#136 2011-02-08 19:43:23

 BarthezzLodz

Szef forum

Zarejestrowany: 2010-09-03
Posty: 615
Punktów :   23 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Sandra zapukała do pokoju Hectora, ponieważ zbliżała się już godzina dwudziesta druga, a więc rodzeństwo powinno już przygotować się do wyjazdu na madrycki cmentarz Almudena.
- O, dobrze, że jesteś! – powitał kobietę Hector. – Właśnie miałem po ciebie iść. Musimy już wyjeżdżać, jeżeli chcemy być tam na dwudziestą trzecią.
- Ja się boję. Czego oni mogą od nas chcieć? – zapytała Sandra.
- Nie wiem. Nie ma innego wyjścia, żeby się dowiedzieć – musimy tam pojechać.
Mówiąc to mężczyzna wziął swą siostrę pod rękę i zszedł z nią pod internat, gdzie czekał już na nich zaparkowany seat altea. Ten samym, którym wcześniej jechali do dawnego domu Sandry i jej „ojca”. Auto, mimo uszkodzeń spowodowanych wypadkiem, prezentowało się bardzo dobrze. Tuż po całej sytuacji Hector oddał swój samochód do mechanika. Na błyszczącym srebrnym lakierze nie było żadnych śladów po nieprzyjemnym zajściu.
Drogi prowadzące z Czarnej Laguny w kierunku madryckiego cmentarza były puste. Nic dziwnego, większość ludzi była już bowiem dawno w swoich domach. Tu i ówdzie pojawiały się jednak nieliczne samochody. Pogoda zaczynała się psuć. Ciemne chmury zasłoniły księżyc, który tej nocy był w fazie pełni. Niedługo potem zacząć siąpić drobny deszcz, który wkrótce zamienił się w gwałtowną ulewę.
- Jeszcze tylko tego nam brakowało! – odezwała się Sandra.
Po ponadpółgodzinnej podróży rodzeństwo dotarło pod cmentarz. Almudena prezentowała się nazbyt okazale, co potęgowało uczucie strachu i  niepewności.
- I co teraz zrobimy? – zapytała kobieta.
Hector i Sandra stali przed główną bramą prowadzącą na madrycką nekropolię. Była godzina 22:54, a więc do umówionego czasu brakowało nieco ponad pięć minut.
Na bramie wisiała tabliczka:
„Cmentarz Almudena otwarty jest dla odwiedzających w godzinach 6 – 22.”
Hector odruchowo pchnął bramę do środka, a ta, z niewielkim oporem, otworzyła się, skrzypiąc przeraźliwie. Zobaczyli przed sobą strzałkę, która kierowała ich w prawo. Wyglądało to jakby ktoś chciał bawić się z nimi w podchody.
- Hector… Ja się boję!
- Nie bój się, kochana, jestem przy tobie. Nic ci nie grozi – próbował uspokoić siostrę.
Po kilku krokach natrafili na narysowaną kopertę, która, jak rodzeństwo pamiętało z dzieciństwa, oznaczało, że w pobliżu ukryte jest zadanie. Oznaczenie to znajdowało się na jednym z grobowców.
- Pamiętasz może w jakiej odległości od oznaczenia musi znajdować się zadanie? – zapytał Hector.
- Z tego co pamiętam, to jest to maksimum piętnaście kroków. Mam nadzieję, że nie myślisz, że… że… że to zadanie znajduje się w środku?
- Mam nadzieję, że nie… - odparł mężczyzna.
Grobowiec, na którym narysowana została koperta pochodził z początku dziewiętnastego wieku, więc był jedną ze starszych mogił Almudeny. Jedyną rzeczą, która wyróżniała go od innych grobów znajdujących się w tej części nekropolii była wielkość – musiał należeć on do jednego z najbardziej wpływowych ludzi Hiszpanii. Teraz jednak grobowiec popadał w ruinę – spękane ściany, pozarastane chwastami otoczenie nie sprzyjały wizycie w jego wnętrzu.
- Zadania nigdzie nie ma – zmartwił się Hector.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wejść do środka. Tutaj są schody – odpowiedziała Sandra.

Ostatnio edytowany przez BarthezzLodz (2011-02-09 14:55:02)

Offline

 

#137 2011-02-09 13:50:48

 Villa

Stały bywalec

Skąd: Sercem z Hiszpanii:*
Zarejestrowany: 2010-08-22
Posty: 127
Punktów :   
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

daglas89 napisał:

-KTO TO JEST? I CO ON TU ROBI?

Mężczyzna się odwrócił

-Ładnie to tak się witasz z kuzynem?
-MARIO? To naprawdę ty?

Rebeca zaczęła się śmiać a Martin się zmieszał tym że nie poznał swojego kuzyna. ...

- Boże, ale się zmieniłeś, normalnie Cię nie poznałem
- No widzę właśnie, zazdrośniku
- Haha, bardzo śmieszne. Kochanie, jak się czujesz? jak Oliwka?
- Ja w porządku, Oliwka również, a ty jak się czujesz? Bo chyba nie najlepiej Zażartowała sobie Rebeca.
- I ty Brutusie przeciwko mnie No, ale na pewno chcesz jeszcze odpocząć, zabieram więc Mario, pokażę mu internat i przy okazji sobie porozmawiamy o starych czasach.
- Troskliwy jak zawsze, odezwała się Rebeca
- Ja chętnie zobaczę internat.
- W takim razie do zobaczenia później kochanie
- Do zobaczenia

Martin i Mario wyszli z pokoju i udali się na dół w celu obejrzenia internatu przez Mario.

- Kim była kobieta, która odbierała mnie z lotniska? Spytał zaciekawiony Mario.
- To była Lucia, nasza piguła. Ale zaraz, zaraz.. No w ten sposób to ty się nigdy nie pytasz o kobiety. Czyżby Lucia wpadła w ci w oko? Teraz to Martin był zaciekawiony.
- Skłamałbym jeżeli powiedziałbym, że nie Jest bardzo ładna, miła, ma to coś, co mnie w niej pociąga. Ale nie znamy się tak dobrze, więc zachowuje dystans.
- Stary, Lucia to świetna kobieta, od czegoś trzeba zacząć Zaproś ją na spacer nad Lagunę, bądź na kolację, zobaczysz czy coś z tego będzie W końcu spróbować nie zaszkodzi.
- No wiesz, ale jeszcze sobie coś pomyśli..
- Mario, daj spokój, Lucia tą mądra kobieta, ty się już o nic nie martw, najpierw trzeba zrobić 1 krok, a potem będziesz się zastanawiał, co dalej.
- No ok, ok, przekonałeś mnie
- O proszę, dziwnym trafem, akurat tu jest jej gabinet.
- Ty cwaniaku, daj spokój spróbuję, ale może później.
- Żadne później, jak to mówią Now or never! Martin zapukał i wszedł do gabinetu Lucii, popychając Mario przed siebie.
Witaj Lucio
- Witaj Martin, witaj Mario. Słucham was? Powiedziała troszkę zmieszana Lucia.
- Tak więc, Mario chciał się Ciebie o coś zapytać, ja tymczasem pójdę poszukać Lucasa
- Martin, stary wielkie dzięki, naprawdę.. Powiedział równie zmieszany Mario..
- No to ja będę mykać, a ty Mario co języka w buzi nie masz, przywitaj się z Lucią..
- A tak przepraszam, z tego wszystkiego nie powiedziałem Dzień Dobry

Mario usiadł naprzeciwko Lucii, a Martin uśmiechnięty od ucha do ucha zostawił ich samych..

- Ciekawe, co z tego wyniknie, zastanawiał się Martin i udał się szukać Lucasa..


http://i1238.photobucket.com/albums/ff488/thalia51/Banery%20-Tapety/Beznazwy-1kopia-10.png

Offline

 

#138 2011-02-09 18:30:04

 Julia25

Moderator

4987041
Zarejestrowany: 2010-07-01
Posty: 1165
Punktów :   14 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

BarthezzLodz napisał:

Grobowiec, na którym narysowana została koperta pochodził z początku dziewiętnastego wieku, więc był jedną ze starszych mogił Almudeny. Jedyną rzeczą, która wyróżniała go od innych grobów znajdujących się w tej części nekropolii była wielkość – musiał należeć on do jednego z najbardziej wpływowych ludzi Hiszpanii. Teraz jednak grobowiec popadał w ruinę – spękane ściany, pozarastane chwastami otoczenie nie sprzyjały wizycie w jego wnętrzu.
- Zadania nigdzie nie ma – zmartwił się Hector.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wejść do środka. Tutaj są schody – odpowiedziała Sandra.

Hector zawahał się przez chwilę. Grobowiec wyglądał tak, jakby miał się w najbliższym czasie zawalić. Ale nie było innego wyjścia by się dowiedzieć KTO i w jakim CELU ściągnął ich o tak późnej porze i w tak przerażające i bezludne miejsce.
Mając nadzieję, ze nie jest to kolejna niespodzianka od ich 'kochanego' OTTOXu, rodzeństwo zeszło w dół po stromych schodkach. Z każdym kolejnym krokiem Sandra była coraz bardziej przerażona. Z popękanego sufitu zwisały liczne pajęczyny nadające temu miejscu wygląd rodem z najgorszych koszmarów. Gdzieś w oddali pohukiwała sowa. Coś zapiszczało i Sandra aż podskoczyła z przerażenia.
-Spokojnie, to tylko mysz. -powiedział Hector kierując światło latarki na małe zwierzątko uciekające do swej norki.
W końcu stanęli na równym gruncie. Znajdowali się kilka metrów pod ziemią. Ich oczom ukazał się korytarz, którego dalsza część znikała za stertą zwalonego gruzu i ziemi. Po obu stronach wąskiego tunelu znajdowały się masywne drzwi, zapewne prowadzące do poszczególnych krypt. Hector poświecił latarką po zimnych i wilgotnych ścianach. Przy drugich drzwiach na lewo znajdowała się wyryta strzałka.
-Chyba musimy tam wejść... -powiedziała Sandra. W jej głosie można było wyczuć narastająca panikę.
-Nie mamy innego wyjścia. Ta strzałka do czegoś lub kogoś nas prowadzi. -powiedział po chwili namysłu Hector. -Mam tylko nadzieję, ze nie są to drzwi do piekła. -dodał w myślach, po czym z  wysiłkiem pchnął drzwi. Były masywne i ciężkie, tak jak liczne drzwi w podziemiach Czarnej Laguny. Poświecił latarką przez szparę w drzwiach.
-I co, widzisz coś? -zapytała z przejęciem kobieta.
-Niewiele. Musimy wejść do środka by się przekonać, czy to właściwe miejsce.
Sandra pomogła bratu otworzyć żelazne drzwi. Metal był niemiły w dotyku i wilgotny. Kobieta żałowała, ze nie wzięła ze sobą rękawiczek.
-Myślałem, ze już się nie pojawicie. -Sandra omal nie zemdlała słysząc tajemniczy głos.
Hector pierwszy doszedł do siebie.
-Kim jesteś? -zapytał cicho. Nie musiał się wysilać. W pomieszczeniu nawet najcichszy szept brzmiał o wiele głośniej. Zakapturzona postać lekko się poruszyła, ale jej twarz nadal była skierowana w stronę ciemnej ściany.
-Jestem odpowiedzią na wasze pytania. -postać powoli się odwróciła i zdjęła czarny kaptur. Był to starszy mężczyzna. Jego cała twarz była naznaczona licznymi bliznami. W oczy rzucało się źle zrośnięte złamanie nosa. 
-Sandro, albo raczej Irene, nie poznajesz mnie?

Kobieta spojrzała na mężczyznę. Mimo ran jego twarz wydawała jej się znajoma. Już go gdzieś widziała...
-Alfonso? To... To pan? -wydukała zdziwiona Sandra. Właśnie stała oko w oko z mężczyzną, który kilka lat temu powiedział jej całą prawdę. Że była adoptowana, ze ma starszego brata, który jej szuka...
-Tak, to ja. Co prawda moi 'starzy znajomi' zadbali o zmianę mojego wizerunku. No cóż, tak bywa.
-Ale dlaczego chciał się pan z nami spotkać w takim miejscu i o tak późnej porze?
-Chłopcze, mamy powody by się ukrywać. Informacje o śmierci Susanny i doktor Abigeile bardzo nas zaniepokoiły.
-My...? -Sandra już nic  z tego nie rozumiała.
-Ja i ludzie, których zaniepokoiło to co działo się w sierocińcu Czarna Laguna. Ale o tym później. Rzeczy, których się dowiedzieliśmy dotyczą bezpośrednio ciebie, Sandro. Wspólnie uznaliśmy, ze zarówno ty, jak i twoi bliscy powinniście wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
-Skąd wiedział pan gdzie nas szukać? -Hector nie dawał za wygraną.
Alfonso spojrzał na niego wzrokiem nauczyciela.
-Mamy swoich informatorów, ale to teraz mało istotne. Możecie usłyszeć tutaj straszne rzeczy, prawdę, jakiej się nie spodziewaliście. Czy jesteście na to gotowi?
Sandra spojrzała na brata. Bała się tego, co mogła usłyszeć. Wiedziała jednak, ze to jest jedyna szansa, by się dowiedzieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Pokiwała głową.
-Jesteśmy gotowi. -powiedział Hector.
Alfonso wyjął z kieszeni krótkofalówkę.
-Saul, gotowe.
Po chwili do krypty wszedł drugi mężczyzna, na oko kilka lat młodszy od Alfonso.
Sandra spojrzała pytająco na mężczyznę.
-To nie jest zwykły grobowiec, o czym zaraz się przekonacie. OTTOX jest trudno przechytrzyć, więc musieliśmy zacząć myśleć jak oni. Tajna siedziba w podziemiach. Idziemy. -rzucił do Alfonso i rodzeństwa.
Cała czwórka poszła do ostatnich drzwi znajdujących się w głębi korytarza. Saul otworzył je bez żadnego wysiłku. Oczom rodzeństwa ukazało się coś na kształt niewielkiej sali konferencyjnej. Na ścianie wisiał ekran do projektora, pośrodku stał nieduży, drewniany stolik i kilka zwykłych krzeseł. Jedna ściana była zawieszona dziesiątkami czarno-białych i kolorowych zdjęć. Na drugiej stało kilka szafek. Część z nich wypełniona była po brzegi różnymi dokumentami, notatkami, zapiskami. Sandra z Hectorem usiedli na wskazanych im przez Saula krzesłach i w napięciu oczekiwali na dalszy rozwój rzeczy.
-Proyecto Geminis. -rzucił po chwili Saul. -Jest tak naprawdę kluczem do wszystkich teraźniejszych wydarzeń.
Sandrze przypomniał się tatuaż, który jej zrobiono. Znak bliźniąt.
-Ale co to ma tak naprawdę z nami wspólnego? -zapytała Sandra.
-Saul, zacznijmy może od początku. -Alfonso zwrócił się do mężczyzny. Ten spojrzał na niego i pokiwał głową.
-Rok 1945. Koniec II Wojny Światowej. Grupa 12 nazistów ucieka z Niemiec do Hiszpanii w obawie przed czekających ich procesem. Tam wszyscy przejmują tożsamość dawno zmarłych osób. Rozpoczynają zupełnie nowe życie.
Na ścianie pojawił się lista nazwisk i zdjęcia całej dwunastki. Drugie kliknięcie i obok prawdziwych nazwisk pojawiają się te, których używali po 1945 roku.
-O Boże. -szepnęła Sandra łapiąc Hectora za rękę. -Ritter Wulf,,, Santiago Pazos... mój ojciec... -łzy pociekły kobiecie po twarzy. -Książka nie kłamała...
Hector objął ją delikatnie. Nie wiedział co powiedzieć. Podejrzewał to od czasu, gdy znaleźli książkę z dedykacją, ale nie chciał w to uwierzyć.
-Założyli firmę farmaceutyczną znaną bardziej jako OTTOX. Była ona tylko przykrywką dla ich zbrodniczej działalności. -kontynuował Saul. -Nasi 'przyjaciele' pracowali nad wynalezieniem śmiertelnego wirusa, którego chcieli rozprzestrzenić na cały świat. „Tylko słabi muszą umrzeć”. Po niedługim czasie udało im się przejąć kilka szpitali, w tym Santa Barbara Hospital. Jednak pojawił się mały parobem w osobie córki Rittera, Evie Wulf.
Na ekranie ukazało się stare zdjęcie przedstawiające może pięcioletnią dziewczynkę. Miała blond loczki i uśmiechała się do fotografa.
-Ona wygląda zupełnie jak Paula... -szepnął zdumiony Hector. -I jak ty jak byłaś mała.
-Co się z nią stało? -zapytała Sandra.
-Dziewczynka przypadkowo znalazła się w laboratorium ojca. Zbiła probówkę i zaraziła się wirusem. Dla Rittera to był wielki cios. Ojciec, chcąc ją ratować, zamroził w specjalnej kapsule, przysięgając sobie, ze zrobi wszystko, by uratować córkę, by przywrócić ją do świata żywych.
-Właśnie dlatego powstał sierociniec Czarna Laguna. -dodał Alfonso. -OTTOX rozszerzył swoją działalność na szkołę. Na biednych, osieroconych dzieciach przeprowadzono nieraz śmiertelne eksperymenty. Wiele osób zniknęło bez śladu w tartych czasach. Kilkanaście lat później pojawiło się w sierocińcu rodzeństwo Espi. Irene dzięki swojej niezawodnej odporności była idealną dawczynią dla Evy. Jej i czwórce innych dziewczynek z wysokim IQ wykonano tatuaże bliźniąt, Proyecto Geminis. Każdą zaadoptowała jedna nazistowska rodzina, by mieć je na oku. Ty Sandro trafiłaś do Rittera, gdyż dziwnym zbiegiem okoliczności byłaś podobna do jego ukochanej córeczki.
-Tylko dlaczego ja nie pamiętam prawie nic z okresu mojego wczesnego dzieciństwa?
-Przeprowadzano na ws liczne eksperymenty. Narkotyzowano was, podawano specjalne leki, byście zapomniały o przeszłości. Dwie z was tego nie przetrwały. Nic dziwnego, ze wydawało się wam, iż to są wasi prawdziwi rodzice.
Sandra spojrzała na brata a później na mężczyzna. To, czego dowiedziała się wtedy w podziemiach nie dawało jej spokoju.
-Kiedyś w podziemiach usłyszałam przypadkowo rozmowę. -kobieta zawahała się. -Podobno tej czwórce dziewczynek i jednemu chłopcu wszczepiono moje geny odpowiedzialne za tę niezwykłą odporność. Ich dzieci będą takie jak ja, Paula i moje trzecie dziecko...
-Kiedy ty byłaś w podziemiach?! -zapytał zdenerwowany Hector. -Mówiłem ci, ze to jest niebez... -Saul uciszył go jednym machnięciem ręki.
-Niestety to prawda. -powiedział. -Tamte dzieci nie będą jednak do końca idealne. Będą miały jakąś lukę w systemie odpornościowym. Tylko i wyłącznie ty możesz przekazywać swoim dzieciom stuprocentowy gen.
-Ale Marcos nie jest na wszystko odporny. -wtrącił Hector.
-Marcos odziedziczył prawdziwe geny ojca. Paula i twoje trzecie dziecko, Sandro, już nie. -powiedział Alfonso. -Tutaj maczał palce OTTOX.
-Czy mój były mąż także miał z tym coś wspólnego? -zapytała Sandra po chwili milczenia.
Mężczyźni spojrzeli po sobie.
-Niestety, Andres był jednym z bliskich współpracowników twojego przybranego ojca. Zadbał o to, byś trafiła do szpitala, który był kontrolowany przez OTTOX. By twoje dzieci się w nim urodziły.
Kobieta ukryła twarz w dłoniach. To wszystko było takie potworne...
-Oni nie spoczną, póki nie będziesz w  ich rękach, Sandro. Ty i twoje dzieci. Teraz, gdy będziesz miała trzecie dziecko, jesteś dla nich jeszcze bardziej cenna. Pragnę zaryzykować stwierdzeniem, ze Lucia też jest w niebezpieczeństwie. I dzieci Martina... -powiedział Saul. -Musicie zrobić wszystko, by się obronić przed nimi. To będzie trudne, ale nie jet niewykonalne. -dodał Alfonso. -My swoją droga będziemy robić to, co do nas należy.
-Jeszcze się z wami skontaktujemy, i to niedługo .-dodał Saul. -A teraz wracajcie do Internatu i uważajcie na siebie.

