczej wszystko co do tej pory udało mu się zrobić pójdzie na marne.  Thomas mnie potrzebuje, OTTOX  tak łatwo ze mną nie wygra. Gdy tak rozmyślał wpadł na Amelię. Uśmiechnął się do niej, kobieta też odpowiedziała uśmiechem.
-Jack…-zaczęła Amelia
-Tak?
-Chciałabym z Tobą porozmawiać.
-O co chodzi?
-Teraz muszę iść na lekcje, spotkajmy się po kolacji.
-Dobrze, będę czekał w moim gabinecie.-powiedział Jack i Amelia udała się do klasy.

Szedł korytarzem dalej gdy zobaczył jak Jacinta odbiera od kuriera ogromne pudło. Postanowił jej pomóc.
-Ja to wezmę-powiedział Jack
-Proszę, proszę kto by pomyślał Noiret oferujący swoją pomoc…
-Bez złośliwości Jacinta. Gdzie mam to zanieść?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia co ta paczka zawiera. Nie ma nadawcy.
-Strasznie duże to pudło i ciężkie.
-Zanieś je do jadalni, tam zobaczymy co to.
Weszli do jadalni i zaczęli rozpakowywać paczkę, jednocześnie zastanawiając się kto mógł ją przysłać.
Zawartość paczki zdziwiła ich oboje.  W środku była… piñata w kształcie wielkiego smoka.
-Przecież nie planujemy żadnej fiesty-zdziwił się Jack
-Może jakiś rodzic przysłał to dziecku-zastanawiała się Jacinta
-Co z tym zrobimy?
-Przywieś smoka obok dużego stołu do ściany, po kolacji urządzimy maluchom zabawę.

I tak też Jack zrobił. Miał jeszcze parę spraw do załatwienia, więc gdy smok wisiał udał się do gabinetu.  Przeglądał dokumenty od Pedra, gdy dostał smsa: Pora na lekarstwo. Zszedł do podziemi , wypił lekarstwo i wrócił do internatu. Akurat była pora kolacji. Wszedł do jadalni, wszyscy już byli. Usiadł przy stoliku dla nauczycieli. Tematem nr jeden był smok. Wszyscy zastanawiali się skąd on się wziął. Elsa była trochę zaniepokojona.  Kolacja trwała w najlepsze. Nagle usłyszeli huk…Jack poczuł jak odrzuca go do tyłu… Smok eksplodował. Wszędzie było pełno dymu, resztki smoka  paliły się.  Eksplozja nie była zbyt silna. Większości nic się nie stało.  Jednak kilkoro uczniów było poważnie rannych.  Lucia pobiegła do swojego gabinetu po apteczkę. Martin z Rebecą wyprowadzali uczniów, którym się nic nie stało. Jack pobiegł po wodę aby ugasić ogień. Amelia podeszli sprawdzić co z dziećmi, które były najbliżej smoka.  Były nie przytomne, wszędzie było pełno krwi…Jacinta zadzwoniła po straż….
Uczniowie szybko opuścili jadalnie. Elsa kazała im zebrać się w bibliotece.  Lucia biegła z apteczkę już wchodziła do jadalni…wszystko działo się bardzo szybko. Jack zauważył, że ściana zaczyna pękać. Zdążył tylko odepchnąć Amelię i ściana się zawaliła przysypując rannych uczniów i nogi Jacka. ..

paulax5 - 2011-02-09 22:18:23

Lucia wróciła z apteczką jednak niewiedziała od czego zacząć większość dzieci była przysypana i nie dało się do nich dojść jedyniek Jack był przysypany tylko w połowie. Lucia od razu do niego podbiegła
-Lucia, moje nogi- wykrztusił z siebie Jack
-spokojnie zaraz Cię odkopiemy
Kobieta odwróciła się do Hectora i Martina
-pomózcie! Trzeba ich odkopać
Hector tylko stał i patrzył-był w szoku zwłaszcza kiedy zobaczył że przysypało też Paulę. Dopiero Martin nim wstrząsnąl i kazał okopywac. Mieli  nadzieję, że dzieci będą jeszcze żyły i uda się je wyciągnąć zanim przyjedzie straż. Męźczyźni zaczeli od Jacka gdyż był pierwszy z brzegu i najłatwiej było im się dostać do kolejnych ofiar. Do pomocy włączyli się też Marcos z Ivanem i Davidem oraz Fermin. Po dłużeszej chwili udało im się sciagnać gruz z Noireta, którygo odciągneli na bok żeby mogła się nim zająć Lucia a oni sami wrócili do pracy. Do Internatu wróciła też Sandra z Manuelem, widząc co się dzieje na korytarzu natychmiast przybiegli do jadalni
-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj ranych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłuszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodz pomoz mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodz nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz
………W tym samym czasie………
-Jack masz bardzo poobijaną łydkę i wbił Ci się kawałek jakiejś belki, trochę teraz za boli bo musze to usunąc i oczyścić ranę
-ałłłł!!!
-już po, teraz tylko za bandażuje i dokładnie później jeszcze ją obejrzę a najlepiej będzie jak zajmię się nią specjalista
Pozniej mężczyźni odkopali Paule która była nie przytomna, Lucia opatrzyła Noireta na tyle ile umiała i czekała na karetki po którą dzwoniła właśnie Rebeca.
-Paula,  ¿Me oyes? –pochyliła się nad dziewczynką lekarka
-PAULA!!- krzyknął przerażony Marcos
-ja się nią zajmę wracajcie do pracy Marcos musisz im pomóc tam brakuje już tlenu!
Lucia zaczeła robić usta-usta małej bo brakowało jej powietrza. Po chwili dziewczynka się ockneła
-Mama! Mama!
-spokjnie Paula- podszedł do niej Wujek -już idzemy do Mamy, zaraz Cię do niej zabiorę
Hector wziął siostrzenice na rączki i wyszedł z jadalni z Paulą
Po kilku minutach naszym dzielnym Męźczyzną :D udało się odkopać Evelyn, która była w głębokim szoku i trzymała się za prawą rękę
-Chodz to kochanie do mnie i nie bój się już jesteś bezpieczna- pocieszała ją Lucia- Boli Cię ręka tak?
-tak, nie mogę nią ruszać! –płakała dziewczynka
-pokaż tą rączkę, zawinę Ci ją bandażem i uruchomie dobrze? A zaraz powinna przyjechać karetka i się Pan doktór Tobą zajmie zgoda?
-nie ja nie chcę, boję się! Nie chcę do szpitala!
-skarbie posłuchaj pojedziemy tylko zrobić takie fajne zdjęcie gdzie Pan doktor i ja zobaczymy twoje kości  i założymy Ci opatrunek i wrócisz spowrotem, to nie będzie bolało
-na pewno?
-tak, Evelyn na pewno, idź teraz tam do Amelii dobrze?
-a gdzie mój narzeczony?
-jaki narzeczony?
-Lukas
Lucia już chciał buchnąć śmiecham ale się powstrzymała- narzeczony :lol: ahh te dziecięce pomysły!
-kochanie na pewno go znajdziemy, idź do Ameli na pewno się o Ciebie martwi
Gdy Evelyn już wychodziła ze stołówki. Męźczyźni odkopali kolejne dziecko, chłopca
-To Antonio- krzyknał Hector wchodząc do jadalni
Lucia pomogła go wyciągnąc jednak chłopiec już nie żył….
-Nieeeeeeeeeee to nie możliwe!- krzyczał przerażony Hector
-Lucia próboiwała jeszcze chłopca ratować ale na nic się to nie zdało, zaraz po nim wyciągnięto kolejne dziecko Ellena, również była  martwa
-Lukas! Lukas! Jesteś tam?
Martin bardzo zmartwił się o synka po tym jak zobaczył że dwoje dzieci nie przeżyło tego wydarzenia
-Tata?
-Lukas!- ucieszył się słysząc głos syna
Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powoedziała Lucia- boli Cie coś?
-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pojdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolęgę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...
-niewiem to Ameli trzeba się spytać –odpowiedział w ciągłym szoku męźczyzna
Już miał iść się jej spytać kiedy Fermin zauważył, że za gruzami widać jakieś pomieszczenie w którym pali się mała lampka. Wszyscy spojrzeli na siebie.
-To muszą być podziemia i jedna z Sali OTTOXsu- szepnął Marcos do Ivana
-Hector spojrzał na Lucia- oboje już dobrze wiedzieli co tam jest…już wcześniej tam byli…
Dyrektor na tymiast zamknął drzwi do jadali i kazał Elsie pilnować by nikt nie wchodził do środka natomiast cała grupka postanowił wejść do środka…


Dziękuję za pomoc Sylwiu :*

daglas89 - 2011-02-10 00:23:28

Gdy Martin wyszedł z Mario. Rebeca postanowiła wykąpać wreszcie Oliwkę przygotowała wanienkę, i wszystkie potrzebne do tego rzeczy.

Podeszła do łóżka na którym leżała jej córeczka.

-Chodź skarbeńku, mama cię wykąpie.

Kobieta wzięła malutką na ręce i zaniosła do łazienki.

---------- Po 10 minutach --------

-No i widzisz że nie było tak źle, o co tyle krzyku kochanie? Płuca ty to masz mocne po tacie :D
Rebeca nasmarowała małą Oliwkę kremem i zaczęła ubierać w nowe śpioszki.
-Kochanie jaki dziś kolorek ubierzemy różowy czy żółty? Też sądzę że żółty dla mojego słoneczka :*
-A teraz mama cię nakarmi i pójdziesz spać :D

-------- 30 minut później-------

Oliwka była nakarmiona i spała a Rebeca położyła się na łóżku i zaczęła czytać ciekawą książkę. „Nie mów nikomu.” H. Cobena” tak ją wciągnęła ta książka że straciła poczucie czasu. Pukanie do drzwi wyrwało ją  od czytania.

paulax5 napisał:

Tymczasem Lucia poszła do Rebecki
...puk…puk…
-proszę
-Witaj rebecko!
-cześć Lucia
-jak się czujecie? :D
-a dobrze mała jest bardzo grzeczna i mało płacze. Martin bardzo mi pomaga jest taki czuły. Teraz poszedł gdzieś z Mario
-tak wiem byli u mnie, Martin poszedł do Lukasa
-u Ciebie?
-tak, Mario zaprosił mnie na spacer nad Lagunę, zgodziłam się i czeka już na mnie ale chciałam jeszcze sprawdzić jak u Was.
-no to możesz iść bo my się mamy bardzo dobrze, zobacz mała śpi więc ja też sobie odpoczywam, przyjdź później poplotkujemy sobie, Sandra też ma przyjść
-ooo widzę zapowiada się ciekawe popołudnie – ploteczki :D  Przyjdę na pewno, pa :*
-miłego spacerku! :D
-dziękuję!

Rebeca po wyjściu przyjaciółki była trochę zdziwiona że Mario zaprosił ją na spacer. Z tego co opowiadał jej Martin jego kuzyn był nieśmiały w stosunku do kobiet. Czyżby Lucia wpadła mu w oko że postanowił zadziałać coś w tej sprawie? Możliwe że Martin mieszał w tym palce, wszystkiego mogła się po nim spodziewać ale była zadowolona że Lucia była uśmiechnięta z tego powodu.

Po wyjściu Luci wróciła jej ukochany.

-Co ty znowu knujesz?
-Ja?
-Tak ty!
-Nic :D
-Właśnie że knujesz, była przed chwilą u mnie Lucia i mówiła że wybiera się z Mario nad Lagunę. Sam by ją na pewno nie zaprosił musiałeś maczać w tym palce.
-No dobrze może troszeczkę mu pomogłem a co przeszkadza ci to?
-Nie, cieszę się że tak wyszło. Lucia była zachwycona tym spacerem, myślę że wpadli sobie w oko.
-To dobrze zrobiłem że pomogłem Mario przezwyciężyć nieśmiałość.
-Myślę że tak, znalazłeś naszego syna?
-Nie, pewnie gdzieś się bawi z Paulą i Evelyn. A jak nasz aniołek?
-Dobrze, wykąpany, najedzony a teraz  śpi.
-To super ale szkoda że to mnie ominęło.
-Kochanie będzie miał wiele okazji żeby być przy tym.
-Mam nadzieje a teraz chodźmy na kolacje.
-Ale ja nie chce zostawiać małej samej.
-Nic się jej nie stanie kochanie. Zamkniemy pokój na klucz a ty weżniesz elektryczną nianie jak będzie się coś dziać to od razu się zjawimy.
-Niech ci będzie.
-Nie martw się nic się nie stanie naszej kruszynce.
-No to chodźmy na kolacje. Kocham cię :love:
-Też cię kocham :*

Obydwoje wyszli z pokoju i zeszli na dół na kolacje.

crisfan napisał:

Akurat była pora kolacji. Wszedł do jadalni, wszyscy już byli. Usiadł przy stoliku dla nauczycieli. Tematem nr jeden był smok. Wszyscy zastanawiali się skąd on się wziął. Elsa była trochę zaniepokojona.  Kolacja trwała w najlepsze. Nagle usłyszeli huk… Jack poczuł jak odrzuca go do tyłu… Smok eksplodował. Wszędzie było pełno dymu, resztki smoka  paliły się.  Eksplozja nie była zbyt silna. Większości nic się nie stało.  Jednak kilkoro uczniów było poważnie rannych.  Lucia pobiegła do swojego gabinetu po apteczkę. Martin z Rebecą wyprowadzali uczniów, którym się nic nie stało. Jack pobiegł po wodę aby ugasić ogień. Amelia podeszli sprawdzić co z dziećmi, które były najbliżej smoka.  Były nie przytomne, wszędzie było pełno krwi… Jacinta zadzwoniła po straż….