Rodzeństwo pożegnało się z mężczyznami i wyszli z grobowca. Szli w milczeniu. Oboje myśleli o tym, czego się dowiedzieli. To było takie nierealne, a jednak prawdziwe. Dopiero gdy już wracali do Czarnej Laguny, Hector zapytał siostrę.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, ze idziesz do podziemi?
-Nie miałam zamiaru tego robić. Zauważyłam, ze ktoś wchodzi do kominka i poszłam za nim. Wtedy usłyszałam to, co usłyszałam...
Resztę drogi spędzili w milczeniu. Gdy dojechali na miejsce, Sandra pożegnała się z bratem i udała się szybko do swojego pokoju. Wiedziała, ze już jest bardzo późno i Lucia pewnie się o nich martwiła.

paulax5 napisał:

Gdy już miała wychodzić z Internatu Sandra weszła do pokoju
-I jak? Kto to był? –dopytywała Lucia
-Nie mam siły dziś już o tym opowiadać powiem Ci jutro dobrze?
-jasne idz się połóż i odpocznij

Sandra nie miała ochoty rozmawiać o tym, czego się dowiedziała. Sama nawet nie mogła w to uwierzyć. Podziękowała Lucii za opiekę nad Paulą i położyła się obok córeczki. Długo nie mogła usnąć, gdyż jej myśli krążyły wokół Proyecto Geminis i potworności, jakich dopuścił się jej adopcyjny ojciec. Ojciec? Czy w ogóle takiego człowieka powinno się nazywać ojcem? Spojrzała na Paulę śpiąca słodko. I co wspólnego miał z tym wszystkim jej mąż? Ojciec przynajmniej dwójki jej dzieci. Czy to prawda, ze od samego początku współpracował z OTTOXEM? Znużona tymi wszystkimi pytaniami, które pozostawały bez odpowiedzi, usnęła.

-Mamo, mamo! Obudź się. -Sandra otworzyła oczy i zobaczyła siedzącą obok niej Paulę.
-Hej słonko. -powiedziała siadając na łóżku. -Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Lucia świetnie umie czytać bajki. Jestem głodna...
Sandra szybko spojrzała na zegarek. Dochodziła 11. No tak, wczoraj wróciła późno, była potwornie zmęczona i zaspała.
-Kochanie, daj mi chwilkę. Zaraz zejdziemy na śniadanie.
-Mamo...?-Tak kochanie?
-I dzwonił Manuel. Nie chciałam cię budzić.
Sandra spojrzała szybko na córeczkę. No nie, nawet nie usłyszała jak dzwonił jej... Kolega? Przyjaciel? Ukochany?
-Tak? I co mówił?
-Wpadnie później. -powiedziała dziewczynka z uśmiechem.

Po chwili Sandra zeszła z Paulą do kuchni. Było już dawno po śniadaniu, ale Jacinta znalazła jeszcze coś dla nich. Gdy już zjedli, dziewczynka pobiegła do Evelyn się pobawić.  Sandra wyszła z kuchni i zastanawiała się co zrobić. Czy powinna pójść do Hectora i porozmawiać o tym, czego wczoraj się dowiedzieli? Nie zastała jednak brata w gabinecie. Spotkała za to idącą korytarzem Lucię.
-Hej Sandra. -przywitała ją lekarka. -Jak tam?
-Oj, już sama nie wiem w co wierzyć a w co nie. Wczoraj dowiedziałam się takich rzeczy, ze włosy stają mi na głowie dęba. Potrzebuję solidnego odpoczynku.
--Hmmm, Rozumiem cię.  Co powiesz na babskie ploteczki po południu? Ty, ja i może uda mi się namówić Rebeckę. Co ty na to?
-Kochana, nawet nie wiesz, jak mi tego potrzeba.
-To co, do zobaczenia po południu?
-Jasne.

Sandra wróciła do swojego pokoju. Już miała włączyć laptopa, gdy usłyszała pukanie do drzwi i wszedł Manuel z bukietem pięknych kwiatów.
-Witaj Sandra. Mam nadzieję, ze Paula przekazała, ze wpadnę?
-Tak. Kochaną mam córeczkę, nie chciała mnie budzić.
Manuel uśmiechnął się i dał kobiecie kwiaty.
-Proszę, to dla mojego kwiatuszka. Nie mogłem się oprzeć, gdy je zobaczyłem w kwiaciarni. Uznałem, ze będą ślicznie pasować do twojego pokoju.
-Dziękuję, są piękne. -powiedziała Sandra wstawiając bukiet do wazonu i całując mężczyznę w policzek.
-To co, gotowa na nasz rytualny spacer nad Lagunę? -zapytał z uśmiechem.
-Oczywiście. -powiedziała, po czym oboje wyszli z gabinetu.
Sandra obiecała sobie, ze nie będzie poruszać dzisiaj tematu wczorajszych wydarzeń. Chciała mieć jeden, normalny dzień. Chciała odpocząć od tego wszystkiego, co ostatnio zwaliło jej się na głowę.
Wyszli za bramy Internatu. Manuel nieśmiało objął Sandrę. Ta uśmiechnęła się do niego i ruszyli w stronę Laguny. Po kilku minutach zauważyli Lucię idąca z jakimś nieznajomym mężczyzną. Sandrze wydawało się, ze widziała go wczoraj w szkole.

paulax5 napisał:

-Jaki piękny dzień prawda? – krzykneła w stronę przyjaciół
Sandra wraz z Manuelem odwrócili się
-Buenos Dias
-Widzę ze wy też na spacerek się wybraliście?- spytała Lucia
-to chyba Wy tez! My tu co drugi dzień przychodzimy –zaśmiała się Sandra
-chyba się nie znacie więc ja może przedstawie To jest Mario, kuzyn Martina a to moja przyjaciółka Sandra i przyjaciel Manuel
-Witam Mario!
-Manuel
-Sandra
-miło mi poznać
-nam również
-Widzę Sandra, ze miałam dobry pomysł z Manuelem
-oj tak Lucia, cieszę się, że poprosiłaś mnie o zajęcie się Sandrą
-nmzc. To może my nie będziemy Wam przeszkadzać i pójdziemy dalej prawda Mario?
-tak, tak, chodźmy dalej
-nieprzeszkadzacie nam przecież
-dobrze dobrze ale i tak pójdziemy, do zobaczenia w internacie!  I na ploteczkach Sandra!  –krzykneła oddalając się Lucia – AHA MANUEL! –podbiegła spowrotem do przyjaciół-
Bym zapomniała mam sprawę do Ciebie
-tak?
-chodzi o Mamę Rebecki, Panią Victorię.Miała bym prośbę
-słucham Cię, postaram się pomóc
-więc ona i jej mąż mieli niedawno wypadek, jaj mąż zginął na miejscu a ona jest sparaliżowana, Rebecka aby jej i rodzeństwu pomóc przeniosła ich tutaj i mieszkają u mnie w domku. Ostatnio zauważyłam, że ona nie radzi sobie z tym wszystkim, próbowałam z nią rozmawiać ale wiedz ja nie jestem w tym taka dobra jak ty, myślę, że taka rozmowa bardzo by jej ułatwiła pozbieranie się po tym, czy mógłbyś do niej zajrzeć jak bedziez miał wolną chwilkę?
-miałem już kilku pacjentów w podobnej sytauacji i faktycznie ciężko się z czymś takim pogodzić, hmm… to może jak już jestem tutaj to póżniej do niej zajrzę, dobrze?
-pewnie, zdzwonie do pielęgniarki żeby przekazała Pani Victorii, że przyjedziesz, a trafisz tam?
-postaram się
-to może jak będziesz miał jechać to przyjdz po mnie razem pojedziemy bo ja tez będę musiała jechac do Thomasa
-no dobrze to jak wrócimy to do Ciebie przyjdę
-ok. to będę czekałam, pa

Kobieta wraz z Mario odeszli dalej i zostawili nad laguną Sandrę z Manuelem

-Trudno to ukryć. -powiedziała Sandra udają zamyślenie. -Kolego, jesteś rozchwytywany.
-Tyko ciekawe, dlaczego Lucia nas tak szybko zostawiła. Maz jakiś pomysł>
-Żaaaadnego. -powiedziała kobieta z uśmiechem.
Nagle Manuel złapał ją i zakręcił w powietrzu.
-Wariacie! Postaw mnie na ziemi. -krzyknęła Sandra. -Ja jestem w ciąży. -Co ci odbija?
-Po prostu się cieszę, ze jesteś tutaj ze mną. Masz ochotę na mały piknik nad wodą?
-Piknik? -zapytała Sandra. -Na trawie jedząc jagody? -zaśmiała się.
-Nieee, zawiąż oczy. -powiedział dając jej chustkę. -i zdaj się na mnie.
-Kobieta posłusznie wykonała to, co powiedział jej Manuel.. Po chwili poczuła delikatny ucisk jego dłoni i poszła prowadzona przez mężczyznę przed siebie.
-Gdzie mnie prowadzisz?
-Zobaczysz, to niespodzianka. Możesz już zdjąć chustkę. -powiedział po chwili.
Sandra zdjęła materiał i i jej oczom ukazał się piękny widok. Manuel urządził piękny piknik na kocu przy samej Lagunie.
-Kiedy ty to wszystko zrobiłeś? -zapytała zdumiona.
-Dla mojej księżniczki wszystko. To co, siadamy i rozkoszujemy się tym, co tutaj mamy?

Przedpołudnie minęło Sandrze w przyjemnej atmosferze. Dzięki Manuelowi zapomniała chociaż na chwilkę o tym wszystkim, co miała na głowie. Chociaż przez kilka godzin mogła być normalną, szczęśliwa kobietą. Mogła poczuć się tak jak za dawnych lat. Spędzała miło czas z mężczyzną, który nie ukrywając, był jej bliski. Gdy już się najedli i wygadali, postanowili wrócić do szkoły. Zresztą Manuel obiecał odwiedzić mamę Rebecki.
Gdy zbliżali się już do Internatu, Sandra poczuła dziwny zapach. Coś jak dym.
-Czujesz to? -zapytała mężczyznę.
Manuel zatrzymał się.
-Coś jakby dym...
Sandra rozejrzała się dookoła i aż złapała mężczyznę za rękę ze strachu.
-Co jest? -zapytał zdziwiony.
-Manuel, co to jest? -zapytała przerażona widząc smugi dymu wydobywające się ze szkoły.
-Nie mam pojęcia... Chyba coś się pali...
Najszybciej jak mogli ruszyli w stronę Internatu. Sandra miała bardzo złe przeczucia. Za każdym razem, gdy opuszczała mury szkoły, działo się coś złego. Szybko wbiegli do środka.
-Tutaj! -krzyknął Manuel kierując się w stronę jadalni. Sandra pobiegła za nim. Ich oczom ukazał się straszliwy widok. Zawalona ściana, wszędzie walający się gruz, dym i krew. Uczniowie byli przerażeni, nauczyciele nie mniej. Sandra zauważyła Lucię i podbiegła do niej.

paulax5 napisał:

-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj ranych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłuszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodz pomoz mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodz nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz

Ostatnio edytowany przez Julia25 (2011-02-11 11:50:12)


Zapraszam na chomiczka
http://chomikuj.pl/Nadkomisarz



https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObWNv8_qI/AAAAAAAAAZQ/t7xEgIslZls/Obraz_hrrqrns.jpg



https://lh5.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObSyUS4qI/AAAAAAAAAZM/TxOY-TwQK6I/4_hrrqrxa.jpg

Offline

 

#139 2011-02-09 18:30:21

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Villa napisał:

Witaj Lucio
- Witaj Martin, witaj Mario. Słucham was? Powiedziała troszkę zmieszana Lucia.
- Tak więc, Mario chciał się Ciebie o coś zapytać, ja tymczasem pójdę poszukać Lucasa
- Martin, stary wielkie dzięki, naprawdę.. Powiedział równie zmieszany Mario..
- No to ja będę mykać, a ty Mario co języka w buzi nie masz, przywitaj się z Lucią..
- A tak przepraszam, z tego wszystkiego nie powiedziałem Dzień Dobry

Mario usiadł naprzeciwko Lucii, a Martin uśmiechnięty od ucha do ucha zostawił ich samych..

-więc słucham Mario co takiego chciałeś się zapytać
-ja…yyy… ja chciałem się spytać czy nie przeszłabyś się na spacer? Chciałbym zwiedzić okolice i potrzebuję przewodnika. Martin jest teraz zajęty rodziną a oprócz Ciebie to nikogo tu jeszcze nie znam
-wiesz.. ja w zasadzie to mam teraz du..
-zapomnij nie było pytania
-nie poczekaj ja bardzo chętnie z Tobą pójdę, tylko po drodze zajrzę jeszcze dokilku pacjentek i możemy iść dobrze?
-jasne to ja poczekam przed Internatem
-ok.

Lucia niewiedziała co o tym wszsytkim myśleć ale chciała trochę odpocząc i złapać świeżego powietrza po za tym Mario był bardzo symaptyczny dlatego zgodziła się na ten spacer. Postanowiła jednak jeszcze odwiedzić Julię i Rebecke. Napoczątku zdecydowała zajrzeć szybko do Julii

-Dzień dobry dziewczyny
-Dzięn dobry Lucia- odpowiedziały równocześnie Carol, Vicky i Julia
-i jak się czujesz Julia?
-dzis trochę lepiej, choć nadal jestem bardzo słaba
-to normalnie nie martw się za pare dni dojdziesz do siebie. Przyniosłam Ci kroplówkę do podłączenia bo jeszcze dziś nie możesz nic jeść. Jutro zaczniemy od jakiś sucharków, płatków kukurydzianych itp. A za jakiś tydzień już prawie wszystko będziesz mogła jeść normalnie. Zobaczysz po miesiącu zapomnisz ze w ogóle miałas wycinany wyrostek!
-trzymam Cie za słowo Lucia!
Lekarka podłączyła dziewczynie lek
-jakby się coś działo to dzwońcie do mnie, Julia masz mój numer prawda?
-tak, ostatnio sobie zapisywałam
-no więc dzwoń jak coś, ja teraz wychodze ze szkoły ale za jakąs 1-2 godz wrócę i zajrzę jeszcze raz do Ciebie. Mam nadzieję ze do tego czasu skonczy się już kroplówka. Pa, będę pozniej
-ciekawe dokąd ona się tak spieszy? -zastanawiły się koleżanki

Tymczasem Lucia poszła do Rebecki
...puk…puk…
-proszę
-Witaj rebecko!
-czesc Lucia
-jak się czujecie?
-a dobrze mała jest bardzo grzeczna i mało płacze. Martin bardzo mi pomaga jest taki czuły. Teraz poszedł gdzies z Mario
-tak wiem byli u mnie, Martin poszedł do Lukasa
-u Ciebie?
-tak, Mario zaprosił mnie na spacer nad lagune, zgodziłam się i czeka już na mnie ale chciałam jeszcze sprawdzić jak u Was
-no to możesz iść bo my się mamy bardzo dobrze, zobacz mała śpi więc ja też sobie odpoczywam, przyjdź później poplotkujemy sobie, Sandra też ma przyjść
-ooo widzę zapowiada się ciekawe popołudnie – ploteczki   Przyjdę na pewno, pa
-miłego spacerku!
-dziękuję!