Rebeca była w szoku po tym co się stało. W raz z Martinem wyprowadzali uczniów do biblioteki w między czasie kobieta zauważyła swoje rodzeństwo.

-Ana, Davide!
-Co się stało siostrzyczko?
-Coś eksplodowało.
-Co?
-Smok w kształcie piniaty, dzieciaki mały ją rozbić po kolacji.
-Ale to była bomba?
-Nie wiem siostrzyczko, mam do waz prośbę?!
-Jaką?
-Ana mogła byś się zająć Oliwką ja z Martinem tu pomogę.
-Oczywiście.
-A ja? –odparł Davide.
-Znajdź Marcosa i Ivana i pomóżcie odkopywać ludzi z pod gruzu.
-Już idę ich poszukać.
-Dziękuje wam :*

----- Po 10 minutach ------

Kobieta zadzwoniła po karetkę za dużo osób ucierpiało z tego powodu, a w szczególnie dzieci.
Wystukała numer pogotowia Ratunkowego. Gdy widziała jak do Internatu wchodziła Sandra z Manuelem.

paulax5 napisał:

Do Internatu wróciła też Sandra z Manuelem, widząc co się dzieje na korytarzu natychmiast przybiegli do jadalni
-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj rannych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłyszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodź pomóż mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodź nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz
………W tym samym czasie………
-Jack masz bardzo poobijaną łydkę i wbił Ci się kawałek jakiejś belki, trochę teraz za boli bo muszę to usunąć i oczyścić ranę
-ałłłł!!!
-już po, teraz tylko za bandażuje i dokładnie później jeszcze ją obejrzę a najlepiej będzie jak zajmie się nią specjalista
Później mężczyźni odkopali Paule która była nie przytomna, Lucia opatrzyła Noireta na tyle ile umiała i czekała na karetki po którą dzwoniła właśnie Rebeca.

Pogotowie słucham
-Dobry wieczór chciała bym zgłosić wybuch w Internacie Czarna Laguna.
Ile osób ucierpiało
-Jeden starszy mężczyzna i kilkoro małych dzieci. Są przysypani gruzem.
Jaki jest ich stan?
Podejrzewam że ciężki, jest z nami lekarz szkolny ale nie da sama rady.
Już wysyłam karetki. Niech jest pani z nami w ciągłym kontakcie.
Dobrze.
Jak się pani nazywa
Rebeca Ugarte.
pani. Rebeco czy wezwaliście straż pożarną
Tak

Kobieta cały czas utrzymywała kontakt z telefonistką i informowała co się dzieje, zauważyła że już Noireta wyciągali chwile po nich Paule i Evelyn.

Gdzie jest Lukas ciągle się zastanawiała usłyszała wycie syren wiedź podziękowała za rozmowę i pobiegła do jadali ich o tym poinformować gdy zobaczyła że Martin z Ferminem udało się wyciągnąć Lukasa.

paulax5 napisał:

Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powiedziała Lucia- boli Cie coś?

-Synku!
-Mamo!
-Nic ci nie jest?

paulax5 napisał:

-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pójdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolegę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...

-Nie brakuje jednej osoby Diega, i zobacz co znaleźliśmy.
Wszyscy co byli w pomieszczeniu spojrzeli w kierunku w którym wskazywał Hector.


Rebecka nie chciałaby Lukas szedł z nimi ale było już za późno wszyscy weszli już do środka….
-Rebecko powiedz mi o co tu chodzi? – pytał biedny nie w temacie David
-więc..ja nie wiem jak Ci to powiedzieć braciszku…
-najprościej o co tu chodzi?
-to są ukryte podziemna pod szkoła założone przez nazistów którzy w 1945 roku eksperymentowali na dzieciach z sierocińca który sami założyli była to przykrywka.
-jak to na dzieciach?
-normalniej. Najłatwiej było je kontrolować, porywali dzieci ich rodzicą a im mówili że dziecko urodziło się martwe. A one trafiały tutaj.
-Boże co za okropność. A co się z tymi dziećmi później działo?
-Eksperymentowali na nich. W tych podziemiach znajdziesz różne laboratoria i różne tego typu sprawy.
-A co się stało z tymi dziećmi później?
-Adoptowano je.
-I co nie wiedzą o tym co się z nimi działo?
-Myślę że większość nie pamięta, ale znam takich co wiedzą.
-Kogo?
-Twój szwagier, Hector, Sandra i Lucia.
-Martin?
-Tak.
-To czemu oni tu wrócili i założyli szkołę to tym całym koszmarze z dzieciństwa?
-Po to żeby odkryć prawdę o tym i żeby wreszcie zniszczyć to wszystko żeby nie było więcej żadnych eksperymentów.
-I Martin na to przystał?
-Z tego co wiem to nie ale Hector go do tego przekonał i  teraz razem walczą o odkrycie prawdy.
-Co ty o tym sądzisz?
-Myślę że dobrze robią, gdy mogę pomagam im na tyle ile umiem. Dzięki tej szkole poznałam miłość swojego życia.
-Nie żałujesz że tu przyjechałaś i wiesz co tu się dzieje?
-Teraz już nie ….

paulax5 - 2011-02-11 00:19:31

daglas89 napisał:

paulax5 napisał:

Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powiedziała Lucia- boli Cie coś?

-Synku!
-Mamo!
-Nic ci nie jest?

paulax5 napisał:

-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pójdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolegę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...

-Nie brakuje jednej osoby Diega, i zobacz co znaleźliśmy.
Wszyscy co byli w pomieszczeniu spojrzeli w kierunku w którym wskazywał Hector.


Rebecka nie chciałaby Lukas szedł z nimi ale było już za późno wszyscy weszli już do środka….
-Rebecko powiedz mi o co tu chodzi? – pytał biedny nie w temacie David
-więc..ja nie wiem jak Ci to powiedzieć braciszku…
-najprościej o co tu chodzi?
-to są ukryte podziemna pod szkoła założone przez nazistów którzy w 1945 roku eksperymentowali na dzieciach z sierocińca który sami założyli była to przykrywka.
-jak to na dzieciach?
-normalniej. Najłatwiej było je kontrolować, porywali dzieci ich rodzicą a im mówili że dziecko urodziło się martwe. A one trafiały tutaj.
-Boże co za okropność. A co się z tymi dziećmi później działo?
-Eksperymentowali na nich. W tych podziemiach znajdziesz różne laboratoria i różne tego typu sprawy.
-A co się stało z tymi dziećmi później?
-Adoptowano je.
-I co nie wiedzą o tym co się z nimi działo?
-Myślę że większość nie pamięta, ale znam takich co wiedzą.
-Kogo?
-Twój szwagier, Hector, Sandra i Lucia.
-Martin?
-Tak.
-To czemu oni tu wrócili i założyli szkołę to tym całym koszmarze z dzieciństwa?
-Po to żeby odkryć prawdę o tym i żeby wreszcie zniszczyć to wszystko żeby nie było więcej żadnych eksperymentów.
-I Martin na to przystał?
-Z tego co wiem to nie ale Hector go do tego przekonał i  teraz razem walczą o odkrycie prawdy.
-Co ty o tym sądzisz?
-Myślę że dobrze robią, gdy mogę pomagam im na tyle ile umiem. Dzięki tej szkole poznałam miłość swojego życia.
-Nie żałujesz że tu przyjechałaś i wiesz co tu się dzieje?
-Teraz już nie ….

Napoczątku szli ciemnym korytarzem i tylko z daleka widać było światło i jakąś sale, która zresztą Hector z Lucia już znali to tam znaleźli Paulę jednak nic nie chcieli mówić reszcie i postanowili odwrócić ich uwagę
-spojrzcie tam są jakieś drzwi- pokazał Hector kierując wszystkich w przeciwnym kierunku nie chcą by zobaczyli sale operacyjną.
-Ale Hector tam pewnie ktoś jest skoro się świeci
-spójrzcie tam faktycznie są drzwi- krzyknął Marcos, wszyscy więc ruszyli w kierunku tajemniczych drzwi
weszli za te drzwi i znależli się w korytarzy w którym była winda prowadziła na -2 pietro lub -1 mieli do wyboru pojechali na -2 ale tam była kostnica, w której leżały ciała. Rebecka natychmiast zamkneła Lukaswoi oczy i wyszła z nim z niej pozostali jednak byli zbyt ciekawi kto to może być żeby wyjść nie dowiedząc się tego. Zwłaszcza Hector, który ostatnio za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się po co OTTOXsowi jest potrzebna Paula i Sandra.Podszedł do pierwszej osoby i odkrył przescieradło. To a właściwie kogo zobaczył zszokowało go…
-Hector, kto to?- podeszła do niego Lucia
-to… to niemożliwe!
Kobieta podeszła bo niewiedziała co się stało że Hector tak stanął jak słup. Odkryła prześcieradła i nie dowierzała
-skąd oni ją tu wzieli?
- to zwłoki tej jednej z sierot, którą znalażłem przed Intenratem. Mówiłaś, że Twój znajomy się tym dyskretnie zajmie?
-wiem Hector niewiem jak to się stało, będę musiała zadzwonić do Antonio i spytać się o to a teraz chodźmy czekają na nas
Wszyscy się wrócicili spowrotem i pojechali na pozimo -1 co tam zastali zszokowało ich wszystkich wielkie lobaratorium z mnóstwem róznych urządzeń i komputerów
-co to do cholery jest?- spytał zdenerwowany i przejęty Ivan
-zaraz się dowiemy Ivan, po kolei, czy ktoś się tu zna na takim sprzęcie :D - zapytał Martin
-szkoda, że nie ma z nami Vicky ona się na tym zna-powiedział Marcos
-może ja mogę pomóc- zaproponował nieśmiale David- troszkę się znam na tym wiem czego chce komputer :D
-jasne spróbuj
W tym samym czasie Hector z Lucia rozglądali się po całej Sali
-Lucia spójrz tu są jakieś probówki
Kobieta podeszła i obejrzała wszystko dokładnie
-to jest właśnie ten wirus, z którym ostatnio mieliśmy do czynienia w szkole i tu sa również dwie probówki z napisem „N O I T A L L E T S N O C.”
-to jest antidotum! Marcos czy Wy przypadkiem nie tu byliście?- zwróciła się w sttronę chłopaka
-nie to było w zupełnie innym pomieszczeniu tam było mnóstwo pułek z lekarstwami różnego rodzaju i tylko jeden komputer w którym było wszystko posegregowane i napisane gdzie jaki lek się znajduje. Był tam także generator i musieliśmy znać hasło żeby wyłączyć alarm i dostać się do wnętrza komputera, właśnie David czekaj!!
Chłopak się odwrócił
-Musisz znać hasło inaczej włączy się alarm!- ostrzegł go Marcos
-wiem, wyluzuj Marcos, znam się na tym i wiem jak to obejść :D
-w tamtym komputerze hasło było taki: lagunanegrawulf1945eva o ile dobrze pamiętam może spróbuj
-znam lepszy sposób niż próby, zaraz wejdę do środka
-Tato! Ja się boje tu być- powiedzial przerażony Luckas
-przecież jesteś z nami nic Ci tu nie grozi ja Cię obronię :D
-Lucia! Hector! Spójrzcie na To!- zawołał Fermin- tu są dokumenty medyczne, a na wierzchu teczki pisze „Zaraźeni”
Oboje podeszli do męźczyzny i powoli z lekkim strache otworzyli dokumenty
Ku ich zdziwieniu były tam tylko dwie karty medyczne…
Na pierwszej był Lukas, a na drugiej…
-Boże to Jack
Lucia wzięła do ręki jego kartę i zaczeła czytać
Jacques Noiret, ojciec:Leon, syn: Tomás. Zarażony wraz z Lukasem, wyleczony Noitalletnockiem. Ponownie zarażony szczepem SGD-356 podanym przy transfuzji krwi. Obserwowany! Ogólny stan zdrowia: dobry.
-Zobaczcie tu tez jest jeszcze jakaś teczka ze znakiem Geminis zauważyła Rebecka i podeszła wraz z nią do reszty
Na wierzchu były karty Hectora i Martina a pod nimi Lucii i Sandry. Wszyscy z przerażeniem na nie spojrzeli. Na karcie Hectora/Samuela Espi nie było nic poza ogólnymi informacjami natomisat na karcie Sandry były dane dotyczące jej dzieci…:
Pierwsze dziecko:Marcos Drugie: Paula- odporna na wirusy i choroby, każde kolejne również będzie miało taką odporność Trzecie : 4 miesiąc. Obserwowana!
Kolejna karta była Martina:
Pierwsze dziecko:Lukas Drugie dziecko: Oliwia- odporna.
-Co? –Rebecka była w szkoku, tu jest już wpisana nasza mała córeczka, przecież ja ją dopiero urodziłam
-oni wiedzą wszystko- szepnął Marcos
Jednak najbardziej przerażająca była wzmianka na karcie Lucii
Pierwsze dziecko: Tomás- chory, zespuł Guntera. Drugie dziecko: planowane zapłodnienie
-To… to nie może być prawda. Czyżby chciali zrobić mi to co Sandrze?
-poczekajcie- patrzcie! Tu jest jeszcze jedna karta -Amelii
-Ameli? Co robi tu jej karta?
-niewiem, patrzcie jaka jest informacja:
Podejrzenie: bezpłodność, planowane jej przeprowadznie w celu weryfikacji danych
Wszyscy spojrzeli na siebie i niewiedzieli co o tym wszystkim myśleć...

daglas89 - 2011-02-11 00:34:39

paulax5 napisał:

-Zobaczcie tu tez jest jeszcze jakaś teczka ze znakiem Geminis zauważyła Rebecka i podeszła wraz z nią do reszty
Na wierzchu były karty Hectora i Martina a pod nimi Lucii i Sandry. Wszyscy z przerażeniem na nie spojrzeli. Na karcie Hectora/Samuela Espi nie było nic poza ogólnymi informacjami natomiast na karcie Sandry były dane dotyczące jej dzieci…:
Pierwsze dziecko:Marcos Drugie: Paula- odporna na wirusy i choroby, każde kolejne również będzie miało taką odporność Trzecie : 4 miesiąc. Obserwowana!
Kolejna karta była Martina:
Pierwsze dziecko:Lukas Drugie dziecko: Oliwia- odporna.
-Co? –Rebecka była w szoku, tu jest już wpisana nasza mała córeczka, przecież ja ją dopiero urodziłam
-oni wiedzą wszystko- szepnął Marcos
Jednak najbardziej przerażająca była wzmianka na karcie Lucii
Pierwsze dziecko: Tomás- chory, zespól Guntera. Drugie dziecko: planowane zapłodnienie
-To… to nie może być prawda. Czyżby chciali zrobić mi to co Sandrze?
-poczekajcie- patrzcie! Tu jest jeszcze jedna karta -Amelii
-Ameli? Co robi tu jej karta?
-nie wiem, patrzcie jaka jest informacja:
Podejrzenie: bezpłodność, planowane jej przeprowadzanie w celu weryfikacji danych
Wszyscy spojrzeli na siebie i nie wiedzieli co o tym wszystkim myśleć...