Kobieta poszła od przyjaciółki i wyszła z Internatu gdzie czekał na nią Mario…
-już jestem Mario, możemy iść
-jaka piękna dziś pogoda…
-o tak! Słonko przyświeca kto by pomyślał ze w nocy taka ulewa była
-tak to prawda piękna jak Ty
-daj spokój Mario! Masz jakieś plany co do dalszych podróży? Długo zamierzasz to zostać?
-wyganiasz mnie?
-nie no coś Ty! Tak z ciekawości pytam
-niewiem na razie o tym nie myslałem, chciałbym zostać trochę w hiszpani póki co ale na razie muszę też znaleźć jakaś pracę a to może nie być łatwe
-a pytałeś może Hectora? Myślę, że przydałby się tutaj nauczyciel geografii
-nie pytałem ale może masz rację warto spróbować
-pewnie spróbować zawsze można
W tym momencie doszli nad lagunę
-jak tu pięknie!
-tak, zwłaszcza jak świeci słońce
-może usiądziemy tu na chwilkę?
-czemu nie, możemy odpocząć trochę

Chwilę później Lucia dojrzała zbliżających się objętych Manuela i Sandrę.
-Jaki piękny dzień prawda? – krzykneła w stronę przyjaciół
Sandra wraz z Manuelem odwrócili się
-Buenos Dias
-Widzę ze wy też na spacerek się wybraliście?- spytała Lucia
-to chyba Wy tez! My tu co drugi dzień przychodzimy –zaśmiała się Sandra
-chyba się nie znacie więc ja może przedstawie To jest Mario, kuzyn Martina a to moja przyjaciółka Sandra i przyjaciel Manuel
-Witam Mario!
-Manuel
-Sandra
-miło mi poznać
-nam również
-Widzę Sandra, ze miałam dobry pomysł z Manuelem
-oj tak Lucia, cieszę się, że poprosiłaś mnie o zajęcie się Sandrą
-nmzc. To może my nie będziemy Wam przeszkadzać i pójdziemy dalej prawda Mario?
-tak, tak, chodźmy dalej
-nieprzeszkadzacie nam przecież
-dobrze dobrze ale i tak pójdziemy, do zobaczenia w internacie!  I na ploteczkach Sandra!  –krzykneła oddalając się Lucia – AHA MANUEL! –podbiegła spowrotem do przyjaciół-
Bym zapomniała mam sprawę do Ciebie
-tak?
-chodzi o Mamę Rebecki, Panią Victorię.Miała bym prośbę
-słucham Cię, postaram się pomóc
-więc ona i jej mąż mieli niedawno wypadek, jaj mąż zginął na miejscu a ona jest sparaliżowana, Rebecka aby jej i rodzeństwu pomóc przeniosła ich tutaj i mieszkają u mnie w domku. Ostatnio zauważyłam, że ona nie radzi sobie z tym wszystkim, próbowałam z nią rozmawiać ale wiedz ja nie jestem w tym taka dobra jak ty, myślę, że taka rozmowa bardzo by jej ułatwiła pozbieranie się po tym, czy mógłbyś do niej zajrzeć jak bedziez miał wolną chwilkę?
-miałem już kilku pacjentów w podobnej sytauacji i faktycznie ciężko się z czymś takim pogodzić, hmm… to może jak już jestem tutaj to póżniej do niej zajrzę, dobrze?
-pewnie, zdzwonie do pielęgniarki żeby przekazała Pani Victorii, że przyjedziesz, a trafisz tam?
-postaram się
-to może jak będziesz miał jechać to przyjdz po mnie razem pojedziemy bo ja tez będę musiała jechac do Thomasa
-no dobrze to jak wrócimy to do Ciebie przyjdę
-ok. to będę czekałam, pa

Kobieta wraz z Mario odeszli dalej i zostawili nad laguną Sandrę z Manuelem

-czy ja dobrze zrozumiałem Ty nie mieszkasz w Internacie tylko gdzieś niedaleko?
-znaczy…ja…mieszkam w internacie ale mam też właśnie dom niedalek i zależy czase w nim zostaje wraz z  synkiem, chciałam mieć go blisko dlatego kupiłam ten domek
-to czemu nie mieszkasz razem z nim w internacie? Na lekcje by miał blisko
-Mario…to skomplikowane, nie chcę teraz o tym mówić
-dobrze nie chcesz to nie
Lucia posmutniała przecież tak naprawdę to ona bardzo by tego chciała i Thomas też, było jej przykro, że niestety nie może z nim mieszkać w Internacie. Mario zwrócił na to uwagę
-widzę, że się zamyśliłaś
Spojrzał jej prasto w oczy, po czym kobieta się leciutko uśmiechneła zbliżyli się do sibie i chyba oboje mieli  ochotę się pocałować jednak  ostatecznie oboje się wycofali
-to co może wrócamy, już późno się zrobiło muszę iść odłączyć uczenicy kroplówkę
-tak, wracajmy, Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dasz się zaprosić na spacer
-bardzo chętnie…

Powoli spacerkiem wrócili do szkoły.

Ostatnio edytowany przez paulax5 (2011-02-09 19:17:56)

Offline

 

#140 2011-02-09 19:12:29

 crisfan

VIP

Skąd: Sercem z Meksyku;)
Zarejestrowany: 2010-08-25
Posty: 394
Punktów :   13 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Jacques wiedział, że ma poważny problem.  OTTOX ma go w garści. Musi być ostrożny, bo inaczej wszystko co do tej pory udało mu się zrobić pójdzie na marne.  Thomas mnie potrzebuje, OTTOX  tak łatwo ze mną nie wygra. Gdy tak rozmyślał wpadł na Amelię. Uśmiechnął się do niej, kobieta też odpowiedziała uśmiechem.
-Jack…-zaczęła Amelia
-Tak?
-Chciałabym z Tobą porozmawiać.
-O co chodzi?
-Teraz muszę iść na lekcje, spotkajmy się po kolacji.
-Dobrze, będę czekał w moim gabinecie.-powiedział Jack i Amelia udała się do klasy.

Szedł korytarzem dalej gdy zobaczył jak Jacinta odbiera od kuriera ogromne pudło. Postanowił jej pomóc.
-Ja to wezmę-powiedział Jack
-Proszę, proszę kto by pomyślał Noiret oferujący swoją pomoc…
-Bez złośliwości Jacinta. Gdzie mam to zanieść?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia co ta paczka zawiera. Nie ma nadawcy.
-Strasznie duże to pudło i ciężkie.
-Zanieś je do jadalni, tam zobaczymy co to.
Weszli do jadalni i zaczęli rozpakowywać paczkę, jednocześnie zastanawiając się kto mógł ją przysłać.
Zawartość paczki zdziwiła ich oboje.  W środku była… piñata w kształcie wielkiego smoka.
-Przecież nie planujemy żadnej fiesty-zdziwił się Jack
-Może jakiś rodzic przysłał to dziecku-zastanawiała się Jacinta
-Co z tym zrobimy?
-Przywieś smoka obok dużego stołu do ściany, po kolacji urządzimy maluchom zabawę.

I tak też Jack zrobił. Miał jeszcze parę spraw do załatwienia, więc gdy smok wisiał udał się do gabinetu.  Przeglądał dokumenty od Pedra, gdy dostał smsa: Pora na lekarstwo. Zszedł do podziemi , wypił lekarstwo i wrócił do internatu. Akurat była pora kolacji. Wszedł do jadalni, wszyscy już byli. Usiadł przy stoliku dla nauczycieli. Tematem nr jeden był smok. Wszyscy zastanawiali się skąd on się wziął. Elsa była trochę zaniepokojona.  Kolacja trwała w najlepsze. Nagle usłyszeli huk…Jack poczuł jak odrzuca go do tyłu… Smok eksplodował. Wszędzie było pełno dymu, resztki smoka  paliły się.  Eksplozja nie była zbyt silna. Większości nic się nie stało.  Jednak kilkoro uczniów było poważnie rannych.  Lucia pobiegła do swojego gabinetu po apteczkę. Martin z Rebecą wyprowadzali uczniów, którym się nic nie stało. Jack pobiegł po wodę aby ugasić ogień. Amelia podeszli sprawdzić co z dziećmi, które były najbliżej smoka.  Były nie przytomne, wszędzie było pełno krwi…Jacinta zadzwoniła po straż….
Uczniowie szybko opuścili jadalnie. Elsa kazała im zebrać się w bibliotece.  Lucia biegła z apteczkę już wchodziła do jadalni…wszystko działo się bardzo szybko. Jack zauważył, że ściana zaczyna pękać. Zdążył tylko odepchnąć Amelię i ściana się zawaliła przysypując rannych uczniów i nogi Jacka. ..


Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.

http://img146.imageshack.us/img146/3832/carol2x.jpg

Offline

 

#141 2011-02-09 22:18:23

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Lucia wróciła z apteczką jednak niewiedziała od czego zacząć większość dzieci była przysypana i nie dało się do nich dojść jedyniek Jack był przysypany tylko w połowie. Lucia od razu do niego podbiegła
-Lucia, moje nogi- wykrztusił z siebie Jack
-spokojnie zaraz Cię odkopiemy
Kobieta odwróciła się do Hectora i Martina
-pomózcie! Trzeba ich odkopać
Hector tylko stał i patrzył-był w szoku zwłaszcza kiedy zobaczył że przysypało też Paulę. Dopiero Martin nim wstrząsnąl i kazał okopywac. Mieli  nadzieję, że dzieci będą jeszcze żyły i uda się je wyciągnąć zanim przyjedzie straż. Męźczyźni zaczeli od Jacka gdyż był pierwszy z brzegu i najłatwiej było im się dostać do kolejnych ofiar. Do pomocy włączyli się też Marcos z Ivanem i Davidem oraz Fermin. Po dłużeszej chwili udało im się sciagnać gruz z Noireta, którygo odciągneli na bok żeby mogła się nim zająć Lucia a oni sami wrócili do pracy. Do Internatu wróciła też Sandra z Manuelem, widząc co się dzieje na korytarzu natychmiast przybiegli do jadalni
-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj ranych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłuszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodz pomoz mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodz nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz
………W tym samym czasie………
-Jack masz bardzo poobijaną łydkę i wbił Ci się kawałek jakiejś belki, trochę teraz za boli bo musze to usunąc i oczyścić ranę
-ałłłł!!!
-już po, teraz tylko za bandażuje i dokładnie później jeszcze ją obejrzę a najlepiej będzie jak zajmię się nią specjalista
Pozniej mężczyźni odkopali Paule która była nie przytomna, Lucia opatrzyła Noireta na tyle ile umiała i czekała na karetki po którą dzwoniła właśnie Rebeca.
-Paula,  ¿Me oyes? –pochyliła się nad dziewczynką lekarka
-PAULA!!- krzyknął przerażony Marcos
-ja się nią zajmę wracajcie do pracy Marcos musisz im pomóc tam brakuje już tlenu!
Lucia zaczeła robić usta-usta małej bo brakowało jej powietrza. Po chwili dziewczynka się ockneła
-Mama! Mama!
-spokjnie Paula- podszedł do niej Wujek -już idzemy do Mamy, zaraz Cię do niej zabiorę
Hector wziął siostrzenice na rączki i wyszedł z jadalni z Paulą
Po kilku minutach naszym dzielnym Męźczyzną udało się odkopać Evelyn, która była w głębokim szoku i trzymała się za prawą rękę
-Chodz to kochanie do mnie i nie bój się już jesteś bezpieczna- pocieszała ją Lucia- Boli Cię ręka tak?
-tak, nie mogę nią ruszać! –płakała dziewczynka
-pokaż tą rączkę, zawinę Ci ją bandażem i uruchomie dobrze? A zaraz powinna przyjechać karetka i się Pan doktór Tobą zajmie zgoda?
-nie ja nie chcę, boję się! Nie chcę do szpitala!
-skarbie posłuchaj pojedziemy tylko zrobić takie fajne zdjęcie gdzie Pan doktor i ja zobaczymy twoje kości  i założymy Ci opatrunek i wrócisz spowrotem, to nie będzie bolało
-na pewno?
-tak, Evelyn na pewno, idź teraz tam do Amelii dobrze?
-a gdzie mój narzeczony?
-jaki narzeczony?
-Lukas
Lucia już chciał buchnąć śmiecham ale się powstrzymała- narzeczony ahh te dziecięce pomysły!
-kochanie na pewno go znajdziemy, idź do Ameli na pewno się o Ciebie martwi
Gdy Evelyn już wychodziła ze stołówki. Męźczyźni odkopali kolejne dziecko, chłopca
-To Antonio- krzyknał Hector wchodząc do jadalni
Lucia pomogła go wyciągnąc jednak chłopiec już nie żył….
-Nieeeeeeeeeee to nie możliwe!- krzyczał przerażony Hector
-Lucia próboiwała jeszcze chłopca ratować ale na nic się to nie zdało, zaraz po nim wyciągnięto kolejne dziecko Ellena, również była  martwa
-Lukas! Lukas! Jesteś tam?
Martin bardzo zmartwił się o synka po tym jak zobaczył że dwoje dzieci nie przeżyło tego wydarzenia
-Tata?
-Lukas!- ucieszył się słysząc głos syna
Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powoedziała Lucia- boli Cie coś?
-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pojdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolęgę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...
-niewiem to Ameli trzeba się spytać –odpowiedział w ciągłym szoku męźczyzna
Już miał iść się jej spytać kiedy Fermin zauważył, że za gruzami widać jakieś pomieszczenie w którym pali się mała lampka. Wszyscy spojrzeli na siebie.
-To muszą być podziemia i jedna z Sali OTTOXsu- szepnął Marcos do Ivana
-Hector spojrzał na Lucia- oboje już dobrze wiedzieli co tam jest…już wcześniej tam byli…
Dyrektor na tymiast zamknął drzwi do jadali i kazał Elsie pilnować by nikt nie wchodził do środka natomiast cała grupka postanowił wejść do środka…


Dziękuję za pomoc Sylwiu

Ostatnio edytowany przez paulax5 (2011-02-10 15:08:21)

Offline

 

#142 2011-02-10 00:23:28

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Gdy Martin wyszedł z Mario. Rebeca postanowiła wykąpać wreszcie Oliwkę przygotowała wanienkę, i wszystkie potrzebne do tego rzeczy.

Podeszła do łóżka na którym leżała jej córeczka.

-Chodź skarbeńku, mama cię wykąpie.

Kobieta wzięła malutką na ręce i zaniosła do łazienki.

---------- Po 10 minutach --------

-No i widzisz że nie było tak źle, o co tyle krzyku kochanie? Płuca ty to masz mocne po tacie
Rebeca nasmarowała małą Oliwkę kremem i zaczęła ubierać w nowe śpioszki.
-Kochanie jaki dziś kolorek ubierzemy różowy czy żółty? Też sądzę że żółty dla mojego słoneczka
-A teraz mama cię nakarmi i pójdziesz spać

-------- 30 minut później-------

Oliwka była nakarmiona i spała a Rebeca położyła się na łóżku i zaczęła czytać ciekawą książkę. „Nie mów nikomu.” H. Cobena” tak ją wciągnęła ta książka że straciła poczucie czasu. Pukanie do drzwi wyrwało ją  od czytania.

paulax5 napisał:

Tymczasem Lucia poszła do Rebecki
...puk…puk…
-proszę
-Witaj rebecko!
-cześć Lucia
-jak się czujecie?
-a dobrze mała jest bardzo grzeczna i mało płacze. Martin bardzo mi pomaga jest taki czuły. Teraz poszedł gdzieś z Mario
-tak wiem byli u mnie, Martin poszedł do Lukasa
-u Ciebie?
-tak, Mario zaprosił mnie na spacer nad Lagunę, zgodziłam się i czeka już na mnie ale chciałam jeszcze sprawdzić jak u Was.
-no to możesz iść bo my się mamy bardzo dobrze, zobacz mała śpi więc ja też sobie odpoczywam, przyjdź później poplotkujemy sobie, Sandra też ma przyjść
-ooo widzę zapowiada się ciekawe popołudnie – ploteczki   Przyjdę na pewno, pa
-miłego spacerku!
-dziękuję!

Rebeca po wyjściu przyjaciółki była trochę zdziwiona że Mario zaprosił ją na spacer. Z tego co opowiadał jej Martin jego kuzyn był nieśmiały w stosunku do kobiet. Czyżby Lucia wpadła mu w oko że postanowił zadziałać coś w tej sprawie? Możliwe że Martin mieszał w tym palce, wszystkiego mogła się po nim spodziewać ale była zadowolona że Lucia była uśmiechnięta z tego powodu.

Po wyjściu Luci wróciła jej ukochany.

-Co ty znowu knujesz?
-Ja?
-Tak ty!
-Nic
-Właśnie że knujesz, była przed chwilą u mnie Lucia i mówiła że wybiera się z Mario nad Lagunę. Sam by ją na pewno nie zaprosił musiałeś maczać w tym palce.
-No dobrze może troszeczkę mu pomogłem a co przeszkadza ci to?
-Nie, cieszę się że tak wyszło. Lucia była zachwycona tym spacerem, myślę że wpadli sobie w oko.
-To dobrze zrobiłem że pomogłem Mario przezwyciężyć nieśmiałość.
-Myślę że tak, znalazłeś naszego syna?
-Nie, pewnie gdzieś się bawi z Paulą i Evelyn. A jak nasz aniołek?
-Dobrze, wykąpany, najedzony a teraz  śpi.
-To super ale szkoda że to mnie ominęło.
-Kochanie będzie miał wiele okazji żeby być przy tym.
-Mam nadzieje a teraz chodźmy na kolacje.
-Ale ja nie chce zostawiać małej samej.
-Nic się jej nie stanie kochanie. Zamkniemy pokój na klucz a ty weżniesz elektryczną nianie jak będzie się coś dziać to od razu się zjawimy.
-Niech ci będzie.
-Nie martw się nic się nie stanie naszej kruszynce.
-No to chodźmy na kolacje. Kocham cię
-Też cię kocham

Obydwoje wyszli z pokoju i zeszli na dół na kolacje.

crisfan napisał:

Akurat była pora kolacji. Wszedł do jadalni, wszyscy już byli. Usiadł przy stoliku dla nauczycieli. Tematem nr jeden był smok. Wszyscy zastanawiali się skąd on się wziął. Elsa była trochę zaniepokojona.  Kolacja trwała w najlepsze. Nagle usłyszeli huk… Jack poczuł jak odrzuca go do tyłu… Smok eksplodował. Wszędzie było pełno dymu, resztki smoka  paliły się.  Eksplozja nie była zbyt silna. Większości nic się nie stało.  Jednak kilkoro uczniów było poważnie rannych.  Lucia pobiegła do swojego gabinetu po apteczkę. Martin z Rebecą wyprowadzali uczniów, którym się nic nie stało. Jack pobiegł po wodę aby ugasić ogień. Amelia podeszli sprawdzić co z dziećmi, które były najbliżej smoka.  Były nie przytomne, wszędzie było pełno krwi… Jacinta zadzwoniła po straż….

Rebeca była w szoku po tym co się stało. W raz z Martinem wyprowadzali uczniów do biblioteki w między czasie kobieta zauważyła swoje rodzeństwo.

-Ana, Davide!
-Co się stało siostrzyczko?
-Coś eksplodowało.
-Co?
-Smok w kształcie piniaty, dzieciaki mały ją rozbić po kolacji.
-Ale to była bomba?
-Nie wiem siostrzyczko, mam do waz prośbę?!
-Jaką?
-Ana mogła byś się zająć Oliwką ja z Martinem tu pomogę.
-Oczywiście.
-A ja? –odparł Davide.
-Znajdź Marcosa i Ivana i pomóżcie odkopywać ludzi z pod gruzu.
-Już idę ich poszukać.
-Dziękuje wam

----- Po 10 minutach ------

Kobieta zadzwoniła po karetkę za dużo osób ucierpiało z tego powodu, a w szczególnie dzieci.
Wystukała numer pogotowia Ratunkowego. Gdy widziała jak do Internatu wchodziła Sandra z Manuelem.

paulax5 napisał:

Do Internatu wróciła też Sandra z Manuelem, widząc co się dzieje na korytarzu natychmiast przybiegli do jadalni
-Lucia, mogę Ci jakoś pomóc, pierwszą pomoc to jeszcze umiem
-to może opatruj rannych tych mniej rannych osób co są na korytarzu, weź ich do mojego gabinetu dobrze?
-tak już idę
-Lucia? Hector? Powiedzcie ze Paula jest na korytarzu z Amelia!
Oboje spojrzeli na siebie i później na nią
-spokojnie Sandra zaraz ją wyciągniemy- krzyknął Hector  na pewno nic się jej nie stało
Manuel już wychodził z jadalni by pomóc przy mniej rannych gdy usłyszał słowa Hectora i postanowił wrócić do Sandry
-kochanie, będzie dobrze, znajdą ją a teraz nie myśl o tym i chodź pomóż mi opatrywać rany
-ale zostaw mnie, moja córeczka!
-Sandra, znajdą ją Hector się nią zajmie i Lucia chodź nie możesz tu tak stać i patrzeć potrzebuje pomocy
Sandra nie bardzo przekonana i prawie siłą została wyciągnięta przez Manuela na korytarz
………W tym samym czasie………
-Jack masz bardzo poobijaną łydkę i wbił Ci się kawałek jakiejś belki, trochę teraz za boli bo muszę to usunąć i oczyścić ranę
-ałłłł!!!
-już po, teraz tylko za bandażuje i dokładnie później jeszcze ją obejrzę a najlepiej będzie jak zajmie się nią specjalista
Później mężczyźni odkopali Paule która była nie przytomna, Lucia opatrzyła Noireta na tyle ile umiała i czekała na karetki po którą dzwoniła właśnie Rebeca.