-Nie bój się nie pozwolimy ci zrobić krzywdy. Teraz wiem co oni planują dla Sandry, dla ciebie i mnie.
-To jest straszne, co oni zrobili mojej matce. Czemu mi nie powiedziała że jej w ciąży?. -odparł Marcos.
-Nie wiem Marcos ale dla Sandry nie jest to łatwe, nadal się nie może z tym pogodzić. Nie możemy dopuścić do tego żeby stało się to z Lucią i w szczególności musimy chronić Oliwkę i nie narodzone dziecko twoje matki – powiedział Martin.
-Mierda! Pozabijam ich wszystkich. - odparł chłopak.
-Marcos uspokój się to nam nie pomaga a o tym że wiesz że mama jest w ciąży masz przemilczeć, do czasu aż ci sama powie.  - powiedział Hector
-Ale wujku.
-Nie ma żadnego ale!.
-Niech ci będzie.
-Amelia bezpłodna? – zdziwiła się Rebeca.
-Widocznie na to wychodzi, i następnej osobie chcą zrobić krzywdę. Nie możemy pozwolić żeby zbliżyli się do tych osób.

Rebeca przeglądała resztę teczek i znalazła teczkę Marii.

-Nie ja jej nie chce oglądać i nie chce wiedzieć co tam w niej jest.
-Kochanie otwórz ją.
-Nie Martin! Jak chcesz to sam to zrób.
Pierwsze dziecko: Ivan, drugie dziecko: brak.
Poważna wada genetyczna serca, przygotować do operacji. Obserwowana.

-Mama jest poważnie chora? Nie to nie możliwe.
-Ivan wszystko jest możliwe szczególnie że ONI wiedzą o nas wszystko.

W tym samy czasie Fermin odłączył się od grupy która przeglądała karty medyczne. Gdy trafił na dziwne pojemniki.

-Chodźcie tu na chwile. Czy to nie są wirusy?

Prawie cała grupa podeszła do niego tylko Davide walczył zaciekle z komputerem który był oporny na sztuczki chłopaka. Lucia nachyliła się nad pojemnikami.

-Tak są wirusy.
-Tu jest jakaś notatka.

Najniebezpieczniejszy wirus wszech czasów rozpylany droga kropelkową, trudny do wykrycia. Skutki uboczne to krew cieknąca z nosa i ślepota. Bez brania antydotum człowiek umiera po 48h z wycieczenia. Obchodzić się z nim ostrożnie

Gdy kobieta  przestała spojrzała na swoich towarzyszy i zobaczyła przerażone twarze każdy z nich był w szoku i nie wiedzieli co powiedzieć.

-Musimy to zniszczyć! -  powiedział Hector
-Ale jak? Słyszałeś co przeczytałam unosi się to drogą kropelkową, nawet jak to zniszczymy to będzie w powietrzu i wszyscy się zaraża.
-Musimy znaleźć na to serum. – odparł Martin.
-Lucia myślisz że udało by ci się to skopiować?  - powiedziała Rebeca.
-Nie wiem, mam nadziej że tak, pierw musimy je znaleźć a wtedy zobaczymy.
-No to szukamy – powiedział Ivan
-Lukas idź do Davide i mu pomóż – stwierdził Martin
-Dobrze tatusiu.

Chłopczyk poszedł do swojego wujka a reszta rozdzieliła się  i zaczęła szukać antidotum.

----- Po 15 minutach  -------

-Czy możecie podejść tu na chwile - zawołał Davide.
-O co chodzi stary? – powiedział Marcos.
-O to!.
-To nie możliwe krzyknęli i w tym samym momencie Ivan i Marcos.

Ale to co odczytali z monitora w prawiło ponownie nich w osłupienie. Za 36 h miał się uaktywnić wirus …

Julia25 - 2011-02-11 17:41:09

Sandra była przerażona. Ciągle chodziła w kółko po pokoju a Manuel uspokajał Paulę. Dziewczynka byłą przerażona. Co się dziwić, została przysypana razem ze swoimi przyjaciółmi. Tylko szybka i sprawna pomoc personelu uratowała ją spod gruzu. Cała się trzęsła i płakała cicho.
-Paula, spokojnie... -powiedział delikatnie Manuel. -Kochanie, spójrz na mnie. Już jesteś z nami, jesteś bezpieczna. -Sandra, może powinniśmy pójść do Lucii by jej przemyła te wszystkie zadrapania? -zwrócił się do kobiety. -Sandra? Mówię do ciebie.
Manuel podszedł do kobiety i ją objął.
-Sandra, już wszystko w porządku, Paula jest cała i zdrowa. Jest bezpieczna.
-Manuel! Nikt tutaj nie jest bezpieczny!  Nie widzisz, co oni z nami robią?
-Popatrz na mnie. Ja cię nigdy nie zostawię. Ani ciebie, ani twoich dzieci. Przejdziemy przez to wszystko razem. -Pocałował ją delikatnie w policzek i wrócił do dziewczynki.
-Co z Lucasem i Evelyn? -spytała przez łzy Paula.
Manuel podał jej chusteczkę.
-Wszystko dobrze, są cali i zdrowi. Jutro będziesz mogła z nimi znów się pobawić.
Paula przytuliła się do Manuela.
-\Słonko, spróbuj usnąć. Będziemy tutaj cały czas przy tobie.
Po kilkunastu minutach dziewczynka usnęła znużona płaczem.
-Manuel, ja muszę pójść zobaczyć co się dzieje na dole.
-Sandra, jesteś pod wpływem emocji, powinnaś tutaj zostać...
-Nie mogę, tam jest mój syn, mój brat, moi przyjaciele. Zostań z Paulą. -powiedziała i wybiegła na korytarz. Manuel wiedział, ze nie ma sensu jej zatrzymywać. Usiadł na fotelu. Nie mieściło mu się w głowie to, co się dzieje w tej szkole. To, przez co muszą przechodzić uczniowie i nauczyciele.

Sandra zbiegła szybko na dół, do kuchni. Wszędzie oby pełno gruzu i śladów krwi, ale nigdzie nie było widać ej znajomych i bliskich. Wybuch odsłonił jakieś przejście, więc kobieta pomyślała, że wszyscy tam weszli. Bez wahania wbiegła do ciemnego tunelu. Nigdzie nie było widać żywej duszy. Kobieta wiedziała, co może się tutaj czaić, dlatego wolała nie wołać nikogo po imieniu. Dobiegła do końca korytarza. Znajdowały się tam drzwi widny. Zawahała się. Ze swoich poprzednich wycieczek wiedziała, gdzie zabierze ją winda. Wcisnęła przycisk -1 modląc się, by tam byli wszyscy.
Znalazła się w pomieszczeniu, które już znała. Wielkie laboratorium, które służyło OTTOXowi do zbrodniczej działalności. Odetchnęła z ulgą widząc wszystkich zgromadzonych wokół wielkiego komputera. Hector pierwszy ją zauważył. Odwrócił się do niej.
-Sandra! Co ty tutaj robisz? Myślałem, ze pilnujesz Pauli.
-Manuel z nią został, usnęła. A co wy tutaj wszyscy robicie?
Wszyscy spojrzeli po sobie.
-Musieliśmy sprawdzić co tutaj się kryje. I dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzecz. -powiedział powoli Martin. -Te dranie ciągle nas obserwują. Mają nawet informacje o mojej córeczce...
-Po powrocie do szkoły musimy zorganizować nadzwyczajne posiedzenie. Mamy mało czasu by zacząć działanie. -powiedział powoli Hector.
-Czasu? -zapytała zdziwiona Sandra. -O co chodzi?
-Mamo, podejdź tu. -powiedział słabo Marcos. -Musisz to zobaczyć.
Sandra podeszła i spojrzała na monitor.
-36 godzin do uaktywnienia wirusa? -W tym momencie kobieta wszystko zrozumiała. Chodziło zapewne o ten wirus, o którym wspomnieli wczoraj Alfonso i Saul. Śmiertelny wirus, który przy życiu pozostawia tylko najmocniejszych. „Tylko słabi muszą umrzeć”...
Sandra spojrzała na wszystkich zebranych.
-Powiedzcie, ze to nieprawda...
-Niestety. -powiedziała Lucia. -W tym momencie nie mamy nawet wystarczającej ilości antidotum. Nie wiemy skąd chcą uaktywnić wirus. Nie wiemy nic...
Każdy w tej chwili myślał o swoich bliskich. Spokojne życie zamieniło się w koszmar, w walkę o przetrwanie.
-A te wszystkie próbówki tutaj? -zapytała Sandra.
-Nie wiemy co się w nich nawet znajduje. Podejrzewamy, ze różne odmiany wirusa... -powiedziała Rebecka. Ona tez nie mogła w to wszystko uwierzyć. Dopiero co została matką, była taka szczęśliwa z Martinem i swoim przybranym synkiem a tu takie coś...
-Nic nam nie da stanie tutaj. -powiedział Hector. -Musimy zacząć działać. -Davide, znalazłeś jeszcze coś w tym komputerze?
-Nic, ich hasła są po prostu nie do złamania. Co folder to inne kombinacje. Zajęłoby mi to z kilka dni, a nie mamy tyle czasu. Jedyne co udało mi się odblokować to jakieś zdjęcia i karty osobowe. To samo, co w wersji pisanej. I kilka innych, ale jest tu strasznie dużo dokumentów .doc
-Masz ze sobą pendrivea?
-Nie...
-Ja mam. -powiedziała Sandra. -Zawsze noszę go przy sobie. -podała chłopcu.
-Zgraj tu wszystko, co się da. -powiedział Hector. -Przejrzymy to na zebraniu.

Gdy Dave zgrał wszystkie możliwe informacje na pendrivea wszyscy opuścili laboratorium. Mieli bardzo mało czasu, dlatego liczyła się każda minuta.
-Są jakieś ofiary eksplozji? -zapytała Sandra gdy już wracali.
-Hector westchnął cicho.
-Tak, dwójka dzieciaków, Antonio i Ellena. Jeden chłopczyk zaginął. Diego. Był podczas kolacji razem z nami, ale nie znaleźliśmy ani jego ani jego ciała. Po prostu jakby się rozpłynął.
-Może jest tutaj? -zapytała z nadzieją.
-Hector! -Martin nagle się zatrzymał. -Tam w kostnicy były małe zwłoki. Na pewno. Wy byliście zajęcia tą kobieta   ja się rozejrzałem.
-Tylko nie to... -jęknęła Sandra.
-Nie mamy czasu teraz tego sprawdzić. -powiedział Hector gdy już wyszli do zrujnowanej jadalni.
-Idźcie wszyscy się przebrać. Marcos, Ivan, nie mogę wam niczego zabronić. Każda głowa się przyda. Rebecka, dobrze by było byś pozwoliła Davide tez przyjść. Jest świetny w komputerach, przyda nam się. Za 10 minut zbiórka w sali konferencyjnej na pierwszym piętrze.

Każdy poszedł w swoją stronę. Nie było czasu do stracenia. Sandra wbiegła do pokoju. Manuel siedział an fotelu i pilnował Pauli.
-I jak? Wszystko w  porządku? -zapytał patrząc na Sandrę.
-Manuel, nie mam teraz czasu. Zająłbyś się Paulą przez jakiś czas? Mamy nadzwyczajne zebranie.
-Nie ma sprawy. Idź spokojnie. Zajmę się nią. Ale...
-Opowiem ci jak wrócę, dobrze? -powiedziała całując go w policzek, po czym wybiegła z pokoju. Skierowała się do sali konferencyjnej.

paulax5 - 2011-02-12 12:44:13

Cała gromadka wyszła z podziemi, przeciez w kazdej chwili miał przyjechac straż i mogła by tu wejść, wszyscy się zastanawiali co by tu zrobić aby nie sowiedzieli się o tym jednak mineło mnóstwo czasu gdy oni byli na dole a straży nie było…  Przyjechały jedynie karetki…
-czyzby ktos nie chciał aby oni dotarli do szkoły?- zastanawiała się Lucia choc nie miała czasu nawet myśleć zbyt dużo osób potrzebowało jej pomocy. Wyszła z jadalni i poszła pomóc opatrywać rannych,  Karetki zabrały tych bardziej  rannych do szpitala a Lucii zostały mniej ranni no i Jackques, który upierał się i nie chciał jechać do szpitala. Gdy Kobieta na korytarzu zajmowała się pokrzywdzonymi przez wybuch podeszła do niej roztrzęsiona Amelia

-jak to się mogło stać? Dlaczego zgineła az 3 małych dzieci, komu na tym mogła zleżeć?
-spokojnie Amelia zaraz przyniose Ci jakać tabletke na uspokojenie musisz być teraz silna dzieci będą Cię teraz potrzebować. Usiądź tu zaraz cos przyniose
Lekarka pobiegła do gabinetu po tebletke dla Ameli po czym wróciła do niej
-proszę weź to i musisz teraz pomóc maluchom przez to przejść na pewno będą się pytać o te dzieci i wybuch przeciez one sa pewnie bardziej przerazone od nas, zajmiesz się nimi? Czy załatwic czy kogos do pomocy?  Jeśli tylko chcesz mogę przyjść później do dzieciaków i im to jakość delikatnie wytłumaczyć co? Wiesz jako dorasły nie możęsz się im tam rozleić tłumacząć wszystko wszystkie emocje przejdą na dzieci i na pewno im to wtedy nie pomoże
-Dziękuję Lucia, może masz rację że tak będzie lepiej
-to jak będziesz potrzebaowała  mojej pomocy to przyjdz po mnie na razie musisz ich jakos tak ogólnie uspokoić a jak będą chcili żebyś im to wytłumaczyła lub będą zadawać pytania to mnie zawołaj dobrze?
-dobrze, przyjdę po Ciebie później
Ameila poszła pomóc przy maluchach a Elsa z Hectorem zajmowali się starszymi dziećmi.
Po opatrzniu mnie rannych i zabraniu przez karetki tych bardziej część osób wzięła się za pomoc przy sprzątaniu jadalni, którą Hector zewzględu na stan wyglądu i przejści do podziemi postanowił zamknąć aż do momentu jej odremontowania Lucia poszła sprawdzić co z Noiretem weszła do jego pokoju

-Jack? Śpisz?- spytała leżącego na łóżku męźczyznę
-nie, wejdź
-jak się czujesz?
-a jak mam się czuć, boli mnie noga i tyle
-zaraz na nia zerkne i zmienie Ci opatrunek, wszystko przyniosłam ze sobą. Odepchnołeś wtedy Amelie, kto wie jakby się to skończyło dla niej gdyby nie Ty, zachowałeś się naprawdę w porzadku
-ahh daj spokój kaażdy by tak zrobił
-nie każdy
Lucia zmieniła Jackowi opatrunek po czym spojrzała na zegarek
-już pozno muszę iść wszyscy na mnie czekaja
-gdzie?
-hmm wiesz my…- Lucia zastanawiała się czy powiedzieć mu o tej konferencji, wtedy przypomniała sobie co znależli w podziemiach, że jest on zaraźony a więc „ONI” pewnie go zmusza ją do współpracy- pomyślała i stwierdziła iż zaryzykuje i powiem mu część tego czego się dowiedzieli  -Jack…
-tak?
-ja… ja wiem że jestes zarażony
-co? …ale skad to wiesz?
-bylam w podziemiach i znaleźliśmy dokumentacje medyczna i tam była też Twoja karta i…
-i…
-znalezlismy a właściwie dowiedzieliśmy się ze za 36 godz teraz już jakies 34 ma się uaktywnić wirus przenoszony droga kropelkową wieć grozi nam epidemi i niewiemy co robić
-a więc to o to chodzilo, „Tylko słabi muszą umrzeć” więc chodziło o epidemię wirusa
-niewiedziałeś?
-wiedzialem ze cos kombinuja ale niewiemdziałem co
-tak i teraz zostaje nam się tylko zastanawiać jak tego uniknąć
-może mogłbym wam pomoc?
-jeśli chcesz to może faktycznie się przydasz. W takim razie chodzmy do Sali konferencyjnej

Wszyscy spotkali się na konferencji aby obmyślić jakiś plan i co zrobić aby powstrzymać OTTOX przed wprowadzeniem wirusa
-No dobrze wszyscy są? Kolejno odlicz :D
-jak możesz sobie jeszcze w takiej chwili żartować
-jakoś trzeba rozładować złe emocje
-co on tu robi?- spytał wściekły Hector pokazując na Jackquesa
-myślę, że może nam pomóc, a teraz taka pomoc będzie nam potrzebna nie sądzicie?
-Hector Lucia ma rację zoabczmy co on nam powie- dodała Amelia
-Dobrze więc jakie macie propozycje? –spytał Jack
-wg mnie pwinniśmy ewakuować szkołę- powiedział Hector- przecież nie możemy ryzykować że taka ilość ucziów zostanie zaraźona
-wujku, przecież to nie ma sensu co z tego że uczniowie wyjadą oni wtedy przesuną tą epidemię na pewno i dopiero gdy znów wrócą uczniowie zainfekują wszystko
-Marcos ma racje Hector to nic nie zmieni- dodał Martin- tylko odwleczemy to na jakiś czas
-to co proponujecie?
-tak to prawda OTTOX nie da się tak łatwo
Lucia z Rebecka i Sandrą i Amelia stały tylko z tyłu i przysłuchiwały się rozmowie. Było dla nich to za dużo, OTTOX chce się zająć ich dziećmi lub gorzej-zrobić im te dzieci jak to było w przypadku Lucii i Amelii
-Hej, a Wy nam nie pomożecie, kochanie nie masz żadnych pomysłów?- spytał zdziwiony Martin
-Martin ja niewiem co powiedzieć im zależy na naszej Oliwce
-wiem i właśnie dlatego musimy koniecznie dowiedzieć się kto za tym stoi zanim dorwał się do naszej małej córeczki. Pomoz nam teraz wymyślić co zrobić aby zpobiec epidemi i rozpowszechnieniu tego wirusa.
-Przede wszystkim musimy znaleźć w tych cholernych podziemiach antidotum- krzyknał lekko nerwowy Ivan
-ja przeglądałem to co udało się zapisać na pendriva i udało mi się ustalić że aby zapobiec aktywowaniu wirusa trzeba wpisać jakis kod, ale on jest nie do złamania :(
-czekaj! David tak?
-tak
-ja mam pewien pomysł- powiedział Jack- spróbuję się dowiedzieć jaki jest kod, może akurat mi się uda
-ale.. Jack to nie bezpieczne- dodała Amelia
-ktos ma lepszy pomysł?
-My z Ivanem i Davidem zejdziemy do podziemi i postaramy się znaleźć to antidotum- odrzekł Macos po czym chłopcy wyszli z Sali konferencyjnej, w której zostali sami dorośli
-Zaraz postaram się czegoś dowiedzieć-odrzekł Jack po czym również wyszedł
-myslicie ze możemy mu zaufać- skierował swoją wypowiedz do pozostałych Hector
-mysle ze warto sprobować ale nie możemy liczyć tylko na niego sami też musimy mieć jakiś plan awaryjny-odparła Rebecka
-tak, zgadzam się z Rebecka
-tylko co tu zrobić aby nie dopuści do tej epidemi?

Oranjezicht - 2011-02-12 22:24:16

Lucas czuł się naprawdę szczęśliwy teraz kiedy jego rodzina w stosunkowo niedługim czasie tak bardzo sie powiększyła. Strasznie się cieszył, że minął już ten okres kiedy był sam z Martinem i musieli cały czas uciekać i ukrywać się przed policją. "Chciałbym tylko, żeby Tomas był bliżej, żeby nie trzeba by do niego jeździć za każdym razem...Hmm może uda mi się namówić Lucię i tatę, albo wujka może żeby kupili nam komputery żebyśmy mogli pisać ze sobą chociaż, bo skoro on naprawde na dwór nie może wychodzić to nie chcę przecież niepotrzebnie narażać jego zdrowia. Ciekawe czy jak nie ma aż takiego słońca czyli na przykład w zimie to on może wychodzić na dwór...będę musiał sie pójść i Lucii o to wszystko zapytać, potem pójdę do wujka albo Rebeki i oni na pewno już mojego tatę przekonają" - z taki natłokiem myśli Lucas pobiegł szukać Lucii

Julia25 - 2011-02-23 09:37:27

Wszyscy spojrzeli po sobie smutno. Zostało im bardzo mało czasu a ciągle stali w martwym punkcie. Było jasne, że trudno będzie zapobiec epidemii.
-Jedyna nadzieja, ze chłopakom uda się coś znaleźć. -westchnął Martin. -W przeciwnym razie jesteśmy zgubieni...
-Lucia, w najgorszym przypadku, ile mamy leków, gdyby...? -zapytała Sandra nie chcąc kończyć.
Kobieta zawahała się. Sprawy nie miały się najlepiej, ale powinni wiedzieć.
-Niewiele. Wystarczy tego dla góra 8 osób...
-Przecież w internacie jest przeszło 400 osób. -powiedziała. -Za nic nie ocalimy wszystkich...
Hector spojrzał po wszystkich zebranych. Jaka szkoda, ze Elsa wyjechała dwa dni temu na naukową konferencję. Ona byłą dobra we wszystkich sprawach organizacyjnych. Ale w końcu on był dyrektorem i musiał podjąć ważną decyzję.
-Amelia, Martin. -zwrócił się do dwójki profesorów. -Wy zabierzecie uczniów i wyjedziecie z nimi do miasta. Wszędzie są większe szanse na przeżycie niż tutaj.
-Nie ma mowy! -krzyknął zdenerwowany Martin. -Nigdzie nie wyjadę bez Lucasa, Oliwki i Rebecki. Chcę zostać z nimi. Zresztą przecież ewakuacja nic nie da, bo OTTOX zatrzyma akcję.
-A jeśli zegara nie da się powstrzymać? I wirus zostanie aktywowany mimo wszystko? Co o tym sadzisz, Lucia?  -zapytała Sandra.
-To jest bardzo możliwe. W sumie im zależy tylko na kilku osobach... -westchnęła. -Uczniowie nie mają dla nich znaczenia. Tylko 'wybrańcy'. Możemy spróbować ewakuować szkołę.
-Ja się nie zgadzam .-powiedział Martin. To się nie uda... Narażamy...
-Martin. -przerwała mu Rebecka. -Ja muszę zostać tutaj, jestem potrzebna. Oliwkę zabiorę razem z Ann i Lucasem do mojej mamy. Będzie bezpieczna. Trzeba tez zadbać o resztę dzieciaków. Wierzę, ze dacie sobie radę.
-Ale Rebecka, to szaleństwo... -po czym urwał widząc minę kobiety.

Hector sięgnął po mikrofon.
-Wszyscy uczniowie mają się stawić za 15 minut w sali gimnastycznej. Weźcie najpotrzebniejsze rzeczy na trzy dni. Opiekunowie wytłumaczą wam o co chodzi. Powtarzam, za 15 minut w sali gimnastycznej.
Mężczyzna spojrzał na ciągle zszokowanych Amelię i Martina.

-Zajmijcie się nimi. Liczę na was. -powiedział.
Oboje kiwnęli głowami i wyszli. Martin spojrzał jeszcze raz na Rebeckę. Nie chciał rozstawać się z rodziną, ale wiedział, ze niewiele tutaj zdziała. Rebecka miała rację, muszą się zająć tez innymi uczniami.

-A co my mamy robić? -zapytała Lucia.
-Musimy zaczekać na jakieś wiadomości od chłopaków. Mamy łączność przez walkie-talkie.
-Hector, a Paula? -zapytała Sandra. -Przecież ona nie jest w stanie jechać ze wszystkimi. A nie może tutaj zostać, to zbyt niebezpieczne.
-Możemy zabrać Paulę z nami. -powiedziała Lucia. -Teraz jest z nią Manuel, prawda? Pojedzie z nami i będzie miał oko na dzieciaki.
-No nie wiem... -zawahała się Sandra.
-To dobry pomysł. -powiedział po chwili Hector. -Zajmijcie się wszystkim a ja idę pomóc przy organizacji wyjazdu uczniów. Lucia, godzina ci wystarczy by zawieść dzieciaki i wrócić z powrotem?
-Myślę że tak.
-Więc widzimy się tutaj za jakąś godzinę. Mam nadzieję, ze 'ewakuacja' przebiegnie bez komplikacji.