Pogotowie słucham
-Dobry wieczór chciała bym zgłosić wybuch w Internacie Czarna Laguna.
Ile osób ucierpiało
-Jeden starszy mężczyzna i kilkoro małych dzieci. Są przysypani gruzem.
Jaki jest ich stan?
Podejrzewam że ciężki, jest z nami lekarz szkolny ale nie da sama rady.
Już wysyłam karetki. Niech jest pani z nami w ciągłym kontakcie.
Dobrze.
Jak się pani nazywa
Rebeca Ugarte.
pani. Rebeco czy wezwaliście straż pożarną
Tak

Kobieta cały czas utrzymywała kontakt z telefonistką i informowała co się dzieje, zauważyła że już Noireta wyciągali chwile po nich Paule i Evelyn.

Gdzie jest Lukas ciągle się zastanawiała usłyszała wycie syren wiedź podziękowała za rozmowę i pobiegła do jadali ich o tym poinformować gdy zobaczyła że Martin z Ferminem udało się wyciągnąć Lukasa.

paulax5 napisał:

Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powiedziała Lucia- boli Cie coś?

-Synku!
-Mamo!
-Nic ci nie jest?

paulax5 napisał:

-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pójdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolegę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...

-Nie brakuje jednej osoby Diega, i zobacz co znaleźliśmy.
Wszyscy co byli w pomieszczeniu spojrzeli w kierunku w którym wskazywał Hector.


Rebecka nie chciałaby Lukas szedł z nimi ale było już za późno wszyscy weszli już do środka….
-Rebecko powiedz mi o co tu chodzi? – pytał biedny nie w temacie David
-więc..ja nie wiem jak Ci to powiedzieć braciszku…
-najprościej o co tu chodzi?
-to są ukryte podziemna pod szkoła założone przez nazistów którzy w 1945 roku eksperymentowali na dzieciach z sierocińca który sami założyli była to przykrywka.
-jak to na dzieciach?
-normalniej. Najłatwiej było je kontrolować, porywali dzieci ich rodzicą a im mówili że dziecko urodziło się martwe. A one trafiały tutaj.
-Boże co za okropność. A co się z tymi dziećmi później działo?
-Eksperymentowali na nich. W tych podziemiach znajdziesz różne laboratoria i różne tego typu sprawy.
-A co się stało z tymi dziećmi później?
-Adoptowano je.
-I co nie wiedzą o tym co się z nimi działo?
-Myślę że większość nie pamięta, ale znam takich co wiedzą.
-Kogo?
-Twój szwagier, Hector, Sandra i Lucia.
-Martin?
-Tak.
-To czemu oni tu wrócili i założyli szkołę to tym całym koszmarze z dzieciństwa?
-Po to żeby odkryć prawdę o tym i żeby wreszcie zniszczyć to wszystko żeby nie było więcej żadnych eksperymentów.
-I Martin na to przystał?
-Z tego co wiem to nie ale Hector go do tego przekonał i  teraz razem walczą o odkrycie prawdy.
-Co ty o tym sądzisz?
-Myślę że dobrze robią, gdy mogę pomagam im na tyle ile umiem. Dzięki tej szkole poznałam miłość swojego życia.
-Nie żałujesz że tu przyjechałaś i wiesz co tu się dzieje?
-Teraz już nie ….

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-02-11 00:06:12)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#143 2011-02-11 00:19:31

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

daglas89 napisał:

paulax5 napisał:

Wraz z ferminem udało im się wyciągnąć chłopca, który był trochę obdrapany i poobijany
-pokaż się Lukas- powiedziała Lucia- boli Cie coś?

-Synku!
-Mamo!
-Nic ci nie jest?

paulax5 napisał:

-nie wszystko dobrze,
-zaraz oczyszczę Ci te rany, pójdziemy do mnie dobrze? Lucia nie chciała żeby chłopiec zobaczył koleżankę i kolegę z klasy przykrytych kocami na podłodze
-Hector to już wszyscy czy jeszcze kogoś brakuje?...

-Nie brakuje jednej osoby Diega, i zobacz co znaleźliśmy.
Wszyscy co byli w pomieszczeniu spojrzeli w kierunku w którym wskazywał Hector.


Rebecka nie chciałaby Lukas szedł z nimi ale było już za późno wszyscy weszli już do środka….
-Rebecko powiedz mi o co tu chodzi? – pytał biedny nie w temacie David
-więc..ja nie wiem jak Ci to powiedzieć braciszku…
-najprościej o co tu chodzi?
-to są ukryte podziemna pod szkoła założone przez nazistów którzy w 1945 roku eksperymentowali na dzieciach z sierocińca który sami założyli była to przykrywka.
-jak to na dzieciach?
-normalniej. Najłatwiej było je kontrolować, porywali dzieci ich rodzicą a im mówili że dziecko urodziło się martwe. A one trafiały tutaj.
-Boże co za okropność. A co się z tymi dziećmi później działo?
-Eksperymentowali na nich. W tych podziemiach znajdziesz różne laboratoria i różne tego typu sprawy.
-A co się stało z tymi dziećmi później?
-Adoptowano je.
-I co nie wiedzą o tym co się z nimi działo?
-Myślę że większość nie pamięta, ale znam takich co wiedzą.
-Kogo?
-Twój szwagier, Hector, Sandra i Lucia.
-Martin?
-Tak.
-To czemu oni tu wrócili i założyli szkołę to tym całym koszmarze z dzieciństwa?
-Po to żeby odkryć prawdę o tym i żeby wreszcie zniszczyć to wszystko żeby nie było więcej żadnych eksperymentów.
-I Martin na to przystał?
-Z tego co wiem to nie ale Hector go do tego przekonał i  teraz razem walczą o odkrycie prawdy.
-Co ty o tym sądzisz?
-Myślę że dobrze robią, gdy mogę pomagam im na tyle ile umiem. Dzięki tej szkole poznałam miłość swojego życia.
-Nie żałujesz że tu przyjechałaś i wiesz co tu się dzieje?
-Teraz już nie ….

Napoczątku szli ciemnym korytarzem i tylko z daleka widać było światło i jakąś sale, która zresztą Hector z Lucia już znali to tam znaleźli Paulę jednak nic nie chcieli mówić reszcie i postanowili odwrócić ich uwagę
-spojrzcie tam są jakieś drzwi- pokazał Hector kierując wszystkich w przeciwnym kierunku nie chcą by zobaczyli sale operacyjną.
-Ale Hector tam pewnie ktoś jest skoro się świeci
-spójrzcie tam faktycznie są drzwi- krzyknął Marcos, wszyscy więc ruszyli w kierunku tajemniczych drzwi
weszli za te drzwi i znależli się w korytarzy w którym była winda prowadziła na -2 pietro lub -1 mieli do wyboru pojechali na -2 ale tam była kostnica, w której leżały ciała. Rebecka natychmiast zamkneła Lukaswoi oczy i wyszła z nim z niej pozostali jednak byli zbyt ciekawi kto to może być żeby wyjść nie dowiedząc się tego. Zwłaszcza Hector, który ostatnio za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się po co OTTOXsowi jest potrzebna Paula i Sandra.Podszedł do pierwszej osoby i odkrył przescieradło. To a właściwie kogo zobaczył zszokowało go…
-Hector, kto to?- podeszła do niego Lucia
-to… to niemożliwe!
Kobieta podeszła bo niewiedziała co się stało że Hector tak stanął jak słup. Odkryła prześcieradła i nie dowierzała
-skąd oni ją tu wzieli?
- to zwłoki tej jednej z sierot, którą znalażłem przed Intenratem. Mówiłaś, że Twój znajomy się tym dyskretnie zajmie?
-wiem Hector niewiem jak to się stało, będę musiała zadzwonić do Antonio i spytać się o to a teraz chodźmy czekają na nas
Wszyscy się wrócicili spowrotem i pojechali na pozimo -1 co tam zastali zszokowało ich wszystkich wielkie lobaratorium z mnóstwem róznych urządzeń i komputerów
-co to do cholery jest?- spytał zdenerwowany i przejęty Ivan
-zaraz się dowiemy Ivan, po kolei, czy ktoś się tu zna na takim sprzęcie - zapytał Martin
-szkoda, że nie ma z nami Vicky ona się na tym zna-powiedział Marcos
-może ja mogę pomóc- zaproponował nieśmiale David- troszkę się znam na tym wiem czego chce komputer
-jasne spróbuj
W tym samym czasie Hector z Lucia rozglądali się po całej Sali
-Lucia spójrz tu są jakieś probówki
Kobieta podeszła i obejrzała wszystko dokładnie
-to jest właśnie ten wirus, z którym ostatnio mieliśmy do czynienia w szkole i tu sa również dwie probówki z napisem „N O I T A L L E T S N O C.”
-to jest antidotum! Marcos czy Wy przypadkiem nie tu byliście?- zwróciła się w sttronę chłopaka
-nie to było w zupełnie innym pomieszczeniu tam było mnóstwo pułek z lekarstwami różnego rodzaju i tylko jeden komputer w którym było wszystko posegregowane i napisane gdzie jaki lek się znajduje. Był tam także generator i musieliśmy znać hasło żeby wyłączyć alarm i dostać się do wnętrza komputera, właśnie David czekaj!!
Chłopak się odwrócił
-Musisz znać hasło inaczej włączy się alarm!- ostrzegł go Marcos
-wiem, wyluzuj Marcos, znam się na tym i wiem jak to obejść
-w tamtym komputerze hasło było taki: lagunanegrawulf1945eva o ile dobrze pamiętam może spróbuj
-znam lepszy sposób niż próby, zaraz wejdę do środka
-Tato! Ja się boje tu być- powiedzial przerażony Luckas
-przecież jesteś z nami nic Ci tu nie grozi ja Cię obronię
-Lucia! Hector! Spójrzcie na To!- zawołał Fermin- tu są dokumenty medyczne, a na wierzchu teczki pisze „Zaraźeni”
Oboje podeszli do męźczyzny i powoli z lekkim strache otworzyli dokumenty
Ku ich zdziwieniu były tam tylko dwie karty medyczne…
Na pierwszej był Lukas, a na drugiej…
-Boże to Jack
Lucia wzięła do ręki jego kartę i zaczeła czytać
Jacques Noiret, ojciec:Leon, syn: Tomás. Zarażony wraz z Lukasem, wyleczony Noitalletnockiem. Ponownie zarażony szczepem SGD-356 podanym przy transfuzji krwi. Obserwowany! Ogólny stan zdrowia: dobry.
-Zobaczcie tu tez jest jeszcze jakaś teczka ze znakiem Geminis zauważyła Rebecka i podeszła wraz z nią do reszty
Na wierzchu były karty Hectora i Martina a pod nimi Lucii i Sandry. Wszyscy z przerażeniem na nie spojrzeli. Na karcie Hectora/Samuela Espi nie było nic poza ogólnymi informacjami natomisat na karcie Sandry były dane dotyczące jej dzieci…:
Pierwsze dziecko:Marcos Drugie: Paula- odporna na wirusy i choroby, każde kolejne również będzie miało taką odporność Trzecie : 4 miesiąc. Obserwowana!
Kolejna karta była Martina:
Pierwsze dziecko:Lukas Drugie dziecko: Oliwia- odporna.
-Co? –Rebecka była w szkoku, tu jest już wpisana nasza mała córeczka, przecież ja ją dopiero urodziłam
-oni wiedzą wszystko- szepnął Marcos
Jednak najbardziej przerażająca była wzmianka na karcie Lucii
Pierwsze dziecko: Tomás- chory, zespuł Guntera. Drugie dziecko: planowane zapłodnienie
-To… to nie może być prawda. Czyżby chciali zrobić mi to co Sandrze?
-poczekajcie- patrzcie! Tu jest jeszcze jedna karta -Amelii
-Ameli? Co robi tu jej karta?
-niewiem, patrzcie jaka jest informacja:
Podejrzenie: bezpłodność, planowane jej przeprowadznie w celu weryfikacji danych
Wszyscy spojrzeli na siebie i niewiedzieli co o tym wszystkim myśleć...

Ostatnio edytowany przez paulax5 (2011-02-11 00:50:24)

Offline

 

#144 2011-02-11 00:34:39

 daglas89

Boss

Skąd: z Pomorza :D
Zarejestrowany: 2010-10-04
Posty: 1414
Punktów :   26 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

paulax5 napisał:

-Zobaczcie tu tez jest jeszcze jakaś teczka ze znakiem Geminis zauważyła Rebecka i podeszła wraz z nią do reszty
Na wierzchu były karty Hectora i Martina a pod nimi Lucii i Sandry. Wszyscy z przerażeniem na nie spojrzeli. Na karcie Hectora/Samuela Espi nie było nic poza ogólnymi informacjami natomiast na karcie Sandry były dane dotyczące jej dzieci…:
Pierwsze dziecko:Marcos Drugie: Paula- odporna na wirusy i choroby, każde kolejne również będzie miało taką odporność Trzecie : 4 miesiąc. Obserwowana!
Kolejna karta była Martina:
Pierwsze dziecko:Lukas Drugie dziecko: Oliwia- odporna.
-Co? –Rebecka była w szoku, tu jest już wpisana nasza mała córeczka, przecież ja ją dopiero urodziłam
-oni wiedzą wszystko- szepnął Marcos
Jednak najbardziej przerażająca była wzmianka na karcie Lucii
Pierwsze dziecko: Tomás- chory, zespól Guntera. Drugie dziecko: planowane zapłodnienie
-To… to nie może być prawda. Czyżby chciali zrobić mi to co Sandrze?
-poczekajcie- patrzcie! Tu jest jeszcze jedna karta -Amelii
-Ameli? Co robi tu jej karta?
-nie wiem, patrzcie jaka jest informacja:
Podejrzenie: bezpłodność, planowane jej przeprowadzanie w celu weryfikacji danych
Wszyscy spojrzeli na siebie i nie wiedzieli co o tym wszystkim myśleć...

-Nie bój się nie pozwolimy ci zrobić krzywdy. Teraz wiem co oni planują dla Sandry, dla ciebie i mnie.
-To jest straszne, co oni zrobili mojej matce. Czemu mi nie powiedziała że jej w ciąży?. -odparł Marcos.
-Nie wiem Marcos ale dla Sandry nie jest to łatwe, nadal się nie może z tym pogodzić. Nie możemy dopuścić do tego żeby stało się to z Lucią i w szczególności musimy chronić Oliwkę i nie narodzone dziecko twoje matki – powiedział Martin.
-Mierda! Pozabijam ich wszystkich. - odparł chłopak.
-Marcos uspokój się to nam nie pomaga a o tym że wiesz że mama jest w ciąży masz przemilczeć, do czasu aż ci sama powie.  - powiedział Hector
-Ale wujku.
-Nie ma żadnego ale!.
-Niech ci będzie.
-Amelia bezpłodna? – zdziwiła się Rebeca.
-Widocznie na to wychodzi, i następnej osobie chcą zrobić krzywdę. Nie możemy pozwolić żeby zbliżyli się do tych osób.

Rebeca przeglądała resztę teczek i znalazła teczkę Marii.

-Nie ja jej nie chce oglądać i nie chce wiedzieć co tam w niej jest.
-Kochanie otwórz ją.
-Nie Martin! Jak chcesz to sam to zrób.
Pierwsze dziecko: Ivan, drugie dziecko: brak.
Poważna wada genetyczna serca, przygotować do operacji. Obserwowana.

-Mama jest poważnie chora? Nie to nie możliwe.
-Ivan wszystko jest możliwe szczególnie że ONI wiedzą o nas wszystko.

W tym samy czasie Fermin odłączył się od grupy która przeglądała karty medyczne. Gdy trafił na dziwne pojemniki.

-Chodźcie tu na chwile. Czy to nie są wirusy?

Prawie cała grupa podeszła do niego tylko Davide walczył zaciekle z komputerem który był oporny na sztuczki chłopaka. Lucia nachyliła się nad pojemnikami.

-Tak są wirusy.
-Tu jest jakaś notatka.

Najniebezpieczniejszy wirus wszech czasów rozpylany droga kropelkową, trudny do wykrycia. Skutki uboczne to krew cieknąca z nosa i ślepota. Bez brania antydotum człowiek umiera po 48h z wycieczenia. Obchodzić się z nim ostrożnie

Gdy kobieta  przestała spojrzała na swoich towarzyszy i zobaczyła przerażone twarze każdy z nich był w szoku i nie wiedzieli co powiedzieć.

-Musimy to zniszczyć! -  powiedział Hector
-Ale jak? Słyszałeś co przeczytałam unosi się to drogą kropelkową, nawet jak to zniszczymy to będzie w powietrzu i wszyscy się zaraża.
-Musimy znaleźć na to serum. – odparł Martin.
-Lucia myślisz że udało by ci się to skopiować?  - powiedziała Rebeca.
-Nie wiem, mam nadziej że tak, pierw musimy je znaleźć a wtedy zobaczymy.
-No to szukamy – powiedział Ivan
-Lukas idź do Davide i mu pomóż – stwierdził Martin
-Dobrze tatusiu.

Chłopczyk poszedł do swojego wujka a reszta rozdzieliła się  i zaczęła szukać antidotum.

----- Po 15 minutach  -------

-Czy możecie podejść tu na chwile - zawołał Davide.
-O co chodzi stary? – powiedział Marcos.
-O to!.
-To nie możliwe krzyknęli i w tym samym momencie Ivan i Marcos.