Sandra udała się do swojego pokoju. Otworzyła cichutko drzwi i jej oczom ukazał się rozczulający widok. Paula spała trzymając za mocno za rękę Manuela, jakby bała się, że ją zostawi. Mężczyzna drzemał w fotelu dosuniętym do łózka. Sandrze nagle pojawił się w myślach inny obraz z przeszłości. Usypiająca Paula, wtulona w Andresa. Kobieta potrząsnęła głową. Nie, nie warto rozpamiętywać tego, co minęło.
Podeszła najciszej jak umiała do łóżka. W tym momencie Manuel otworzył oczy.
-Sandra, jesteś już. -delikatnie odłożył rękę dziewczynki i się podniósł z fotela. Objął kobietę najczulej jak umiał. Domyślał się, przez co teraz przechodzi. Był przecież psychologiem. Nieustanna ucieczka przed OTTOXem, lęk o życie bliskich, porwania córeczki... Wiedział, że teraz najbardziej potrzebowała wsparcia. Spojrzał jej głęboko w oczy. -Kochanie, co się dzieje? Możesz mi powiedzieć.
Kobieta westchnęła. Nie chciała rozstawać się z córeczką i Manuelem. Jednak wiedziała, ze musi to zrobić. Nie tylko ona jest zmuszona zostawić swoich bliskich na najbliższe kilkanaście godzin. A jeśli już nigdy więcej ich nie zobaczy...? Łzy popłynęły jej po policzkach.
-Spokojnie... -Manuel przytulił ją raz jeszcze i delikatnie obtarł łzy z jej twarzy. -Wyrzuć z siebie wszystko, a poczujesz się lepiej.
-Manuel, musisz zabrać stąd Paulę i wyjechać. -wyrzuciła z siebie szybko kobieta.
Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Sandra, nie zostawię ciebie tutaj samej. Zostanę i będę się wami opiekował...
-Posłuchaj mnie. -przerwała mu kobieta. -Za kilka godzin rozpęta się tu prawdziwe piekło. Zamierzamy ewakuować uczniów do miasta. Ty z Paulą, Lucasem, Ann i małą Oliwką pojedziesz do domku Lucii.
-Ale co z tobą...?
-Ja muszę tutaj zostać. -Westchnęła kobieta. -IM tak naprawdę zależy na mnie. Obiecaj mi, ze zabierzesz dzieciaki i się nimi zaopiekujesz. Manuel, zrobisz to dla mnie?
Psycholog spojrzał na kobietę. W jej oczach dostrzegł determinację. Wiedział, że to już jest postanowione i Sandra nie zmieni swojej decyzji. Ale dostrzegł też coś jeszcze. Ukryty lęk. Przed czym? Nawet nie chciał o tym myśleć. Sandra byłą dla niego kimś wyjątkowym, kochał ją ponad życie...
-Zrobię to. -powiedział patrząc jej w oczy. -Zabiorę dzieciaki a z Pauli nie spuszczę oka nawet na chwilkę. Możesz na mnie liczyć.
-Dziękuję ci. Przyjedziemy do was jak tylko to wszystko się skończy. To jest kwestia jakiś 28 godzin może... Gdyby jednak coś się mi stało... -urwała spoglądając na śpiąca córeczkę.
-Nawet tak nie mów! -przerwał jej Manuel. -Przyjedziecie po nas wszyscy w komplecie, rozumiesz? Nikomu nic złego się nie stanie. Nie mogę cię stracić...
Kobieta spojrzała na niego.
-Gdyby coś mi się stało, obiecaj mi, ze wesprzesz Hectora w opiece nad dziećmi... I zrobisz wszystko, by uratować maleństwo. Obiecujesz?
Manuel tylko pokiwał głową. Nie był w stanie nic powiedzieć, tak miał ściśnięte gardło.

Sandra uśmiechnęła się blado i podeszła do śpiącej córeczki. Mała wiele przeszłą i teraz najważniejszy był dla niej odpoczynek, by odzyskać siły. Nie miała serca by jej budzić, ale nie miała wyboru. Pogłaskała ją delikatnie po policzku.
-Paula, kochanie. Otwórz oczka. Pobudka maleńka.
Dziewczynka poruszyła się niespokojnie i powoli spojrzała na matkę.
-Cześć kochanie. -powiedziała Sandra uśmiechając się do małej. Starała się za wszelką cenę zachować spokój. -Jak się czuje moja mała księżniczka?
Paula przytuliła się szybko do matki.
-Boję się. -wyszeptała cichutko.
Sandra spojrzała na Manuela. Nie wiedziała co robić. Na samą myśl o opuszczeniu bliskich robiło jej się słabo.
-Kochanie, co ty na to, żeby pojechać na małą wycieczkę? Poza Internat.
-Ale ty pojedziesz ze mną?
-Kotku, mama nie może. Pojedziesz razem z Manuelem do domku Lucii...
-Nie chcę! -krzyknęła dziewczynka.
-Paula. -odezwał się Manuel. -Mama i inni nauczyciele muszą posprzątać w szkole. Widzisz, jaki tutaj jest bałagan. Uczniowie tylko by im przeszkadzali. Dlatego jada na wycieczkę. A my zrobimy sobie jeszcze fajniejszą. Chyba nie chcesz przeszkadzać mamie w sprzątaniu...
-Nie... Ale ty mnie nie zostawisz?
-Oczywiście, ze nie. Będziemy się świetnie bawić, zobaczysz. Chcesz by Evelyn też z nami pojechała?
-Tak...

Gdy Paula była już gotowa, Manuel wziął ją na ręce i zszedł na dół do samochodu Lucii. Sandra poszła do pokoju dziewczynek. Szczęście, ze maluchy jechały drugim autobusem i Evelyn wróciła się do pokoju, bo czegoś zapomniała. Dziewczynka z entuzjazmem zgodziła się na wycieczkę ze swoim narzeczonym i przyjaciółką. Wraz z Sandrą zeszła na dół. Kobieta porozmawiała z Amelią, przekazała jej, ze Evelyn jedzie z Manuelem i resztą. Po chwili ostatni autobus odjechał. Sandra pożegnała się z dzieciakami i Manuelem. Obiecała mu, że zadzwoni jak tylko będzie miała chwilkę.
Rebecka pożegnała się z Lucasem i ułożyła śpiąca Oliwkę do nosidełka. Nakazała Ann, by cały czas jej pilnowała.
Obie z Sandrą długo machały bliskim, aż samochód zniknął całkowicie za zakrętem. W milczeniu wróciły do szkoły. Było już dość późno, więc przekąsiły co nieco, gdyż żadna nie miała apetytu na prawdziwy obiad. Jakie szczęście, ze Jacinta zostawiła w kuchni kompocik wiśniowy i placuszki jabłkowe. Gdy kończyły pić ostatnią szklankę pysznego napoju, wróciła Lucia. Przekazała, że wszystko się udało, dojechali bezpiecznie na miejsce i wszyscy są bezpieczni pod opieką Manuela.
Po krótkiej wymianie zdań wszystkie trzy wróciły do sali konferencyjnej, gdzie Hector próbował się skontaktować z Marcosem, Ivanem i Davidem.
-I jak? -zapytał widząc wchodzące kobiety.
-Wszystko dobrze. Dzieciaki są w dobrych rękach. -powiedziała Lucia. -A jak idzie chłopakom?
-Niespecjalnie. -powiedział smutno mężczyzna. -Jak na razie nie udało im się niczego znaleźć. Mamy jeszcze tylko 25 godzin...
-Będziemy tak czekać w nieskończoność? -zapytała Rebecka. -Przecież możemy zejść i im pomóc.
-nie ma takiej opcji. -powiedział twardo Hector.
-A to niby czemu?! -widać było, ze kobieta nie radzi sobie z emocjami. -Wysyłasz tam trójkę dzieciaków, a nam dorosłym każesz czekać na cud?
-Dlatego, ze jak jeszcze nie zauważyłaś mojej siostrze i tobie chcą zabrać dzieci a Lucii je zrobić. Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie, ale tylko chłopaki znają podziemia. -Hector tez był poddenerwowany. -ale skoro chcesz, to idź. Naraź nas wszystkich!
-Uspokójcie się! -powiedziała głośno Lucia. -Nie mamy czasu na kłótnie. -Hector, będziemy tu siedzieć cały czas? -zapytała.
-Na razie tak...
-A więc musimy jakoś zorganizować to miejsce. -dodała Sandra rada, ze udało im się zmienić temat. -Hector, ty pilnuj sprzętu...
-Ja pójdę do gabinetu po antidota i najpotrzebniejsze rzeczy. -dokończyła Lucia.
-To ja pomogę Sandrze ogarnąć jakoś ten pokój. -powiedziała Rebecka nie patrząc na Hectora. Było jej głupio, że tak się uniosła, ale cała ta sprawa ją przerastała.

Po dwóch godzinach pokój zmienił się nie do poznania, jak gdyby za sprawą Home Makeover.  Drewniane stoły były równo podsunięte pod jedną ze ścian. Przy drugiej stały wniesione wspólnymi siłami trzy łózka, mające służyć za prowizoryczne miejsce do odpoczynku. Bezpieczniej było nie spać we własnej sypialni, jak gdzieś czaił się wróg, no nie? Lepiej było nie prowokować kolejnego porwania czy próby zapłodnienia. Nikomu nie byłoby miło obudzić się w ciemnych i wilgotnych podziemiach .Tym bardziej, ze na dole przez większość czasu znajdowali się chłopcy. Nie wiadomo co by zrobili ludzie z OTTOXu, gdyby spotkali się z nimi oko w oko. Obok leżało kilka materacy przytarganych z sali gimnastycznej. Przecież łóżek nie starczy dla wszystkich. Na biurku przy którym siedział Hector stał zegarek odmierzający szybko upływający czas, komputer i sprzęt wzmacniający do walkie-talkie.

Niestety, żadna próba połączenia się z chłopakami nie przyniosła im nic nowego. Wirus ciągle był gotowy by się uaktywnić i zniszczyć popołudnie tysiącom ludzi wywołując epidemię na całą Hiszpanię, a kto wie czy i nie na całą Europę. Przecież im więcej, tym lepiej.

20:45:07



-Ivan, Marcos, Dave, słyszyscie mnie? –mineło ponad 40 min od kiedy kontaktował się z nimi po raz ostatni. Hector ciągle miał nadzieję na dobre wieści
-Udało nam się złamać pierwszą część systemu bezpieczeństwa kodem ’’ProyectoGeminisloshermanosEspi’’ Ale ciągle pojawiają się nowe… uslyszeli głos Dave’a…
-Ja z Marcosem przeszukaliśmy część pomieszczeń- dodał Ivan. W jednym z nich są różne probówki, prawdopodobnie  nie tylko z wirusem. Powinniście to zobaczyć jak najszybciej
-jest może z Wami Jack?- zapytała Lucia biorąc mikrofon od Hectora. Nie widziała męźczyzny od czasu gdy wyszedł z pomieszczenia
-nie, jego nie ma, ale nie mamy pewności czy nie ma tu kogoś innego. W jednym z najbardziej oddalonych pokoi słyszeliśmy jakieś głosy…
-dobrze- Hector znów był we władaniu walkie-talkie- przerwijcie pracę i chodźcie odpocząć
-za pół godziny przyjdziemy. Bez odbioru

Lucia cały czas się zastanawiała, gdzie się podział Jack. Nie było go w jego gabinecie, więc były dwie możliwości. Albo jest z OTTOXu, albo… Ci dranie mu coś zrobili…

Po kilkudziesięciu minutach w drzwiach ukazał się Ivan, Marcos i Dave. Marcos niósł w rękach stertę jakiś starych dokumentów
-prawie wszystkie zapiski mają po niemiecku. Tylko to jest po hiszpańsku- powiedział kładąc na biurku papiery i rzucił się na stojące na stoliku kanapki. Był bardzo głodny. Koledzy poszli w jego ślady. Kilkanaście godzin pracy zrobiło swoje
-to co, wracamy do podziemi? – zapytał Ivan, gdyskończyli
Sandra spojrzała na syna. Widać było, że jest zmęczony. Jego towarzysze również ledwo trzymali się na nogach
-nie, idźcie odpocząć. My przejrzymy te papiery. Może znajdziemy jakąś wskazówkę. Zresztą jest już bardzo późno
-właśnie, nie możemy nie spać całą noc- dodała Rebecka- przyjdzcie rano
Chłopcy wyszli a Hector , Lucia, Sandra i Rbecka wzieli się za przeglądanie dokumentów znalezionych w podziemiach

17:50:09



Po upływie 3 godzin Sandra i Lucia były jedynymi, które starały się jakoś przebrnąć przez papiery. Hector zasnął nad starym, poplamionym dziennikiem. Proyecto Geminis to, co opisywał w nim Wulf było po prostu przerażające. Kolejne daty, kolejne nazwiska dzieci. Hector nwet nie zauważył, kiedy zamkneły mu się oczy i zasnął
Rebecka próbowała rozszyfrować jakieś plany budowy maszyny czy też jakiegoś generatora. To wszystko było zbyt skomplikowane. Od tych liczb i wzorów zaczeła ją boleć głowa więc postanowiła się trochę zdrzemnąć

Sandra odłozyła na biurko kolejną kartkę, tym razem z opisem procedury sztucznego zapłodnienia by OTTOX i podniosła się, by pójść po szklankę wody stającą nieopodal ale od razu opadła spowrotem na fotel
-Sandra, źle się czujesz? - zapytała Lucia  szybko odrywając wzrok od szczegółowego opisu wirusa grypy typu A – jesteś bardzo blada…
-zakręciło mi się w głowie – powiedziała cicho kobieta
-chodź ze mną do gabinetu, zmierzę ci ciśnienie. Pewnie za dużo stresu jak na raz –pomogła kobiecie wstać- Zaraz coś poradzimy

po 10 minutach



-Tak jak myslałam. Masz stanowczo za małe ciśnienie. Nie jest to dobre ani dla Ciebie ani dla dziecka- powiedziała odkładają c aparat
-Dam Ci coś na podniesienie ciśnienia i idziemy spać- nie ma mowy o dalszym siedzeniu- dodała przygotowując strzykawkę
-Lucia?- powiedziała lekko przerażona kobieta- myślałam, że dasz mi jakaś r=tabletkę i będzie po sprawie
-teraz najważniejsza jest szybka poprawa Twojego stanu. A tabletki często działa ja w opóźnieniu- odpowiedziała lekarka uśmiechają się- Daj rękę i nic się nie bój. Prawie nie poczujesz

Po chwili



-I co moja droga, było aż tak strasznie? Jak chcesz to dam Ci lizaczka- dodała Lucia  uśmiechając się do Sandry
-wolałabym kompocik wiśniowy- odpowiedziała kobieta, przytrzymując wacik
-Dostaniesz rano. A teraz wracajmy się trochę zdrzemnąć zanim reszta pomyśli, że niknełyśmy. Jak jutro to wszystko się skończy, zabiorę Cie na normalne badania.

08:43:25



Sandra powoli otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju. Przez okno wpadły jasne promienie słońca i oświetlały pomieszczenie. Przy  biurku siedziała Rebecka i coś przglądała
-witaj śpiochu- powiedziała widząc, że Sandra już się obudziła- lepiej się czujesz?
-taaaak…. Która godzina?
-po dziewiątej, ale spokojnie. Ty masz odpoczywać i o nic się nie martwić. Nie możemu pozwolić, by coś się tobie luc dziecku stało- odrzekła Rebecka uśmiechają się
-przecież miałam wam pomóc z tymi dokumentami
-wszystkim się zajeliśmy. Przejrzeliśmy co do kortki i udało nam się znaleźć kilka haseł. Jeszcze trzy blokady i będzie po wszystkim. Lucia poszła z Hectorem sprawdzić te probówki co chłopcy znaleźli. Zaraz powinni wrócić
-zjesz coś?- dodała – Na stoliku masz kanapki i kompocik wiśniowy
Sandra uśmiechneła się przypominając sobie nocne żarciki Luci

06:32:51



-I co, co tam było?- zapytała Rebecka wchodzącą Lucie i Hectora
-Tylko różne odmiany wirusa- powiedziała kobieta – Przez myśl mi nie przeszło, że oni mają tyle tego cholerstwa….- O Sandra, jak się czujesz?- zapytała widząc, że kobieta czyta jakąś książkę
-już dobrze- powiedziała podnosząc wzrok i zamykając podręcznik- znaleźliście coś jeszcze?
-wybuch spowodował osuwisko sklane w połowie korytarza. Prawdopodobnie odciał główną siedzibę OTTOXu. Główny komputer jest przez nich i tak kontrolowany więc to dla nich żadna strata. Ale jedno jest pewne. Ktoś jeszcze jest w podziemiach, tle że po drugiej stronie osuwiska
-na przykład mój ojciec?- zapytała cicho Sandra
Hector lekko pokiwał głową

04:21:02



-Marcos, Dave, co się stało?- wykrzykneła Lucia widząc chłopaków podtrzymujących zakrwawionego Ivana
-przeszukiwaliśmy 2 laboratorium i zapadła się pod nami podłoga, tam były jakieś… kości! To było straszne! –Marcos był roztrzęsiony
-połóżcie go tutaj, zaraz go obejrzę
-chyba złamałem sobie nogę- wyjęczał Ivan
Lucia zdezynfekowała zadrapania chłopaków i obejrzała nogę
-zaraz Ci ją nastwię
-Co?! Tutaj ? Nie lepiej w szpitalu…? – Ivan był przerażony
-leż spokojnie, nie mamy czas. Ostrzegam zaboli, ale potem dam Ci lek przeciwbólowy i nic nie będziesz czuł

Lucia zadecydowała, że zawiezie Ivana do donku w lesie. Nie mógł tu zostać w takim stanie
-Marcos, jedź z nimi- powiedziała Snadra. Kobieta nie mogła dłużej ryzykować życia swojego syna. I tak wiele im pomógł…
-Mowy nie ma!!!  Zostaję i Wam pomogę!...
-Marcos, mama ma rację- odezwał się Hector – Jedź i dotrzymaj towarzystwa Ivanowi. Paula też pewnie za Tobą tęskni. Niedlugo będzie po wszystkim i znów się zobaczymy…
Chłopak pokiwał głową z rezygnacją i wyszedł za Lucią i Ivanem
Dabe spojrzał na siostre. Jeśli ona kaze mu też jechać, to będzie koniec. Przecież tylko on zna się na komputerach
-Dave…-zaczeła Rebecka
-Siostra, ja muszę zostać! – krzyknał chłopak. Beze mnie sobie nie poradzicie
-Dave, idziemy do podziemi. Mamy niewiele czasu by odnaleźć to hasło. Rebecka nie wiedziała, że nie jest to dobre rozwiązanie. Ale nie mogła kazać bratu wyjechać, gdyż był on im potrzebny. A powolenie mu zejść na dół samemu byłoby szaleństwem
-Rebecka!- zawołał Hector a gdy kobieta obejrzała się, dodał- Uważajcie na siebie. Będziemy w stałym kontakcie

03:11:21



-Lucia powinna już wrócić, co nie?- zapytała zdenerwowana Sandra
-kochanie, spokojnie- Hector przytulił ją. Niedługo będzie spowrotem
Sandra spojrzał smutno na brata
-Hector, czy my przeżyjemy?- zapytała drżącym głosem
Męźczyzna objął ją… Nie wiedział co powiedzieć. Nawet już nie miał siły pocieszać siostry, gdyz sam nie wierzył w to, że przeżyją

01:22:56



-Hector jesteś?- usłyszeli głos Rebecki
Męzczyzna szybko podbiegł  do biurka
-Tak co się stało?
-Udał nam się złamać dwa pozostałe hasła. Dave pracuje nad ostatnim ale naprawdę czarno to widzę
-Boże… -szepneła Sandra
-Ale dowiedzieliśmy się jednego. Wirus zostanie aktywowany w inrternacie a dopiero po  10 minutach w pozostałych miejscach, więc lepiej schodźcie do nas- dodała Rebecka
Rodzeństwo spojrzało na Lucie
-nie ma co czekać. Mamy leki ale w chwili emissji wirusa nawet one nas nie ocala. Musimy być w dużej odległości od centrum emisji

W tym samym czasie



Mężczyzna rozsiadł się wygodnie w fotelu i rozejrzał po Sali. Na ścianach wisiały portrety jego towarzyszy a w centralnym miejscu ich symbol. Tyle pracy przyniosło rezultaty. Spojrzał na zegarek, Jaszcze godzina i będzie po wszystkim. Jeszcze godzina i jego córka wróci do świata żywych
-nigdy to się Wam nie uda-zajęczał słabo męzczyzna przykuty do fotela. Był cały blady i wycieńczony
-Jack, zamknij się myślisz, że pozwolę zniszczyć to nad czym pracowałem przez tyle lat?- zaśmiał się przerażliwie
-oni odnajdą hasło i to wszystko się skończy- wyjęczał Noiret
-Karl wiem co robić-zwrócił się do męzczyzny w kącie- mam dosyć tego jęczenie. Kiedyś Noiret był bardziej użyteczny…
Fleischier podszedł do Jacka i przyłożył mu do twarzy szmatę nasączoną chloroformem, po czym zwrócił się so Wulfa
-naprawdę myślisz, że nie trzeba spróbować usunąć tego gruzu?
Przecież oni mają dostęp do głównego laboratorim…
Ritter zaśmiał się
-Nie ma potrzeby. Nawet teraz z całą swoją wiedzą są bezsilni. OTTOX jest potęgą i nikt jej nie zniszczy!  ”Tylko słabi muszą umrzeć”… Ewakuacja dzieciaków na nic się zda. Wirus dosięgniech ich wszystkich!
-Ale nie Twoją córkę?
-Sandra jest bezpieczna ona i jej córeczka. Muszą przeżyć, by dać początek nowej odrodzonej rasie aryjskiej… i by uratować Evę
-a co zrobisz potem?
-założę agencję towarzyską, Karl. A Sandra będzie jedną z najlepszych tancerek… Przestań zadawać głpie pytania!

00:42:31



Wszyscy krążyli nerwowo po pomieszczeniu. Ich czas powoli się kończył i każdy był tego świadomy. Okrutne hasło było nie do złamania. Żadna kombinacja nie pasowała. Wszyscy oprócz Sandry zażyli antidotum. Trzeba było być przygotowanym na najgorsze

00:02:12



-Dave, błagam Cię- wyszeptała Rebecka- Użyj swojej mocy. Musisz nas ocalić
-Siostra, nic już nie da się zrobić- wyszeptał chłopiec smutnym głosem  -Wgrałem bota, który powinien anulować wirusa, ale nie wiem czy on zadziała. Musimy czekac …

-Hector, boję się- wyszeptała Sandra tuląc się do brata. A co będzie jaślli wirus się uaktywni? Co będzie z nimi, z ich dziećmi?
-spokojnie zażyliśmy lekarstwo. Nawet  jeśli wirus się uaktywni, mamy jeszcze 48 godz  by spróbować zsyntetyzować kolejne dawki leku…- po czym urwała zrezygnowana. Sama  nie wierzyła w to, co mówi.

http://s2.ifotos.pl/img/12_hrrqnrh.jpg




Wszyscy wpatrywali się z napięciem w zegar, który bezlitośnie odmierzał upływający czas. Już tylko sekundy dzieliły ich od katastrofy, która zmieni bezpowrotnie sens ludzkiego istnienia. Dave odszedł od komputera i wszyscy zgromadzili się przy drzwiach wyjściowych, by być gotowym na ewentualną ewakuację, gdyby coś poszło nie tak. Piątka ludzi, uwięziona pod piekielnym Internatem. Ich życie zależało od skuteczności małego modułu, który tylko cudem mógłby zatrzymać tę koszmarną procedurę.

Zegar wskazywał 00:00:01, gdy nagle się wyłączył a komputer przestał pracować. Wszyscy spojrzeli po sobie ze strachem, ale i z nadzieją.
-Udało się? -wyszeptała cicho Sandra.
Dave powoli zniżył się do komputera, Włączył go i szybko przejrzał zapisy rejestru. Spojrzał na siostrę i resztę.
-Dave, udało się?! -zapytała zniecierpliwiona Rebecka.
Chłopiec pokiwał głową i opadł wyczerpany na krzesło. Udało się, ludzkość byłą ocalona.
-Boże, przeżyliśmy... -wyszeptała Lucia.
-Wyjdźmy stąd jak najszybciej, jedźmy do naszych bliskich i świętujmy! -wykrzyknął Hector z entuzjazmem.
-Dave, co się dzieje? -zapytał Sandra widząc, ze chłopak nagle przystanął i się przysłuchuje uważnie.
-Coś jest nie tak... -powiedział z namysłem.

Po chwili już wiedzieli, co jest nie tak. Nagle w pomieszczeniu zamigotało czerwone światło i włączył się alarm. Na ekranie, gdzie wcześniej wyświetlał się czas do aktywacji wirusa zamigotał komunikat: „Tryb samozniszczenia siedziby uruchomiony. Destrukcja nastąpi za 30 sekund... 29...28....

Cała piątka rzuciła się szybko w stronę drzwi. Mimo że udało się ocalić świat od zagłady, oni byli teoretycznie zgubieni. Uwięzieni kilkanaście metrów pod ziemią, za kilka sekund będą pogrzebani pod gruzami. Biegli długim korytarzem, jak najdalej od tego feralnego laboratorium. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć wyjścia do lasu, albo chociaż do budynku szkoły. Jest, ich oczom ukazały się z daleka schody prowadzące do wyjścia...

Nagle Internatem zatrząsł wybuch. Wszyscy rzucili się w stronę przejścia dusząc się i kaszląc. Tylko metry dzieliły ich od wyjścia z tego piekła. Lucia wyciągnęła telefon i zadzwoniła po policję...

W tym czasie w siedzibie OTTOXu



Mężczyźni z uwaga obserwowali zegar. Sekundy dzieliły ich od osiągnięcia od dawna zamierzonego celu. Jeszcze kilka chwil i stali by się panami ludzkiego istnienia. Zegar wskazał sekundę do aktywacji wirusa i nagle się wyłączył.
-Wulf, co jest? -zapytał zdezorientowany Karl. -Czy tak miało być?
-Dziwne, zegar powinien dokończyć odliczanie...
-Czy to jest możliwe, aby jakiś mechanizm się uszkodził? Chyba, ze Max zrobił nam taki mały żart przy konstrukcji, mówiłem, żeby go mieć na oku.
-Karl, zacznij w końcu myśleć logicznie! Z maszyną było wszystko w porządku. I nie mogła się tak sama z siebie uszkodzić, chyba ze...
Obaj mężczyźni pomyśleli o tym samym w jednej chwili.
-Zdezaktywowali zegar!
-Mierde! -krzyknął zdenerwowany Wulf. -Jakim cudem im się to udało? Hasło było nie do złamania.
Nagle w pomieszczeniu zamigotało czerwone światło i włączył się alarm.
-Mierde! Co się dzieje, Ritter! -wrzasnął Karl. -Musimy uciekać. -po czym rzucił się w stronę drzwi. Bezskutecznie. Alarm zadziałał błyskawicznie. Włączyły się wszystkie bariery ochronne. Drzwi były zablokowane. Tryb autodestrukcji podziemi właśnie się aktywował. -Zginiemy przez to, ze nie wziąłeś pod uwagę, ze im się uda zdezaktywować mechanizm!
-Jesteśmy bezpieczni. -powiedział blady Wulf. Sam nie był do końca pewien jak działa mechanizm autodestrukcji,. Ale był pewien, ze ich główne pomieszczenie jest odcięte od systemu. Przecież tylko one prowadziło do gabinetu, gdzie była ukryta Eva. Właśnie, a co z nią? Przecież antidotum miało zacząć działać w tym samym momencie, co aktywacja wirusa... Jeśli to prawda, to jego dawno utracona córeczka właśnie dochodzi do siebie...Szybko rzucił się w stronę przejścia. Niestety, ono tez było zablokowane.
Nagle budynkiem wstrząsnął wybuch. Ze ścian zaczęły opadać kawałki tynku.
-Wulf, zaraz wszyscy tutaj zginiemy! -krzyknął mężczyzna. -...