Ale to co odczytali z monitora w prawiło ponownie nich w osłupienie. Za 36 h miał się uaktywnić wirus …

Ostatnio edytowany przez daglas89 (2011-02-11 01:19:21)


http://img26.imageshack.us/img26/8362/ii2ao.jpg



http://img526.imageshack.us/img526/2978/rebecamartinilukas.jpg



"Primero fue la luz, luego empezaron los crímenes "

Offline

 

#145 2011-02-11 17:41:09

 Julia25

Moderator

4987041
Zarejestrowany: 2010-07-01
Posty: 1165
Punktów :   14 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Sandra była przerażona. Ciągle chodziła w kółko po pokoju a Manuel uspokajał Paulę. Dziewczynka byłą przerażona. Co się dziwić, została przysypana razem ze swoimi przyjaciółmi. Tylko szybka i sprawna pomoc personelu uratowała ją spod gruzu. Cała się trzęsła i płakała cicho.
-Paula, spokojnie... -powiedział delikatnie Manuel. -Kochanie, spójrz na mnie. Już jesteś z nami, jesteś bezpieczna. -Sandra, może powinniśmy pójść do Lucii by jej przemyła te wszystkie zadrapania? -zwrócił się do kobiety. -Sandra? Mówię do ciebie.
Manuel podszedł do kobiety i ją objął.
-Sandra, już wszystko w porządku, Paula jest cała i zdrowa. Jest bezpieczna.
-Manuel! Nikt tutaj nie jest bezpieczny!  Nie widzisz, co oni z nami robią?
-Popatrz na mnie. Ja cię nigdy nie zostawię. Ani ciebie, ani twoich dzieci. Przejdziemy przez to wszystko razem. -Pocałował ją delikatnie w policzek i wrócił do dziewczynki.
-Co z Lucasem i Evelyn? -spytała przez łzy Paula.
Manuel podał jej chusteczkę.
-Wszystko dobrze, są cali i zdrowi. Jutro będziesz mogła z nimi znów się pobawić.
Paula przytuliła się do Manuela.
-\Słonko, spróbuj usnąć. Będziemy tutaj cały czas przy tobie.
Po kilkunastu minutach dziewczynka usnęła znużona płaczem.
-Manuel, ja muszę pójść zobaczyć co się dzieje na dole.
-Sandra, jesteś pod wpływem emocji, powinnaś tutaj zostać...
-Nie mogę, tam jest mój syn, mój brat, moi przyjaciele. Zostań z Paulą. -powiedziała i wybiegła na korytarz. Manuel wiedział, ze nie ma sensu jej zatrzymywać. Usiadł na fotelu. Nie mieściło mu się w głowie to, co się dzieje w tej szkole. To, przez co muszą przechodzić uczniowie i nauczyciele.

Sandra zbiegła szybko na dół, do kuchni. Wszędzie oby pełno gruzu i śladów krwi, ale nigdzie nie było widać ej znajomych i bliskich. Wybuch odsłonił jakieś przejście, więc kobieta pomyślała, że wszyscy tam weszli. Bez wahania wbiegła do ciemnego tunelu. Nigdzie nie było widać żywej duszy. Kobieta wiedziała, co może się tutaj czaić, dlatego wolała nie wołać nikogo po imieniu. Dobiegła do końca korytarza. Znajdowały się tam drzwi widny. Zawahała się. Ze swoich poprzednich wycieczek wiedziała, gdzie zabierze ją winda. Wcisnęła przycisk -1 modląc się, by tam byli wszyscy.
Znalazła się w pomieszczeniu, które już znała. Wielkie laboratorium, które służyło OTTOXowi do zbrodniczej działalności. Odetchnęła z ulgą widząc wszystkich zgromadzonych wokół wielkiego komputera. Hector pierwszy ją zauważył. Odwrócił się do niej.
-Sandra! Co ty tutaj robisz? Myślałem, ze pilnujesz Pauli.
-Manuel z nią został, usnęła. A co wy tutaj wszyscy robicie?
Wszyscy spojrzeli po sobie.
-Musieliśmy sprawdzić co tutaj się kryje. I dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzecz. -powiedział powoli Martin. -Te dranie ciągle nas obserwują. Mają nawet informacje o mojej córeczce...
-Po powrocie do szkoły musimy zorganizować nadzwyczajne posiedzenie. Mamy mało czasu by zacząć działanie. -powiedział powoli Hector.
-Czasu? -zapytała zdziwiona Sandra. -O co chodzi?
-Mamo, podejdź tu. -powiedział słabo Marcos. -Musisz to zobaczyć.
Sandra podeszła i spojrzała na monitor.
-36 godzin do uaktywnienia wirusa? -W tym momencie kobieta wszystko zrozumiała. Chodziło zapewne o ten wirus, o którym wspomnieli wczoraj Alfonso i Saul. Śmiertelny wirus, który przy życiu pozostawia tylko najmocniejszych. „Tylko słabi muszą umrzeć”...
Sandra spojrzała na wszystkich zebranych.
-Powiedzcie, ze to nieprawda...
-Niestety. -powiedziała Lucia. -W tym momencie nie mamy nawet wystarczającej ilości antidotum. Nie wiemy skąd chcą uaktywnić wirus. Nie wiemy nic...
Każdy w tej chwili myślał o swoich bliskich. Spokojne życie zamieniło się w koszmar, w walkę o przetrwanie.
-A te wszystkie próbówki tutaj? -zapytała Sandra.
-Nie wiemy co się w nich nawet znajduje. Podejrzewamy, ze różne odmiany wirusa... -powiedziała Rebecka. Ona tez nie mogła w to wszystko uwierzyć. Dopiero co została matką, była taka szczęśliwa z Martinem i swoim przybranym synkiem a tu takie coś...
-Nic nam nie da stanie tutaj. -powiedział Hector. -Musimy zacząć działać. -Davide, znalazłeś jeszcze coś w tym komputerze?
-Nic, ich hasła są po prostu nie do złamania. Co folder to inne kombinacje. Zajęłoby mi to z kilka dni, a nie mamy tyle czasu. Jedyne co udało mi się odblokować to jakieś zdjęcia i karty osobowe. To samo, co w wersji pisanej. I kilka innych, ale jest tu strasznie dużo dokumentów .doc
-Masz ze sobą pendrivea?
-Nie...
-Ja mam. -powiedziała Sandra. -Zawsze noszę go przy sobie. -podała chłopcu.
-Zgraj tu wszystko, co się da. -powiedział Hector. -Przejrzymy to na zebraniu.

Gdy Dave zgrał wszystkie możliwe informacje na pendrivea wszyscy opuścili laboratorium. Mieli bardzo mało czasu, dlatego liczyła się każda minuta.
-Są jakieś ofiary eksplozji? -zapytała Sandra gdy już wracali.
-Hector westchnął cicho.
-Tak, dwójka dzieciaków, Antonio i Ellena. Jeden chłopczyk zaginął. Diego. Był podczas kolacji razem z nami, ale nie znaleźliśmy ani jego ani jego ciała. Po prostu jakby się rozpłynął.
-Może jest tutaj? -zapytała z nadzieją.
-Hector! -Martin nagle się zatrzymał. -Tam w kostnicy były małe zwłoki. Na pewno. Wy byliście zajęcia tą kobieta   ja się rozejrzałem.
-Tylko nie to... -jęknęła Sandra.
-Nie mamy czasu teraz tego sprawdzić. -powiedział Hector gdy już wyszli do zrujnowanej jadalni.
-Idźcie wszyscy się przebrać. Marcos, Ivan, nie mogę wam niczego zabronić. Każda głowa się przyda. Rebecka, dobrze by było byś pozwoliła Davide tez przyjść. Jest świetny w komputerach, przyda nam się. Za 10 minut zbiórka w sali konferencyjnej na pierwszym piętrze.

Każdy poszedł w swoją stronę. Nie było czasu do stracenia. Sandra wbiegła do pokoju. Manuel siedział an fotelu i pilnował Pauli.
-I jak? Wszystko w  porządku? -zapytał patrząc na Sandrę.
-Manuel, nie mam teraz czasu. Zająłbyś się Paulą przez jakiś czas? Mamy nadzwyczajne zebranie.
-Nie ma sprawy. Idź spokojnie. Zajmę się nią. Ale...
-Opowiem ci jak wrócę, dobrze? -powiedziała całując go w policzek, po czym wybiegła z pokoju. Skierowała się do sali konferencyjnej.

Ostatnio edytowany przez Julia25 (2011-02-11 18:39:06)


Zapraszam na chomiczka
http://chomikuj.pl/Nadkomisarz



https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObWNv8_qI/AAAAAAAAAZQ/t7xEgIslZls/Obraz_hrrqrns.jpg



https://lh5.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObSyUS4qI/AAAAAAAAAZM/TxOY-TwQK6I/4_hrrqrxa.jpg

Offline

 

#146 2011-02-12 12:44:13

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Cała gromadka wyszła z podziemi, przeciez w kazdej chwili miał przyjechac straż i mogła by tu wejść, wszyscy się zastanawiali co by tu zrobić aby nie sowiedzieli się o tym jednak mineło mnóstwo czasu gdy oni byli na dole a straży nie było…  Przyjechały jedynie karetki…
-czyzby ktos nie chciał aby oni dotarli do szkoły?- zastanawiała się Lucia choc nie miała czasu nawet myśleć zbyt dużo osób potrzebowało jej pomocy. Wyszła z jadalni i poszła pomóc opatrywać rannych,  Karetki zabrały tych bardziej  rannych do szpitala a Lucii zostały mniej ranni no i Jackques, który upierał się i nie chciał jechać do szpitala. Gdy Kobieta na korytarzu zajmowała się pokrzywdzonymi przez wybuch podeszła do niej roztrzęsiona Amelia

-jak to się mogło stać? Dlaczego zgineła az 3 małych dzieci, komu na tym mogła zleżeć?
-spokojnie Amelia zaraz przyniose Ci jakać tabletke na uspokojenie musisz być teraz silna dzieci będą Cię teraz potrzebować. Usiądź tu zaraz cos przyniose
Lekarka pobiegła do gabinetu po tebletke dla Ameli po czym wróciła do niej
-proszę weź to i musisz teraz pomóc maluchom przez to przejść na pewno będą się pytać o te dzieci i wybuch przeciez one sa pewnie bardziej przerazone od nas, zajmiesz się nimi? Czy załatwic czy kogos do pomocy?  Jeśli tylko chcesz mogę przyjść później do dzieciaków i im to jakość delikatnie wytłumaczyć co? Wiesz jako dorasły nie możęsz się im tam rozleić tłumacząć wszystko wszystkie emocje przejdą na dzieci i na pewno im to wtedy nie pomoże
-Dziękuję Lucia, może masz rację że tak będzie lepiej
-to jak będziesz potrzebaowała  mojej pomocy to przyjdz po mnie na razie musisz ich jakos tak ogólnie uspokoić a jak będą chcili żebyś im to wytłumaczyła lub będą zadawać pytania to mnie zawołaj dobrze?
-dobrze, przyjdę po Ciebie później
Ameila poszła pomóc przy maluchach a Elsa z Hectorem zajmowali się starszymi dziećmi.
Po opatrzniu mnie rannych i zabraniu przez karetki tych bardziej część osób wzięła się za pomoc przy sprzątaniu jadalni, którą Hector zewzględu na stan wyglądu i przejści do podziemi postanowił zamknąć aż do momentu jej odremontowania Lucia poszła sprawdzić co z Noiretem weszła do jego pokoju

-Jack? Śpisz?- spytała leżącego na łóżku męźczyznę
-nie, wejdź
-jak się czujesz?
-a jak mam się czuć, boli mnie noga i tyle
-zaraz na nia zerkne i zmienie Ci opatrunek, wszystko przyniosłam ze sobą. Odepchnołeś wtedy Amelie, kto wie jakby się to skończyło dla niej gdyby nie Ty, zachowałeś się naprawdę w porzadku
-ahh daj spokój kaażdy by tak zrobił
-nie każdy
Lucia zmieniła Jackowi opatrunek po czym spojrzała na zegarek
-już pozno muszę iść wszyscy na mnie czekaja
-gdzie?
-hmm wiesz my…- Lucia zastanawiała się czy powiedzieć mu o tej konferencji, wtedy przypomniała sobie co znależli w podziemiach, że jest on zaraźony a więc „ONI” pewnie go zmusza ją do współpracy- pomyślała i stwierdziła iż zaryzykuje i powiem mu część tego czego się dowiedzieli  -Jack…
-tak?
-ja… ja wiem że jestes zarażony
-co? …ale skad to wiesz?
-bylam w podziemiach i znaleźliśmy dokumentacje medyczna i tam była też Twoja karta i…
-i…
-znalezlismy a właściwie dowiedzieliśmy się ze za 36 godz teraz już jakies 34 ma się uaktywnić wirus przenoszony droga kropelkową wieć grozi nam epidemi i niewiemy co robić
-a więc to o to chodzilo, „Tylko słabi muszą umrzeć” więc chodziło o epidemię wirusa
-niewiedziałeś?
-wiedzialem ze cos kombinuja ale niewiemdziałem co
-tak i teraz zostaje nam się tylko zastanawiać jak tego uniknąć
-może mogłbym wam pomoc?
-jeśli chcesz to może faktycznie się przydasz. W takim razie chodzmy do Sali konferencyjnej

Wszyscy spotkali się na konferencji aby obmyślić jakiś plan i co zrobić aby powstrzymać OTTOX przed wprowadzeniem wirusa
-No dobrze wszyscy są? Kolejno odlicz
-jak możesz sobie jeszcze w takiej chwili żartować
-jakoś trzeba rozładować złe emocje
-co on tu robi?- spytał wściekły Hector pokazując na Jackquesa
-myślę, że może nam pomóc, a teraz taka pomoc będzie nam potrzebna nie sądzicie?
-Hector Lucia ma rację zoabczmy co on nam powie- dodała Amelia
-Dobrze więc jakie macie propozycje? –spytał Jack
-wg mnie pwinniśmy ewakuować szkołę- powiedział Hector- przecież nie możemy ryzykować że taka ilość ucziów zostanie zaraźona
-wujku, przecież to nie ma sensu co z tego że uczniowie wyjadą oni wtedy przesuną tą epidemię na pewno i dopiero gdy znów wrócą uczniowie zainfekują wszystko
-Marcos ma racje Hector to nic nie zmieni- dodał Martin- tylko odwleczemy to na jakiś czas
-to co proponujecie?
-tak to prawda OTTOX nie da się tak łatwo
Lucia z Rebecka i Sandrą i Amelia stały tylko z tyłu i przysłuchiwały się rozmowie. Było dla nich to za dużo, OTTOX chce się zająć ich dziećmi lub gorzej-zrobić im te dzieci jak to było w przypadku Lucii i Amelii
-Hej, a Wy nam nie pomożecie, kochanie nie masz żadnych pomysłów?- spytał zdziwiony Martin
-Martin ja niewiem co powiedzieć im zależy na naszej Oliwce
-wiem i właśnie dlatego musimy koniecznie dowiedzieć się kto za tym stoi zanim dorwał się do naszej małej córeczki. Pomoz nam teraz wymyślić co zrobić aby zpobiec epidemi i rozpowszechnieniu tego wirusa.
-Przede wszystkim musimy znaleźć w tych cholernych podziemiach antidotum- krzyknał lekko nerwowy Ivan
-ja przeglądałem to co udało się zapisać na pendriva i udało mi się ustalić że aby zapobiec aktywowaniu wirusa trzeba wpisać jakis kod, ale on jest nie do złamania
-czekaj! David tak?
-tak
-ja mam pewien pomysł- powiedział Jack- spróbuję się dowiedzieć jaki jest kod, może akurat mi się uda
-ale.. Jack to nie bezpieczne- dodała Amelia
-ktos ma lepszy pomysł?
-My z Ivanem i Davidem zejdziemy do podziemi i postaramy się znaleźć to antidotum- odrzekł Macos po czym chłopcy wyszli z Sali konferencyjnej, w której zostali sami dorośli
-Zaraz postaram się czegoś dowiedzieć-odrzekł Jack po czym również wyszedł
-myslicie ze możemy mu zaufać- skierował swoją wypowiedz do pozostałych Hector
-mysle ze warto sprobować ale nie możemy liczyć tylko na niego sami też musimy mieć jakiś plan awaryjny-odparła Rebecka
-tak, zgadzam się z Rebecka
-tylko co tu zrobić aby nie dopuści do tej epidemi?

Offline

 

#147 2011-02-12 22:24:16

 Oranjezicht

Stały bywalec

Skąd: Wrocław/Gżira (MTL)
Zarejestrowany: 2010-10-25
Posty: 173
Punktów :   15 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Lucas czuł się naprawdę szczęśliwy teraz kiedy jego rodzina w stosunkowo niedługim czasie tak bardzo sie powiększyła. Strasznie się cieszył, że minął już ten okres kiedy był sam z Martinem i musieli cały czas uciekać i ukrywać się przed policją. "Chciałbym tylko, żeby Tomas był bliżej, żeby nie trzeba by do niego jeździć za każdym razem...Hmm może uda mi się namówić Lucię i tatę, albo wujka może żeby kupili nam komputery żebyśmy mogli pisać ze sobą chociaż, bo skoro on naprawde na dwór nie może wychodzić to nie chcę przecież niepotrzebnie narażać jego zdrowia. Ciekawe czy jak nie ma aż takiego słońca czyli na przykład w zimie to on może wychodzić na dwór...będę musiał sie pójść i Lucii o to wszystko zapytać, potem pójdę do wujka albo Rebeki i oni na pewno już mojego tatę przekonają" - z taki natłokiem myśli Lucas pobiegł szukać Lucii


http://img156.imageshack.us/img156/6001/beztytuupqh.jpg



Klieb raqda la tqajmux

Offline

 

#148 2011-02-23 09:37:27

 Julia25

Moderator

4987041
Zarejestrowany: 2010-07-01
Posty: 1165
Punktów :   14 
WWW

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Wszyscy spojrzeli po sobie smutno. Zostało im bardzo mało czasu a ciągle stali w martwym punkcie. Było jasne, że trudno będzie zapobiec epidemii.
-Jedyna nadzieja, ze chłopakom uda się coś znaleźć. -westchnął Martin. -W przeciwnym razie jesteśmy zgubieni...
-Lucia, w najgorszym przypadku, ile mamy leków, gdyby...? -zapytała Sandra nie chcąc kończyć.
Kobieta zawahała się. Sprawy nie miały się najlepiej, ale powinni wiedzieć.
-Niewiele. Wystarczy tego dla góra 8 osób...
-Przecież w internacie jest przeszło 400 osób. -powiedziała. -Za nic nie ocalimy wszystkich...
Hector spojrzał po wszystkich zebranych. Jaka szkoda, ze Elsa wyjechała dwa dni temu na naukową konferencję. Ona byłą dobra we wszystkich sprawach organizacyjnych. Ale w końcu on był dyrektorem i musiał podjąć ważną decyzję.
-Amelia, Martin. -zwrócił się do dwójki profesorów. -Wy zabierzecie uczniów i wyjedziecie z nimi do miasta. Wszędzie są większe szanse na przeżycie niż tutaj.
-Nie ma mowy! -krzyknął zdenerwowany Martin. -Nigdzie nie wyjadę bez Lucasa, Oliwki i Rebecki. Chcę zostać z nimi. Zresztą przecież ewakuacja nic nie da, bo OTTOX zatrzyma akcję.
-A jeśli zegara nie da się powstrzymać? I wirus zostanie aktywowany mimo wszystko? Co o tym sadzisz, Lucia?  -zapytała Sandra.
-To jest bardzo możliwe. W sumie im zależy tylko na kilku osobach... -westchnęła. -Uczniowie nie mają dla nich znaczenia. Tylko 'wybrańcy'. Możemy spróbować ewakuować szkołę.
-Ja się nie zgadzam .-powiedział Martin. To się nie uda... Narażamy...
-Martin. -przerwała mu Rebecka. -Ja muszę zostać tutaj, jestem potrzebna. Oliwkę zabiorę razem z Ann i Lucasem do mojej mamy. Będzie bezpieczna. Trzeba tez zadbać o resztę dzieciaków. Wierzę, ze dacie sobie radę.
-Ale Rebecka, to szaleństwo... -po czym urwał widząc minę kobiety.

Hector sięgnął po mikrofon.
-Wszyscy uczniowie mają się stawić za 15 minut w sali gimnastycznej. Weźcie najpotrzebniejsze rzeczy na trzy dni. Opiekunowie wytłumaczą wam o co chodzi. Powtarzam, za 15 minut w sali gimnastycznej.
Mężczyzna spojrzał na ciągle zszokowanych Amelię i Martina.

-Zajmijcie się nimi. Liczę na was. -powiedział.
Oboje kiwnęli głowami i wyszli. Martin spojrzał jeszcze raz na Rebeckę. Nie chciał rozstawać się z rodziną, ale wiedział, ze niewiele tutaj zdziała. Rebecka miała rację, muszą się zająć tez innymi uczniami.

-A co my mamy robić? -zapytała Lucia.
-Musimy zaczekać na jakieś wiadomości od chłopaków. Mamy łączność przez walkie-talkie.
-Hector, a Paula? -zapytała Sandra. -Przecież ona nie jest w stanie jechać ze wszystkimi. A nie może tutaj zostać, to zbyt niebezpieczne.
-Możemy zabrać Paulę z nami. -powiedziała Lucia. -Teraz jest z nią Manuel, prawda? Pojedzie z nami i będzie miał oko na dzieciaki.
-No nie wiem... -zawahała się Sandra.
-To dobry pomysł. -powiedział po chwili Hector. -Zajmijcie się wszystkim a ja idę pomóc przy organizacji wyjazdu uczniów. Lucia, godzina ci wystarczy by zawieść dzieciaki i wrócić z powrotem?
-Myślę że tak.
-Więc widzimy się tutaj za jakąś godzinę. Mam nadzieję, ze 'ewakuacja' przebiegnie bez komplikacji.

Sandra udała się do swojego pokoju. Otworzyła cichutko drzwi i jej oczom ukazał się rozczulający widok. Paula spała trzymając za mocno za rękę Manuela, jakby bała się, że ją zostawi. Mężczyzna drzemał w fotelu dosuniętym do łózka. Sandrze nagle pojawił się w myślach inny obraz z przeszłości. Usypiająca Paula, wtulona w Andresa. Kobieta potrząsnęła głową. Nie, nie warto rozpamiętywać tego, co minęło.
Podeszła najciszej jak umiała do łóżka. W tym momencie Manuel otworzył oczy.
-Sandra, jesteś już. -delikatnie odłożył rękę dziewczynki i się podniósł z fotela. Objął kobietę najczulej jak umiał. Domyślał się, przez co teraz przechodzi. Był przecież psychologiem. Nieustanna ucieczka przed OTTOXem, lęk o życie bliskich, porwania córeczki... Wiedział, że teraz najbardziej potrzebowała wsparcia. Spojrzał jej głęboko w oczy. -Kochanie, co się dzieje? Możesz mi powiedzieć.
Kobieta westchnęła. Nie chciała rozstawać się z córeczką i Manuelem. Jednak wiedziała, ze musi to zrobić. Nie tylko ona jest zmuszona zostawić swoich bliskich na najbliższe kilkanaście godzin. A jeśli już nigdy więcej ich nie zobaczy...? Łzy popłynęły jej po policzkach.
-Spokojnie... -Manuel przytulił ją raz jeszcze i delikatnie obtarł łzy z jej twarzy. -Wyrzuć z siebie wszystko, a poczujesz się lepiej.
-Manuel, musisz zabrać stąd Paulę i wyjechać. -wyrzuciła z siebie szybko kobieta.
Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Sandra, nie zostawię ciebie tutaj samej. Zostanę i będę się wami opiekował...
-Posłuchaj mnie. -przerwała mu kobieta. -Za kilka godzin rozpęta się tu prawdziwe piekło. Zamierzamy ewakuować uczniów do miasta. Ty z Paulą, Lucasem, Ann i małą Oliwką pojedziesz do domku Lucii.
-Ale co z tobą...?
-Ja muszę tutaj zostać. -Westchnęła kobieta. -IM tak naprawdę zależy na mnie. Obiecaj mi, ze zabierzesz dzieciaki i się nimi zaopiekujesz. Manuel, zrobisz to dla mnie?
Psycholog spojrzał na kobietę. W jej oczach dostrzegł determinację. Wiedział, że to już jest postanowione i Sandra nie zmieni swojej decyzji. Ale dostrzegł też coś jeszcze. Ukryty lęk. Przed czym? Nawet nie chciał o tym myśleć. Sandra byłą dla niego kimś wyjątkowym, kochał ją ponad życie...
-Zrobię to. -powiedział patrząc jej w oczy. -Zabiorę dzieciaki a z Pauli nie spuszczę oka nawet na chwilkę. Możesz na mnie liczyć.
-Dziękuję ci. Przyjedziemy do was jak tylko to wszystko się skończy. To jest kwestia jakiś 28 godzin może... Gdyby jednak coś się mi stało... -urwała spoglądając na śpiąca córeczkę.
-Nawet tak nie mów! -przerwał jej Manuel. -Przyjedziecie po nas wszyscy w komplecie, rozumiesz? Nikomu nic złego się nie stanie. Nie mogę cię stracić...
Kobieta spojrzała na niego.
-Gdyby coś mi się stało, obiecaj mi, ze wesprzesz Hectora w opiece nad dziećmi... I zrobisz wszystko, by uratować maleństwo. Obiecujesz?
Manuel tylko pokiwał głową. Nie był w stanie nic powiedzieć, tak miał ściśnięte gardło.

Sandra uśmiechnęła się blado i podeszła do śpiącej córeczki. Mała wiele przeszłą i teraz najważniejszy był dla niej odpoczynek, by odzyskać siły. Nie miała serca by jej budzić, ale nie miała wyboru. Pogłaskała ją delikatnie po policzku.
-Paula, kochanie. Otwórz oczka. Pobudka maleńka.
Dziewczynka poruszyła się niespokojnie i powoli spojrzała na matkę.
-Cześć kochanie. -powiedziała Sandra uśmiechając się do małej. Starała się za wszelką cenę zachować spokój. -Jak się czuje moja mała księżniczka?
Paula przytuliła się szybko do matki.
-Boję się. -wyszeptała cichutko.
Sandra spojrzała na Manuela. Nie wiedziała co robić. Na samą myśl o opuszczeniu bliskich robiło jej się słabo.
-Kochanie, co ty na to, żeby pojechać na małą wycieczkę? Poza Internat.
-Ale ty pojedziesz ze mną?
-Kotku, mama nie może. Pojedziesz razem z Manuelem do domku Lucii...
-Nie chcę! -krzyknęła dziewczynka.
-Paula. -odezwał się Manuel. -Mama i inni nauczyciele muszą posprzątać w szkole. Widzisz, jaki tutaj jest bałagan. Uczniowie tylko by im przeszkadzali. Dlatego jada na wycieczkę. A my zrobimy sobie jeszcze fajniejszą. Chyba nie chcesz przeszkadzać mamie w sprzątaniu...
-Nie... Ale ty mnie nie zostawisz?
-Oczywiście, ze nie. Będziemy się świetnie bawić, zobaczysz. Chcesz by Evelyn też z nami pojechała?
-Tak...

Gdy Paula była już gotowa, Manuel wziął ją na ręce i zszedł na dół do samochodu Lucii. Sandra poszła do pokoju dziewczynek. Szczęście, ze maluchy jechały drugim autobusem i Evelyn wróciła się do pokoju, bo czegoś zapomniała. Dziewczynka z entuzjazmem zgodziła się na wycieczkę ze swoim narzeczonym i przyjaciółką. Wraz z Sandrą zeszła na dół. Kobieta porozmawiała z Amelią, przekazała jej, ze Evelyn jedzie z Manuelem i resztą. Po chwili ostatni autobus odjechał. Sandra pożegnała się z dzieciakami i Manuelem. Obiecała mu, że zadzwoni jak tylko będzie miała chwilkę.
Rebecka pożegnała się z Lucasem i ułożyła śpiąca Oliwkę do nosidełka. Nakazała Ann, by cały czas jej pilnowała.
Obie z Sandrą długo machały bliskim, aż samochód zniknął całkowicie za zakrętem. W milczeniu wróciły do szkoły. Było już dość późno, więc przekąsiły co nieco, gdyż żadna nie miała apetytu na prawdziwy obiad. Jakie szczęście, ze Jacinta zostawiła w kuchni kompocik wiśniowy i placuszki jabłkowe. Gdy kończyły pić ostatnią szklankę pysznego napoju, wróciła Lucia. Przekazała, że wszystko się udało, dojechali bezpiecznie na miejsce i wszyscy są bezpieczni pod opieką Manuela.
Po krótkiej wymianie zdań wszystkie trzy wróciły do sali konferencyjnej, gdzie Hector próbował się skontaktować z Marcosem, Ivanem i Davidem.
-I jak? -zapytał widząc wchodzące kobiety.
-Wszystko dobrze. Dzieciaki są w dobrych rękach. -powiedziała Lucia. -A jak idzie chłopakom?
-Niespecjalnie. -powiedział smutno mężczyzna. -Jak na razie nie udało im się niczego znaleźć. Mamy jeszcze tylko 25 godzin...
-Będziemy tak czekać w nieskończoność? -zapytała Rebecka. -Przecież możemy zejść i im pomóc.
-nie ma takiej opcji. -powiedział twardo Hector.
-A to niby czemu?! -widać było, ze kobieta nie radzi sobie z emocjami. -Wysyłasz tam trójkę dzieciaków, a nam dorosłym każesz czekać na cud?
-Dlatego, ze jak jeszcze nie zauważyłaś mojej siostrze i tobie chcą zabrać dzieci a Lucii je zrobić. Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie, ale tylko chłopaki znają podziemia. -Hector tez był poddenerwowany. -ale skoro chcesz, to idź. Naraź nas wszystkich!
-Uspokójcie się! -powiedziała głośno Lucia. -Nie mamy czasu na kłótnie. -Hector, będziemy tu siedzieć cały czas? -zapytała.
-Na razie tak...
-A więc musimy jakoś zorganizować to miejsce. -dodała Sandra rada, ze udało im się zmienić temat. -Hector, ty pilnuj sprzętu...
-Ja pójdę do gabinetu po antidota i najpotrzebniejsze rzeczy. -dokończyła Lucia.
-To ja pomogę Sandrze ogarnąć jakoś ten pokój. -powiedziała Rebecka nie patrząc na Hectora. Było jej głupio, że tak się uniosła, ale cała ta sprawa ją przerastała.

Po dwóch godzinach pokój zmienił się nie do poznania, jak gdyby za sprawą Home Makeover.  Drewniane stoły były równo podsunięte pod jedną ze ścian. Przy drugiej stały wniesione wspólnymi siłami trzy łózka, mające służyć za prowizoryczne miejsce do odpoczynku. Bezpieczniej było nie spać we własnej sypialni, jak gdzieś czaił się wróg, no nie? Lepiej było nie prowokować kolejnego porwania czy próby zapłodnienia. Nikomu nie byłoby miło obudzić się w ciemnych i wilgotnych podziemiach .Tym bardziej, ze na dole przez większość czasu znajdowali się chłopcy. Nie wiadomo co by zrobili ludzie z OTTOXu, gdyby spotkali się z nimi oko w oko. Obok leżało kilka materacy przytarganych z sali gimnastycznej. Przecież łóżek nie starczy dla wszystkich. Na biurku przy którym siedział Hector stał zegarek odmierzający szybko upływający czas, komputer i sprzęt wzmacniający do walkie-talkie.

Niestety, żadna próba połączenia się z chłopakami nie przyniosła im nic nowego. Wirus ciągle był gotowy by się uaktywnić i zniszczyć popołudnie tysiącom ludzi wywołując epidemię na całą Hiszpanię, a kto wie czy i nie na całą Europę. Przecież im więcej, tym lepiej.

20:45:07



-Ivan, Marcos, Dave, słyszyscie mnie? –mineło ponad 40 min od kiedy kontaktował się z nimi po raz ostatni. Hector ciągle miał nadzieję na dobre wieści
-Udało nam się złamać pierwszą część systemu bezpieczeństwa kodem ’’ProyectoGeminisloshermanosEspi’’ Ale ciągle pojawiają się nowe… uslyszeli głos Dave’a…
-Ja z Marcosem przeszukaliśmy część pomieszczeń- dodał Ivan. W jednym z nich są różne probówki, prawdopodobnie  nie tylko z wirusem. Powinniście to zobaczyć jak najszybciej
-jest może z Wami Jack?- zapytała Lucia biorąc mikrofon od Hectora. Nie widziała męźczyzny od czasu gdy wyszedł z pomieszczenia
-nie, jego nie ma, ale nie mamy pewności czy nie ma tu kogoś innego. W jednym z najbardziej oddalonych pokoi słyszeliśmy jakieś głosy…
-dobrze- Hector znów był we władaniu walkie-talkie- przerwijcie pracę i chodźcie odpocząć
-za pół godziny przyjdziemy. Bez odbioru

Lucia cały czas się zastanawiała, gdzie się podział Jack. Nie było go w jego gabinecie, więc były dwie możliwości. Albo jest z OTTOXu, albo… Ci dranie mu coś zrobili…

Po kilkudziesięciu minutach w drzwiach ukazał się Ivan, Marcos i Dave. Marcos niósł w rękach stertę jakiś starych dokumentów
-prawie wszystkie zapiski mają po niemiecku. Tylko to jest po hiszpańsku- powiedział kładąc na biurku papiery i rzucił się na stojące na stoliku kanapki. Był bardzo głodny. Koledzy poszli w jego ślady. Kilkanaście godzin pracy zrobiło swoje
-to co, wracamy do podziemi? – zapytał Ivan, gdyskończyli
Sandra spojrzała na syna. Widać było, że jest zmęczony. Jego towarzysze również ledwo trzymali się na nogach
-nie, idźcie odpocząć. My przejrzymy te papiery. Może znajdziemy jakąś wskazówkę. Zresztą jest już bardzo późno
-właśnie, nie możemy nie spać całą noc- dodała Rebecka- przyjdzcie rano
Chłopcy wyszli a Hector , Lucia, Sandra i Rbecka wzieli się za przeglądanie dokumentów znalezionych w podziemiach

17:50:09



Po upływie 3 godzin Sandra i Lucia były jedynymi, które starały się jakoś przebrnąć przez papiery. Hector zasnął nad starym, poplamionym dziennikiem. Proyecto Geminis to, co opisywał w nim Wulf było po prostu przerażające. Kolejne daty, kolejne nazwiska dzieci. Hector nwet nie zauważył, kiedy zamkneły mu się oczy i zasnął
Rebecka próbowała rozszyfrować jakieś plany budowy maszyny czy też jakiegoś generatora. To wszystko było zbyt skomplikowane. Od tych liczb i wzorów zaczeła ją boleć głowa więc postanowiła się trochę zdrzemnąć

Sandra odłozyła na biurko kolejną kartkę, tym razem z opisem procedury sztucznego zapłodnienia by OTTOX i podniosła się, by pójść po szklankę wody stającą nieopodal ale od razu opadła spowrotem na fotel
-Sandra, źle się czujesz? - zapytała Lucia  szybko odrywając wzrok od szczegółowego opisu wirusa grypy typu A – jesteś bardzo blada…
-zakręciło mi się w głowie – powiedziała cicho kobieta
-chodź ze mną do gabinetu, zmierzę ci ciśnienie. Pewnie za dużo stresu jak na raz –pomogła kobiecie wstać- Zaraz coś poradzimy

po 10 minutach



-Tak jak myslałam. Masz stanowczo za małe ciśnienie. Nie jest to dobre ani dla Ciebie ani dla dziecka- powiedziała odkładają c aparat
-Dam Ci coś na podniesienie ciśnienia i idziemy spać- nie ma mowy o dalszym siedzeniu- dodała przygotowując strzykawkę
-Lucia?- powiedziała lekko przerażona kobieta- myślałam, że dasz mi jakaś r=tabletkę i będzie po sprawie
-teraz najważniejsza jest szybka poprawa Twojego stanu. A tabletki często działa ja w opóźnieniu- odpowiedziała lekarka uśmiechają się- Daj rękę i nic się nie bój. Prawie nie poczujesz

Po chwili



-I co moja droga, było aż tak strasznie? Jak chcesz to dam Ci lizaczka- dodała Lucia  uśmiechając się do Sandry
-wolałabym kompocik wiśniowy- odpowiedziała kobieta, przytrzymując wacik
-Dostaniesz rano. A teraz wracajmy się trochę zdrzemnąć zanim reszta pomyśli, że niknełyśmy. Jak jutro to wszystko się skończy, zabiorę Cie na normalne badania.