Jednak już nie dokończył tego, co chciał powiedzieć. Wszyscy w jednej sekundzie zostali pogrzebani pod stertą gruzu i kamieni...

........................................

Za przygotowanie tego posta składam podziękowania Pauli (paulax5) :)

paulax5 - 2011-03-07 22:40:38

Nmzc  Julia :*  ja to tylko przepisałam ;)

Julia25 napisał:

Lucia cały czas się zastanawiała, gdzie się podział Jack. Nie było go w jego gabinecie, więc były dwie możliwości. Albo jest z OTTOXu, albo… Ci dranie mu coś zrobili…

Lucia bardzo się bała o niego wkońcu ciągle coś do niego czuła i to nie była już miłość ale zwykła przyjaźń, no i był zdecydowanie ważniejszą osobą bo przecież to ojciec jej synka… - Jak ja mu powiem jeśli coś się satnie Jackowi, Tomás ostatnio bardzo się do niego przywiązał. Lucia w tym momencie dopiero pomyślała o swoim synku- Co z nim będzie jeśli mi się coś teraz stanie, jeśli jeszcze Jackowi cos zrobili to kto się nim zajmie?- zastanwaiając się wyjeła portfel  i popatrzyła na zdjęcie z wakacji:


https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TWpkdjwHYUI/AAAAAAAAAEA/Gr7MKd5rW5Q/s288/123.jpg



Widząc to zdjęcie Lucii pociekły łzy po policzku jednak postanowiła się wziąść w garść I zrobić wszystko aby nie dopuścić do tego by jej synek został sam
W tym moemocie do Sali wszedł Marcos z Davidem i Ivanem

Julia25 napisał:

-Marcos, Dave, co się stało?- wykrzykneła Lucia widząc chłopaków podtrzymujących zakrwawionego Ivana
-przeszukiwaliśmy 2 laboratorium i zapadła się pod nami podłoga, tam były jakieś… kości! To było straszne! –Marcos był roztrzęsiony
-połóżcie go tutaj, zaraz go obejrzę
-chyba złamałem sobie nogę- wyjęczał Ivan
Lucia zdezynfekowała zadrapania chłopaków i obejrzała nogę
-zaraz Ci ją nastwię
-Co?! Tutaj ? Nie lepiej w szpitalu…? – Ivan był przerażony
-leż spokojnie, nie mamy czas. Ostrzegam zaboli, ale potem dam Ci lek przeciwbólowy i nic nie będziesz czuł

-Naprawdę Ivan zaufaj mi , będzie dobrze, dasz radę, będzie boleło dosłownie momencik
-no niewiem..,
-najlepiej odwróć się i nie patrz, dobrze?
Chłopak jednak nic już nie odpowiedział
-aaaałłłłł –krzyknoł Ivan podczas nastawiania nogi
-już po wszystkim zaraz dam Ci środek przeciwbólwy. Lekarka wyszła z Sali konf i pobiegła do gabinetu po lek, po kilku minutach wróciła. Napełniła strzykawkę i podała lek chłopakowi. Teraz najlepiej będzie jak Cię stad zabierzemy nie ma sensu żeyś tu był tym bardziej że jest tu bardzo nie bezpiecznie, teraz i tak nie jestes jużnam w stanie pomóc.

Julia25 napisał:

Lucia zadecydowała, że zawiezie Ivana do donku w lesie. Nie mógł tu zostać w takim stanie
-Marcos, jedź z nimi- powiedziała Snadra. Kobieta nie mogła dłużej ryzykować życia swojego syna. I tak wiele im pomógł…
-Mowy nie ma!!!  Zostaję i Wam pomogę!...
-Marcos, mama ma rację- odezwał się Hector – Jedź i dotrzymaj towarzystwa Ivanowi. Paula też pewnie za Tobą tęskni. Niedlugo będzie po wszystkim i znów się zobaczymy…
Chłopak pokiwał głową z rezygnacją i wyszedł za Lucią i Ivanem

Lucia wraz z chłopakami wsiedli do samochodu i pojechali do domku, gdy dotarli na miejsce Lucia i Marcos pomogli Ivanowi wejść do środka i położyli go na kanapie.
-teraz musisz trochę odpocząc zresztą obu się Wam to przyda odwaliliście kawał dobrej roboty, jestem wam naprawdę bardzo wdzięczna za pomoc. A ty Ivan pewnie po tym leku będziesz troszkę senny więc tym bardziej się przespij  i nie wolno Ci wstawac, jasne?
-tak, tak nie będę
-Marcos proszę przypilnuj go i zajmij się kolegą, jak będziecie czagos potrzebowac to spytajcie się Pani Victorii, mamy Dave’a i Any albo pielęgniarki, która jest na dole, aha no i jakby działo się coś z tą noga to własnie do poprością ją o pomoc, ja zaraz do niej zejdę i o wszystkim jej powiem. Czujcie się jak u siebie ;)

Lucia zostawiła ich w salonie i zaeszła na dół gdzie w pokoiku Tomása był też Manuel z Paula a na zewnątrz opiekunka czytała książkę
-Witam Alicia
-Cześć Lucia
- jak tam mały?
-wporządku, możesz mi powiedzieć o co tu chodzi? Co się dzieje?
-nie rozumiem
-czemu tu jest teraz tyle osób, u Pani Victorii jest jej córka i Martin z dziećmi  a tu Twój kolega z tą małą, coś się dzieje prawda?
-wiesz Alicia, mamy w szkole małe zamieszanie i zewzględu na bezpieczeństwo oni muszą tu być, ale spokojnie nie długo będzie po wszystkim, właśnie mam prośbę do Ciebie u góry jest 2 uczniów, 1 mam poważna ranę nogi, nastawiłam mu ją i zdezynfekowalam całą ranę ale trzeba zerkać czy się coś nie dzieje mogłabyś co jakiś czas spojrzeć na jego nogę?
-jasne nie ma problemu
-dziękuję, Idę troszkę do Tomása

-Mama!!!!- ucieszył się chłopiec bo ostatnio Lucia rzadko go odwiedzała z powodu tych wszystkich wydarzeń w Internacie
-cześć skarbie, jak tam się trzymasz? Cześć Manuel, czesc Paula
-cześc, jak wam idzie długo jeszcze to wszystko potrwa??
-dobrze Mamo, wiesz jak fajnie teraz gramy w chińczyka z Paulą i Wujkiem Manuelem a wcześniej był u mnie Lukas, wiesz?
-tak, kochanie wiem, że miał Cie odwiedzić
-Manuel ja.. ja –Kobieta niewiedziala co powiedzieć. Męzczyzna widząc kolezanke w takim stanie stwierdził ze to naprawde nie zarty i to wszystko co się dzieje to bardzo powazna sprawa
-Paula, zostan tu na chwilkę z Tomásem dobrze? Ja zaraz wracam wyjde tu tylko na korytarz będziesz mnie widziala
-nie, ja się boje…
-ale tutaj nikt nie wejdzie Paula, zobacz to jest szyba… i drzwi na kod… Tutaj jest bardzo bezpiecznie bo nikt tu nie wejdzie
-no dobrze zostanę
-Chodz ze mna Lucia- Razem wyszli z pomieszczenia chłopca- a teraz powiedz mi co się dzieje, najpierw Sandra teraz Ty obie wygladacie jakbyście ducha zobaczyly i jeszcze ta ewakuacja
-ojj Manuel zebys wiedzial
-możesz mi powiedzieć, na pewno poczujesz się lepiej
-wiem, wiem Manuel, ale nie chcę Cię jeszcze tym martwić
-chodzi o OTTOX tak?
-skad wiesz o OTTOXsie? Sandra Ci coś mówiła?
-musiała mi cos powiedzieć, inaczej nie mógłbym jej pomóc, powiedz mi co się dzieje, co cię tak martwi?
-Manuel, ja… ja niewiem jakie „ONI” mają plany ale boję się, że mogę tego nie przeżyć, jeśli coś mi się stanie co będzie z Tomásem?
-hej! Hej! Spokojnie przecież  nie zostawimy go samego, Lucia spokojnie, nie denerwuj się tak. Idź jeszcze na chwilę do  synka i nie mysli o tym
-dzeki Manuel
Kobieta poszła jeszcze do chłopca, przytuliła go i wróciła do Internatu

[….]



Julia25 napisał:

Cała piątka rzuciła się szybko w stronę drzwi. Mimo że udało się ocalić świat od zagłady, oni byli teoretycznie zgubieni. Uwięzieni kilkanaście metrów pod ziemią, za kilka sekund będą pogrzebani pod gruzami. Biegli długim korytarzem, jak najdalej od tego feralnego laboratorium. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć wyjścia do lasu, albo chociaż do budynku szkoły. Jest, ich oczom ukazały się z daleka schody prowadzące do wyjścia...

Nagle Internatem zatrząsł wybuch. Wszyscy rzucili się w stronę przejścia dusząc się i kaszląc. Tylko metry dzieliły ich od wyjścia z tego piekła. Lucia wyciągnęła telefon i zadzwoniła po policję...

-Buenos Dias, tu Lucia Garcia, z Internatu Laguna Negra, właśnie ył wyuch. Przysypani są ludzie…-naziści….
-wybóch? Znów??? Zaraz zaraz naziści?? Czy Pani ma mnie za kretyna??
-nie mówię poważnie, to ludzie, którzy uciekli z niemiec i ukryli się w Hiszpani pod zmienionymi nazwiskami. Najprawdopodobniej jest tam Ritter Wulf znany jako Santiago Pazos, Karl Fleichier- Coronel Araujo, Theodora Räuber- Hervas Asuncion i Camilo Belmonte, możliwe, że jest tam również przetrzymywany przez nich Jackques Noiret i nie wykluczone ze jeszcze inne osoby współpracujące z nimi. Proszę wezwać do nas straż, trzeba się tam dostać!
-dobrze zaraz wyślę do państwa jednostkę
Lucia skończyła rozmowę przez tel i zwróciła się do reszty:
-zaraz przyjadą, po czym podeszła do wejścia, które było całkowicie przysypane
-ja muszę tam wejść! Musze sprawdzić czy Jack jeszcze żyje!
-Lucia, Co ty mówisz?, zwariowałaś? Przecież nawet nie wejdziesz odkopywanie zajmie pewnie kilka dni!
-Hector, ja musze, musze wiedzieć co z Jackquesem
-chodz, nic nie da się zrobić…- odciągała ją Rebecka
-STUDNIA!!! Jest jeszcze przejście w studni! Może ono nie jest przysypane
-Lucia proszę chodźmy i cieszmy się tym, że przeżyliśmy, Policja jak przyjedzie to zajmą się reszta i na pewno go znajdą, chodz idziemy do domku, wszyscy tam na nas czekają nie chcę już ryzykować życia zrozum dopiero urodziłam dziecko…
-tak, przepraszam może masz rację, miejmy nadzieję ze policja go znajdzie
Wszyscy ruszyli więc w kierunku domku, nagle usłyszeli….
STAĆ!!
Cała gromadka zatrzymała się i lekko odwróciła w stronę osoby, której głos nie zabrzmiał przyjaźnie
-Tata…?? Przecież Ty…- zdziwiła się Lucia
-nie zyjesz… to chciałas powiedzieć?
-ja…yyy…
-A teraz ruszać się, zejdziecie wszyscy ze mną na dół do Wulfa
-że co?- zdziwił się Dave
-słuchaj on został przysypany, był wybuch, oni byli na dole, pewnie już nie zyją, zresztą nie jest mi ich szkoda- odezwała się Rebecka
-to niemozliwe, nie wierze Ritter wszystko zaplanował i… to nie…
-a jednak :P
Rebecka widząc złość Adolfa i znając skłonności nazistów do zabijania zasłoniła brata, chcąc go chronić. Adolf był w szoku po kilku minutach wrzasnoł
-Ruszcie się! Idziecie ze mną, muszę się tam dostać i żadnego ale bo strzelę
Cała 5 w ogromnym szoku i strachu ruszyła do wejścia do podziemi jak im rozkazał Adolf widząc jednak, że wejście jest całkowicie zasypane postanowił wejść innym wejściem- przez studnię
Wszyscy ruszyli więc w jej kierunku, gdy dotarli na miejsce zeszli w dół i bez… problemu dostali się do pomieszczenia, w którym wg Adolfa znajdował się Wulf i reszta. Były to drzwi, o których istnieniu nikt z internatu nie wiedzial. Jednak wszystko była zasypane, całe wejście i nie mogli dostać się do środka. Merkel postanowił zrobić wszystko, aby dostać się do Wulfa i rreszty. Wyjął z plecaka „granat” i rzucił go na środek gruzu. Widząc to wszyscy stali jak osłupiali i nie wiedzieli co robić-zamurowało ich. Adolf Merkel schował się za głazem a spośródnaszych jedynie Dave zachował zimną krew i natychmiast kazał wszystkim się schować. Po chwili stali już kilka metrów dalej ukryci za ścianką w innym korytarzu. Lucia obejrzała się i spojrzała na Sandrę
-Sandra dobrze się czujesz?- spytała
-ja…niewiem, słabo mi
Lucia jednak nie zdązyła już nawet odpowiedziec Sandrze, gdy następił wybuch…

Po chwili wszyscy otworzyli oczy  i spojrzeli na siebie
-żyjecie?- spytała z lekko obawa Rebecka
-tak,tak jesteśmy- Po tych słowach wyjrzeli, aby spojrzeć na to co spowodował wybuch. Wyszyli z ukrycia i zobaczyli Adolfa Merkela podchodzącego do nich z bronią
-pss… musimy wyjść z podziemi, nie możemy wejść do środka bo to się na pewno źle skończy – szepnął Hector jednak Nazista ich uprzedił zagrażając zabiciem kazał wejść do środka . Lucia szła przodem rozglądając się wszedzie za Jackiem
-Jack?  Jackques???
Weszli do środka….