08:43:25



Sandra powoli otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju. Przez okno wpadły jasne promienie słońca i oświetlały pomieszczenie. Przy  biurku siedziała Rebecka i coś przglądała
-witaj śpiochu- powiedziała widząc, że Sandra już się obudziła- lepiej się czujesz?
-taaaak…. Która godzina?
-po dziewiątej, ale spokojnie. Ty masz odpoczywać i o nic się nie martwić. Nie możemu pozwolić, by coś się tobie luc dziecku stało- odrzekła Rebecka uśmiechają się
-przecież miałam wam pomóc z tymi dokumentami
-wszystkim się zajeliśmy. Przejrzeliśmy co do kortki i udało nam się znaleźć kilka haseł. Jeszcze trzy blokady i będzie po wszystkim. Lucia poszła z Hectorem sprawdzić te probówki co chłopcy znaleźli. Zaraz powinni wrócić
-zjesz coś?- dodała – Na stoliku masz kanapki i kompocik wiśniowy
Sandra uśmiechneła się przypominając sobie nocne żarciki Luci

06:32:51



-I co, co tam było?- zapytała Rebecka wchodzącą Lucie i Hectora
-Tylko różne odmiany wirusa- powiedziała kobieta – Przez myśl mi nie przeszło, że oni mają tyle tego cholerstwa….- O Sandra, jak się czujesz?- zapytała widząc, że kobieta czyta jakąś książkę
-już dobrze- powiedziała podnosząc wzrok i zamykając podręcznik- znaleźliście coś jeszcze?
-wybuch spowodował osuwisko sklane w połowie korytarza. Prawdopodobnie odciał główną siedzibę OTTOXu. Główny komputer jest przez nich i tak kontrolowany więc to dla nich żadna strata. Ale jedno jest pewne. Ktoś jeszcze jest w podziemiach, tle że po drugiej stronie osuwiska
-na przykład mój ojciec?- zapytała cicho Sandra
Hector lekko pokiwał głową

04:21:02



-Marcos, Dave, co się stało?- wykrzykneła Lucia widząc chłopaków podtrzymujących zakrwawionego Ivana
-przeszukiwaliśmy 2 laboratorium i zapadła się pod nami podłoga, tam były jakieś… kości! To było straszne! –Marcos był roztrzęsiony
-połóżcie go tutaj, zaraz go obejrzę
-chyba złamałem sobie nogę- wyjęczał Ivan
Lucia zdezynfekowała zadrapania chłopaków i obejrzała nogę
-zaraz Ci ją nastwię
-Co?! Tutaj ? Nie lepiej w szpitalu…? – Ivan był przerażony
-leż spokojnie, nie mamy czas. Ostrzegam zaboli, ale potem dam Ci lek przeciwbólowy i nic nie będziesz czuł

Lucia zadecydowała, że zawiezie Ivana do donku w lesie. Nie mógł tu zostać w takim stanie
-Marcos, jedź z nimi- powiedziała Snadra. Kobieta nie mogła dłużej ryzykować życia swojego syna. I tak wiele im pomógł…
-Mowy nie ma!!!  Zostaję i Wam pomogę!...
-Marcos, mama ma rację- odezwał się Hector – Jedź i dotrzymaj towarzystwa Ivanowi. Paula też pewnie za Tobą tęskni. Niedlugo będzie po wszystkim i znów się zobaczymy…
Chłopak pokiwał głową z rezygnacją i wyszedł za Lucią i Ivanem
Dabe spojrzał na siostre. Jeśli ona kaze mu też jechać, to będzie koniec. Przecież tylko on zna się na komputerach
-Dave…-zaczeła Rebecka
-Siostra, ja muszę zostać! – krzyknał chłopak. Beze mnie sobie nie poradzicie
-Dave, idziemy do podziemi. Mamy niewiele czasu by odnaleźć to hasło. Rebecka nie wiedziała, że nie jest to dobre rozwiązanie. Ale nie mogła kazać bratu wyjechać, gdyż był on im potrzebny. A powolenie mu zejść na dół samemu byłoby szaleństwem
-Rebecka!- zawołał Hector a gdy kobieta obejrzała się, dodał- Uważajcie na siebie. Będziemy w stałym kontakcie

03:11:21



-Lucia powinna już wrócić, co nie?- zapytała zdenerwowana Sandra
-kochanie, spokojnie- Hector przytulił ją. Niedługo będzie spowrotem
Sandra spojrzał smutno na brata
-Hector, czy my przeżyjemy?- zapytała drżącym głosem
Męźczyzna objął ją… Nie wiedział co powiedzieć. Nawet już nie miał siły pocieszać siostry, gdyz sam nie wierzył w to, że przeżyją

01:22:56



-Hector jesteś?- usłyszeli głos Rebecki
Męzczyzna szybko podbiegł  do biurka
-Tak co się stało?
-Udał nam się złamać dwa pozostałe hasła. Dave pracuje nad ostatnim ale naprawdę czarno to widzę
-Boże… -szepneła Sandra
-Ale dowiedzieliśmy się jednego. Wirus zostanie aktywowany w inrternacie a dopiero po  10 minutach w pozostałych miejscach, więc lepiej schodźcie do nas- dodała Rebecka
Rodzeństwo spojrzało na Lucie
-nie ma co czekać. Mamy leki ale w chwili emissji wirusa nawet one nas nie ocala. Musimy być w dużej odległości od centrum emisji

W tym samym czasie



Mężczyzna rozsiadł się wygodnie w fotelu i rozejrzał po Sali. Na ścianach wisiały portrety jego towarzyszy a w centralnym miejscu ich symbol. Tyle pracy przyniosło rezultaty. Spojrzał na zegarek, Jaszcze godzina i będzie po wszystkim. Jeszcze godzina i jego córka wróci do świata żywych
-nigdy to się Wam nie uda-zajęczał słabo męzczyzna przykuty do fotela. Był cały blady i wycieńczony
-Jack, zamknij się myślisz, że pozwolę zniszczyć to nad czym pracowałem przez tyle lat?- zaśmiał się przerażliwie
-oni odnajdą hasło i to wszystko się skończy- wyjęczał Noiret
-Karl wiem co robić-zwrócił się do męzczyzny w kącie- mam dosyć tego jęczenie. Kiedyś Noiret był bardziej użyteczny…
Fleischier podszedł do Jacka i przyłożył mu do twarzy szmatę nasączoną chloroformem, po czym zwrócił się so Wulfa
-naprawdę myślisz, że nie trzeba spróbować usunąć tego gruzu?
Przecież oni mają dostęp do głównego laboratorim…
Ritter zaśmiał się
-Nie ma potrzeby. Nawet teraz z całą swoją wiedzą są bezsilni. OTTOX jest potęgą i nikt jej nie zniszczy!  ”Tylko słabi muszą umrzeć”… Ewakuacja dzieciaków na nic się zda. Wirus dosięgniech ich wszystkich!
-Ale nie Twoją córkę?
-Sandra jest bezpieczna ona i jej córeczka. Muszą przeżyć, by dać początek nowej odrodzonej rasie aryjskiej… i by uratować Evę
-a co zrobisz potem?
-założę agencję towarzyską, Karl. A Sandra będzie jedną z najlepszych tancerek… Przestań zadawać głpie pytania!

00:42:31



Wszyscy krążyli nerwowo po pomieszczeniu. Ich czas powoli się kończył i każdy był tego świadomy. Okrutne hasło było nie do złamania. Żadna kombinacja nie pasowała. Wszyscy oprócz Sandry zażyli antidotum. Trzeba było być przygotowanym na najgorsze

00:02:12



-Dave, błagam Cię- wyszeptała Rebecka- Użyj swojej mocy. Musisz nas ocalić
-Siostra, nic już nie da się zrobić- wyszeptał chłopiec smutnym głosem  -Wgrałem bota, który powinien anulować wirusa, ale nie wiem czy on zadziała. Musimy czekac …

-Hector, boję się- wyszeptała Sandra tuląc się do brata. A co będzie jaślli wirus się uaktywni? Co będzie z nimi, z ich dziećmi?
-spokojnie zażyliśmy lekarstwo. Nawet  jeśli wirus się uaktywni, mamy jeszcze 48 godz  by spróbować zsyntetyzować kolejne dawki leku…- po czym urwała zrezygnowana. Sama  nie wierzyła w to, co mówi.

http://s2.ifotos.pl/img/12_hrrqnrh.jpg




Wszyscy wpatrywali się z napięciem w zegar, który bezlitośnie odmierzał upływający czas. Już tylko sekundy dzieliły ich od katastrofy, która zmieni bezpowrotnie sens ludzkiego istnienia. Dave odszedł od komputera i wszyscy zgromadzili się przy drzwiach wyjściowych, by być gotowym na ewentualną ewakuację, gdyby coś poszło nie tak. Piątka ludzi, uwięziona pod piekielnym Internatem. Ich życie zależało od skuteczności małego modułu, który tylko cudem mógłby zatrzymać tę koszmarną procedurę.

Zegar wskazywał 00:00:01, gdy nagle się wyłączył a komputer przestał pracować. Wszyscy spojrzeli po sobie ze strachem, ale i z nadzieją.
-Udało się? -wyszeptała cicho Sandra.
Dave powoli zniżył się do komputera, Włączył go i szybko przejrzał zapisy rejestru. Spojrzał na siostrę i resztę.
-Dave, udało się?! -zapytała zniecierpliwiona Rebecka.
Chłopiec pokiwał głową i opadł wyczerpany na krzesło. Udało się, ludzkość byłą ocalona.
-Boże, przeżyliśmy... -wyszeptała Lucia.
-Wyjdźmy stąd jak najszybciej, jedźmy do naszych bliskich i świętujmy! -wykrzyknął Hector z entuzjazmem.
-Dave, co się dzieje? -zapytał Sandra widząc, ze chłopak nagle przystanął i się przysłuchuje uważnie.
-Coś jest nie tak... -powiedział z namysłem.

Po chwili już wiedzieli, co jest nie tak. Nagle w pomieszczeniu zamigotało czerwone światło i włączył się alarm. Na ekranie, gdzie wcześniej wyświetlał się czas do aktywacji wirusa zamigotał komunikat: „Tryb samozniszczenia siedziby uruchomiony. Destrukcja nastąpi za 30 sekund... 29...28....

Cała piątka rzuciła się szybko w stronę drzwi. Mimo że udało się ocalić świat od zagłady, oni byli teoretycznie zgubieni. Uwięzieni kilkanaście metrów pod ziemią, za kilka sekund będą pogrzebani pod gruzami. Biegli długim korytarzem, jak najdalej od tego feralnego laboratorium. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć wyjścia do lasu, albo chociaż do budynku szkoły. Jest, ich oczom ukazały się z daleka schody prowadzące do wyjścia...

Nagle Internatem zatrząsł wybuch. Wszyscy rzucili się w stronę przejścia dusząc się i kaszląc. Tylko metry dzieliły ich od wyjścia z tego piekła. Lucia wyciągnęła telefon i zadzwoniła po policję...

W tym czasie w siedzibie OTTOXu



Mężczyźni z uwaga obserwowali zegar. Sekundy dzieliły ich od osiągnięcia od dawna zamierzonego celu. Jeszcze kilka chwil i stali by się panami ludzkiego istnienia. Zegar wskazał sekundę do aktywacji wirusa i nagle się wyłączył.
-Wulf, co jest? -zapytał zdezorientowany Karl. -Czy tak miało być?
-Dziwne, zegar powinien dokończyć odliczanie...
-Czy to jest możliwe, aby jakiś mechanizm się uszkodził? Chyba, ze Max zrobił nam taki mały żart przy konstrukcji, mówiłem, żeby go mieć na oku.
-Karl, zacznij w końcu myśleć logicznie! Z maszyną było wszystko w porządku. I nie mogła się tak sama z siebie uszkodzić, chyba ze...
Obaj mężczyźni pomyśleli o tym samym w jednej chwili.
-Zdezaktywowali zegar!
-Mierde! -krzyknął zdenerwowany Wulf. -Jakim cudem im się to udało? Hasło było nie do złamania.
Nagle w pomieszczeniu zamigotało czerwone światło i włączył się alarm.
-Mierde! Co się dzieje, Ritter! -wrzasnął Karl. -Musimy uciekać. -po czym rzucił się w stronę drzwi. Bezskutecznie. Alarm zadziałał błyskawicznie. Włączyły się wszystkie bariery ochronne. Drzwi były zablokowane. Tryb autodestrukcji podziemi właśnie się aktywował. -Zginiemy przez to, ze nie wziąłeś pod uwagę, ze im się uda zdezaktywować mechanizm!
-Jesteśmy bezpieczni. -powiedział blady Wulf. Sam nie był do końca pewien jak działa mechanizm autodestrukcji,. Ale był pewien, ze ich główne pomieszczenie jest odcięte od systemu. Przecież tylko one prowadziło do gabinetu, gdzie była ukryta Eva. Właśnie, a co z nią? Przecież antidotum miało zacząć działać w tym samym momencie, co aktywacja wirusa... Jeśli to prawda, to jego dawno utracona córeczka właśnie dochodzi do siebie...Szybko rzucił się w stronę przejścia. Niestety, ono tez było zablokowane.
Nagle budynkiem wstrząsnął wybuch. Ze ścian zaczęły opadać kawałki tynku.
-Wulf, zaraz wszyscy tutaj zginiemy! -krzyknął mężczyzna. -...

Jednak już nie dokończył tego, co chciał powiedzieć. Wszyscy w jednej sekundzie zostali pogrzebani pod stertą gruzu i kamieni...

........................................

Za przygotowanie tego posta składam podziękowania Pauli (paulax5)

Ostatnio edytowany przez Julia25 (2011-02-27 14:09:48)


Zapraszam na chomiczka
http://chomikuj.pl/Nadkomisarz



https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObWNv8_qI/AAAAAAAAAZQ/t7xEgIslZls/Obraz_hrrqrns.jpg



https://lh5.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TYObSyUS4qI/AAAAAAAAAZM/TxOY-TwQK6I/4_hrrqrxa.jpg

Offline

 

#149 2011-03-07 22:40:38

 paulax5

Wymiatacz

Zarejestrowany: 2010-09-15
Posty: 1147
Punktów :   29 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Nmzc  Julia   ja to tylko przepisałam

Julia25 napisał:

Lucia cały czas się zastanawiała, gdzie się podział Jack. Nie było go w jego gabinecie, więc były dwie możliwości. Albo jest z OTTOXu, albo… Ci dranie mu coś zrobili…

Lucia bardzo się bała o niego wkońcu ciągle coś do niego czuła i to nie była już miłość ale zwykła przyjaźń, no i był zdecydowanie ważniejszą osobą bo przecież to ojciec jej synka… - Jak ja mu powiem jeśli coś się satnie Jackowi, Tomás ostatnio bardzo się do niego przywiązał. Lucia w tym momencie dopiero pomyślała o swoim synku- Co z nim będzie jeśli mi się coś teraz stanie, jeśli jeszcze Jackowi cos zrobili to kto się nim zajmie?- zastanwaiając się wyjeła portfel  i popatrzyła na zdjęcie z wakacji:


https://lh4.googleusercontent.com/_g4ceN2F2GQU/TWpkdjwHYUI/AAAAAAAAAEA/Gr7MKd5rW5Q/s288/123.jpg



Widząc to zdjęcie Lucii pociekły łzy po policzku jednak postanowiła się wziąść w garść I zrobić wszystko aby nie dopuścić do tego by jej synek został sam
W tym moemocie do Sali wszedł Marcos z Davidem i Ivanem

Julia25 napisał:

-Marcos, Dave, co się stało?- wykrzykneła Lucia widząc chłopaków podtrzymujących zakrwawionego Ivana
-przeszukiwaliśmy 2 laboratorium i zapadła się pod nami podłoga, tam były jakieś… kości! To było straszne! –Marcos był roztrzęsiony
-połóżcie go tutaj, zaraz go obejrzę
-chyba złamałem sobie nogę- wyjęczał Ivan
Lucia zdezynfekowała zadrapania chłopaków i obejrzała nogę
-zaraz Ci ją nastwię
-Co?! Tutaj ? Nie lepiej w szpitalu…? – Ivan był przerażony
-leż spokojnie, nie mamy czas. Ostrzegam zaboli, ale potem dam Ci lek przeciwbólowy i nic nie będziesz czuł

-Naprawdę Ivan zaufaj mi , będzie dobrze, dasz radę, będzie boleło dosłownie momencik
-no niewiem..,
-najlepiej odwróć się i nie patrz, dobrze?
Chłopak jednak nic już nie odpowiedział
-aaaałłłłł –krzyknoł Ivan podczas nastawiania nogi
-już po wszystkim zaraz dam Ci środek przeciwbólwy. Lekarka wyszła z Sali konf i pobiegła do gabinetu po lek, po kilku minutach wróciła. Napełniła strzykawkę i podała lek chłopakowi. Teraz najlepiej będzie jak Cię stad zabierzemy nie ma sensu żeyś tu był tym bardziej że jest tu bardzo nie bezpiecznie, teraz i tak nie jestes jużnam w stanie pomóc.

Julia25 napisał:

Lucia zadecydowała, że zawiezie Ivana do donku w lesie. Nie mógł tu zostać w takim stanie
-Marcos, jedź z nimi- powiedziała Snadra. Kobieta nie mogła dłużej ryzykować życia swojego syna. I tak wiele im pomógł…
-Mowy nie ma!!!  Zostaję i Wam pomogę!...
-Marcos, mama ma rację- odezwał się Hector – Jedź i dotrzymaj towarzystwa Ivanowi. Paula też pewnie za Tobą tęskni. Niedlugo będzie po wszystkim i znów się zobaczymy…
Chłopak pokiwał głową z rezygnacją i wyszedł za Lucią i Ivanem

Lucia wraz z chłopakami wsiedli do samochodu i pojechali do domku, gdy dotarli na miejsce Lucia i Marcos pomogli Ivanowi wejść do środka i położyli go na kanapie.
-teraz musisz trochę odpocząc zresztą obu się Wam to przyda odwaliliście kawał dobrej roboty, jestem wam naprawdę bardzo wdzięczna za pomoc. A ty Ivan pewnie po tym leku będziesz troszkę senny więc tym bardziej się przespij  i nie wolno Ci wstawac, jasne?
-tak, tak nie będę
-Marcos proszę przypilnuj go i zajmij się kolegą, jak będziecie czagos potrzebowac to spytajcie się Pani Victorii, mamy Dave’a i Any albo pielęgniarki, która jest na dole, aha no i jakby działo się coś z tą noga to własnie do poprością ją o pomoc, ja zaraz do niej zejdę i o wszystkim jej powiem. Czujcie się jak u siebie

Lucia zostawiła ich w salonie i zaeszła na dół gdzie w pokoiku Tomása był też Manuel z Paula a na zewnątrz opiekunka czytała książkę
-Witam Alicia
-Cześć Lucia
- jak tam mały?
-wporządku, możesz mi powiedzieć o co tu chodzi? Co się dzieje?
-nie rozumiem
-czemu tu jest teraz tyle osób, u Pani Victorii jest jej córka i Martin z dziećmi  a tu Twój kolega z tą małą, coś się dzieje prawda?
-wiesz Alicia, mamy w szkole małe zamieszanie i zewzględu na bezpieczeństwo oni muszą tu być, ale spokojnie nie długo będzie po wszystkim, właśnie mam prośbę do Ciebie u góry jest 2 uczniów, 1 mam poważna ranę nogi, nastawiłam mu ją i zdezynfekowalam całą ranę ale trzeba zerkać czy się coś nie dzieje mogłabyś co jakiś czas spojrzeć na jego nogę?
-jasne nie ma problemu
-dziękuję, Idę troszkę do Tomása

-Mama!!!!- ucieszył się chłopiec bo ostatnio Lucia rzadko go odwiedzała z powodu tych wszystkich wydarzeń w Internacie
-cześć skarbie, jak tam się trzymasz? Cześć Manuel, czesc Paula
-cześc, jak wam idzie długo jeszcze to wszystko potrwa??
-dobrze Mamo, wiesz jak fajnie teraz gramy w chińczyka z Paulą i Wujkiem Manuelem a wcześniej był u mnie Lukas, wiesz?
-tak, kochanie wiem, że miał Cie odwiedzić
-Manuel ja.. ja –Kobieta niewiedziala co powiedzieć. Męzczyzna widząc kolezanke w takim stanie stwierdził ze to naprawde nie zarty i to wszystko co się dzieje to bardzo powazna sprawa
-Paula, zostan tu na chwilkę z Tomásem dobrze? Ja zaraz wracam wyjde tu tylko na korytarz będziesz mnie widziala
-nie, ja się boje…
-ale tutaj nikt nie wejdzie Paula, zobacz to jest szyba… i drzwi na kod… Tutaj jest bardzo bezpiecznie bo nikt tu nie wejdzie
-no dobrze zostanę
-Chodz ze mna Lucia- Razem wyszli z pomieszczenia chłopca- a teraz powiedz mi co się dzieje, najpierw Sandra teraz Ty obie wygladacie jakbyście ducha zobaczyly i jeszcze ta ewakuacja
-ojj Manuel zebys wiedzial
-możesz mi powiedzieć, na pewno poczujesz się lepiej
-wiem, wiem Manuel, ale nie chcę Cię jeszcze tym martwić
-chodzi o OTTOX tak?
-skad wiesz o OTTOXsie? Sandra Ci coś mówiła?
-musiała mi cos powiedzieć, inaczej nie mógłbym jej pomóc, powiedz mi co się dzieje, co cię tak martwi?
-Manuel, ja… ja niewiem jakie „ONI” mają plany ale boję się, że mogę tego nie przeżyć, jeśli coś mi się stanie co będzie z Tomásem?
-hej! Hej! Spokojnie przecież  nie zostawimy go samego, Lucia spokojnie, nie denerwuj się tak. Idź jeszcze na chwilę do  synka i nie mysli o tym
-dzeki Manuel
Kobieta poszła jeszcze do chłopca, przytuliła go i wróciła do Internatu

[….]



Julia25 napisał:

Cała piątka rzuciła się szybko w stronę drzwi. Mimo że udało się ocalić świat od zagłady, oni byli teoretycznie zgubieni. Uwięzieni kilkanaście metrów pod ziemią, za kilka sekund będą pogrzebani pod gruzami. Biegli długim korytarzem, jak najdalej od tego feralnego laboratorium. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć wyjścia do lasu, albo chociaż do budynku szkoły. Jest, ich oczom ukazały się z daleka schody prowadzące do wyjścia...

Nagle Internatem zatrząsł wybuch. Wszyscy rzucili się w stronę przejścia dusząc się i kaszląc. Tylko metry dzieliły ich od wyjścia z tego piekła. Lucia wyciągnęła telefon i zadzwoniła po policję...

-Buenos Dias, tu Lucia Garcia, z Internatu Laguna Negra, właśnie ył wyuch. Przysypani są ludzie…-naziści….
-wybóch? Znów??? Zaraz zaraz naziści?? Czy Pani ma mnie za kretyna??
-nie mówię poważnie, to ludzie, którzy uciekli z niemiec i ukryli się w Hiszpani pod zmienionymi nazwiskami. Najprawdopodobniej jest tam Ritter Wulf znany jako Santiago Pazos, Karl Fleichier- Coronel Araujo, Theodora Räuber- Hervas Asuncion i Camilo Belmonte, możliwe, że jest tam również przetrzymywany przez nich Jackques Noiret i nie wykluczone ze jeszcze inne osoby współpracujące z nimi. Proszę wezwać do nas straż, trzeba się tam dostać!
-dobrze zaraz wyślę do państwa jednostkę
Lucia skończyła rozmowę przez tel i zwróciła się do reszty:
-zaraz przyjadą, po czym podeszła do wejścia, które było całkowicie przysypane
-ja muszę tam wejść! Musze sprawdzić czy Jack jeszcze żyje!
-Lucia, Co ty mówisz?, zwariowałaś? Przecież nawet nie wejdziesz odkopywanie zajmie pewnie kilka dni!
-Hector, ja musze, musze wiedzieć co z Jackquesem
-chodz, nic nie da się zrobić…- odciągała ją Rebecka
-STUDNIA!!! Jest jeszcze przejście w studni! Może ono nie jest przysypane
-Lucia proszę chodźmy i cieszmy się tym, że przeżyliśmy, Policja jak przyjedzie to zajmą się reszta i na pewno go znajdą, chodz idziemy do domku, wszyscy tam na nas czekają nie chcę już ryzykować życia zrozum dopiero urodziłam dziecko…
-tak, przepraszam może masz rację, miejmy nadzieję ze policja go znajdzie
Wszyscy ruszyli więc w kierunku domku, nagle usłyszeli….
STAĆ!!
Cała gromadka zatrzymała się i lekko odwróciła w stronę osoby, której głos nie zabrzmiał przyjaźnie
-Tata…?? Przecież Ty…- zdziwiła się Lucia
-nie zyjesz… to chciałas powiedzieć?
-ja…yyy…
-A teraz ruszać się, zejdziecie wszyscy ze mną na dół do Wulfa
-że co?- zdziwił się Dave
-słuchaj on został przysypany, był wybuch, oni byli na dole, pewnie już nie zyją, zresztą nie jest mi ich szkoda- odezwała się Rebecka
-to niemozliwe, nie wierze Ritter wszystko zaplanował i… to nie…
-a jednak
Rebecka widząc złość Adolfa i znając skłonności nazistów do zabijania zasłoniła brata, chcąc go chronić. Adolf był w szoku po kilku minutach wrzasnoł
-Ruszcie się! Idziecie ze mną, muszę się tam dostać i żadnego ale bo strzelę
Cała 5 w ogromnym szoku i strachu ruszyła do wejścia do podziemi jak im rozkazał Adolf widząc jednak, że wejście jest całkowicie zasypane postanowił wejść innym wejściem- przez studnię
Wszyscy ruszyli więc w jej kierunku, gdy dotarli na miejsce zeszli w dół i bez… problemu dostali się do pomieszczenia, w którym wg Adolfa znajdował się Wulf i reszta. Były to drzwi, o których istnieniu nikt z internatu nie wiedzial. Jednak wszystko była zasypane, całe wejście i nie mogli dostać się do środka. Merkel postanowił zrobić wszystko, aby dostać się do Wulfa i rreszty. Wyjął z plecaka „granat” i rzucił go na środek gruzu. Widząc to wszyscy stali jak osłupiali i nie wiedzieli co robić-zamurowało ich. Adolf Merkel schował się za głazem a spośródnaszych jedynie Dave zachował zimną krew i natychmiast kazał wszystkim się schować. Po chwili stali już kilka metrów dalej ukryci za ścianką w innym korytarzu. Lucia obejrzała się i spojrzała na Sandrę
-Sandra dobrze się czujesz?- spytała
-ja…niewiem, słabo mi
Lucia jednak nie zdązyła już nawet odpowiedziec Sandrze, gdy następił wybuch…

Po chwili wszyscy otworzyli oczy  i spojrzeli na siebie
-żyjecie?- spytała z lekko obawa Rebecka
-tak,tak jesteśmy- Po tych słowach wyjrzeli, aby spojrzeć na to co spowodował wybuch. Wyszyli z ukrycia i zobaczyli Adolfa Merkela podchodzącego do nich z bronią
-pss… musimy wyjść z podziemi, nie możemy wejść do środka bo to się na pewno źle skończy – szepnął Hector jednak Nazista ich uprzedił zagrażając zabiciem kazał wejść do środka . Lucia szła przodem rozglądając się wszedzie za Jackiem
-Jack?  Jackques???
Weszli do środka….

Pierwszą rzeczą, która się rzuciła w oczy była spora kapsuła, w której leżałą dziewczynka. Kapsuła była uchylona ale znajdowała się w pod dodatkową osłonką co sprawiło ze ani kapsułe ani dziewczynce się nic nie stało. Niedaleko od kapsuły Lucia dojrzała Wulfa, który w połowie był przygnieciony kamieniami. Adolf podbiegł do kapsuły spojrzał na dziecko po czym natychmiast podszedł do Rittera. Sandra z Hectorem zaciekawieni a zarazem przerażeni widokiem dziecka postanowili podejść do dziewczynki, bali się że może to być jedno z ich uczniów. Lucia dalej przedzierała się przez gruz w poszukiwaniu Noireta.
-Tam jest!- krzykneła po chwili Rebecka wskazując na miejsce gdzie leżał Jack. Lekarka natychmiast podbiegła do męzczyzny, który był nie przytomny
-Jack, słyszysz mnie? Jack odezwij się do mnie
-Lucia, co z nim? Żyje…?- spytała Rebecka
-żyje, jest nie przytomny i to ni przez wybuch! Dave proszę pomórz mi zdjąć ten kamień z jego ręki –potrzebuję opatrunków, leków- Lucia popatrzyła na Wulfa- Co mu zrobiłeś???? Co mu podałeś?- Wulf nie odp spojrzał tylko na kobietę i usmiechnął się
Lucia miała ochotę podejśc i zrobić coś temu naziście powstrzymywał ją jedynie jej ojciec, a właściwie mężczyzna, który się za niego podawał
-Odsuń się od niego bo Cię zaiję!!
-Lucia tu masz jakaś apteczke, leki itp.- powiedział Dave wskazując na szafkę stojącą nie opodal
Kobieta wzięła potrzebne jej materiały i opatrzyła rany Jackowi spowodowane wybuchem wciąż nie wiedząć dlaczego jest on nie przytomny

Merkel odkopywał Wulfa i zmusil do pomocy przy tym Hectora, który widząc dziewczynkę identyczna jak Paula był w szoku, kompletnie nie wiedział co się dzieje i dlaczego to dziecko jest takie podobne do jego siostrzenicy. Lucia widząc Hecotra w tym stanie zorientowała sie za cos jest nie tak, spojrzała na Sandre, która była blada jak ściana. Nie zastanawiając się długo podeszła do kapsuły, to co tam zobaczyła przeraziło ją
-czy to Paula?- przeciez ona jest....
-nie spojrz to nie Paula, Paula ma tutaj blizna na rączce, ta dziewczynka.... ta dziewczynka to nie Paula
Gdy Lucia tak rozmawiala z Sandra dziewczynka otworzyła oczy.....

-Was ist passiert?
Kobiety popatrzyły na siebie.
-spokojnie, nie bój się- powiedziała Sandra do dziewczynki
Dziewczynka tylko z jeszcze wiekszym przerazeniem spojrzala na nie i rozejrzała się do koła
-Wo ist mein Papa?
Lucia spojrzała na Sadnre poźniej na dziewczynkę i już rozumiała-to córka Wulfa!!
-Keine Angst- odpowiedziała Lucia
-Lucia nie widziałam, że ty znasz niemiecki
-no wiesz Tatuś troszkę mnie poduczył
-Ich will zu meinem Vater- powiedziała z płaczem dziewczynka
W tym momencie Wulf został odkopany ledwo chodzą dokuśtykał do córki, która się go bardzo wystraszyła i przytuliła do Luci, która próbowala uspokoić mała ale z 2 strony to jak można powiedzieć dziecku, ze mineło kilkanaście lat, że jej ojciec jest teraz stary i świat się zmienił???
Wulf zaczął wyszarpywać mala z ręk Lucii i na obronę dziecka rzucił się Hector. W tym momencie padł strzał…

Rebecka patrzyła przerażona i rozejrzała się gdzie padl strzał…
Po chwili Hector osunał się na ziemie i do pomieszczenia weszla Policja i straż, która natychmiast podeszła do nazistów i zakuła ich w kajdanki tym czasem Lucia nie mogła uwierzyć w to co widzi jej ukochany mężczycna leżał w kałuży pełnej krwi…
Szybko sięgneła po kilka narzędzi medycznych znajdujących się w Sali i uciskała ranę na nodze Hectora.
-Rebecka natychmiast poprosiła straż o karetkę zwłaszcza ze jeszcze Jack był nie przytomny a Lucia musiała zając się Hectorem

Po jakimść czasie, przyjechała karetka zabierając Hectora i Jacka do szpitala. Oczywiście Lucia również pojechała a do szpitala. Recbecka wzięła Eve i wraz z Sandra i Davidem wyszli z podziemi i udali się w kierunku domku, gdzie była ich rodzina. Hector został operwonany a Jack nie długo po przewiezieniu do szpitala obudził się i Lucia poszła z nim porozmawiać.

Offline

 

#150 2011-03-08 14:03:18

 crisfan

VIP

Skąd: Sercem z Meksyku;)
Zarejestrowany: 2010-08-25
Posty: 394
Punktów :   13 

Re: Gra, w której tworzymy fabułę związaną z Internatem.

Jack wcale nie miał ochoty jechać do szpitala. Nic mu przecież nie było. To że Lucia była z nim cały czas dało mu dużo do myślenia.  Łączył ich nie tylko syn i obydwoje o tym doskonale wiedzieli. Ale z drugiej strony jaka przyszłość czeka ją i Thomasa jego boku. Nawet nie wiedział jak potraktuje go policja. Miał z nimi umowę, ale nie był pewny czy za swoje wcześniejsze zbrodnie nie odpowie przed sądem i nie wyląduje na długie lata w więzieniu.  No i była jeszcze Amelia….Jack się pogubił. Nie wiedział już co ma myśleć i co czuje. Tyle osób już skrzywdził w swoim życiu, nie chciał już nikomu więcej robić krzywdy. Chciał aby syn nie wstydził się go. Czy to jeszcze w ogóle możliwe?
Lucia chciała wejść do pokoju Jacka, ale uprzedziła ją Amelia.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Nie potrzebnie mnie tu zabrali nic mi nie jest.
-Muszę z Tobą porozmawiać. Wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale…wyjeżdżam. Przyszłam się z Tobą pożegnać.
-Co? Dlaczego? Myślałem…-urwał Jack
- Oboje wiemy, że to by się nie udało Jack-powiedziała Amelia-chce zapomnieć o przeszłości, o tym co działo się w Internacie.  Gdybym została przeszłość prędzej czy później przypomniała by o sobie. Zaczęlibyśmy się wzajemnie obwiniać za nasze błędy, a tego nie chce. Byłeś dla mnie kimś ważnym i nigdy Cię nie zapomnę…
-Rozumiem-powiedział Jack ze smutkiem-pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem. Żegnaj Jack- Amelia wyszła z pokoju Jacka po jej policzkach spływały łzy, ale wiedziała że postąpiła słusznie.
Jack leżał na łóżku, myślał o tym co powiedziała Amelia.  Do jego pokoju weszła policja.
-Musimy z panem porozmawiać. Powinien pan złożyć zeznanie.
-Rozumiem. Powiem wszystko co wiem-i Jack opowiedział im wszystko. Kiedy skończył zapytał:- Co zemną dalej będzie?
-O tym musi zdecydować sąd. Na pańską korzyść działa to, że współpracował pan z policją. Niestety zła wiadomość jest taka, że do czasu rozprawy musi pan pozostać w areszcie. Jak tylko wypuszczą pana ze szpitala, policjant zawiezie pana do aresztu. Pozostawimy także funkcjonariusza na straży, aby pana pilnował.
-Rozumiem.
-Za dwa dni wyjdzie pan ze szpitala. Rozprawa powinna być za jakieś 2 miesiące.
-Tak długo?
-Powinien pan wynająć adwokata. Do widzenia.

Jack miał już dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Chciał tylko zasnąć i nie myśleć o ostatnich wydarzeniach.  Zdrzemnął się chwilę. Obudziła go siostra, która przyszła mu podać kroplówkę.
Nie wiedział, że miał jeszcze jednego gościa. Obok łóżka siedziała Lucia. Uśmiechnęła się do niego.
-Od kiedy tu jesteś?
-Po wyjściu policjanta zasnąłeś, nie chciałam cię budzić.
-Co z Hektorem?
-Operacja się udała.  Wyzdrowieje.
-Cieszę się. Jak ty się trzymasz? Koszmar się skończył.
-Słyszałam, że do czasu rozprawy pozostaniesz w więzieniu. Znalazłam już adwokata…
-Co? Lucia ja…nie chcę cię w to mieszać.-przerwał jej Jack.
-Poradziliśmy sobie z OTTOX’em to i z tym sobie poradzimy.-uśmiechnęła się do niego-spokojnie nie oczekuje nic w zamian, wiem że łączy cię coś z Amelią widziałam jak u ciebie była.
-Też tak myślałem…Amelia wyjechała. Przyszła się ze mną pożegnać.
-Przykro mi. Myślałam…
-Mnie też. Nie mówmy już o tym…Lucia nie chcę cię skrzywdzić. Ostatnio za dużo się działo. Pogubiłem się w tym wszystkim. 
-Wszystkim nam potrzeba czasu, aby sobie to wszystko poukładać i postarać się zapomnieć o tym co było. O ile to w ogóle możliwe. Chce tylko, żebyś wiedział że nie ważne co jest między nami…Thomas jest twoim synem i potrzebuje cię. Powinniśmy go wychowywać wspólnie, nie mogę ci zabronić widywania się z nim. Wiem, że bardzo go kochasz…
-To bardzo wiele dla mnie znaczy. Dziękuje ci.
Lucia zostawiła Jacka samego. Musiała jeszcze złożyć zeznanie na policji i chciała jak najszybciej spotkać się z synem.

Po 2 miesiącach
Jack prosto z aresztu pojechał radiowozem do sądu. Rozprawa trwała krótko. Sąd wziął pod uwagę jego współpracę z policją, nie musiał już więcej siedzieć za kratkami. Ale…było kilka warunków. Jack miał kuratora i musiał odpracować wiele godzin prac społecznych, ponadto nie mógł wyjeżdżać z miasta i musiał wpłacić wysoką sumę pieniędzy na cele charytatywne.  Był jeszcze jeden warunek. Jeśli choć raz złamie prawo trafi na resztę życia za kratki. Musiał się pilnować-sędzia powiedział wyraźnie wystarczy mandat za przekroczenie prędkości i skończy w więzieniu.
Jack wyszedł z Sali rozpraw. Na zewnątrz czekała Lucia. Jack powtórzył jej wyrok sądu.
-Musimy to uczcić. Thomas czeka na nas w domu
-W domu? Lucia..-zaczął Jack
-Spokojnie. Zrobię nam coś do jedzenia, porozmawiamy. I to wszystko. Oczywiście będziesz mu musiał przeczytać mnóstwo bajek. Bardzo się za tobą stęsknił.

Od tej pory Jack prawie codziennie widywał się z synem. No i oczywiście z Lucią. Świetnie się rozumieli i pomagali sobie nawzajem. Pewnego dnia, gdy do nich przyszedł rozpętała się straszna burza.
-Nie możesz wracać w taką pogodę. Prześpisz się u nas na kanapie.
-Nie wiem czy to dobry pomyśl.
-Tak, tatuś będzie u nas nocował-cieszył się Thomas.
-Postanowione. Thomas by ci tego nie wybaczył. Chłopczyk złapał Jacka za rękę i zaprowadził go do swojego pokoju. Jack przeczytał mu bajkę i chłopczyk zasnął. Mężczyzna wrócił do Lucii.
-Zrobię nam coś do jedzenia.
-Pomogę ci.
Świetnie się razem bawili gotując. W pewnym momencie ich spojrzenia spotkały się.
-Lucia myślisz, że mogło by nam się udać?
-Zawsze warto spróbować. Tyle razem przeszliśmy…dzięki Thomasowi i tobie czuje się szczęśliwa.
-Zrobię wszystko, aby już tak pozostało-powiedział Jack i pocałował Lucię.


Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.

http://img146.imageshack.us/img146/3832/carol2x.jpg

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
golonko poradnia językowa yang za sms metin2pl co ile linieje ptasznik szukam chłopaka z mazur wiek 25_ 28 przekształcenie skali liczbowej