Pierwszą rzeczą, która się rzuciła w oczy była spora kapsuła, w której leżałą dziewczynka. Kapsuła była uchylona ale znajdowała się w pod dodatkową osłonką co sprawiło ze ani kapsułe ani dziewczynce się nic nie stało. Niedaleko od kapsuły Lucia dojrzała Wulfa, który w połowie był przygnieciony kamieniami. Adolf podbiegł do kapsuły spojrzał na dziecko po czym natychmiast podszedł do Rittera. Sandra z Hectorem zaciekawieni a zarazem przerażeni widokiem dziecka postanowili podejść do dziewczynki, bali się że może to być jedno z ich uczniów. Lucia dalej przedzierała się przez gruz w poszukiwaniu Noireta.
-Tam jest!- krzykneła po chwili Rebecka wskazując na miejsce gdzie leżał Jack. Lekarka natychmiast podbiegła do męzczyzny, który był nie przytomny
-Jack, słyszysz mnie? Jack odezwij się do mnie
-Lucia, co z nim? Żyje…?- spytała Rebecka
-żyje, jest nie przytomny i to ni przez wybuch! Dave proszę pomórz mi zdjąć ten kamień z jego ręki –potrzebuję opatrunków, leków- Lucia popatrzyła na Wulfa- Co mu zrobiłeś???? Co mu podałeś?- Wulf nie odp spojrzał tylko na kobietę i usmiechnął się
Lucia miała ochotę podejśc i zrobić coś temu naziście powstrzymywał ją jedynie jej ojciec, a właściwie mężczyzna, który się za niego podawał
-Odsuń się od niego bo Cię zaiję!!
-Lucia tu masz jakaś apteczke, leki itp.- powiedział Dave wskazując na szafkę stojącą nie opodal
Kobieta wzięła potrzebne jej materiały i opatrzyła rany Jackowi spowodowane wybuchem wciąż nie wiedząć dlaczego jest on nie przytomny

Merkel odkopywał Wulfa i zmusil do pomocy przy tym Hectora, który widząc dziewczynkę identyczna jak Paula był w szoku, kompletnie nie wiedział co się dzieje i dlaczego to dziecko jest takie podobne do jego siostrzenicy. Lucia widząc Hecotra w tym stanie zorientowała sie za cos jest nie tak, spojrzała na Sandre, która była blada jak ściana. Nie zastanawiając się długo podeszła do kapsuły, to co tam zobaczyła przeraziło ją
-czy to Paula?- przeciez ona jest....
-nie spojrz to nie Paula, Paula ma tutaj blizna na rączce, ta dziewczynka.... ta dziewczynka to nie Paula
Gdy Lucia tak rozmawiala z Sandra dziewczynka otworzyła oczy.....

-Was ist passiert?
Kobiety popatrzyły na siebie.
-spokojnie, nie bój się- powiedziała Sandra do dziewczynki
Dziewczynka tylko z jeszcze wiekszym przerazeniem spojrzala na nie i rozejrzała się do koła
-Wo ist mein Papa?
Lucia spojrzała na Sadnre poźniej na dziewczynkę i już rozumiała-to córka Wulfa!!
-Keine Angst- odpowiedziała Lucia
-Lucia nie widziałam, że ty znasz niemiecki
-no wiesz Tatuś troszkę mnie poduczył
-Ich will zu meinem Vater- powiedziała z płaczem dziewczynka
W tym momencie Wulf został odkopany ledwo chodzą dokuśtykał do córki, która się go bardzo wystraszyła i przytuliła do Luci, która próbowala uspokoić mała ale z 2 strony to jak można powiedzieć dziecku, ze mineło kilkanaście lat, że jej ojciec jest teraz stary i świat się zmienił???
Wulf zaczął wyszarpywać mala z ręk Lucii i na obronę dziecka rzucił się Hector. W tym momencie padł strzał…

Rebecka patrzyła przerażona i rozejrzała się gdzie padl strzał…
Po chwili Hector osunał się na ziemie i do pomieszczenia weszla Policja i straż, która natychmiast podeszła do nazistów i zakuła ich w kajdanki tym czasem Lucia nie mogła uwierzyć w to co widzi jej ukochany mężczycna leżał w kałuży pełnej krwi…
Szybko sięgneła po kilka narzędzi medycznych znajdujących się w Sali i uciskała ranę na nodze Hectora.
-Rebecka natychmiast poprosiła straż o karetkę zwłaszcza ze jeszcze Jack był nie przytomny a Lucia musiała zając się Hectorem

Po jakimść czasie, przyjechała karetka zabierając Hectora i Jacka do szpitala. Oczywiście Lucia również pojechała a do szpitala. Recbecka wzięła Eve i wraz z Sandra i Davidem wyszli z podziemi i udali się w kierunku domku, gdzie była ich rodzina. Hector został operwonany a Jack nie długo po przewiezieniu do szpitala obudził się i Lucia poszła z nim porozmawiać.

crisfan - 2011-03-08 14:03:18

Jack wcale nie miał ochoty jechać do szpitala. Nic mu przecież nie było. To że Lucia była z nim cały czas dało mu dużo do myślenia.  Łączył ich nie tylko syn i obydwoje o tym doskonale wiedzieli. Ale z drugiej strony jaka przyszłość czeka ją i Thomasa jego boku. Nawet nie wiedział jak potraktuje go policja. Miał z nimi umowę, ale nie był pewny czy za swoje wcześniejsze zbrodnie nie odpowie przed sądem i nie wyląduje na długie lata w więzieniu.  No i była jeszcze Amelia….Jack się pogubił. Nie wiedział już co ma myśleć i co czuje. Tyle osób już skrzywdził w swoim życiu, nie chciał już nikomu więcej robić krzywdy. Chciał aby syn nie wstydził się go. Czy to jeszcze w ogóle możliwe?
Lucia chciała wejść do pokoju Jacka, ale uprzedziła ją Amelia.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Nie potrzebnie mnie tu zabrali nic mi nie jest.
-Muszę z Tobą porozmawiać. Wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale…wyjeżdżam. Przyszłam się z Tobą pożegnać.
-Co? Dlaczego? Myślałem…-urwał Jack
- Oboje wiemy, że to by się nie udało Jack-powiedziała Amelia-chce zapomnieć o przeszłości, o tym co działo się w Internacie.  Gdybym została przeszłość prędzej czy później przypomniała by o sobie. Zaczęlibyśmy się wzajemnie obwiniać za nasze błędy, a tego nie chce. Byłeś dla mnie kimś ważnym i nigdy Cię nie zapomnę…
-Rozumiem-powiedział Jack ze smutkiem-pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem. Żegnaj Jack- Amelia wyszła z pokoju Jacka po jej policzkach spływały łzy, ale wiedziała że postąpiła słusznie.
Jack leżał na łóżku, myślał o tym co powiedziała Amelia.  Do jego pokoju weszła policja.
-Musimy z panem porozmawiać. Powinien pan złożyć zeznanie.
-Rozumiem. Powiem wszystko co wiem-i Jack opowiedział im wszystko. Kiedy skończył zapytał:- Co zemną dalej będzie?
-O tym musi zdecydować sąd. Na pańską korzyść działa to, że współpracował pan z policją. Niestety zła wiadomość jest taka, że do czasu rozprawy musi pan pozostać w areszcie. Jak tylko wypuszczą pana ze szpitala, policjant zawiezie pana do aresztu. Pozostawimy także funkcjonariusza na straży, aby pana pilnował.
-Rozumiem.
-Za dwa dni wyjdzie pan ze szpitala. Rozprawa powinna być za jakieś 2 miesiące.
-Tak długo?
-Powinien pan wynająć adwokata. Do widzenia.

Jack miał już dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Chciał tylko zasnąć i nie myśleć o ostatnich wydarzeniach.  Zdrzemnął się chwilę. Obudziła go siostra, która przyszła mu podać kroplówkę.
Nie wiedział, że miał jeszcze jednego gościa. Obok łóżka siedziała Lucia. Uśmiechnęła się do niego.
-Od kiedy tu jesteś?
-Po wyjściu policjanta zasnąłeś, nie chciałam cię budzić.
-Co z Hektorem?
-Operacja się udała.  Wyzdrowieje.
-Cieszę się. Jak ty się trzymasz? Koszmar się skończył.
-Słyszałam, że do czasu rozprawy pozostaniesz w więzieniu. Znalazłam już adwokata…
-Co? Lucia ja…nie chcę cię w to mieszać.-przerwał jej Jack.
-Poradziliśmy sobie z OTTOX’em to i z tym sobie poradzimy.-uśmiechnęła się do niego-spokojnie nie oczekuje nic w zamian, wiem że łączy cię coś z Amelią widziałam jak u ciebie była.
-Też tak myślałem…Amelia wyjechała. Przyszła się ze mną pożegnać.
-Przykro mi. Myślałam…
-Mnie też. Nie mówmy już o tym…Lucia nie chcę cię skrzywdzić. Ostatnio za dużo się działo. Pogubiłem się w tym wszystkim. 
-Wszystkim nam potrzeba czasu, aby sobie to wszystko poukładać i postarać się zapomnieć o tym co było. O ile to w ogóle możliwe. Chce tylko, żebyś wiedział że nie ważne co jest między nami…Thomas jest twoim synem i potrzebuje cię. Powinniśmy go wychowywać wspólnie, nie mogę ci zabronić widywania się z nim. Wiem, że bardzo go kochasz…
-To bardzo wiele dla mnie znaczy. Dziękuje ci.
Lucia zostawiła Jacka samego. Musiała jeszcze złożyć zeznanie na policji i chciała jak najszybciej spotkać się z synem.

Po 2 miesiącach
Jack prosto z aresztu pojechał radiowozem do sądu. Rozprawa trwała krótko. Sąd wziął pod uwagę jego współpracę z policją, nie musiał już więcej siedzieć za kratkami. Ale…było kilka warunków. Jack miał kuratora i musiał odpracować wiele godzin prac społecznych, ponadto nie mógł wyjeżdżać z miasta i musiał wpłacić wysoką sumę pieniędzy na cele charytatywne.  Był jeszcze jeden warunek. Jeśli choć raz złamie prawo trafi na resztę życia za kratki. Musiał się pilnować-sędzia powiedział wyraźnie wystarczy mandat za przekroczenie prędkości i skończy w więzieniu.
Jack wyszedł z Sali rozpraw. Na zewnątrz czekała Lucia. Jack powtórzył jej wyrok sądu.
-Musimy to uczcić. Thomas czeka na nas w domu
-W domu? Lucia..-zaczął Jack
-Spokojnie. Zrobię nam coś do jedzenia, porozmawiamy. I to wszystko. Oczywiście będziesz mu musiał przeczytać mnóstwo bajek. Bardzo się za tobą stęsknił.

Od tej pory Jack prawie codziennie widywał się z synem. No i oczywiście z Lucią. Świetnie się rozumieli i pomagali sobie nawzajem. Pewnego dnia, gdy do nich przyszedł rozpętała się straszna burza.
-Nie możesz wracać w taką pogodę. Prześpisz się u nas na kanapie.
-Nie wiem czy to dobry pomyśl.
-Tak, tatuś będzie u nas nocował-cieszył się Thomas.
-Postanowione. Thomas by ci tego nie wybaczył. Chłopczyk złapał Jacka za rękę i zaprowadził go do swojego pokoju. Jack przeczytał mu bajkę i chłopczyk zasnął. Mężczyzna wrócił do Lucii.
-Zrobię nam coś do jedzenia.
-Pomogę ci.
Świetnie się razem bawili gotując. W pewnym momencie ich spojrzenia spotkały się.
-Lucia myślisz, że mogło by nam się udać?
-Zawsze warto spróbować. Tyle razem przeszliśmy…dzięki Thomasowi i tobie czuje się szczęśliwa.
-Zrobię wszystko, aby już tak pozostało-powiedział Jack i pocałował Lucię.

www.wshbw.pun.pl www.tibiarules.pun.pl www.is3.pun.pl www.wsbadministracja.pun.pl www.tgr.pun.pl